StoryEditor
Producenci
18.07.2014 00:00

Producenci kosmetyków chcą mówić jednym głosem

– Zbudowanie takiej organizacji to olbrzymi sukces, cała reszta jest wynikiem tego, że jesteśmy razem – powiedział o Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego Henryk Orfinger, jego założyciel, a zarazem prezes Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris, podczas konferencji podsumowującej 10 lat polskiej branży kosmetycznej w Unii Europejskiej. Konferencję zdominowały tematy związane z pozycją polskiej marki na świecie oraz nadmierną i często nieprzemyślaną legislacją unijną, która obciąża polskich przedsiębiorców.

Spotkanie zorganizowane przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego (PZPK) otworzyły Joanna Popławska – prezes związku, Danuta Hübner – przewodnicząca Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego oraz Henryka Bochniarz – prezydent Konfederacji Lewiatan.

– Branża kosmetyczna doskonale się zorganizowała i te 10 lat, to są lata sukcesu – podkreśliła minister Hübner. Dając rekomendację na kolejne lata powiedziała, że branża powinna w dalszym ciągu dbać o to, aby jej głos był wyraźnie słyszany w Unii Europejskiej oraz położyć duży nacisk na umowę TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership), która ma za zadanie zharmonizować wymogi prawne nie tylko dla kosmetyków, a jednocześnie zlikwidować główne bariery w handlu ze Stanami Zjednoczonymi. – Pamiętajmy, że budowanie konkurencyjności polskiej branży kosmetycznej w Unii Europejskiej i na świecie odbywa się przede wszystkim przez innowacyjność, kreatywność – dodała.

Henryka Bochniarz za najważniejsze uznała to, że polskim firmom nie tylko udało się utrzymać stabilną pozycję na polskim rynku, ale również odważnie wchodzą na rynki europejskie i pozaeuropejskie. – Sukcesy takich marek, jak Inglot, Dr Irena Eris i wielu innych pokazują, że nie należy się bać, tylko trzeba konsekwentnie promować swoje produkty – powiedziała.

Joanna Popławska przyznała, że dużym wyzwaniem dla związku jest budowanie marki polskich kosmetyków. – Chcemy konkurować z firmami francuskimi, niemieckimi, czy włoskimi, żebyśmy nie byli postrzegani tylko przez pryzmat ceny, ale przede wszystkim przez pryzmat jakości – podkreśliła.

Przy jednym stole

Na niemal 60-proc. dynamikę rynku, zwrócił uwagę Stahis Karaplios, dyrektor zarządzający firmy EMBS Group, która na zlecenie PZPK przygotowała raport podsumowujący sytuację w branży kosmetycznej. Prezentacja raportu była wprowadzeniem do dyskusji podczas pierwszego panelu „10 lat polskiego przemysłu kosmetycznego w Unii Europejskiej 2004-2014. Bilans korzyści i strat”, w którym uczestniczyli Małgorzata Wenerska-Craps – dyrektor Departamentu Spraw Europejskich Ministerstwa Gospodarki, Wojciech Bronicki – dyrektor Departamentu Podatku Akcyzowego i Gier Ministerstwa Finansów, Henryk Orfinger – prezes Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris, Mariusz Grajda – dyrektor finansowy na region Europy Wschodniej Coty Polska, István Murányi – sekretarz generalny Hungarian Cosmetic and Home Care Association oraz Andrzej Sosna – dyrektor generalny Chesapeak Polska. Dyskusję, moderowaną przez dziennikarkę Anitę Błaszczak zdominował temat akcyzy, która aż do 2006 roku nie pozwalała polskim producentom konkurować na równych warunkach z innymi podmiotami na rynku wspólnotowym.

W Polsce kosmetyki, np. obok jachtów pełnomorskich, były zaliczane do dóbr luksusowych i obłożone 20-proc. podatkiem, w innych państwach UE akcyza na kosmetyki nie obowiązywała. Jej zniesienie istotnie przyczyniło się do rozwoju rynku kosmetycznego w Polsce, a ostatecznie miało także pozytywne konsekwencje dla państwowego budżetu. – Z analiz, które przeprowadziliśmy, wynikało, że w pierwszym roku po zlikwidowaniu akcyzy, wpływy do budżetu wzrosły o 40 proc., a ceny spadły o 14 proc. Sprzedaż produktów akcyzowych wzrosła prawie o 90 proc., co oznaczało gigantyczne zmniejszenie szarej strefy. Rynek wzrósł o 16 proc. – to był olbrzymi sukces – wspominał Mariusz Grajda, który był osobiście zaangażowany wówczas w negocjacje z Ministerstwem Finansów.

