StoryEditor
Rynek i trendy
14.05.2013 00:00

Myslimy nie tylko o drogeriach

Dom i Piękno – to projekt zarządzania całą kategorią kosmetyczno-chemiczną, który Drogerie Polskie wprowadzają w sklepach spożywczo-chemicznych. Ma on ułatwić detalistom wybór produktów dopasowanych do specyfiki sklepu i zwiększyć ich rotację. Dla drogerii i sklepów kosmetyczno-chemicznych prowadzony jest osobny projekt kompleksowego zarządzania całym sklepem.

Sklepy spożywczo-chemiczne i drogerie mogą z powodzeniem obok siebie funkcjonować, bo na lokalnych rynkach nie stanowią dla siebie bezpośredniej konkurencji. I chociaż są to dwie różne grupy sklepów, to cele obu projektów są takie same: poza zwiększeniem obrotów w kategorii, chcemy ułatwić naszym klientom zarządzanie ofertą, zapewnić stabilność biznesu i skuteczną konkurencję na lokalnych rynkach w odniesieniu do sieciowych drogerii i sklepów wielkopowierzchniowych.
W odpowiedzi na malejące siły sprzedaży producentów
Firmy badawcze raportują stały wzrost liczby i znaczenia dyskontów oraz zagranicznych drogerii sieciowych. Widać wyraźnie, że handel małoformatowy kurczy się. Maleje liczba sklepów spożywczo-chemicznych i prywatnych drogerii, a kondycja tych, które nadal funkcjonują, może nie przetrwać próby czasu. A przecież konsekwencje takiego scenariusza prędzej czy później przełożą się na dystrybutorów operujących w tym segmencie rynku.
Zgadzam się z opinią z marcowego numeru „Wiadomości Kosmetycznych”, że w niedalekiej przyszłości dystrybutorzy przejmą całkowicie rolę przedstawicieli liniowych producentów. Jest to nieunikniony proces, można z nim polemizować, ale najlepiej przystosować swoją dystrybucyjną strategię do tego, co i tak prędzej czy później nastąpi.
To, co dziś robimy w Drogeriach Polskich, jest właśnie taką strategią. Projekt nie torpeduje pracy przedstawicieli handlowych producentów, a wręcz ułatwia im pracę, bo jest nastawiony na wzrost sprzedaży, budowanie dystrybucji kluczowych SKU, zapewnia dostępność i widoczność każdego SKU, również w sklepach nie obsługiwanych przez własne siły sprzedaży.
Wszystko kręci się wokół kupującego
Pracujemy w branży FMCG, a jej dzisiejszy obraz w Polsce to duża liczba oraz wysoka i bardzo często podobna jakość markowych produktów w porównywalnych do siebie cenach. Za tym idzie ogromna konkurencyjność ze strony producentów, a walka przedstawicieli handlowych producentów i dostawców o udziały ich produktów na półce odbywa się często kosztem sklepu. Efekty takich działań widzimy na co dzień: za duży zapas towaru na półce (i w magazynie!) w odniesieniu do możliwości sprzedażowych sklepu, sprzedaż przez przedstawiciela większej liczby SKU niż jest w stanie pomieścić przeznaczona na nie półka, nietrafione produkty itp. Nie prowadzi to do rozwoju biznesu detalisty, bo poza bałaganem na półce, zaangażowany jest niepotrzebny kapitał lub pogarsza się płynność finansowa sklepu i brakuje miejsca lub pieniędzy, aby postawić na półce to, co sprzedaje się najlepiej.
Taki model sprzedaży nie buduje konkurencyjności sklepu i atrakcyjnej oferty dla kupującego. A dzisiejszy rynek FMCG jest nastawiony na konsumenta i ostrą konkurencję właśnie o niego. Dlatego też punktem wyjścia w obu naszych projektach jest kupujący.
Jak rozgryźć konsumentów?
Gdy popatrzymy na zmieniający się styl życia polskich konsumentów i ich zachowania zakupowe to zobaczymy, że mogą one być szansą dla małych i średnich sklepów. Żyjemy w coraz większym pośpiechu i czas nabiera dla nas nowej, większej wartości. Coraz częściej okazuje się, że ten sam produkt czy wszystko, czego potrzebujemy w danej chwili, kupimy dużo szybciej i wygodniej w osiedlowym sklepie lub w drogerii niż w hipermarkecie, w którym nie tylko zakupy dłużej trwają, lecz przecież trzeba też do niego dojechać.
Realia są jednak takie, że chociaż Polacy cenią sobie wygodę i komfort zakupów, to często wybierają sieci handlowe. Zastanawiamy się dlaczego wolą akurat ten sklep, a nie inny, bliżej położony? Uważamy, że przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w preferencjach kupujących. Przeprowadzone badania nad nawykami zakupowymi polskich konsumentów doprowadziły do wyróżnienia kilku podstawowych misji zakupowych różniących się od siebie charakterem zakupów i ich przeznaczeniem, nastrojem kupujących, miejscem robienia zakupów itp.

