– Rynek tradycyjny jest niedoinwestowany, kiepski i biedny. Nie ma się co dziwić, że producenci przesuwają środki do kanału nowoczesnego – mówi pragnący zachować anonimowość jeden z naszych rozmówców. Aż 80 proc. placówek handlowych jest zaniedbywanych ze względu na znikome lub zerowe dotarcie ze strony przedstawicieli danej marki – wynika z analizy przygotowanej przez firmę Peter Wild & Partners. Obsługiwane są niemal wyłącznie sieci i najlepiej zlokalizowane, niezależne placówki handlowe. Marcin Małysz, dyrektor operacyjny sieci Sekret Urody, uważa, że w przypadku drogerii odsetek ten nie jest aż tak wysoki, niemniej wciąż jest duży. – Ostatnio właściciele dwóch placówek poskarżyli się, że odwiedza ich coraz mniej przedstawicieli handlowych. Wysłałem więc do producentów maile z zapytaniem, dlaczego? Niektóre firmy nie pofatygowały się nawet, by odpowiedzieć. Odezwał się za to jeden z międzynarodowych koncernów, który przysłał tabelę obrotów, jakie robi z wspomnianymi punktami, tłumacząc, że są one zbyt małe, by wysyłać tam przedstawicieli liniowych – opisuje Marcin Małysz.
Podzwoniliśmy po drogeriach położonych w różnych częściach Polski. W większych i średnich miastach raczej nie narzekano na brak zainteresowania ze strony przedstawicieli handlowych. – Docierają do nas praktycznie wszyscy. Problemów z asortymentem i zatowarowaniem nie ma, są tylko z klientami, których ubywa – usłyszeliśmy od pani Beaty Juchnowicz, właścicielki drogerii w Bielsku Podlaskim zamieszkiwanym przez niespełna 30 tys. mieszkańców. Jednak im mniejsze i dalej położone od głównych szlaków komunikacyjnych miejscowości, tym rzadziej odwiedzali je handlowcy.
– Kiedyś wszyscy przedstawiciele przyjeżdżali regularnie co dwa tygodnie, teraz zostało ich tylko kilku i wpadają coraz rzadziej. U nas w Giżycku jest Polska B, tu handel tradycyjny pada, więc i wyniki przedstawicieli są gorsze – komentował pan Janusz prowadzący prywatną drogerię.
Ważna postać przyjeżdża coraz rzadziej
Przedstawiciele liniowi docierają do coraz mniejszej liczby sklepów przez spowolnienie gospodarcze, które zmusiło producentów do szukania oszczędności i redukcji zatrudnienia. – Chciałbym, by do naszych placówek przedstawiciele docierali częściej. Niestety jest ich niewielu, a gdy już się pojawią, nie mają czasu, by poświęcać im wystarczająco dużo uwagi – komentuje Tomasz Skrzypiec, dyrektor handlowy sieci drogerii Vica.
Kontakty z detalistami zostały przeniesione na poszczególne hurtownie. Producenci obcinają etaty ich kosztem, a przedstawiciele hurtowni mają coraz więcej pracy. Nasi rozmówcy twierdzą, że praktycznie wszystkie firmy drastycznie ograniczyły liczbę przedstawicieli liniowych, co wynika m.in. z niskiej dochodowości. – W kanale tradycyjnym jednostkowe zamówienia nie są duże i generują niewielki zysk. Jego obsługa jest za to kosztowna. Czasem zysk ten nie wystarcza nawet na utrzymanie przedstawiciela. Są więc firmy, które np. we dwie zatrudniają jednego handlowca, by prezentował ich produkty – wyjaśnia Izabela Turowska, właścicielka hurtowni kosmetycznej T&T w Bydgoszczy.
Czy można się więc dziwić producentom? Jeden z naszych rozmówców daje bardzo wymowny przykład, mówiąc, że przedstawiciel X zrobi 500 zł w niezależnej drogerii, podczas gdy Y w te same pół godziny zarobi 15 tys. zł w Tesco.