Bój o akcyzę został wygrany, bo kilka lat wcześniej firmom kosmetycznym udało się założyć Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego. Mogły zaangażować w dyskusję z Ministerstwem Finansów swoich najlepszych ekspertów i mówić jednym głosem. – Zbudowanie takiej organizacji to olbrzymi sukces, cała reszta jest wynikiem tego, że jesteśmy razem – powiedział Henryk Orfinger, założyciel związku. Wspominał, że była to bardzo trudna droga, nikt nie wierzył, że konkurujące na co dzień ze sobą firmy kosmetyczne – polskie i zagraniczne – będą w stanie usiąść przy jednym stole i porozumieć się. Miał w tej idei początkowo tylko dwóch sprzymierzeńców – Erica Royera, ówczesnego prezesa L’Oréal Polska i Władysława Bruda – współwłaściciela i prezesa Polleny Aromy.

– Mieliśmy świadomość zmian, które nas czekają w związku z wejściem do Unii Europejskiej, nie wiedzieliśmy, jak sobie z nimi radzić. Dziś 90 proc. branżowych regulacji prawnych jest wynikiem tego, że udało nam się stworzyć taką siłę w kraju, a zarazem mieć wpływ na to, co dzieje się w Brukseli – powiedział Henryk Orfinger.

Czas skończyć z nieodpowiedzialnym PR-em i źle pojmowaną polityką prokonsumencką

Choć akcyzę udało się znieść, to obecna sytuacja branży wydaje się być jeszcze trudniejsza, z uwagi na nadmierne unijne regulacje legislacyjne. Jak skutecznie budować dialog z legislatorem tak, aby interesy wszystkich zainteresowanych grup były proporcjonalnie reprezentowane, zastanawiali się uczestnicy drugiego panelu, moderowanego przez Wojciecha Szeląga – dziennikarza ekonomicznego Polsatu. W dyskusji uczestniczyli Otylia Trzaskalska-Stroińska – zastępca dyrektora Departamentu Innowacji i Przemysłu Ministerstwa Gospodarki, Karolina Ostrzyniewska – dyrektor Departamentu Komitetu ds. Europejskich Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Paweł Chrościcki – prezes zarządu Johnson & Johnson Poland, Europa Centralna i Wschodnia, Blanka Chmurzyńska-Brown – dyrektor generalna PZPK, Birgit Huber – Deputy Director General The German Cosmetic, Toiletry, Perfumery and Detergent Association, Ellen Pfrommer – Product Stewardship & EHS Master Data Personal Care BASF SE oraz Zenon Ziaja – właściciel i prezes firmy Ziaja.

Dyskusja toczyła się głównie wokół konserwantów, a właściwie ich braku. Producenci przyznali, że po części sami wpędzili się w kłopoty, kierując się nieodpowiedzialnym działaniem PR-owym i umieszczając na opakowaniach informacje typu „paraben free”. Ten bezpieczny, ale ze „złą prasą” konserwant, po części pod wpływem medialnej nagonki, zastąpiono metyloizotiazolinonem (MIT), który po fali uczuleń jest obecnie wskazany do wycofania. – Ogromne koszty, producenci muszą robić nowe formulacje, nowe badania. To jest efekt źle pojmowanej tzw. prokonsumenckiej polityki, która bardzo często jest oparta na PR-owym, a nie merytorycznym działaniu – mówił Zenon Ziaja.

Wtórowała mu Blanka Chmurzyńska-Brown: – Europa robi się coraz bardziej ostrożna i chroni konsumenta przed nim samym. Z niepokojem obserwujemy, że legislacja, która jest pisana dla nas jest zupełnie oderwana od naukowych, bardzo jasnych dowodów, mówiących o tym, czy jakaś substancja stanowi zagrożenie, czy nie. Parabeny używane od czterdziestych lat były najlepiej dermatologicznie przebadanym konserwantem o największym portfolio danych. Media wyrobiły mu bardzo złą opinię, a producenci kosmetyków poddali się presji. MIT miał być lekiem na całe zło, a teraz w pośpiechu trzeba się z niego wycofywać – mówiła.