Codzienne i awaryjne zakupy

Nie odkryjemy niczego nowego, jeśli powiemy, że my sami, jako konsumenci, z innych powodów robimy zakupy w sąsiedzkim sklepie spożywczo-chemicznym, a z innych powodów wchodzimy do drogerii. W obu przypadkach oczekujemy zupełnie innej oferty, jeśli chodzi o kosmetyki czy tzw. chemię, bo szukamy tam najczęściej zupełnie innych produktów. Dlatego też w DP opracowaliśmy dwa osobne, uzupełniające się projekty. W projekcie Dom i Piękno koncentrujemy się na dwóch najważniejszych misjach adresowanych do sklepu spożywczo-chemicznego:   „Rutynowych codziennych zakupach” oraz „Zakupach awaryjnych”.
Rutynowe codzienne zakupy to zakupy małe, ale robione często, zwykle w pośpiechu, np. w drodze z pracy do domu. Obejmują głównie produkty żywnościowe na dzień lub dwa – pieczywo, nabiał, owoce. Ale, co ważne dla nas: przy okazji konsumenci kupują również podstawowe produkty kosmetyczno-chemiczne, żeby nie tracić czasu na osobną wizytę w drogerii.
Misja „Brakuje!” nie jest zwykle planowana – to uzupełnianie braków, które utrudniają wykonywanie codziennych, rutynowych czynności, takich jak gotowanie, sprzątanie czy higiena osobista. Takie awaryjne zakupy mogą być rozszerzone do większych (na 1-2 dni), gdy chcemy uniknąć kolejnej wizyty w sklepie w krótkim czasie – czyli wchodzimy do sklepu po mleko i cukier, a kupujemy przy okazji np. kostkę do toalet czy pastę do zębów, bo właśnie się nam kończy.

W obu wymienionych przypadkach kupujący ma konkretne i sprecyzowane oczekiwania w stosunku do sklepu. Ważne jest, aby taki sklep:
*  był usytuowany „po drodze” – blisko domu lub pracy, powinien mieć też atrakcyjny i czysty wygląd, tak by zachęcał do wejścia
*  miał sprawną organizację i przejrzysty układ półek, aby szybko i bez wysiłku zrobić zakupy
*  miał pełną ofertę artykułów spożywczych oraz podstawowych artykułów kosmetycznych i chemicznych, ale niezbyt szeroki asortyment, żeby ułatwić wybór i przyspieszyć decyzję (słowo „podstawowe” ma tu kluczowe znaczenie).

