Koncepcję kremu BB – pod postacią leczniczej maści – stworzyła Christine Schrammek, niemiecka dermatolg. W latach 60. formuła ta była stosowana po zabiegach laserowych, aby zapewnić pacjentom szybsze gojenie skóry oraz do maskowania zaczerwienień powstałych po kuracji peelingiem. Jako kosmetyki masowe BB pojawiły się po blisko 50 latach – najpierw w Azji, potem w Ameryce i Wielkiej Brytanii. Od roku są na dobre obecne w Polsce. Jako pierwsza, z wielkim rozmachem, zaanonsowała ich wprowadzenie na nasz rynek marka Garnier i wg danych Nielsen jest to najchętniej kupowany tego typu produkt w Polsce (L’Oréal za Nielsena, sprzedaż ilościowa Beauty Balm Perfector do skóry normalnej w okresie marzec-sierpień 2012). BB to kosmetyk, który jest odpowiedzią na rosnące tempo życia. W założeniu umożliwia bowiem rezygnację ze stosowania wielu produktów do pielęgnacji i makijażu i zastąpienie ich jednym, ale takim, który zaspokoi potrzeby skóry na kilku poziomach. – Magia kremu BB tkwi w fakcie, że jest to wielofunkcyjny i uniwersalny produkt pozwalający w jednym kroku osiągnąć efekt nieskazitelnej cery i zdrowo wyglądającej skóry – mówi Jakub Góralczyk, PR manager Nivea Polska.
Aleksandra Artiuch, kosmetolog marki Olay dodaje, że dzięki niemu, pomimo porannego pośpiechu, kobiety mogą zapewnić swojej skórze pielęgnację i naturalny makijaż w błyskawicznym tempie. Katarzyna Olędzka, brand & PR manager w firmie Verona, wskazuje natomiast na to, że jest to produkt wielozadaniowy, wyróżniający się szeregiem właściwości, takich jak nawilżanie, odżywianie, maskowanie niedoskonałości, wyrównywanie kolorytu skóry i wiele innych. Łączy bowiem zalety kremu i fluidu, często też bazy pod makijaż czy korektora, zapewniając efekt promiennej i zdrowo wyglądającej cery bez „efektu maski”.
Stary produkt po liftingu czy kosmetyczna rewolucja?
Jeśli przyjrzeć się rynkowi i prześledzić ofertę kosmetyczną kilka lat wstecz, podobne preparaty znaleźlibyśmy już wcześniej. Nie nosiły one nazwy BB (które są skrótem angielskiego Beauty Balance, Blemish Balm czy Beauty Balm), ale ich zadaniem również było wyrównanie kolorytu cery przy użyciu preparatu o właściwościach nawilżających. Miała go w swojej ofercie chociażby marka Nivea. Jej Pure Effect – matujący krem nawilżający + lekki podkład – wzbogacony był dodatkowo o system filtrów UVA/UVB, chroniąc skórę przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. W 2008 roku, w portfolio marki Olay pojawił się Essentials Complete z dodatkiem podkładu – produkt oferujący wszystkie „BB korzyści”: długotrwałe nawilżenie, odżywienie, ochronę przeciwsłoneczną i równomierny, zdrowy koloryt skóry. W roku 2009 powstał zaś Olay Total Effects z dodatkiem podkładu Max Factor, który oprócz poprawy kolorytu pomaga zwalczać 7 oznak starzenia się skóry. O tym, że obecne preparaty BB to znane już wcześniej produkty, które przeszły mały lifting mówi Sergiusz Osmański, wizażysta i dyrektor artystyczny Sephora Polska. – To nic innego, jak doskonale znane z lat 90. XX w. tzw. kremy tonujące, które też były połączeniem kremu nawilżającego i podkładu. BB mają nieco zmienioną proporcję zawartego pudru, ale tak na dobrą sprawę rewolucją nie są. Wtedy jednak trend make--up no make-up raczkował, nie był tak popularny jak obecnie, dlatego formuła tamtego produktu nie sprawdziła się – wyjaśnia. – Obecnie, gdy większość kobiet szuka lekkiego podkładu, formuła BB idealnie się w tę potrzebę wpasowuje.
