StoryEditor
Rynek i trendy
20.02.2014 00:00

Kto zatrzyma dyskonty?

W 2014 roku zniknie z rynku 8 tys. tradycyjnych sklepów, w tym samym czasie powstanie 400 nowych dyskontów – takie są najnowsze prognozy dotyczące sektora handlu w Polsce. Drogerie znajdują się wśród najbardziej zagrożonych. Drobni kupcy i organizacje samorządowe biją na alarm. „W obronie polskiego handlu” ożywili się też politycy. Podstawowe pytanie brzmi jednak, czy awantura o dyskonty przyniesie jakiekolwiek efekty, poza szumem medialnym.

Polska Izba Handlu 15 stycznia br. skierowała do premiera, marszałków sejmu i senatu oraz przewodniczących klubów parlamentarnych pismo z apelem o działania w sprawie niekontrolowanego rozwoju dyskontów, które zaburzają równowagę w polskim handlu detalicznym.
– Na rynku potrzebne są wszystkie formaty handlu, nie możemy zawężać pola wyboru konsumentowi, nie możemy doprowadzić do sytuacji, gdy nie będzie sklepów innych niż dyskonty – a do tego obecnie zmierzamy. Dzisiejsza sytuacja na polu handlu jest przez nas oceniana jako prowadząca do monopolizacji i asymetrii, ponieważ nie jest normalnym, gdy np. w miejscowości liczącej niecałe 17 tys. mieszkańców znajduje się pięć sklepów dyskontowych, a mniejsze placówki bez szans na konkurowanie upadają. Jest to przykład Olecka, jednak takich miast jest w Polsce wiele – ocenia Waldemar Nowakowski, prezes Polskiej Izby Handlu.
To nie są bezpodstawne stwierdzenia. Z danych instytutu badawczego Nielsen wynika, że w Polsce co 32 godziny otwiera się nowy dyskont. W 2007 roku na milion mieszkańców przypadały 32 dyskonty, w 2013 już 79. Instytut Market Side podaje przykład 56-tysięcznego Raciborza. Tu zadomowiło się aż 11 dyskontów, a obok nich również Auchan, Kaufland, Tesco, E. Leclerc. Najwięcej dyskontów działa w województwie śląskim, najszybciej przybywa ich w województwach łódzkim, małopolskim, pomorskim i mazowieckim. Najsłabiej rozwinęły się w województwach świętokrzyskim i lubelskim, gdzie jest wysoki odsetek wiejskiej ludności. – Szacujemy, że przy zachowaniu obecnych trendów i preferencji konsumenckich w 2015 roku będzie działało ponad 4 tys. dyskontów. Docelową wielkość rynku dyskontów w Polsce oceniamy na 5 tys. – mówił Maciej Bartmiński, prezes Market Side, podczas Forum Branży Kosmetyczno--Chemicznej zorganizowanego w październiku ub.r. przez „Wiadomości Kosmetyczne”. Prawdopodobnie ten proces będzie jednak postępował szybciej.
Bankructwa liczone w tysiącach
Według danych GUS za 2012 r. (opublikowanych w październiku 2013 r.) w Polsce mamy 375 tys. sklepów. Co roku upada kilka tysięcy, przede wszystkim tych drobnych, tzw. tradycyjnych.
Ostatnie prognozy podane przez Euromonitor International są zatrważające. W 2014 roku, według tej agencji badawczej, zjawisko ma przybrać na sile, z rynku zniknie 8 tys. placówek. W tym samym czasie może powstać ponad 400 nowych dyskontów. Tylko Biedronka zapowiada otwarcie 300 kolejnych, również w małych formatach, poniżej 200 mkw., które mają ułatwić sieci wejście do miast, gdzie brakuje odpowiednio dużych lokalizacji (teraz średnia powierzchnia Biedronki to 650 mkw.). Inni dyskonterzy też nie zamierzają oddać pola konkurencji. Jak podaje „Gazeta Prawna”, sieć Netto, która w 2013 r. otworzyła 38 dyskontów, w tym roku chce dodać kolejnych 50. Kaufland chce uruchamiać przynajmniej 5 nowych placówek co kwartał, ma ich obecnie ponad 170. W ubiegłym roku 40 nowych punktów otworzył Lidl, w tym roku zamierza utrzymać to tempo. Ma już ponad 500 sklepów.
– Potrzebne jest sporządzanie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego – uwzględniających zrównoważony rozwój wszystkich formatów handlu oraz niezbędne jest przeprowadzanie analiz wpływu nowo powstałych i planowanych podmiotów handlu na rynek lokalny – przekonuje Waldemar Nowakowski w komunikacje rozesłanym do mediów. – Przyczyni się to do ożywienia rozwoju gospodarczego, zwłaszcza na szczeblu regionalnym, ponieważ zagwarantuje to m.in. wpływy z podatków płaconych lokalnie, większą stabilność i dywersyfikację zatrudnienia oraz przyczyni się do rewitalizacji centrów miast. Jeżeli obecnie nie zatroszczymy się o formę polskiego handlu, postawimy wkrótce nas samych i przyszłe pokolenia w sytuacji braku możliwości dokonywania swobodnych wyborów konsumenckich – podkreśla prezes Izby. 
Jak uratować polski handel?
