StoryEditor
Producenci
29.05.2020 00:00

Pandemia zmieni modele biznesowe detalistów i producentów [ANALIZA]

Wiele firm produkujących dobra konsumpcyjne i liczne sieci handlowe zdołały sprostać wyzwaniom związanym z pandemią koronawirusa. Można wyróżnić siedem kluczowych praktyk, które pomagają im przetrwać trudne czasy i przygotować się na „nową normalność” – to wniosek z artykułu analitycznego firmy McKinsey & Company „Consumer organization and operating models for the next normal”.

W czasach bezprecedensowego kryzysu zdrowotnego i społecznego firmy działające na rynku dóbr konsumpcyjnych muszą walczyć na wielu frontach, by chronić swoich pracowników, klientów, łańcuchy dostaw, a także wyniki finansowe. Szczególnie trudną sytuację mają detaliści, których pracownicy stoją na pierwszej linii ryzyka, a kadry menedżerskie muszą borykać się z gwałtownymi skokami popytu, który już to znika nagle, już to szybuje znacznie ponad możliwą podaż.

Te niezwykle wymagające okoliczności zmusiły organizacje do szybkiej adaptacji. Wiele z firm pod presją osiągnęło cele, do których dążyły od lat. Dzisiaj decyzje zapadają szybciej, cykle wdrażania innowacji skróciły się z miesięcy do dni. Praca zdalna – niedawno przywilej oferowany nielicznym – obecnie w wielu przypadkach stała się imperatywem. Dobra kondycja fizyczna i psychiczna pracowników stała się dla pracodawców ważniejsza niż kiedykolwiek przedtem, a w przypadku liderów kluczowe stały się takie cechy przywódcze, które przed kryzysem nie wydawały się krytycznie ważne.

Wiele z tych zmian nastąpiło z konieczności, często bez głębszego namysłu, zatem w przypadku części z nich należy się spodziewać powrotu do bardziej tradycyjnych praktyk. Jednak wiodące firmy wykorzystają ten szczególny moment, by na nowo przemyśleć i zresetować swoje modele biznesowe, przygotowując się na „nową normalność”. Analitycy firmy McKinsey przekonują, że konieczne będzie rozważenie i wdrożenie nowych praktyk w siedmiu kluczowych obszarach.

1. Reset modelu i rytmu operacyjnego, z mniej licznymi, ale ważniejszymi priorytetami

W ostatnich tygodniach i miesiącach obserwujemy, jak biznesy koncentrują się na kwestiach priorytetowych, zawieszając lub rezygnując z mniej krytycznych inicjatyw. Badanie przeprowadzone przez firmę McKinsey wśród ponad 100 członków zarządów firm z rynku dóbr konsumpcyjnych pokazuje, że menedżerowie chcieliby kontynuować i rozwijać takie podejście do zarządzania w nowej normalności, choć istnieją obawy, że po kryzysie – gdy przestanie działać mechanizm „walcz albo zgiń”, pojawi się tendencja powrotu do dawnych nawyków.

Aby utrzymać w biznesie obserwowaną dzisiaj koncentrację na priorytetach i strategiczną klarowność, trzeba będzie świadomie przemodelować wiele procesów i metod zarządzania. Przykładem są odbywane w czasach kryzysu regularne, zdyscyplinowane narady egzekutywy – wpisane w kalendarz prac zarządu – podporządkowane realizacji strategicznych priorytetów. Firmy ustalają dziś zasady pracy managementu, dzięki którym wspólny czas zespołów zarządzających poświęcany jest na podejmowanie najważniejszych decyzji, z pominięciem różnych taktycznych dyskusji.

Większość firm odkrywa też w dobie pandemii zbawienny wpływ częstych – i sformalizowanych – przeglądów strategicznych priorytetów. Taki przegląd może mieć formę np. kwartalnych spotkań zespołów zarządzających, podczas których ocenia się prowadzone działania i ustala, które przyspieszyć, które zmodyfikować, a z których zrezygnować. Taka zmiana struktury podejmowania decyzji może skłonić firmy do rezygnacji z procesu budowania trzyletnich strategii działania na rzecz bardziej dynamicznego modelu alokacji zasobów.

Koncentracja na mniej licznych, ale ważniejszych priorytetach może także umożliwić przedsiębiorstwom modyfikację struktur operacyjnych – poszczególne segmenty biznesu mogą być organizowane wokół czołowych priorytetów, a nie według podziału na kategorie produktowe czy geograficzne regiony działania firmy. Takie podejście spowoduje bardziej przemyślaną koncentrację na kluczowych markach i rynkach. Co więcej, zmiany mogą nastąpić na najwyższych szczeblach drabiny decyzyjnej – aby uwzględnić nowe priorytety, zespoły zarządzające mogą zostać poszerzone o nowe stanowiska, np. szefa działu przejęć i fuzji, szefa ds. budowania biznesu czy ds. transformacji.