Dodatkowo konsument nie kupuje w takim sklepie dużo, więc często jest skłonny sięgnąć po droższe produkty.
Takie oczekiwania kupujących mogą być dużą szansą dla małych i średnich sklepów w skutecznej konkurencji ze sklepami wielkoformatowymi, bo są po prostu do spełnienia. Trzeba je przenieść na dobre zaplanowanie sklepu: dobór oferty, przejrzysty układ regałów i przejrzysty układ półek.
Opisane powyżej procesy stanowiły podstawę do zaproponowania naszym klientom konkretnych rozwiązań. Projekt w obiektywny sposób godzi interesy i zapewnia rozwój wszystkich stron biorących w nim udział: kupującego, sklepu, dystrybutora, producentów. Zapewnia miejsce na półce również dla mniejszych, niszowych i lokalnych marek, ponieważ bierzemy pod uwagę nie tylko udziały rynkowe marek w skali Polski, ale także dane sprzedażowe sklepów, dominujący profil klientów czy najbliższą konkurencję.
Dopasowanie do specyfiki sklepu
W pierwszej fazie projektu podzieliliśmy wszystkie kategorie i produkty będące w dystrybucji firmy Błysk na te, po które kupujący sięgnie przy okazji w sklepie spożywczo-chemicznym oraz na te, po które pójdzie specjalnie do drogerii.
W projekcie Dom i Piękno pokazujemy jak skutecznie zarządzać całą kategorią kosmetyczno-chemiczną w sklepie spożywczo-chemicznym. Jest to najczęściej mała cześć oferty takiego sklepu i z tego powodu często marginalizowana przez właściciela placówki i źle zarządzana: nie ma na niej w ogóle np. antyperspirantów czy droższych szczoteczek do zębów („przecież po drugiej stronie ulicy jest drogeria”). Często półka kosmetyczno-chemiczna jest również za duża i nieefektywna.
Projekt, jak wspomniałem wcześniej, odnosi się do potrzeb konsumenta i bierze pod uwagę to, że kategoria kosmetyczno-chemiczna, niezależnie od wielkości sklepu, nie jest w tym wypadku głównym celem zakupów. Skupiliśmy się więc przede wszystkim na tym, czego oczekuje od tego typu placówek konsument kupujący przy okazji artykuły chemiczne:
* Półka na kosmetyki i chemię zajmuje więc odpowiednią ilość miejsca w porównaniu do pozostałych kategorii i oferuje wyselekcjonowany wybór produktów. Razem z klientem ustalamy jej lokalizację i wielkość. Dodatkowo, dla poprawy nawigacji, mamy rozwiązanie przyjemnej i nieingerującej w wystrój sklepu wizualizacji z kasetonem Dom i Piękno.
* Półka, pomimo ograniczeń, obejmuje jednocześnie wszystkie kategorie, których w takim sklepie poszukuje kupujący. Odzwierciedlają one udziały w koszyku zakupowym – nie jest zdominowana np. przez płyny do naczyń, ale są tam również np. podstawowe kosmetyki.
*  W dużym sklepie, który dla Kowalskiego jest także miejscem robienia tygodniowych zakupów, z racji większej przestrzeni pojawią się dodatkowe kategorie, np. wybrane produkty SPA czy podstawowa koloryzacja włosów. Jednak i w tym przypadku eliminujemy pozycje, które są kupowane głównie w drogeriach, angażują kapitał, „nie pracują na półce”, a dodatkowo zabierają miejsce kategoriom spożywczym, na których taki sklep głównie zarabia.
*  Dobierając asortyment, w każdej kategorii dzielimy go na 2 segmenty: premium i ekonomiczny. Spośród obu segmentów wybieramy wspólnie z właścicielem sklepu najlepiej sprzedające się SKU, w takiej liczbie, aby każdy był widoczny. Mamy w ten sposób stałą listę najlepiej sprzedających się produktów powstałą w oparciu o dane rynkowe i ranking sprzedaży sklepu, więc nie ma tutaj nic „narzuconego z góry”.
*   Produkty na półce są logicznie zgrupowane – górną część regału zajmują kosmetyki. Wykorzystujemy też wiedzę o współkupowaniu kategorii, np. kostki do toalet i odświeżacze powietrza stoją obok płynów do toalet, a pasty do zębów obok szczoteczek.
*   Finalnie wypracowane zostają listy asortymentowe dla różnej wielkości sklepu (półki) i analogicznie – planogramy półki kosmetyczno-chemicznej.
*  Kolejnym etapem jest implementacja projektu w sklepach. Sami, w uzgodnionych terminach, dokonujemy fizycznej przebudowy półek.
*  Ważnym elementem całego projektu są przedstawiciele handlowi firmy Błysk. Mają oni za zadanie dalszą opiekę nad przebudowaną półką i kompletne zarządzanie całym procesem zamówień i dostaw do sklepu. Wpisują się w nową rolę przedstawiciela handlowego dystrybutora
– zamiast akwizytora i windykatora należności są doradcami dla sklepów, które odpowiadają za całą kategorię i rozwój klienta, a nie tylko za swoje produkty.
*  Zaangażowaliśmy też w projekt same sklepy. Przygotowane przez nas prezentacje są przeznaczone nie tylko dla właścicieli czy kierowników, ale też dla personelu sklepów i przekazują tę samą wiedzę o konsumencie i efektywnym zarządzaniu półką.
*  Ostatnim etapem projektu jest okresowa weryfikacja asortymentu, uwzględniająca wprowadzane przez producentów nowości czy sezonowość sprzedaży niektórych kategorii, ale na zasadzie: jeśli wchodzi na stałe jakieś SKU, to na miejsce innego w ramach tej kategorii (tak jak to się odbywa w tzw. handlu nowoczesnym).
Projekt został uruchomiony na początku tego roku i jest cały czas kontynuowany (przez ostatnie 2 lata podobne projekty prowadziłem pracując w Unilever Polska). Wdrożyliśmy go w ponad 100 sklepach, budził czasami różne emocje, bo realizował go producent, ale i tak odniósł sukces, jeśli chodzi o wzrost kategorii.
Dystrybutor ma większe szanse: w projekcie Dom i Piękno nikt nie jest marginalizowany i każdy producent ma miejsce na półce, jeśli jego marki mają ugruntowaną pozycję w udziałach rynkowych. Ważne też jest, aby producenci razem z dystrybutorami konsekwentnie budowali udziały swoich marek również w tzw. rynku tradycyjnym w sposób w jaki to często robią w innych kanałach handlu. W naszym interesie jest jak największy wzrost i rozwój naszych klientów, bo to oznacza korzyść również dla nas. Coraz dłuższa lista sklepów uczestniczących w projekcie pozwala sądzić, że on działa. Zresztą wstępne wyniki sprzedażowe u naszych klientów to potwierdzają.