Nie zawsze warto oszczędzać
Ubywających przedstawicieli liniowych mieli zastąpić handlowcy dystrybutorów – część pieniędzy zaoszczędzona przez producentów została bowiem skierowana do przedstawicieli hurtowni, którzy są wynagradzani za sprzedaż i utrzymanie asortymentu. Ale to tylko teoria. – W praktyce nie ma na to szans. Gdy przedstawiciel ma do odwiedzenia dziennie 12-15 punktów, na jeden przypada 20 minut. Czasu wystarcza tylko na zrobienie podstawowego zamówienia. To nie są przedstawiciele, ale raczej zbieracze zamówień – uważa nasz anonimowy rozmówca.
Andrzej Wilk, dyrektor handlowy w centrum dystrybucji kosmetyków Sonia, mówi wprost: – Taki przedstawiciel nie ma czasu na szkolenie personelu, prezentacje produktów 50 różnych firm czy opowiadanie o najbliższych działaniach marketingowych producenta. Magdalena Dąbrowska współwłaścicielka hurtowni kosmetycznej Temido doprecyzowuje: – Głównym zadaniem przedstawicieli dystrybutorów jest dbanie o ściąganie pieniędzy i zapewnienie, by spływały one do hurtowni. Mój przedstawiciel nie buduje półki, nie skupia się na merchandisingu, tylko uzupełnia podstawy asortyment.
Analitycy z Peter Wild & Partners twierdzą, że na przerzucaniu odpowiedzialności na dystrybutorów tracą producenci, bo hurtownie mające w ofercie większość dostępnych w obrocie produktów, nie są w stanie dodatkowo promować i pozycjonować wybranych pozycji. – Mój sprzedawca nie skupi się na sprzedaży numerycznej, taką może zrobić tylko przedstawiciel liniowy – nie ukrywa Andrzej Wilk.
Peter Wild & Partners wskazuje także na inne niebezpieczeństwo – przedstawiciele dystrybutora zaniedbują znaczną część oferowanych produktów na rzecz tych flagowych. – To normalne, że są rzeczy sprzedające się bardzo dobrze niezależnie od lokalizacji, a reszta asortymentu jest w ich cieniu i stanowi jedynie uzupełnienie oferty – mówi anonimowo jeden z przedstawicieli handlowych.
Andrzej Wilk potwierdza, że jego przedstawiciele skupiają się na najlepiej rotujących pozycjach.
– Mali producenci nie mają siły przebicia, bo nikt nie promuje ich wyrobów. A jest dużo polskich firm z dobrymi produktami – martwi się Magdalena Dąbrowska.
Całą sytuację zgrabnie podsumowuje nasz anonimowy rozmówca: – Producentom wydawało się, że 80 proc. pracy ich ludzi wykonają za dodatkowe pieniądze i premię przedstawiciele hurtowni. Okazało się, że nie. Dlatego teraz są bardzo duże spadki sprzedaży w kanale tradycyjnym. Może jednak oszczędności na przedstawicielach się nie opłacają? Według Marcina Małysza, przedstawiciel dystrybutora może zrobić nawet trzykrotnie wyższy obrót, jeśli ma wsparcie przedstawiciela liniowego. – My próbujemy mocno współpracować z producentem, bo jedziemy na tym samym wózku – opisuje obrazowo Andrzej Wilk.
Producenci strzelają sobie w stopę
Na redukcji etatów najbardziej ucierpieli niezależni detaliści. – Przedstawiciel handlowy to dla nas ważna postać. Podam prosty przykład. Niedawno zaczął mnie odwiedzać nowy człowiek jednej z firm. Naprawdę się stara, zawsze ma coś nowego i próbuje mi jakoś pomóc, przez co moja współpraca z producentem się zacieśniła. Z kolei przez innego, niezbyt kompetentnego przedstawiciela, który wyraźnie nie nadawał się do tej pracy, zerwałem współpracę z jednym z partnerów po 20 latach – opisuje pan Janusz. W podobnym tonie wypowiada się pani Joanna Ciszkiewicz prowadząca sklep kosmetyczny w Olsztynie: – Gdy byłam w sieci Eurodrogeria nie odwiedzali mnie żadni przedstawiciele. Być może mieli taki przykaz… Ale odkąd przystąpiłam do Kosmeterii, przyjeżdżają do mnie wszyscy. Pomagają ułożyć asortyment na półce, podpowiadają co zmienić, pomagają zorganizować akcję promocyjną, gdy coś stoi zbyt długo na półce. Dzięki ich wizytom pracuje mi się o wiele łatwiej, problemu nie stanowią już tak prozaiczne kwestie jak np. podmiana przeterminowanego towaru.
