StoryEditor
Rynek i trendy
20.02.2014 00:00

Kto zatrzyma dyskonty?

W 2014 roku zniknie z rynku 8 tys. tradycyjnych sklepów, w tym samym czasie powstanie 400 nowych dyskontów – takie są najnowsze prognozy dotyczące sektora handlu w Polsce. Drogerie znajdują się wśród najbardziej zagrożonych. Drobni kupcy i organizacje samorządowe biją na alarm. „W obronie polskiego handlu” ożywili się też politycy. Podstawowe pytanie brzmi jednak, czy awantura o dyskonty przyniesie jakiekolwiek efekty, poza szumem medialnym.

Polska Izba Handlu 15 stycznia br. skierowała do premiera, marszałków sejmu i senatu oraz przewodniczących klubów parlamentarnych pismo z apelem o działania w sprawie niekontrolowanego rozwoju dyskontów, które zaburzają równowagę w polskim handlu detalicznym.
– Na rynku potrzebne są wszystkie formaty handlu, nie możemy zawężać pola wyboru konsumentowi, nie możemy doprowadzić do sytuacji, gdy nie będzie sklepów innych niż dyskonty – a do tego obecnie zmierzamy. Dzisiejsza sytuacja na polu handlu jest przez nas oceniana jako prowadząca do monopolizacji i asymetrii, ponieważ nie jest normalnym, gdy np. w miejscowości liczącej niecałe 17 tys. mieszkańców znajduje się pięć sklepów dyskontowych, a mniejsze placówki bez szans na konkurowanie upadają. Jest to przykład Olecka, jednak takich miast jest w Polsce wiele – ocenia Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlu.
To nie są bezpodstawne stwierdzenia. Z danych instytutu badawczego Nielsen wynika, że w Polsce co 32 godziny otwiera się nowy dyskont. W 2007 roku na milion mieszkańców przypadały 32 dyskonty, w 2013 już 79. Instytut Market Side podaje przykład 56-tysięcznego Raciborza. Tu zadomowiło się aż 11 dyskontów, a obok nich również Auchan, Kaufland, Tesco, E. Leclerc. Najwięcej dyskontów działa w województwie śląskim, najszybciej przybywa ich w województwach łódzkim, małopolskim, pomorskim i mazowieckim. Najsłabiej rozwinęły się w województwach świętokrzyskim i lubelskim, gdzie jest wysoki odsetek wiejskiej ludności. – Szacujemy, że przy zachowaniu obecnych trendów i preferencji konsumenckich w 2015 roku będzie działało ponad 4 tys. dyskontów. Docelową wielkość rynku dyskontów w Polsce oceniamy na 5 tys. – mówił Maciej Bartmiński, prezes Market Side, podczas Forum Branży Kosmetyczno--Chemicznej zorganizowanego w październiku ub.r. przez „Wiadomości Kosmetyczne”. Prawdopodobnie ten proces będzie jednak postępował szybciej.
Bankructwa liczone w tysiącach
Według danych GUS za 2012 r. (opublikowanych w październiku 2013 r.) w Polsce mamy 375 tys. sklepów. Co roku upada kilka tysięcy, przede wszystkim tych drobnych, tzw. tradycyjnych.
Ostatnie prognozy podane przez Euromonitor International są zatrważające. W 2014 roku, według tej agencji badawczej, zjawisko ma przybrać na sile, z rynku zniknie 8 tys. placówek. W tym samym czasie może powstać ponad 400 nowych dyskontów. Tylko Biedronka zapowiada otwarcie 300 kolejnych, również w małych formatach, poniżej 200 mkw., które mają ułatwić sieci wejście do miast, gdzie brakuje odpowiednio dużych lokalizacji (teraz średnia powierzchnia Biedronki to 650 mkw.). Inni dyskonterzy też nie zamierzają oddać pola konkurencji. Jak podaje „Gazeta Prawna”, sieć Netto, która w 2013 r. otworzyła 38 dyskontów, w tym roku chce dodać kolejnych 50. Kaufland chce uruchamiać przynajmniej 5 nowych placówek co kwartał, ma ich obecnie ponad 170. W ubiegłym roku 40 nowych punktów otworzył Lidl, w tym roku zamierza utrzymać to tempo. Ma już ponad 500 sklepów.
– Potrzebne jest sporządzanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego – uwzględniających zrównoważony rozwój wszystkich formatów handlu oraz niezbędne jest przeprowadzanie analiz wpływu nowo powstałych i planowanych podmiotów handlu na rynek lokalny – przekonuje Waldemar Nowakowski w komunikacje rozesłanym do mediów. – Przyczyni się to do ożywienia rozwoju gospodarczego, zwłaszcza na szczeblu regionalnym, ponieważ zagwarantuje to m.in. wpływy z podatków płaconych lokalnie, większą stabilność i dywersyfikację zatrudnienia oraz przyczyni się do rewitalizacji centrów miast. Jeżeli obecnie nie zatroszczymy się o formę polskiego handlu, postawimy wkrótce nas samych i przyszłe pokolenia w sytuacji braku możliwości dokonywania swobodnych wyborów konsumenckich – podkreśla prezes Izby. 
Jak uratować polski handel?
