StoryEditor
Producenci
29.05.2020 00:00

Pandemia zmieni modele biznesowe detalistów i producentów [ANALIZA]

Wiele firm produkujących dobra konsumpcyjne i liczne sieci handlowe zdołały sprostać wyzwaniom związanym z pandemią koronawirusa. Można wyróżnić siedem kluczowych praktyk, które pomagają im przetrwać trudne czasy i przygotować się na „nową normalność” – to wniosek z artykułu analitycznego firmy McKinsey & Company „Consumer organization and operating models for the next normal”.

W czasach bezprecedensowego kryzysu zdrowotnego i społecznego firmy działające na rynku dóbr konsumpcyjnych muszą walczyć na wielu frontach, by chronić swoich pracowników, klientów, łańcuchy dostaw, a także wyniki finansowe. Szczególnie trudną sytuację mają detaliści, których pracownicy stoją na pierwszej linii ryzyka, a kadry menedżerskie muszą borykać się z gwałtownymi skokami popytu, który już to znika nagle, już to szybuje znacznie ponad możliwą podaż.

Te niezwykle wymagające okoliczności zmusiły organizacje do szybkiej adaptacji. Wiele z firm pod presją osiągnęło cele, do których dążyły od lat. Dzisiaj decyzje zapadają szybciej, cykle wdrażania innowacji skróciły się z miesięcy do dni. Praca zdalna – niedawno przywilej oferowany nielicznym – obecnie w wielu przypadkach stała się imperatywem. Dobra kondycja fizyczna i psychiczna pracowników stała się dla pracodawców ważniejsza niż kiedykolwiek przedtem, a w przypadku liderów kluczowe stały się takie cechy przywódcze, które przed kryzysem nie wydawały się krytycznie ważne.

Wiele z tych zmian nastąpiło z konieczności, często bez głębszego namysłu, zatem w przypadku części z nich należy się spodziewać powrotu do bardziej tradycyjnych praktyk. Jednak wiodące firmy wykorzystają ten szczególny moment, by na nowo przemyśleć i zresetować swoje modele biznesowe, przygotowując się na „nową normalność”. Analitycy firmy McKinsey przekonują, że konieczne będzie rozważenie i wdrożenie nowych praktyk w siedmiu kluczowych obszarach.

1. Reset modelu i rytmu operacyjnego, z mniej licznymi, ale ważniejszymi priorytetami

W ostatnich tygodniach i miesiącach obserwujemy, jak biznesy koncentrują się na kwestiach priorytetowych, zawieszając lub rezygnując z mniej krytycznych inicjatyw. Badanie przeprowadzone przez firmę McKinsey wśród ponad 100 członków zarządów firm z rynku dóbr konsumpcyjnych pokazuje, że menedżerowie chcieliby kontynuować i rozwijać takie podejście do zarządzania w nowej normalności, choć istnieją obawy, że po kryzysie – gdy przestanie działać mechanizm „walcz albo zgiń”, pojawi się tendencja powrotu do dawnych nawyków.

Aby utrzymać w biznesie obserwowaną dzisiaj koncentrację na priorytetach i strategiczną klarowność, trzeba będzie świadomie przemodelować wiele procesów i metod zarządzania. Przykładem są odbywane w czasach kryzysu regularne, zdyscyplinowane narady egzekutywy – wpisane w kalendarz prac zarządu – podporządkowane realizacji strategicznych priorytetów. Firmy ustalają dziś zasady pracy managementu, dzięki którym wspólny czas zespołów zarządzających poświęcany jest na podejmowanie najważniejszych decyzji, z pominięciem różnych taktycznych dyskusji.

Większość firm odkrywa też w dobie pandemii zbawienny wpływ częstych – i sformalizowanych – przeglądów strategicznych priorytetów. Taki przegląd może mieć formę np. kwartalnych spotkań zespołów zarządzających, podczas których ocenia się prowadzone działania i ustala, które przyspieszyć, które zmodyfikować, a z których zrezygnować. Taka zmiana struktury podejmowania decyzji może skłonić firmy do rezygnacji z procesu budowania trzyletnich strategii działania na rzecz bardziej dynamicznego modelu alokacji zasobów.

Koncentracja na mniej licznych, ale ważniejszych priorytetach może także umożliwić przedsiębiorstwom modyfikację struktur operacyjnych – poszczególne segmenty biznesu mogą być organizowane wokół czołowych priorytetów, a nie według podziału na kategorie produktowe czy geograficzne regiony działania firmy. Takie podejście spowoduje bardziej przemyślaną koncentrację na kluczowych markach i rynkach. Co więcej, zmiany mogą nastąpić na najwyższych szczeblach drabiny decyzyjnej – aby uwzględnić nowe priorytety, zespoły zarządzające mogą zostać poszerzone o nowe stanowiska, np. szefa działu przejęć i fuzji, szefa ds. budowania biznesu czy ds. transformacji.

2. Kompleksowa reorganizacja kosztów operacyjnych

Aby odzyskać rentowność sprzed epidemii koronawirusa, wiele organizacji musi zresetować swoją strukturę kosztów. Dotyczy to nie tylko branż, które bardzo ucierpiały na epidemii – jak odzieżowa czy duże AGD – ale także tych, które zwiększyły sprzedaż – jak spożywcza. W dłuższej perspektywie wszystkie firmy z rynku dóbr konsumpcyjnych będą się musiały zmierzyć ze zmianami nawyków konsumentów oraz ze zmianami w modelach interakcji z nimi – taki przykładowy nowy model to wprowadzona przez niektóre sieci opcja odbioru w sklepie predefiniowanego koszyka podstawowych produktów codziennego użytku.