Andrzej Wilk przyznaje, że sklepy dzielą się na gorsze i lepsze i tak też są traktowane. To następstwo zasady Pareto, według której 20 proc. placówek odpowiada za 80 proc. obrotów. Producenci hołubią najlepsze sklepy, ignorując pozostałe.
– Detaliści mają prawo czuć się oszukani, bo przez wiele lat producenci budowali sobie rozpoznawalność i numerykę na plecach rynku tradycyjnego, by teraz porzucić ten kanał i skupić się na handlu nowoczesnym – komentuje nasz anonimowy rozmówca.
– Jak placówki mające gorsze wyniki mają wyjść z zapaści, skoro ogranicza się im dostęp do promocji „szytych na miarę”, które często organizował przedstawiciel producenta? – pyta Izabela Turowska. W większości miast sklepy tradycyjne znajdują się w sąsiedztwie sklepów sieciowych, które „bombardują” konsumenta różnymi, bardzo głębokimi promocjami. Przedstawiciele liniowi pomagali detalistom organizując w poszczególnych placówkach inne promocje, pozwalające drogeriom utrzymać konsumentów przy swoich drogeriach. W obecnej rzeczywistości, gdy ten kontakt z przedstawicielem jest ograniczony i gdy do sklepów nie docierają handlowcy, ich właściciele i pracownicy mają też ograniczony dostęp do promocji, informacji oraz wiedzy. Detaliści mogą szukać pomocy w sieciach, które m.in. po to powstały.
– Drogerie są przetowarowane, a kłopotem jest sprzedaż. Producenci zostawiając sklepy bez obsługi strzelają sobie w stopę, bo ich główną zmartwieniem powinno być, jak odsprzedać towar z półki. My jesteśmy nastawieni na pomoc rynkowi tradycyjnemu, chcemy udrażniać drogerie – mówi Marcin Małysz. Są to na pewno działania idące w dobrym kierunku. Także dla producentów, bo jak zauważa Magdalena Dąbrowska z Temido, praca wyłącznie z sieciami to niebezpieczeństwo: – Gdy Rossmann generuje 30 proc. obrotu firmy to dyktuje warunki i producent jest bez szans. Tradycyjny detal daje większe bezpieczeństwo i w interesie wszystkich jest, by o niego dbać.
Co jednak mają zrobić niezależne drogerie, które nie chcą przyłączać się do sieci?
Usprawnić współpracę na linii sklep-dostawca
Nasi rozmówcy mówią, że sytuacja nie jest dobra, ale nie jest też dramatyczna. – Zmniejszyła się częstotliwość odwiedzin przedstawicieli handlowych, bo kosmetyki rotują wolniej. Jeśli poprawi się koniunktura, producenci powinni powiększyć szeregi przedstawicieli liniowych – przekonuje Andrzej Wilk. Zdaniem Marcina Małysza kiedyś panował dobrobyt ponad stan, a działy handlowe były mocno przeinwestowane, aż wreszcie ktoś spojrzał na koszty.
Natomiast Izabela Turowska tłumaczy:
– Kilka lat temu było trzy razy więcej niezależnych drogerii niż jest teraz. Zmniejsza się liczba sklepów, więc i mniej ludzi musi je obsługiwać – mówi. I dodaje: – Powoli konsolidujemy handel tradycyjny, różnymi działaniami przyciągamy konsumentów do placówek tradycyjnych, staramy się pomagać sklepom w dostosowaniu standardów do potrzeb konsumentów. To idzie w dobrym kierunku.
Z pewnością sytuację detalistów polepszyłaby ściślejsza współpraca z przedstawicielami dystrybutorów.
– Nie jest to wesoła sytuacja, ale obawiam się, że w niedalekiej przyszłości hurtownie będą musiały przejąć całkowicie rolę przedstawicieli liniowych – mówi Magdalena Dąbrowska. Dlatego właściciele niezależnych drogerii i sklepików kosmetycznych powinni zrozumieć, że tylko odpowiednia współpraca na linii dostawca – sklep może zapewnić im byt.