2. Kompleksowa reorganizacja kosztów operacyjnych

Aby odzyskać rentowność sprzed epidemii koronawirusa, wiele organizacji musi zresetować swoją strukturę kosztów. Dotyczy to nie tylko branż, które bardzo ucierpiały na epidemii – jak odzieżowa czy duże AGD – ale także tych, które zwiększyły sprzedaż – jak spożywcza. W dłuższej perspektywie wszystkie firmy z rynku dóbr konsumpcyjnych będą się musiały zmierzyć ze zmianami nawyków konsumentów oraz ze zmianami w modelach interakcji z nimi – taki przykładowy nowy model to wprowadzona przez niektóre sieci opcja odbioru w sklepie predefiniowanego koszyka podstawowych produktów codziennego użytku.

Według wstępnych szacunków firmy McKinsey, detaliści, którzy nie adaptują się aktywnie do zmienionych warunków, mogą się liczyć ze spadkiem marży o 200 do 400 punktów bazowych, spowodowanym wzrostem kosztów pracy oraz kosztów realizacji dostaw (fulfillment). W krótkiej i średniej perspektywie oznacza to, że zmiana w proporcji kosztów do przychodów może być odpowiednikiem od 20 do 30 proc. kosztów ogólnych i administracyjnych. Te wyliczenia nie obejmują dodatkowych nakładów inwestycyjnych, niezbędnych do budowania potencjału wzrostowego.

W przypadku producentów dóbr konsumpcyjnych sytuacja jest bardziej zniuansowana. Niektóre branże rozkwitły dzięki krótkotrwałej gorączce robienia zapasów, podczas gdy producenci mniej niezbędnych towarów silniej odczuli pandemię. Choć jednak wpływ kryzysu na marże będzie różny dla poszczególnych sub-sektorów, to powszechna będzie konieczność inwestowania w nowe zdolności operacyjne – cyfryzację, gromadzenie danych i zaawansowaną analitykę (digital, data and analytics – DD&A). Wspomniane wyżej zmiany w modelu operacyjnym – koncentracja na priorytetach i usprawnienie procesu decyzyjnego – w sposób naturalny stworzą szansę resetu struktury kosztowej.

Większość ustabilizowanych biznesów praktykuje od dawna redukcję kosztów, ale koronawirus oferuje szansę odwrotu od tradycyjnego podejścia. Muszą nastąpić fizyczne zmiany, umożliwiające ludziom powrót do pracy – w krótkim terminie zapewne nieuniknione będzie wprowadzenie procedur fizycznego dystansowania, które zwiększą bezpieczeństwo pracowników. Nowe, bardziej elastyczne modele organizacji pracy wywrą potężny wpływ na działy HR i IT. Te i inne zmiany zmuszą firmy do adaptacji struktury organizacyjnej i modelu operacyjnego.

3. Znaczące przekształcanie zasobów w kierunku zwiększenia konkurencyjności

Wiele zmian, jakie zachodzą w ostatnich miesiącach, wiąże się z istotnym przyspieszeniem trendów konsumenckich, które obserwowaliśmy już od jakiegoś czasu. Przykładowo, od czasu wybuchu pandemii wartość zakupów online wzrosła w różnych branżach o 20 do 70 proc. – do tego trendu szybko adaptują się łańcuchy dostaw. Od pewnego czasu mamy do czynienia z problemami ekonomicznymi w handlu stacjonarnym i – zdaniem analityków McKinsey – należy się spodziewać dalszego zmniejszania się jego roli. W „nowej normalności” wiele sklepów będzie pełnić funkcję ogniw w łańcuchu dostaw danego detalisty. Zmieni się też model ich działania – w coraz większym stopniu zaspokajać one będą gusta lokalnych konsumentów, adaptując asortyment, politykę cenową i promocje do miejscowego rynku. I jeszcze jedna kwestia – globalna pandemia koronawirusa zwiększyła znaczenie elastyczności łańcucha dostaw, co wpłynęło m.in. na zmianę podejścia do źródeł zaopatrzenia, przede wszystkim do poszukiwania dostawców bliskich geograficznie.

Autorzy analizy wskazują też na inne zmiany, znacznie świeższej daty, ale prawdopodobnie równie trwałe jak wyliczone wyżej. Przykładowo, bezprecedensowy wzrost dbałości o higienę zwiększył zużycie środków higienicznych, ale też ręczników i chusteczek papierowych oraz plastikowych jednorazówek różnego rodzaju. Te zmiany wpływają negatywnie na zrównoważoną gospodarkę i zmuszają firmy do poszukiwania alternatyw przyjaznych dla środowiska.

