StoryEditor
Producenci
13.03.2024 11:33

Sławomir Miętka, Kanu Nature: Przejęcie Olivia Plum wprowadza nas w segment kosmetyków do pielęgnacji twarzy

Sławomir Miętka, prezes firmy Kanu Nature / materiały prasowe Kanu Nature
Sławomir Miętka, zawodowo związany z biznesem kosmetycznym od kilkunastu lat, cztery lata temu znalazł na rynku perełkę – firmę Kanu Nature specjalizującą się w produkcji wegańskich kosmetyków. Przejął biznes od poprzedniego właściciela widząc ogromny potencjał w produktach i w zaangażowanym zespole. Dziś rozwija firmę wielokierunkowo – w kanale profesjonalnym, detalicznym i jako producenta kontraktowego. Niedawno przejął kolejną markę kosmetyków naturalnych – Olivia Plum – i nie wyklucza kolejnych transakcji, ale tylko takich, które pasują do całości biznesu.

Firma Kanu Nature produkuje kosmetyki. Wiemy, że są to produkty pielęgnacyjne. Naturalne i wegańskie. Proszę opowiedzieć nam o tym biznesie. Dla mnie zaskoczeniem było, że firma działa już od 20 lat. Czy dotąd była skupiona tylko na rynku profesjonalnym – gabinetów i spa?

Firma Kanu Nature została założona rzeczywiście już ponad 20 lat temu przez poprzedniego właściciela, który podczas swoich podróży do Stanów Zjednoczonych zaraził się ruchem buddyjskim i w związku z tym przeszedł też na weganizm. Stąd jego decyzja, aby po powrocie do Polski zacząć tworzyć kosmetyki wegańskie, oparte o naturalne składy. Można zatem powiedzieć, że w pewnym sensie wyprzedził swoją epokę, gdyż wówczas nie było jeszcze mody na wegańskie kosmetyki. Obecnie trend ten jest już szeroko rozpowszechniony, ale wówczas było inaczej. Przez pierwsze lata działalności była to firma niszowa, produkowana w dość ascetycznych warunkach, ale stopniowo się profesjonalizowała. 

Faktycznie, Kanu Nature jeszcze cztery lata temu była skupiona na rynku profesjonalnym, ale też była producentem kontraktowym, wytwarzającym produkty dla klientów pod ich markami. Dlatego nie było o niej zbyt wielu informacji w przestrzeni publicznej. Po części wynikało to też z preferencji poprzedniego właściciela, który starał się unikać rozgłosu.

Cztery lata temu firma trafiła w Pańskie ręce. Jak do tego doszło?

Przez piętnaście lat związany byłem zawodowo z radomską firmą kosmetyczną Global Cosmed, obecnie Dr. Miele Cosmed Group, dzięki czemu miałem okazję uczestniczyć w rozwoju szybko rosnącej firmy, ze wszystkimi wynikającymi z tego wyzwaniami. Byłem też częścią zespołów zajmujących się procesami przejęć marek, czy też całych zakładów produkcyjnych w Polsce i w Niemczech. Dało mi to unikalną możliwość poznania wielu różnorodnych podmiotów z branży kosmetycznej, a także nabrania doświadczenia w przejęciach. 

image
Kanu Nature peeling do ciała Magnolia
materiały prasowe Kanu Nature

W momencie, gdy dość przypadkowo dowiedziałem się o możliwości nabycia firmy Kanu Nature, stwierdziłem, że może czas na zmianę. Podczas due diligence urzekła mnie jakość produktów i panująca już wówczas kultura organizacyjna i zaangażowany zespół. Brakowało rozpoznawalności marki, a także sam design marki wymagał dopracowania. Postrzegałem to jednak nie jako słabość, lecz ukryty potencjał. Z tego też względu po przejęciu Kanu Nature cztery lata temu, duży nacisk położyliśmy na działania marketingowe, a także rozwój marki detalicznej. Rozszerzyliśmy też nasze portfolio produktowe, między innymi o kremy i maski do ciała, czy szampony w kostce.

Czy salony kosmetyczne i SPA są nadal Waszmi najważniejszymi odbiorcami?

