StoryEditor
Rynek i trendy
20.02.2014 00:00

Kto zatrzyma dyskonty?

W 2014 roku zniknie z rynku 8 tys. tradycyjnych sklepów, w tym samym czasie powstanie 400 nowych dyskontów – takie są najnowsze prognozy dotyczące sektora handlu w Polsce. Drogerie znajdują się wśród najbardziej zagrożonych. Drobni kupcy i organizacje samorządowe biją na alarm. „W obronie polskiego handlu” ożywili się też politycy. Podstawowe pytanie brzmi jednak, czy awantura o dyskonty przyniesie jakiekolwiek efekty, poza szumem medialnym.

Polska Izba Handlu 15 stycznia br. skierowała do premiera, marszałków sejmu i senatu oraz przewodniczących klubów parlamentarnych pismo z apelem o działania w sprawie niekontrolowanego rozwoju dyskontów, które zaburzają równowagę w polskim handlu detalicznym.
– Na rynku potrzebne są wszystkie formaty handlu, nie możemy zawężać pola wyboru konsumentowi, nie możemy doprowadzić do sytuacji, gdy nie będzie sklepów innych niż dyskonty – a do tego obecnie zmierzamy. Dzisiejsza sytuacja na polu handlu jest przez nas oceniana jako prowadząca do monopolizacji i asymetrii, ponieważ nie jest normalnym, gdy np. w miejscowości liczącej niecałe 17 tys. mieszkańców znajduje się pięć sklepów dyskontowych, a mniejsze placówki bez szans na konkurowanie upadają. Jest to przykład Olecka, jednak takich miast jest w Polsce wiele – ocenia Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlu.
To nie są bezpodstawne stwierdzenia. Z danych instytutu badawczego Nielsen wynika, że w Polsce co 32 godziny otwiera się nowy dyskont. W 2007 roku na milion mieszkańców przypadały 32 dyskonty, w 2013 już 79. Instytut Market Side podaje przykład 56-tysięcznego Raciborza. Tu zadomowiło się aż 11 dyskontów, a obok nich również Auchan, Kaufland, Tesco, E. Leclerc. Najwięcej dyskontów działa w województwie śląskim, najszybciej przybywa ich w województwach łódzkim, małopolskim, pomorskim i mazowieckim. Najsłabiej rozwinęły się w województwach świętokrzyskim i lubelskim, gdzie jest wysoki odsetek wiejskiej ludności. – Szacujemy, że przy zachowaniu obecnych trendów i preferencji konsumenckich w 2015 roku będzie działało ponad 4 tys. dyskontów. Docelową wielkość rynku dyskontów w Polsce oceniamy na 5 tys. – mówił Maciej Bartmiński, prezes Market Side, podczas Forum Branży Kosmetyczno--Chemicznej zorganizowanego w październiku ub.r. przez „Wiadomości Kosmetyczne”. Prawdopodobnie ten proces będzie jednak postępował szybciej.
Bankructwa liczone w tysiącach
Według danych GUS za 2012 r. (opublikowanych w październiku 2013 r.) w Polsce mamy 375 tys. sklepów. Co roku upada kilka tysięcy, przede wszystkim tych drobnych, tzw. tradycyjnych.
Ostatnie prognozy podane przez Euromonitor International są zatrważające. W 2014 roku, według tej agencji badawczej, zjawisko ma przybrać na sile, z rynku zniknie 8 tys. placówek. W tym samym czasie może powstać ponad 400 nowych dyskontów. Tylko Biedronka zapowiada otwarcie 300 kolejnych, również w małych formatach, poniżej 200 mkw., które mają ułatwić sieci wejście do miast, gdzie brakuje odpowiednio dużych lokalizacji (teraz średnia powierzchnia Biedronki to 650 mkw.). Inni dyskonterzy też nie zamierzają oddać pola konkurencji. Jak podaje „Gazeta Prawna”, sieć Netto, która w 2013 r. otworzyła 38 dyskontów, w tym roku chce dodać kolejnych 50. Kaufland chce uruchamiać przynajmniej 5 nowych placówek co kwartał, ma ich obecnie ponad 170. W ubiegłym roku 40 nowych punktów otworzył Lidl, w tym roku zamierza utrzymać to tempo. Ma już ponad 500 sklepów.
– Potrzebne jest sporządzanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego – uwzględniających zrównoważony rozwój wszystkich formatów handlu oraz niezbędne jest przeprowadzanie analiz wpływu nowo powstałych i planowanych podmiotów handlu na rynek lokalny – przekonuje Waldemar Nowakowski w komunikacje rozesłanym do mediów. – Przyczyni się to do ożywienia rozwoju gospodarczego, zwłaszcza na szczeblu regionalnym, ponieważ zagwarantuje to m.in. wpływy z podatków płaconych lokalnie, większą stabilność i dywersyfikację zatrudnienia oraz przyczyni się do rewitalizacji centrów miast. Jeżeli obecnie nie zatroszczymy się o formę polskiego handlu, postawimy wkrótce nas samych i przyszłe pokolenia w sytuacji braku możliwości dokonywania swobodnych wyborów konsumenckich – podkreśla prezes Izby. 
Jak uratować polski handel?