Kosmetyk lubiany, ale…
Kremy BB pojawiają się w coraz liczniejszych propozycjach firm globalnych oraz krajowych. Czy świadczy to o rynkowym sukcesie tego produktu? Jedna z fanek facebookowego profilu Nowości Kosmetycznych napisała, że BB lubi, „ale latem i na pewno wtedy, kiedy nie pojawiają się na twarzy niedoskonałości... a na co dzień jednak coś bardziej kryjącego, z większą ilością pigmentu”. Opinia ta potwierdza słowa Sergiusza Osmańskiego, który zauważa, że ogromne kampanie reklamowe sprawiły, że większość Polek przynajmniej pomyślała o wypróbowaniu tych kosmetyków.
– Jednak porównując ogólną sprzedaż podkładów, to BB należy do mniejszości – mówi. A fakt jednoczesnego pojawienia się BB w kilku koncernach kosmetycznych wyjaśnia tym, iż większość firm czerpie informacje od tych samych agencji śledzących trendy światowe. Przyznaje jednak, że marki z wyższej półki, które dotychczas czekały przyczajone, skuszone powodzeniem masowych produktów BB, też wprowadzają je do swojej oferty.
Firmy kosmetyczne bazują na tym, że sporo pań lubi próbować nowych rozwiązań, licząc m.in. na to, że codzienna pielęgnacja twarzy będzie szybsza i łatwiejsza. Zainteresowanie cudownym panaceum na zdrową i piękną cerę, jak w marketingowych przekazach określane są kremy BB, jest więc spore.
– Cieszą się one dużą popularnością wśród Polek, więc segment ten rośnie niezwykle dynamicznie – potwierdza Maria Górecka, associate brand manager Olay. – Obecnie większość marek ma w swoim portfolio kremy BB, co daje konsumentkom możliwość swobodnego wyboru produktu stosownie do zasobności portfela.
Pomimo swoich właściwości i rosnącej popularności, produkt raczej nie ma szansy zastąpić tradycyjnych kremów i tak lubianych przez panie fluidów. – Choć rynek kremów BB rozwija się bardzo dynamicznie, bo w drugiej połowie ubiegłego roku ich sprzedaż wzrosła o prawie 80 proc. w stosunku do pierwszej połowy, to nadal stanowią one zaledwie 3 proc. segmentu kremów do twarzy – mówi Agnieszka Zacharewicz z L’Oréal Polska. Przyznaje też, że na razie nic nie zapowiada, aby całkowicie wyparły one z rynku podkłady, chociaż prawie połowa użytkowniczek kremu BB przyznaje, że używa go najczęściej właśnie zamiast podkładu.
Aleksandra Jaśkowiec, product trainer Gosh Cosmetics oraz Lumene Finland, tak jak i jej przedmówczyni uważa, że kremy BB cieszą się dużym zainteresowaniem, ponieważ są nowością. – A Polki, podobnie jak kobiety na całym świecie, uwielbiają testować wszystko co nowe – mówi. – Jest jednak zbyt wcześnie, aby mówić o zastępowaniu tradycyjnych podkładów kremem BB, gdyż wiele pań jest przyzwyczajonych do mocno kryjących funkcji fluidów, których formuły Blemish Balm nie posiadają.
Joanna Wierzbicka-Łakomy, kierownik produktu pielęgnacja twarzy marki Lirene, również przyznaje, że ze względu na mniejsze stężenie pigmentów kolorystycznych, kremy BB nie zapewniają efektu bardzo intensywnego pokrycia niedoskonałości cery, więc w tym obszarze nie będą w stanie zastąpić fluidów. Jednak Aleksandra Jaśkowiec jest pewna, iż już w niedalekiej przyszłości kremy BB zostaną wyposażone w dostateczne krycie, przy zachowaniu lekkiej formuły. – Wówczas miłośniczki podkładów nie oprą się ich możliwościom – mówi z przekonaniem.
