StoryEditor
Producenci
01.03.2015 00:00

Wszyscy jesteśmy konsumentami

Bielenda, jedna z najbardziej znanych polskich marek kosmetycznych. Nazwa wywodzi się od nazwiska właścicieli rodzinnej firmy, którą 25 lat temu założyła Barbara Bielenda (obecnie Hildman), wcześniej związana ze znaną krakowską fabryką kosmetyków. Dziś firmą zarządzają synowie – Marek i Jacek Bielenda. Zatrudniają ponad 150 osób. Zakład produkcyjny, który mieści się w Krakowie, codziennie opuszczają tysiące sztuk kosmetyków. Firma zamknęła 2014 rok z rekordowym wynikiem sprzedaży. To efekt coraz większych nakładów na reklamę, w tym współpracy ze znaną aktorką Edytą Olszówką, która jest twarzą marki. W tym roku wydatki na reklamę będą jeszcze większe, całą uwagę właściciele firmy skupiają na komunikacji z konsumentkami, do których docierają m.in. poprzez internet, w tym współpracując z najsłynniejszymi blogerkami w kraju. Nie produkują marek własnych, ani na zlecenie. – Nie mamy na to czasu. Najważniejsza jest dla nas marka Bielenda – mówi prezes firmy Marek Bielenda, z którym udało nam się spotkać.


Jak się Pan czuje, zarządzając firmą, która ma za sobą ćwierć wieku?

Coraz starszy (śmiech).
A dumny?
Wszyscy mamy jakieś aspiracje. My naszego celu i planu jeszcze nie osiągnęliśmy. W dalszym ciągu walczymy. Więc czuję się dumny, ale nie spokojny, nie osiadam na laurach. Te 25 lat, jak patrzę na nie na chłodno i bez emocji, to przede wszystkim ogrom pracy nas wszystkich. I poczucie wdzięczności dla konsumentek, które przez te lata kupowały nasze kosmetyki i nadal je wybierają na coraz bardziej konkurencyjnych półkach.
W jakim miejscu biznesowo jest teraz firma Bielenda?
Patrząc na rankingi, znajdujemy się obecnie w ekstraklasie, a dążymy do tego by znaleźć się w ścisłej czołówce liderów i kreatorów rynku kosmetycznego.
Jak wszedł Pan w firmę?
Wprowadziła nas – mnie i brata Jacka – mama, Barbara Hildman, która założyła firmę 25 lat temu, gdy Polska wchodziła w okres przemian gospodarczych. I tak wszyscy, wspólnie z ojcem – Andrzejem – zaczęliśmy tworzyć organizm typowo rodzinnej firmy. Mama, korzystając ze swoich zawodowych doświadczeń, wdrożyła nas w biznes, po prostu nauczyła pracować.

Czym zajmował się Pan na początku?

A to dobre pytanie. Wszystkim. Wszyscy robili wszystko. Rodzina stała się firmą i odwrotnie – firma rodziną. Nie dało się już tego rozdzielić.
A teraz, jaki model zarządzania Pan stosuje?
Bielenda nadal jest firmą prywatną, zbudowaną na kapitale i udziałach rodziny, jesteśmy wyłącznymi właścicielami. Od kilku lat przypomina jednak już małą korporację, w której delegowanie obowiązków jest jednym z najważniejszych elementów zarządzania. Zatrudniamy około 150 osób. Ja zajmuję się częścią detaliczną, brat profesjonalną i eksportową.

2014 rok zamknęliście z najlepszym wynikiem w historii firmy.