Polska Izba Handlu uważa, że niezbędne jest otwarcie debaty społecznej, skutkującej konkretnymi działaniami legislacyjnymi, które zapewnią zrównoważony rozwój sklepom i sieciom wszystkich formatów. Ten pomysł popierają detaliści, ale oczekują konkretów. – Ta debata powinna mieć przewodnie hasło – nie czy, lecz JAK uratować polski handel – mówi Jerzy Kwiatkowski, właściciel Kosmeterii „Renata” i członek Rady Sieci Kosmeteria zrzeszającej na zasadzie franczyzy ponad 100 placówek. – W takich działaniach trzeba upatrywać interesu kraju i jego mieszkańców. Trzeba spojrzeć na ten temat dużo szerzej, stworzyć strategię dla polskiego handlu, warunki i szansę rozwoju dla polskich przedsiębiorców – przekonuje. – Rozwój zachodnich sieci handlowych i dyskontów okazał się dla nas wyniszczający. Producenci, widząc co się dzieje, szukają zbytu gdziekolwiek i za wszelką cenę. Widzą, że detal się kurczy i zamiast go wspierać, żeby dla swoich biznesów mieć alternatywę, opuścili nas. A przede wszystkim całkowicie brakuje polityki państwa, mamy w tym temacie „wolną amerykankę” – podkreśla Jerzy Kwiatkowski.
Lody obojętności jednak puściły, albo temat dyskontów zrobił się nośny, bo politycy coraz chętniej zabierają na ten temat głos. Solidarna Polska chce, by wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński poinformował, ile w Polsce jest hipermarketów i dyskontów, gdzie i jakie płacą podatki oraz czy nie omijają polskich przepisów podatkowych. Politycy Solidarnej Polski chcą też wiedzieć, jakie działania na rzecz wspomagania konkurencyjności polskich przedsiębiorstw podjął lub chce podjąć polski rząd.
9 stycznia br., podczas konferencji prasowej zwołanej w Sejmie, szef klubu SP Arkadiusz Mularczyk podkreślał, że hipermarkety i sieci odprowadzają podatki przede wszystkim za granicą, zamiast wesprzeć polską gospodarkę, a drobni sklepikarze, płacący podatki w Polsce nie są w stanie obniżyć cen do tego stopnia, by konkurować z wielkimi sieciami. Poseł SP Andrzej Romanek grzmiał, że państwo „przegrało bitwę o polski handel”.
Konsekwencje nie tylko dla handlu
Sami detaliści jeszcze się nie poddają. To dla nich nie jest przegrana bitwa. Chcą debaty proponowanej przez Polską Izbę Handlu. – Jest jak najbardziej zasadna, szkoda tylko, że dopiero dzisiaj podejmuje się takie działania – mówi Teresa Jonas, prezes franczyzowej sieci Drogerie Polskie, skupiającej około 300 sklepów. – W każdym czasie handel tradycyjny powinien walczyć o udziały rynkowe, które w naszej branży dla wielu wiodących producentów są nadal znaczące – zaznacza.
Za debatą stanowczo opowiada się Krzysztof Rejman, dyrektor franczyzowej sieci Kosmeteria-Eksperci Urody. – Polacy powinni się dowiedzieć, jakie konsekwencje czy zagrożenia czyhają na polskich konsumentów i właścicieli małych, ale też i wielkich przedsiębiorstw oraz ich pracowników, bo tak naprawdę kwestia właściwych proporcji w handlu, równowagi, o której mówi prezes Polskiej Izby Handlu, ma bardzo szerokie konsekwencje dla pozostałych sektorów gospodarki, z czego mało kto zdaje sobie sprawę – podkreśla. – Taka debata może też uświadomić i pobudzić do działania tych, którzy mają dzisiaj władzę i wpływ na zmiany, ale z różnych powodów nie uznali do dzisiaj, że są one niezbędne. Debata powinna zawierać wszelkie analizy, które mogą pokazać prawdziwy, obiektywny stan rzeczy, jakie konsekwencje dla wszelkich formatów sklepów mają dyskonty i jakie konsekwencje rodzą dla całej gospodarki – co jest dobre, bo na pewno są takie obszary, a co jest z pewnością złe – mówi Krzysztof Rejman.
Teresa Stachnio, wiceprezes sieci drogerii Jasmin jest pewna, że debata na temat niekontrolowanego rozwoju dyskontów jest konieczna i powinna być poparta aktywnościami lokalnych przedsiębiorców. – Wydaje się, że jeśli będziemy umieli pokazać siłę naszego detalicznego handlu – nowoczesnego z tradycjami – to powinno doprowadzić do planowania modelu zagospodarowania powierzchni handlowych i ustaleń modelu handlowego – komentuje.
Coraz niższe ceny, znikome marże
Zaburzenie równowagi rynkowej poprzez zaniżanie cen, to działa wytaczane przez innych uczestników handlu przeciwko dyskontom, ale i producentom. – Dyskonty są obecnie największym zagrożeniem dla lokalnego handlu, w tym drogeryjnego. Obniżają drastycznie ceny na produkty, najczęściej koncernowe w innych opakowaniach i gramaturach niż są dostępne w innych sieciach. To dezorientuje klientów, którzy już nie wiedzą, czy dany produkt jest w dobrej cenie, czy nie, zawsze jutro oferta może być jeszcze lepsza – mówi Teresa Stachnio.
