StoryEditor
Producenci
13.03.2024 11:33

Sławomir Miętka, Kanu Nature: Przejęcie Olivia Plum wprowadza nas w segment kosmetyków do pielęgnacji twarzy

Sławomir Miętka, prezes firmy Kanu Nature / materiały prasowe Kanu Nature
Sławomir Miętka, zawodowo związany z biznesem kosmetycznym od kilkunastu lat, cztery lata temu znalazł na rynku perełkę – firmę Kanu Nature specjalizującą się w produkcji wegańskich kosmetyków. Przejął biznes od poprzedniego właściciela widząc ogromny potencjał w produktach i w zaangażowanym zespole. Dziś rozwija firmę wielokierunkowo – w kanale profesjonalnym, detalicznym i jako producenta kontraktowego. Niedawno przejął kolejną markę kosmetyków naturalnych – Olivia Plum – i nie wyklucza kolejnych transakcji, ale tylko takich, które pasują do całości biznesu.

Firma Kanu Nature produkuje kosmetyki. Wiemy, że są to produkty pielęgnacyjne. Naturalne i wegańskie. Proszę opowiedzieć nam o tym biznesie. Dla mnie zaskoczeniem było, że firma działa już od 20 lat. Czy dotąd była skupiona tylko na rynku profesjonalnym – gabinetów i spa?

Firma Kanu Nature została założona rzeczywiście już ponad 20 lat temu przez poprzedniego właściciela, który podczas swoich podróży do Stanów Zjednoczonych zaraził się ruchem buddyjskim i w związku z tym przeszedł też na weganizm. Stąd jego decyzja, aby po powrocie do Polski zacząć tworzyć kosmetyki wegańskie, oparte o naturalne składy. Można zatem powiedzieć, że w pewnym sensie wyprzedził swoją epokę, gdyż wówczas nie było jeszcze mody na wegańskie kosmetyki. Obecnie trend ten jest już szeroko rozpowszechniony, ale wówczas było inaczej. Przez pierwsze lata działalności była to firma niszowa, produkowana w dość ascetycznych warunkach, ale stopniowo się profesjonalizowała. 

Faktycznie, Kanu Nature jeszcze cztery lata temu była skupiona na rynku profesjonalnym, ale też była producentem kontraktowym, wytwarzającym produkty dla klientów pod ich markami. Dlatego nie było o niej zbyt wielu informacji w przestrzeni publicznej. Po części wynikało to też z preferencji poprzedniego właściciela, który starał się unikać rozgłosu.

Cztery lata temu firma trafiła w Pańskie ręce. Jak do tego doszło?

Przez piętnaście lat związany byłem zawodowo z radomską firmą kosmetyczną Global Cosmed, obecnie Dr. Miele Cosmed Group, dzięki czemu miałem okazję uczestniczyć w rozwoju szybko rosnącej firmy, ze wszystkimi wynikającymi z tego wyzwaniami. Byłem też częścią zespołów zajmujących się procesami przejęć marek, czy też całych zakładów produkcyjnych w Polsce i w Niemczech. Dało mi to unikalną możliwość poznania wielu różnorodnych podmiotów z branży kosmetycznej, a także nabrania doświadczenia w przejęciach. 

image
Kanu Nature peeling do ciała Magnolia
materiały prasowe Kanu Nature

W momencie, gdy dość przypadkowo dowiedziałem się o możliwości nabycia firmy Kanu Nature, stwierdziłem, że może czas na zmianę. Podczas due diligence urzekła mnie jakość produktów i panująca już wówczas kultura organizacyjna i zaangażowany zespół. Brakowało rozpoznawalności marki, a także sam design marki wymagał dopracowania. Postrzegałem to jednak nie jako słabość, lecz ukryty potencjał. Z tego też względu po przejęciu Kanu Nature cztery lata temu, duży nacisk położyliśmy na działania marketingowe, a także rozwój marki detalicznej. Rozszerzyliśmy też nasze portfolio produktowe, między innymi o kremy i maski do ciała, czy szampony w kostce.

Czy salony kosmetyczne i SPA są nadal Waszmi najważniejszymi odbiorcami?