Tak, pod kątem dynamiki wzrostu, wolumenu obrotów i sprzedaży był to najlepszy rok. w ciągu dwóch lat dwukrotnie zwiększyliśmy obrót w części detalicznej. Choć oczywiście trzeba pamiętać, że ze względu na systemy rabatowe i bonusowe obrót nie jest głównym wskaźnikiem wzrostu i wartości firmy. Jeśli chodzi o sprzedaż kosmetyków, to w ciągu trzech lat zwiększyliśmy ją o 100 procent.
W ostatnich latach marka Bielenda wyraźnie wzmocniła swoją pozycję. Wcześniej ruszyły inwestycje.
Inwestowaliśmy w produkcję, magazyny, posiłkując się dotacjami unijnymi, tak jak większość firm. Ale przede wszystkim w nowe produkty i marketing. Wzmacnialiśmy markę. Nasza współpraca z Edytą Olszówką, jako ambasadorką marki, przyniosła bardzo dobre rezultaty i będziemy ją kontynuować również w 2015 roku. Cały czas stawiamy na umacnianie marki, wzrost sprzedaży i dotarcie do jak największej rzeszy konsumentek. Konkurencja wymusza zmiany. Obecnie naszą najważniejszą misją jest komunikacja z klientem i będziemy w nią inwestować. Wszystkie działania reklamowe i marketingowe, które prowadziliśmy w minionym roku będziemy rozwijać, z jeszcze większym udziałem internetu. Jego rola w komunikacji z konsumentem błyskawicznie rośnie, bo ma on ogromny wpływ na podejmowanie decyzji zakupowych.
Przekłada się na sprzedaż?
Tak, ale w handlu stacjonarnym. Sam internet nie jest miejscem, gdzie kupuje się kosmetyki, bo odpada cała niezwykle przyjemna dla konsumentek aura zakupów w drogerii, a doznania wizualne i zapachowe w przypadku kosmetyków są najistotniejsze.
Drogerie pozostają dla producentów kosmetyków najważniejszym odbiorcą?
Zdecydowanie. Wygodne drogerie samoobsługowe – bez względu na to, czy są sieciowe, czy indywidualne, z kapitałem polskim czy zagranicznym – to jest miejsce, które dystansuje pozostałe kanały sprzedaży.
Sieci drogerii szukają dziś swojego indywidualnego charakteru, czegoś co pozwoli im odróżnić się od konkurencji. W jakim kierunku powinny iść?
Patrzę na to z perspektywy producenta kosmetyków, więc moim zdaniem w kierunku specjalizacji. Drogeria to kosmetyki, nie sklep wielobranżowy. Kupowanie kosmetyków to przyjemność i zabawa. Klientki oczekują wysokiego standardu takiego miejsca i rozbudowanej oferty, chcą szerokiego wyboru.

A w punktach sprzedaży liczy się indeks, rotacja, raczej tnie się asortyment. Da się to pogodzić?

Myślę, że tylko we własnych sklepach firmowych.
Bielenda będzie takie miała?
Na tę chwilę nie potrzebujemy sklepów firmowych. Mamy szeroką ogólnopolską dystrybucję i przy tym chcemy pozostać.
Ile nowości wprowadziliście w ubiegłym roku?
Około stu. Rynek kosmetyczny jest bardziej dynamiczny niż rynek mody. W modzie są sezony, a my stale mamy sezon (śmiech).
Czy to dobrze, że ta dynamika wprowadzania nowości jest tak duża?
80 proc. obrotów robi się na nowościach i konsumentki ich chcą. A to dla nas jest najważniejsze. To nam przyświeca we wszelkich działaniach komunikacyjnych i wdrożeniach. Produkując kosmetyki, patrzymy na nie oczami konsumenta. W pierwszej kolejności zastanawiamy się, czy sami chcielibyśmy je kupić. Nie ma też nic gorszego dla detalisty niż brak nowości, które są przecież bardzo mocno wspierane kampaniami reklamowymi. To strata pieniędzy i zaufania do punktu handlowego.
Bielenda ma w nazwie naturę, wasze produkty zawsze kojarzyły się z naturalnymi składnikami, choć w ostatnich latach nastąpiła duża zmiana wizerunkowa i bardzo duży nacisk położyliście na nowoczesne technologie. Jak będzie w tym roku?
Naturalność łączymy z technologią. To jest nasza główna idea i ona się nie zmienia. Nasza flagowa linia Biotechnologia Ciekłokrystaliczna pojawi się w nowej odsłonie, z innowacyjnym składnikiem Plasma Repair
Complex. To przełomowa linia, która spowodowała, że zaczęliśmy umacniać się w najbardziej prestiżowej dla producentów kategorii kremów do twarzy. Głównym tegorocznym trendem są też miksy olejków i formuły oparte na olejkach, a nie jak dotychczas na emulsjach. Na pewno będziemy i na nim opierać strategię na 2015 rok dotyczącą nowości.
 
