StoryEditor
Rynek i trendy
21.10.2014 00:00

Rosną moce polskiej produkcji

Polskie firmy kosmetyczne w pełni wykorzystały możliwości, jakie pojawiły się wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej i otwarciem jej rynków. Zaskakują jakością produktów nawet globalną konkurencję i nadal inwestują w rozbudowę swoich fabryk i usprawnianie procesów technologicznych. Również koncerny, doceniając potencjał rozwojowy i położenie Polski na mapie Europy, w ciągu ostatnich dziesięciu lat sporo u nas zainwestowały i robią to nadal.


foto: Verona Products Professional  

Choć firmy globalne chętnie produkują
w Polsce, znaczną część tej produkcji sprzedają za granicę. W przypadku poznańskiej fabryki Beiersdorf sprzedaż krajowa stanowi zaledwie 5 proc. Podobnie jest w przypadku
L’Oréala i Oriflame, a z produkcji Avonu i Unilevera zostaje u nas ok. 20 proc. Światowe marki stanowią połowę polskiego tortu kosmetycznego. To sytuacja wyjątkowa, bo w Europie Zachodniej, ale i u naszych najbliższych sąsiadów, należy do nich 80 proc. rynku. – U nas borykają się z wielką konkurencją firm krajowych, i to pomimo ogromnych inwestycji w reklamę swoich marek – mówi Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego. – Polskie firmy radzą sobie świetnie. Z reguły nie inwestują w kosztowne kampanie reklamowe, a mimo to mają wśród klientów wyrobioną markę.
Rozwój polskich firm jest szczególnie widoczny w ostatnich latach, a zaangażowanie w rozbudowę zakładów i podwyższanie standardów produkcji imponujące. Na polskim rynku obecnie trudno I wzrosty, ambitnie walczą więc I zagraniczne kontrakty. Dotrzymują kroku światowym koncernom, które nierzadko pożądliwie spoglądają w kierunku znakomitych polskich fabryk.
Globalni inwestują
Koncerny kosmetyczne doceniają potencjał rozwojowy i położenie geograficzne Polski. Jesteśmy dobrym punktem wypadowym przede wszystkim na Wschód, stąd decyzje największych graczy I kolejnych inwestycjach. Najbliższa planowana w fabryce Kosmepol L’Oréal Polska znacznie zwiększy jej moce produkcyjne i pozwoli na wejście w nowe kategorie. Jej koszt to 30 mln euro.
– Inwestujemy głównie w linie produkcyjne, mieszalniki do mas kosmetycznych oraz w infrastrukturę okołoprodukcyjną – mówi Paulina Jurkiewicz, dyrektor Kosmepolu. – Na przestrzeni ostatnich 5 lat nasza produkcja wzrosła I prawie 50 proc. Szacujemy, iż rozbudowana ostatnio hala produkcyjna oraz już zaplanowane kolejne inwestycje pozwolą nam przekroczyć 400 mln sztuk produktów rocznie, co stanowi 84-proc. wzrost na przestrzeni pięciu ostatnich lat – dodaje. Wszystkie inwestycje spełniają najwyższe standardy bezpieczeństwa jakości i w 100 proc. wpisują się w założenia zrównoważonego rozwoju, czyli redukcji negatywnego wpływu na środowisko poprzez ograniczenie zużycia wody, produkcji odpadów i ograniczenia emisji CO2. Paulina Jurkiewicz przyznaje, że rozbudowa infrastruktury i zwiększenie mocy produkcyjnych jest odpowiedzią głównie na wzrosty w Europie Zachodniej. – Duża część naszej produkcji idzie na eksport i w najbliższej perspektywie ten układ raczej się nie zmieni – wyjaśnia.
Produkcja Beiersdorf Manufacturing Poznań, za sprawą różnorodnych inwestycji, zwiększyła się w ubiegłym roku I 20 proc. Wcześniej, w 2007 roku, firma otworzyła Regionalne Centrum Logistyczne w Poznaniu, którego zadaniem jest obsługa regionu północno-wschodniej Europy. Rok później rozbudowała swój zakład produkcyjny I 7 tys. mkw.
Firma Procter & Gamble pod koniec ubiegłego roku otworzyła w Warszawie Europejskie Centrum Planowania i Logistyki, które odpowiada za kompleksowe zarządzanie łańcuchem dostaw w Europie Środkowej i Wschodniej, ale z czasem ma pracować dla całego kontynentu. Poza tym w Polsce działają cztery fabryki eksportujące produkty P&G do ponad 100 krajów.
Także koncern Unilever, który w Polsce ma 4 fabryki, w ubiegłym roku ukończył rozbudowę zakładu w Bydgoszczy, podwajając swoją produkcję dzięki dziesięciu nowym liniom technologicznym.
 