Jest to z pewnością ważna i rosnąca część naszego biznesu, aczkolwiek sprzedaż marki detalicznej jest dla nas równie istotna. Zarazem cały czas jesteśmy producentem kontraktowym i generujemy w tym segmencie większe obroty, niż na marce Kanu Nature. Stale współpracujemy ze znanymi markami i dużymi podmiotami z Polski i Europy – firmami, które mają własne marki, ale zlecają u nas produkcję w kategoriach, w których się nie specjalizują, albo nie mają odpowiedniego zaplecza technicznego.

Na ile oferta detaliczna jest inna niż gabinetowa? 

Zasadniczo ta oferta już istniała w momencie przejęcia firmy, gdyż masażyści mieli możliwość sprzedawania swoim klientkom produktów detalicznych w swoich salonach. Zmiany jakie wprowadziliśmy, to odświeżenie wyglądu produktów, działania marketingowe wokół marki, a także wprowadzenie ich do sklepów detalicznych. 

Natomiast nie jest też tak, że zdecydowaliśmy się na zmianę filozofii marki i skierowanie jej do klienta masowego. Staramy się zachować nasze DNA brandu jako marki gabinetowej i profesjonalnej. Dlatego też nie zdecydowaliśmy się na oferowanie marki w masowych dyskontach i drogeriach. Staramy się ograniczać do sklepów skupionych na sprzedaży marek kosmetyków naturalnych i wegańskich. Jesteśmy też obecni w szeregu mniejszych mydlarni w całej Polsce. 

Jeśli chodzi o składy, to marka detaliczna i oferta profesjonalna nie różnią się od siebie. Natomiast, jeśli chodzi o takie produkty jak olejki do masażu, masła do ciała czy peelingi, to nasza oferta dla profesjonalistów jest znacznie bardziej rozbudowana, niż marka detaliczna. Umożliwia to masażystom tworzenie zróżnicowanych zabiegów i rytuałów w swoich salonach. 

Zajrzałam do internetowego sklepu marki i najchętniej kupiłabym wszystko, a na pewno wszystko bym powąchała. Co nazwałby Pan hitem sprzedażowym z Waszej oferty? Czego szukają klienci? Te poszukiwania wiążą się np. z jakimiś modnymi zapachami albo składnikami? Czy raczej z tym, że coraz większą wagę przykładamy do dbania o siebie, ale w taki dobry sposób – mając na uwadze równowagę, relaks, wypoczynek?

Na pewno zapachy są naszą silną stroną. Naszym znakiem rozpoznawczym od lat są olejki do kąpieli w naturalnymi elementami roślin w środku. Oprócz nich, głównymi kategoriami, z których jesteśmy znani, są olejki do masażu, masła do ciała oraz peelingi solno-olejowe. 

image
Znakiem rozpoznawczym Kanu Nature są olejki do kąpieli w naturalnymi elementami roślin w środku. Firma znana jest też w wegańskich olejków do masażu, maseł do ciała oraz peelingów solno-olejowuych 
materiały prasowe Kanu Nature

Nasze produkty to połączenie urzekających zapachów, naturalnych składów oraz właściwości pielęgnacyjnych produktów. Są to produkty głęboko natłuszczające skórę i bardzo skondensowane, a dzięki temu wydajne. Nasze masła do ciała zawierają 83 proc. masła shea, a zatem – o ile się nie mylę – najwięcej na rynku. Nie rozcieńczamy ich wodą, co sprawia, że mają unikalną, zwartą konsystencję. Można powiedzieć, że nasze produkty to takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Natomiast jeśli chodzi o produkcję kontraktową, to na pierwszy plan wysuwają się tu kule do kąpieli i mydła w kostce. 

Stale rozwijamy ofertę. Niedawno wprowadziliśmy do sprzedaży świece do masażu, a także żele pod prysznic i lekkie balsamy do ciała. W związku z przejęciem przez nas nowej marki – Olivia Plum – na pewno w tym roku będziemy rozwijać produkty w kategoriach pielęgnacji twarzy.

Gdzie można kupić obecnie kosmetyki i czy poszukujecie nowych partnerów w handlu do współpracy? 

Nasze produkty można nabyć w gabinetach masażu w całej Polsce, a także w regionalnych mydlarniach, oraz oczywiście w naszym własnym sklepie on-line. Nasze produkty są dostępne również w takich sieciach jak Kontigo oraz w internetowych sklepach Douglas.pl, eZebra.pl, czy MakeUp.pl.