Które z ubiegłorocznych nowości okazały się hitami sprzedaży?
Na pewno cała linia Drogocennych olejków do ciała i krem CC do ciała, który wyśmienicie się przyjął. Furorę zrobiły też nasze olejki do twarzy Argan Face Oil i olejki do mycia twarzy. Przy okazji jednak widzimy, że olejki sprzedają się kilkakrotnie lepiej niż serum do twarzy i kremy pod oczy. A płyny micelarne zrobiły zamieszanie w segmencie produktów do demakijażu, dystansując mleczka i toniki. Jedna kategoria wchodzi w miejsce innej. Konsumentki lubią nowości. To charakterystyczne dla bardzo dynamicznego rynku kosmetycznego, ale jednocześnie innowacyjność to nasz znak rozpoznawczy. Bielenda zawsze była firmą otwartą na nowości, przez 25 lat przyzwyczailiśmy konsumentki do ciekawych formuł kosmetycznych i oryginalnych składników aktywnych. Na dynamikę rynku składa się więc kilka czynników.
Czego konsumentki chcą przede wszystkim?
Błyskawicznego efektu.
A jak go nie dostają?
Obrażają się (śmiech). Na szczęście nie na markę, ewentualnie na produkt i natychmiast szukają następnego. Stąd też bierze się taki popyt na nowości. W ten sposób nieustannie jesteśmy zmuszani do poszukiwania kolejnych innowacyjnych rozwiązań.
Mężczyźni też są tacy drażliwi?
Mężczyźni są stali w uczuciach, jak przekonają się do marki, to przy niej zostają i jeśli ją polecają, to szczerze. Męskie kosmetyki sprzedają się coraz lepiej. Segment cały czas rośnie, tworzą się już preferencje zakupowe. Używanie kosmetyków, w niektórych przypadkach, dołączyło do listy męskich przyjemności. Widzi pani (Marek Bielenda wyciąga nawilżającą pomadkę SOS Lip Expert swojej marki i smaruje nią usta) jeszcze pięć lat temu za nic bym tego nie zrobił. A teraz – proszę bardzo. Codziennie używam też kremu, nie wyjdę z łazienki, jak nie posmaruję sobie nim twarzy. Weszło to do mojego codziennego rytuału pielęgnacyjnego.
Jakiego kremu Pan używa?
Z serii Bielenda Only For Men oczywiście, przeciwzmarszczkowego, bo jest idealny i na zimę, i na lato. Wychodzi męski pragmatyzm (śmiech).

Od czego zależy dziś popularność marki?

Od komunikacji z konsumentami. Szczególnie kobiety oczekują stałego, wręcz bezpośredniego kontaktu. Widać to choćby po ich aktywności na portalach społecznościowych. Aby podjąć jakąś decyzję zakupową, muszą markę lubić. Jednak cena, niestety dla nas wszystkich, nadal jest wyznacznikiem popularności produktów i popytu na nie. Aż w 70 procentach waży na tej decyzji. Niższa cena plus dodatkowa ekspozycja otwiera wszystkie drzwi.

To raczej niedobrze. Pracujecie na coraz niższych marżach.