Z kolei zasady dystansowania fizycznego przyspieszyły wdrażanie płatności zbliżeniowych, a także bezkontaktowych metod zakupów – według badań McKinsey, ok. 30 proc. konsumentów chce po kryzysie nadal korzystać z kas samoobsługowych – oraz bezkontaktowych opcji dostaw i odbioru zamówień online.

Ostatnią zmianą – i być może największym kłopotem firm z rynku dóbr konsumpcyjnych – jest wstrząs w zakresie lojalności konsumentów. W czasie kryzysu nawet do 40 proc. konsumentów zmieniło ulubione miejsce zakupów i ulubione marki, a wielu z nich może po pandemii pozostać przy nowych zwyczajach.

Detaliści i producenci towarów konsumpcyjnych muszą zapewnić sobie strategiczną pozycję, umożliwiającą generowanie wzrostu z tych znaczących trendów. Może to oznaczać dalsze inwestowanie w już istniejący potencjał – taki jak e-commerce czy nowości produktowe – ale też w nowe zdolności rozwojowe, np. uelastycznienie łańcucha dostaw, sprzedaż wielokanałową czy przyspieszenie rozwoju DD&A. Konieczne może się też okazać przemyślenie strategii marketingowej, kierunków rozwoju i inwestycji, w celu lepszego reagowania na zmienne potrzeby i nawyki konsumentów. Firmy mogą się również decydować na fuzje i przejęcia, by szybko rozwijać kluczowe kompetencje.

Przeciętny detalista lokuje od 6 do 9 proc. swoich łącznych zasobów w e-commerce, DD&A i elastycznym łańcuchu dostaw. W przypadku producentów paczkowanych dóbr konsumpcyjnych liczby są podobne – ok. 5 do 7 proc. zasobów. Jednak według najnowszego badania firmy McKinsey, menedżerowie uważają, że będą musieli alokować w tych obszarach dwa lub trzy razy więcej, by sprostać wyzwaniom przyszłości.

4. Przyspieszenie w kierunku elastycznej siły roboczej przyszłości

Kryzys COVID-19 dramatycznie przyspieszył eksperymenty z modelami elastycznej pracy. Korzystanie z aplikacji do wideo-konferencji wzrosło pięcio-, siedmiokrotnie, a firmy coraz chętniej stosują pracę zdalną. Wdrażane są projekty wymieniania się pracownikami, co pozwala reagować na nierównowagę pomiędzy popytem i podażą siły roboczej – przykładowo, detaliści i producenci dóbr konsumpcyjnych, którzy zmuszeni są wysyłać na postojowe lub zwalniać część załogi, kontaktują się z firmami, które pilnie poszukują nowych pracowników. Za pośrednictwem jednej z takich platform wymiany, która ruszyła w USA na początku kwietnia, w ciągu zaledwie dwóch tygodni pojawiło się ponad 600 tys. ofert pracy w przemyśle spożywczym. Niektóre firmy organizują wewnętrzne systemy wymiany pracowników – pewna chińska drogeria za pomocą takiego systemu przekierowała swoich ekspedientów do pracy w charakterze influencerów online.

W dłuższej perspektywie należy się spodziewać dwóch ważnych zjawisk na rynku pracy. Pierwsze to tzw. strategia specjalisty zdalnego („talent-anywhere strategy”), polegająca na budowaniu zespołów z pracowników mieszkających w różnych lokalizacjach – może ona być coraz częściej wykorzystywana przez pracodawców, którzy chcą wzmocnić swój potencjał pracowniczy w regionach, gdzie brakuje lokalnych rąk do pracy. Przykładowo, firma McKinsey sporządziła mapę populacji analityków danych w USA. Jak się okazało po zbadaniu 100 wiodących detalistów oraz 100 wiodących producentów dóbr konsumpcyjnych – aż w 70 proc. ich kwatery główne zlokalizowane były ponad 50 mil (to w USA „akceptowalna” droga do pracy – red.) od któregokolwiek z dziewięciu największych skupisk analityków danych.

Drugie ważne zjawisko można określić – w nawiązaniu do zarządzania sieciami energetycznymi w szczytach i minimach poboru prądu – strategią równoważenia szczytów i minimów zapotrzebowania na specjalistów. Powstawać będą swoiste platformy marketplace, na których firmy nie konkurujące ze sobą będą mogły czasowo wymieniać się specjalistami. W ramach rozwoju tego projektu powstawać będą bardziej wystandaryzowane „certyfikaty”, uznawane przez detalistów i producentów, definiujące kompetencje na poszczególnych stanowiskach pracy – kasjer, pracownik magazynowy, kierownik linii produkcyjnej, koordynator dystrybucji itd. – taka wymiana może ułatwić pracę działów HR, związaną z rekrutacją pracowników.

Warto ponadto wspomnieć o rosnącej roli rynku specjalistów kontraktowych, np. projektantów, grafików czy programistów – mogą oni pozwolić firmom na rezygnację z utrzymywania wewnętrznych zespołów eksperckich czy dużych centrów rozwojowych. Przykładowo, wielu detalistów zastanawia się nad celowością utrzymywania dużych wewnętrznych zespołów kreatywnych.