Niezastąpiony latem i na fitness
Jednak coś za coś. To co podoba się użytkowniczkom kremów BB, to lekka, szybko wchłaniająca się konsystencja, która nie obciąża skóry i pozwala jej swobodnie oddychać. – Dzięki temu idealnie nadają się one do każdego typu cery – tłumaczy Agnieszka Olejniczak, specjalista ds. naukowo-szkoleniowych Oceanic. – Są też idealne dla osób, które nie lubią preparatów o silnych właściwościach kryjących oraz dla tych, którym zależy na naturalnym i zdrowym wyglądzie skóry. Można je polecić o każdej porze roku tym paniom, które chcą zawsze wyglądać perfekcyjnie, również podczas ćwiczeń na siłowni czy na zajęciach fitness. Szczególnie dobrze sprawdzają się jednak latem. Po pierwsze z uwagi na lekką konsystencję, ale także ze względu na zawartości filtrów ochrony przeciwsłonecznej, które chronią skórę przed szkodliwym wpływem promieniowania UV i fotostarzeniem. – To wręcz niezastąpiony kosmetyk w wakacyjnej kosmetyczce – zwraca uwagę Agnieszka Nierychlewska, PR manager Eveline Cosemtics, dodając, że kremy BB zostały entuzjastycznie przyjęte zwłaszcza przez młode osoby.
Starsze konsumentki wciąż stawiają na bardziej wyspecjalizowaną pielęgnację. Jednak producenci kremów BB wyszli także naprzeciw tym potrzebom. Na rynku pojawiły się bowiem preparaty do różnych typów cery oraz o działaniu naprawczym – przeciwzmarszczkowe (ujędrniają i redukują zmarszczki), do cery wrażliwej (likwidują zaczerwienienia oraz koją), naczynkowej (zmniejszają widoczność pajączków i zaczerwienień, wzmacniają i uszczelniają naczynka krwionośne oraz łagodzą podrażnienia) czy mieszanej i tłustej (maskują pory, zapobiegają błyszczeniu i matują).
Biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw, przyznać trzeba, że kremy BB doskonale wpisały się w silny od kilku lat trend wielofunkcyjności, wypełniając z powodzeniem lukę miedzy kremem pielęgnującym a tradycyjnym podkładem. – Niemniej, zarówno w jednym jak i drugim segmencie zachodzą dynamiczne zmiany i obserwujemy wysyp nowych technologii – zastrzega Maria Górecka. – Obecne kremy to zdecydowanie więcej niż tradycyjne „nawilżacze” skóry, a od samych podkładów także oczekujemy więcej niż tylko dobrych właściwości kryjących. Kremy BB z pewnością ułatwią codzienną pielęgnację wielu paniom, ale raczej nie zastąpią ani podkładów, ani kremów o właściwościach pielęgnacyjnych.
Anna Zawadzka-Szewczyk
Z raportu Grupy Blix i Kantar Polska „Leki OTC i suplementy” z cyklu FMCG Brands We Shop, dowiadujemy się, jak często Polacy korzystają z promocji lub gazetek podczas kupowania leków OTC i suplementów diety. 38 proc. respondentów robi to czasami, a 37 proc. – zawsze lub prawie zawsze. Z kolei 14 proc. badanych rzadko decyduje się na ww. czynność, a 11 proc. nie robi tego prawie nigdy.
Promocje na leki OTC i suplementy diety: Jak często Polacy zaglądają do gazetek?
38 proc. badanych Polaków czasami korzysta z promocji lub gazetek podczas kupowania leków OTC i suplementów diety, natomiast 37 proc. robi to zawsze lub prawie zawsze, a tylko 14 proc. – rzadko. Dla 90 proc. ankietowanych powodem sprawdzania oferty sklepów w gazetkach jest szukanie rabatów i okazyjnych cen. Natomiast 54 proc. osób wskazuje na chęć porównania ceny produktów w placówkach handlowych.
Ponadto z badania wynika, że 65 proc. ankietowanych chciałoby widzieć oferty leków OTC, wyrobów medycznych i suplementów w publikacjach sieci handlowych. Niechętnych temu jest zaledwie 16 proc.