Polska Izba Handlu uważa, że niezbędne jest otwarcie debaty społecznej, skutkującej konkretnymi działaniami legislacyjnymi, które zapewnią zrównoważony rozwój sklepom i sieciom wszystkich formatów. Ten pomysł popierają detaliści, ale oczekują konkretów. – Ta debata powinna mieć przewodnie hasło – nie czy, lecz JAK uratować polski handel – mówi Jerzy Kwiatkowski, właściciel Kosmeterii „Renata” i członek Rady Sieci Kosmeteria zrzeszającej na zasadzie franczyzy ponad 100 placówek. – W takich działaniach trzeba upatrywać interesu kraju i jego mieszkańców. Trzeba spojrzeć na ten temat dużo szerzej, stworzyć strategię dla polskiego handlu, warunki i szansę rozwoju dla polskich przedsiębiorców – przekonuje. – Rozwój zachodnich sieci handlowych i dyskontów okazał się dla nas wyniszczający. Producenci, widząc co się dzieje, szukają zbytu gdziekolwiek i za wszelką cenę. Widzą, że detal się kurczy i zamiast go wspierać, żeby dla swoich biznesów mieć alternatywę, opuścili nas. A przede wszystkim całkowicie brakuje polityki państwa, mamy w tym temacie „wolną amerykankę” – podkreśla Jerzy Kwiatkowski.
Lody obojętności jednak puściły, albo temat dyskontów zrobił się nośny, bo politycy coraz chętniej zabierają na ten temat głos. Solidarna Polska chce, by wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński poinformował, ile w Polsce jest hipermarketów i dyskontów, gdzie i jakie płacą podatki oraz czy nie omijają polskich przepisów podatkowych. Politycy Solidarnej Polski chcą też wiedzieć, jakie działania na rzecz wspomagania konkurencyjności polskich przedsiębiorstw podjął lub chce podjąć polski rząd.
9 stycznia br., podczas konferencji prasowej zwołanej w Sejmie, szef klubu SP Arkadiusz Mularczyk podkreślał, że hipermarkety i sieci odprowadzają podatki przede wszystkim za granicą, zamiast wesprzeć polską gospodarkę, a drobni sklepikarze, płacący podatki w Polsce nie są w stanie obniżyć cen do tego stopnia, by konkurować z wielkimi sieciami. Poseł SP Andrzej Romanek grzmiał, że państwo „przegrało bitwę o polski handel”.
Konsekwencje nie tylko dla handlu
Sami detaliści jeszcze się nie poddają. To dla nich nie jest przegrana bitwa. Chcą debaty proponowanej przez Polską Izbę Handlu. – Jest jak najbardziej zasadna, szkoda tylko, że dopiero dzisiaj podejmuje się takie działania – mówi Teresa Jonas, prezes franczyzowej sieci Drogerie Polskie, skupiającej około 300 sklepów. – W każdym czasie handel tradycyjny powinien walczyć o udziały rynkowe, które w naszej branży dla wielu wiodących producentów są nadal znaczące – zaznacza.
Za debatą stanowczo opowiada się Krzysztof Rejman, dyrektor franczyzowej sieci Kosmeteria-Eksperci Urody. – Polacy powinni się dowiedzieć, jakie konsekwencje czy zagrożenia czyhają na polskich konsumentów i właścicieli małych, ale też i wielkich przedsiębiorstw oraz ich pracowników, bo tak naprawdę kwestia właściwych proporcji w handlu, równowagi, o której mówi prezes Polskiej Izby Handlu, ma bardzo szerokie konsekwencje dla pozostałych sektorów gospodarki, z czego mało kto zdaje sobie sprawę – podkreśla. – Taka debata może też uświadomić i pobudzić do działania tych, którzy mają dzisiaj władzę i wpływ na zmiany, ale z różnych powodów nie uznali do dzisiaj, że są one niezbędne. Debata powinna zawierać wszelkie analizy, które mogą pokazać prawdziwy, obiektywny stan rzeczy, jakie konsekwencje dla wszelkich formatów sklepów mają dyskonty i jakie konsekwencje rodzą dla całej gospodarki – co jest dobre, bo na pewno są takie obszary, a co jest z pewnością złe – mówi Krzysztof Rejman.
Teresa Stachnio, wiceprezes sieci drogerii Jasmin jest pewna, że debata na temat niekontrolowanego rozwoju dyskontów jest konieczna i powinna być poparta aktywnościami lokalnych przedsiębiorców. – Wydaje się, że jeśli będziemy umieli pokazać siłę naszego detalicznego handlu – nowoczesnego z tradycjami – to powinno doprowadzić do planowania modelu zagospodarowania powierzchni handlowych i ustaleń modelu handlowego – komentuje.
Coraz niższe ceny, znikome marże
Zaburzenie równowagi rynkowej poprzez zaniżanie cen, to działa wytaczane przez innych uczestników handlu przeciwko dyskontom, ale i producentom. – Dyskonty są obecnie największym zagrożeniem dla lokalnego handlu, w tym drogeryjnego. Obniżają drastycznie ceny na produkty, najczęściej koncernowe w innych opakowaniach i gramaturach niż są dostępne w innych sieciach. To dezorientuje klientów, którzy już nie wiedzą, czy dany produkt jest w dobrej cenie, czy nie, zawsze jutro oferta może być jeszcze lepsza – mówi Teresa Stachnio.