5. Zmiana w podejściu do benefitów pracowniczych

Pandemia koronawirusa zmieniła dynamikę relacji pracodawca-pracownik. Obie strony w czasach kryzysu skoncentrowały się na benefitach pracowniczych, np. ubezpieczeniach zdrowotnych czy płatnych zwolnieniach lekarskich (w USA te świadczenia nie są obowiązkowe – red.), a także na środkach ochrony osobistej, a praca zdalna stała się nową normą.

Z czasem skupienie na tych kwestiach będzie maleć, ale możliwe, że oczekiwania co do warunków pracy osób zatrudnionych w detalu i produkcji pozostaną na obecnym poziomie. Na wielu stanowiskach środki ochrony osobistej mogą być ważnym elementem ofert pracy. Z kolei pracownicy, zszokowani wysokim i szybko rosnącym bezrobociem, będą oczekiwać od pracodawców możliwości zdobywania nowych kwalifikacji tanią metodą szkoleń online. Ważni dla firm fachowcy mogą domagać się zachowania rozszerzonych w czasie kryzysu benefitów – takich jak lepiej płatne zwolnienia chorobowe czy lepsze pakiety ubezpieczeń zdrowotnych.

Dodatkowe świadczenia i lepsze warunki pracy są jednak dla pracodawcy dodatkowym obciążeniem finansowym, zatem firmy z rynku towarów konsumpcyjnych będą w nadchodzących miesiącach i latach pilnie śledzić sprzedaż, pilnować kosztów ogólnych i administracyjnych. Przyspieszenie w zakresie uelastycznienia rynku pracy może przynieść wzrost wydajności, który pozwoli utrzymać zmiany dynamiki w relacjach pracodawców z pracownikami.

6. Zrównoważone tempo podejmowania decyzji

Analitycy McKinsey odnotowali przyspieszenie i usprawnienie procesu decyzyjnego w organizacjach z rynku konsumpcyjnego. W przeprowadzonym badaniu ponad 80 proc. członków zarządów przyznało, że w czasie koronakryzysu decyzje są podejmowane szybciej niż przedtem. Respondenci zgłaszali, że najważniejsze decyzje, takie jak zamykanie sklepów czy rezygnacja z któregoś segmentu działalności, wymagają obecnie mniejszej liczby spotkań – blisko dwie trzecie z badanych firm potrzebuje do tego co najwyżej pięciu narad, przed kryzysem w takiej liczbie mieściła się tylko jedna czwarta tych firm.

Ta potrzeba skrócenia procesu decyzyjnego jest oczywista w ciężkich czasach, choć firmy próbowały to osiągnąć od lat. Aby utrzymać tę zdolność, biznesy muszą nie tylko zracjonalizować metody zarządzania, ale także ustanowić infrastrukturę niezbędną do rozważnego komunikowania i wdrażania podjętych decyzji.

Jeden ze sposobów to kategoryzacja decyzji i przyspieszanie tych, które wymagają pośpiechu oraz zwracanie większej uwagi na te, które ważą najwięcej albo wymagają ostrożności. Niektóre wiodące firmy określają potencjalny stopień wpływu – pozytywnego lub negatywnego – danej decyzji na swoje funkcjonowanie, a także częstotliwość jej podejmowania, a tym samym stopień oswojenia z nią. Dzięki takiemu podejściu zarządy mogą delegować mniej ważne decyzje, co często przyspiesza ich wykonanie, a samemu koncentrować się na sprawach kluczowych, które często są czasochłonne i wymagają koordynacji zadań.

Inne podejście polega na stosowaniu w przypadku poszczególnych procesów decyzyjnych techniki zwanej „minimal viable product – MVP” (technika MVP polega na opracowaniu produktu – np. aplikacji mobilnej – posiadającego niezbędne minimum funkcji i rozwijaniu go w oparciu o opinie i uwagi pierwszych użytkowników – red.). Wiele firm stosowało tę technikę w czasie kryzysu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Detaliści koncentrowali się na MVP – minimalnej niezbędnej funkcjonalności – podczas restartu placówek zamkniętych w związku z restrykcjami sanitarnymi, a producenci błyskawicznie modyfikowali na takiej zasadzie swoje roczne budżety, co zwykle zajmuje tygodnie lub miesiące.

7. Większa uwaga przywiązywana do jakości przywództwa

Koszmar koronakryzysu ujawnił liderów, którzy potrafią działać w nowy, nieszablonowy sposób. W wyjątkowych czasach – gdy nie zawsze można polegać na doświadczeniu i tradycyjnych umiejętnościach – przywódca działający intuicyjnie często bywa skuteczniejszy od tego, który działa w sposób podręcznikowy. Najlepsi liderzy potrafili w czasach próby okazywać empatię i być otwarci na jej przejawy. Umieli zmienić styl przywództwa, wspierając podwładnych, zamiast wydawać polecenia i kontrolować. Pokazywali decyzyjność w czasach niepewności. Potrafili też zarażać innych spokojem i wewnętrznym optymizmem.