Według wstępnych szacunków firmy McKinsey, detaliści, którzy nie adaptują się aktywnie do zmienionych warunków, mogą się liczyć ze spadkiem marży o 200 do 400 punktów bazowych, spowodowanym wzrostem kosztów pracy oraz kosztów realizacji dostaw (fulfillment). W krótkiej i średniej perspektywie oznacza to, że zmiana w proporcji kosztów do przychodów może być odpowiednikiem od 20 do 30 proc. kosztów ogólnych i administracyjnych. Te wyliczenia nie obejmują dodatkowych nakładów inwestycyjnych, niezbędnych do budowania potencjału wzrostowego.

W przypadku producentów dóbr konsumpcyjnych sytuacja jest bardziej zniuansowana. Niektóre branże rozkwitły dzięki krótkotrwałej gorączce robienia zapasów, podczas gdy producenci mniej niezbędnych towarów silniej odczuli pandemię. Choć jednak wpływ kryzysu na marże będzie różny dla poszczególnych sub-sektorów, to powszechna będzie konieczność inwestowania w nowe zdolności operacyjne – cyfryzację, gromadzenie danych i zaawansowaną analitykę (digital, data and analytics – DD&A). Wspomniane wyżej zmiany w modelu operacyjnym – koncentracja na priorytetach i usprawnienie procesu decyzyjnego – w sposób naturalny stworzą szansę resetu struktury kosztowej.

Większość ustabilizowanych biznesów praktykuje od dawna redukcję kosztów, ale koronawirus oferuje szansę odwrotu od tradycyjnego podejścia. Muszą nastąpić fizyczne zmiany, umożliwiające ludziom powrót do pracy – w krótkim terminie zapewne nieuniknione będzie wprowadzenie procedur fizycznego dystansowania, które zwiększą bezpieczeństwo pracowników. Nowe, bardziej elastyczne modele organizacji pracy wywrą potężny wpływ na działy HR i IT. Te i inne zmiany zmuszą firmy do adaptacji struktury organizacyjnej i modelu operacyjnego.

3. Znaczące przekształcanie zasobów w kierunku zwiększenia konkurencyjności

Wiele zmian, jakie zachodzą w ostatnich miesiącach, wiąże się z istotnym przyspieszeniem trendów konsumenckich, które obserwowaliśmy już od jakiegoś czasu. Przykładowo, od czasu wybuchu pandemii wartość zakupów online wzrosła w różnych branżach o 20 do 70 proc. – do tego trendu szybko adaptują się łańcuchy dostaw. Od pewnego czasu mamy do czynienia z problemami ekonomicznymi w handlu stacjonarnym i – zdaniem analityków McKinsey – należy się spodziewać dalszego zmniejszania się jego roli. W „nowej normalności” wiele sklepów będzie pełnić funkcję ogniw w łańcuchu dostaw danego detalisty. Zmieni się też model ich działania – w coraz większym stopniu zaspokajać one będą gusta lokalnych konsumentów, adaptując asortyment, politykę cenową i promocje do miejscowego rynku. I jeszcze jedna kwestia – globalna pandemia koronawirusa zwiększyła znaczenie elastyczności łańcucha dostaw, co wpłynęło m.in. na zmianę podejścia do źródeł zaopatrzenia, przede wszystkim do poszukiwania dostawców bliskich geograficznie.

Autorzy analizy wskazują też na inne zmiany, znacznie świeższej daty, ale prawdopodobnie równie trwałe jak wyliczone wyżej. Przykładowo, bezprecedensowy wzrost dbałości o higienę zwiększył zużycie środków higienicznych, ale też ręczników i chusteczek papierowych oraz plastikowych jednorazówek różnego rodzaju. Te zmiany wpływają negatywnie na zrównoważoną gospodarkę i zmuszają firmy do poszukiwania alternatyw przyjaznych dla środowiska.

Z kolei zasady dystansowania fizycznego przyspieszyły wdrażanie płatności zbliżeniowych, a także bezkontaktowych metod zakupów – według badań McKinsey, ok. 30 proc. konsumentów chce po kryzysie nadal korzystać z kas samoobsługowych – oraz bezkontaktowych opcji dostaw i odbioru zamówień online.

Ostatnią zmianą – i być może największym kłopotem firm z rynku dóbr konsumpcyjnych – jest wstrząs w zakresie lojalności konsumentów. W czasie kryzysu nawet do 40 proc. konsumentów zmieniło ulubione miejsce zakupów i ulubione marki, a wielu z nich może po pandemii pozostać przy nowych zwyczajach.

Detaliści i producenci towarów konsumpcyjnych muszą zapewnić sobie strategiczną pozycję, umożliwiającą generowanie wzrostu z tych znaczących trendów. Może to oznaczać dalsze inwestowanie w już istniejący potencjał – taki jak e-commerce czy nowości produktowe – ale też w nowe zdolności rozwojowe, np. uelastycznienie łańcucha dostaw, sprzedaż wielokanałową czy przyspieszenie rozwoju DD&A. Konieczne może się też okazać przemyślenie strategii marketingowej, kierunków rozwoju i inwestycji, w celu lepszego reagowania na zmienne potrzeby i nawyki konsumentów. Firmy mogą się również decydować na fuzje i przejęcia, by szybko rozwijać kluczowe kompetencje.

Przeciętny detalista lokuje od 6 do 9 proc. swoich łącznych zasobów w e-commerce, DD&A i elastycznym łańcuchu dostaw. W przypadku producentów paczkowanych dóbr konsumpcyjnych liczby są podobne – ok. 5 do 7 proc. zasobów. Jednak według najnowszego badania firmy McKinsey, menedżerowie uważają, że będą musieli alokować w tych obszarach dwa lub trzy razy więcej, by sprostać wyzwaniom przyszłości.