Producentom drobni detaliści zarzucają, że gonią za szybkim zyskiem, bez względu na konsekwencje. Wśród głównych grzechów wymieniają krótkowzroczne działanie, brak polityki cenowej, nierówne traktowanie odbiorców. Jak mówią, ceny produktów są coraz niższe, marże znikome, promocje obowiązują na 70 proc. asortymentu w sklepach, różnice pomiędzy produktami z półki ekonomicznej a premium są coraz mniejsze – nie wiadomo, co markowe, co dyskontowe. Zauważają, że w dyskontowej formule handlu nie ma miejsca na szeroką ofertę, na lokalne produkty, co jest niekorzystne i dla handlu i dla samych producentów. Ta zabójcza pogoń zdaje się prowadzić donikąd – przekonują.
Czy producent może zrezygnować z dyskontu?
Z drugiej strony trzeba pamiętać o nastrojach społecznych – 83 proc. Polaków twierdzi, że gospodarka znajduje się obecnie w recesji. 90 proc. uważa, że jest zła sytuacja na rynku pracy, 70 proc. negatywnie 
 ocenia stan swoich finansów, 75 proc. uważa, że to nie jest dobry czas na zakup dóbr – pokazują dane Nielsena. Zdaje się, że producenci nie mają wyjścia. Nawet firmy obecne dotychczas tylko w segmencie premium starają się wprowadzać tańsze marki, żeby wejść z nimi na masowy rynek i sprzedawać. Tradycyjny rynek się kurczy. Dyskonty zapewniają obrót, którego potrzebują. – Biedronka podczas jednorazowej, dwutygodniowej akcji typu „in-out” sprzedaje 200 tys. sztuk danego produktu, a rynek tradycyjny taką samą ilość kupuje w ciągu 6 miesięcy. To pokazuje, jaka jest siła dyskontów – mówi jeden z producentów obecny ze swoimi kosmetykami w obu kanałach sprzedaży. Z oczywistych względów chce pozostać anonimowy. – Oczywiście marża wypracowana przez producenta w Biedronce jest dużo mniejsza niż na rynku tradycyjnym. Są też długie 60-90-dniowe terminy płatności. Tyle się czeka na pieniądze za to, co Biedronka sprzeda w ciągu dwóch tygodni. Na rynku tradycyjnym terminy są krótsze – dodaje. Dlaczego więc rynek tradycyjny ma takie kłopoty? – pytamy. – Dyskonty zmieniły politykę asortymentową. Jeszcze dwa lata temu skupiały się na własnych markach. Dziś oferują dobre, markowe kosmetyki. Jeśli klient może więc kupić w dyskoncie kosmetyki znanych marek o 30-40 procent taniej niż w drogeriach, to handel tradycyjny przestaje być wiarygodny – tłumaczy nasz rozmówca. Zarazem przyznaje, że ta droga prowadzi donikąd, bo zdanie się na dyskonty może doprowadzić do tego, że za chwilę producent zamiast 200 produktów w portfolio będzie miał 20 najlepiej rotujących. – A jak jego konkurent obniży cenę o złotówkę, to z tych 20 zrobi mu się 10, bo trzeba pamiętać, że kupcy w dyskontach wprowadzają element rywalizacji pomiędzy producentami. Liczy się, kto da najtańszą ofertę – dodaje. Czy w takim razie producent może pozwolić sobie na zrezygnowanie z dyskontów?
– Moim zdaniem nie. Rynek tradycyjny ma wartość „x”, na którą pracujesz 12 miesięcy. A skoro 4 akcje w Biedronce robią ci połowę tego „ x”, to zastanawiasz się, po co pakować się w zatrudnianie przedstawicieli handlowych, w negocjacje z hurtowniami? Tu szalę przeważa wartość tego jednorazowego obrotu, który można zrobić z dyskontem – mówi nasz rozmówca. Trzeba też dodać - odnosząc się do argumentu nierównego traktowania partnerów handlowych - że producent nie może narzucać swoim odbiorcom cen, za jakie ci zaoferują je klientom. To prawnie zakazane. To nie on decyduje więc, za ile dyskont wystawi towar na sprzedaż, a taka sieć jak Biedronka może sobie pozwolić na zrezygnowanie z własnej marży i sprzedaż w cenach detalicznych niższych niż hurtowe w handlu tradycyjnym.
Czy producenci mogą liczyć na zrozumienie? – Żyjemy w gospodarce rynkowej, co oznacza, ze każdy biznes szuka dla siebie najlepszych możliwości na rozwój – a bez zysku nie ma na niego szans – komentuje Krzysztof Rejman, dyrektor sieci Kosmeteria. – Nigdy nie będę winił producenta, że zachowuje się tak czy inaczej – on ma prawo podejmować wszelkie decyzje, które dla jego biznesu będą najkorzystniejsze, z pełnymi konsekwencjami dla niego, jak i pracowników, których zatrudnia. I w tym obszarze zawiera się jego odpowiedzialność. Na tym też polega gra rynkowa, że każdy, kto bierze w niej udział, pragnie wygrać i zapewnić sobie najbardziej bezpieczną i stabilną przyszłość. Natomiast ustalanie zasad tej gry, to już domena i odpowiedzialność państwa i jego agend. Ewidentnie widać, że gra, która toczy się aktualnie w handlu w Polsce, zmienia go bardzo dynamicznie – jedni bardzo zyskują, inni bardzo tracą. Jeszcze nie tak dawno to hipermarkety były najbardziej przyciągającym konsumentów formatem sklepów, dzisiaj są to ewidentnie dyskonty – i jedne, i drugie, mają wpływ na „kurczenie” się indywidualnych, małopowierzchniowych sklepów detalicznych. A to na pewno nie jest w interesie społecznym – dodaje Krzysztof Rejman.