Polska Izba Handlu uważa, że niezbędne jest otwarcie debaty społecznej, skutkującej konkretnymi działaniami legislacyjnymi, które zapewnią zrównoważony rozwój sklepom i sieciom wszystkich formatów. Ten pomysł popierają detaliści, ale oczekują konkretów. – Ta debata powinna mieć przewodnie hasło – nie czy, lecz JAK uratować polski handel – mówi Jerzy Kwiatkowski, właściciel Kosmeterii „Renata” i członek Rady Sieci Kosmeteria zrzeszającej na zasadzie franczyzy ponad 100 placówek. – W takich działaniach trzeba upatrywać interesu kraju i jego mieszkańców. Trzeba spojrzeć na ten temat dużo szerzej, stworzyć strategię dla polskiego handlu, warunki i szansę rozwoju dla polskich przedsiębiorców – przekonuje. – Rozwój zachodnich sieci handlowych i dyskontów okazał się dla nas wyniszczający. Producenci, widząc co się dzieje, szukają zbytu gdziekolwiek i za wszelką cenę. Widzą, że detal się kurczy i zamiast go wspierać, żeby dla swoich biznesów mieć alternatywę, opuścili nas. A przede wszystkim całkowicie brakuje polityki państwa, mamy w tym temacie „wolną amerykankę” – podkreśla Jerzy Kwiatkowski.
Lody obojętności jednak puściły, albo temat dyskontów zrobił się nośny, bo politycy coraz chętniej zabierają na ten temat głos. Solidarna Polska chce, by wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński poinformował, ile w Polsce jest hipermarketów i dyskontów, gdzie i jakie płacą podatki oraz czy nie omijają polskich przepisów podatkowych. Politycy Solidarnej Polski chcą też wiedzieć, jakie działania na rzecz wspomagania konkurencyjności polskich przedsiębiorstw podjął lub chce podjąć polski rząd.
9 stycznia br., podczas konferencji prasowej zwołanej w Sejmie, szef klubu SP Arkadiusz Mularczyk podkreślał, że hipermarkety i sieci odprowadzają podatki przede wszystkim za granicą, zamiast wesprzeć polską gospodarkę, a drobni sklepikarze, płacący podatki w Polsce nie są w stanie obniżyć cen do tego stopnia, by konkurować z wielkimi sieciami. Poseł SP Andrzej Romanek grzmiał, że państwo „przegrało bitwę o polski handel”.
Konsekwencje nie tylko dla handlu
Sami detaliści jeszcze się nie poddają. To dla nich nie jest przegrana bitwa. Chcą debaty proponowanej przez Polską Izbę Handlu. – Jest jak najbardziej zasadna, szkoda tylko, że dopiero dzisiaj podejmuje się takie działania – mówi Teresa Jonas, prezes franczyzowej sieci Drogerie Polskie, skupiającej około 300 sklepów. – W każdym czasie handel tradycyjny powinien walczyć o udziały rynkowe, które w naszej branży dla wielu wiodących producentów są nadal znaczące – zaznacza.
Za debatą stanowczo opowiada się Krzysztof Rejman, dyrektor franczyzowej sieci Kosmeteria-Eksperci Urody. – Polacy powinni się dowiedzieć, jakie konsekwencje czy zagrożenia czyhają na polskich konsumentów i właścicieli małych, ale też i wielkich przedsiębiorstw oraz ich pracowników, bo tak naprawdę kwestia właściwych proporcji w handlu, równowagi, o której mówi prezes Polskiej Izby Handlu, ma bardzo szerokie konsekwencje dla pozostałych sektorów gospodarki, z czego mało kto zdaje sobie sprawę – podkreśla. – Taka debata może też uświadomić i pobudzić do działania tych, którzy mają dzisiaj władzę i wpływ na zmiany, ale z różnych powodów nie uznali do dzisiaj, że są one niezbędne. Debata powinna zawierać wszelkie analizy, które mogą pokazać prawdziwy, obiektywny stan rzeczy, jakie konsekwencje dla wszelkich formatów sklepów mają dyskonty i jakie konsekwencje rodzą dla całej gospodarki – co jest dobre, bo na pewno są takie obszary, a co jest z pewnością złe – mówi Krzysztof Rejman.
Teresa Stachnio, wiceprezes sieci drogerii Jasmin jest pewna, że debata na temat niekontrolowanego rozwoju dyskontów jest konieczna i powinna być poparta aktywnościami lokalnych przedsiębiorców. – Wydaje się, że jeśli będziemy umieli pokazać siłę naszego detalicznego handlu – nowoczesnego z tradycjami – to powinno doprowadzić do planowania modelu zagospodarowania powierzchni handlowych i ustaleń modelu handlowego – komentuje.
Coraz niższe ceny, znikome marże
Zaburzenie równowagi rynkowej poprzez zaniżanie cen, to działa wytaczane przez innych uczestników handlu przeciwko dyskontom, ale i producentom. – Dyskonty są obecnie największym zagrożeniem dla lokalnego handlu, w tym drogeryjnego. Obniżają drastycznie ceny na produkty, najczęściej koncernowe w innych opakowaniach i gramaturach niż są dostępne w innych sieciach. To dezorientuje klientów, którzy już nie wiedzą, czy dany produkt jest w dobrej cenie, czy nie, zawsze jutro oferta może być jeszcze lepsza – mówi Teresa Stachnio.