Wyzwania w komunikacji produktów zdrowotnych: suplementy vs. leki OTC
– Wyniki pokazują, że konsumenci chętnie sprawdzają ofertę produktów zdrowotnych przed zakupem, ale w gazetkach bardzo rzadko pojawiają się informacje o tej kategorii. Najczęściej dotyczą one suplementów diety, witamin czy dermokosmetyków, a nie klasycznych leków OTC, co wynika z bardziej restrykcyjnych regulacji komunikacyjnych dla produktów leczniczych. Gazetki pełnią więc głównie funkcję informacyjną. Pomagają sprawdzić dostępność produktów oraz orientacyjne ceny, choć tylko w niektórych przypadkach – mówi Marcin Lenkiewicz, współautor raportu i wiceprezes Grupy Blix.
Dla analityków z Grupy Blix taka struktura odpowiedzi nie jest zaskoczeniem. Podział odpowiedzi dobrze pokazuje sytuacyjny charakter tej kategorii. Część konsumentów regularnie sprawdza oferty. Oni interesują się bowiem produktami związanymi z profilaktyką zdrowotną, takimi jak suplementy czy dermokosmetyki. Inni robią to tylko wtedy, gdy pojawia się konkretna potrzeba, np. sezonowa infekcja lub konieczność uzupełnienia domowej apteczki.
Aplikacje zakupowe i retail media: nowoczesne porównywarki cen leków
– Komunikacja tej kategorii jest bardziej ograniczona niż w typowym retailu, dlatego dostęp do informacji o produktach jest dla konsumentów szczególnie ważny. Coraz częściej takie porównania odbywają się już nie tylko w gazetkach, ale także w aplikacjach zakupowych i narzędziach retail media – podkreśla Kinga Puchalska, współautorka raportu i Business Development Manager w Grupie Blix.
Respondenci wyjaśniają również, dlaczego sprawdzają ofertę sklepów w gazetkach. 90 proc. ankietowanych szuka promocji i okazyjnych cen. Tak wysoki wynik pokazuje przede wszystkim racjonalność konsumentów. W przypadku suplementów czy dermokosmetyków są to produkty kupowane regularnie, więc naturalne jest porównywanie cen i dostępności.
Leki OTC: zaufanie i skuteczność ważniejsze niż niska cena?
– W przypadku leków OTC cena ma znaczenie, ale zazwyczaj schodzi na drugi plan wobec skuteczności i zaufania do produktu. W związku z tym sprawdzanie ofert oznacza raczej poszukiwanie rozsądnej opcji zakupu niż typowe polowanie na promocje. W praktyce konsumenci chcą mieć dostęp do informacji o różnych możliwościach kupna w jednym miejscu. Coraz częściej funkcję takiej porównywarki pełnią dziś aplikacje zakupowe – dodaje Kinga Puchalska.
Raport pokazuje też, że 54 proc. uczestników sondażu chce porównać ceny produktów w sklepach. Z kolei 25 proc. badanych zależy na szybkim zaplanowaniu zakupów. Tyle samo ankietowanych robi to dla przyjemności. Natomiast 20 proc. respondentów poszukuje nowych produktów.
Digitalizacja nawyków: przeglądanie ofert jako element inspiracji
– Struktura odpowiedzi pokazuje, że przeglądanie ofert ma kilka funkcji. Ciekawym sygnałem jest to, że dla części osób stanowi to przyjemność, co można interpretować jako element inspiracji i poznawania nowych produktów. W praktyce coraz częściej dzieje się to w środowisku cyfrowym. Aplikacje zakupowe pozwalają dziś przeglądać oferty wielu sieci jednocześnie i szybciej porównywać dostępność produktów – zaznacza Marcin Lenkiewicz.
Wiemy też, czy respondenci chcieliby widzieć oferty leków OTC, wyrobów medycznych i suplementów w gazetkach sieci handlowych. Na tak jest 65 proc. uczestników sondażu, a na nie – 16 proc. Z kolei 19 proc. ankietowanych jest niezdecydowanych.
