StoryEditor
Rynek i trendy
08.06.2026 13:34

Sztuczna inteligencja wkracza do łazienek. Co Polki robią z poradami AI?

AI zmienia rynek beauty. Nowy raport pokazuje, jak kupujemy kosmetyki / Shutterstock

Sztuczna inteligencja coraz mocniej zaznacza swoją obecność w branży beauty, jednak nie zastępuje jeszcze tradycyjnych źródeł informacji. Choć niemal co trzecia Polka regularnie korzysta z AI w kontekście kosmetyków, największym zaufaniem wciąż cieszą się eksperci, znajomi oraz opinie innych użytkowniczek. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu Wizaz.pl "AI w branży beauty. Oczekiwania i doświadczenia konsumentek”.

W tym artykule przeczytasz:

  • ChatGPT zdecydowanym liderem wśród narzędzi AI
  • AI jest obecne, ale nie dominuje
  • AI pomaga analizować składy, ale nie zastąpi doświadczeń innych konsumentek
  • Dlaczego Polki bardziej ufają innym użytkowniczkom?
  • Jak AI wpływa na decyzje zakupowe?
  • Konsumentki oczekują transparentności
  • Co oznaczają te wyniki dla branży beauty?

ChatGPT zdecydowanym liderem wśród narzędzi AI

Badanie pokazuje, że znajomość narzędzi AI wśród konsumentek beauty jest już bardzo wysoka. Aż 90 proc. respondentek deklaruje znajomość ChatGPT, który pozostaje zdecydowanie najbardziej rozpoznawalnym narzędziem sztucznej inteligencji. Na kolejnych miejscach znalazły się Gemini (54,7 proc.), Grok (16 proc.), Claude (11,9 proc.) oraz Perplexity (7,9 proc.). Jedynie 4,7 proc. badanych nie zna żadnego z wymienionych rozwiązań.

Ponad połowa uczestniczek badania ocenia swoje kompetencje związane z korzystaniem z AI jako dobre lub bardzo dobre. Co istotne, poziom pewności wyraźnie maleje wraz z wiekiem. W grupie 18–24 lata ponad 30 proc. respondentek uważa się za bardzo dobrze radzące sobie z AI, podczas gdy wśród osób powyżej 65. roku życia odsetek ten wynosi zaledwie 3 proc.

image

E-apteki zmieniają rynek beauty. Konsumenci wybierają wygodę i dyskrecję

AI jest obecne, ale nie dominuje

Choć dyskusja wokół sztucznej inteligencji jest dziś niezwykle intensywna, raport pokazuje, że AI nie stało się jeszcze głównym źródłem wiedzy kosmetycznej. Regularnie korzysta z niego 32 proc. badanych, 30 proc. robi to sporadycznie, a 38 proc. deklaruje, że sięga po takie narzędzia rzadko lub wcale.

Najczęściej Polki spotykają się z AI poprzez wyszukiwarki internetowe (63,6 proc.), media społecznościowe (49,2 proc.) oraz czaty i asystentów AI (42,5 proc.). Znacznie rzadziej wskazywane są strony marek kosmetycznych, sklepy internetowe czy serwisy z opiniami.

Obecność AI coraz mocniej przenika codzienny proces poszukiwania informacji o kosmetykach, ale nadal funkcjonuje przede wszystkim jako uzupełnienie istniejących kanałów, a nie ich zamiennik.

AI pomaga analizować składy, ale nie zastąpi doświadczeń innych konsumentek

Jednym z najciekawszych wniosków raportu jest wyraźny podział ról pomiędzy sztuczną inteligencją a społecznością użytkowniczek.

Respondentki najchętniej korzystają z AI przy analizie składów INCI oraz porównywaniu produktów. W tych obszarach algorytmy postrzegane są jako skuteczne narzędzie do porządkowania i agregowania informacji. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przypadku oceny skuteczności kosmetyków czy podejmowania decyzji przed zakupem droższych produktów.

W tych kategoriach zdecydowanie wygrywają doświadczenia innych użytkowniczek. Badane podkreślają, że autentyczne recenzje i realne efekty stosowania produktów są dla nich bardziej wartościowe niż odpowiedzi generowane przez AI.

