StoryEditor
Rynek i trendy
05.11.2019 00:00

Coraz mniej klientów zainteresowanych promocjami

W ciągu ostatnich dwóch lat istotnie zmalała grupa konsumentów kierujących się w swoich zachowaniach zakupowych głównie promocjami. Dla coraz większej grupy klientów promocja nie jest wystarczającym powodem do zakupu - wynika z badania Monitor Promocji 2019 ARC Rynek i Opinia.

Nie każdy Polak ma taki sam stosunek do zakupów i promocji, nie każdego one emocjonują w takim samym stopniu. Jeszcze dwa lata temu to łowcy promocji stanowili najliczniejszą grupę konsumentów (31 proc.), a klienci pasywni – najmniej liczną. W tegorocznym badaniu widać dużą zmianę. Klienci nasyceni promocjami przestali się nimi emocjonować. Jednocześnie coraz trudniej do nich dotrzeć ze swoja ofertą.

Czym charakteryzują się poszczególne segmenty konsumentów?

Pasywni to osoby, którym zdarza się od czasu do czasu skorzystać z promocji, ale raczej nie kupują czegoś tylko z tego powodu. Czują niepokój przed kupowaniem produktu lub usługi na promocjach, gdyż obawiają się, że kupią „kota w worku”. Proces zakupowy chcą mieć jak najszybciej za sobą, raczej szkoda im czasu na porównywanie cen, ofert i promocji. Pasywni najczęściej nie znają cen produktów i usług, z których aktualnie korzystają. W tej grupie stosunkowo więcej jest mężczyzn oraz osób z najmłodszych grup wiekowych – do 34-tego roku życia.

Racjonalni chętnie korzystają z promocji, w których można kupić więcej produktów za mniej (np. zakupy w pakiecie, większa ilość produktu czy usługi za tę samą cenę oraz klasyczną obniżkę ceny). Mają swoje ulubione marki. Chętnie poświęcają czas na porównywanie ofert w różnych miejscach i znają dokładnie ceny produktów czy usług, które kupują. Zakup ulubionego produktu lub usługi w promocji daje im dużo satysfakcji. Nie mają obaw przed kupieniem „kota w worku”. Starają się także wybierać produkty znajdujące się aktualnie w promocji.  W tej grupie jest więcej kobiet, osób po 45-tym roku życia i mieszkańców największych miast.

Łowcy promocji to kolejna grupa, która bardzo chętnie korzysta z promocji różnego typu. Są to też najwięksi entuzjaści konkursów. Chętnie biorą udział w loteriach. Skorzystanie z promocji daje im dużo satysfakcji. Często kupują pod wpływem impulsu i robią zakupy większe niż zaplanowali. Najwięcej wśród nich jest kobiet oraz osób po 45-tym roku życia, jak również mieszkańców średniej wielkości miast (100-200 tys.)

Minimaliści korzystają z promocji bardzo sporadycznie. Po swoje ulubione marki sięgają niezależnie od występowania promocji. W porównaniu z segmentem pasywnych, minimaliści przed podpisaniem umowy na usługi najczęściej zapoznają się z ofertami konkurencyjnymi. Szkoda im czasu na porównywanie produktów / ofert, często chcą mieć zakupy za sobą,  nie znają również dokładnych cen produktów i usług. Stanowczo trzymają się zasady, że jeżeli nie planowali czegoś kupić to tego nie kupują.

Tegoroczne badanie potwierdza trend zauważalny od kilku lat – najpopularniejszą formą promocji jest „obniżka cen produktów lub usług”. Wśród promocji, które w tym roku zanotowały minimalny spadek znajomości jest „większa ilość produktów/usług za ta sama cenę” oraz „rozdawanie bądź dołączanie do innych produktów próbek”. W porównaniu z poprzednimi latami, zauważalny jest kilkuprocentowy spadek korzystania z prawie wszystkich promocji. Wzrost korzystania możemy zaobserwować jedynie w promocji „obniżki cen” (1 p.p.) oraz „loterii” (4 p.p.).

Wśród polskich konsumentów widać wyraźne przegrupowanie i nawet, można zaryzykować stwierdzenie – znudzenie promocjami, przynajmniej w takiej formie, w jakiej one funkcjonują od lat. Istotny spadek odsetka osób, które są Łowcami promocji wyraźnie to pokazuje. Nie zwiastuje to oczywiście końca ery promocji, a raczej wskazuje na konieczność zmian, zaproponowania czegoś nowego i świeżego.