Oczekiwania konsumentów: więcej informacji o zdrowiu w handlu detalicznym
Analitycy Grupy Blix zwracają uwagę na przewagę odpowiedzi twierdzących, która pokazuje wyraźnie, że konsumenci chcieliby mieć więcej informacji o produktach zdrowotnych w miejscach, gdzie planują codzienne zakupy. W praktyce oferta tej kategorii w gazetkach jest dziś dość ograniczona, szczególnie w przypadku leków OTC.
– Badanie można interpretować jako sygnał popytu na większą dostępność informacji o produktach zdrowotnych w retailu. Najłatwiej rozwijać ją w segmencie suplementów diety, witamin czy dermokosmetyków. Coraz większą rolę mogą tu odgrywać także aplikacje zakupowe i retail media, które pozwalają prezentować ofertę w sposób bardziej informacyjny niż promocyjny. Jednocześnie część respondentów pozostaje neutralna. To pokazuje, że konsumenci korzystają dziś z wielu źródeł informacji – od aptek po kanały cyfrowe – stwierdza Kinga Puchalska.
Profilaktyka zdrowotna i zakupy sytuacyjne: dwa tryby kupowania produktów aptecznych
Wyniki badania sugerują również, że część produktów związanych ze zdrowiem coraz częściej pojawia się w kontekście planowania codziennych zakupów. Szczególnie dotyczy to suplementów i dermokosmetyków. Konsumenci traktują je jako element profilaktyki lub uzupełniania domowej apteczki.
W przypadku leków OTC zakupy nadal często mają charakter sytuacyjny i wynikają z bieżącego stanu zdrowia. Kategoria ta funkcjonuje jednocześnie w dwóch trybach, tj. planowania i szybkiej reakcji na potrzebę.
– Dla producentów i retailerów oznacza to szansę na większą widoczność produktów na etapie planowania zakupów. W praktyce coraz częściej odbywa się to w aplikacjach zakupowych i systemach retail media, które pozwalają konsumentom porównać ofertę różnych sieci w jednym miejscu – podsumowuje wiceprezes Grupy Blix.
Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview) przez Grupę Blix i Kantar Polska. Analizę oparto na próbie blisko 1,6 tys. osób. Głównym celem raportu jest dogłębne poznanie zwyczajów zakupowych współczesnych konsumentów w obszarze zdrowia i profilaktyki.
Jeszcze dekadę temu chińskie marki kosmetyczne postrzegane były jako tańsze alternatywy dla zachodnich i koreańskich koncernów. W 2026 roku sytuacja uległa diametralnej zmianie. Proya Cosmetics nie tylko dominuje na rodzimym rynku, ale staje się symbolem jakościowych produktów C-Beauty. Dzięki mocnej cyfryzacji, innowacjom w obszarze składników aktywnych i precyzyjnemu targetowaniu młodych generacji konsumentów Proya rzuca wyzwanie hegemonii K-beauty na arenie globalnej.
Geneza sukcesu: od dystrybutora do innowatora
Proya powstała w 2003 roku w Hangzhou – mieście, które dzięki obecności grupy Alibaba stało się cyfrowym sercem Chin. Założyciele marki, Hou Juncheng (obecnie prezes) oraz Fang Yuyou (CEO), zaczynali w świecie tradycyjnej dystrybucji. Ich pierwotna strategia opierała się na tzw. kanałach CS (cosmetic stores) w mniejszych miastach Chin, gdzie konkurencja ze strony globalnych marek premium była znikoma.
Przełom nastąpił w 2017 roku, kiedy Proya zadebiutowała na giełdzie w Szanghaju jako pierwsza chińska marka pielęgnacyjna typu mass-market. Pozyskany kapitał pozwolił na całkowitą redefinicję DNA marki: z „deep ocean skincare” (pielęgnacja oparta na minerałach morskich) w stronę „science & efficacy” (nauka i skuteczność).
Strategiczny zwrot: fokus na składniki aktywne
Proya jako jedna z pierwszych marek w Chinach zrozumiała fenomen tzw. component party (Cheng Fen Dang) – świadomych konsumentów, którzy analizują składy INCI z dużą uwagą i precyzją.