Bardzo ważny jest dla nas rozwój eksportu i nad tym staramy się intensywnie pracować. Od kilku lat obecni jesteśmy z naszą marką w takich krajach jak Cypr, Rumunia, Tajwan, Słowacja, Szwecja, Litwa czy Niemcy. Uważam natomiast, że w kanale eksportowym jeszcze wiele do zrobienia i tu widziałbym potencjał skokowego wzrostu sprzedaży. 

Wspomniał Pan już o przejęciu marki Olivia Plum – dlaczego zdecydowaliście się na tę inwestycję? 

Dotychczas w naszej ofercie nie posiadaliśmy kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Rozważaliśmy stworzenie tego asortymentu od podstaw. Gdy pojawiła się możliwość przejęcia marki Olivia Plum, wiele elementów zaczęło tworzyć logiczną całość. 

image
Naturalne kosmetyki pielęgnacyjne do twarzy Olivia Plum - marki, którą firma Kanu Nature przejęła w lutym 2024 r. 
materiały prasowe Kanu Nature

Dzięki przejęciu brandu uzyskaliśmy prawa do naprawdę świetnych receptur, ale też prawa do marki, sklepu internetowego, a także pewnego udziału w rynku, na bazie którego możemy rozwijać sprzedaż. Wokół marki udało się zbudować również rzeszę wiernych sympatyczek produktów, co jest dużą wartością. Podoba mi się również minimalistyczny i nowoczesny design marki, przekaz oraz sposób komunikacji z klientkami. Jest duży potencjał, na którym można budować. 

Jakie macie Państwo plany co do tej marki? Czy wszystkie jej produkty zostaną utrzymane na rynku? Jak chcecie nad nią pracować?

Tak, naszą intencją jest pozostawienie oferty marki Olivia Plum w niezmienionym kształcie, a następnie jej stopniowe rozbudowywanie. Mamy już na to kilka pomysłów, jak choćby linia glinek do twarzy, którą przygotowywaliśmy dla jednego z klientów. Będzie się świetnie nadawać jako rozwinięcie marki Olivia Plum. 

Oczywistym kierunkiem rozwoju jest natomiast rozszerzenie naszej oferty dla salonów o produkty do zabiegów na twarz w oparciu o produkty Olivia Plum. Rozszerzenie naszego portfolio w kanale profesjonalnym to jeden z motywów, który przyświecał nam przy zakupie marki. 

20 lat temu, gdy firma powstawała, kosmetyki naturalne, a tym bardziej wegańskie, to była to rynkowa nisza. Jak zmieniło się na przestrzeni lat podejście do tych produktów? Czy jest większe zainteresowanie wegańskimi produktami na rynku – zarówno wśród konsumentów jak i Państwa odbiorców?

Rzeczywiście, dwadzieścia lat temu kosmetyki naturalne i wegańskie były absolutną niszą, która jednak stopniowo stawała się meinstreamem. Konsumenci zaczęli też dostrzegać, że duże zachodnie koncerny modyfikowały swoje receptury niekoniecznie pod kątem potrzeb konsumentów, ale pod kątem zwiększenia własnej marży. To powodowało pewne zwrócenie uwagi klientek ku mniejszym manufakturom kosmetycznym.

image
Kanu Nature seria wegańskich kosmetyków do pielęgnacji ciała z rokitnikiem 
materiały prasowe Kanu Nature

Z czasem koncerny zaczęły dostrzegać ten trend i oczywiście wprowadzać do swojej oferty kosmetyki naturalne i wegańskie. Natomiast nie zawsze odbywało się to w sposób wiarygodny dla klientów. Dało to szansę rozwoju mniejszym markom, których powstało w ostatnich latach w Polsce naprawdę wiele, zarówno tych mniejszych jak i tych, którym udało się odnieść spektakularny sukces.

Czy kosmetyki naturalne, wegańskie muszą być droższe niż nazwijmy to konwencjonalne? Panuje powszechna opinia, że tak jest, bo choćby surowce są droższe. 