4. Przyspieszenie w kierunku elastycznej siły roboczej przyszłości

Kryzys COVID-19 dramatycznie przyspieszył eksperymenty z modelami elastycznej pracy. Korzystanie z aplikacji do wideo-konferencji wzrosło pięcio-, siedmiokrotnie, a firmy coraz chętniej stosują pracę zdalną. Wdrażane są projekty wymieniania się pracownikami, co pozwala reagować na nierównowagę pomiędzy popytem i podażą siły roboczej – przykładowo, detaliści i producenci dóbr konsumpcyjnych, którzy zmuszeni są wysyłać na postojowe lub zwalniać część załogi, kontaktują się z firmami, które pilnie poszukują nowych pracowników. Za pośrednictwem jednej z takich platform wymiany, która ruszyła w USA na początku kwietnia, w ciągu zaledwie dwóch tygodni pojawiło się ponad 600 tys. ofert pracy w przemyśle spożywczym. Niektóre firmy organizują wewnętrzne systemy wymiany pracowników – pewna chińska drogeria za pomocą takiego systemu przekierowała swoich ekspedientów do pracy w charakterze influencerów online.

W dłuższej perspektywie należy się spodziewać dwóch ważnych zjawisk na rynku pracy. Pierwsze to tzw. strategia specjalisty zdalnego („talent-anywhere strategy”), polegająca na budowaniu zespołów z pracowników mieszkających w różnych lokalizacjach – może ona być coraz częściej wykorzystywana przez pracodawców, którzy chcą wzmocnić swój potencjał pracowniczy w regionach, gdzie brakuje lokalnych rąk do pracy. Przykładowo, firma McKinsey sporządziła mapę populacji analityków danych w USA. Jak się okazało po zbadaniu 100 wiodących detalistów oraz 100 wiodących producentów dóbr konsumpcyjnych – aż w 70 proc. ich kwatery główne zlokalizowane były ponad 50 mil (to w USA „akceptowalna” droga do pracy – red.) od któregokolwiek z dziewięciu największych skupisk analityków danych.

Drugie ważne zjawisko można określić – w nawiązaniu do zarządzania sieciami energetycznymi w szczytach i minimach poboru prądu – strategią równoważenia szczytów i minimów zapotrzebowania na specjalistów. Powstawać będą swoiste platformy marketplace, na których firmy nie konkurujące ze sobą będą mogły czasowo wymieniać się specjalistami. W ramach rozwoju tego projektu powstawać będą bardziej wystandaryzowane „certyfikaty”, uznawane przez detalistów i producentów, definiujące kompetencje na poszczególnych stanowiskach pracy – kasjer, pracownik magazynowy, kierownik linii produkcyjnej, koordynator dystrybucji itd. – taka wymiana może ułatwić pracę działów HR, związaną z rekrutacją pracowników.

Warto ponadto wspomnieć o rosnącej roli rynku specjalistów kontraktowych, np. projektantów, grafików czy programistów – mogą oni pozwolić firmom na rezygnację z utrzymywania wewnętrznych zespołów eksperckich czy dużych centrów rozwojowych. Przykładowo, wielu detalistów zastanawia się nad celowością utrzymywania dużych wewnętrznych zespołów kreatywnych.

5. Zmiana w podejściu do benefitów pracowniczych

Pandemia koronawirusa zmieniła dynamikę relacji pracodawca-pracownik. Obie strony w czasach kryzysu skoncentrowały się na benefitach pracowniczych, np. ubezpieczeniach zdrowotnych czy płatnych zwolnieniach lekarskich (w USA te świadczenia nie są obowiązkowe – red.), a także na środkach ochrony osobistej, a praca zdalna stała się nową normą.

Z czasem skupienie na tych kwestiach będzie maleć, ale możliwe, że oczekiwania co do warunków pracy osób zatrudnionych w detalu i produkcji pozostaną na obecnym poziomie. Na wielu stanowiskach środki ochrony osobistej mogą być ważnym elementem ofert pracy. Z kolei pracownicy, zszokowani wysokim i szybko rosnącym bezrobociem, będą oczekiwać od pracodawców możliwości zdobywania nowych kwalifikacji tanią metodą szkoleń online. Ważni dla firm fachowcy mogą domagać się zachowania rozszerzonych w czasie kryzysu benefitów – takich jak lepiej płatne zwolnienia chorobowe czy lepsze pakiety ubezpieczeń zdrowotnych.

Dodatkowe świadczenia i lepsze warunki pracy są jednak dla pracodawcy dodatkowym obciążeniem finansowym, zatem firmy z rynku towarów konsumpcyjnych będą w nadchodzących miesiącach i latach pilnie śledzić sprzedaż, pilnować kosztów ogólnych i administracyjnych. Przyspieszenie w zakresie uelastycznienia rynku pracy może przynieść wzrost wydajności, który pozwoli utrzymać zmiany dynamiki w relacjach pracodawców z pracownikami.

6. Zrównoważone tempo podejmowania decyzji

Analitycy McKinsey odnotowali przyspieszenie i usprawnienie procesu decyzyjnego w organizacjach z rynku konsumpcyjnego. W przeprowadzonym badaniu ponad 80 proc. członków zarządów przyznało, że w czasie koronakryzysu decyzje są podejmowane szybciej niż przedtem. Respondenci zgłaszali, że najważniejsze decyzje, takie jak zamykanie sklepów czy rezygnacja z któregoś segmentu działalności, wymagają obecnie mniejszej liczby spotkań – blisko dwie trzecie z badanych firm potrzebuje do tego co najwyżej pięciu narad, przed kryzysem w takiej liczbie mieściła się tylko jedna czwarta tych firm.