Leszek Rzeszótko

dyrektor ds. rozwoju sieci Drogerie Polskie
Menedżer z wieloletnim doświadczeniem. Przez ostatnie lata związany był z Unilever Polska, gdzie pracował na stanowisku kierownika sprzedaży w kanale hurtowym. Zdobywca tytułu Menedżer Sprzedaży Roku 2009 w konkursie Polish National Sales Awards



ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
22.10.2026 13:32
GLP-1 zmienia rynek zapachów; gourmand zaczyna być substytutem rozkoszy podniebienia
Czy semaglutyd wpłynie na branżę zapachową?Domeckol via Pixabay

Rosnąca popularność leków z grupy GLP-1 może wpływać nie tylko na sposób odżywiania, ale również na preferencje zapachowe konsumentów. Producenci kompozycji zapachowych obserwują większe zainteresowanie perfumami jako źródłem przyjemności sensorycznej, podczas gdy segment gourmand rozszerza się o coraz bardziej wytrawne i złożone nuty.

Zapachy inspirowane żywnością od lat są istotną częścią rynku perfum. Do pionierów kategorii gourmand należą m.in. Angel Thierry’ego Muglera, inspirowany watą cukrową, oraz Nina marki Nina Ricci, przywołująca skojarzenia z jabłkiem w karmelu. W ostatnich latach segment zyskał jednak nowe znaczenie. Według analiz przywoływanych przez Reuters udział zapachów określanych jako „gourmet and edible” wśród innowacji produktowych w kategorii zapachów wzrósł do 24 proc., wobec 9 proc. dwa lata wcześniej. To obecnie drugi pod względem liczby nowych produktów segment zapachowy, ustępujący jedynie kompozycjom kwiatowym.