Jest to z pewnością ważna i rosnąca część naszego biznesu, aczkolwiek sprzedaż marki detalicznej jest dla nas równie istotna. Zarazem cały czas jesteśmy producentem kontraktowym i generujemy w tym segmencie większe obroty, niż na marce Kanu Nature. Stale współpracujemy ze znanymi markami i dużymi podmiotami z Polski i Europy – firmami, które mają własne marki, ale zlecają u nas produkcję w kategoriach, w których się nie specjalizują, albo nie mają odpowiedniego zaplecza technicznego.

Na ile oferta detaliczna jest inna niż gabinetowa? 

Zasadniczo ta oferta już istniała w momencie przejęcia firmy, gdyż masażyści mieli możliwość sprzedawania swoim klientkom produktów detalicznych w swoich salonach. Zmiany jakie wprowadziliśmy, to odświeżenie wyglądu produktów, działania marketingowe wokół marki, a także wprowadzenie ich do sklepów detalicznych. 

Natomiast nie jest też tak, że zdecydowaliśmy się na zmianę filozofii marki i skierowanie jej do klienta masowego. Staramy się zachować nasze DNA brandu jako marki gabinetowej i profesjonalnej. Dlatego też nie zdecydowaliśmy się na oferowanie marki w masowych dyskontach i drogeriach. Staramy się ograniczać do sklepów skupionych na sprzedaży marek kosmetyków naturalnych i wegańskich. Jesteśmy też obecni w szeregu mniejszych mydlarni w całej Polsce. 

Jeśli chodzi o składy, to marka detaliczna i oferta profesjonalna nie różnią się od siebie. Natomiast, jeśli chodzi o takie produkty jak olejki do masażu, masła do ciała czy peelingi, to nasza oferta dla profesjonalistów jest znacznie bardziej rozbudowana, niż marka detaliczna. Umożliwia to masażystom tworzenie zróżnicowanych zabiegów i rytuałów w swoich salonach. 

Zajrzałam do internetowego sklepu marki i najchętniej kupiłabym wszystko, a na pewno wszystko bym powąchała. Co nazwałby Pan hitem sprzedażowym z Waszej oferty? Czego szukają klienci? Te poszukiwania wiążą się np. z jakimiś modnymi zapachami albo składnikami? Czy raczej z tym, że coraz większą wagę przykładamy do dbania o siebie, ale w taki dobry sposób – mając na uwadze równowagę, relaks, wypoczynek?

Na pewno zapachy są naszą silną stroną. Naszym znakiem rozpoznawczym od lat są olejki do kąpieli w naturalnymi elementami roślin w środku. Oprócz nich, głównymi kategoriami, z których jesteśmy znani, są olejki do masażu, masła do ciała oraz peelingi solno-olejowe. 

image
Znakiem rozpoznawczym Kanu Nature są olejki do kąpieli w naturalnymi elementami roślin w środku. Firma znana jest też w wegańskich olejków do masażu, maseł do ciała oraz peelingów solno-olejowuych 
materiały prasowe Kanu Nature

Nasze produkty to połączenie urzekających zapachów, naturalnych składów oraz właściwości pielęgnacyjnych produktów. Są to produkty głęboko natłuszczające skórę i bardzo skondensowane, a dzięki temu wydajne. Nasze masła do ciała zawierają 83 proc. masła shea, a zatem – o ile się nie mylę – najwięcej na rynku. Nie rozcieńczamy ich wodą, co sprawia, że mają unikalną, zwartą konsystencję. Można powiedzieć, że nasze produkty to takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Natomiast jeśli chodzi o produkcję kontraktową, to na pierwszy plan wysuwają się tu kule do kąpieli i mydła w kostce. 

Stale rozwijamy ofertę. Niedawno wprowadziliśmy do sprzedaży świece do masażu, a także żele pod prysznic i lekkie balsamy do ciała. W związku z przejęciem przez nas nowej marki – Olivia Plum – na pewno w tym roku będziemy rozwijać produkty w kategoriach pielęgnacji twarzy.

Gdzie można kupić obecnie kosmetyki i czy poszukujecie nowych partnerów w handlu do współpracy? 