Producentom drobni detaliści zarzucają, że gonią za szybkim zyskiem, bez względu na konsekwencje. Wśród głównych grzechów wymieniają krótkowzroczne działanie, brak polityki cenowej, nierówne traktowanie odbiorców. Jak mówią, ceny produktów są coraz niższe, marże znikome, promocje obowiązują na 70 proc. asortymentu w sklepach, różnice pomiędzy produktami z półki ekonomicznej a premium są coraz mniejsze – nie wiadomo, co markowe, co dyskontowe. Zauważają, że w dyskontowej formule handlu nie ma miejsca na szeroką ofertę, na lokalne produkty, co jest niekorzystne i dla handlu i dla samych producentów. Ta zabójcza pogoń zdaje się prowadzić donikąd – przekonują.
Czy producent może zrezygnować z dyskontu?
Z drugiej strony trzeba pamiętać o nastrojach społecznych – 83 proc. Polaków twierdzi, że gospodarka znajduje się obecnie w recesji. 90 proc. uważa, że jest zła sytuacja na rynku pracy, 70 proc. negatywnie 
 ocenia stan swoich finansów, 75 proc. uważa, że to nie jest dobry czas na zakup dóbr – pokazują dane Nielsena. Zdaje się, że producenci nie mają wyjścia. Nawet firmy obecne dotychczas tylko w segmencie premium starają się wprowadzać tańsze marki, żeby wejść z nimi na masowy rynek i sprzedawać. Tradycyjny rynek się kurczy. Dyskonty zapewniają obrót, którego potrzebują. – Biedronka podczas jednorazowej, dwutygodniowej akcji typu „in-out” sprzedaje 200 tys. sztuk danego produktu, a rynek tradycyjny taką samą ilość kupuje w ciągu 6 miesięcy. To pokazuje, jaka jest siła dyskontów – mówi jeden z producentów obecny ze swoimi kosmetykami w obu kanałach sprzedaży. Z oczywistych względów chce pozostać anonimowy. – Oczywiście marża wypracowana przez producenta w Biedronce jest dużo mniejsza niż na rynku tradycyjnym. Są też długie 60-90-dniowe terminy płatności. Tyle się czeka na pieniądze za to, co Biedronka sprzeda w ciągu dwóch tygodni. Na rynku tradycyjnym terminy są krótsze – dodaje. Dlaczego więc rynek tradycyjny ma takie kłopoty? – pytamy. – Dyskonty zmieniły politykę asortymentową. Jeszcze dwa lata temu skupiały się na własnych markach. Dziś oferują dobre, markowe kosmetyki. Jeśli klient może więc kupić w dyskoncie kosmetyki znanych marek o 30-40 procent taniej niż w drogeriach, to handel tradycyjny przestaje być wiarygodny – tłumaczy nasz rozmówca. Zarazem przyznaje, że ta droga prowadzi donikąd, bo zdanie się na dyskonty może doprowadzić do tego, że za chwilę producent zamiast 200 produktów w portfolio będzie miał 20 najlepiej rotujących. – A jak jego konkurent obniży cenę o złotówkę, to z tych 20 zrobi mu się 10, bo trzeba pamiętać, że kupcy w dyskontach wprowadzają element rywalizacji pomiędzy producentami. Liczy się, kto da najtańszą ofertę – dodaje. Czy w takim razie producent może pozwolić sobie na zrezygnowanie z dyskontów?
– Moim zdaniem nie. Rynek tradycyjny ma wartość „x”, na którą pracujesz 12 miesięcy. A skoro 4 akcje w Biedronce robią ci połowę tego „ x”, to zastanawiasz się, po co pakować się w zatrudnianie przedstawicieli handlowych, w negocjacje z hurtowniami? Tu szalę przeważa wartość tego jednorazowego obrotu, który można zrobić z dyskontem – mówi nasz rozmówca. Trzeba też dodać - odnosząc się do argumentu nierównego traktowania partnerów handlowych - że producent nie może narzucać swoim odbiorcom cen, za jakie ci zaoferują je klientom. To prawnie zakazane. To nie on decyduje więc, za ile dyskont wystawi towar na sprzedaż, a taka sieć jak Biedronka może sobie pozwolić na zrezygnowanie z własnej marży i sprzedaż w cenach detalicznych niższych niż hurtowe w handlu tradycyjnym.
Czy producenci mogą liczyć na zrozumienie? – Żyjemy w gospodarce rynkowej, co oznacza, ze każdy biznes szuka dla siebie najlepszych możliwości na rozwój – a bez zysku nie ma na niego szans – komentuje Krzysztof Rejman, dyrektor sieci Kosmeteria. – Nigdy nie będę winił producenta, że zachowuje się tak czy inaczej – on ma prawo podejmować wszelkie decyzje, które dla jego biznesu będą najkorzystniejsze, z pełnymi konsekwencjami dla niego, jak i pracowników, których zatrudnia. I w tym obszarze zawiera się jego odpowiedzialność. Na tym też polega gra rynkowa, że każdy, kto bierze w niej udział, pragnie wygrać i zapewnić sobie najbardziej bezpieczną i stabilną przyszłość. Natomiast ustalanie zasad tej gry, to już domena i odpowiedzialność państwa i jego agend. Ewidentnie widać, że gra, która toczy się aktualnie w handlu w Polsce, zmienia go bardzo dynamicznie – jedni bardzo zyskują, inni bardzo tracą. Jeszcze nie tak dawno to hipermarkety były najbardziej przyciągającym konsumentów formatem sklepów, dzisiaj są to ewidentnie dyskonty – i jedne, i drugie, mają wpływ na „kurczenie” się indywidualnych, małopowierzchniowych sklepów detalicznych. A to na pewno nie jest w interesie społecznym – dodaje Krzysztof Rejman.