Nie stawiałbym tu takiego jednoznacznego podziału, gdyż nie każdy surowiec naturalny musi być z zasady drogi, aczkolwiek rzeczywiście produkty o wysokim stopniu naturalności są zwykle droższe w wytworzeniu. 

Kiedyś kosmetyki naturalne i wegańskie były produktami niszowymi dla koneserów, obecnie mamy do czynienia z jednym z głównych nurtów, jeśli chodzi o kosmetyki. Właściwie to, że kosmetyki są wegańskie, stało się nie tyle atutem, co standardem na rynku. Do rynku dostosowali się również producenci surowców. Obecnie jest oczywistością, iż dostawca wraz surowcem dostarcza informację o stopniu jego naturalności. Zwykle dostawcy oferują również komponenty w wersji o mniejszym stopniu naturalności i te o większym, które zwykle są droższe. 

image
Kanu Nature świeca do masażu 
materiały prasowe Kanu Nature

Myślę też, że tu musimy rozróżnić dwa typy przypadków, dlaczego kosmetyki zawierają syntetyczne składniki. Pierwszy jest taki, że są one dodawane, aby potanić formulację. Jeśli krem na półce sklepowej kosztuje kilkanaście złotych, to siłą rzeczy, musi być oparty na tańszych, często syntetycznych składnikach, produkowanych masowo. Jest natomiast wiele substancji syntetycznych, będących wynikiem zaawansowanych badań i działających pozytywnie na skórę, rozwiązujących problemy skórne. Nie uważam zatem, że każda substancja niebędąca pochodzenia naturalnego, jest z gruntu rzeczy zła. 

Jak ważną i dużą częścią działalności Kanu Nature jest produkcja kontraktowa? Dla jakich odbiorców i w jakim zakresie produkujecie?

Jest to bardzo ważna część naszego biznesu, która daje nam odpowiedni efekt skali i stabilizację. Nasi klienci kontraktowi to zupełnie inna kategoria podmiotów, niż klienci profesjonalni. Mówimy tu o większych podmiotach, nierzadko koncernach, które zamawiają większe ilości, ale też kładą duży nacisk na cenę. Również asortyment jest nieco odmienny. Wytwarzamy produkty stworzone pod potrzeby klienta, których nie mamy w ofercie naszej marki. Mam tu na myśli choćby mydła apteczne, dezodoranty w sztyfcie, czy tzw. kosmetykę białą. 

Jakie Kanu Nature ma zaplecze technologiczne, badawcze i produkcyjne? Gdzie kosmetyki powstają?

W tym zakresie nasz model jest zróżnicowany. Posiadamy własne laboratorium, ale też stale współpracujemy i konsultujemy się z laboratoriami zewnętrznymi. Naszą specyfiką jest również to, że nowe formulacje, a także różnego rodzaju eksperymenty i próby prowadzone są przez doświadczonych pracowników produkcji. Gdy wyniki prób są zadowalające, badamy następnie wewnętrznie stabilność formulacji i – jeśli nie napotykamy problemów – rozpoczynamy fazę badań i testów w laboratoriach zewnętrznych. Ostatnim etapem jest przygotowanie badań i dokumentacji wymaganej przez przepisy prawa kosmetycznego. Uważam, że połączenie profesjonalnej wiedzy zewnętrznych laboratoriów z doświadczeniem naszych pracowników pozwala uzyskiwać bardzo dobre efekty. 

Jakie ma Pan dalsze plany związane z rozwojem biznesu? 

Myślimy powoli o rozbudowie naszego zakładu produkcyjnego, gdyż staje się on dla nas za mały. Sądzę, że jest to perspektywa raczej następnego roku. 

Przed nami praca związana z integracją marki Olivia Plum, wciąż pracujemy też nad nowymi kontraktami z obszaru marki prywatnej. Na pewno nie narzekamy na nudę.

Czy myśli Pan o kolejnych przejęciach? Są interesujące marki na rynku?

Ubiegły rok był rokiem spowolnienia i był on trudny dla marek, które jeszcze nie osiągnęły na tyle dużej skali działalności, aby były odporne na zawirowania rynkowe. Siłą rzeczy ich właściciele rozważają ich sprzedaż i mogą to być potencjalne okazje inwestycyjne. Jesteśmy otwarci na nowe transakcje, ale nic na siłę. Taka transakcja musi mieć z naszego punktu widzenia sens w postaci efektów synergii, zwiększenia udziału w rynku, bądź rozszerzenia portfolio.