Nasze produkty można nabyć w gabinetach masażu w całej Polsce, a także w regionalnych mydlarniach, oraz oczywiście w naszym własnym sklepie on-line. Nasze produkty są dostępne również w takich sieciach jak Kontigo oraz w internetowych sklepach Douglas.pl, eZebra.pl, czy MakeUp.pl.

Bardzo ważny jest dla nas rozwój eksportu i nad tym staramy się intensywnie pracować. Od kilku lat obecni jesteśmy z naszą marką w takich krajach jak Cypr, Rumunia, Tajwan, Słowacja, Szwecja, Litwa czy Niemcy. Uważam natomiast, że w kanale eksportowym jeszcze wiele do zrobienia i tu widziałbym potencjał skokowego wzrostu sprzedaży. 

Wspomniał Pan już o przejęciu marki Olivia Plum – dlaczego zdecydowaliście się na tę inwestycję? 

Dotychczas w naszej ofercie nie posiadaliśmy kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Rozważaliśmy stworzenie tego asortymentu od podstaw. Gdy pojawiła się możliwość przejęcia marki Olivia Plum, wiele elementów zaczęło tworzyć logiczną całość. 

image
Naturalne kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy Olivia Plum - marki, którą firma Kanu Nature przejęła w lutym 2024 r. 
materiały prasowe Kanu Nature

Dzięki przejęciu brandu uzyskaliśmy prawa do naprawdę świetnych receptur, ale też prawa do marki, sklepu internetowego, a także pewnego udziału w rynku, na bazie którego możemy rozwijać sprzedaż. Wokół marki udało się zbudować również rzeszę wiernych sympatyczek produktów, co jest dużą wartością. Podoba mi się również minimalistyczny i nowoczesny design marki, przekaz oraz sposób komunikacji z klientkami. Jest duży potencjał, na którym można budować. 

Jakie macie Państwo plany co do tej marki? Czy wszystkie jej produkty zostaną utrzymane na rynku? Jak chcecie nad nią pracować?

Tak, naszą intencją jest pozostawienie oferty marki Olivia Plum w niezmienionym kształcie, a następnie jej stopniowe rozbudowywanie. Mamy już na to kilka pomysłów, jak choćby linia glinek do twarzy, którą przygotowywaliśmy dla jednego z klientów. Będzie się świetnie nadawać jako rozwinięcie marki Olivia Plum. 

Oczywistym kierunkiem rozwoju jest natomiast rozszerzenie naszej oferty dla salonów o produkty do zabiegów na twarz w oparciu o produkty Olivia Plum. Rozszerzenie naszego portfolio w kanale profesjonalnym to jeden z motywów, który przyświecał nam przy zakupie marki. 

20 lat temu, gdy firma powstawała, kosmetyki naturalne, a tym bardziej wegańskie, to była to rynkowa nisza. Jak zmieniło się na przestrzeni lat podejście do tych produktów? Czy jest większe zainteresowanie wegańskimi produktami na rynku – zarówno wśród konsumentów jak i Państwa odbiorców?

Rzeczywiście, dwadzieścia lat temu kosmetyki naturalne i wegańskie były absolutną niszą, która jednak stopniowo stawała się meinstreamem. Konsumenci zaczęli też dostrzegać, że duże zachodnie koncerny modyfikowały swoje receptury niekoniecznie pod kątem potrzeb konsumentów, ale pod kątem zwiększenia własnej marży. To powodowało pewne zwrócenie uwagi klientek ku mniejszym manufakturom kosmetycznym.

image
Kanu Nature seria wegańskich kosmetyków do pielęgnacji ciała z rokitnikiem 
materiały prasowe Kanu Nature

Z czasem koncerny zaczęły dostrzegać ten trend i oczywiście wprowadzać do swojej oferty kosmetyki naturalne i wegańskie. Natomiast nie zawsze odbywało się to w sposób wiarygodny dla klientów. Dało to szansę rozwoju mniejszym markom, których powstało w ostatnich latach w Polsce naprawdę wiele, zarówno tych mniejszych jak i tych, którym udało się odnieść spektakularny sukces.

Czy kosmetyki naturalne, wegańskie muszą być droższe niż nazwijmy to konwencjonalne? Panuje powszechna opinia, że tak jest, bo choćby surowce są droższe. 