Dlaczego Polki bardziej ufają innym użytkowniczkom?

Mimo rosnącej popularności sztucznej inteligencji poziom zaufania do rekomendacji generowanych przez AI pozostaje stosunkowo niski.

Największym zaufaniem cieszą się porady dermatologów i kosmetologów, a także opinie znajomych oraz innych użytkowniczek. Rekomendacje AI zajmują ostatnie miejsce w zestawieniu źródeł informacji.

Nie bez znaczenia pozostają również doświadczenia samych użytkowniczek. Blisko 32 proc. respondentek przyznaje, że często lub bardzo często spotyka się z błędnymi albo wątpliwymi informacjami generowanymi przez AI w kontekście kosmetyków. Kolejne 41 proc. deklaruje, że zdarza się to czasami.

image

UE chce końca testów na zwierzętach. Branża beauty ma odegrać kluczową rolę

Jak AI wpływa na decyzje zakupowe?

Choć poziom zaufania nie jest jeszcze wysoki, AI zaczyna realnie wpływać na zachowania zakupowe.

Najczęściej respondenci wykorzystują sztuczną inteligencję do porównywania produktów przed zakupem. Taką odpowiedź wskazało niemal 45 proc. badanych. Ponad jedna czwarta zrezygnowała z zakupu kosmetyku pod wpływem rekomendacji AI, a niemal co czwarta kupiła produkt, którego wcześniej nie planowała nabyć.

Co piąta respondentka zadeklarowała również zmianę swojej rutyny pielęgnacyjnej po konsultacji z narzędziem AI.

To sygnał, że sztuczna inteligencja zaczyna pełnić rolę cyfrowego doradcy zakupowego, choć na razie przede wszystkim na etapie researchu i porównywania ofert.

Konsumentki oczekują transparentności

Raport pokazuje również wyraźne oczekiwania wobec marek i wydawców korzystających ze sztucznej inteligencji.

Aż 88 proc. badanych uważa, że powinno być jasno komunikowane, kiedy dana treść została przygotowana przy wykorzystaniu AI. Jednocześnie jedynie 22 proc. respondentek deklaruje gotowość do płacenia za spersonalizowane rekomendacje kosmetyczne generowane przez sztuczną inteligencję.

Może to oznaczać, że konsumenci akceptują obecność AI w procesie zakupowym, ale oczekują pełnej transparentności oraz realnej wartości dodanej.

Co oznaczają te wyniki dla branży beauty?

Raport Wizaz.pl pokazuje, że sztuczna inteligencja staje się ważnym elementem ścieżki zakupowej konsumentek kosmetycznych, szczególnie na etapie wyszukiwania informacji, porównywania produktów i analizy składów. Nie zastępuje jednak opinii społeczności ani eksperckiego doradztwa.

Dla marek oznacza to konieczność budowania strategii, które będą łączyć możliwości AI z autentycznymi recenzjami użytkowników, edukacją ekspercką i transparentną komunikacją. To właśnie na styku technologii i zaufania może rozegrać się kolejny etap rozwoju rynku beauty.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
22.10.2026 13:32
GLP-1 zmienia rynek zapachów; gourmand zaczyna być substytutem rozkoszy podniebienia
Czy semaglutyd wpłynie na branżę zapachową?Domeckol via Pixabay

Rosnąca popularność leków z grupy GLP-1 może wpływać nie tylko na sposób odżywiania, ale również na preferencje zapachowe konsumentów. Producenci kompozycji zapachowych obserwują większe zainteresowanie perfumami jako źródłem przyjemności sensorycznej, podczas gdy segment gourmand rozszerza się o coraz bardziej wytrawne i złożone nuty.

Zapachy inspirowane żywnością od lat są istotną częścią rynku perfum. Do pionierów kategorii gourmand należą m.in. Angel Thierry’ego Muglera, inspirowany watą cukrową, oraz Nina marki Nina Ricci, przywołująca skojarzenia z jabłkiem w karmelu. W ostatnich latach segment zyskał jednak nowe znaczenie. Według analiz przywoływanych przez Reuters udział zapachów określanych jako „gourmet and edible” wśród innowacji produktowych w kategorii zapachów wzrósł do 24 proc., wobec 9 proc. dwa lata wcześniej. To obecnie drugi pod względem liczby nowych produktów segment zapachowy, ustępujący jedynie kompozycjom kwiatowym.