W miarę jak firmy restartują i osadzają się w nowej normalności, powinny stwarzać swoim przywódcom więcej okazji do podejmowania szybkich, doniosłych i złożonych decyzji, w ramach normalnego modelu operacyjnego. Powinny też identyfikować w swojej drabinie decyzyjnej osoby, które mogą sobie nie poradzić w nowej normalności.

Przygotować się do nowej normalności

Gdy spojrzeć na te wszystkie trendy łącznie, wydaje się jasne, że ten kryzys wymagał i nadal wymagać będzie od firm dużych i odważnych zmian. Ostatnie szybkie i głębokie zmiany na rynku dóbr konsumpcyjnych ujawniły potencjał adaptacyjny biznesów. Obecnie firmy powinny nadal modyfikować metody działania z przeszłości, ale najpierw muszą scalić pozytywne zmiany, jakich dokonały od wybuchu pandemii.

Restrukturyzacja biznesów, tak aby koncentrowały się na nowo wykreowanych priorytetach, modernizacja modeli operacyjnych, z uwzględnieniem pracy zdalnej i przyspieszenia procesów decyzyjnych, zmiana rutyn i rytuałów, mająca na celu zwiększenie korzyści dla konsumentów, pracowników i akcjonariuszy – tymi sposobami wiodące firmy wyjdą z kryzysu silniejsze niż przedtem. Takie szanse nie zdarzają się często, zatem liderzy organizacji muszą działać natychmiast, by przygotować się do nowej normalności – w której, zanim się zorientujemy, wszyscy będziemy żyć.

Konrad Kaszuba
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
28.04.2026 10:35
Hydior vs DIOR – siła renomy znaków towarowych w sektorze beauty
Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkielmat.pras.

W niniejszym artykule na przykładzie sprawy dotyczącej sprzeciwu spółki Dior wobec zgłoszenia znaku towarowego „Hydior” chciałam zwrócić uwagę przede wszystkim producentów z branży beauty, jak szeroka i skuteczna jest ochrona renomowanych znaków towarowych. Warto zachować dużą ostrożności przy kreowaniu oznaczeń inspirowanych znanymi markami – pisze Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel.

100 Najlepszych Globalnych Marek 2025

Międzynarodowa firma konsultingowa Interbrand opublikowała kolejny ranking „Najlepszych Globalnych Marek 2025” (tzw. Best Global Brands 2025), sklasyfikowanych według ich wartości w miliardach dolarów, przy uwzględnieniu trzech kryteriów: wyników finansowych produktów lub usług oznaczonych daną marką, roli marki w procesie podejmowania decyzji zakupowych oraz siły marki rozumianej jako jej zdolność do generowania przyszłych przychodów.

Na szczycie zestawienia niezmiennie od lat znajduje się marka Apple, a tuż za nią marki innych technologicznych gigantów, tj. Microsoft (2. miejsce), Amazon (4.) i Google (5.). Wśród 100 najbardziej wartościowych marek świata nie zabrakło kilku marek z branży beauty: Louis Vuitton (12.), Chanel (24.), Gucci (69.), L’Oréal (59.), Dior (84.), a także Sephora, która zajmuje miejsce 93. 

Jeśli chodzi o markę Dior, to w 2025 r. (względem 2024 r.) odnotowała spadek wartości o 10% (do 9,3 mld USD). Nie świadczy to jednak o jej słabości, lecz raczej o wolniejszym tempie wzrostu dużych marek kosmetycznych w stosunku do marek z innych branży, a także o rosnącej konkurencji.

Jednocześnie handlujące kosmetykami platformy sprzedażowe (np. Amazon) i dystrybutorzy kosmetyków (Sephora) odnotowali wzrost (odpowiednio o 7%, do 319,9 mld USD i 7,7 mld USD). Może to wynikać z faktu, że obecnie rynek kosmetyczny jest rozdrobniony, a tego typu podmioty sprzedają produkty wielu marek i zwiększają swój udział w sprzedaży. Dodatkowo wartość marek technologicznych, takich jak Apple czy Microsoft, rośnie szybciej, podnosząc ogólny poziom rankingu. Przez to nawet stabilne marki kosmetyczne mogą wypadać względnie słabiej.

image

NIVEA vs. NIVELIUM: jak nie wpaść w pułapkę przesadnej inspiracji cudzą marką?