Jest i druga strona medalu. – Nasz jeden przedstawiciel handlowy zrobił taki sam obrót w handlu tradycyjnym, jak dziesięciu z tzw. dywizji kosmetycznej pewnego dużego dystrybutora – mówi nam anonimowo właściciel pewnej firmy kosmetycznej. – Dystrybutorzy tylko wyciągają ręce po pieniądze, a co dają w zamian? Nic, żadnej gwarancji realizacji promocji, wprowadzenia nowości do sklepów. Ładnie opowiadają o potencjale sieci, a potem rozkładają ręce: „No nie udało się, my nie mamy na to wpływu”. Sieci franczyzowe to fikcja – denerwuje się nasz rozmówca. – A potem dziwią się, że producenci idą do Rossmanna, w którym wszystko chodzi jak w zegarku – dodaje.
Sebastian Szczepaniak
Gdzie się podziali przedstawiciele handlowi? Detaliści mogą czuć się oszukani
Tegoroczne regulacyjne lato w FDA jest gorące. Komitet Doradczy ds. Compoundingu Aptecznego FDA zarekomendował dopuszczenie sześciu peptydów, które wcześniej znajdowały się na liście substancji zakazanych. Decyzja ta ponownie wywołała dyskusję na temat bezpieczeństwa stosowania peptydów, zasad ich regulacji, a także konsekwencji, jakie mogą za sobą nieść dla dostępu pacjentów do preparatów funkcjonujących dotychczas w regulacyjnej „szarej strefie”.
Nadchodzi zmiana podejścia FDA do peptydów? Pozytywne rekomendacje dla sześciu substancji
23 i 24 lipca 2026 roku, podczas posiedzenia panelu ekspertów FDA, sześć z siedmiu ocenianych peptydów otrzymało pozytywną rekomendację. Wcześniej te substancje zostały objęte ograniczeniami dotyczącymi stosowania u ludzi, stąd stanowisko panelu wskazuje na istotną zmianę w podejściu amerykańskich regulatorów do tej grupy substancji.
Na liście pozytywnie ocenionych substancji znalazły się BPC-157 oraz TB-500, znane szerzej pod inną nazwą jako tzw.,,Wolverine stack” popularne m.in. w środowisku biohakingowym. Panel pozytywnie odniósł się również do KPV w kontekście chorób zapalnych skóry, MOTS-c w zaburzeniach metabolicznych, emideltide w zastosowaniach związanych ze snem oraz Semaxu w leczeniu migreny. Negatywną rekomendację otrzymał natomiast Epitalon, który rozpatrywany był pod kątem łagodzenia bezsenności.
Nowe stanowiska panelu FDA mogą mieć duże znaczenie na rozwój i tak już dynamicznie rozwijającego się rynku amerykańskiego, a tym samym również na inne kraje. Warto pamiętać, że pozytywna rekomendacja panelu nie jest jednak równoznaczna z dopuszczeniem peptydów do obrotu, ani zatwierdzeniem ich przez FDA jako produktów leczniczych. Stanowi ona jeden z etapów procesu regulacyjnego, a dalsza dostępność tych substancji będzie zależała od kolejnych decyzji FDA oraz warunków, na jakich mogłyby być stosowane i wprowadzane na rynek.
Kolejnym etapem będzie analiza stanowiska ekspertów przez FDA i podjęcie właściwych decyzji regulacyjnych. Proces ten może potrwać od kilku miesięcy do nawet kilku lat, dlatego ewentualne zmiany w dostępności tych substancji mogą nastąpić dopiero w 2027 roku lub później. Choć FDA często uwzględnia rekomendacje swoich paneli doradczych, nie jest nimi formalnie związana i w przeszłości zdarzało się, że podejmowała decyzje odmienne od stanowiska ekspertów.
Kolejnego posiedzenia Pharmacy Compounding Advisory Committee (PCAC) możemy spodziewać się przed końcem lutego 2027 roku. Ocenie ma zostać poddanych pięć kolejnych peptydów: LL-37, GHK-Cu, melanotan II, octan Dihexa oraz PEG-MGF. Szczególnie interesujący z perspektywy branży kosmetycznej może być GHK-Cu, szeroko wykorzystywany i promowany w produktach do pielęgnacji skóry.