Co na to konsumenci?

Polacy chcą kupować tanio, bo na drożej ich nie stać. W większości nie analizują, skąd biorą się niskie ceny, nie kierują się lokalnym patriotyzmem. Jeśli sami nie prowadzą biznesu, nie rozumieją zachodzących tu zależności. Krytykują doniesienia o próbach regulacji rynku przez inicjatywy społeczne lub rządowe. I są bezlitośni w swoich ocenach.
„Nie wiem, czy politykom to wyjdzie na zdrowie – może i zyskają poparcie paru czy parunastu tysięcy drobnych kupczyków, ale zrażą do siebie miliony klientów dużych sklepów, którzy chcą kupować w dyskontach i supermarketach, bo tam jest po prostu taniej”.
„Czy chcecie walczyć z sieciami w interesie sklepikarzy, ale WBREW interesom większości Polaków?”
„Jest wolny rynek, jeżeli do kogoś trafia oferta małych sklepów, to tam kupuje. Jeżeli nie, to sklepy muszą zmienić ofertę albo się zwinąć. Jak ze wszystkim”.
„Nie było sklepów, było źle, teraz są i też jest źle. Co będzie, jak te Kauflandy, Tesco, Lidle, Auchany, Biedronki... wrócą tam, skąd przyszły? Będzie lepiej?” – to tylko przykłady wpisów na wyborcza.pl pod artykułem dotyczącym planowanej walki z sieciami handlowymi, dyskontami i handlem w niedziele.
Szczególnego znaczenia nabierają wobec takich nastrojów społecznych wysiłki zmierzające do konsolidacji polskiego handlu i zbudowania mocnych, polskich sieci drogeryjnych. – Nie możemy tylko narzekać, że handel tradycyjny upada, trzeba podjąć konkretne wyzwania, aby to zmienić. Sieci działające w rynku tradycyjnym silne będą wtedy, kiedy będą w stanie spełnić oczekiwania producentów i konsumentów. Tylko dobrze zorganizowany model biznesowy będzie w stanie skutecznie konkurować z dyskontami, i nie tylko z nimi – podkreśla Teresa Jonas, prezes franczyzowej sieci  Drogerie Polskie.
Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
23.09.2026 14:44
Dziewczynki mówią reklamą i mają „niedoskonałości” w wieku 10 lat; szokujący raport Fundacji Kosmos dla Dziewczynek
Dziewczynki mówią o pielęgnacji frazami z reklam: „niedoskonałości”, „dobre składy”, „kosmetyki do młodej skóry”. Jednocześnie rzadko widzą w sobie odbiorczynie ww. reklam.Fundacja Kosmos Dla Dziewczynek