Nawet w czasach, kiedy coraz częściej mówi się o ograniczaniu konsumpcji, ekonomii współdzielenia, rosnącym trendzie wypożyczania rzeczy, można zachęcić konsumenta do zakupu, pytanie, jak to zrobić, by poczuł się on zachęcony i wzmocniony w chęci posiadania danego produktu czy usługi.

- Konsumenci są coraz bardziej świadomi tego, jakie działania marketingowe są wobec nich stosowane i nie są już tak naiwni w swoich zachowaniach jak jeszcze kilkanaście lat temu. Dlatego marketerzy, żeby być skutecznymi, muszą w swoich działaniach uwzględniać szereg aspektów, o których wcześniej nie musieli myśleć – komentuje Krzysztof Szczerbacz, kierownik zespołu badawczego w ARC rynek i Opinia.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Dziecko
16.07.2026 14:18
Skincare dla dzieci wymknął się spod kontroli? Ekspert apeluje do marek beauty
TikTok napędza skincare dla dzieci. Ekspert ostrzega marki beautyShutterstock

Jeszcze kilka lat temu dziecięca pielęgnacja ograniczała się do kremu ochronnego i delikatnego żelu do mycia. Dziś coraz młodsi konsumenci sięgają po wieloetapowe rutyny inspirowane TikTokiem, a marki beauty odpowiadają kolejnymi premierami produktów dedykowanych najmłodszym. Czy rynek odpowiada na realne potrzeby, czy raczej sam je kreuje? Według amerykańskiego chirurga plastycznego dr. Masouda Samana branża przekroczyła już niebezpieczną granicę.

W tym artykule przeczytasz:

  • Dziecko nie potrzebuje „glow routine”
  • TikTok napędza nowy segment rynku
  • Gdzie kończy się pielęgnacja, a zaczyna marketing?

  • "Nie twórzmy dziecięcej wersji problemu"

  • TikTok zmienia kosmetyki w symbol przynależności

  • Odpowiedzialność mają także retailerzy

  • Regulacje już się pojawiają

  • Największe ryzyko? Nie dla skóry, lecz psychiki

Trend określany jako "Sephora Kids” od miesięcy budzi dyskusje w branży kosmetycznej. W mediach społecznościowych coraz częściej można zobaczyć kilku- czy kilkunastoletnie dziewczynki prezentujące rozbudowane rutyny pielęgnacyjne, kosmetyczne "hauls" czy rekomendacje produktów przeciwstarzeniowych. Jak zauważa portal Personal Care Insights, zjawisko przestaje być jedynie internetową ciekawostką i staje się ważnym tematem dla producentów, detalistów oraz regulatorów rynku.

Dziecko nie potrzebuje „glow routine”

W rozmowie z portalem Personal Care Insights dr Masoud Saman – chirurg plastyczny twarzy i specjalista chirurgii głowy oraz szyi, zwraca uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie składników kosmetyków.

Jego zdaniem znacznie poważniejszy jest przekaz, jaki towarzyszy sprzedaży produktów.

– Największym problemem nie jest pojedynczy składnik. Problemem jest komunikat, że dziecko powinno analizować swoją twarz, szukać niedoskonałości i kupować kosmetyki, które mają je naprawić – podkreśla ekspert.

Według niego podstawowa potrzeba zdrowotna została przekształcona przez branżę w element budowania tożsamości i samooceny najmłodszych konsumentów.

image

Jak zmiany demograficzne kształtują ofertę sieci handlowych w Polsce?

TikTok napędza nowy segment rynku

Popularność dziecięcego skincare nie pojawiła się przypadkiem. Jak przypomina Personal Care Insights, media społecznościowe (przede wszystkim TikTok) stworzyły przestrzeń, w której nieskazitelna cera, efekt "glass skin" czy wieloetapowe rytuały pielęgnacyjne stały się elementem codziennych treści oglądanych przez najmłodszych.

Skala zjawiska jest ogromna. Według danych Pattern na TikTok Shop działa już ponad 30 tys. marek beauty, a sama kategoria rośnie w tempie 26 proc., szybciej niż większość innych segmentów sprzedaży na platformie.