Na tle działań amerykańskich regulacji warto pamiętać, że przyjęta w grudniu 2022 roku ustawa Modernization of Cosmetics Regulation Act (MoCRA) znacząco rozszerzyła kompetencje organizacji FDA w zakresie nadzoru nad rynkiem kosmetycznym. Biorąc pod uwagę rosnące zainteresowanie peptydami oraz coraz śmielszymi deklaracjami dotyczącymi ich działania można spodziewać się, że status regulacyjny peptydów będzie jednym z ważniejszych zagadnień dla amerykańskiej branży kosmetycznej w najbliższych latach.
Między rekomendacją a zatwierdzeniem, czyli problemy z interpretacją statusu peptydów
W ciągu zaledwie kilku godzin od pierwszego głosowania w sieci pojawiły się hasła sugerujące, że „FDA zatwierdziła peptydy". Takie sformułowanie jest dość dużym uproszczeniem i wprowadziło wielu odbiorców w błąd. Termin,,zatwierdzenie” oznacza, że sponsor przeprowadził badania kliniczne, przedłożył je, a agencja FDA uznała lek za bezpieczny i skuteczny dla określonego zastosowania.
W rzeczywistości panel ekspertów wydał rekomendację dotyczącą możliwości umieszczenia ocenianych substancji na liście składników, które mogą być wykorzystywane przez apteki do sporządzania leków recepturowych w ramach tzw. compounding. Oznacza to, że przedmiotem oceny nie było dopuszczenie gotowych produktów leczniczych zawierających te peptydy ani zatwierdzenie ich skuteczności w określonych wskazaniach terapeutycznych.
Warto mieć na uwadze, że to, co się rzeczywiście wydarzyło, to wyłącznie rekomendacja komitetu doradczego, by dodać substancje do listy składników, które apteki mogą przygotowywać leki recepturowe w ramach tzw. compounding, co jest kwestią praktyki aptecznej, a nie tego, czy dany związek działa.
Dyrektorka farmaceutyczna wyraziła się w tym temacie dość bezpośrednio: „Głosowania nie sprawiają, że peptydy stają się lekami zatwierdzonymi przez FDA, zamiast tego stanowią rekomendację, że związki te zostaną dodane do listy substancji, które apteki wykonujące compounding mogą przygotowywać dla pacjentów na receptę”.
Głosowania mają wyłącznie charakter doradczy. Ostateczna decyzja należy do FDA, która nie jest formalnie związana rekomendacją ekspertów. Dlatego na obecnym etapie nie można mówić ani o „zatwierdzeniu peptydów przez FDA”, ani o uzyskaniu przez nie statusu leków zatwierdzonych przez Agencję.
Peptydy w USA a rynek europejski – czy decyzje FDA mają znaczenie dla UE?
Z perspektywy Unii Europejskiej rekomendacje amerykańskiego FDA nie mają bezpośredniego wpływu na zmiany regulacyjne peptydów na terenie UE. Sekcja 503A amerykańskiej ustawy Federal Food, Drug and Cosmetic Act określa zasady, na jakich apteki w Stanach Zjednoczonych mogą sporządzać leki recepturowe w ramach tzw. compoundingu. Przepisy te nie mają wpływu na status prawny ani klasyfikację omawianych peptydów na rynku unijnym.
W tym samym czasie w Unii Europejskiej pojawiły się natomiast nowe wytyczne naukowe Europejskiej Agencji Leków (EMA) dotyczące rozwoju i wytwarzania syntetycznych peptydów, obowiązujące od 1 czerwca 2026 roku. Dokument ten dotyczy jednak odrębnego zagadnienia i nie odnosi się ani do amerykańskiego systemu compoundingu, ani nie jest bezpośrednią reakcją na ocenę substancji w ramach sekcji 503A.
Znaczenie wydarzeń w Stanach Zjednoczonych dla europejskiego rynku ma więc obecnie przede wszystkim charakter naukowy, rynkowy i informacyjny, a nie prawny. Decyzje FDA same w sobie nie determinują statusu danego peptydu na terenie UE – jest on oceniany na podstawie obowiązujących przepisów unijnych oraz w określonych przypadkach, regulacji krajowych.