Jak postrzega Pan rynek kosmetyczny w Polsce? Jaki ma on potencjał?

Rynek kosmetyków w Polsce jest w tej chwili bardzo konkurencyjny, ale wciąż rozwijający się. Mieliśmy wprawdzie chwilową zadyszkę, wynikającą z ogólnej sytuacji gospodarczej, ale w mojej ocenie nie zmieni ona ogólnego trendu. Na pewno warto zwrócić uwagę na zaufanie klientek do rodzimych marek i producentów, a tych mamy naprawdę świetnych. Może się też wydawać, że jest to rynek już nasycony, ale wciąż pojawiają się nowe marki, które potrafią odnieść spektakularne sukcesy. 

Nasz kraj ma bogate tradycje, jeśli chodzi o produkcję kosmetyków, sięgające jeszcze czasów poprzedniego ustroju. Ta wiedza w Polsce istnieje i jest stale rozwijana. W branży kosmetycznej „Made in Poland” staje się coraz większym atutem, nasze produkty są bardzo dobrze postrzegane za granicą. Uważam, że kosmetyki to jedna z tych gałęzi przemysłu, w której Polska ma szanse być liderem w regionie, a może i na świecie. Wspomniałem już o konkurencyjności naszego rynku – czasami mam wrażenie, że jeżeli jakiejś marce uda się odnieść sukces w Polsce, to tym bardziej powinna odnieść sukces w innych krajach. 

Artykuł Sponsorowany
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Ogłoszenia
25.09.2026 16:39
Transfer Anny Lewandowskiej do USA, sprzedaje udziały marki kosmetycznej
Anna Lewandowska Dorota Szulc

Anna Lewandowska może sprzedać udziały w marce kosmetycznej Phlov, którą współtworzy od 2019 roku. Jak podaje fashionbiznes.pl, rozmowy z potencjalnym kupcem trwają, jednak transakcja nie została dotąd oficjalnie potwierdzona. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, może wywołać to poruszenie na rynku kosmetycznym.

Phlov pod młotkiem, czy Anna Lewandowska sprzedaje udziały? 

Jak czytamy w fashionbiznes.pl, Anna Lewandowska miała zdecydować się na sprzedaż swoich udziałów w brandzie Phlov. 

Phlov to marka kosmetyczna założona przez Annę Lewandowską i Justynę Żukowską-Bodnar, które poznały się w 2016 roku i połączyły doświadczenie w branży kosmetycznej z pomysłem na naturalne, wegańskie i innowacyjne produkty. Warto dodać, że Phlov miał swój debiut na rynku w roku 2019.

Moodiphy, spółka właścicielska Phlov, odnotowała około 1,67 mln zł zysku netto (około 390 tys. euro) przy przychodach przekraczających 20,9 mln zł (około 4,85 mln euro). Według portalu branżowego rozmowy z potencjalnym kupcem mają już trwać, ale nie wiadomo, do kogo miałyby trafić udziały.

Anna Lewandowska to polska przedsiębiorczyni, trenerka i była zawodniczka karate, a także żona piłkarza Roberta Lewandowskiego. Rozwija biznesy związane m.in. z fitnessem, zdrowym stylem życia i kosmetykami, w tym markę Phlov. 

image

Koniec rytuałów? Jeden kosmetyk chce zastąpić trzy. Skinimalizm i hybrydyzacja zmieniają rynek beauty [RAPORT WK]

Lewandowscy od lat angażują się również we współprace reklamowe. Wspólnie występowali m.in. w kampaniach Huawei, Head & Shoulders i Lidla, a Anna Lewandowska współpracowała także z takimi markami jak Calzedonia, Kinga Pienińska i 4F. Robert Lewandowski w 2026 roku bierze natomiast udział m.in. w kampaniach Hot Wheels i Banku Pekao.

Rozmowy na temat kupna Phlov trwają. Jak przekazuje serwisowi fashionbiznes.pl Anna Lewandowska: “rozmowy toczą się już od jakiegoś czasu, jednak – jak to w biznesie – wymaga to czasu, żeby obie strony były zadowolone”.