Producentom drobni detaliści zarzucają, że gonią za szybkim zyskiem, bez względu na konsekwencje. Wśród głównych grzechów wymieniają krótkowzroczne działanie, brak polityki cenowej, nierówne traktowanie odbiorców. Jak mówią, ceny produktów są coraz niższe, marże znikome, promocje obowiązują na 70 proc. asortymentu w sklepach, różnice pomiędzy produktami z półki ekonomicznej a premium są coraz mniejsze – nie wiadomo, co markowe, co dyskontowe. Zauważają, że w dyskontowej formule handlu nie ma miejsca na szeroką ofertę, na lokalne produkty, co jest niekorzystne i dla handlu i dla samych producentów. Ta zabójcza pogoń zdaje się prowadzić donikąd – przekonują.
Czy producent może zrezygnować z dyskontu?
Z drugiej strony trzeba pamiętać o nastrojach społecznych – 83 proc. Polaków twierdzi, że gospodarka znajduje się obecnie w recesji. 90 proc. uważa, że jest zła sytuacja na rynku pracy, 70 proc. negatywnie 
 ocenia stan swoich finansów, 75 proc. uważa, że to nie jest dobry czas na zakup dóbr – pokazują dane Nielsena. Zdaje się, że producenci nie mają wyjścia. Nawet firmy obecne dotychczas tylko w segmencie premium starają się wprowadzać tańsze marki, żeby wejść z nimi na masowy rynek i sprzedawać. Tradycyjny rynek się kurczy. Dyskonty zapewniają obrót, którego potrzebują. – Biedronka podczas jednorazowej, dwutygodniowej akcji typu „in-out” sprzedaje 200 tys. sztuk danego produktu, a rynek tradycyjny taką samą ilość kupuje w ciągu 6 miesięcy. To pokazuje, jaka jest siła dyskontów – mówi jeden z producentów obecny ze swoimi kosmetykami w obu kanałach sprzedaży. Z oczywistych względów chce pozostać anonimowy. – Oczywiście marża wypracowana przez producenta w Biedronce jest dużo mniejsza niż na rynku tradycyjnym. Są też długie 60-90-dniowe terminy płatności. Tyle się czeka na pieniądze za to, co Biedronka sprzeda w ciągu dwóch tygodni. Na rynku tradycyjnym terminy są krótsze – dodaje. Dlaczego więc rynek tradycyjny ma takie kłopoty? – pytamy. – Dyskonty zmieniły politykę asortymentową. Jeszcze dwa lata temu skupiały się na własnych markach. Dziś oferują dobre, markowe kosmetyki. Jeśli klient może więc kupić w dyskoncie kosmetyki znanych marek o 30-40 procent taniej niż w drogeriach, to handel tradycyjny przestaje być wiarygodny – tłumaczy nasz rozmówca. Zarazem przyznaje, że ta droga prowadzi donikąd, bo zdanie się na dyskonty może doprowadzić do tego, że za chwilę producent zamiast 200 produktów w portfolio będzie miał 20 najlepiej rotujących. – A jak jego konkurent obniży cenę o złotówkę, to z tych 20 zrobi mu się 10, bo trzeba pamiętać, że kupcy w dyskontach wprowadzają element rywalizacji pomiędzy producentami. Liczy się, kto da najtańszą ofertę – dodaje. Czy w takim razie producent może pozwolić sobie na zrezygnowanie z dyskontów?
– Moim zdaniem nie. Rynek tradycyjny ma wartość „x”, na którą pracujesz 12 miesięcy. A skoro 4 akcje w Biedronce robią ci połowę tego „ x”, to zastanawiasz się, po co pakować się w zatrudnianie przedstawicieli handlowych, w negocjacje z hurtowniami? Tu szalę przeważa wartość tego jednorazowego obrotu, który można zrobić z dyskontem – mówi nasz rozmówca. Trzeba też dodać - odnosząc się do argumentu nierównego traktowania partnerów handlowych - że producent nie może narzucać swoim odbiorcom cen, za jakie ci zaoferują je klientom. To prawnie zakazane. To nie on decyduje więc, za ile dyskont wystawi towar na sprzedaż, a taka sieć jak Biedronka może sobie pozwolić na zrezygnowanie z własnej marży i sprzedaż w cenach detalicznych niższych niż hurtowe w handlu tradycyjnym.
Czy producenci mogą liczyć na zrozumienie? – Żyjemy w gospodarce rynkowej, co oznacza, ze każdy biznes szuka dla siebie najlepszych możliwości na rozwój – a bez zysku nie ma na niego szans – komentuje Krzysztof Rejman, dyrektor sieci Kosmeteria. – Nigdy nie będę winił producenta, że zachowuje się tak czy inaczej – on ma prawo podejmować wszelkie decyzje, które dla jego biznesu będą najkorzystniejsze, z pełnymi konsekwencjami dla niego, jak i pracowników, których zatrudnia. I w tym obszarze zawiera się jego odpowiedzialność. Na tym też polega gra rynkowa, że każdy, kto bierze w niej udział, pragnie wygrać i zapewnić sobie najbardziej bezpieczną i stabilną przyszłość. Natomiast ustalanie zasad tej gry, to już domena i odpowiedzialność państwa i jego agend. Ewidentnie widać, że gra, która toczy się aktualnie w handlu w Polsce, zmienia go bardzo dynamicznie – jedni bardzo zyskują, inni bardzo tracą. Jeszcze nie tak dawno to hipermarkety były najbardziej przyciągającym konsumentów formatem sklepów, dzisiaj są to ewidentnie dyskonty – i jedne, i drugie, mają wpływ na „kurczenie” się indywidualnych, małopowierzchniowych sklepów detalicznych. A to na pewno nie jest w interesie społecznym – dodaje Krzysztof Rejman.