Co na to konsumenci?

Polacy chcą kupować tanio, bo na drożej ich nie stać. W większości nie analizują, skąd biorą się niskie ceny, nie kierują się lokalnym patriotyzmem. Jeśli sami nie prowadzą biznesu, nie rozumieją zachodzących tu zależności. Krytykują doniesienia o próbach regulacji rynku przez inicjatywy społeczne lub rządowe. I są bezlitośni w swoich ocenach.
„Nie wiem, czy politykom to wyjdzie na zdrowie – może i zyskają poparcie paru czy parunastu tysięcy drobnych kupczyków, ale zrażą do siebie miliony klientów dużych sklepów, którzy chcą kupować w dyskontach i supermarketach, bo tam jest po prostu taniej”.
„Czy chcecie walczyć z sieciami w interesie sklepikarzy, ale WBREW interesom większości Polaków?”
„Jest wolny rynek, jeżeli do kogoś trafia oferta małych sklepów, to tam kupuje. Jeżeli nie, to sklepy muszą zmienić ofertę albo się zwinąć. Jak ze wszystkim”.
„Nie było sklepów, było źle, teraz są i też jest źle. Co będzie, jak te Kauflandy, Tesco, Lidle, Auchany, Biedronki... wrócą tam, skąd przyszły? Będzie lepiej?” – to tylko przykłady wpisów na wyborcza.pl pod artykułem dotyczącym planowanej walki z sieciami handlowymi, dyskontami i handlem w niedziele.
Szczególnego znaczenia nabierają wobec takich nastrojów społecznych wysiłki zmierzające do konsolidacji polskiego handlu i zbudowania mocnych, polskich sieci drogeryjnych. – Nie możemy tylko narzekać, że handel tradycyjny upada, trzeba podjąć konkretne wyzwania, aby to zmienić. Sieci działające w rynku tradycyjnym silne będą wtedy, kiedy będą w stanie spełnić oczekiwania producentów i konsumentów. Tylko dobrze zorganizowany model biznesowy będzie w stanie skutecznie konkurować z dyskontami, i nie tylko z nimi – podkreśla Teresa Jonas, prezes franczyzowej sieci  Drogerie Polskie.
Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
02.10.2026 15:43
Enzymy w detergentach zyskują na znaczeniu. Rynek ma rosnąć dzięki ekologii i technologii
Kapsułki z detergentem do prania.Mouse family/Shutterstock

Rosnące zapotrzebowanie na biodegradowalne środki czyszczące, rozwój technologii wieloenzymatycznych i zastosowanie detergentów enzymatycznych w ochronie zdrowia zwiększają znaczenie tej kategorii. Według Market Growth Reports globalny rynek detergentów enzymatycznych może wzrosnąć z 424,02 mln dol. w 2026 r. do 717,07 mln dol. w 2035 r., przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) na poziomie 6,2 proc. Dane zawarte w materiale wskazują jednak na różne wartości bazowe rynku, zależnie od przyjętej definicji kategorii.

Detergenty enzymatyczne są kategorią środków czyszczących, w których za rozkładanie określonych rodzajów zabrudzeń odpowiadają enzymy, m.in. proteazy, amylazy, lipazy czy celulazy. Ich zastosowanie obejmuje zarówno gospodarstwa domowe, jak i sektor medyczny, przemysł oraz laboratoria. W ostatnich latach rozwój tej kategorii jest powiązany przede wszystkim z poszukiwaniem skutecznych środków czyszczących, które jednocześnie pozwalają ograniczać wykorzystanie agresywnych substancji chemicznych.

Według jednego z ujęć przedstawionych w analizie globalny rynek detergentów enzymatycznych był wart w 2024 r. około 3,2 mld dol. i ma osiągnąć 5,8 mld dol. w 2030 r. Inne dane zawarte w materiale odnoszą się do węższej kategorii i wskazują na wartość 1,5 mld dol. globalnego rynku enzymów detergentowych w 2024 r. Jeszcze inna prognoza zakłada wzrost rynku detergentów enzymatycznych z 424,02 mln dol. w 2026 r. do 717,07 mln dol. w 2035 r. przy CAGR 6,2 proc. Różnice wskazują na odmienne zakresy analizowanych segmentów i definicje rynku.