Nie stawiałbym tu takiego jednoznacznego podziału, gdyż nie każdy surowiec naturalny musi być z zasady drogi, aczkolwiek rzeczywiście produkty o wysokim stopniu naturalności są zwykle droższe w wytworzeniu. 

Kiedyś kosmetyki naturalne i wegańskie były produktami niszowymi dla koneserów, obecnie mamy do czynienia z jednym z głównych nurtów, jeśli chodzi o kosmetyki. Właściwie to, że kosmetyki są wegańskie, stało się nie tyle atutem, co standardem na rynku. Do rynku dostosowali się również producenci surowców. Obecnie jest oczywistością, iż dostawca wraz surowcem dostarcza informację o stopniu jego naturalności. Zwykle dostawcy oferują również komponenty w wersji o mniejszym stopniu naturalności i te o większym, które zwykle są droższe. 

image
Kanu Nature świeca do masażu 
materiały prasowe Kanu Nature

Myślę też, że tu musimy rozróżnić dwa typy przypadków, dlaczego kosmetyki zawierają syntetyczne składniki. Pierwszy jest taki, że są one dodawane, aby potanić formulację. Jeśli krem na półce sklepowej kosztuje kilkanaście złotych, to siłą rzeczy, musi być oparty na tańszych, często syntetycznych składnikach, produkowanych masowo. Jest natomiast wiele substancji syntetycznych, będących wynikiem zaawansowanych badań i działających pozytywnie na skórę, rozwiązujących problemy skórne. Nie uważam zatem, że każda substancja niebędąca pochodzenia naturalnego, jest z gruntu rzeczy zła. 

Jak ważną i dużą częścią działalności Kanu Nature jest produkcja kontraktowa? Dla jakich odbiorców i w jakim zakresie produkujecie?

Jest to bardzo ważna część naszego biznesu, która daje nam odpowiedni efekt skali i stabilizację. Nasi klienci kontraktowi to zupełnie inna kategoria podmiotów, niż klienci profesjonalni. Mówimy tu o większych podmiotach, nierzadko koncernach, które zamawiają większe ilości, ale też kładą duży nacisk na cenę. Również asortyment jest nieco odmienny. Wytwarzamy produkty stworzone pod potrzeby klienta, których nie mamy w ofercie naszej marki. Mam tu na myśli choćby mydła apteczne, dezodoranty w sztyfcie, czy tzw. kosmetykę białą. 

Jakie Kanu Nature ma zaplecze technologiczne, badawcze i produkcyjne? Gdzie kosmetyki powstają?

W tym zakresie nasz model jest zróżnicowany. Posiadamy własne laboratorium, ale też stale współpracujemy i konsultujemy się z laboratoriami zewnętrznymi. Naszą specyfiką jest również to, że nowe formulacje, a także różnego rodzaju eksperymenty i próby prowadzone są przez doświadczonych pracowników produkcji. Gdy wyniki prób są zadowalające, badamy następnie wewnętrznie stabilność formulacji i – jeśli nie napotykamy problemów – rozpoczynamy fazę badań i testów w laboratoriach zewnętrznych. Ostatnim etapem jest przygotowanie badań i dokumentacji wymaganej przez przepisy prawa kosmetycznego. Uważam, że połączenie profesjonalnej wiedzy zewnętrznych laboratoriów z doświadczeniem naszych pracowników pozwala uzyskiwać bardzo dobre efekty. 

Jakie ma Pan dalsze plany związane z rozwojem biznesu? 

Myślimy powoli o rozbudowie naszego zakładu produkcyjnego, gdyż staje się on dla nas za mały. Sądzę, że jest to perspektywa raczej następnego roku. 

Przed nami praca związana z integracją marki Olivia Plum, wciąż pracujemy też nad nowymi kontraktami z obszaru marki prywatnej. Na pewno nie narzekamy na nudę.

Czy myśli Pan o kolejnych przejęciach? Są interesujące marki na rynku?