Obecność takich marek jak Chanel i Dior w rankingu potwierdza silną pozycję luksusowych domów mody w branży kosmetycznej. Jednocześnie wszystkie marki ujęte w rankingu można uznać za renomowane nie tylko w potocznym znaczeniu, ale także w rozumieniu prawa własności przemysłowej. Choć przepisy nie zawierają ścisłej definicji pojęcia renomy, zgodnie z utrwalonym podejściem doktryny i orzecznictwa, renoma oznacza, że znak towarowy:

•    jest rozpoznawalny wśród znacznej części właściwego kręgu odbiorców, 

•    kojarzy się z wysoką jakością i określonymi, stale spełnianymi cechami towarów lub usług. 

Sprawa dotycząca sprzeciwu do unijnego zgłoszenia „Hydior”

Praktyczne znaczenie kwestii renomy znaków towarowych wyjaśnia poniżej omawiany spór dotyczący oznaczeń DIOR vs. Hydior. Zapadła w tej sprawie decyzja EUIPO w przystępny sposób pokazuje, jak w praktyce: wykazać renomę znaku towarowego, oceniać podobieństwo oznaczeń oraz towarów i usług, a także jakie znaczenie mają realia rynkowe branży beauty dla przedsiębiorców.

3 marca 2025 r. spółka Parfums Christian Dior z siedzibą w Paryżu (dalej „Wnosząca sprzeciw” lub „Dior”) wniosła sprzeciw wobec zgłoszenia unijnego znaku towarowego „Hydior” (EUTM 19112537), dokonanego przez osobę fizyczną, Chengnv Chen z Shenzhen w Chinach (dalej: „Zgłaszający”). Sprzeciw oparto na wcześniejszym francuskim znaku towarowym „DIOR” (FR 1319530), podnosząc zarzut naruszenia jego renomy oraz istnienia wprowadzającego w błąd podobieństwa między oznaczeniami.

Decyzją z 26 marca 2026 r. (B 3235486) EUIPO uwzględniło sprzeciw w całości ze względu na naruszenie renomy wcześniejszego znaku „DIOR” i odrzuciło zgłoszenie.

Odmówiono rejestracji znaku „Hydior” ponieważ zostały łącznie spełnione trzy wskazane w rozporządzeniu Unii Europejskiej przesłanki:

1.    Wcześniejszy znak cieszy się renomą we Francji; 

2.    Oznaczenia są podobne;

3.    Używanie późniejszego znaku bez uzasadnionej przyczyny mogłoby przynieść Zgłaszającemu nienależną korzyść.

Ad. 1 Jak wykazać renomę oznaczenia na przykładzie Dior

Zdaniem EUIPO wnosząca sprzeciw wykazała, że znak towarowy „DIOR” cieszy się renomą we Francji, w szczególności w odniesieniu do kosmetyków i perfum w klasie 3.

Na potwierdzenie renomy Dior przedstawił szeroki materiał dowodowy, obejmujący w szczególności:

•    materiały reklamowe, 

•    oświadczenia dotyczące danych sprzedażowych za lata 2022–2024, 

•    sprawozdania roczne za lata 2018–2023, 

•    artykuły prasowe (np. „Początki Diora i historia kultowego domu mody” w Vogue France z 2023 r.) opisujące rozwój marki od 1947 r., 

•    pozycję w rankingach marek, w tym we wspomnianym rankingu Interbrand „Best Global Brands” (lata 2021–2024), 

•    dane o obecności w mediach społecznościowych i Internecie (m.in. LinkedIn, TikTok, Pinterest, Facebook), 

•    informacje dotyczące udziałów rynkowych, wydatków reklamowych oraz inwestycji w latach 2017–2024.

Zwracam uwagę, że Wnoszący sprzeciw musi udowodnić, że znak towarowy, na którym opiera się sprzeciw, uzyskał renomę jeszcze przed datą zgłoszenia spornego oznaczenia, a w tym wypadku przed 3 marca 2025 r. 

Moim zdaniem najbardziej przekonującymi dowodami na renomę znaku towarowego najczęściej będą raporty finansowe oraz dane dotyczące nakładów na działania marketingowe, a także publiczne rankingi branżowe czy wyniki badań opinii publicznej potwierdzające wysoki poziom rozpoznawalności wśród odbiorców.

Ad. 2 Poza renomą konieczne jest podobieństwo oznaczeń

EUIPO uznało, że oznaczenia „DIOR” i „Hydior” są podobne wizualnie i fonetycznie, ponieważ wcześniejszy znak „DIOR” jest w całości zawarty w zgłoszonym oznaczeniu:

W ocenie Urzędu część właściwego kręgu odbiorców może postrzegać element „DIOR” jako nazwisko, co wzmacnia prawdopodobieństwo skojarzenia obu znaków. W konsekwencji istnieje ryzyko, że konsumenci dokonają ich powiązania i uznają je za pochodzące z tego samego lub powiązanego źródła. 