Szpitale głównym odbiorcą

Największym obszarem zastosowania detergentów enzymatycznych pozostaje ochrona zdrowia. Z przedstawionych danych wynika, że szpitale odpowiadały w 2024 r. za 60,18 proc. udziału w rynku według zastosowania. Produkty enzymatyczne wykorzystywane są m.in. do mycia narzędzi chirurgicznych i endoskopów, czyli na etapie poprzedzającym właściwą dezynfekcję lub sterylizację.

W szerszej segmentacji zastosowania medyczne i związane z ochroną zdrowia odpowiadały za około 54 proc. globalnego rynku, podczas gdy zastosowania gospodarstwa domowego stanowiły około 29 proc. popytu. W USA około 38 proc. całkowitego popytu na detergenty enzymatyczne ma pochodzić z zastosowań w ochronie zdrowia.

image

Rozporządzenie 2026/405 w sprawie detergentów – nowy etap regulacji środków powierzchniowo czynnych

Znaczenie segmentu medycznego wiąże się z właściwościami enzymów. Proteazy mogą rozkładać pozostałości białkowe, amylazy – skrobię, a lipazy – tłuszcze. Pozwala to projektować preparaty przeznaczone do usuwania różnych rodzajów zanieczyszczeń organicznych.

Rozwijane są przy tym formulacje zawierające kilka enzymów. Detergenty dwuenzymatyczne odpowiadały w 2024 r. za 51,15 proc. rynku według typu produktu, co czyniło je największym segmentem. Najczęściej łączą one proteazę i amylazę. Jednocześnie najszybciej rozwijającą się kategorią mają być detergenty wieloenzymatyczne, zawierające trzy lub więcej enzymów.

To właśnie technologie wieloenzymatyczne są jednym z istotnych kierunków prac badawczo-rozwojowych. Według przedstawionych danych około 42 proc. działań związanych z rozwojem produktów koncentruje się na technologiach wykorzystujących wiele enzymów. Ich celem jest zwiększenie skuteczności preparatów wobec różnych rodzajów zabrudzeń oraz umożliwienie ich stosowania w większej liczbie procesów czyszczenia.

Ekologia wpływa na formulacje

Drugim ważnym czynnikiem rozwoju kategorii jest presja na ograniczanie wpływu środków czyszczących na środowisko. Około 66 proc. zainteresowania rynkowego ma koncentrować się na biodegradowalnych i bardziej przyjaznych środowisku detergentach. Z kolei około 46 proc. producentów ma rozwijać formulacje biodegradowalne i pozbawione fosforanów.

Ważnym kierunkiem są również produkty skoncentrowane. Według danych zawartych w analizie około 41 proc. producentów pracuje nad skoncentrowanymi i oszczędzającymi wodę formulacjami. W przypadku detergentów enzymatycznych może to oznaczać jednoczesne ograniczenie ilości produktu potrzebnego do wykonania procesu czyszczenia oraz zmniejszenie udziału wody w formule i transporcie.

Kategoria korzysta również z rozwoju enzymów pochodzenia biologicznego. Rynek enzymów bio-pochodnych stosowanych w detergentach ma osiągnąć wartość 3,14 mld dol. do 2032 r. Rozwój tego segmentu jest związany zarówno z oczekiwaniami konsumentów dotyczącymi produktów o niższym wpływie środowiskowym, jak i z presją regulacyjną dotyczącą składu i oddziaływania środków czyszczących.

image

Polacy na zakupach chemii domowej. Absolutna dominacja dyskontów!

W 2024 r. około 48 proc. nowych produktów miało obejmować biodegradowalne formulacje o ograniczonej zawartości substancji chemicznych. Jednocześnie około 42 proc. inwestycji miało być kierowanych na poprawę stabilności enzymów i zwiększenie ich skuteczności.

Niższa temperatura, większa skuteczność

Jedną z potencjalnych przewag technologii enzymatycznych jest możliwość skutecznego usuwania części zabrudzeń w niższych temperaturach. Ma to znaczenie szczególnie w segmencie detergentów do prania oraz środków stosowanych w gospodarstwach domowych.

Według przedstawionych danych około 51 proc. konsumentów preferuje produkty enzymatyczne do prania i sprzątania ze względu na skuteczność usuwania plam oraz możliwość czyszczenia w niższej temperaturze. Około 47 proc. preferencji konsumenckich ma być związanych właśnie ze skutecznością usuwania zabrudzeń i działaniem w niskich temperaturach.

Największą część rynku produktowego stanowią natomiast detergenty enzymatyczne w płynie – około 51 proc. preferencji produktowych. Ich popularność wiązana jest z wygodą stosowania i możliwością uzyskania odpowiedniego stężenia preparatu w zależności od zastosowania.

Jednocześnie technologia enzymatyczna ma ograniczenia. Enzymy są szczególnie skuteczne wobec zabrudzeń organicznych, natomiast mogą być mniej przydatne w przypadku osadów mineralnych czy rdzy. Ich działanie zależy również od temperatury i pH. Oznacza to konieczność precyzyjnego projektowania formulacji pod kątem konkretnego zastosowania.