Nasi nie oddają pola

Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris i Oceanic – działają już od 30 lat. Ostatnich 10 lat to nieustanne inwestycje. Co je wymusiło? – Chodziło przede wszystkim I zwiększenie wydajności i mocy produkcyjnych oraz I elastyczność produkcji, która jest bardzo ważna w branży FMCG, a szczególnie w kosmetycznej, aby maksymalizować realizację zamówień i szybko reagować na potrzeby klientów – mówi Magda Burgiel, PR manager Oceanic. Dodaje, że równie istotne było podniesienie jakości i powtarzalności wytwarzanych produktów. Przy odnawianiu parku maszynowego chodziło również I obniżenie kosztów eksploatacji i utrzymania ruchu.
Najważniejszą inwestycją firmy Oceanic była więc budowa magazynu wysokiego składowania na wyroby gotowe wraz z systemem umożliwiającym szybką lokalizację asortymentu i jego kompletowanie. W magazynie zostały zainstalowane automatyczne regały umożliwiające nagromadzenia dużej ilości asortymentu na małej powierzchni. – Magazyn oddano do użytku w 2009 roku, a jego wybudowanie pozwoliło na poprawę obsługi naszych klientów i skróciło czas realizacji zamówień – zapewnia Magda Burgiel. To jednak nie wszystko. Rok wcześniej Oceanic zakupił wysokiej jakości mieszalnik do produkcji emulsji. Pozwoliło to na 2,5-krotne zwiększenie mocy produkcyjnych i poprawę jakości wytwarzanych emulsji. Inne ważne inwestycje, dzięki którym firma znalazła się tu gdzie jest obecnie, to dwie automatyczne linie pakujące do butelek I wydajności 3 tys. sztuk na godzinę, co zwiększyło moce produkcyjne I ok. 200 proc., i linia pakująca do kremów I wydajności 2,5 tys. sztuk na godzinę, zwiększająca wydajność produkcji I ok.100 proc. Saszetkarka do pakowania próbek marketingowych pozwoliła uniezależnić się firmie od podwykonawców w zakresie przygotowywania próbek i mocno obniżyć koszt. Tubiarka do pakowania preparatów w tuby I wydajności 110 sztuk na godzinę podniosła wydajności pakowania I ponad 100 proc. i poprawiła jakości pakowanych produktów. Zautomatyzowano proces technologiczny przy produkcji preparatów, które nie są emulsjami. W tym roku została też oddana do użytku oczyszczalnia ścieków pozwalająca na podczyszczanie odpadów technologicznych, tak aby można je było odprowadzać do kanalizacji gminnej, dbając jednocześnie I środowisko naturalne.
Oceanic rozszerzył działalność z lokalnej na ogólnokrajową, a następnie na międzynarodową. Teraz produkty marki AA są dostępne w Polsce we wszystkich kanałach dystrybucji, praktycznie w każdej sieci działającej w Polsce oraz u wielu odbiorców na rynku tradycyjnym, w indywidualnych punktach sprzedaży. – Cały czas utrzymujemy wysoką pozycję na polskim rynku, jednocześnie wielką wagę przykładamy do eksportu. W dłuższej perspektywie działalność eksportowa jest jedną z największych szans rozwoju naszej firmy – podkreśla Magda Burgiel. Obecnie sprzedaż za granicę stanowi około 10 proc. rocznych obrotów spółki. Ma się znacząco zwiększyć w związku z zaplanowaną na najbliższe lata ekspansją firmy na rynki zagraniczne.
Także Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris w niczym nie przypomina małego zakładu produkcyjnego sprzed ponad 30 lat. Obecnie wytwarza 20 milionów sztuk produktów rocznie, które trafiają do ponad 40 krajów świata. W ostatnich latach wzrost sprzedaży eksportowej marki Lirene wyniósł 60 proc., a marki Pharmaceris ponad 200 proc. Dynamicznie na rynkach zagranicznych rozwija się również selektywna marka Dr Irena Eris, która jest jedynym polskim brandem zaproszonym do Comité Colbert, francuskiego stowarzyszenia światowych marek luksusowych. – Wszystkie nasze kosmetyki oparte są na własnych oryginalnych recepturach, a ich tworzeniu, na każdym etapie ich powstawania, nieodłącznie towarzyszą badania prowadzone w wyspecjalizowanym Centrum Naukowo-Badawczym Dr Irena Eris – zapewnia dr Renata Dębowska, szefowa centrum. – Powstało ono w 2001 roku i jest unikatowe w branży kosmetycznej, zarówno w Polsce, jak i w Europie. W ciągu ostatnich dwóch lat dzięki prowadzonym tu badaniom wdrożonych zostało ponad 80 projektów i w sumie ponad 300 nowych receptur.