Nie oznacza to jednak, że rozwój sytuacji w USA pozostaje bez znaczenia dla Europy. Ewentualne zmiany w dostępności i wykorzystaniu peptydów na rynku amerykańskim mogą pośrednio wpływać na zainteresowanie badawcze, dostępność surowców, globalny popyt oraz działania dostawców. Z tego względu dalsze decyzje FDA warto obserwować również z perspektywy europejskiej, choć nie należy ich utożsamiać ze zmianami regulacyjnymi w UE.
Peptydy w kosmetykach pod lupą regulatorów
Rosnąca popularność peptydów w pielęgnacji skóry coraz częściej zwraca uwagę regulatorów. W przypadku substancji takich jak GHK-Cu (peptyd miedziowy), Matrixyl czy inne peptydy stosowane w produktach kosmetycznych istotne znaczenie ma nie tylko ich skład i sposób działania, ale również deklarowane przeznaczenie produktu oraz sposób komunikacji dotyczące jego działania.
To właśnie sposób komunikowania jego właściwości może zdecydować, czy w świetle amerykańskich przepisów pozostanie on kosmetykiem, czy zostanie zakwalifikowany jako produkt leczniczy podlegający znacznie bardziej rygorystycznym wymaganiom. Kosmetyk, któremu przypisywane jest działanie związane z leczeniem, zapobieganiem chorobom lub wpływem na funkcje organizmu, może zostać zakwalifikowany jako produkt leczniczy, a tym samym podlegać znacznie bardziej rygorystycznym wymaganiom FDA.
Wzmożone zainteresowanie FDA tą kategorią może nieść za sobą konsekwencje dla dynamicznie rozwijającego się rynku kosmetyków peptydowych. Dla producentów i marek oznacza to przede wszystkim konieczność uważnej oceny deklaracji marketingowych, sposobu prezentowania działania produktów oraz zgodności komunikacji z ich statusem prawnym tak, aby komunikacja pozostawała zgodna z jego statusem prawnym.
W kosmetologii peptydy stosowane miejscowo zazwyczaj klasyfikowane są ze względu na kategorię swojej funkcjonalności m.in. na peptydy sygnałowe, peptydy nośnikowe, peptydy hamujące neuroprzekaźnictwo oraz peptydy hamujące enzym.
Aby można mówić o skutecznym działaniu miejscowym produktu zawierającego peptydy, powinny one mieć masę cząsteczkową poniżej 500 Daltonów, co znacznie ułatwia przenikanie przez barierę skóry. Nie oznacza to jednak, że masa cząsteczki poniżej 500 Da automatycznie gwarantuje skuteczne przenikanie peptydu – jest to wyłącznie jeden z kilku czynników wpływających na jego biodostępność miejscową.
GHK-Cu – jeden z najlepiej poznanych peptydów kosmetycznych
GHK-Cu, szerzej znany na rynku kosmetycznym jako peptyd miedziowy jest kompleksem miedzi z tripeptydem glicylo-L-histydylo-L-lizyną. Cząsteczka GHK naturalnie występujące w organizmie człowieka, m.in. w osoczu, a jej charakterystyczną cechą jest jej wysokie powinowactwo do dwuwartościowych jonów miedzi (Cu²⁺), prowadzące do powstania biologicznie aktywnego kompleksu chelatowego GHK-Cu. Stężenie GHK w osoczu zmienia się wraz z wiekiem – najwyższe wartości obserwowane są u młodych osób dorosłych, natomiast z upływem lat jego poziom stopniowo się obniża. W literaturze dla osób około 20. roku życia opisywane są stężenia rzędu około 200 ng/mL.
GHK-CU należy do jednych z najwcześniej odkrytych i najlepiej poznanych bioaktywnych peptydów. Może on pełnić funkcję zarówno peptydu sygnałowego, jak i nośnikowego, przyczyniając się do przebudowy macierzy zewnątrzkomórkowej oraz uwalniając miedź w miejscach, gdzie pojawiają się uszkodzenia tkanek lub stany zapalne. W badaniach opisywano jego wpływ m.in. na syntezę kolagenu, elastyny, proteoglikanów i glikozaminoglikanów, a także właściwości przeciwzapalne i antyoksydacyjne.