Problemem pozostają także koszty. Około 53 proc. presji kosztowej na rynku ma być związane z ceną formulacji i produkcji enzymów. Procesy biotechnologiczne wymagane do ich wytwarzania są bardziej złożone niż produkcja części tradycyjnych składników detergentowych.

image

74 proc. konsumentów zwraca uwagę na zrównoważony rozwój. Detergenty enzymatyczne zyskują na znaczeniu

Kolejne ograniczenia dotyczą stabilności produktu. Około 36 proc. barier adopcji ma być związanych z przechowywaniem oraz krótszym okresem przydatności części formulacji. Z kolei około 42 proc. konsumentów deklaruje obawy dotyczące potencjalnej wrażliwości skóry i reakcji alergicznych.

Ameryka Północna liderem, Azja-Pacyfik rośnie

Pod względem geograficznym największy udział w rynku ma Ameryka Północna. Według danych zawartych w materiale region odpowiada za około 37 proc. globalnego popytu. Dominującą pozycję zajmują Stany Zjednoczone, gdzie znaczenie detergentów enzymatycznych wynika m.in. z wymogów dotyczących higieny w placówkach medycznych oraz rozwoju technologii czyszczenia.

Około 63 proc. procesów sterylizacji i czyszczenia instrumentów szpitalnych w USA ma obecnie wykorzystywać detergenty enzymatyczne. Jednocześnie zastosowania medyczne odpowiadają za około 38 proc. krajowego popytu na tę kategorię.

Europa pozostaje istotnym rynkiem dzięki rozwiniętej infrastrukturze ochrony zdrowia oraz regulacjom środowiskowym wspierającym stosowanie biodegradowalnych środków czyszczących. Wśród głównych rynków wymieniane są Niemcy, Francja i Wielka Brytania.

Najwyższą dynamikę wzrostu ma natomiast wykazywać region Azji-Pacyfiku. Jego udział w globalnym popycie szacowany jest na około 33 proc. Rozwój rynku wspierają inwestycje w ochronę zdrowia, urbanizacja oraz rosnąca świadomość dotycząca higieny gospodarstw domowych. Szczególnie istotne są Chiny, Indie i Japonia.

Dla producentów enzymów i detergentów oznacza to możliwość rozwoju zarówno w segmencie profesjonalnym, jak i konsumenckim. Jednocześnie wejście na rynki medyczne wiąże się z koniecznością spełnienia wymogów dotyczących bezpieczeństwa, skuteczności i zgodności produktów z lokalnymi regulacjami.

Inwestycje w biotechnologię

Rozwój rynku przekłada się na inwestycje w technologie enzymatyczne. Według danych przedstawionych w analizie w 2024 r. na badania i rozwój technologii enzymatycznych na świecie przeznaczono ponad 420 mln dol. Środki kierowane są m.in. na zwiększenie stabilności enzymów, poprawę ich aktywności w różnych temperaturach i zakresach pH oraz opracowywanie nowych kombinacji enzymatycznych.

image

UOKIK: Skontrolowano oznakowania detergentów, 16 proc. partii z nieprawidłowościami

Około 45 proc. inwestycji strategicznych ma być związanych z zaawansowanymi badaniami nad enzymami i technologiami zrównoważonego czyszczenia. Z kolei około 37 proc. aktywności partnerskiej koncentruje się na rozwiązaniach dla zrównoważonego czyszczenia w ochronie zdrowia i przemyśle.

Na konkurencyjnym rynku działają zarówno globalne firmy z sektora chemicznego i biotechnologicznego, jak i wyspecjalizowani producenci środków do zastosowań medycznych. Wśród wymienianych przedsiębiorstw znajdują się m.in. Ecolab, Getinge, Ruhof, Lion Corporation i Micro-Scientific. Około 57 proc. rynku ma być skoncentrowane w rękach ugruntowanych przedsiębiorstw z branży chemicznej i biotechnologicznej, podczas gdy około 39 proc. wzrostu konkurencji ma pochodzić od regionalnych producentów ekologicznych detergentów.

Dla sektora kosmetycznego rozwój tej technologii jest istotny przede wszystkim jako element szerszego trendu w kierunku biodegradowalnych składników, niższych temperatur procesów mycia, koncentratów i formulacji o ograniczonym wpływie środowiskowym. Jednocześnie dane dotyczące rynku detergentów enzymatycznych należy interpretować z uwzględnieniem różnic w definicjach kategorii – przedstawione prognozy obejmują bowiem różne zakresy produktowe, od samych enzymów detergentowych po szerzej definiowany rynek gotowych detergentów enzymatycznych.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
01.10.2026 12:24
Najpierw Boo Basket, potem Halloween. Jesienne trendy napędzają sprzedaż kosmetyków
Jesień zaczyna się na TikToku. Tak rodzi się nowy sezon beautyInstagram

Halloween przez lata pozostawało w polskim handlu raczej pojedynczym wydarzeniem. Dziś coraz trudniej patrzeć na nie wyłącznie przez pryzmat jednego wieczoru i sprzedaży kostiumów czy słodyczy. W beauty jesień zaczyna działać jak osobny sezon sprzedażowy, a Halloween jest tylko jednym z jego punktów kulminacyjnych. Wcześniej pojawiają się jesienne trendy makijażowe, zapachy kojarzone z "cozy season”, powrót do intensywniejszej pielęgnacji i coraz popularniejszy w mediach społecznościowych trend Boo Basket.