Ubiegły rok był rokiem spowolnienia i był on trudny dla marek, które jeszcze nie osiągnęły na tyle dużej skali działalności, aby były odporne na zawirowania rynkowe. Siłą rzeczy ich właściciele rozważają ich sprzedaż i mogą to być potencjalne okazje inwestycyjne. Jesteśmy otwarci na nowe transakcje, ale nic na siłę. Taka transakcja musi mieć z naszego punktu widzenia sens w postaci efektów synergii, zwiększenia udziału w rynku, bądź rozszerzenia portfolio.

Jak postrzega Pan rynek kosmetyczny w Polsce? Jaki ma on potencjał?

Rynek kosmetyków w Polsce jest w tej chwili bardzo konkurencyjny, ale wciąż rozwijający się. Mieliśmy wprawdzie chwilową zadyszkę, wynikającą z ogólnej sytuacji gospodarczej, ale w mojej ocenie nie zmieni ona ogólnego trendu. Na pewno warto zwrócić uwagę na zaufanie klientek do rodzimych marek i producentów, a tych mamy naprawdę świetnych. Może się też wydawać, że jest to rynek już nasycony, ale wciąż pojawiają się nowe marki, które potrafią odnieść spektakularne sukcesy. 

Nasz kraj ma bogate tradycje, jeśli chodzi o produkcję kosmetyków, sięgające jeszcze czasów poprzedniego ustroju. Ta wiedza w Polsce istnieje i jest stale rozwijana. W branży kosmetycznej „Made in Poland” staje się coraz większym atutem, nasze produkty są bardzo dobrze postrzegane za granicą. Uważam, że kosmetyki to jedna z tych gałęzi przemysłu, w której Polska ma szanse być liderem w regionie, a może i na świecie. Wspomniałem już o konkurencyjności naszego rynku – czasami mam wrażenie, że jeżeli jakiejś marce uda się odnieść sukces w Polsce, to tym bardziej powinna odnieść sukces w innych krajach. 

Artykuł Sponsorowany
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
21.10.2026 16:42
Rosyjski atak zniszczył część zakładu 2K. Produkcja wstrzymana
Rosyjski atak uszkodził zakład 2K w Ukrainie    Epicentr K

Rosyjski atak na ukraińsko-niemieckie przedsiębiorstwo 2K w Chmielnickim doprowadził do poważnych zniszczeń zakładu produkującego chemię gospodarczą, kosmetyki do włosów i artykuły higieniczne. Firma wstrzymała działalność i szacuje straty. Jednocześnie rynek produktów higienicznych w Rosji zmienia się pod wpływem sankcji i wycofywania części zagranicznych firm, a w Ukrainie rośnie zapotrzebowanie na usługi chirurgii plastycznej i rekonstrukcyjnej.

W tym artykule przeczytasz:

  • Rosyjski atak zniszczył część zakładu 2K
  • Sankcje zmieniają rynek produktów higienicznych w Rosji
  • Ukraiński rynek beauty: rośnie zapotrzebowanie na zabiegi

Rosyjski atak zniszczył część zakładu 2K

19 października 2026 roku rosyjski atak na Chmielnicki doprowadził do poważnych zniszczeń w zakładzie ukraińsko-niemieckiej firmy 2K. Uszkodzone zostały część mocy produkcyjnych, infrastruktura przedsiębiorstwa oraz pomieszczenia biurowe. Produkcja została wstrzymana, a firma ocenia skalę zniszczeń i wysokość strat. Według przekazanych przez nią informacji żaden z pracowników nie ucierpiał. Nie podano terminu wznowienia działalności.

2K specjalizuje się w produkcji i dystrybucji chemii gospodarczej, kosmetyków do pielęgnacji włosów oraz artykułów higienicznych. Jej produkty są dostępne na rynku ukraińskim i zagranicznym pod markami Doctor Wash, Galax, Power De Luxe, Wash & Free, Family i Dallas.

Asortyment obejmuje m.in. środki do prania i pielęgnacji tkanin, preparaty myjące i czyszczące, szampony, maski oraz odżywki do włosów, a także mydła w płynie. Firma prowadzi również produkcję kontraktową (private label), wytwarzając towary pod markami należącymi do innych przedsiębiorstw.

image

NielsenIQ dla WK: Rynek beauty na rozdrożu [analiza]

Sankcje zmieniają rynek produktów higienicznych w Rosji

Po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku część zachodnich firm ograniczyła działalność na rosyjskim rynku lub rozpoczęła proces wycofywania się z niego. Sankcje i ograniczenia handlowe wpłynęły również na dostępność niektórych produktów oraz możliwości prowadzenia działalności przez międzynarodowe koncerny. W części kategorii powstała w ten sposób przestrzeń dla lokalnych producentów.