Rozwój gourmand był początkowo związany m.in. z pandemią i przyspieszeniem sprzedaży perfum online. Konsument kupujący zapach bez możliwości wcześniejszego powąchania produktu łatwiej może zdecydować się na kompozycję odwołującą się do znanych skojarzeń smakowych. Jednocześnie kategorię wspiera rosnąca siła nabywcza i wpływ generacji Z, która traktuje zapach jako element szerszego doświadczenia sensorycznego.

GLP-1 jako nowy czynnik

Jak donosi agencja Reuters, teraz producenci zapachów analizują kolejny czynnik mogący wpływać na rozwój kategorii: rosnącą popularność leków z grupy GLP-1, wykorzystywanych m.in. w terapii otyłości. Do tej grupy należą produkty takie jak Wegovy firmy Novo Nordisk czy Mounjaro Eli Lilly.

Skala potencjalnego wpływu jest znacząca. Według Światowej Organizacji Zdrowia ponad 1 mld osób na świecie żyje z otyłością, co tworzy ogromną potencjalną grupę użytkowników terapii redukujących masę ciała. Firmy farmaceutyczne i analitycy szacują, że wartość rynku leków GLP-1 może sięgnąć nawet 150 mld dolarów do 2030 r.

image

Firmy kosmetyczne wprowadzają pielęgnację korygującą tzw. Ozempic face

Na razie nie ma jednak podstaw, by jednoznacznie stwierdzić, że stosowanie GLP-1 bezpośrednio powoduje określone zmiany preferencji zapachowych. Zarówno firmy zapachowe, jak i naukowcy, z którymi rozmawiał Reuters, podkreślają konieczność prowadzenia dalszych badań.

Potencjalny mechanizm jest jednak przedmiotem analiz. Leki GLP-1 mogą powodować m.in. nudności i problemy żołądkowo-jelitowe, a badacze obserwują również możliwe zmiany dotyczące apetytu, odczuwania smaku i zapachu. Paule Joseph, współdyrektorka National Smell and Taste Center przy amerykańskim National Institutes of Health, wskazuje, że możliwość wpływu GLP-1 na układ chemosensoryczny nie jest hipotezą pozbawioną podstaw. Jednocześnie zaznacza, że jest zbyt wcześnie, by określić skalę i charakter tego oddziaływania.

Zapach jako źródło przyjemności

Potencjalna zmiana zachowań konsumenckich jest już analizowana przez największych producentów kompozycji zapachowych. Givaudan, IFF, CPL Aromas oraz L’Oréal potwierdziły Reutersowi, że badały zależności między terapiami GLP-1 a preferencjami dotyczącymi zapachów.

IFF wskazuje na możliwość zwiększenia zainteresowania zapachem jako źródłem przyjemności sensorycznej. Podobne obserwacje ma L’Oréal. Firma interpretuje je w kontekście poszukiwania przez część konsumentów innych form przyjemności w sytuacji, gdy jedzenie przestaje pełnić tak istotną funkcję nagradzającą.

Givaudan analizuje zależność od około roku. Według firmy u części użytkowników GLP-1 niektóre wcześniej lubiane zapachy mogą stać się mniej atrakcyjne, podczas gdy inne zyskują na znaczeniu. Ogólny kierunek obserwacji wskazuje jednak na wzrost zainteresowania zapachami i perfumami.

Dla producentów oznacza to możliwość dalszego rozwoju segmentu gourmand, ale także poszerzania jego definicji. Givaudan rozwija obecnie kompozycje odwzorowujące wielowarstwowe profile wypieków, takich jak banoffee, panettone czy cupcakes. Chodzi nie tylko o słodycz, lecz także o odtworzenie różnych elementów doświadczenia kulinarnego: chrupkości, kremowości, mleczności czy kwasowości.

Gourmand coraz bardziej wytrawny

Zmiany w kategorii widoczne są również niezależnie od GLP-1. Dane NIQ dotyczące amerykańskich użytkowników tych leków pokazują, że wydają oni na zapachy o 26 proc. więcej niż przeciętny konsument. Według Anny Mayo z NIQ użytkownicy GLP-1 są bardziej zaangażowani w kategorię beauty i wydają więcej również w innych segmentach.

image

Ozempiconomia: jak „chudszy” konsument wpłynął na mapę wydatków w sektorze beauty & wellness

Marki zapachowe nie prowadzą przy tym powszechnie własnych badań nad wpływem GLP-1 na preferencje konsumentów. Puig i Coty koncentrują się przede wszystkim na obserwacji zmian rynkowych. Obie firmy spodziewają się utrzymania popularności klasycznych kompozycji waniliowych, ale jednocześnie wskazują na rosnącą różnorodność nut gourmand.