W tym artykule przeczytasz:

  • „Code Orange” pokazuje, że Halloween zaczyna się wcześniej
  • Jesienny reset zaczyna się od pielęgnacji
  • Potem zmienia się kolor półki...
  • Czym jest Boo Basket?
  • Jesień pachnie wanilią, cynamonem i pumpkin spice
  • Halloween jako mini-peak w większym Golden Quarter
  • Nie każdy jesienny trend będzie kolejnym Black Friday
  • Magazyn też musi być gotowy na „spooky season”

„Code Orange” pokazuje, że Halloween zaczyna się wcześniej

Dobrym przykładem jest trend „Code Orange”, który rozprzestrzenił się w mediach społecznościowych. Hasło służy użytkownikom do sygnalizowania, że w sklepach pojawiły się już produkty związane z Halloween, jesienią i tzw. spooky season. Sam moment wprowadzenia sezonowego asortymentu staje się więc treścią, którą konsumenci wyszukują, nagrywają i udostępniają.

Na początku września na TikToku znajdowało się już 128,1 tys. postów z hashtagiem #CodeOrange, a na Instagramie 255 tys. postów oznaczonych „Code Orange”.

Media społecznościowe potrafią dziś skrócić drogę między odkryciem produktu a zakupem. Użytkownik widzi, że dany sklep wprowadził jesienną kolekcję, kosmetyki w halloweenowych opakowaniach albo nowe zapachy, przekazuje tę informację dalej, a zainteresowanie kolejnymi produktami zaczyna narastać.

W przypadku beauty sezonowość nie ogranicza się przy tym do produktów z nadrukowanymi dyniami czy kosmetyków do charakteryzacji.

Jesienny reset zaczyna się od pielęgnacji

Zmiana sezonu oznacza również zmianę potrzeb skóry. Po lecie konsumenci mogą szukać bardziej odżywczych kremów, łagodniejszych produktów oczyszczających i kosmetyków wspierających barierę hydrolipidową. Do jesiennej pielęgnacji pasują składniki takie jak ceramidy, gliceryna czy kwas hialuronowy, a wraz z mniejszą ekspozycją na słońce część konsumentów wraca także do produktów zawierających retinoidy.

Równolegle rośnie zainteresowanie zabiegami profesjonalnymi odpowiadającymi na problemy, które stają się bardziej widoczne po lecie – przesuszenie, utrata blasku czy skutki ekspozycji na słońce.

image

Pumpkin spice wraca. Jak marki i drogerie mogą wykorzystać jesienny trend?

Potem zmienia się kolor półki...

Jesień przynosi również wyraźną zmianę w makijażu. Na półkach pojawiają się odcienie miedzi, bordo, śliwki, jagodowych czerwieni i głębokiego brązu. Cięższe, jesienne kolory nie muszą jednak oznaczać mocnego makijażu. Popularność zyskują również transparentne i lekkie wykończenia, które pozwalają wprowadzić jesienną paletę do codziennego makijażu.

Media społecznościowe dokładają do tego kolejne mikrotrendy. Przykładem może być „eyemaxxing”, w którym kolorystyka makijażu oczu jest dobierana m.in. pod kątem koloru tęczówki. Brązy i miedzie są często wykorzystywane przy niebieskich oczach, a śliwki, burgundy i głębokie fiolety przy zielonych.

Każdy z tych trendów może generować popyt na inne produkty. Jeden konsument będzie szukał nowego cienia do powiek, inny pomadki w kolorze burgundu, a jeszcze inny palety, którą można wykorzystać do stworzenia halloweenowego looku.

Czym jest Boo Basket?

Do tego sezonowego miksu dochodzi jeszcze jeden trend, który mocno wykorzystuje potencjał kategorii beauty – Boo Basket.

Idea jest prosta, zamiast jednego dużego prezentu przygotowuje się jesienny koszyk pełen drobnych upominków. Mogą znaleźć się w nim słodycze, świece, skarpetki czy kubek, ale bardzo często także kosmetyki – produkty do kąpieli, maseczki, balsamy do ciała, produkty do włosów, makijaż czy zapachy. 

 

 

Boo Basket nie jest propozycją prezentu na konkretną okazję jak np. Święta Bożego Narodzenia czy Walentynki. Jest po prostu prezentem "na jesień", często dawanym bez większego powodu. Nie ogranicza go też płeć. Jesienne koszyki dla mężczyzny - chłopaka, brata czy ojca stają się równie popularne co damskie wersje. Jego siła tkwi również w samej formie. Koszyk jest przygotowywany indywidualnie, fotografowany i publikowany w mediach społecznościowych. Pojedyncze produkty zaczynają funkcjonować więc nie tylko jako kosmetyki, ale również jako element większej, wizualnej kompozycji. 

 

 

To szczególnie korzystne dla produktów o niższej i średniej cenie. Nie trzeba kupować drogiego zestawu prezentowego – można skomponować własny koszyk z kilku produktów, które razem tworzą gotowy prezent.