Dlaczego Phlov trafił na sprzedaż?

Jak czytamy w niemieckiej gazecie Bild, powodem ma być brak czasu po przeprowadzce rodziny do Chicago. Przedsiębiorczyni chce skoncentrować się na innych projektach, takich jak studio fitness Edan i program treningowy Kick The Barre.

Fashionbiznes.pl podaje, że część biznesów Lewandowskiej nadal działa w Europie, a wśród projektów, na których chce skupić więcej uwagi.

image

Phlov wchodzi w kategorię makijażową

Według doniesień medialnych właśnie zmiana miejsca zamieszkania i związane z nią ograniczenia czasowe są jednym z powodów planowanej sprzedaży udziałów w Phlov.

Na razie nie wiadomo, kto mógłby przejąć udziały Lewandowskiej ani jak zmieniłaby się struktura właścicielska Phlov po ewentualnej transakcji. Sprzedaż udziałów nie została dotąd oficjalnie potwierdzona.

Jak sprzedaż brandu może wpłynąć na rynek kosmetyczny?

Ewentualna sprzedaż Phlov może wpłynąć na dalszy rozwój marki i jej obecność na rynku kosmetycznym. Jeśli brand trafiłby do dużego koncernu kosmetycznego, mógłby zostać włączony do jego portfolio i zyskać dostęp do szerszej sieci dystrybucji. Marka mogłaby wówczas trafić do większej liczby sklepów, a jej oferta mogłaby zostać rozszerzona.

Osobnym kierunkiem rozwoju biznesowego Anny Lewandowskiej pozostają projekty związane z fitnessem i treningiem. Jej rozpoznawalność może ułatwiać rozwój kolejnych lokalizacji siłowni w Barcelonie, a także dalsze komercyjne wykorzystanie autorskich programów treningowych. Jeśli rodzina Lewandowskich na dłużej zwiąże swoją przyszłość ze Stanami Zjednoczonymi, jednym z potencjalnych kierunków ekspansji tych projektów może być również rynek amerykański.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
24.09.2026 16:10
Unilever sprzedaje Zwitsal. Koncern upraszcza portfolio i inwestuje w globalne marki
Zwitsal

Unilever otrzymał wiążącą ofertę od holenderskiego producenta kosmetyków i produktów higieny osobistej Royal Sanders dotyczącą przejęcia marki Zwitsal. Transakcja ma objąć działalność brandu w Holandii, Belgii, Surinamie i na holenderskich Karaibach. Sprzedaż jest kolejnym elementem strategii Unilevera zakładającej koncentrację inwestycji na największych globalnych markach i kategoriach o najwyższym potencjale wzrostu.

Zwitsal to marka specjalizująca się w produktach do pielęgnacji niemowląt i całej rodziny. Jej portfolio obejmuje m.in. kosmetyki i produkty higieniczne przeznaczone do pielęgnacji skóry dzieci. Choć brand należy do najbardziej rozpoznawalnych marek kategorii baby care w Holandii, jego działalność ma przede wszystkim charakter regionalny. To odróżnia go od marek, na których Unilever chce koncentrować kapitał i zasoby marketingowe.

Nabywcą ma zostać Royal Sanders, holenderski producent specjalizujący się w wytwarzaniu produktów personal care, produkcji marek własnych oraz własnych brandów. W jego portfolio znajdują się m.in. Odorex, Melkmeisje, Sanicur, Van Gils, Fresh Up i ProSet. Transakcja ma zostać sfinalizowana w pierwszym kwartale 2027 r. Jej wartość nie została ujawniona. Unilever przy transakcji doradzała kancelaria Baker McKenzie.

Mniej marek, większa koncentracja

Sprzedaż Zwitsal wpisuje się w szerszą zmianę sposobu zarządzania portfolio Unilevera. Koncern chce kierować większą część inwestycji do marek o globalnym zasięgu, które mogą być rozwijane jednocześnie na wielu rynkach i wykorzystywane do wprowadzania innowacji w kolejnych krajach.