Marka stworzyła dwa kultowe produkty, które stały się fundamentem jej potęgi:
- Double Antibody Serum: produkt skoncentrowany na antyoksydacji i przeciwdziałaniu glikacji skóry.
- Ruby Serum: oparte na retinolu i heksapeptydach, uderzające w segment anti-aging.
Dzięki tym produktom Proya przestała konkurować ceną, a zaczęła skutecznością, pozycjonując się jako marka masstige (luksus dostępny dla mas).
Proya 2026: lider, który nie ogląda się za siebie
W 2026 roku Proya jest niekwestionowanym liderem chińskiego rynku pielęgnacji twarzy. Podczas ubiegłorocznych festiwali zakupowych (popularny na chińskim rynku Single’s Day, obchodzony 11.11) marka regularnie wyprzedzała w rankingach sprzedaży takie potęgi jak Estée Lauder czy L’Oréal w kategorii Skin Care Sets.
Kluczowe wskaźniki rynkowe:
- Udział w rynku chińskim: Proya kontroluje obecnie ok. 5,8 proc. rynku kosmetycznego, co przy ogromnej fragmentacji sektora w Chinach jest wynikiem imponującym.
- Dynamika wzrostu (CAGR): średnioroczny wzrost przychodów w ostatnich 5 latach utrzymywał się na poziomie 25-30 proc.
- Marża brutto: dzięki optymalizacji łańcucha dostaw i własnym centrom R&D marża brutto Proya oscyluje wokół 70 proc.
Ekspansja regionalna: podbój Azji Południowo-Wschodniej
Azja Południowo-Wschodnia (SEA) stała się dla Proya poligonem doświadczalnym przed globalnym skokiem. Marka agresywnie weszła na rynki Wietnamu, Tajlandii i Malezji, wykorzystując platformy Shopee oraz Lazada.
Proya vs. K-Beauty. Czy Seul ma powody do obaw?
To jedno z najczęściej zadawanych ostatnio pytań w branży. Zdaniem wielu ekspertów, odpowiedź brzmi: tak, K-beauty po raz pierwszy ma realnego konkurenta.
Przez lata K-beauty dominowało dzięki zjawisku Hallyu (koreańska fala) i innowacyjnym formatom (podkłady typu cushion, maseczki w płachcie, kremy BB i CC). Proya uderza jednak w czuły punkt Korei – segment funkcjonalny. Podczas gdy koreańskie marki często stawiały na naturalne ekstrakty i dopasowany do tego storytelling, Proya stawia na twardą chemię kosmetyczną i biotechnologię.
Tam, gdzie atutem kosmetyków z Korei był design, innowacyjny format – Proya przeciwstawia składniki aktywne i biotechnologię,doganiając liderów dzięki wysoko rozwiniętemu R&D i własnym patentom.Proya sukcesywnie „podgryza” udziały takich marek jak Laneige czy Innisfree, oferując produkty o silniejszym stężeniu retinolu czy peptydów w zbliżonej cenie.
Nowy porządek świata beauty
Proya nie jest już tylko lokalnym bohaterem z dalekich Chin. Obecnie jest to sprawnie zarządzana machina technologiczno-marketingowa, która udowodniła, że chiński kapitał w połączeniu z tempem innowacji z Hangzhou może skutecznie rzucić wyzwanie globalnym liderom.
Dla menedżerów w Europie i USA Proya powinna być obiektem wnikliwej analizy. To marka, która nauczyła się, jak w czasie rzeczywistym przekuwać dane z TikToka (chińskiego Douyin) na gotowe receptury kosmetyczne. W 2026 roku walka o skórę konsumenta nie toczy się już o to, kto ma dłuższą historię i tradycje, ale o to, czyje serum realnie zadziała po 14 dniach. W tej dyscyplinie Proya staje się właśnie mistrzem. Warto też zwrócić uwagę na to, że obecnie Proya generuje już ponad 80 proc. sprzedaży przez własne kanały cyfrowe, co daje jej unikalną kontrolę nad danymi o klientach.