Urząd wskazał, że porównywane znaki są słowne, więc chronione jest samo słowo, a nie jego zapis. W konsekwencji dla oceny podobieństwa oznaczeń (wizualnego i fonetycznego) nie ma znaczenia użycie wielkich lub małych liter, o ile zapis jest typowy (bez szczególnych elementów graficznych, stylizacji czy wyróżników, które mogłyby zmieniać jego odbiór). EUIPO uznało więc, że podobieństwo wizualne i fonetyczne ma na tyle intensywny charakter, że może prowadzić do natychmiastowego mentalnego skojarzenia znaku „Hydior” ze znaną marką „DIOR” w świadomości odbiorców.

Co istotne, przy renomie porównywane towary nie muszą być do siebie podobne

Pomimo że sporne towary w klasie 21, takie jak puste butelki, flakony, butelki szklane, atomizery, spraye czy pojemniki nie są identyczne ani wysoce podobne z towarami Dior, zostały uznane za powiązane funkcjonalnie i rynkowo z kosmetykami i perfumami. 

Produkty te mogą służyć do przechowywania, dozowania lub stosowania kosmetyków, na przykład do mieszania rozcieńczonych perfum lub olejków eterycznych z wodą w celu tworzenia dyfuzorów zapachowych, nadawania zapachu pomieszczeniom lub używania perfumowanych mgiełek do ciała z dodatkami dekoracyjnymi, takimi jak drobinki połysku lub brokat. Takie powiązanie zwiększa prawdopodobieństwo skojarzenia oznaczeń przez konsumentów.

Urząd bierze pod uwagę także realia rynkowe

Domy mody, szczególnie w segmencie luksusowym, często wprowadzają na rynek butelki i pojemniki jako element rozszerzania oferty o produkty związane z dekoracją i wyposażeniem wnętrz. Odzwierciedla to szerszą strategię brandingu lifestylowego, w ramach której konsumenci zachęcani są do kontaktu z estetyką marki w różnych kategoriach produktów. W efekcie te same grupy klientów mogą interesować się różnymi produktami tej samej marki i nie można wykluczyć istnienia powiązania rynkowego między porównywanymi produktami.

Ad. 3 Nieuczciwe wykorzystanie renomy wcześniejszego znaku

Skoro wcześniejszy znak towarowy Dior cieszy się renomą, a oznaczenia są podobne, EUIPO przystąpiło do oceny, czy używanie oznaczenia „Hydior” może prowadzić do uzyskania nienależnej korzyści.

Aby stwierdzić istnienie ryzyka szkody, konieczne jest ustalenie, czy – biorąc pod uwagę wszystkie istotne okoliczności – właściwy krąg odbiorców dostrzeże związek (skojarzenie) między porównywanymi znakami.

Przy ocenie tego „związku” EUIPO uwzględniło w szczególności:

•    stopień podobieństwa oznaczeń, 

•    charakter towarów, 

•    siłę renomy wcześniejszego znaku, 

•    jego zdolność odróżniającą. 

W konsekwencji Urząd uznał, że używanie znaku „Hydior” mogłoby prowadzić do nieuczciwego wykorzystania renomy znaku Dior. Istniało również ryzyko osłabienia jego zdolności odróżniającej i wizerunku, ponieważ Zgłaszający mógłby korzystać z prestiżu i atrakcyjności renomowanej marki bez ponoszenia własnych nakładów marketingowych.

Komentarz ekspercki:

System znaków towarowych w UE zapewnia wyjątkowo szeroką ochronę markom renomowanym, takim jak Dior, ponieważ nie wymaga, aby towary lub usługi były podobne do tych objętych spornym oznaczeniem.

W praktyce oznacza to, że rejestracja znaku „Hydior” mogłaby zostać uznana za naruszenie funkcji reklamowej znaku „DIOR”, ponieważ pozwalałaby na wykorzystanie budowanej przez 70 lat „siły przyciągania” oraz renomy marki w celu budowania skojarzeń z luksusem i wysoką jakością.

EUIPO podkreśla, że nawet niewielkie podobieństwo oznaczeń może prowadzić do naruszenia, jeżeli wywołuje skojarzenie z marką o silnej renomie. Im większa renoma znaku, tym szersza i bardziej rygorystyczna ochrona.

Dla branży beauty oznacza to w praktyce konieczność:

•    tworzenia wyraźnie odróżniających się nazw marek, 

•    wcześniejszego badania zdolności rejestrowej oznaczeń oraz  

•    uwzględniania ryzyka sprzeciwu już na etapie brandingu. 

W przeciwnym razie przedsiębiorcy narażają się nie tylko na odmowę rejestracji, ale również na konieczność kosztownego rebrandingu.

Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
27.04.2026 11:29
Miliard dolarów pod znakiem zapytania. P&G ostrzega przed wpływem cen ropy na zyski w 2027 roku
Miliard dolarów to cena, jaką P&G płaci za globalną niestabilnośćshutterstock

Geopolityczne turbulencje na Bliskim Wschodzie zaczynają bezpośrednio uderzać w fundamenty największych graczy FMCG. Procter & Gamble (P&G), właściciel takich marek jak Pantene, Olay czy Tide, ostrzegł inwestorów przed potencjalnym spadkiem zysków o blisko 1 miliard dolarów w roku fiskalnym 2027. Powód? Ceny ropy naftowej oscylujące wokół poziomu 100 USD za baryłkę, które windują koszty surowców i logistyki.

Mimo solidnych wyników sprzedażowych w bieżącym kwartale, koncern przygotowuje się na długofalowe skutki inflacji kosztowej. Dyrektor finansowy P&G, Andre Schulten, wskazuje wprost: duża część materiałów produkcyjnych opiera się na produktach ropopochodnych, co przy obecnej dynamice rynkowej stanowi ogromne wyzwanie dla marż.

Ropa po 100 dolarów. Dlaczego branża beauty traci najwięcej?

Dla giganta takiego jak P&G, którego całkowity koszt sprzedanych towarów wyniósł w 2025 roku niemal 41 mld dolarów, każdy wzrost cen surowców energetycznych ma efekt domina.

  • Surowce: składniki bazowe wielu kosmetyków i detergentów to pochodne ropy.
  • Logistyka: blokada cieśniny Ormuz i zakłócenia na Bliskim Wschodzie drastycznie podnoszą koszty transportu morskiego.
  • Koszty towarowe: tylko w czwartym kwartale fiskalnym 2026 P&G spodziewa się dodatkowego obciążenia w wysokości 150 mln dolarów z tytułu wzrostu cen surowców.

Bogaci kupują Pantene, ubożsi szukają oszczędności

Paradoksalnie, mimo czarnych chmur nad zyskami w 2027 roku, obecne wyniki P&G są lepsze od prognoz. Sprzedaż kwartalna wzrosła o 7 proc., osiągając 21,24 mld dolarów. Najsilniejszym motorem wzrostu okazał się segment beauty (+5 proc. organicznie).

Na rynku wyraźnie rysuje się jednak dwutorowość zachowań konsumenckich:

  • Segment Premium: zamożniejsi klienci w Ameryce Północnej i Europie chętnie sięgają po nowości produktowe, takie jak zaawansowane szampony Pantene czy kremy Olay, akceptując wyższe ceny.
  • Segment Value: gospodarstwa domowe o niższych dochodach, przyciśnięte kosztami życia, coraz częściej rezygnują z markowych produktów na rzecz tańszych zamienników.

Zwiększamy inwestycje, aby utrzymać tempo wzrostu mimo trudnego otoczenia geopolitycznego” – zadeklarował Shailesh Jejurikar, nowy CEO P&G, który objął stery na początku tego roku.

Walka o marże i niespodzianka z Sądu Najwyższego

Mimo wzrostu sprzedaży marża brutto P&G spadła o 100 punktów bazowych – to już szósty kwartał spadków z rzędu. Oprócz surowców winne są cła. Tutaj jednak pojawia się szansa na oddech: Sąd Najwyższy USA unieważnił w lutym część ceł nałożonych w ramach ustawy International Emergency Economic Powers Act. P&G planuje ubiegać się o zwroty z tego tytułu, co może podratować bilans o blisko 400 mln dolarów, choć termin wypłat pozostaje niepewny.

image

Miliardy dolarów do odzyskania: L‘Oréal, Bausch + Lomb i Sol de Janeiro walczą z USA o zwrot ceł

Konkurencja nie śpi: L’Oréal i Beiersdorf w ofensywie

P&G nie jest osamotnione w swoich prognozach. Nestlé również ostrzega przed skutkami blokady szlaków handlowych. Z kolei L’Oréal raportuje najszybszy wzrost od dwóch lat, napędzany popytem na luksusowe zapachy i pielęgnację włosów. W odpowiedzi na rosnące koszty surowców, producent Nivei – Beiersdorf – już zapowiada rozważenie kolejnych podwyżek cen w drugiej połowie roku.

Sytuacja P&G to barometr dla całej branży retail i kosmetycznej. Rok 2026 upłynie pod znakiem walki o efektywność logistyczną i próbę utrzymania lojalności konsumentów przy jednoczesnym przerzucaniu kosztów ropy na cenę końcową.

Kluczowe wnioski:

  • Innowacja produktowa (np. nowe linie Pantene/Olay) pozwala na podnoszenie cen bez drastycznej utraty wolumenu.
  • Zależność od produktów ropopochodnych staje się krytycznym ryzykiem operacyjnym w strategiach ESG i finansowych.
  • Rynek luksusowej pielęgnacji włosów i twarzy wykazuje największą odporność na kryzys inflacyjny.
Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
28. kwiecień 2026 20:25