Ta potrzeba skrócenia procesu decyzyjnego jest oczywista w ciężkich czasach, choć firmy próbowały to osiągnąć od lat. Aby utrzymać tę zdolność, biznesy muszą nie tylko zracjonalizować metody zarządzania, ale także ustanowić infrastrukturę niezbędną do rozważnego komunikowania i wdrażania podjętych decyzji.

Jeden ze sposobów to kategoryzacja decyzji i przyspieszanie tych, które wymagają pośpiechu oraz zwracanie większej uwagi na te, które ważą najwięcej albo wymagają ostrożności. Niektóre wiodące firmy określają potencjalny stopień wpływu – pozytywnego lub negatywnego – danej decyzji na swoje funkcjonowanie, a także częstotliwość jej podejmowania, a tym samym stopień oswojenia z nią. Dzięki takiemu podejściu zarządy mogą delegować mniej ważne decyzje, co często przyspiesza ich wykonanie, a samemu koncentrować się na sprawach kluczowych, które często są czasochłonne i wymagają koordynacji zadań.

Inne podejście polega na stosowaniu w przypadku poszczególnych procesów decyzyjnych techniki zwanej „minimal viable product – MVP” (technika MVP polega na opracowaniu produktu – np. aplikacji mobilnej – posiadającego niezbędne minimum funkcji i rozwijaniu go w oparciu o opinie i uwagi pierwszych użytkowników – red.). Wiele firm stosowało tę technikę w czasie kryzysu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Detaliści koncentrowali się na MVP – minimalnej niezbędnej funkcjonalności – podczas restartu placówek zamkniętych w związku z restrykcjami sanitarnymi, a producenci błyskawicznie modyfikowali na takiej zasadzie swoje roczne budżety, co zwykle zajmuje tygodnie lub miesiące.

7. Większa uwaga przywiązywana do jakości przywództwa

Koszmar koronakryzysu ujawnił liderów, którzy potrafią działać w nowy, nieszablonowy sposób. W wyjątkowych czasach – gdy nie zawsze można polegać na doświadczeniu i tradycyjnych umiejętnościach – przywódca działający intuicyjnie często bywa skuteczniejszy od tego, który działa w sposób podręcznikowy. Najlepsi liderzy potrafili w czasach próby okazywać empatię i być otwarci na jej przejawy. Umieli zmienić styl przywództwa, wspierając podwładnych, zamiast wydawać polecenia i kontrolować. Pokazywali decyzyjność w czasach niepewności. Potrafili też zarażać innych spokojem i wewnętrznym optymizmem.

W miarę jak firmy restartują i osadzają się w nowej normalności, powinny stwarzać swoim przywódcom więcej okazji do podejmowania szybkich, doniosłych i złożonych decyzji, w ramach normalnego modelu operacyjnego. Powinny też identyfikować w swojej drabinie decyzyjnej osoby, które mogą sobie nie poradzić w nowej normalności.

Przygotować się do nowej normalności

Gdy spojrzeć na te wszystkie trendy łącznie, wydaje się jasne, że ten kryzys wymagał i nadal wymagać będzie od firm dużych i odważnych zmian. Ostatnie szybkie i głębokie zmiany na rynku dóbr konsumpcyjnych ujawniły potencjał adaptacyjny biznesów. Obecnie firmy powinny nadal modyfikować metody działania z przeszłości, ale najpierw muszą scalić pozytywne zmiany, jakich dokonały od wybuchu pandemii.

Restrukturyzacja biznesów, tak aby koncentrowały się na nowo wykreowanych priorytetach, modernizacja modeli operacyjnych, z uwzględnieniem pracy zdalnej i przyspieszenia procesów decyzyjnych, zmiana rutyn i rytuałów, mająca na celu zwiększenie korzyści dla konsumentów, pracowników i akcjonariuszy – tymi sposobami wiodące firmy wyjdą z kryzysu silniejsze niż przedtem. Takie szanse nie zdarzają się często, zatem liderzy organizacji muszą działać natychmiast, by przygotować się do nowej normalności – w której, zanim się zorientujemy, wszyscy będziemy żyć.

Konrad Kaszuba
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 15:21
Beauty wysyła sprzeczne sygnały. Co mówią o kondycji branży wyniki gigantów i jakie są wnioski dla polskiej półki? [ANALIZA WK]
L‘Oréal został uznany za najpopularniejszą markę kosmetyczną w Azji, Europie i Ameryce Południowej.fot. Shutterstock

Rekordowy wzrost sprzedaży ilościowej Unilevera i rekordowa marża L’Oréal potwierdzają odporność branży kosmetycznej. Nie jest to jednak boom, z którego korzystają wszyscy. Nivea notuje spadki, Coty dopiero wchodzi w fazę stabilizacji, a w makijażu konsumenci i sieci handlowe coraz ostrzej selekcjonują produkty. Wyniki największych koncernów pokazują, że o wzroście nie decyduje już prosty podział na segment premium i masowy. Wygrywają marki, które potrafią uzasadnić cenę produktu – innowacją, skutecznością, jakością albo siłą bestsellerów.