Rozwój gourmand był początkowo związany m.in. z pandemią i przyspieszeniem sprzedaży perfum online. Konsument kupujący zapach bez możliwości wcześniejszego powąchania produktu łatwiej może zdecydować się na kompozycję odwołującą się do znanych skojarzeń smakowych. Jednocześnie kategorię wspiera rosnąca siła nabywcza i wpływ generacji Z, która traktuje zapach jako element szerszego doświadczenia sensorycznego.

GLP-1 jako nowy czynnik

Jak donosi agencja Reuters, teraz producenci zapachów analizują kolejny czynnik mogący wpływać na rozwój kategorii: rosnącą popularność leków z grupy GLP-1, wykorzystywanych m.in. w terapii otyłości. Do tej grupy należą produkty takie jak Wegovy firmy Novo Nordisk czy Mounjaro Eli Lilly.

Skala potencjalnego wpływu jest znacząca. Według Światowej Organizacji Zdrowia ponad 1 mld osób na świecie żyje z otyłością, co tworzy ogromną potencjalną grupę użytkowników terapii redukujących masę ciała. Firmy farmaceutyczne i analitycy szacują, że wartość rynku leków GLP-1 może sięgnąć nawet 150 mld dolarów do 2030 r.

image

Firmy kosmetyczne wprowadzają pielęgnację korygującą tzw. Ozempic face

Na razie nie ma jednak podstaw, by jednoznacznie stwierdzić, że stosowanie GLP-1 bezpośrednio powoduje określone zmiany preferencji zapachowych. Zarówno firmy zapachowe, jak i naukowcy, z którymi rozmawiał Reuters, podkreślają konieczność prowadzenia dalszych badań.

Potencjalny mechanizm jest jednak przedmiotem analiz. Leki GLP-1 mogą powodować m.in. nudności i problemy żołądkowo-jelitowe, a badacze obserwują również możliwe zmiany dotyczące apetytu, odczuwania smaku i zapachu. Paule Joseph, współdyrektorka National Smell and Taste Center przy amerykańskim National Institutes of Health, wskazuje, że możliwość wpływu GLP-1 na układ chemosensoryczny nie jest hipotezą pozbawioną podstaw. Jednocześnie zaznacza, że jest zbyt wcześnie, by określić skalę i charakter tego oddziaływania.

Zapach jako źródło przyjemności

Potencjalna zmiana zachowań konsumenckich jest już analizowana przez największych producentów kompozycji zapachowych. Givaudan, IFF, CPL Aromas oraz L’Oréal potwierdziły Reutersowi, że badały zależności między terapiami GLP-1 a preferencjami dotyczącymi zapachów.

IFF wskazuje na możliwość zwiększenia zainteresowania zapachem jako źródłem przyjemności sensorycznej. Podobne obserwacje ma L’Oréal. Firma interpretuje je w kontekście poszukiwania przez część konsumentów innych form przyjemności w sytuacji, gdy jedzenie przestaje pełnić tak istotną funkcję nagradzającą.

Givaudan analizuje zależność od około roku. Według firmy u części użytkowników GLP-1 niektóre wcześniej lubiane zapachy mogą stać się mniej atrakcyjne, podczas gdy inne zyskują na znaczeniu. Ogólny kierunek obserwacji wskazuje jednak na wzrost zainteresowania zapachami i perfumami.

Dla producentów oznacza to możliwość dalszego rozwoju segmentu gourmand, ale także poszerzania jego definicji. Givaudan rozwija obecnie kompozycje odwzorowujące wielowarstwowe profile wypieków, takich jak banoffee, panettone czy cupcakes. Chodzi nie tylko o słodycz, lecz także o odtworzenie różnych elementów doświadczenia kulinarnego: chrupkości, kremowości, mleczności czy kwasowości.