W przypadku beauty dobrze sprawdzają się tu kosmetyki o wyraźnym zapachu, atrakcyjnym opakowaniu lub kojarzące się z jesienią. Wanilia, cynamon, dynia, karmel czy korzenne nuty wpisują się w szerszy trend „cozy season”, który w mediach społecznościowych buduje zainteresowanie jesiennymi rytuałami. Boo Basket może więc dodatkowo wydłużać sezon zakupowy. 

Jesień pachnie wanilią, cynamonem i pumpkin spice

Zapachy są zresztą jednym z segmentów, które szczególnie dobrze wykorzystują jesienną narrację.

Po letnich, świeżych i cytrusowych kompozycjach konsumenci zaczynają szukać zapachów cieplejszych i bardziej otulających. Pumpkin spice, wanilia, chai, cynamon czy inne korzenne nuty wpisują się w estetykę „cozy season”. Trend może przechodzić między kategoriami. Ten sam konsument może zainteresować się perfumami o waniliowym zapachu, a następnie sięgnąć po balsam do ciała, żel pod prysznic czy świecę utrzymane w podobnej nucie.

image

French Touch 2026: kosmetyki i salony fryzjerskie w jesiennej akcji promocyjnej

Halloween jako mini-peak w większym Golden Quarter

W tym kontekście Halloween można traktować jako mini-peak w ramach szerszego okresu wzmożonego handlu.

Tradycyjny kalendarz retailowy ma dobrze znane punkty kulminacyjne: Black Friday, Cyber Monday i okres przedświąteczny. W beauty pomiędzy nimi pojawia się jednak coraz więcej mniejszych momentów, które mogą wygenerować krótkotrwały, ale intensywny wzrost zainteresowania.

Najpierw jest powrót do jesiennej pielęgnacji. Potem zmiana kolorystyki makijażu i zapachów. Następnie pojawiają się Boo Baskets, halloweenowe kolekcje i kosmetyki do charakteryzacji. Chwilę później rynek wchodzi już w okres świątecznych zestawów, kalendarzy adwentowych i prezentów. Halloween jest pod tym względem szczególne, bo popyt może być bardzo skoncentrowany. Konsument potrzebujący kosmetyku na imprezę czy makijażu na konkretną okazję ma określony termin zakupu. Decyzja zakupowa może więc zostać podjęta znacznie szybciej niż w przypadku produktu kupowanego „przy okazji”.

Nie każdy jesienny trend będzie kolejnym Black Friday

Wyzwaniem nie jest więc samo przygotowanie się na Halloween. Większym problemem może być kumulacja wielu niewielkich pików popytu, które następują po sobie w krótkich odstępach.

Historyczne wyniki sprzedaży nadal pozostają ważnym punktem odniesienia, ale w przypadku trendów napędzanych przez TikToka czy Instagram nie zawsze wystarczą. Wczesne sygnały mogą pojawić się w mediach społecznościowych, zanim przełożą się na zamówienia.

„Code Orange” może sygnalizować wcześniejsze zainteresowanie Halloween. Popularność określonego zapachu może zapowiadać wzrost popytu na całą grupę produktów. Z kolei trend taki jak Boo Basket może zwiększyć sprzedaż wielu drobnych produktów, które osobno nie musiałyby zostać uznane za sezonowe. Do tego dochodzą pogoda, kampanie marketingowe, premiery nowych produktów i działania twórców internetowych.

W praktyce retailer potrzebuje więc nie tylko prognozy, ale również szybkiej informacji o tym, co dzieje się już na półce i w magazynie.

image

Unboxingi, TikTok i 24 okienka. Skąd fenomen kalendarzy adwentowych?

Magazyn też musi być gotowy na „spooky season”

Sezonowość jest wyzwaniem również dla logistyki. W przypadku produktów halloweenowych okno zakupowe może być krótkie, a klient oczekuje dostawy przed konkretną imprezą, weekendem czy wydarzeniem. Potrzebna jest więc odpowiednia liczba pracowników, elastyczność w kompletowaniu zamówień oraz możliwość szybkiego przesuwania priorytetów, kiedy jeden produkt zaczyna sprzedawać się szybciej, niż zakładano. Automatyzacja może przejąć część powtarzalnych zadań magazynowych, ale przy krótkich pikach równie istotna pozostaje możliwość szybkiego reagowania przez zespoły operacyjne.

Znaczenie ma również dostępność usług kurierskich. W przypadku zakupu halloweenowego dostawa dzień po wydarzeniu nie jest już opóźnieniem – produkt traci dla konsumenta swoją wartość.

Jesienny sezon beauty zaczyna się wcześniej

Halloween coraz trudniej traktować jako pojedynczą datę w kalendarzu handlowym. Jest raczej jednym z momentów szerszego jesiennego sezonu, którego początek można zauważyć już we wrześniu.

Oznacza to więcej okazji do zakupów dla kategorii beauty, ale również krótszy czas pomiędzy kolejnymi zmianami zainteresowania. Jesienna półka nie jest już wyłącznie kwestią wymiany ekspozycji. Coraz częściej jej zawartość jest kształtowana przez trendy, które pojawiają się w mediach społecznościowych i w ciągu kilku tygodni przechodzą z ekranu telefonu do sklepu.

 

Źródło: Cosmeticsbusiness

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
03. październik 2026 15:20