Przykładem jest Reckitt, właściciel m.in. marek z kategorii higieny i ochrony zdrowia. Z powodu sankcji unijnych oraz ograniczeń dotyczących dostaw i praw do marek rosyjska jednostka firmy rozwijała lokalne produkty, które miały zastępować część asortymentu niedostępnego na tamtejszym rynku. Jak informował Reuters, ograniczenia związane z sankcjami wpływały na wyniki działalności koncernu w Rosji.

W lipcu 2026 roku Reckitt uzgodnił sprzedaż rosyjskiego biznesu higienicznego spółce Arnest Management. Transakcja obejmuje m.in. zakład produkcyjny w Moskwie, około 400 pracowników oraz prawa do lokalnych marek. Koncern zachowuje natomiast prawa do swoich globalnych marek i rosyjską działalność w obszarze ochrony zdrowia.

image

Fundacja Feminoteka apeluje do firm kosmetycznych o wsparcie żołnierek na ukraińskim froncie

Przypadek Reckitt pokazuje, że zmiany na rosyjskim rynku nie ograniczają się do zastępowania importowanych produktów krajowymi odpowiednikami. Dotyczą także własności biznesów, zarządzania lokalnymi markami i możliwości dalszego prowadzenia działalności przez międzynarodowe firmy. Nie oznacza to jednak, że wszystkie kategorie kosmetyków i produktów higienicznych podlegają takim samym zmianom.

Ukraiński rynek beauty: rośnie zapotrzebowanie na zabiegi

Wojna wpływa również na ukraiński rynek usług medycznych i estetycznych. Według informacji opublikowanych przez ukraiński portal UNIAN, powołujący się na przedstawicieli branży, zapotrzebowanie na chirurgię plastyczną w Ukrainie wzrosło od początku pełnoskalowej inwazji o około 100%. 

Wśród wskazywanych przyczyn są zabiegi odkładane wcześniej na później oraz większa skłonność części pacjentów do inwestowania w wygląd i samopoczucie. Jest to szacunek przytaczany przez przedstawicieli branży, a nie ogólnokrajowe dane statystyczne.

Na decyzje pacjentów wpływa również cena zabiegów. Według danych przytaczanych przez ukraińskie media niektóre usługi mogą kosztować w Ukrainie od dwóch do trzech razy mniej niż w krajach Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych. Do popularnych procedur zaliczane są m.in. modelowanie owalu twarzy, lifting, powiększanie piersi i operacje nosa.

image

Michał Krygier, The Magnum Ice Cream Company: Kategoria lodów wymaga błyskawicznych decyzji [WYWIAD]

Rozwój rynku wiąże się jednak z problemami dotyczącymi kwalifikacji osób wykonujących zabiegi i nadzoru nad usługami estetycznymi. UNIAN zwracał uwagę na funkcjonowanie szarej strefy oraz trudności z jednoznacznym określeniem standardów i zasad wykonywania części procedur. 

W publikacjach branżowych pojawia się również szacunek, według którego w Ukrainie działa ponad 80 tys. specjalistów medycyny estetycznej. Liczby tej nie należy utożsamiać z liczbą lekarzy ani chirurgów plastycznych.

Osobnym obszarem jest chirurgia rekonstrukcyjna, potrzebna m.in. osobom z obrażeniami odniesionymi podczas wojny, bliznami, oparzeniami i ranami. Wymaga ona wysoko wykwalifikowanych zespołów medycznych i stanowi odrębny obszar rozwoju usług. Zapotrzebowanie na takie zabiegi może utrzymywać się długo po zakończeniu wojny, ponieważ leczenie części obrażeń i rekonstrukcja tkanek wymagają czasu oraz kolejnych etapów terapii.