Co na to konsumenci?

Polacy chcą kupować tanio, bo na drożej ich nie stać. W większości nie analizują, skąd biorą się niskie ceny, nie kierują się lokalnym patriotyzmem. Jeśli sami nie prowadzą biznesu, nie rozumieją zachodzących tu zależności. Krytykują doniesienia o próbach regulacji rynku przez inicjatywy społeczne lub rządowe. I są bezlitośni w swoich ocenach.
„Nie wiem, czy politykom to wyjdzie na zdrowie – może i zyskają poparcie paru czy parunastu tysięcy drobnych kupczyków, ale zrażą do siebie miliony klientów dużych sklepów, którzy chcą kupować w dyskontach i supermarketach, bo tam jest po prostu taniej”.
„Czy chcecie walczyć z sieciami w interesie sklepikarzy, ale WBREW interesom większości Polaków?”
„Jest wolny rynek, jeżeli do kogoś trafia oferta małych sklepów, to tam kupuje. Jeżeli nie, to sklepy muszą zmienić ofertę albo się zwinąć. Jak ze wszystkim”.
„Nie było sklepów, było źle, teraz są i też jest źle. Co będzie, jak te Kauflandy, Tesco, Lidle, Auchany, Biedronki... wrócą tam, skąd przyszły? Będzie lepiej?” – to tylko przykłady wpisów na wyborcza.pl pod artykułem dotyczącym planowanej walki z sieciami handlowymi, dyskontami i handlem w niedziele.
Szczególnego znaczenia nabierają wobec takich nastrojów społecznych wysiłki zmierzające do konsolidacji polskiego handlu i zbudowania mocnych, polskich sieci drogeryjnych. – Nie możemy tylko narzekać, że handel tradycyjny upada, trzeba podjąć konkretne wyzwania, aby to zmienić. Sieci działające w rynku tradycyjnym silne będą wtedy, kiedy będą w stanie spełnić oczekiwania producentów i konsumentów. Tylko dobrze zorganizowany model biznesowy będzie w stanie skutecznie konkurować z dyskontami, i nie tylko z nimi – podkreśla Teresa Jonas, prezes franczyzowej sieci  Drogerie Polskie.
Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.08.2026 13:08
Peptydy w kosmetykach – czy nadchodzą zmiany regulacyjne po aktualnych doniesieniach z USA?
Kaboompics

Tegoroczne regulacyjne lato w FDA jest gorące. Komitet Doradczy ds. Compoundingu Aptecznego FDA zarekomendował dopuszczenie sześciu peptydów, które wcześniej znajdowały się na liście substancji zakazanych. Decyzja ta ponownie wywołała dyskusję na temat bezpieczeństwa stosowania peptydów, zasad ich regulacji, a także konsekwencji, jakie mogą za sobą nieść dla dostępu pacjentów do preparatów funkcjonujących dotychczas w regulacyjnej „szarej strefie”.

Nadchodzi zmiana podejścia FDA do peptydów? Pozytywne rekomendacje dla sześciu substancji

23 i 24 lipca 2026 roku, podczas posiedzenia panelu ekspertów FDA, sześć z siedmiu ocenianych peptydów otrzymało pozytywną rekomendację. Wcześniej te substancje zostały objęte ograniczeniami dotyczącymi stosowania u ludzi, stąd stanowisko panelu wskazuje na istotną zmianę w podejściu amerykańskich regulatorów do tej grupy substancji.