Dziewczynki w wieku 10–12 lat mają coraz większą wiedzę o kosmetykach, markach i trendach, a pielęgnacja twarzy zajmuje części z nich od 10 minut do nawet godziny dziennie. Raport Fundacji Kosmos dla Dziewczynek pokazuje, że produkty beauty stają się nie tylko elementem codziennych rytuałów, ale także ważnym tematem relacji rówieśniczych, zakupów i sposobu myślenia o wyglądzie. Jednocześnie dzieci często posługują się językiem zaczerpniętym bezpośrednio z komunikacji marketingowej.

Raport „Dziewczyńskiej Debaty” Fundacji Kosmos dla Dziewczynek powstał na podstawie rozmów z 20 dziewczynkami w wieku 10–12 lat, które w maju 2026 r. spotkały się w Warszawie. Była to już czwarta edycja inicjatywy organizowanej przez fundację, tym razem we współpracy z Fundacją im. Stefana Batorego w ramach Programu Równych Praw, finansowanego przez Komisję Europejską. Temat kosmetyków wybrały same uczestniczki. W konsultacjach i ankiecie poprzedzających debatę wzięło udział 112 dziewczynek – właśnie kosmetyki otrzymały najwięcej wskazań. Wnioski nie są wynikiem reprezentatywnego badania rynku ani badania naukowego. Fundacja określa publikację jako raport partycypacyjny, którego celem jest przedstawienie perspektywy uczestniczek.

Kosmetyki jako codzienna kompetencja

Zebrane wypowiedzi pokazują, że część dziewczynek już w wieku 10–12 lat bardzo dobrze zna konkretne produkty, marki i trendy. Wiedzę zdobywają przede wszystkim w internecie – wymieniają YouTube, Pinterest, influencerki oraz media społecznościowe, ale także reklamy i promocje w drogeriach oraz rekomendacje koleżanek. Kosmetyki pojawiają się również w reklamach wyświetlanych podczas gier online, czasem wielokrotnie w trakcie jednej rozgrywki.

Szczególnie istotną kategorią okazuje się „skincare”, rozumiany nie jako podstawowa higiena, lecz wieloetapowa pielęgnacja twarzy. Dziewczynki mówią o tonikach, kremach czy maseczkach, stosowanych w określonej kolejności i o konkretnych porach dnia. Część z nich korzysta z produktów, które nie są przeznaczone dla ich grupy wiekowej. Wśród przykładów pojawiają się m.in. maseczki o działaniu ujędrniającym, atrakcyjnie opakowane produktami kierowanymi do młodszych konsumentek.

image

Beauty dla chłopców? Gen Alpha kupuje skincare, perfumy i kosmetyki premium

Deklarowany czas przeznaczany na pielęgnację wynosi od 10 minut do nawet godziny dziennie. Dziewczynki wskazywały zarówno na przedziały 10–20 minut, jak i około 30 minut czy 60 minut. Nie uwzględniały przy tym mycia się ani suszenia włosów. Dla części z nich jest to czas relaksu, przyjemności i „czasu dla siebie”. Jednocześnie podczas rozmowy o świecie bez kosmetyków pojawiła się perspektywa odzyskania tego czasu. Jedna z uczestniczek wskazywała, że bez pielęgnacji można byłoby zyskać około 20 minut przed wyjściem z domu.