Ale z perspektywy walki o udziały w rynku promocje są niezwykle ważne. Owszem, kiedyś normą były obniżki 5-proc. dziś 30 proc., ale drapieżne promocje są na całym świecie. Tak dziś wygląda rynek. Traktujemy je jako inną formę reklamy. Najważniejsza jest dostępność marki. Dla nas liczy się, żeby konsumenci przyzwyczajali się do naszych produktów i kupowali je. Promocje w tym zdecydowanie pomagają.
Czy planujecie wchodzenie w zupełnie nowe kategorie produktów, np. kosmetyków kolorowych?
Na razie nie. Ten segment jest bardzo wdzięcznym tematem, ale dziś bez przejęcia jakiejś marki lub firmy to trudne. Historycznie nasza firma zaczynała działalność od kolorówki. Szminki to były pierwsze produkty. Dopiero potem doszedł żel do włosów, pierwszy krem itd. Od kolorówki wystartowaliśmy, ale to kosmetyki pielęgnacyjne pozwoliły nam rozwinąć skrzydła, w nich dziś się specjalizujemy i nie zamierzamy tego zmieniać.


Tekst i zdjęcia: Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
14.10.2026 12:49
Sunday Natural inwestuje 340 mln zł w Gorzowie. Powstanie kompleks produkcyjno-magazynowy
Sunday Natural

Niemiecka grupa Sunday Natural rozwija działalność produkcyjną w Polsce. Jej spółka Sunday Natural International kupiła w Gorzowie Wielkopolskim niemal 20-hektarową działkę za 34,4 mln zł brutto. Na terenie przy ul. Mironickiej ma powstać kompleks produkcyjno-magazynowy o wartości blisko 340 mln zł, obejmujący centrum logistyczne, fabrykę suplementów diety i żywności funkcjonalnej oraz centrum badawczo-rozwojowe.

Postępowanie przetargowe dotyczące działki nr 638/2 w obrębie 15-Santocko rozpoczęło się w grudniu 2025 r. W terminie przewidzianym przez KSSSE wpłynęła jedna oferta – złożyła ją spółka Sunday Natural International z siedzibą w Gorzowie Wielkopolskim. Nieruchomość znajduje się w północnej części miasta, przy ul. Mironickiej, w bezpośrednim sąsiedztwie węzła drogi ekspresowej S3.

Z punktu widzenia przyszłej działalności produkcyjnej i logistycznej istotne jest przeznaczenie terenu. Zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego dla obszaru w rejonie ul. Mironickiej nieruchomość oznaczona jest symbolami 1P, U oraz KDD. Oznacza to możliwość lokalizacji m.in. obiektów produkcyjnych, składów, magazynów i budynków usługowych, a także infrastruktury drogowej.

image

Auchan: TREC NUTRITION wycofuje 18 suplementów. Powodem jabłczan trikreatyny

Zakup gruntu jest elementem większego projektu inwestycyjnego. Sunday Natural planuje w Gorzowie budowę kompleksu produkcyjno-magazynowego o wartości blisko 340 mln zł. Projekt uzyskał wsparcie KSSSE w ramach Polskiej Strefy Inwestycji.

Fabryka suplementów i R&D

Planowany kompleks ma pełnić kilka funkcji. Jednym z jego elementów będzie centrum magazynowe przeznaczone dla produktów Sunday Natural. Kolejnym – fabryka suplementów diety i żywności funkcjonalnej. Inwestycję ma uzupełnić centrum badawczo-rozwojowe.

Skala projektu oznacza, że Gorzów Wielkopolski ma stać się dla grupy istotnym zapleczem produkcyjnym, logistycznym i magazynowym. Lokalizacja przy S3 może mieć znaczenie zarówno dla obsługi rynku polskiego, jak i dystrybucji produktów na inne rynki europejskie.

W maju 2026 r. informowano ponadto, że powiązana z inwestorem spółka Yoshi Real złożyła wniosek o pozwolenie na budowę hali produkcyjno-magazynowej wraz z obiektem biurowym i częścią socjalną przy ul. Odlewników w Gorzowie Wielkopolskim. Dokumentację przygotowała architektka Alicja Sapeńko-El Joundi z pracowni Symetria.