Na liście pozytywnie ocenionych substancji znalazły się BPC-157 oraz TB-500, znane szerzej pod inną nazwą jako tzw.,,Wolverine stack” popularne m.in. w środowisku biohakingowym. Panel pozytywnie odniósł się również do KPV w kontekście chorób zapalnych skóry, MOTS-c w zaburzeniach metabolicznych, emideltide w zastosowaniach związanych ze snem oraz Semaxu w leczeniu migreny. Negatywną rekomendację otrzymał natomiast Epitalon, który rozpatrywany był pod kątem łagodzenia bezsenności.

Nowe stanowiska panelu FDA mogą mieć duże znaczenie na rozwój i tak już dynamicznie rozwijającego się rynku amerykańskiego, a tym samym również na inne kraje. Warto pamiętać, że pozytywna rekomendacja panelu nie jest jednak równoznaczna z dopuszczeniem peptydów do obrotu, ani zatwierdzeniem ich przez FDA jako produktów leczniczych. Stanowi ona jeden z etapów procesu regulacyjnego, a dalsza dostępność tych substancji będzie zależała od kolejnych decyzji FDA oraz warunków, na jakich mogłyby być stosowane i wprowadzane na rynek.

image

Zjedz sobie urodę: shoty, soki, słodkie suplementy

Kolejnym etapem będzie analiza stanowiska ekspertów przez FDA i podjęcie właściwych decyzji regulacyjnych. Proces ten może potrwać od kilku miesięcy do nawet kilku lat, dlatego ewentualne zmiany w dostępności tych substancji mogą nastąpić dopiero w 2027 roku lub później. Choć FDA często uwzględnia rekomendacje swoich paneli doradczych, nie jest nimi formalnie związana i w przeszłości zdarzało się, że podejmowała decyzje odmienne od stanowiska ekspertów.

Kolejnego posiedzenia Pharmacy Compounding Advisory Committee (PCAC) możemy spodziewać się przed końcem lutego 2027 roku. Ocenie ma zostać poddanych pięć kolejnych peptydów: LL-37, GHK-Cu, melanotan II, octan Dihexa oraz PEG-MGF. Szczególnie interesujący z perspektywy branży kosmetycznej może być GHK-Cu, szeroko wykorzystywany i promowany w produktach do pielęgnacji skóry.

Na tle działań amerykańskich regulacji warto pamiętać, że przyjęta w grudniu 2022 roku ustawa Modernization of Cosmetics Regulation Act (MoCRA) znacząco rozszerzyła kompetencje organizacji FDA w zakresie nadzoru nad rynkiem kosmetycznym. Biorąc pod uwagę rosnące zainteresowanie peptydami oraz coraz śmielszymi deklaracjami dotyczącymi ich działania można spodziewać się, że status regulacyjny peptydów będzie jednym z ważniejszych zagadnień dla amerykańskiej branży kosmetycznej w najbliższych latach.

Między rekomendacją a zatwierdzeniem, czyli problemy z interpretacją statusu peptydów

W ciągu zaledwie kilku godzin od pierwszego głosowania w sieci pojawiły się hasła sugerujące, że „FDA zatwierdziła peptydy". Takie sformułowanie jest dość dużym uproszczeniem i wprowadziło wielu odbiorców w błąd. Termin,,zatwierdzenie” oznacza, że sponsor przeprowadził badania kliniczne, przedłożył je, a agencja FDA uznała lek za bezpieczny i skuteczny dla określonego zastosowania.

image

Peptydy peptydom nierówne. Dlaczego sama obecność składnika w INCI nie mówi wszystkiego o kosmetyku?

W rzeczywistości panel ekspertów wydał rekomendację dotyczącą możliwości umieszczenia ocenianych substancji na liście składników, które mogą być wykorzystywane przez apteki do sporządzania leków recepturowych w ramach tzw. compounding. Oznacza to, że przedmiotem oceny nie było dopuszczenie gotowych produktów leczniczych zawierających te peptydy ani zatwierdzenie ich skuteczności w określonych wskazaniach terapeutycznych.

Warto mieć na uwadze, że to, co się rzeczywiście wydarzyło, to wyłącznie rekomendacja komitetu doradczego, by dodać substancje do listy składników, które apteki mogą przygotowywać leki recepturowe w ramach tzw. compounding, co jest kwestią praktyki aptecznej, a nie tego, czy dany związek działa.

Dyrektorka farmaceutyczna wyraziła się w tym temacie dość bezpośrednio: „Głosowania nie sprawiają, że peptydy stają się lekami zatwierdzonymi przez FDA, zamiast tego stanowią rekomendację, że związki te zostaną dodane do listy substancji, które apteki wykonujące compounding mogą przygotowywać dla pacjentów na receptę”.

Głosowania mają wyłącznie charakter doradczy. Ostateczna decyzja należy do FDA, która nie jest formalnie związana rekomendacją ekspertów. Dlatego na obecnym etapie nie można mówić ani o „zatwierdzeniu peptydów przez FDA”, ani o uzyskaniu przez nie statusu leków zatwierdzonych przez Agencję.

