StoryEditor
Rynek i trendy
09.12.2015 00:00

Jawa inwestuje w ludzi, marketing i technologie

– Chcemy zaoferować klientom tanie, szybkie, przyjemne zakupy. Klientom, którzy są coraz bardziej wymagający i stawiają na jakość. Mamy gotowy projekt sklepów Perfect Store Jawa, zintegrowanej sieci, która pozwoli wygrać z korporacyjną konkurencją – zapowiedział Wojciech Radliński, prezes sieci Jawa i firmy dystrybucyjnej Komplex‑Torus, podczas konferencji handlowej, która odbyła się 13 listopada w Rynie na Mazurach.


Sieć Jawa to dziś 600 sklepów. W planach jest powiększenie jej o kolejnych 400. Jednak według zarządu sieci najważniejsze jest, aby ilość przeszła w jakość. Konsumenci mają bowiem coraz większe wymagania. Stąd pomysł na sklepy, które połączy system IT, wspólna lista asortymentowa oraz jeden system lojalnościowy. Do końca 2017 roku integracja ma objąć 80 drogerii i 120 stoisk w marketach. W ten sposób powstanie 200 tzw. zintegrowanych sklepów Perfect Store Jawa, które zdaniem Wojciecha Radlińskiego będą w stanie realnie konkurować z nowoczesnymi sieciowymi formatami. Pierwsze wdrożenia planowane są już na początek nowego roku. W maju ruszy program lojalnościowy.
To, co dziś proponuje Jawa, jest konsekwencją podjętej pięć lat temu przez firmę dystrybucyjną Komplex-Torus decyzji o skupieniu się na detalicznej części biznesu. W 2013 roku obroty Jawy wyniosły 25 mln zł, w 2014 blisko 40 mln zł, a w tym roku przekroczą 50 mln zł. To wyniki sieci detalicznej stabilizują pozycję dystrybutora, którego obroty sięgają już 140 mln zł rocznie. Udział Jawy w obrotach przedsiębiorstwa Komplex-Torus rośnie o 10 proc. rocznie i w 2015 roku wynosi już 40 proc. – Spodziewam się, że za 3-4 lata ten udział dojdzie do 70-80 proc., a Jawa i Komplex-Torus staną się de facto jedną firmą – mówi Wojciech Radliński. Utrzymuje, że za kilka lat sieć będzie skupiać tysiąc sklepów jednolitych wizualnie i rozpoznawalnych przez konsumentów. To tak samo odważna wizja, jak trudna do spełnienia.
Przede wszystkim rentowność
W sieci Drogerie Jawa działają obecnie drogerie partnerskie (66 sklepów) i tzw. zintegrowane – twarda franczyza (4 sklepy). Drugą grupę placówek stanowią markety spożywcze i budowlane, w których Jawa organizuje stoiska kosmetyczno-chemiczne pod szyldem Jawa Czysto i Pięknie (504 sklepy). To głównie dzięki nim Komplex-Torus powiększa zasięg swojej dystrybucji i rozwija sieć Jawa. – Do zagospodarowania jest zdecydowanie więcej marketów spożywczych niż drogerii – przyznaje Wojciech Radliński. Markety nie radzą też sobie dobrze z asortymentem kosmetyczno-chemicznym, który jest zdecydowanie trudniejszy i bardziej kosztowny w obsłudze niż spożywka. Wizerunkowo dla sieci najważniejsze są jednak drogerie. Komplex-Torus inwestuje w sklepy własne, ma ich 16 i planuje otwarcia kolejnych. – Jesteśmy już przygotowani do uruchomienia 9 nowych drogerii. Skupiamy się na dobrych lokalizacjach, ponieważ muszą to być przede wszystkim rentowne sklepy – mówi Paweł Drewnowski, dyrektor generalny sieci Jawa.
Wyspecjalizowany serwis
O projekcie Perfect Store zarząd sieci informował już rok temu. Przez ten czas Jawie przybyło drogerii własnych i franczyzowych, ale wśród nich chętnych na tzw. pełną sieciową integrację nie było wielu. Prezes Radliński liczy, że to się zmieni, bo rynek nie pozostawia złudzeń. Konsumenci chodzą do sklepów, które trzymają określony standard i są znane z kampanii reklamowych. Pieniądze na kampanie mają producenci, ale będą je dawać sieciom, które będą w stanie zrealizować określoną sprzedaż i przyciągnąć konsumentów. Projekt Perfect Store został przedstawiony 16 producentom i większość z nich zaakceptowała jego założenia budżetowe. Dystrybutor zainwestował