Kategoria coraz wyraźniej odchodzi od prostego skojarzenia „słodkiego deseru”. W kompozycjach pojawiają się nuty alkoholi, whisky, rumu i tequili, a także kakao, przypraw i bardziej wytrawnych składników. CPL Aromas obserwuje szczególne zainteresowanie generacji Z aromatami słonymi, fermentowanymi, prażonymi i umami. Wśród nowych kierunków wymieniane są sezam, miso, ryż, trufla i matcha.

Równolegle rozwijają się połączenia wanilii z orzechami, m.in. pistacjami. Według Coty kolejna generacja gourmand będzie koncentrować się bardziej na smaku i teksturze niż na samej słodyczy.

Dla rynku kosmetycznego oznacza to dalsze poszerzanie granic kategorii zapachowej. Gourmand przestaje być wyłącznie synonimem cukru, wanilii i karmelu. Producenci testują kompozycje inspirowane całym doświadczeniem jedzenia – od kremowości i ciepłego mleka po fermentację, przyprawy i nuty wytrawne. Jeżeli dalsze badania potwierdzą wpływ terapii GLP-1 na percepcję zapachów i zachowania zakupowe, rosnąca grupa ich użytkowników może stać się dodatkowym czynnikiem kształtującym rozwój kategorii.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.10.2026 13:48
Kosmetyki przyczyną ponad 42 tys. urazów oczu. Badanie objęło 20 lat
Tusze do rzęs, zalotki, eyelinery i spraye utrwalające odpowiadają za sporo urazów oczu.Zyanya BMO

W latach 2005–2024 kosmetyki i produkty do pielęgnacji ciała były przyczyną 42 457 wizyt na oddziałach ratunkowych w Stanach Zjednoczonych z powodu urazów oczu. Oznacza to średnio około 2100 przypadków rocznie, czyli niemal sześć dziennie. Najbardziej narażone były kobiety i dziewczęta, ale blisko jedna czwarta poszkodowanych miała nie więcej niż cztery lata.

Dane pochodzą z badania zaprezentowanego podczas 130. dorocznego spotkania Amerykańskiej Akademii Okulistyki (American Academy of Ophthalmology, AAO). Analiza objęła dwie dekady i wskazała, że produkty kosmetyczne, mimo powszechnego zastosowania w gospodarstwach domowych, mogą stanowić źródło poważnych urazów narządu wzroku. Ryzyko wiąże się zarówno z kontaktem oka z substancjami chemicznymi, jak i z nieprawidłowym używaniem urządzeń do stylizacji.

Badacze wykorzystali dane z National Electronic Injury Surveillance System (NEISS), federalnej bazy gromadzącej informacje o urazach leczonych na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Na podstawie reprezentatywnej próby przypadków system umożliwia oszacowanie liczby zdarzeń w skali całych Stanów Zjednoczonych.

Kobiety i małe dzieci w grupie ryzyka

Kobiety i dziewczęta odpowiadały za 81,8 proc. wszystkich odnotowanych urazów. Średni wiek poszkodowanych wynosił 24 lata, jednak istotną część przypadków stanowiły zdarzenia dotyczące najmłodszych dzieci. Osoby w wieku do czterech lat odpowiadały za niemal jedną czwartą wszystkich urazów związanych z kosmetykami.

Większość incydentów, bo 63 proc., miała miejsce w domu. Wśród najczęściej występujących obrażeń znalazły się urazy termiczne, stanowiące około 26 proc. przypadków, oraz urazy związane z ekspozycją na substancje chemiczne, które odpowiadały za około 25 proc.

image

Trend golenia rzęs u mężczyzn: nowy sposób na „męskość” i nowa usługa barberska?