Raport zwraca uwagę na szczególne znaczenie języka „dbania o siebie”. W komunikacji beauty pielęgnacja jest często przedstawiana jako forma troski o własny dobrostan. Dziewczynki przejmują ten sposób opisywania kosmetyków, choć jednocześnie część z nich sama podważa utożsamianie self-care z używaniem produktów. W debacie pojawiła się opinia, że dbanie o siebie może oznaczać również spacer, sport czy zdrowe jedzenie.

Marketing przenika język

Jednym z najważniejszych wątków raportu jest rozbieżność między deklarowaną świadomością reklam a rzeczywistym wpływem języka branży. Dziewczynki wiedzą, że reklama ma sprzedawać produkt. Potrafią również wskazać ryzyko związane z influencer marketingiem. Jednocześnie w swoich wypowiedziach wykorzystują sformułowania charakterystyczne dla komunikacji kosmetycznej: mówią o „dbaniu o siebie”, „niedoskonałościach”, „dobrej skórze”, „dobrych składach”, „sprawdzonych produktach” czy „kosmetykach do młodej skóry”.

Według autorek raportu pokazuje to, że przekaz marketingowy może oddziaływać nie tylko na wybory zakupowe, ale również na sposób opisywania własnego ciała i wyglądu. Szczególne znaczenie ma tu słowo „niedoskonałości”. Dziewczynki używają go w odniesieniu m.in. do krostek, pryszczy czy zmarszczek i łączą kosmetyki z ich zakrywaniem, korygowaniem lub poprawianiem.

Jednocześnie uczestniczki deklarują znajomość różnych kanonów piękna i przekonanie, że nie trzeba się malować, aby być atrakcyjną. W ich wypowiedziach współistnieją więc komunikaty o samoakceptacji oraz przekazy sugerujące możliwość poprawiania wyglądu. Z jednej strony „każdy jest piękny”, z drugiej – można ukrywać „niedoskonałości” i stawać się „lepszą wersją siebie”.

image

Skincare dla dzieci wymknął się spod kontroli? Ekspert apeluje do marek beauty

To napięcie jest widoczne również w podejściu do makijażu. Dziewczynki najczęściej wskazują, że powinno się po niego sięgać dopiero około 13–15 roku życia, choć jednocześnie część z nich przyznaje, że sama próbuje się malować już wcześniej. Makijaż jest postrzegany zarówno jako sposób upiększania i zakrywania problemów z cerą, jak i forma kreatywności, eksperymentowania czy wyrażania emocji.

Drogeria jako miejsce spotkań

Kosmetyki pełnią wśród badanych nie tylko funkcję produktową. Stają się również elementem relacji społecznych. Dziewczynki opowiadały o wspólnych nocowankach, podczas których nakładają sobie maseczki, kremy i wykonują makijaże. Wymieniają się informacjami o produktach, polecają sobie marki i obserwują nowości.

Istotnym miejscem jest także drogeria. Z wypowiedzi uczestniczek wynika, że wspólne chodzenie do popularnych sieci handlowych może być sposobem spędzania wolnego czasu – dziewczynki oglądają produkty, sprawdzają nowości i promocje, a następnie dokonują zakupów. Jedna z przywołanych przez fundację historii dotyczy dziewczynek, którym pracownice drogerii przechowują plecaki przy kasach.

Kosmetyki mogą więc działać jak rodzaj kompetencji społecznej. Znajomość produktów, marek i trendów ułatwia wejście do grupy i uczestniczenie w rozmowie. Brak zainteresowania kosmetykami nie musi jednak oznaczać wykluczenia – uczestniczki podkreślały, że możliwa jest przyjaźń między dziewczynkami, z których jedna się maluje, a druga nie. Jednocześnie temat może dzielić, m.in. ze względu na różnice w możliwościach zakupowych albo odmienne podejście do makijażu.

Wśród mechanizmów marketingowych szczególnie mocno zwracały uwagę na produkty typu mystery box i blind box, oparte na elemencie niespodzianki i ograniczonej dostępności. Dziewczynki potrafiły wskazać konkretne marki i kanały komunikacji skierowane do młodszych odbiorczyń. Znajomość influencerów i trendów jest przy tym często szczegółowa, nawet jeśli dana dziewczynka sama nie używa jeszcze określonych produktów.

Kto decyduje o zakupach?