Gourmand coraz bardziej wytrawny

Zmiany w kategorii widoczne są również niezależnie od GLP-1. Dane NIQ dotyczące amerykańskich użytkowników tych leków pokazują, że wydają oni na zapachy o 26 proc. więcej niż przeciętny konsument. Według Anny Mayo z NIQ użytkownicy GLP-1 są bardziej zaangażowani w kategorię beauty i wydają więcej również w innych segmentach.

image

Ozempiconomia: jak „chudszy” konsument wpłynął na mapę wydatków w sektorze beauty & wellness

Marki zapachowe nie prowadzą przy tym powszechnie własnych badań nad wpływem GLP-1 na preferencje konsumentów. Puig i Coty koncentrują się przede wszystkim na obserwacji zmian rynkowych. Obie firmy spodziewają się utrzymania popularności klasycznych kompozycji waniliowych, ale jednocześnie wskazują na rosnącą różnorodność nut gourmand.

Kategoria coraz wyraźniej odchodzi od prostego skojarzenia „słodkiego deseru”. W kompozycjach pojawiają się nuty alkoholi, whisky, rumu i tequili, a także kakao, przypraw i bardziej wytrawnych składników. CPL Aromas obserwuje szczególne zainteresowanie generacji Z aromatami słonymi, fermentowanymi, prażonymi i umami. Wśród nowych kierunków wymieniane są sezam, miso, ryż, trufla i matcha.

Równolegle rozwijają się połączenia wanilii z orzechami, m.in. pistacjami. Według Coty kolejna generacja gourmand będzie koncentrować się bardziej na smaku i teksturze niż na samej słodyczy.

Dla rynku kosmetycznego oznacza to dalsze poszerzanie granic kategorii zapachowej. Gourmand przestaje być wyłącznie synonimem cukru, wanilii i karmelu. Producenci testują kompozycje inspirowane całym doświadczeniem jedzenia – od kremowości i ciepłego mleka po fermentację, przyprawy i nuty wytrawne. Jeżeli dalsze badania potwierdzą wpływ terapii GLP-1 na percepcję zapachów i zachowania zakupowe, rosnąca grupa ich użytkowników może stać się dodatkowym czynnikiem kształtującym rozwój kategorii.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.10.2026 13:48
Kosmetyki przyczyną ponad 42 tys. urazów oczu. Badanie objęło 20 lat
Tusze do rzęs, zalotki, eyelinery i spraye utrwalające odpowiadają za sporo urazów oczu.Zyanya BMO

W latach 2005–2024 kosmetyki i produkty do pielęgnacji ciała były przyczyną 42 457 wizyt na oddziałach ratunkowych w Stanach Zjednoczonych z powodu urazów oczu. Oznacza to średnio około 2100 przypadków rocznie, czyli niemal sześć dziennie. Najbardziej narażone były kobiety i dziewczęta, ale blisko jedna czwarta poszkodowanych miała nie więcej niż cztery lata.

Dane pochodzą z badania zaprezentowanego podczas 130. dorocznego spotkania Amerykańskiej Akademii Okulistyki (American Academy of Ophthalmology, AAO). Analiza objęła dwie dekady i wskazała, że produkty kosmetyczne, mimo powszechnego zastosowania w gospodarstwach domowych, mogą stanowić źródło poważnych urazów narządu wzroku. Ryzyko wiąże się zarówno z kontaktem oka z substancjami chemicznymi, jak i z nieprawidłowym używaniem urządzeń do stylizacji.

Badacze wykorzystali dane z National Electronic Injury Surveillance System (NEISS), federalnej bazy gromadzącej informacje o urazach leczonych na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Na podstawie reprezentatywnej próby przypadków system umożliwia oszacowanie liczby zdarzeń w skali całych Stanów Zjednoczonych.

Kobiety i małe dzieci w grupie ryzyka

Kobiety i dziewczęta odpowiadały za 81,8 proc. wszystkich odnotowanych urazów. Średni wiek poszkodowanych wynosił 24 lata, jednak istotną część przypadków stanowiły zdarzenia dotyczące najmłodszych dzieci. Osoby w wieku do czterech lat odpowiadały za niemal jedną czwartą wszystkich urazów związanych z kosmetykami.

Większość incydentów, bo 63 proc., miała miejsce w domu. Wśród najczęściej występujących obrażeń znalazły się urazy termiczne, stanowiące około 26 proc. przypadków, oraz urazy związane z ekspozycją na substancje chemiczne, które odpowiadały za około 25 proc.

image

Trend golenia rzęs u mężczyzn: nowy sposób na „męskość” i nowa usługa barberska?