Równolegle przybywa marek tworzących linie kosmetyków wyłącznie dla dzieci i nastolatków. Często są one promowane jako produkty opracowane przez troskliwych rodziców lub nawet przez same dzieci.

Gdzie kończy się pielęgnacja, a zaczyna marketing?

Zdaniem dr. Samana nie każda kosmetyczna oferta dla najmłodszych jest problematyczna.

Dzieci rzeczywiście potrzebują podstawowej ochrony skóry – kremów z filtrem UV, delikatnych środków myjących, preparatów na suchą skórę, egzemę czy spierzchnięte usta.

Problem pojawia się wtedy, gdy kosmetyki zaczynają obiecywać efekty typowe dla produktów przeznaczonych dla dorosłych.

Ekspert wymienia m.in.:

  • działanie przeciwstarzeniowe,
  • zmniejszanie porów,
  • efekt "glass skin",
  • rozświetlanie,
  • korekcję niedoskonałości,
  • wieloetapowe rutyny pielęgnacyjne.

Jak podkreśla, dzieci nie potrzebują takich produktów, a ich promowanie może prowadzić do tworzenia nieuzasadnionych kompleksów.

"Nie twórzmy dziecięcej wersji problemu"

Jednym z argumentów producentów jest to, że skoro dzieci i tak kupują kosmetyki dla dorosłych, lepiej zaoferować im bezpieczniejsze, dostosowane do wieku formuły.

Dr Saman uważa jednak, że takie podejście jest tylko częściowo słuszne.

Jego zdaniem zamiast rozszerzać kategorię, branża powinna ją zawężać.

Produkty dla najmłodszych powinny być – jak mówi – "nudne, funkcjonalne i oparte na wiedzy medycznej”, a nie przypominać kosmetyki premium dla dorosłych.

image

Pokolenie Alpha odkrywa kosmetyki dzięki AI. Zakupy nadal robi w drogeriach

TikTok zmienia kosmetyki w symbol przynależności

Ekspert zwraca uwagę, że media społecznościowe przestały pełnić wyłącznie funkcję kanału sprzedaży.

Dla najmłodszych użytkowników pielęgnacja staje się elementem budowania pozycji w grupie rówieśniczej.

Filmy typu "Get Ready With Me", kosmetyczne zakupy czy codzienne rutyny sprawiają, że dziecko kupuje nie tylko krem.

Kupuje możliwość uczestniczenia w określonej społeczności.

To właśnie dlatego zdaniem Samana odpowiedzialność za rozwój tego trendu spoczywa nie tylko na producentach.

Odpowiedzialność mają także retailerzy

W rozmowie z Personal Care Insights ekspert wskazuje, że odpowiedzialność za rynek dziecięcego skincare powinny współdzielić wszystkie ogniwa rynku.

Według niego marki powinny zrezygnować z kampanii kierowanych do dzieci oraz współpracy z dziecięcymi influencerami.

Retailerzy mogliby wyraźniej oznaczać wiek użytkowników poszczególnych produktów oraz unikać eksponowania kosmetyków z aktywnymi składnikami w sposób przypominający zabawki czy kolekcjonerskie gadżety.

Z kolei platformy społecznościowe powinny ograniczać sponsorowane treści beauty kierowane do niepełnoletnich użytkowników i zwiększać przejrzystość współprac reklamowych.

image

Gen Z nie przepłaca za dermokosmetyki. Liczy się skład, nie logo

Regulacje już się pojawiają

Jak przypomina Personal Care Insights, dyskusja nie ogranicza się wyłącznie do środowiska dermatologów.

W tym roku włoskie organy ochrony konsumentów wszczęły postępowanie wobec Sephory i marki Benefit Cosmetics, analizując, czy nie stosowały ukrytych działań marketingowych zachęcających dzieci do kupowania kosmetyków przeznaczonych dla dorosłych.

Również Brytyjskie Towarzystwo Dermatologiczne ostrzegało wcześniej, że stosowanie przez dzieci produktów zawierających silne składniki aktywne m.in. retinoidy czy kwasy – może prowadzić do trwałych problemów skórnych.

Największe ryzyko? Nie dla skóry, lecz psychiki

Choć dermatolodzy zwracają uwagę na możliwość podrażnień czy alergii, dr Saman uważa, że jeszcze poważniejsze mogą być konsekwencje psychologiczne.