Okolice zakupionej przez Sunday Natural działki są obecnie zagospodarowywane pod kolejne funkcje przemysłowe i handlowe. W sąsiedztwie planowane są m.in. stacja paliw, sklep dyskontowy i park handlowy. W regionie powstają również kolejne zakłady przemysłowe, w tym fabryka rakiet.

Niemiecka grupa skaluje biznes

Sunday Natural wywodzi się z Berlina. Firma została założona w 2013 r. przez Jörga Schweikarta i Jana Alexeja Gottschau. Jej oferta obejmuje suplementy diety, witaminy, minerały, herbaty, żywność ekologiczną i funkcjonalną, a także wybrane produkty z kategorii pielęgnacji skóry.

Model biznesowy grupy opiera się przede wszystkim na sprzedaży internetowej. Według przedstawionych informacji firma posiada w ofercie ponad 1 tys. produktów i dociera do ponad 1 mln klientów rocznie. Marka rozwija segment produktów określanych jako „clean label”, ograniczając wykorzystanie sztucznych dodatków i syntetycznych wypełniaczy. W komunikacji podkreśla również wykorzystanie surowców pochodzenia naturalnego oraz dostępność produktów wegańskich.

image

El Niño nadchodzi: co z olejem rybnym i omega-3?

Rozwój infrastruktury produkcyjnej w Polsce wpisuje się w strategię zwiększania skali działalności. W styczniu 2024 r. CVC Capital Partners, za pośrednictwem CVC Fund VIII, zawarł transakcję zakupu Sunday Natural za 800 mln euro. Inwestycja miała wesprzeć międzynarodową ekspansję przedsiębiorstwa. Założyciel Jörg Schweikart pozostał w firmie.

Dla sektora kosmetycznego znaczenie inwestycji jest szersze niż sama produkcja suplementów. Granica między rynkiem beauty, nutraceutycznym i żywnością funkcjonalną coraz częściej się zaciera. Produkty związane z urodą od wewnątrz, suplementacją, zdrowiem skóry, włosów i paznokci oraz szeroko rozumianym wellness konkurują o uwagę tego samego konsumenta, a część marek rozwija ofertę równolegle w kilku kategoriach.

W przypadku Sunday Natural szczególnie istotny jest model łączący suplementy, żywność funkcjonalną i produkty związane z pielęgnacją. Rozbudowa własnego zaplecza produkcyjnego i badawczo-rozwojowego może zwiększyć możliwości grupy w zakresie kontroli procesu wytwarzania, opracowywania nowych produktów oraz dostosowywania oferty do wymagań poszczególnych rynków.

Produkcja bliżej rynku

Inwestycja w Gorzowie wpisuje się również w szerszy trend rozwoju lokalnych i regionalnych mocy produkcyjnych w branży zdrowia, wellness i beauty. Dla producentów działających w tych kategoriach własne zaplecze przemysłowe oznacza nie tylko zwiększenie mocy, ale także większą kontrolę nad łańcuchem dostaw i logistyką.

W przypadku projektu Sunday Natural skala finansowa jest znacząca: wartość samego planowanego kompleksu ma wynieść blisko 340 mln zł, podczas gdy zakup niemal 20-hektarowej nieruchomości kosztował 34,4 mln zł brutto. Oznacza to, że wartość całego przedsięwzięcia będzie niemal dziesięciokrotnie wyższa od ceny nabycia gruntu.