W pierwszej grupie zagrożeń mieszczą się między innymi oparzenia spowodowane niewłaściwym użyciem podgrzewanych zalotek do rzęs i innych urządzeń do stylizacji. Do drugiej mogą prowadzić kontakty oczu z kosmetykami w płynie, aerozolami czy klejami do rzęs. Badanie nie ograniczało się zatem do jednej kategorii produktów, lecz obejmowało różne artykuły kosmetyczne i higieniczne.

Aatif Syed, główny autor badania i student medycyny na University of Missouri-Kansas City, zwrócił uwagę, że codzienne stosowanie kosmetyków może sprzyjać niedocenianiu związanego z nimi ryzyka. Jak podkreślił, kontakt z okiem, szczególnie w przypadku substancji chemicznych lub urządzeń o wysokiej temperaturze, może prowadzić do poważnych obrażeń.

Inne zagrożenia dla dzieci i dorosłych

Jednym z najważniejszych wniosków analizy jest różnica między przyczynami urazów u dzieci i dorosłych. Wśród najmłodszych pacjentów oparzenia chemiczne stanowiły 45,8 proc. obrażeń. W grupie dorosłych ich udział wynosił zaledwie 0,5 proc.

Według badaczy aż 83,2 proc. wszystkich oparzeń chemicznych uwzględnionych w analizie było związanych z sytuacją, w której dziecko uzyskało dostęp do produktu kosmetycznego. W grupie dzieci do czwartego roku życia 70 proc. urazów następowało po samodzielnym sięgnięciu po kosmetyk bez nadzoru osoby dorosłej.

W przypadku dorosłych dominowały natomiast zdarzenia związane z wykonywaniem własnych zabiegów pielęgnacyjnych. Aż 90 proc. poszkodowanych w tej grupie doznało urazu podczas samodzielnego stosowania produktu, a nie w trakcie zabiegu wykonywanego przez profesjonalistę.

image

Usterka przyprawiająca o ból zębów: Dyson wycofuje część szczoteczek CameraJet

Wyniki wskazują więc na potrzebę różnicowania działań profilaktycznych w zależności od wieku użytkowników. W przypadku dzieci kluczowe znaczenie ma ograniczenie dostępu do kosmetyków, zwłaszcza preparatów w płynie i aerozoli. U dorosłych większą rolę może odgrywać prawidłowa obsługa urządzeń do stylizacji oraz zachowanie ostrożności podczas aplikacji produktów w bezpośrednim sąsiedztwie oczu.

Zmiany w strukturze urazów

Badacze odnotowali również zmiany w charakterze wypadków na przestrzeni analizowanych 20 lat. Z czasem zmniejszała się liczba urazów związanych z używaniem podgrzewanych produktów, natomiast wzrastała liczba przypadków, w których obrażenia wiązały się z działaniem innej osoby.

Dostępne informacje nie wskazują jednak, jakie konkretne czynniki odpowiadają za te zmiany. Nie pozwalają również przesądzić, czy spadek liczby urazów związanych z urządzeniami grzewczymi wynika z poprawy konstrukcji produktów, zmian w sposobie ich użytkowania czy innych okoliczności.

Dla producentów kosmetyków i akcesoriów do pielęgnacji wyniki badania stanowią przypomnienie o znaczeniu bezpieczeństwa użytkowania, odpowiednich instrukcji oraz komunikacji dotyczącej ryzyka. W przypadku produktów stosowanych w pobliżu oczu istotne są zarówno właściwości samego preparatu lub urządzenia, jak i sposób jego przechowywania oraz aplikacji.

American Academy of Ophthalmology prowadzi działania edukacyjne dotyczące bezpiecznego stosowania kosmetyków w okolicy oczu i udostępnia bezpłatne materiały dla pacjentów. Autorzy badania podkreślają, że proste środki ostrożności, takie jak przechowywanie kosmetyków poza zasięgiem dzieci i ostrożne posługiwanie się urządzeniami grzewczymi, mogą pomóc ograniczyć liczbę tego rodzaju urazów.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. październik 2026 23:43