więc w kadrę i rozwiązania niezbędne do stworzenia spójnej sieci sklepów. – Stawiamy na profesjonalną obsługę, specjalizację i tworzymy dwa osobne piony obsługujące każdy z formatów sklepów – mówi Wojciech Radliński. Na czele zespołów stanęli menadżerowie związani z firmą Komplex-Torus od lat, a dołączyły do nich nowe osoby z doświadczeniem w pracy w takich sieciach jak drogerie Natura czy Aster. Michał Simka, dyrektor sprzedaży w Komplex-Torus, odpowiadający również za markę własną, został dodatkowo szefem pionu Jawa Czysto i Pięknie i wraz z trzyosobowym zespołem regionalnych koordynatorów będzie rozwijał projekt Perfect Store w marketach. Paweł Drewnowski, wspierany przez dwoje koordynatorów, skupi się na kontaktach z drogeriami.
Wspólna lista asortymentowa
Komplex-Torus i Jawa połączyły działy IT, raportowania i rozliczeń oraz dział kupców. Dodatkowo powstały dwa nowe działy – zarządzania listą asortymentową i dział marketingu. Mariusz Pawlik – szef działu zarządzania asortymentem – wraz ze swoim zespołem odpowiada za tworzenie planogramów, dobór odpowiedniego asortymentu i jego właściwe rozlokowanie w sklepach oraz rekomendację optymalnych cen. – Analizując dane sprzedażowe ze sklepów, stworzyliśmy cztery formaty – dwa odrębne dla drogerii – 150 mkw. oraz 60 mkw., i dwa dla marketów spożywczych – 10 i 20 regałów. Planogramy te uwzględniają miejsce na lokalne produkty – informuje Mariusz Pawlik.
30 przedstawicieli handlowych i 6 kierowników regionalnych oprócz koordynowania zamówień do sieci będzie odpowiedzialnych za zrealizowanie założonego celu – połączenia do końca 2017 roku twardą franczyzą 200 placówek. – Zadaniem tego zespołu jest wdrożenie list asortymentowych, planogramów i nadzorowanie przebiegu akcji marketingowych w sklepach – zapowiada prezes Radliński.
Budżety na marketing
Na czele działu marketingu stanął Radosław Fabiańczyk, wcześniej prowadził projekty m.in. dla firmy Perfetti van Mele. – Rynek chemiczno-kosmetyczny to obecnie 19 mld zł, prognozy mówią o wzroście do 20 mld zł w przyszłym roku. Kosmetyki odpowiadają za 50 proc., resztę dzielą między sobą artykuły chemiczne i higieniczne – Radosław Fabiańczyk przytacza dane rynkowe. – Głównym beneficjentem są duże sieci drogeryjne, które doskonale zrozumiały, co to jest marketing, wiedzą, jak oznaczać swoje sklepy, jak prowadzić promocje i programy lojalnościowe dla konsumentów. A ci są bardzo wrażliwi na te wszystkie czynniki, aż 27 proc. konsumentów zmienia sklep pod wpływem promocji. Zdecydowanie wygrywa nowoczesny format, marketing sieciowy, rozpoznawalne sklepy z dobrze dobraną i zarządzaną ofertą, przyjazne konsumentowi. Przy optymalnym wykorzystaniu budżetów marketingowych jesteśmy w stanie konkurować z takimi sieciami. Dlatego mam nadzieję, że uczestnicy sieci zdecydują się na kolejny krok i wejdą w nasz projekt – dodaje Fabiańczyk.
Zarządzanie przez platformę IT
Kluczowym elementem programu proponowanego przez Jawę jest platforma IT, umożliwiająca zarządzanie asortymentem, rotacją, stokiem magazynowym i promocjami oraz pozwalająca na głęboką analizę rynkowych trendów. – Dziś liczy się czas. Ten zaawansowany program spina w całość wszystkie elementy sieci i pozwala działać szybko, skutecznie i optymalnie kosztowo – przekonuje Paweł Nakonieczny, szef działu IT w Komplex-Torus. Jak zapewnia, dzięki platformie do sklepów błyskawicznie mają docierać informacje o korzystnych ofertach zakupów i promocjach (łącznie z gotowymi w systemie etykietami), właściciele sklepów obejrzą także wizualizację towaru na półce, zanim go zamówią, wydrukują karty lojalnościowe dla swoich klientów i będą mogli prowadzić wiele działań marketingowych dopasowanych do lokalnego odbiorcy. 

Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
30.01.2026 11:17
Karolina Starmach, Dela Cosmetics: Unijne regulacje są impulsem do innowacji kosmetycznych, a nie barierą rozwoju
Karolina Starmach, export manager w Dela Cosmeticsmat.pras.

Nie da się dziś konkurować globalnie, oszczędzając na R&D. Firmy kosmetyczne muszą zaakceptować fakt, że inwestycje w reformulacje są stałym elementem biznesu, a nie jednorazowym kosztem. Z mojego doświadczenia wynika jednoznacznie, że unijne regulacje są impulsem do innowacji, w długiej perspektywie wzmacniając konkurencyjność europejskich – w tym też polskich – producentów – uważa Karolina Starmach, export manager w firmie Dela Cosmetics.

Przez pięć lat pracowała pani jako technolog, poznając branżę kosmetyczną od najdrobniejszych – i to dosłownie – podstaw. W jaki sposób dogłębna znajomość receptur i procesu produkcji wpływa dziś na rozmowy z zagranicznymi partnerami i budowanie zaufania do marki kosmetycznej? W czym takie doświadczenie pomaga?

Dogłębna znajomość receptur i procesów produkcyjnych realnie skraca dystans w rozmowach z zagranicznymi partnerami. Przez pięć lat pracy jako technolog nauczyłam się myśleć o produkcie nie tylko marketingowo, ale przede wszystkim procesowo i jakościowo. Dziś, jako export manager, mogę prowadzić rozmowy również na poziomie merytorycznym, co znacząco zwiększa wiarygodność firmy. W praktyce oznacza to, że partnerzy szybciej podejmują decyzje, bo widzą, że po drugiej stronie jest osoba, która rozumie ryzyka technologiczne, ograniczenia surowcowe i regulacyjne. To buduje zaufanie do producenta, a nie tylko do samego produktu. 

Unia Europejska regularnie wprowadza ograniczenia, dotyczące stosowania określonych składników. Jak te regulacje wpływają na konkurencyjność europejskich, w tym polskich, producentów kosmetyków na rynkach międzynarodowych? Czy producenci traktują te regulacje jako bariery w rozwoju czy jako impuls do ciągłych innowacji?

Z mojego doświadczenia wynika jednoznacznie, że unijne regulacje są impulsem do innowacji, a nie barierą rozwoju. Oczywiście wymagają one dużych nakładów pracy, ale w długiej perspektywie wzmacniają konkurencyjność europejskich producentów. Firmy działające w UE uczą się projektować produkty bardziej świadomie, bezpiecznie i przyszłościowo. Dzięki temu na rynkach międzynarodowych europejskie – w tym polskie – kosmetyki są postrzegane jako bardziej zaawansowane technologicznie i godne zaufania. To bardzo silny argument eksportowy. 

Zakazy i ograniczenia dotyczące składników często oznaczają konieczność reformulacji obecnych na rynku produktów. Jak firmy kosmetyczne mogą pogodzić rosnące koszty R&D z oczekiwaniami rynków zagranicznych, dotyczącymi ceny i jakości?

Nie da się dziś konkurować globalnie, oszczędzając na R&D. Firmy kosmetyczne muszą zaakceptować fakt, że inwestycje w reformulacje są stałym elementem biznesu, a nie jednorazowym kosztem. Kluczowe jest jednak rozsądne zarządzanie tym procesem: projektowanie formulacji w taki sposób, aby były możliwie „odporne” na przyszłe zmiany regulacyjne oraz skalowalne na różne rynki. W ten sposób koszty R&D stają się inwestycją, która zwraca się w postaci dłuższego cyklu życia produktu i większej elastyczności eksportowej.  

image

Dorota i Wojciech Soszyńscy, Oceanic: Branża kosmetyczna nie wybacza zastoju [ROCZNIK WK 2025/26]

Czy doświadczenie technologiczne pomaga pani lepiej odpowiadać na pytania i obawy dystrybutorów dotyczące bezpieczeństwa, skuteczności i zgodności produktów z lokalnymi przepisami? Czy wiedza techniczna i technologiczna pomaga w sprzedaży B2B?