Wyniki opublikowane przez największe koncerny kosmetyczne po pierwszej połowie 2026 roku wysyłają pozornie sprzeczne sygnały. Z jednej strony L’Oréal, Unilever, Henkel i Estée Lauder pokazują rosnącą sprzedaż w kluczowych kategoriach. Z drugiej – Nivea mierzy się z wyraźnym spadkiem, Coty pozostaje poniżej dynamiki rynku, a część segmentów codziennej pielęgnacji i makijażu odczuwa większą ostrożność konsumentów.

Wspólny mianownik jest jednak czytelny: beauty pozostaje kategorią odporną, ale pieniądze konsumentów płyną coraz bardziej selektywnie. Wzrost koncentruje się wokół innowacji, marek eksperckich, produktów premiumizowanych oraz tzw. hero products, czyli sprawdzonych bestsellerów, na których producenci skupiają marketing i dystrybucję.

– Wzrost napędzały dwa główne silniki: konsekwentna realizacja strategii innowacji oraz rozwój e-commerce, najdynamiczniejszego kanału w branży – podsumował wyniki Nicolas Hieronimus, CEO L’Oréal.

Włosy, dermokosmetyki i zapachy ciągną rynek

Z wyników największych grup wyłaniają się trzy szczególnie mocne kategorie: pielęgnacja włosów, dermokosmetyki oraz zapachy. Każda odpowiada na nieco inną potrzebę konsumenta, ale wszystkie pozwalają markom przekonująco uzasadnić wyższą cenę.

Pielęgnacja włosów: premiumizacja wychodzi poza salon

Haircare jest obecnie jednym z najbardziej konsekwentnych motorów wzrostu branży. L’Oréal podał dwucyfrowy wzrost tej kategorii w dziale Consumer Products. Jednocześnie segment Professional Products zwiększył sprzedaż o 11,6 proc., korzystając z rosnącego zainteresowania profesjonalną i premiumizowaną pielęgnacją włosów.

Dobrze radzą sobie zarówno marki salonowe, takie jak Kérastase i Redken, jak i produkty rynku masowego, w tym linie L’Oréal Paris Elvive i Garnier Fructis. Pokazuje to, że premiumizacja kategorii nie musi oznaczać wyłącznie przechodzenia konsumenta do najdroższych marek. Może także polegać na kupowaniu bardziej wyspecjalizowanych, droższych produktów w ramach oferty masowej.

Podobną dynamikę widać w Henklu. Segment Hair osiągnął 4,2 proc. organicznego wzrostu i był głównym motorem całego pionu Consumer Brands. Największy wkład miały koloryzacja i stylizacja, a koncern dodatkowo wzmacnia pozycję w profesjonalnej i prestiżowej pielęgnacji włosów poprzez przejęcia Olaplex oraz Not Your Mother’s.

– W Consumer Brands segment Hair kontynuował bardzo silną trajektorię wzrostu – stwierdził Carsten Knobel, CEO Henkel.

W P&G organiczna sprzedaż Beauty wzrosła w czwartym kwartale roku fiskalnego o 4 proc. Pielęgnacja włosów osiągnęła średni jednocyfrowy wzrost, wspierany między innymi przez zwiększenie wolumenów w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Także Unilever korzystał z dobrej dynamiki marek Sunsilk i Dove.

Dermokosmetyki: skuteczność ważniejsza niż tradycyjny podział cenowy

Drugim wyraźnym zwycięzcą są dermokosmetyki. Konsumenci pozostają gotowi płacić więcej za udokumentowaną skuteczność, aktywne składniki, rekomendacje ekspertów i produkty odpowiadające na precyzyjnie nazwane problemy skóry.

Dywizja Dermatological Beauty L’Oréal zwiększyła sprzedaż o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosły La Roche-Posay, CeraVe i SkinCeuticals, a dobre wyniki produktów przeciwsłonecznych wspierała premiera CeraVe Sun oraz szerszy wzrost zainteresowania skuteczną ochroną przed promieniowaniem UV.

Podobny kierunek widać w Beiersdorfie. Segment Derma, skupiający między innymi Eucerin i Aquaphor, urósł organicznie o 7,8 proc. Sprzedaż wspierały innowacje składnikowe, w tym Epicelline i Thiamidol, a także ekspansja marek na nowe rynki i do kolejnych kategorii produktowych.

Dermo staje się w ten sposób nie tyle podsegmentem tradycyjnej pielęgnacji, ile jednym z głównych obszarów wzrostu całego rynku. Jego przewagą jest połączenie wartości premium z łatwą do zakomunikowania obietnicą skuteczności.

Zapachy: odporny luksus i siła marek modowych

Trzecią kategorią są zapachy, które nadal pełnią funkcję dostępnego luksusu. W Estée Lauder Companies ich sprzedaż organiczna wzrosła w całym roku fiskalnym o 10 proc. Za wzrost odpowiadały przede wszystkim luksusowe marki Le Labo, Tom Ford i Kilian Paris.

Zapachy rosły dwucyfrowo również w L’Oréal Luxe, napędzane przez takie marki i linie jak Prada, Yves Saint Laurent, Valentino oraz Emporio Armani. Koncern dodatkowo wzmacnia ten obszar poprzez aktywa Kering Beauté i przejęcie licencji Gucci Beauty, która ma trafić do L’Oréal w lipcu 2027 roku.

image

Przetasowanie na rynku dóbr luksusowych. L’Oréal za 400 mln dol. przejmuje Gucci Beauty od Coty już w 2027 r.

Wyniki potwierdzają, że w niepewnym otoczeniu konsumenci nie rezygnują całkowicie z luksusu. Są jednak bardziej skłonni wybierać produkty rozpoznawalne, emocjonalne i posiadające silną historię marki.