Od lat 80 XX wieku, GHK-Cu jest ceniony medycynie estetycznej. Szczególne zainteresowanie budzi jego wykorzystanie w produktach kosmetycznych przeciwstarzeniowych, co wynika przede wszystkim z wcześniej wspomianych właściwości związanych z procesami regeneracyjnymi, przebudową skóry oraz działaniem przeciwzapalnym.
Interesującym kierunkiem badań jest również połączenie GHK-Cu z kwasem hialuronowym (HA). W badaniach eksperymentalnych obserwowano synergistyczne działanie tych składników, przy czym najsilniejsze efekty zaobserwowane zostały przy zastosowaniu stosunku GHK-Cu do niskocząsteczkowego kwasu hialuronowym wynoszącym 1:9. Takie synergistyczne działanie może wspierać integralność połączenia skórno-naskórkowego, a tym samym przyczyniając się do zwiększenia jędrności skóry oraz jej odporności mechanicznej.
Potencjał kosmetologiczny GHK-Cu nie ogranicza się jednak wyłącznie do skóry. Peptyd ten jest również badany pod kątem jego wpływu na mieszki włosowe i wzrost włosów. W modelach eksperymentalnych, w tym badaniach ex vivo na ludzkich mieszkach włosowych, dość intensywną stymulację wydłużania ludzkich mieszków włosowych już przy bardzo niskich stężeniach, co świadczy o jego bardzo wysokiej aktywności biologicznej.
Palmitoyl Pentapeptide-4 (Matrixyl)
W ostatnich latach obserwowany znaczący rozwój technologii opartych na białkach i peptydach w obszarze pielęgnacji przeciwstarzeniowej skupił uwagę kosmetologów również na palmitoyl pentapeptide-4 (Matrixyl). Zainteresowanie tym peptydem sygnałowym wynika przede wszystkim z jego potencjału do stymulacji fibroblastów, zwiększając syntezę kolagenu, elastyny, fibronektyny i kwasu hialuronowego poprzez szlaki TGF-β, co może przekładać się na poprawę właściwości skóry oraz zmniejszenie widoczności oznak starzenia.
Jednym z głównych wyzwań związanych z wykorzystaniem peptydów w kosmetykach pozostaje jednak ich skuteczne dostarczenie do miejsca działania. Bariera warstwy rogowej ogranicza przenikanie wielu substancji aktywnych, dlatego też nauka skupia się również na rozwijaniu systemów mających poprawiać stabilność peptydów, chronić je przed degradacją oraz zwiększać ich biodostępność.
Palmitoyl Pentapeptide-4 (Matrixyl) po przeniknięciu przez warstwę rogową do skóry właściwej, wiąże się z receptorami na powierzchni komórek i aktywuje szlaki zwiększające produkcję kolagenu typu I i III. Może także ograniczać degradację kolagenu, przyspieszać produkcję prokolagenu, a także regulować syntezę kwasu hialuronowego w fibroblastach.
Jednym z badanych rozwiązań systemów dostarczania substancji są ethosomy – elastyczne pęcherzyki fosfolipidowe zawierające stosunkowo wysokie stężenie etanolu, sięgające nawet 45% stężenia. Alkohol etylowy zwiększa płynność lipidów warstwy rogowej, a deformowalna struktura pęcherzyków może ułatwiać ich przenikani.
Innym rozwiązaniem są liposomy, które są pęcherzykami zbudowanymi z jednej lub wielu dwuwarstw fosfolipidowych otaczających fazę wodną. Dzięki swojej budowie mogą enkapsulować substancje o różnych właściwościach fizykochemicznych, a w przypadku peptydów przede wszystkim chronić je przed degradacją, poprawiać ich stabilność oraz zwiększać kontakt z warstwą rogową.
Jaka przyszłość czeka peptydy na rynku kosmetycznym?
Peptydy stanowią jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się grup substancji aktywnych, znajdujących zastosowanie zarówno w obszarze farmaceutycznym, jak i kosmetycznym. Rosnące zainteresowanie peptydami oraz ostatnie działania FDA pokazują, że grupa ta będzie coraz częściej skupiać swoją uwagę regulatorów. Choć decyzje podejmowane w USA nie wpływają bezpośrednio na status prawny peptydów w Unii Europejskiej, mogą wyznaczać kierunki rozwoju rynku, badań i nowych technologii.