Peptydy w USA a rynek europejski – czy decyzje FDA mają znaczenie dla UE?

Z perspektywy Unii Europejskiej rekomendacje amerykańskiego FDA nie mają bezpośredniego wpływu na zmiany regulacyjne peptydów na terenie UE. Sekcja 503A amerykańskiej ustawy Federal Food, Drug and Cosmetic Act określa zasady, na jakich apteki w Stanach Zjednoczonych mogą sporządzać leki recepturowe w ramach tzw. compoundingu. Przepisy te nie mają wpływu na status prawny ani klasyfikację omawianych peptydów na rynku unijnym.

W tym samym czasie w Unii Europejskiej pojawiły się natomiast nowe wytyczne naukowe Europejskiej Agencji Leków (EMA) dotyczące rozwoju i wytwarzania syntetycznych peptydów, obowiązujące od 1 czerwca 2026 roku. Dokument ten dotyczy jednak odrębnego zagadnienia i nie odnosi się ani do amerykańskiego systemu compoundingu, ani nie jest bezpośrednią reakcją na ocenę substancji w ramach sekcji 503A.

image

Syntetyczne peptydy sprzedawane online zagrożeniem dla zdrowia – GIS i GIF ostrzegają

Znaczenie wydarzeń w Stanach Zjednoczonych dla europejskiego rynku ma więc obecnie przede wszystkim charakter naukowy, rynkowy i informacyjny, a nie prawny. Decyzje FDA same w sobie nie determinują statusu danego peptydu na terenie UE – jest on oceniany na podstawie obowiązujących przepisów unijnych oraz w określonych przypadkach, regulacji krajowych.

Nie oznacza to jednak, że rozwój sytuacji w USA pozostaje bez znaczenia dla Europy. Ewentualne zmiany w dostępności i wykorzystaniu peptydów na rynku amerykańskim mogą pośrednio wpływać na zainteresowanie badawcze, dostępność surowców, globalny popyt oraz działania dostawców. Z tego względu dalsze decyzje FDA warto obserwować również z perspektywy europejskiej, choć nie należy ich utożsamiać ze zmianami regulacyjnymi w UE.

Peptydy w kosmetykach pod lupą regulatorów

Rosnąca popularność peptydów w pielęgnacji skóry coraz częściej zwraca uwagę regulatorów. W przypadku substancji takich jak GHK-Cu (peptyd miedziowy), Matrixyl czy inne peptydy stosowane w produktach kosmetycznych istotne znaczenie ma nie tylko ich skład i sposób działania, ale również deklarowane przeznaczenie produktu oraz sposób komunikacji dotyczące jego działania.

To właśnie sposób komunikowania jego właściwości może zdecydować, czy w świetle amerykańskich przepisów pozostanie on kosmetykiem, czy zostanie zakwalifikowany jako produkt leczniczy podlegający znacznie bardziej rygorystycznym wymaganiom. Kosmetyk, któremu przypisywane jest działanie związane z leczeniem, zapobieganiem chorobom lub wpływem na funkcje organizmu, może zostać zakwalifikowany jako produkt leczniczy, a tym samym podlegać znacznie bardziej rygorystycznym wymaganiom FDA.

Wzmożone zainteresowanie FDA tą kategorią może nieść za sobą konsekwencje dla dynamicznie rozwijającego się rynku kosmetyków peptydowych. Dla producentów i marek oznacza to przede wszystkim konieczność uważnej oceny deklaracji marketingowych, sposobu prezentowania działania produktów oraz zgodności komunikacji z ich statusem prawnym tak, aby komunikacja pozostawała zgodna z jego statusem prawnym.

image

Ingredion: Konsumenci domagają się kosmetyków czystych, zrównoważonych i wielofunkcyjnych

W kosmetologii peptydy stosowane miejscowo zazwyczaj klasyfikowane są ze względu na kategorię swojej funkcjonalności m.in. na peptydy sygnałowe, peptydy nośnikowe, peptydy hamujące neuroprzekaźnictwo oraz peptydy hamujące enzym.

Aby można mówić o skutecznym działaniu miejscowym produktu zawierającego peptydy, powinny one mieć masę cząsteczkową poniżej 500 Daltonów, co znacznie ułatwia przenikanie przez barierę skóry. Nie oznacza to jednak, że masa cząsteczki poniżej 500 Da automatycznie gwarantuje skuteczne przenikanie peptydu – jest to wyłącznie jeden z kilku czynników wpływających na jego biodostępność miejscową.