Dla Europy Środkowo-Wschodniej istotne będzie połączenie rosnącego popytu na usługi estetyczne i rekonstrukcyjne z wysokimi standardami ich wykonywania. Konkurencja cenowa może przyciągać pacjentów, ale o długoterminowej pozycji rynkowej będą decydować również bezpieczeństwo, kwalifikacje specjalistów i zdolność do odpowiadania na zmieniające się potrzeby pacjentów.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
14.10.2026 12:49
Sunday Natural inwestuje 340 mln zł w Gorzowie. Powstanie kompleks produkcyjno-magazynowy
Sunday Natural

Niemiecka grupa Sunday Natural rozwija działalność produkcyjną w Polsce. Jej spółka Sunday Natural International kupiła w Gorzowie Wielkopolskim niemal 20-hektarową działkę za 34,4 mln zł brutto. Na terenie przy ul. Mironickiej ma powstać kompleks produkcyjno-magazynowy o wartości blisko 340 mln zł, obejmujący centrum logistyczne, fabrykę suplementów diety i żywności funkcjonalnej oraz centrum badawczo-rozwojowe.

Postępowanie przetargowe dotyczące działki nr 638/2 w obrębie 15-Santocko rozpoczęło się w grudniu 2025 r. W terminie przewidzianym przez KSSSE wpłynęła jedna oferta – złożyła ją spółka Sunday Natural International z siedzibą w Gorzowie Wielkopolskim. Nieruchomość znajduje się w północnej części miasta, przy ul. Mironickiej, w bezpośrednim sąsiedztwie węzła drogi ekspresowej S3.

Z punktu widzenia przyszłej działalności produkcyjnej i logistycznej istotne jest przeznaczenie terenu. Zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego dla obszaru w rejonie ul. Mironickiej nieruchomość oznaczona jest symbolami 1P, U oraz KDD. Oznacza to możliwość lokalizacji m.in. obiektów produkcyjnych, składów, magazynów i budynków usługowych, a także infrastruktury drogowej.

image

Auchan: TREC NUTRITION wycofuje 18 suplementów. Powodem jabłczan trikreatyny

Zakup gruntu jest elementem większego projektu inwestycyjnego. Sunday Natural planuje w Gorzowie budowę kompleksu produkcyjno-magazynowego o wartości blisko 340 mln zł. Projekt uzyskał wsparcie KSSSE w ramach Polskiej Strefy Inwestycji.

Fabryka suplementów i R&D

Planowany kompleks ma pełnić kilka funkcji. Jednym z jego elementów będzie centrum magazynowe przeznaczone dla produktów Sunday Natural. Kolejnym – fabryka suplementów diety i żywności funkcjonalnej. Inwestycję ma uzupełnić centrum badawczo-rozwojowe.

Skala projektu oznacza, że Gorzów Wielkopolski ma stać się dla grupy istotnym zapleczem produkcyjnym, logistycznym i magazynowym. Lokalizacja przy S3 może mieć znaczenie zarówno dla obsługi rynku polskiego, jak i dystrybucji produktów na inne rynki europejskie.

W maju 2026 r. informowano ponadto, że powiązana z inwestorem spółka Yoshi Real złożyła wniosek o pozwolenie na budowę hali produkcyjno-magazynowej wraz z obiektem biurowym i częścią socjalną przy ul. Odlewników w Gorzowie Wielkopolskim. Dokumentację przygotowała architektka Alicja Sapeńko-El Joundi z pracowni Symetria.

Okolice zakupionej przez Sunday Natural działki są obecnie zagospodarowywane pod kolejne funkcje przemysłowe i handlowe. W sąsiedztwie planowane są m.in. stacja paliw, sklep dyskontowy i park handlowy. W regionie powstają również kolejne zakłady przemysłowe, w tym fabryka rakiet.

Niemiecka grupa skaluje biznes

Sunday Natural wywodzi się z Berlina. Firma została założona w 2013 r. przez Jörga Schweikarta i Jana Alexeja Gottschau. Jej oferta obejmuje suplementy diety, witaminy, minerały, herbaty, żywność ekologiczną i funkcjonalną, a także wybrane produkty z kategorii pielęgnacji skóry.