Jak podkreśla, dziecko stosujące zbyt silne kosmetyki może najpierw doprowadzić do podrażnienia skóry, a następnie jeszcze intensywniej koncentrować się na zaczerwienieniach czy nierównościach, które wcześniej nie stanowiły problemu.

– Podrażnioną skórę zazwyczaj można wyleczyć. Znacznie trudniej naprawić sytuację, w której dziecko zaczyna wierzyć, że jego naturalna twarz wymaga ciągłego poprawiania – podsumowuje ekspert.

Branża beauty stoi dziś przed jednym z ważniejszych etycznych wyzwań ostatnich lat. Wraz z rozwojem mediów społecznościowych i social commerce pytanie nie brzmi już, czy najmłodsi konsumenci będą interesować się kosmetykami, ale gdzie rynek powinien postawić granicę między edukacją, pielęgnacją a kreowaniem nowych potrzeb. Jak wskazuje portal Personal Care Insights, odpowiedzialność za tę granicę spoczywa nie tylko na producentach, lecz także na detalistach, platformach sprzedażowych i całym ekosystemie beauty.

 

Źródło: Personal Care Insights

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
15.07.2026 18:27
Niemiecki gigant goni Hebe. Rossmann bezpieczny na szczycie drogeryjnego podium
Rossmann nadal kontroluje ogromną część rynku beautyshutterstock

Konsumenci w Polsce rzadko zmieniają swoje przyzwyczajenia, ale walka o drugie miejsce na podium w branży beauty nabiera tempa. Wyniki analizy list zakupów za pierwsze sześć miesięcy 2026 roku pokazują, że choć liderzy zachowali pozycje, ich konkurenci wrzucili wyższy bieg. Na rynku drogerii najciekawsza rywalizacja toczy się obecnie za plecami lidera.

Według najnowszych analiz, pierwsza połowa 2026 roku nie przyniosła przetasowań na podium w kategorii Health & Beauty. Niekwestionowanym liderem pozostaje Rossmann. Polacy przygotowali do tej sieci niemal 10-krotnie więcej list zakupów niż do zajmującego drugą lokatę Hebe.

Prawdziwe emocje wzbudza jednak pościg, który rozpoczął zdobywca trzeciego miejsca. Jak wskazuje Listonic Ads, sieć DM dynamicznie skraca dystans do wicelidera. Różnica w liczbie planowanych zakupów między Hebe a DM wynosi obecnie 55 proc. Dla porównania, jeszcze w 2025 roku przewaga ta sięgała 75 proc.

Cyfrowe zaangażowanie i planowane zakupy

Popularność mierzona samą liczbą wizyt w placówkach handlowych to jednak nie wszystko. Konsumenci wykazują odmienne zachowania podczas planowania zakupów. Drogerie DM odnotowują świetne wyniki w obszarze lojalności i zaangażowania.

Sieć DM pozostaje liderem pod względem współdzielenia list zakupów. W pierwszym półroczu 2026 roku dodatkowo powiększyła swój udział oraz przewagę nad Rossmannem, który w tym parametrze odnotował regres.

Wyższym odsetkiem współdzielonych zestawień zakupowych może pochwalić się również Hebe. Według analiz, marka ta częściej pojawia się przy zakupach bardziej zaplanowanych i angażujących. To jasny sygnał dla dostawców kosmetyków, którzy chcą dotrzeć do odbiorców z konkretną intencją zakupową.

Nowa dynamika w branży beauty

Doganianie wicelidera przez niemiecką sieć DM zbiega się z rosnącą siłą nabywczą Polaków w 2026 roku. Konsumenci chętniej decydują się na premiumizację koszyka, szukając nieszablonowych produktów do pielęgnacji ciała i włosów. Tradycyjne drogerie wygrywają z dyskontami szerokością oraz głębokością asortymentu.

Chociaż Rossmann nadal kontroluje ogromną część rynku, dynamiczny rozwój aplikacji mobilnych i programów lojalnościowych mniejszych graczy zmienia dotychczasowy układ sił. Skracający się dystans między Hebe a DM zapowiada niezwykle emocjonującą drugą połowę roku.

Źródło danych: Listonic Ads

image

Dm stawia na aplikację. Nowa kampania ma zachęcić klientów do zakupów mobilnych

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
16. lipiec 2026 15:30