GHK-Cu – jeden z najlepiej poznanych peptydów kosmetycznych

GHK-Cu, szerzej znany na rynku kosmetycznym jako peptyd miedziowy jest kompleksem miedzi z tripeptydem glicylo-L-histydylo-L-lizyną. Cząsteczka GHK naturalnie występujące w organizmie człowieka, m.in. w osoczu, a jej charakterystyczną cechą jest jej wysokie powinowactwo do dwuwartościowych jonów miedzi (Cu²⁺), prowadzące do powstania biologicznie aktywnego kompleksu chelatowego GHK-Cu. Stężenie GHK w osoczu zmienia się wraz z wiekiem – najwyższe wartości obserwowane są u młodych osób dorosłych, natomiast z upływem lat jego poziom stopniowo się obniża. W literaturze dla osób około 20. roku życia opisywane są stężenia rzędu około 200 ng/mL.

GHK-CU należy do jednych z najwcześniej odkrytych i najlepiej poznanych bioaktywnych peptydów. Może on pełnić funkcję zarówno peptydu sygnałowego, jak i nośnikowego, przyczyniając się do przebudowy macierzy zewnątrzkomórkowej oraz uwalniając miedź w miejscach, gdzie pojawiają się uszkodzenia tkanek lub stany zapalne. W badaniach opisywano jego wpływ m.in. na syntezę kolagenu, elastyny, proteoglikanów i glikozaminoglikanów, a także właściwości przeciwzapalne i antyoksydacyjne.

Od lat 80 XX wieku, GHK-Cu jest ceniony medycynie estetycznej. Szczególne zainteresowanie budzi jego wykorzystanie w produktach kosmetycznych przeciwstarzeniowych, co wynika przede wszystkim z wcześniej wspomianych właściwości związanych z procesami regeneracyjnymi, przebudową skóry oraz działaniem przeciwzapalnym.

Interesującym kierunkiem badań jest również połączenie GHK-Cu z kwasem hialuronowym (HA). W badaniach eksperymentalnych obserwowano synergistyczne działanie tych składników, przy czym najsilniejsze efekty zaobserwowane zostały przy zastosowaniu stosunku GHK-Cu do niskocząsteczkowego kwasu hialuronowym wynoszącym 1:9. Takie synergistyczne działanie może wspierać integralność połączenia skórno-naskórkowego, a tym samym przyczyniając się do zwiększenia jędrności skóry oraz jej odporności mechanicznej.

image

K-beauty opuszcza niszę. Masowa ekspansja zmieni reguły gry na polskim rynku kosmetycznym

Potencjał kosmetologiczny GHK-Cu nie ogranicza się jednak wyłącznie do skóry. Peptyd ten jest również badany pod kątem jego wpływu na mieszki włosowe i wzrost włosów. W modelach eksperymentalnych, w tym badaniach ex vivo na ludzkich mieszkach włosowych, dość intensywną stymulację wydłużania ludzkich mieszków włosowych już przy bardzo niskich stężeniach, co świadczy o jego bardzo wysokiej aktywności biologicznej.

Palmitoyl Pentapeptide-4 (Matrixyl)

W ostatnich latach obserwowany znaczący rozwój technologii opartych na białkach i peptydach w obszarze pielęgnacji przeciwstarzeniowej skupił uwagę kosmetologów również na palmitoyl pentapeptide-4 (Matrixyl). Zainteresowanie tym peptydem sygnałowym wynika przede wszystkim z jego potencjału do stymulacji fibroblastów, zwiększając syntezę kolagenu, elastyny, fibronektyny i kwasu hialuronowego poprzez szlaki TGF-β, co może przekładać się na poprawę właściwości skóry oraz zmniejszenie widoczności oznak starzenia.

Jednym z głównych wyzwań związanych z wykorzystaniem peptydów w kosmetykach pozostaje jednak ich skuteczne dostarczenie do miejsca działania. Bariera warstwy rogowej ogranicza przenikanie wielu substancji aktywnych, dlatego też nauka skupia się również na rozwijaniu systemów mających poprawiać stabilność peptydów, chronić je przed degradacją oraz zwiększać ich biodostępność.

Palmitoyl Pentapeptide-4 (Matrixyl) po przeniknięciu przez warstwę rogową do skóry właściwej, wiąże się z receptorami na powierzchni komórek i aktywuje szlaki zwiększające produkcję kolagenu typu I i III. Może także ograniczać degradację kolagenu, przyspieszać produkcję prokolagenu, a także regulować syntezę kwasu hialuronowego w fibroblastach.

Jednym z badanych rozwiązań systemów dostarczania substancji są ethosomy – elastyczne pęcherzyki fosfolipidowe zawierające stosunkowo wysokie stężenie etanolu, sięgające nawet 45% stężenia. Alkohol etylowy zwiększa płynność lipidów warstwy rogowej, a deformowalna struktura pęcherzyków może ułatwiać ich przenikani.

Innym rozwiązaniem są liposomy, które są pęcherzykami zbudowanymi z jednej lub wielu dwuwarstw fosfolipidowych otaczających fazę wodną. Dzięki swojej budowie mogą enkapsulować substancje o różnych właściwościach fizykochemicznych, a w przypadku peptydów przede wszystkim chronić je przed degradacją, poprawiać ich stabilność oraz zwiększać kontakt z warstwą rogową.