Tak – i to w sposób fundamentalny. W sprzedaży B2B, szczególnie w eksporcie, decyzje nie są podejmowane wyłącznie na podstawie ceny czy estetyki produktu. Dystrybutorzy oczekują konkretnych, rzetelnych odpowiedzi dotyczących bezpieczeństwa, stabilności, skuteczności i zgodności z lokalnym prawem. Moje doświadczenie technologiczne pozwala prowadzić rozmowy na poziomie faktów, a nie ogólników. To znacząco przyspiesza proces sprzedaży i zwiększa zaufanie do producenta jako długoterminowego partnera. 

Dlaczego pani zdaniem eksport, czyli ekspansja zagraniczna, nie jest już opcją dla działalności, ale często staje się koniecznością dla producentów kosmetyków? Jak szukacie takich nowych rynków zbytu?

Rynek lokalny, nawet jeśli dynamiczny, nie jest dziś wystarczający, aby zapewnić stabilny rozwój producenta kosmetyków. Eksport przestał być dodatkiem do działalności – stał się jej naturalnym kierunkiem. Dla firm takich jak Dela Cosmetics, które oferują wysoką jakość i elastyczność produkcyjną, ekspansja zagraniczna jest logicznym krokiem. Nowych rynków nie szukamy przypadkowo – analizujemy ich potencjał regulacyjny, potrzeby konsumenckie i dojrzałość rynku private label. 

image

P-beauty Made in Poland może osiągnąć sukces [ROCZNIK WK 2025/26]

Czym firma powinna się kierować przy wyborze nowych rynków eksportowych: wielkością rynku, trendami konsumenckimi i modami, barierami regulacyjnymi czy dopasowaniem do DNA marki? 

Przy wyborze nowych rynków eksportowych najważniejsze jest dopasowanie do kompetencji producenta i DNA marki, a nie sama wielkość rynku czy chwilowe trendy konsumenckie. Duży, modny rynek może wyglądać atrakcyjnie w analizach, ale jeśli nie jest gotowy na oferowaną jakość, poziom cenowy lub model współpracy, bardzo szybko staje się kosztownym błędem strategicznym. 

Z perspektywy producenta kosmetyków kluczowe jest realistyczne spojrzenie na własne możliwości: zaplecze technologiczne, elastyczność produkcji, gotowość do adaptacji receptur oraz zdolność spełnienia lokalnych wymogów regulacyjnych. Rynek, który wymaga całkowitej zmiany portfolio lub modelu biznesowego, rzadko jest dobrym punktem startowym dla eksportu. W Dela Cosmetics nowe rynki analizujemy wielowymiarowo. Oczywiście bierzemy pod uwagę wielkość rynku i potencjał sprzedażowy, ale traktujemy je jako warunek konieczny, a nie decydujący. Znacznie ważniejsze są dojrzałość rynku private label, świadomość konsumentów, stabilność regulacyjna oraz dostęp do rzetelnych partnerów dystrybucyjnych. 

Co pomaga najlepiej w eksploracji nowych rynków? Targi, stowarzyszenia, eventy branżowe?

W eksploracji nowych rynków kluczową rolę odgrywają targi i bezpośrednie spotkania branżowe. To właśnie tam można szybko zweryfikować realne zainteresowanie produktem, poziom wiedzy potencjalnych partnerów oraz ich podejście do jakości i zgodności regulacyjnej. Żadne raporty czy analizy nie zastąpią rozmów twarzą w twarz, podczas których bardzo szybko widać, czy dana współpraca ma potencjał długoterminowy. Istotnym wsparciem są również stowarzyszenia branżowe i lokalne instytucje wspierające eksport, jednak traktujemy je jako narzędzie uzupełniające. Decydujące znaczenie ma zawsze praktyczna weryfikacja rynku – rozmowy, testowe projekty i stopniowe budowanie obecności, zamiast gwałtownej ekspansji bez zaplecza operacyjnego. 