Takich przykładów jest więcej, jak choćby obowiązek oznaczania nanomateriałów przy braku naukowej ich definicji, planowany obowiązek oznaczania 89 potencjalnych alergenów na opakowaniu kosmetyku, kiedy nie ma metod wykrywania uczuleń na te składniki i inne.

Róża Thun, posłanka do Parlamentu Europejskiego, w liście skierowanym do uczestników konferencji zaakcentowała wagę znalezienia dobrego połączenia między ochroną konsumenta a interesami przedsiębiorców: – Zaczyna się nowa kadencja Parlamentu Europejskiego, w której będzie jeszcze okazja do pracy nad rozwiązaniami, które pozwolą na dalszy rozwój branży kosmetycznej i jednocześnie mających na celu respektowanie praw konsumentów. Te dwie rzeczy trzeba łączyć i jestem przekonana, że w trakcie następnych miesięcy nasz dialog będzie jeszcze bardziej intensywny – napisała.

Dyrektor Małgorzata Wenerska-Craps, nawiązując do współpracy z branżą kosmetyczną podczas negocjacji tekstu rozporządzenia kosmetycznego, powiedziała: – Trzyletnia współpraca ze związkiem nauczyła również nas – rząd, jak układać proces konsultacji aktów prawnych z przemysłem. Wciąż korzystamy ze zdobytych wówczas doświadczeń.

Made in Poland, czyli najpierw zbudujmy markę dla Polski

Polskie firmy kosmetyczne czują się mocne i coraz szerzej ze swoimi produktami zdobywają rynki zagraniczne. Małgorzata Wenerska-Kraps z Ministerstwa Gospodarki uważa, że mamy się czym pochwalić: – Jeśli popatrzymy na to, że polska branża kosmetyczna to szósty pod względem wartości eksporter kosmetyków na świecie, a wartość eksportu w 2013 roku wyniosła 6,5 mld zł, to niewątpliwie jest to sukces.

Paweł Tyszkiewicz, prezes Fundacji Sztuki Sar Ad Artis i jednocześnie moderator ostatniego panelu poświęconego tworzeniu i promocji kosmetyków „made in Poland” zapytał, kiedy producenci będą używać tego zwrotu na opakowaniach swoich produktów. – Wierzę w polski przemysł kosmetyczny, wierzę w jakość produktów i nasz ogromny potencjał. Przede wszystkim trzeba jednak zacząć od budowania marki Polski. Rząd powinien popierać polskich przedsiębiorców, polskie produkty i mówić obiektywnie o polskiej jakości. Budujemy nasze firmy w tym kraju, zostawiamy tu kapitał, który wypracowujemy i go reinwestujemy. Gdybyśmy byli firmą szwajcarską czy francuską, bylibyśmy już dzisiaj firmą globalną, nie różnimy się niczym od wielkich koncernów, ale Polska nie ma zbudowanej pozycji w świecie. Jeżeli ją wypracujemy, to wszyscy będziemy z największą dumą i przyjemnością pisać na naszych produktach „made in Poland” – odpowiedziała Dorota Soszyńska, współwłaścicielka firmy Oceanic i zebrała gromkie brawa. Dodała zarazem, że pozycja polskich marek kosmetycznych na świecie jest różna w zależności od regionu. Znakomicie postrzegane są w Europie Wschodniej i w krajach arabskich. Najtrudniej jest im natomiast przebić się na konserwatywne rynki Europy Zachodniej, które bardzo pilnują promocji przede wszystkich swoich producentów. –

– Powinniśmy być otwarci na wszelkie nowe możliwości i starać się je wykorzystywać, nie oglądać się na innych, którzy mogą nam w tym pomóc. Niech każdy na swoim polu buduje zaufanie do produktów wytwarzanych w Polsce, nawet pod markami własnymi, bo to też jest droga uzyskiwania wiarygodności, zaufania do jakości i innowacyjności naszych produktów. Będzie to na pewno jeden z kroków, który przybliży nas do celu i polskie kosmetyki będą na równi postrzegane z markami włoskimi, francuskimi czy niemieckimi. Uważam, że wszyscy razem osiągniemy jeszcze większy sukces – dodała Barbara Inglot, prezes firmy, która jest obecna już w 56 krajach. Zaznaczyła jednak, że marka Inglot, zgodnie z ideą jej twórcy Wojciecha Inglota, weszła do Europy przez Nowy Jork. – Ameryka nie patrzy na kraj pochodzenia, tylko na jakość oraz kreatywność. Na każdym naszym produkcie, na każdym rynku, jest informacja  „made in Poland” – dodała.