Jaka przyszłość czeka peptydy na rynku kosmetycznym?

Peptydy stanowią jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się grup substancji aktywnych, znajdujących zastosowanie zarówno w obszarze farmaceutycznym, jak i kosmetycznym. Rosnące zainteresowanie peptydami oraz ostatnie działania FDA pokazują, że grupa ta będzie coraz częściej skupiać swoją uwagę regulatorów. Choć decyzje podejmowane w USA nie wpływają bezpośrednio na status prawny peptydów w Unii Europejskiej, mogą wyznaczać kierunki rozwoju rynku, badań i nowych technologii.

Decyzje FDA dla europejskiej branży kosmetycznej oznaczają przede wszystkim konieczność uważnego śledzenia oceny bezpieczeństwa i skuteczności działania peptydów. Na dziś w sprawie stosowania peptydów w produktach kosmetycznych nic się nie zmienia. Więcej informacji w tej sprawie można spodziewać się po kolejnym posiedzeniu Pharmacy Compounding Advisory Committee (PCAC), które planowane jest przed końcem lutego 2027 roku.

Aleksandra Kondrusik

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.08.2026 11:10
Chemia gospodarcza i higiena osobista drożeje. Koszty produkcji przekładają się na ceny detaliczne
Agata Grysiak

Chemia gospodarcza znalazła się w lipcu 2026 r. wśród kategorii produktów codziennego użytku, które drożały najszybciej. Ceny w tej grupie były średnio o 5,4 proc. wyższe niż rok wcześniej. Wyższe wzrosty odnotowano jedynie w przypadku napojów bezalkoholowych, które podrożały o 5,6 proc. Dane pochodzą z badania UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito obejmującego ponad 103 tys. cen z przeszło 47,3 tys. sklepów.

Chemia gospodarcza wśród liderów podwyżek

W lipcu 2026 r. chemia gospodarcza była drugą kategorią z najwyższą dynamiką cen rok do roku. Produkty z tego segmentu podrożały średnio o 5,4 proc. W tym samym czasie ceny codziennych zakupów, liczonych dla wszystkich 17 analizowanych kategorii, wzrosły średnio o 1,9 proc. 

Oznacza to, że dynamika cen chemii gospodarczej była niemal trzykrotnie wyższa niż średni wzrost cen całego badanego koszyka. Jeszcze wyższy wzrost odnotowano w kategorii napojów bezalkoholowych – 5,6 proc. rok do roku. Kolejne miejsca zajęły pieczywo ze wzrostem o 5,2 proc. oraz słodycze i desery, które podrożały o 5,1 proc.

Energia, surowce i praca pod presją kosztową

Zdaniem dr. Piotra Araka, głównego ekonomisty VeloBanku, który wypowiedział się dla Monday News, wzrosty przekraczające 5 proc. są efektem połączenia kilku czynników: kosztów produkcji, energii, pracy oraz surowców. Znaczenie ma również efekt bazy, czyli odniesienie aktualnych cen do poziomu obserwowanego w analogicznym okresie poprzedniego roku.

W przypadku chemii gospodarczej szczególne znaczenie ma energochłonność procesu produkcyjnego. Wytwarzanie części produktów wymaga wykorzystania energii zarówno na etapie produkcji, jak i przygotowania oraz przetwarzania surowców. Wzrost kosztów energii może więc bezpośrednio wpływać na koszty wytwarzania, a następnie na ceny oferowane konsumentom.

Jednocześnie na poziomie całego rynku widoczne jest wyraźne wyhamowanie dynamiki wzrostu cen. W czerwcu 2026 r. codzienne zakupy były średnio o 2,7 proc. droższe niż rok wcześniej, natomiast w maju wzrost wynosił 3,4 proc. Lipcowy wynik na poziomie 1,9 proc. był zatem niższy odpowiednio o 0,8 pkt proc. i 1,5 pkt proc. 

Higiena osobista droższa o 3,9 proc.

Wysoką dynamikę cen odnotowano także w kategorii środków higieny osobistej. W lipcu produkty z tego segmentu kosztowały średnio o 3,9 proc. więcej niż rok wcześniej. Wzrost cen był więc niższy niż w przypadku chemii gospodarczej o 1,5 pkt proc., ale nadal znacząco przewyższał średnią dla całego analizowanego koszyka.

Ponad 103 tys. cen z 47,3 tys. sklepów

Raport „Indeks Cen w Sklepach Detalicznych” przygotowywany jest cyklicznie od ponad dziewięciu lat. W najnowszej edycji porównano ceny z lipca 2026 r. z cenami z lipca 2025 r. Analiza objęła 17 kategorii oraz ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku.

Łącznie zestawiono ponad 103 tys. cen regularnych i promocyjnych z przeszło 47,3 tys. sklepów należących do 64 sieci handlowych. W badaniu uwzględniono dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sklepy convenience oraz placówki cash&carry. 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. sierpień 2026 04:58