Jak bardzo trzeba dziś dostosowywać produkt (pod kątem składu, komunikacji z rynkiem i konsumentem, opakowania) do lokalnych rynków? Czy i gdzie jest granica między adaptacją a utratą spójności, DNA marki?

Produkt musi być dostosowany do lokalnych rynków, szczególnie pod kątem składu i komunikacji, ale nie może tracić swojej tożsamości. Granica adaptacji przebiega tam, gdzie zmiany zaczynają rozmywać to, co stanowi o unikalności marki. 

Najlepsze efekty osiągają firmy, które potrafią zachować spójny rdzeń produktu, jednocześnie elastycznie reagując na lokalne potrzeby. To wymaga bardzo dobrej współpracy działów technologii, sprzedaży i marketingu. 

image

Diagnoza innowacyjności branży kosmetycznej. Co wynika z badania PZPK?

Jakie największe różnice regulacyjne zauważa Pani pomiędzy rynkiem UE a rynkami pozaeuropejskimi (np. Ameryki, Azja) i jak wpływają one na strategię eksportową firmy?

Największą różnicą jest brak jednolitości regulacyjnej poza UE. Podczas gdy Unia Europejska oferuje spójne ramy prawne, rynki takie jak USA czy Azja wymagają indywidualnego podejścia do każdego kraju, a czasem nawet regionu. To bezpośrednio wpływa na strategię eksportową – zmusza producentów do większej elastyczności technologicznej i bardzo dobrego przygotowania dokumentacyjnego. Firmy, które nie mają zaplecza technologicznego, często nie są w stanie skalować eksportu poza Europę. 

Jak Pani ocenia potencjał polskich marek kosmetycznych, jaką mają opinię na świecie? Co z perspektywy eksportu może okazać się największym wyzwaniem (a może i szansą?) w najbliższych latach? Czym polscy producenci mogą konkurować na świecie?

Polskie marki kosmetyczne mają bardzo duży, wciąż niewykorzystany potencjał eksportowy. Są coraz lepiej postrzegane jako producenci oferujący dobrą jakość, nowoczesne składy i rozsądny poziom cen. Największym wyzwaniem będzie dalsze różnicowanie się na tle globalnej konkurencji. Jednocześnie jest to ogromna szansa – polscy producenci mogą konkurować elastycznością, zapleczem technologicznym, szybkością reagowania na trendy i bardzo dobrą znajomością regulacji.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
29.01.2026 14:30
Fenomen Bridgerton i milczenie polskich marek kosmetycznych — jak skorzystać na hitowym serialu?
Czy polscy producenci omijają szansę na doskonałe zarobki?DALL-E

Serial Bridgerton od Netflixa od momentu premiery w 2020 roku pozostaje jednym z największych globalnych hitów platformy streamingowej. Trzeci sezon produkcji w pierwszych tygodniach emisji wygenerował 165,2 mln godzin oglądania i uplasował się w czołówce najpopularniejszych anglojęzycznych tytułów Netfliksa w historii, osiągając 91,9 mln pełnych wyświetleń do początku 2025 roku. Skala ta czyni serial jednym z najbardziej nośnych kulturowo zjawisk ostatnich lat.

Zasięg Bridgerton ma bezpośrednie przełożenie na zachowania konsumenckie. W weekend premiery trzeciego sezonu serial obejrzało 45 mln widzów na całym świecie, co przełożyło się na wzrost zainteresowania estetyką epoki regencji, modą historyczną oraz zapachami i rytuałami inspirowanymi XIX-wieczną arystokracją. Trend ten widoczny jest zarówno w mediach społecznościowych, jak i w strategiach marketingowych globalnych marek beauty.

Popularność serialu przekłada się na silne zainteresowanie konsumentów – w dniach premiery trzeciego sezonu przez weekend obejrzało go 45 mln widzów na całym świecie, co było rekordowym wynikiem w zestawieniach oglądalności Netfliksa.  Ten globalny zasięg i duża liczba osób zafascynowanych estetyką epoki regencji tworzy wymierną wartość marketingową potencjalnych partnerstw licencyjnych.

image

Brytyjska marka stworzyła perfumy we współpracy z... Netflixem. Co było inspiracją?