Według raportu rocznego Unilevera za 2025 r. marki Power Brands odpowiadały za 78 proc. całkowitych obrotów grupy. Jeszcze wyższy był ich udział w segmencie Personal Care. Marki takie jak Dove, Rexona, Axe, Lifebuoy, Lux, Pepsodent i Closeup odpowiadały łącznie za 90 proc. obrotów tej kategorii.

image

Iwona Towalska, Unilever: Rola sieci będzie się zwiększać. Wygra nie jeden kanał, lecz najlepiej połączony ekosystem

Jednocześnie koncern ogranicza liczbę produktów w portfolio. Od 2022 r. liczba SKU w segmencie Personal Care została zmniejszona o ponad 20 proc. Unilever określa efekt tych działań jako prostsze, bardziej globalne portfolio skoncentrowane wokół Power Brands.

W przypadku Zwitsal argumentem przemawiającym za sprzedażą jest więc nie tyle rezygnacja z kategorii produktów dla dzieci, ile ograniczenie zaangażowania w markę, której potencjał geograficzny jest znacznie węższy niż w przypadku największych brandów grupy. Royal Sanders ma natomiast przejąć markę wraz z możliwością dalszego rozwijania jej pozycji w regionie.

Personal Care pozostaje priorytetem

Sprzedaż Zwitsal nie oznacza ograniczania znaczenia kategorii Personal Care w strategii Unilevera. Wręcz przeciwnie – po wynikach za 2025 r. koncern zapowiedział większą koncentrację na segmentach Beauty & Wellbeing oraz Personal Care, a także na produktach premium, handlu cyfrowym oraz rozwoju działalności w Stanach Zjednoczonych i Indiach.

W 2025 r. Beauty & Wellbeing zwiększył sprzedaż bazową o 4,3 proc., a Personal Care o 4,7 proc. Oba segmenty należały do obszarów napędzających wyniki grupy. W pierwszym kwartale 2026 r. Power Brands zwiększyły sprzedaż bazową o 5 proc., podczas gdy dla całego Unilevera wzrost wyniósł 3,8 proc.

W tym samym okresie Dove i Vaseline odnotowały dwucyfrowy wzrost wolumenowy. Wyniki te wspierają kierunek, w którym koncern chce rozwijać portfolio: większe znaczenie mają mieć marki zdolne do generowania wzrostu poprzez innowacje, segmentację premium i rozwój na wielu rynkach.

67 proc. obrotów po podziale

Koncentracja portfolio będzie jeszcze bardziej widoczna po planowanym wydzieleniu działalności Foods. Unilever łączy ten biznes z amerykańskim producentem żywności McCormick, a pozostała część grupy ma koncentrować się na czterech obszarach: Beauty, Wellbeing, Personal Care i Home Care.

Według wcześniejszych informacji po zakończeniu tego procesu Beauty, Wellbeing i Personal Care mają odpowiadać za 67 proc. obrotów grupy, wobec 51 proc. w roku finansowym 2025. Oznacza to zmianę struktury działalności i jednocześnie zwiększenie znaczenia kategorii związanych z kosmetykami, pielęgnacją oraz higieną osobistą.

image

Unilever inwestuje w papierowe opakowania. Wchodzi do konsorcjum PaperFlex

Unilever równocześnie rozwija portfolio poprzez przejęcia. Do grupy dołączyły m.in. marka refillowych dezodorantów Wild oraz producent męskich produktów personal care Dr. Squatch. Oba brandy wpisują się w kierunek zakładający rozwój segmentów premium, marketing oparty na kanałach cyfrowych oraz możliwość ekspansji na kolejne rynki.

Regionalna marka poza grupą

Z perspektywy Unilevera sprzedaż Zwitsal jest potencjalnie elementem szerszej przebudowy portfolio. Koncern ogranicza liczbę SKU, koncentruje obrót wokół swoich power brandów i kieruje inwestycje do marek, które mogą być rozwijane międzynarodowo. Jednocześnie zwiększa znaczenie segmentów Beauty, Wellbeing i Personal Care w strukturze grupy.

Dla Royal Sanders transakcja oznacza przejęcie rozpoznawalnej marki z ugruntowaną pozycją w kategorii baby care. Dla Unilevera – kolejny krok w kierunku modelu, w którym mniejsza liczba marek otrzymuje większą część dostępnych zasobów. Finalizacja transakcji jest obecnie planowana na I kwartał 2027 r.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
28. wrzesień 2026 07:52