Pierwsze kosmetyki dziewczynki najczęściej otrzymują od najbliższych – przede wszystkim od mam, ale także od ojców, innych członków rodziny czy w prezencie. Mamy są też pierwszym punktem odniesienia: dziewczynki obserwują ich makijaż, pielęgnację i zakupy.

Z czasem znaczenie rodzinnego autorytetu maleje. W procesie wyboru kosmetyków pojawiają się koleżanki, influencerki, osoby uznawane za ekspertki i eksperci oraz komunikaty marek. Internet staje się miejscem poszukiwania rekomendacji i odpowiedzi na pytania dotyczące produktów.

image

Drunk Elephant próbuje odzyskać dorosłych klientów. Dane pokazują, jak trudne będzie to zadanie

Uczestniczki mają przy tym świadomość problemu wiarygodności informacji. Wiedzą, że twórca internetowy może otrzymać wynagrodzenie za promocję produktu, a pozytywne opinie nie muszą oznaczać, że kosmetyk będzie odpowiedni dla każdego. Jedna z dziewczynek opisywała własną metodę weryfikowania informacji: sprawdzenie produktu, porównanie ceny i wyszukiwanie dodatkowych informacji w internecie. Inna zwracała uwagę na znaczenie opinii, ale jednocześnie zauważała, że różne typy skóry mogą różnie reagować na ten sam produkt.

Raport wskazuje jednak na ograniczoną obecność takich rozmów w domu i szkole. Dziewczynki deklarowały, że rzadko rozmawiają z dorosłymi o tym, czym właściwie jest pielęgnacja, od jakiego wieku warto stosować określone produkty, jak działa reklama i w jaki sposób wpływa na decyzje zakupowe.

Presja wyglądu i „niedoskonałości”

W wypowiedziach dziewczynek kosmetyki są związane nie tylko z atrakcyjnością, ale także ze wstydem, oceną i presją rówieśniczą. Pojawiał się wątek obawy przed wyśmianiem z powodu wyglądu, np. trądziku. Kosmetyk może w takiej sytuacji pełnić funkcję narzędzia pozwalającego ograniczyć ryzyko negatywnej oceny.

Jednocześnie dziewczynki potrafią dostrzec mechanizm stojący za tym zjawiskiem. W rozmowie o świecie bez kosmetyków wskazywały, że ludzie mogliby częściej pokazywać naturalny wygląd i mniej wstydzić się swoich twarzy. Pojawiały się również refleksje dotyczące „maski”, którą może tworzyć makijaż.

To właśnie hipotetyczny świat bez kosmetyków okazał się jednym z ciekawszych elementów debaty. Uczestniczki mówiły o większej akceptacji różnic, ograniczeniu presji dotyczącej wyglądu i możliwości zobaczenia ludzi „takimi, jacy są”. Jednocześnie większość z nich traktowała taki scenariusz jako eksperyment myślowy. Zakładały, że wcześniej czy później same zaczną używać kosmetyków, ponieważ obserwują starsze koleżanki i własne mamy.

Raport pokazuje więc grupę konsumentek, która znajduje się na styku kilku światów: dzieciństwa, presji rówieśniczej, mediów społecznościowych, rodzinnych wzorców oraz szybko rozwijającego się rynku beauty. 20 uczestniczek debaty nie reprezentuje całej populacji dziewczynek w Polsce, ale ich wypowiedzi pokazują, jak wcześnie zaczynają one funkcjonować w świecie marek, produktów i komunikacji kosmetycznej.

image

Gen Beta nadchodzi. To oni mogą być kolejną wielką grupą konsumentów beauty

Dla branży beauty wnioski są istotne również z perspektywy sposobu docierania do młodych odbiorczyń. Dziewczynki nie postrzegają siebie przede wszystkim jako odbiorczyń reklam, choć jednocześnie posługują się językiem marketingu, śledzą influencerki, rozpoznają produkty i marki oraz uczestniczą w zakupach. W ich przypadku granica między treścią rozrywkową, poradnikową, edukacyjną i reklamową może być trudna do jednoznacznego rozpoznania.