Grażyna Henclewska, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki zapewniła, że rząd będzie wspierał branżę. Polskie firmy kosmetyczne, jako znakomicie zorganizowane i aktywne, dostaną środki na promocję na świecie w ramach kontynuacji programu Marka Polskiej Gospodarki.
W dyskusji głos zabrali także Jean Charles Bondy – prezes, L’Oréal Polska i Paweł Kastory – CEO Corporate Profiles, DDB Group.

Przyszłość

Henryka Bochniarz: Bez integracji, bez promocji marki polskiej będzie trudno firmom kosmetycznym utrzymać swoją pozycję. Wiadomo, że konkurencja jest podstawą funkcjonowania rynku, ale trzeba znaleźć dobre proporcje między konkurencją a tym, co można wspólnie załatwić. Branża kosmetyczna ma jeszcze wiele do zrobienia.
Małgorzata Wenerska-Kraps: Życzyłabym sobie, aby przykład współpracy polskiej branży kosmetycznej przeniósł się na inne sektory. Jeżeli uwierzymy w to, że interesariusze i strona rządowa są razem i razem mogą osiągnąć w Brukseli więcej – a tak jest – to wtedy obronienie naszych argumentów, postulatów gospodarczych będzie o wiele bardziej realne.


Blanka Chmurzyńska-Brown: 10 lat temu w związku było 28 przedsiębiorców, dzisiaj jest już 110 – to nasz niewątpliwy sukces. Przed wejściem do UE najważniejszym wyzwaniem było umiejętne wdrożenie legislacji unijnej do polskiego prawa. Dzisiaj trzeba reagować na to, co wychodzi z UE, i upewnić się, że regulacje unijne mają zdrowy rozsądek i balans w sobie, czyli chronią przedsiębiorców, nie wywracając zupełnie procesu produkcji.  

Konferencja odbyła się 3 czerwca br. w Bibliotece UW. Patronem medialnym wydarzenia były „Wiadomości Kosmetyczne”

 

 

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
26.05.2026 13:43
Cła na paczki z Chin. Giganci logistyki apelują do Brukseli o rozsądek
Cła na tani e-commerce. Giganci logistyki ostrzegająIlustracja stworzona przy pomocy AI

Unijne plany uszczelnienia systemu celnego wywołały opór największych operatorów logistycznych na świecie. DHL, FedEx oraz UPS domagają się od ministrów finansów państw Unii Europejskiej etapowego wdrażania przepisów uderzających w tani e-commerce. Firmy ostrzegają przed paraliżem dostaw i odcięciem rynku od wyrobów medycznych.

W artykule przeczytasz:

  • DHL, FedEx i UPS prognozują paraliż na granicach
  • Shein i Temu pod lupą urzędników
  • Jak nowe przepisy wpłyną na rynek kosmetyczny?

Unia Europejska szykuje radykalne zmiany w przepisach celnych, które mają powstrzymać zalew kontynentu przez tani e-commerce z Azji. Nowe regulacje znoszą dotychczasowe zwolnienia z opłat i nakładają dodatkowe obowiązki sprawozdawcze na operatorów paczkowych. Urzędnicy chcą w ten sposób wyrównać szanse rodzimych przedsiębiorców w starciu z azjatyckimi platformami zakupowymi. Jednak firmy odpowiedzialne za międzynarodowy transport towarów sygnalizują, że urzędniczy harmonogram mija się z rynkową rzeczywistością.

Jak donosi Fashion Network, trzy globalne marki logistyczne skierowały oficjalne pismo do unijnych decydentów. W liście datowanym na 22 maja menedżerowie wyrazili głębokie obawy dotyczące tempa wprowadzania reformy. Ich zdaniem, rygorystyczny termin wyznaczony na 1 lipca jest nierealny do dotrzymania pod względem operacyjnym. Zmiany wymagają bowiem przebudowy systemów informatycznych oraz wdrożenia skomplikowanych procedur wymiany danych handlowych.