Marki kosmetyczne i lifestyle’owe na świecie coraz częściej wykorzystują ten potencjał. Przykładowo włoska marka makijażowa Kiko Milano w 2024 r. wprowadziła limitowaną serię makijażu inspirowaną Bridgerton – kolekcja obejmuje osiem produktów dekoracyjnych, w tym cienie do powiek, eyelinery i błyszczyki z motywami graficznymi zaczerpniętymi z serialu. Równolegle Netflix we współpracy z amerykańskim Bath & Body Works wypuścił linię ponad 30 produktów do higieny osobistej inspirowanych motywami z Bridgerton, w pięciu różnych zapachach i z opakowaniami w stylu regencyjnym.  Te strategiczne partnerstwa pokazują, że serial może być efektywnie wykorzystany do budowania sprzedaży i zaangażowania konsumentów poza ekranem.

Inny przykład z rynku perfumeryjnego to brytyjska marka Floral Street, która stworzyła limitowaną wersję perfum Enchanted Masquerade we współpracy z Netflix i Shondaland. Perfumy te, utrzymane w klimacie regencji z dominantą nut kwiatowych i gourmand, dostępne są w formatach 50 ml (99 USD) i 10 ml (35 USD) i odnoszą się bezpośrednio do estetyki serialu. Te przykłady ilustrują, jak globalne brandy beauty potrafią komercjalizować emocjonalny i estetyczny ładunek Bridgerton w produktach fizycznych. Działania te często idą w parze z kampaniami w mediach społecznościowych, angażującymi fanów estetyki regencyjnej i generującymi widoczność marki w kanałach e-commerce oraz retailu.

image

"Emily w Paryżu" to billboard, nie serial; co z tego wynika dla marek kosmetycznych w perspektywie 5. sezonu? [CASE STUDY]

Na tle tych działań polski rynek kosmetyczny pozostaje bierny. Pomimo wysokiej popularności serialu również w Polsce, brak jest przykładów rodzimych marek, które próbowałyby wykorzystać jego estetykę – czy to poprzez oficjalne collaby, czy działania pośrednie. To istotna luka, szczególnie w kontekście rosnącej konkurencji i potrzeby wyróżnienia się w segmencie beauty.

Jednocześnie korzystanie z fenomenu Bridgerton nie musi oznaczać wchodzenia w obszar licencji Netfliksa. Prawo autorskie chroni konkretne nazwy, postacie, scenariusze i elementy identyfikacyjne, ale nie chroni ogólnych trendów kulturowych ani estetycznych inspiracji. Otwiera to przestrzeń do działań legalnych, a jednocześnie marketingowo skutecznych.

  • Pierwszym bezpiecznym obszarem jest trend estetyczny „regencycore”, który funkcjonuje niezależnie od samego serialu. Inspiracje epoką regencji – pastelowe kolory, perły, kwiaty, gorsety, klasyczne nuty zapachowe (róża, fiołek, irys, bergamotka) – mogą być wykorzystywane w komunikacji, projektach opakowań czy limitowanych kolekcjach sezonowych bez jakichkolwiek odniesień do Bridgerton jako marki.
  • Drugim kierunkiem są narracje historyczne i sensoryczne. Polskie marki mogą opowiadać o „rytuałach pielęgnacyjnych arystokracji XIX wieku”, „zapachach salonów europejskich” czy „wieczornej toaletce damy z początku XIX wieku”. Tego typu storytelling bazuje na historii i kulturze, a nie na chronionym IP, a jednocześnie rezonuje z odbiorcami zafascynowanymi serialową estetyką.
  • Trzecia możliwość to kampanie contentowe i edukacyjne, np. artykuły, materiały wideo lub współprace z ekspertami, które pokazują, jak wyglądały kosmetyki, perfumy i makijaż 200 lat temu – zestawione z ich współczesnymi odpowiednikami. Takie działania mogą generować wysokie zasięgi organiczne, szczególnie w social mediach i mediach branżowych, bez ryzyka naruszenia praw autorskich.
  • Wreszcie, marki mogą sięgać po współprace z influencerami i twórcami estetycznymi, którzy już funkcjonują w nurcie „romantic vintage”, „historical beauty” czy „cottagecore”. Tego typu twórcy nie odnoszą się bezpośrednio do serialu, ale do szerokiego kontekstu kulturowego, który Bridgerton jedynie spopularyzował.
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
02. luty 2026 10:43