Raport Fundacji Kosmos dla Dziewczynek nie odpowiada na pytanie, jak powinien wyglądać marketing kosmetyczny kierowany do najmłodszych. Stawia natomiast szersze pytania o zakres komunikacji beauty docierającej do dzieci, edukację konsumencką, rolę dorosłych oraz odpowiedzialność branży za sposób przedstawiania pielęgnacji, wyglądu i samoakceptacji. W sytuacji, w której dziewczynki już w wieku 10–12 lat poświęcają na pielęgnację nawet 60 minut dziennie, znają konkretne marki i trendy oraz odwiedzają drogerie także jako formę spędzania czasu z rówieśniczkami, temat przestaje być wyłącznie kwestią przyszłych konsumentek. Staje się elementem ich obecnego środowiska społecznego i komunikacyjnego.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
22.09.2026 09:07
Moc opakowania – budowanie przewagi w segmencie kosmetyków i chemii gospodarczej
materiał partnera

Mniej niż jedno na cztery opakowania wyróżnia się na półce – wynika z audytu przeprowadzonego w Polsce przez DS Smith, wiodącego producenta opakowań z tektury falistej dla produktów z segmentu kosmetyków i chemii gospodarczej. Kategorie artykułów stają się trudniejsze do odróżnienia, a same produkty coraz łatwiej przeoczyć na półce. Co to oznacza i jak można temu zapobiec? Dowiedz się więcej podczas webinaru już 8 października 2026 roku!

Kategoria kosmetyków i chemii gospodarczej od kilku lat rozwija się bardzo dynamicznie. Z jednej strony powstało wiele nowych i niszowych marek, które oferują specjalistyczne produkty, wyróżniające się pod względem formuły i właściwości. Z drugiej strony coraz więcej sklepów inwestuje w rozwój marek własnych, tworząc szerokie portfolio produktów. Rynek jest rozdrobniony, konkurencja wśród marek jest duża, a walka o klienta wymaga nowego podejścia i strategii. 

Chociaż cena i jakość produktów wciąż odgrywają znaczącą rolę przy podejmowaniu decyzji zakupowych, to coraz mocniej walka rozgrywa się również na innych polach. Jak zwracają uwagę eksperci DS Smith, aż 74% produktów przebadanych podczas audytu było wystawionych
w opakowaniach typu SRP (Shelf Ready Packaging). Bardzo często właśnie to opakowanie zbiorcze jest pierwszym miejscem styku klienta z marką, co oznacza, że może ono znacząco przyciągać uwagę, jak również budować pozytywne doświadczenia z marką. Niestety, wyniki audytu pokazują, że marki niedostatecznie wykorzystują ten potencjał.

Niewykorzystany potencjał opakowań

Kiedyś rola opakowań zbiorczych sprowadzana była przede wszystkim do funkcji logistycznej, jednak na przestrzeni lat mocno się to zmieniło. Wpływ na to miały m.in. zmiany nawyków zakupowych konsumentów, rozwój nowych kanałów zakupowych i sposobów dystrybucji, czy czas rotacji produktów na półkach. Dziś odpowiednio zaprojektowane rozwiązania opakowaniowe zapewniają nie tylko bezpieczeństwo produktów w transporcie oraz w sklepie, ale przede wszystkim umożliwiają odpowiednią ekspozycję artykułów na półce sklepowej, pełne wykorzystanie funkcji brandingowej oraz dostarczenie niezbędnych informacji o produkcie. Nie wszystkie firmy zdają sobie sprawę, że czasami wystarczą niewielkie zmiany, aby wykorzystać pełen potencjał opakowań zbiorczych do tworzenia pierwszych, pozytywnych doświadczeń klienta oraz budowania świadomości marki w perspektywie długofalowej.

Chcesz wykorzystać moc opakowań? Zapisz się na webinar DS Smith 

Już 8 października 2026 obędzie się webinar organizowany przez DS Smith, który będzie skierowany między innymi do producentów, właścicieli marek, przedstawicieli sieci handlowych oraz osób odpowiedzialnych za rozwój produktów, zakupy, opakowania, logistykę i sprzedaż.

Podczas webinaru eksperci DS Smith opowiedzą m.in.:

  • jak opakowania mogą wpłynąć na optymalizację łańcucha dostaw oraz wzrost sprzedaży produktów,
  • jakie trendy konsumenckie wpływają na rynek, a tym samym na sprzedaż i dystrybucję produktów,
  • o wdrożeniu innowacyjnych rozwiązań opakowaniowych oraz ich przełożeniu na wyniki biznesowe.

Rejestracja na webinar daje natychmiastowy dostęp do raportu podsumowującego audyt DS Smith przeprowadzony w lipcu 2026 roku w polskich sklepach. Materiał prezentuje najważniejsze trendy, zmiany rynkowe i wyzwania związane z projektowaniem oraz doborem opakowań dla produktów z segmentu kosmetyków i chemii gospodarczej.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
23. wrzesień 2026 22:55