DHL, FedEx i UPS prognozują paraliż na granicach

Wspólny front trzech logistycznych potentatów pokazuje wagę problemu, przed którym stoi cała branża handlowa w Europie. Mike Parra, prezes DHL Express Europe, Wouter Roels reprezentujący FedEx Europe oraz Daniel Carrera stojący na czele UPS EMEA podpisali dokument ostrzegający przed chaosem granicznym. Menedżerowie przewidują realne ryzyko masowego zatrzymywania przesyłek w punktach kontrolnych z powodu braku stabilnych i praktycznych ram prawnych.

Według Fashion Network, operatorzy proponują alternatywne, kompromisowe rozwiązanie obecnego kryzysu. Postulują, aby od 1 lipca Unia Europejska wprowadziła jedynie prosty, zryczałtowany podatek celny w kwocie trzech euro od paczek o niskiej wartości. Taki ruch pozwoliłby na natychmiastowe obciążenie tanich towarów, nie generując przy tym gigantycznych zatorów w portach lotniczych i centrach dystrybucyjnych. Natomiast pozostałe, bardziej złożone elementy systemu powinny poczekać na dopracowanie legislacyjne.

Shein i Temu pod lupą urzędników

Głównym celem unijnej ofensywy podatkowej pozostają azjatyccy potentaci e-commerce, którzy zdominowali handel internetowy w Europie. Platformy Shein oraz Temu wysyłają każdego dnia miliony paczek bezpośrednio do europejskich konsumentów, w tym do milionów odbiorców w Polsce. Kosmetyki, akcesoria makijażowe, gadżety oraz odzież omijały dotychczas opłaty celne ze względu na niską deklarowaną wartość pojedynczych przesyłek. Nowe prawo ma raz na zawsze zlikwidować tę lukę.

image

Koniec ery „tanich paczek z Chin”? UE wprowadza nową opłatę manipulacyjną od listopada

Wypada zauważyć, że skutki logistycznego zatoru mogą uderzyć rykoszetem w inne sektory gospodarki, w tym rynek kosmetyczny i farmaceutyczny. – Takie zakłócenia mogą wpłynąć na dostępność materiałów medycznych, opóźnić produkcję przemysłową i stworzyć zatory w europejskich łańcuchach dostaw – ryzyka te są szczególnie istotne w obecnym kontekście geopolitycznym – podkreślają autorzy listu.

Jak nowe przepisy wpłyną na rynek kosmetyczny?

Przedłużające się kontrole i biurokratyczne wymogi oznaczają wydłużenie czasu dostawy paczek, na co zwracają uwagę eksperci z branży handlowej. Konsumenci zamawiający produkty bezpośrednio z Chin będą musieli uzbroić się w cierpliwość. Zmiany odczują także mniejsze podmioty handlowe, które wykorzystują azjatyckie platformy do zaopatrywania swoich punktów w akcesoria kosmetyczne. Dodatkowo, skomplikowane procedury wymiany danych i konieczność uiszczania dodatkowych opłat zwiększą ostateczne koszty dystrybucji.

Istotnym aspektem jest, że radykalne uszczelnienie granic może stać się szansą dla europejskich oraz krajowych producentów kosmetyków. Droższy i wolniejszy transport z Azji skłoni bowiem część konsumentów do poszukiwania alternatyw na rodzimym rynku. W ten sposób rodzime marki, które gwarantują natychmiastową wysyłkę i pełne bezpieczeństwo składników, zyskają silny argument w walce o klienta. Warunkiem jest jednak płynne funkcjonowanie logistyki komponentów, która nie może ucierpieć przez chaos w urzędach celnych.

Unia Europejska stoi przed trudnym wyborem między ochroną własnego rynku a utrzymaniem płynności wymiany towarowej. Decyzja ministrów finansów pokaże, czy Bruksela ugnie się pod naciskiem logistycznych gigantów, czy też zaryzykuje graniczny paraliż w imię walki z azjatycką konkurencją. Ratyfikacja przepisów w kształcie proponowanym przez DHL, FedEx i UPS mogłaby dać rynkowi czas na adaptację.