Rynek masowy nie przegrywa. Musi jednak dostarczać wartość

Dobre wyniki segmentów premium nie oznaczają, że rynek masowy pozostaje skazany na stagnację. Najlepszym przykładem jest Unilever, który w drugim kwartale osiągnął 5,5-procentowy wzrost wolumenu – najwyższy od ponad dekady. Bazowa sprzedaż segmentu Beauty & Wellbeing wzrosła w pierwszym półroczu o 5,9 proc., a Personal Care o 4,8 proc.

– Osiągnęliśmy mocny, napędzany wolumenem wynik, a drugi kwartał był dla Unilevera najlepszym kwartałem wolumenowym od ponad dekady – powiedział Fernando Fernandez, CEO Unilever.

Wzrost wspierały zarówno marki dostępne cenowo, takie jak Dove, Sunsilk i Vaseline, jak i produkty premiumizowane wprowadzane pod znanymi markami masowymi. To ważne rozróżnienie: rynek nie dzieli się dziś wyłącznie na rosnące premium i słabnący mass market. Rosną te produkty masowe, które oferują innowację, atrakcyjne doświadczenie użycia albo bardzo czytelny stosunek jakości do ceny.

W P&G Beauty również okazało się najsilniejszym segmentem w czwartym kwartale. Organiczna sprzedaż całej grupy pozostała bez zmian, podczas gdy Beauty urosło o 4 proc. Wzrost pochodził przede wszystkim z haircare i personal care. Pielęgnacja skóry pozostała natomiast na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego: dobre wyniki superpremiumowej marki SK-II zostały zrównoważone przez spadek wolumenów w Chinach.

Marże, koszty, promocja marek a walka o konsumenta

W wynikach koncernów widać również zmianę modelu zarządzania kosztami. Największe firmy nie rezygnują z inwestycji w reklamę, innowacje i pozyskiwanie konsumentów. Oszczędności szukają przede wszystkim w administracji, strukturach organizacyjnych, łańcuchach dostaw i nadmiernie rozbudowanym portfolio.

L’Oréal osiągnął rekordową dla pierwszego półrocza marżę operacyjną w wysokości 21,3 proc. Koszty sprzedaży i administracji zmniejszyły się w relacji do przychodów, natomiast wydatki reklamowe i promocyjne wzrosły.

Jak podkreślił Nicolas Hieronimus: koncentracja na kontroli kosztów pozwoliła grupie zwiększyć środki przeznaczone na rozwój marek.

Jeszcze wyraźniej mechanizm ten widać w Estée Lauder Companies. Grupa wróciła do wzrostu: raportowana sprzedaż zwiększyła się w roku fiskalnym o 5 proc., a organiczna o 3 proc. Jednocześnie skorygowana marża operacyjna poprawiła się o 3,2 pkt proc., do 11,2 proc. Firma zwiększyła inwestycje skierowane do konsumentów o 7 proc., finansując je między innymi efektami programu restrukturyzacji.

– Przywróciliśmy wzrost: sprzedaż organiczna zwiększyła się o 3 proc., a poprawa objęła szerokie portfolio marek – powiedział Stéphane de La Faverie, prezes i CEO Estée Lauder Companies.

Program naprawy rentowności Estée Lauder zakłada redukcję od 5,8 tys. do 7 tys. stanowisk netto. Łącznie z eliminacją części nieobsadzonych etatów zmiany mają objąć około 10 tys. stanowisk. Docelowe roczne korzyści brutto z programu mają sięgnąć około 1,2 mld dolarów.

Podobny kierunek obrało Coty. Spółka upraszcza kalendarz innowacji i liczbę SKU w makijażu, przenosząc środki na mniejszą liczbę premier o większym potencjale oraz na sprawdzone hero products. To sygnał istotny również dla handlu: szerokość portfolio przestaje być wartością samą w sobie, jeśli nie przekłada się na rotację.

Nivea: spadek sprzedaży nie oznacza załamania popytu

Wyniki Beiersdorfu pokazują „dwie prędkości” kosmetycznego portfolio. Podczas gdy Derma urosła o 7,8 proc., sprzedaż Nivei spadła organicznie o 6,8 proc. w pierwszym półroczu.

Firma tłumaczyła ten wynik między innymi konfliktami z partnerami handlowymi, redukcją zapasów w handlu, przesunięciami premier oraz późniejszym rozpoczęciem sezonu produktów przeciwsłonecznych w Europie. Czynniki te uderzyły przede wszystkim w sell-in, czyli dostawy do handlu. Sprzedaż do konsumentów końcowych pozostała natomiast na plusie.

Nie oznacza to, że problemy Nivei można sprowadzić wyłącznie do technicznych przesunięć. Beiersdorf przyznał, że podstawowe portfolio marki nadal mierzy się z wyzwaniami, a dotychczasowe działania przyniosły zbyt punktowe efekty, aby poprawić wyniki globalne.

Podejmujemy bardziej zdecydowane działania, aby przywrócić Niveę na ścieżkę wzrostu, wdrażając 18-miesięczny plan naprawczy – zapowiedział Vincent Warnery, CEO Beiersdorf.

Plan ma objąć innowacje we wszystkich kategoriach, zwiększenie dostępności marki i mocniejsze dostosowanie produktów do lokalnych potrzeb. W drugim półroczu Beiersdorf zamierza zwiększyć wydatki mediowe na Niveę o 100 mln euro.

Coty wychodzi z dołka? Na razie widać pierwsze oznaki stabilizacji

W przypadku Coty określenie „wyjście z dołka” byłoby nadal przedwczesne. W czwartym kwartale spółka wróciła do raportowanego wzrostu sprzedaży na poziomie 1 proc., a spadek LFL wyhamował do 1 proc. Był to wynik lepszy od oczekiwań i wyraźnie lepszy niż w poprzednich kwartałach.