Istotnym elementem projektu będzie centrum R&D. W segmencie suplementów i żywności funkcjonalnej rozwój produktów wymaga nie tylko dostępu do surowców i mocy produkcyjnych, ale również kompetencji badawczych, kontroli jakości i możliwości opracowywania nowych receptur. Dla grupy, która deklaruje ponad 1 tys. produktów w portfolio, własne zaplecze rozwojowe może być jednym z narzędzi dalszego skalowania działalności.

image

Polacy wydają na suplementy więcej niż Niemcy i Francuzi. “Beauty” napędza nową falę wzrostu

Polska jest już częścią struktury Sunday Natural. W kraju działa spółka Sunday Natural International, a produkty marki są dostępne zarówno w sprzedaży własnej online, jak i za pośrednictwem innych e-sklepów. Gorzowska inwestycja ma jednak przenieść polską obecność firmy na kolejny poziom – z rynku sprzedaży do obszaru produkcji, magazynowania i rozwoju produktów.

Dla rynku kosmetycznego i okołokosmetycznego projekt jest kolejnym przykładem rosnącego znaczenia kategorii łączących pielęgnację, suplementację i żywność funkcjonalną. Inwestycja o wartości blisko 340 mln zł pokazuje jednocześnie, że firmy działające na styku tych segmentów coraz częściej potrzebują infrastruktury pozwalającej obsługiwać rosnące portfolio, sprzedaż internetową i ekspansję zagraniczną z jednego, europejskiego zaplecza operacyjnego.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
14.10.2026 11:47
Rituals przeznaczy 20 mln euro na zdrowie psychiczne młodzieży
Zdrowie psychiczne młodzieży w centrum działań Ritualsmat. prasowe

Rituals planuje przeznaczyć około 20 mln euro w latach 2026–2028 na inicjatywy wspierające dobrostan psychiczny dzieci i młodzieży. Firma chce zwiększać zasięg programów o potwierdzonej skuteczności, a jednocześnie zachęcać inne marki do większego zaangażowania w rozwiązywanie problemów społecznych.

W tym artykule przeczytasz:

  • 20 mln euro na wsparcie młodzieży
  • Zdrowie psychiczne młodzieży. Problemem pozostaje dostęp do wsparcia
  • Rituals rozwija współpracę z UNICEF
  • 10 proc. zysku na cele społeczne
  • Jaką rolę mogą odegrać marki beauty?

20 mln euro na wsparcie młodzieży

Zdrowie psychiczne młodych ludzi staje się coraz ważniejszym obszarem działań firm, które chcą wykraczać poza tradycyjnie rozumianą odpowiedzialność biznesu. Rituals, marka rozwijająca ofertę wokół idei dobrostanu, zapowiada przeznaczenie około 20 mln euro na partnerstwa i programy wspierające dzieci oraz młodzież. Środki mają zostać wykorzystane w latach 2026–2028 w ramach inicjatywy 10% Profit for Impact.

Firma chce skoncentrować się na rozwiązaniach, które pomagają młodym ludziom rozwijać odporność psychiczną, budować relacje i wzmacniać dobrostan emocjonalny. Istotnym elementem strategii jest współpraca z organizacjami posiadającymi doświadczenie w tym obszarze, zamiast tworzenia kolejnych programów od podstaw.

– Wyzwaniem nie jest już to, że nie wiemy, co działa. Wyzwaniem jest sprawienie, aby skuteczne programy docierały do większej liczby młodych ludzi – podkreśla Raymond Cloosterman, założyciel i CEO Rituals Cosmetics.

image

Rituals mocno rozwija sieć w Polsce. Kolejne trzy sklepy już w październiku

Zdrowie psychiczne młodzieży. Problemem pozostaje dostęp do wsparcia

Skala wyzwań jest znacząca. Według Światowej Organizacji Zdrowia co siódmy nastolatek doświadcza problemów ze zdrowiem psychicznym. Jednocześnie istnieją programy, które pomagają rozwijać umiejętności radzenia sobie z emocjami, wzmacniają poczucie przynależności i wspierają budowanie relacji. Nie wszystkie docierają jednak do odpowiednio dużej liczby odbiorców.