Model biznesowy grupy opiera się przede wszystkim na sprzedaży internetowej. Według przedstawionych informacji firma posiada w ofercie ponad 1 tys. produktów i dociera do ponad 1 mln klientów rocznie. Marka rozwija segment produktów określanych jako „clean label”, ograniczając wykorzystanie sztucznych dodatków i syntetycznych wypełniaczy. W komunikacji podkreśla również wykorzystanie surowców pochodzenia naturalnego oraz dostępność produktów wegańskich.

image

El Niño nadchodzi: co z olejem rybnym i omega-3?

Rozwój infrastruktury produkcyjnej w Polsce wpisuje się w strategię zwiększania skali działalności. W styczniu 2024 r. CVC Capital Partners, za pośrednictwem CVC Fund VIII, zawarł transakcję zakupu Sunday Natural za 800 mln euro. Inwestycja miała wesprzeć międzynarodową ekspansję przedsiębiorstwa. Założyciel Jörg Schweikart pozostał w firmie.

Dla sektora kosmetycznego znaczenie inwestycji jest szersze niż sama produkcja suplementów. Granica między rynkiem beauty, nutraceutycznym i żywnością funkcjonalną coraz częściej się zaciera. Produkty związane z urodą od wewnątrz, suplementacją, zdrowiem skóry, włosów i paznokci oraz szeroko rozumianym wellness konkurują o uwagę tego samego konsumenta, a część marek rozwija ofertę równolegle w kilku kategoriach.

W przypadku Sunday Natural szczególnie istotny jest model łączący suplementy, żywność funkcjonalną i produkty związane z pielęgnacją. Rozbudowa własnego zaplecza produkcyjnego i badawczo-rozwojowego może zwiększyć możliwości grupy w zakresie kontroli procesu wytwarzania, opracowywania nowych produktów oraz dostosowywania oferty do wymagań poszczególnych rynków.

Produkcja bliżej rynku

Inwestycja w Gorzowie wpisuje się również w szerszy trend rozwoju lokalnych i regionalnych mocy produkcyjnych w branży zdrowia, wellness i beauty. Dla producentów działających w tych kategoriach własne zaplecze przemysłowe oznacza nie tylko zwiększenie mocy, ale także większą kontrolę nad łańcuchem dostaw i logistyką.

W przypadku projektu Sunday Natural skala finansowa jest znacząca: wartość samego planowanego kompleksu ma wynieść blisko 340 mln zł, podczas gdy zakup niemal 20-hektarowej nieruchomości kosztował 34,4 mln zł brutto. Oznacza to, że wartość całego przedsięwzięcia będzie niemal dziesięciokrotnie wyższa od ceny nabycia gruntu.

Istotnym elementem projektu będzie centrum R&D. W segmencie suplementów i żywności funkcjonalnej rozwój produktów wymaga nie tylko dostępu do surowców i mocy produkcyjnych, ale również kompetencji badawczych, kontroli jakości i możliwości opracowywania nowych receptur. Dla grupy, która deklaruje ponad 1 tys. produktów w portfolio, własne zaplecze rozwojowe może być jednym z narzędzi dalszego skalowania działalności.

image

Polacy wydają na suplementy więcej niż Niemcy i Francuzi. “Beauty” napędza nową falę wzrostu

Polska jest już częścią struktury Sunday Natural. W kraju działa spółka Sunday Natural International, a produkty marki są dostępne zarówno w sprzedaży własnej online, jak i za pośrednictwem innych e-sklepów. Gorzowska inwestycja ma jednak przenieść polską obecność firmy na kolejny poziom – z rynku sprzedaży do obszaru produkcji, magazynowania i rozwoju produktów.

Dla rynku kosmetycznego i okołokosmetycznego projekt jest kolejnym przykładem rosnącego znaczenia kategorii łączących pielęgnację, suplementację i żywność funkcjonalną. Inwestycja o wartości blisko 340 mln zł pokazuje jednocześnie, że firmy działające na styku tych segmentów coraz częściej potrzebują infrastruktury pozwalającej obsługiwać rosnące portfolio, sprzedaż internetową i ekspansję zagraniczną z jednego, europejskiego zaplecza operacyjnego.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. październik 2026 14:45