W całym roku fiskalnym sprzedaż Coty spadła jednak o 5 proc. w ujęciu porównywalnych placówek wzrosła o 1 proc Segment Prestige zmniejszył się o 4 proc., a Consumer Beauty o 7 proc. Zarząd przyznaje także, że sell-out obu dywizji nadal rośnie wolniej niż rynek.

– Wyniki czwartego kwartału dają pierwsze oznaki stabilizacji, chociaż proces odbudowy nie będzie przebiegał liniowo – ocenił Markus Strobel, executive chairman i tymczasowy CEO Coty.

Coty nazywa rok fiskalny 2027 okresem przejściowym. Spółka upraszcza portfolio, ogranicza koszty stałe i przygotowuje się do wcześniejszego zwrotu licencji Gucci Beauty. Jednocześnie chce zwiększyć wsparcie kluczowych marek i poprawić ich widoczność nie tylko w tradycyjnych kanałach cyfrowych, lecz także w rekomendacjach generowanych przez platformy AI.

To ważny sygnał dla całej branży: walka o konsumenta rozszerza się z półki sklepowej, wyszukiwarki i mediów społecznościowych na odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.

Polska wśród najmocniejszych rynków L’Oréal

Polska została wprost wyróżniona przez L’Oréal jako jeden z europejskich rynków o szczególnie dobrych wynikach, obok Hiszpanii i Portugalii. W Europie koncern zwiększył sprzedaż porównywalną o 6,1 proc., a wzrost obejmował wszystkie dywizje.

Dla polskiego handlu istotne jest to, że europejską sprzedaż L’Oréal napędzały między innymi pielęgnacja włosów i makijaż w segmencie Consumer Products, zapachy w Luxe oraz dermokosmetyki. Są to kategorie mające dużą reprezentację w polskich drogeriach, perfumeriach i aptekach.

Inny sygnał płynie z Coty, którego sprzedaż w regionie EMEA pozostawała pod presją, w tym na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje to, że dobra kondycja polskiego rynku nie gwarantuje automatycznego wzrostu wszystkim dostawcom. Coraz większe znaczenie mają atrakcyjność konkretnych marek, jakość innowacji, polityka cenowa, dostępność produktu i siła wsparcia marketingowego.

Wnioski dla polskich drogerii i dostawców

1. Półka haircare wymaga nowej segmentacji

Tradycyjny podział według ceny i podstawowej funkcji produktu przestaje odpowiadać sposobowi, w jaki rozwija się kategoria. Oferta powinna wyraźniej eksponować takie potrzeby jak odbudowa włosów, pielęgnacja skóry głowy, ochrona koloru, przeciwdziałanie wypadaniu czy efekty inspirowane profesjonalnymi zabiegami.

Mass market, premium i professional coraz częściej tworzą jeden ekosystem konkurujących ze sobą rozwiązań. Dla klienta ważniejszy od formalnego segmentu staje się obiecywany efekt.

2. Dermo i SPF stają się kategoriami całorocznymi

Sukces L’Oréal Dermatological Beauty oraz marek Eucerin i Aquaphor wskazuje, że dermokosmetyki powinny być traktowane jako jedna z podstawowych części oferty pielęgnacyjnej, a nie specjalistyczna nisza.

Podobnie zmienia się rola ochrony przeciwsłonecznej. SPF coraz mocniej łączy się z codzienną pielęgnacją, profilaktyką przebarwień i healthy aging. O sprzedaży decydują jednak nie tylko produkty, lecz również edukacja, rekomendacje ekspertów i czytelna komunikacja skuteczności.

3. Makijaż czeka dalsza selekcja 

Wzrost w kosmetykach kolorowych jest wybiórczy. Dobrze radzą sobie konkretne marki i innowacje, między innymi Maybelline, NYX Professional Makeup oraz M·A·C, ale część biznesu makijażowego Coty i Estée Lauder pozostaje pod presją.

Dla sieci oznacza to konieczność szybszego analizowania rotacji, ograniczania martwych indeksów i kierowania większego wsparcia do bestsellerów. Taką samą drogą idą sami producenci, upraszczając portfolio i koncentrując inwestycje na mniejszej liczbie premier.

4. Prawidłowe czytanie danych

Spadek dostaw do sklepu nie zawsze oznacza kryzys danej marki. Przykład Nivea udowadnia, że spadki w zamówieniach mogą wynikać z polityki magazynowej sieci handlowych, podczas gdy popyt rynkowy (sell-out) pozostaje dodatni

Komentarz Wiadomości Kosmetycznych:

Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca: Beauty pozostaje odporne, ale coraz bardziej selektywne

Wyniki największych koncernów nie potwierdzają prostego scenariusza, w którym premium rośnie, a rynek masowy traci. Luksusowe zapachy, profesjonalna pielęgnacja włosów i dermokosmetyki rzeczywiście należą do najmocniejszych segmentów, ale równie dobre wyniki osiągają dostępne cenowo marki Dove, Sunsilk czy Vaseline.

Granica przebiega gdzie indziej: między produktami, które dają konsumentowi wyraźny powód do zakupu, a ofertą pozbawioną czytelnej przewagi. W warunkach utrzymującej się presji na domowe budżety konsumenci nie przestają kupować kosmetyków. Dokładniej wybierają jednak marki, produkty i okazje zakupowe.