Rituals wskazuje właśnie na lukę między wiedzą o skutecznych rozwiązaniach a ich dostępnością. Z perspektywy firmy kolejnym krokiem powinno być zwiększanie skali działań, które już przynoszą rezultaty.

To podejście zakłada współpracę z organizacjami pozarządowymi i instytucjami mającymi odpowiednie kompetencje. Marki mogą zapewniać im finansowanie, zwiększać widoczność podejmowanych tematów i docierać do szerokiego grona odbiorców. Nie zastąpią przy tym specjalistów zdrowia psychicznego ani publicznych systemów wsparcia.

Rituals rozwija współpracę z UNICEF

Jednym z kluczowych elementów zaangażowania Rituals jest udział w Globalnej Koalicji na rzecz Zdrowia Psychicznego Młodzieży UNICEF. Inicjatywa skupia firmy z sektora prywatnego, które chcą wspierać poprawę dobrostanu psychicznego młodych ludzi. Rituals uczestniczy w niej poprzez finansowanie działań, zwiększanie świadomości społecznej i wykorzystywanie własnego zasięgu do promowania rozwiązań o potwierdzonej skuteczności.

Esther Polhuijs, Head of Advocacy and Programs w UNICEF Netherlands, zwraca uwagę na znaczenie relacji społecznych dla zdrowia psychicznego młodzieży. Jak podkreśla, wyzwaniem jest zapewnienie, by sprawdzone metody wsparcia docierały do większej liczby młodych osób.

Przykładem programu wspieranego przez Rituals jest Super Chill, który wykorzystuje angażujące ćwiczenia dla ciała i umysłu, aby pomagać dzieciom rozpoznawać emocje i rozwijać praktyczne sposoby radzenia sobie z nimi. Inicjatywa dotarła już do ponad 250 tys. dzieci w Holandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji.

image

Avène: Trądzik to nie tylko problem nastolatków. 70,2 proc. badanych zmagało się z nim w ostatnim roku

10 proc. zysku na cele społeczne

Zapowiedziana inwestycja wpisuje się w szerszy model działania Rituals. W ramach 10% Profit for Impact firma deklaruje przeznaczanie 10 proc. rocznego zysku netto na partnerstwa i programy wspierające dobrostan ludzi oraz planety. Według szacunków marki w ciągu najbliższej dekady inicjatywa ma zapewnić łącznie 300–400 mln euro wsparcia.

Rituals chce przy tym pokazać, że działania społeczne mogą być integralną częścią strategii firmy, a nie jedynie dodatkiem do jej podstawowej działalności. W tym modelu znaczenie mają nie tylko przekazywane środki, lecz także możliwość angażowania klientów, partnerów i innych przedsiębiorstw wokół konkretnych problemów.

Dla branży beauty to istotny kierunek rozwoju. Marki kosmetyczne coraz częściej budują komunikację wokół dobrostanu, samoopieki i jakości życia. Wyzwaniem pozostaje jednak przełożenie tych deklaracji na działania, których efekty można ocenić. W przypadku inicjatyw dotyczących zdrowia psychicznego szczególne znaczenie ma współpraca z organizacjami dysponującymi odpowiednią wiedzą oraz skupienie się na rzeczywistych potrzebach odbiorców.

Jaką rolę mogą odegrać marki beauty?

Rituals apeluje do innych przedsiębiorstw, aby wykorzystywały swoje zasoby i wpływ do zwiększania dostępności istniejących form pomocy. Chodzi przede wszystkim o wspieranie organizacji, które mają doświadczenie w pracy z młodzieżą, oraz umożliwianie im docierania do kolejnych grup odbiorców. To podejście przesuwa akcent z samego finansowania inicjatyw na ich długofalową skuteczność i skalę. W przypadku zdrowia psychicznego młodzieży równie ważne jak budowanie świadomości jest bowiem zapewnienie dostępu do konkretnych programów i odpowiedniego wsparcia.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
15. październik 2026 10:05