Decyzje FDA dla europejskiej branży kosmetycznej oznaczają przede wszystkim konieczność uważnego śledzenia oceny bezpieczeństwa i skuteczności działania peptydów. Na dziś w sprawie stosowania peptydów w produktach kosmetycznych nic się nie zmienia. Więcej informacji w tej sprawie można spodziewać się po kolejnym posiedzeniu Pharmacy Compounding Advisory Committee (PCAC), które planowane jest przed końcem lutego 2027 roku.
Aleksandra Kondrusik
Chemia gospodarcza znalazła się w lipcu 2026 r. wśród kategorii produktów codziennego użytku, które drożały najszybciej. Ceny w tej grupie były średnio o 5,4 proc. wyższe niż rok wcześniej. Wyższe wzrosty odnotowano jedynie w przypadku napojów bezalkoholowych, które podrożały o 5,6 proc. Dane pochodzą z badania UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito obejmującego ponad 103 tys. cen z przeszło 47,3 tys. sklepów.
Chemia gospodarcza wśród liderów podwyżek
W lipcu 2026 r. chemia gospodarcza była drugą kategorią z najwyższą dynamiką cen rok do roku. Produkty z tego segmentu podrożały średnio o 5,4 proc. W tym samym czasie ceny codziennych zakupów, liczonych dla wszystkich 17 analizowanych kategorii, wzrosły średnio o 1,9 proc.
Oznacza to, że dynamika cen chemii gospodarczej była niemal trzykrotnie wyższa niż średni wzrost cen całego badanego koszyka. Jeszcze wyższy wzrost odnotowano w kategorii napojów bezalkoholowych – 5,6 proc. rok do roku. Kolejne miejsca zajęły pieczywo ze wzrostem o 5,2 proc. oraz słodycze i desery, które podrożały o 5,1 proc.
Energia, surowce i praca pod presją kosztową
Zdaniem dr. Piotra Araka, głównego ekonomisty VeloBanku, który wypowiedział się dla Monday News, wzrosty przekraczające 5 proc. są efektem połączenia kilku czynników: kosztów produkcji, energii, pracy oraz surowców. Znaczenie ma również efekt bazy, czyli odniesienie aktualnych cen do poziomu obserwowanego w analogicznym okresie poprzedniego roku.
W przypadku chemii gospodarczej szczególne znaczenie ma energochłonność procesu produkcyjnego. Wytwarzanie części produktów wymaga wykorzystania energii zarówno na etapie produkcji, jak i przygotowania oraz przetwarzania surowców. Wzrost kosztów energii może więc bezpośrednio wpływać na koszty wytwarzania, a następnie na ceny oferowane konsumentom.
Jednocześnie na poziomie całego rynku widoczne jest wyraźne wyhamowanie dynamiki wzrostu cen. W czerwcu 2026 r. codzienne zakupy były średnio o 2,7 proc. droższe niż rok wcześniej, natomiast w maju wzrost wynosił 3,4 proc. Lipcowy wynik na poziomie 1,9 proc. był zatem niższy odpowiednio o 0,8 pkt proc. i 1,5 pkt proc.
Higiena osobista droższa o 3,9 proc.
Wysoką dynamikę cen odnotowano także w kategorii środków higieny osobistej. W lipcu produkty z tego segmentu kosztowały średnio o 3,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Wzrost cen był więc niższy niż w przypadku chemii gospodarczej o 1,5 pkt proc., ale nadal znacząco przewyższał średnią dla całego analizowanego koszyka.
Ponad 103 tys. cen z 47,3 tys. sklepów
Raport „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych” przygotowywany jest cyklicznie od ponad dziewięciu lat. W najnowszej edycji porównano ceny z lipca 2026 r. z cenami z lipca 2025 r. Analiza objęła 17 kategorii oraz ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku.
Łącznie zestawiono ponad 103 tys. cen regularnych i promocyjnych z przeszło 47,3 tys. sklepów należących do 64 sieci handlowych. W badaniu uwzględniono dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sklepy convenience oraz placówki cash&carry.