W pierwszej grupie zagrożeń mieszczą się między innymi oparzenia spowodowane niewłaściwym użyciem podgrzewanych zalotek do rzęs i innych urządzeń do stylizacji. Do drugiej mogą prowadzić kontakty oczu z kosmetykami w płynie, aerozolami czy klejami do rzęs. Badanie nie ograniczało się zatem do jednej kategorii produktów, lecz obejmowało różne artykuły kosmetyczne i higieniczne.

Aatif Syed, główny autor badania i student medycyny na University of Missouri-Kansas City, zwrócił uwagę, że codzienne stosowanie kosmetyków może sprzyjać niedocenianiu związanego z nimi ryzyka. Jak podkreślił, kontakt z okiem, szczególnie w przypadku substancji chemicznych lub urządzeń o wysokiej temperaturze, może prowadzić do poważnych obrażeń.

Inne zagrożenia dla dzieci i dorosłych

Jednym z najważniejszych wniosków analizy jest różnica między przyczynami urazów u dzieci i dorosłych. Wśród najmłodszych pacjentów oparzenia chemiczne stanowiły 45,8 proc. obrażeń. W grupie dorosłych ich udział wynosił zaledwie 0,5 proc.

Według badaczy aż 83,2 proc. wszystkich oparzeń chemicznych uwzględnionych w analizie było związanych z sytuacją, w której dziecko uzyskało dostęp do produktu kosmetycznego. W grupie dzieci do czwartego roku życia 70 proc. urazów następowało po samodzielnym sięgnięciu po kosmetyk bez nadzoru osoby dorosłej.

W przypadku dorosłych dominowały natomiast zdarzenia związane z wykonywaniem własnych zabiegów pielęgnacyjnych. Aż 90 proc. poszkodowanych w tej grupie doznało urazu podczas samodzielnego stosowania produktu, a nie w trakcie zabiegu wykonywanego przez profesjonalistę.

image

Usterka przyprawiająca o ból zębów: Dyson wycofuje część szczoteczek CameraJet

Wyniki wskazują więc na potrzebę różnicowania działań profilaktycznych w zależności od wieku użytkowników. W przypadku dzieci kluczowe znaczenie ma ograniczenie dostępu do kosmetyków, zwłaszcza preparatów w płynie i aerozoli. U dorosłych większą rolę może odgrywać prawidłowa obsługa urządzeń do stylizacji oraz zachowanie ostrożności podczas aplikacji produktów w bezpośrednim sąsiedztwie oczu.

Zmiany w strukturze urazów

Badacze odnotowali również zmiany w charakterze wypadków na przestrzeni analizowanych 20 lat. Z czasem zmniejszała się liczba urazów związanych z używaniem podgrzewanych produktów, natomiast wzrastała liczba przypadków, w których obrażenia wiązały się z działaniem innej osoby.

Dostępne informacje nie wskazują jednak, jakie konkretne czynniki odpowiadają za te zmiany. Nie pozwalają również przesądzić, czy spadek liczby urazów związanych z urządzeniami grzewczymi wynika z poprawy konstrukcji produktów, zmian w sposobie ich użytkowania czy innych okoliczności.

Dla producentów kosmetyków i akcesoriów do pielęgnacji wyniki badania stanowią przypomnienie o znaczeniu bezpieczeństwa użytkowania, odpowiednich instrukcji oraz komunikacji dotyczącej ryzyka. W przypadku produktów stosowanych w pobliżu oczu istotne są zarówno właściwości samego preparatu lub urządzenia, jak i sposób jego przechowywania oraz aplikacji.

American Academy of Ophthalmology prowadzi działania edukacyjne dotyczące bezpiecznego stosowania kosmetyków w okolicy oczu i udostępnia bezpłatne materiały dla pacjentów. Autorzy badania podkreślają, że proste środki ostrożności, takie jak przechowywanie kosmetyków poza zasięgiem dzieci i ostrożne posługiwanie się urządzeniami grzewczymi, mogą pomóc ograniczyć liczbę tego rodzaju urazów.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
28. październik 2026 16:05