Najwięksi producenci odpowiadają na tę zmianę w podobny sposób: ograniczają koszty zaplecza, upraszczają portfolio, inwestują w innowacje i przesuwają większe środki na k

omunikację z konsumentem. W 2026 roku wzrost w beauty pozostaje osiągalny – ale nie jest już rozdzielany równo.

 

* Materiał opracowano na podstawie wyników L’Oréal, Unilever, Henkel i Beiersdorf za pierwsze półrocze 2026 roku oraz wyników P&G, Estée Lauder Companies i Coty za rok fiskalny zakończony 30 czerwca 2026 roku. Dane poszczególnych koncernów obejmują różne okresy sprawozdawcze i nie powinny być porównywane bezpośrednio jako identyczne okresy kalendarzowe. Cytaty zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez redakcję.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 12:50
Inglot dołącza do Too Good To Go. Kosmetyki trafiły do Paczek Niespodzianek
Inglot w Too Good To Go. Kosmetyki w Paczkach NiespodziankachInglot

Too Good To Go rozszerza swoją ofertę o kosmetyki. Do aplikacji trafiły Paczki Niespodzianki przygotowane przez polską markę Inglot. W zestawach znajdują się m.in. końcówki kolekcji, ostatnie sztuki edycji limitowanych oraz produkty z uszkodzonymi opakowaniami. Ceny pakietów zaczynają się od 59,90 złotych.

W tym artykule przeczytasz:

  • Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach
  • Co znajdzie się w paczkach Inglota?
  • Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go
  • Inglot stawia na własną produkcję

Too Good To Go kojarzy się przede wszystkim z ratowaniem niesprzedanej żywności. Model aplikacji, w którym użytkownicy mogą kupować w niższej cenie produkty, które w przeciwnym razie mogłyby się zmarnować, coraz częściej wychodzi jednak poza gastronomię. Teraz do grona partnerów platformy dołączył Inglot.

W ramach współpracy marka udostępniła w aplikacji Paczki Niespodzianki z kosmetykami do makijażu. Ich zawartość nie jest znana przed zakupem, a poszczególne zestawy mogą różnić się od siebie.

Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach

Użytkownicy Too Good To Go mogą znaleźć obecnie dwa rodzaje zestawów przygotowanych przez Inglot. Pierwszy to zestaw do makijażu twarzy, którego cena wynosi 59,90 złotych, przy gwarantowanej wartości produktów na poziomie co najmniej 120 złotych.

Drugi wariant obejmuje kosmetyki do makijażu ust. Kosztuje 69,90 złotych, podczas gdy wartość znajdujących się w nim produktów ma wynosić minimum 140 złotych.

Formuła jest charakterystyczna dla Paczek Niespodzianek Too Good To Go. Klient nie wybiera konkretnych produktów, ale kupuje zestaw o określonej wartości. To jednocześnie element zakupowej niespodzianki i sposób na zagospodarowanie produktów, które niekoniecznie znalazłyby już miejsce w regularnej sprzedaży.

image

Inglot zerwał umowę z dystrybutorem w Hiszpanii, dostawy wstrzymane. Spór o długi i umowę

Co znajdzie się w paczkach Inglota?

Jak wynika z informacji udostępnionych przez markę, w paczkach mogą znaleźć się końcówki kolekcji, ostatnie sztuki produktów z edycji limitowanych oraz kosmetyki, których opakowania mają drobne niedoskonałości.

Nie oznacza to jednak obniżonej jakości samego produktu. Jak podkreśla Inglot, ewentualne mankamenty dotyczą opakowań i nie wpływają na kosmetyk znajdujący się w środku.

To właśnie ten model może być interesujący z punktu widzenia branży kosmetycznej. Produkty wycofywane z regularnej oferty, pojedyncze sztuki czy końcówki serii nie muszą być automatycznie traktowane jako odpad. Mogą znaleźć odbiorców, jeśli zostaną zaoferowane w odpowiednim kanale i cenie.

Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go

Wejście Inglot do Too Good To Go pokazuje szerszy kierunek rozwoju modelu, który początkowo był kojarzony niemal wyłącznie z gastronomią. W przypadku kosmetyków mechanizm może działać nieco inaczej niż przy żywności, ale wspólnym mianownikiem pozostaje zagospodarowanie pełnowartościowych produktów, które z różnych powodów nie są już przeznaczone do standardowej sprzedaży.

W branży beauty dotyczy to m.in. produktów sezonowych, limitowanych kolekcji czy pojedynczych sztuk pozostających na magazynie. W przypadku kosmetyków kolorowych problem może być szczególnie widoczny ze względu na częste zmiany kolekcji i dużą liczbę wariantów kolorystycznych.

Dla konsumenta dodatkową zachętą jest cena. W przypadku zestawu do ust za 69,90 złotych deklarowana wartość produktów wynosi minimum 140 złotych. To oznacza, że użytkownik otrzymuje kosmetyki za około połowę ich wartości rynkowej, choć nie ma wpływu na dokładny skład paczki.

image

UOKiK zgodził się na przejęcie Inglot przez Avallon MBO. Fundusz obejmie 51 proc. udziałów

Inglot stawia na własną produkcję

W komunikacji dotyczącej współpracy Inglot zwraca uwagę również na skalę własnej produkcji. Ponad 70 proc. asortymentu marki ma wegańskie formuły, a 95 proc. kosmetyków powstaje w laboratoriach firmy w Przemyślu.

Paczki przygotowane w ramach współpracy z Too Good To Go są dostępne do wyczerpania zapasów. Nie jest to więc stała oferta sprzedażowa, ale dodatkowy kanał dystrybucji produktów, które nie trafiają już do regularnej ekspozycji lub sprzedaży.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
21. sierpień 2026 18:17