Źródło: Fashion Network

Zobacz także:

image

Raport Safety Gate 2025: analiza zagrożeń w produktach kosmetycznych

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zapachy
25.05.2026 15:31
Nie żyje Olivier Creed. Świat haute parfumerie żegna legendę perfumiarstwa
Świat perfum żegna Oliviera CreedaInstagram

Olivier Creed, wieloletni kreator zapachów i przedstawiciel szóstej generacji rodziny stojącej za The House of Creed, zmarł w wieku 83 lat. Informację przekazał dom perfumeryjny Creed w oficjalnym komunikacie opublikowanym w mediach społecznościowych.

W tym artykule przeczytasz:

  • Twórca, który zdefiniował współczesny Creed
  • Ponad 250 lat rodzinnej historii
  • Creed jest dziś częścią imperium L’Oréal Luxe
  • Symbol epoki luksusowego perfumiarstwa

Olivier Creed był jedną z najważniejszych postaci współczesnego haute parfumerie i przez dekady odpowiadał za rozwój jednej z najbardziej rozpoznawalnych luksusowych marek zapachowych na świecie.

Twórca, który zdefiniował współczesny Creed

W oświadczeniu marka podkreśliła, że Olivier Creed poświęcił życie pielęgnowaniu dziedzictwa domu Creed oraz redefiniowaniu sztuki luksusowego perfumiarstwa.

– Jego dziedzictwo żyje w każdym zapachu Creed — ponadczasowych kompozycjach elegancji, które będą inspirować kolejne pokolenia – napisano w komunikacie marki.

Pod kierownictwem Oliviera Creeda powstały najbardziej ikoniczne kompozycje domu perfumeryjnego, budujące globalną pozycję marki w segmencie luxury fragrance. Był ceniony za konsekwencję twórczą, przywiązanie do rzemiosła oraz wyjątkową dbałość o jakość składników i kompozycji.

 

 

Ponad 250 lat rodzinnej historii

Olivier Creed urodził się w 1943 roku i był bezpośrednim potomkiem Jamesa Henry’ego Creeda, który założył firmę w 1760 roku za panowania króla Jerzego III.

Marka początkowo funkcjonowała jako londyński dom krawiecki w Mayfair, by z czasem przekształcić się w jeden z najbardziej prestiżowych domów perfumeryjnych świata.

Creed przez dekady pozostawał symbolem rodzinnego, niezależnego luksusu – aż do 2020 roku, kiedy po ponad 250 latach marka została sprzedana funduszowi BlackRock Long Term Private Capital oraz hiszpańskiemu biznesmenowi Javierowi Ferránowi. Olivier Creed i jego syn pozostali jednak zaangażowani w działalność firmy także po zmianie właścicielskiej.

image

Spadkobiercy Giorgio Armani wystawią na sprzedaż część udziałów modowego giganta

Creed jest dziś częścią imperium L’Oréal Luxe

Kolejna zmiana właścicielska nastąpiła w 2023 roku, gdy markę przejęło Kering Beauté. Następnie L‘Oréal i Kering ogłosiły strategiczne partnerstwo w obszarze beauty i wellness, obejmujące również przejęcie House of Creed przez L’Oréal Luxe. Transakcja została sfinalizowana na początku tego roku.

Hołd Olivierowi Creedowi złożył także Cyril Chapuy, prezes L’Oréal Luxe, który określił go jako jedną z najważniejszych postaci świata haute parfumerie.

– To, co od razu zwróciło moją uwagę, to jego spokojna pasja, pokora i głębokie przywiązanie do rzemiosła oraz doskonałości – podkreślił Chapuy.

Dodał również, że dzięki wizji Oliviera Creeda marka zdołała zachować i rozwinąć wyjątkowe dziedzictwo, które od pokoleń współtworzy historię luksusowych perfum.

Symbol epoki luksusowego perfumiarstwa

Odejście Oliviera Creeda branża postrzega jako symboliczny koniec pewnej epoki w świecie luksusowych zapachów.

W czasie, gdy rynek perfum coraz mocniej otwiera się na globalne grupy beauty, konsolidacje i dynamiczny rozwój kategorii niche fragrance, Creed pozostawał jedną z marek najmocniej kojarzonych z tradycyjnym, rodzinnym podejściem do sztuki perfumiarstwa.

Dziedzictwo Oliviera Creeda pozostanie jednak obecne nie tylko w historii marki, ale także w samych kompozycjach, które przez lata definiowały współczesny segment luxury fragrance.

 

Źródło: The Industry Beauty

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
30. maj 2026 23:19