Rosnąca sprzedaż spowodowała, że na przełomie 2012 i 2013 roku Laboratorium Kosmetyczne Dr Irena Eris rozbudowało zakład produkcyjny w Piasecznie do 10 tys. mkw. Stale modernizuje też park maszynowy. Jedną z istotniejszych inwestycji kilku ostatnich lat był zakup maszyny Groniger, która umożliwiła istotne zwiększenie wydajności produkcyjnej. W 2011 roku wdrożono magazynowy system informatyczny, spełniający wszelkie oczekiwania stawiane przed sprawną dystrybucją. Objęto nim wszystkie trzy magazyny firmy. W 2013 roku wprowadzono owijanie kartoników za pomocą najnowocześniejszej na świecie owijarki, co pozwala realizować nawet krótkie zlecenia z zawsze identyczną, najwyższą jakością owijania.
Firma Verona Products Professional z Andrzejowa Duranowskiego w 2008 roku zakupiła tereny inwestycyjne i wybudowała halę produkcyjno-magazynową, a dwa lata później rozbudowała kompleks I ponad
2,5 tys. mkw. Wtedy też kupione zostały nowoczesne urządzenia i linie produkcyjne, by w pełni zautomatyzować procesy produkcyjne. Jak mówi Katarzyna Olędzka, kierownik marketingu Verony, wszelkie przeprowadzane działania inwestycyjne mają na celu poszerzanie oferty I nowe, zaawansowane technologicznie produkty, ale również podnoszenie jakości tych obecnych.
– Niezwykle ważna jest dla nas także możliwość błyskawicznego reagowania na światowe trendy oraz utrzymywanie wysokiego poziomu sezonowości – tłumaczy. – Zwiększająca się wciąż liczba krajów, do których trafiają nasze produkty, oraz rosnące oczekiwania klientów wymagają od nas zautomatyzowania produkcji, co wiąże się z usprawnieniem procesów i maksymalizacją mocy produkcyjnych, a także z zachowywaniem najwyższych standardów.
Mocno rozbudowany park maszynowy został ostatnio poszerzony I najnowocześniejsze maszyny do produkcji kolorówki. Efekty są już widoczne w ofercie marki Ingrid oraz w nowej odsłonie marki Butterfly. Verona zakupiła też wysokiej klasy maszyny do konfekcjonowania, co ma zredukować koszty tego procesu. Firma zainwestowała też w laboratorium badawczo-rozwojowe, w którym powstają unikalne receptury. Inwestycje prowadzone są także w części magazynowej. W planach na najbliższą przyszłość jest nowa hala, w której powstanie część procesowa dla jednej z kategorii produktowych. Inwestycja ma zwielokrotnić wydajność produkcji poprzez budowę linii technologicznej łączącej zbiorniki magazynowe surowca z procesem mieszania oraz zbiornikami magazynowymi, a jednocześnie podnieść jakość produkowanych wyrobów. Druga ważna inwestycja – w linię do konfekcjonowania – ma znacząco zwiększyć wydajność produkcyjną wybranych grup asortymentowych. Już niebawem uruchomione zostaną też trzy nowe linie produkcyjne. 
Wszystkie inwestycje wynikają z intensywnego rozwoju eksportu, który stanowi ok. 70 proc. obrotu total firmy. Następujący  również w kraju szybki wzrost sprzedaży spowodował, że inwestycje bardzo się opłaciły.
W ciągu ostatnich 10 lat szereg inwestycji, które pozwoliły na znaczne unowocześnienie procesów produkcyjnych i dostosowanie ich do wymagań GMP (Dobre Praktyki Produkcji), przeprowadziła firma Ziaja, która w tym roku obchodzi 25-lecie swojego istnienia. Rozbudowany został budynek produkcyjno-magazynowy do powierzchni 8 tys. mkw., powstała oczyszczalnia ścieków. Zakupiono urządzenia i ciągi technologiczne do wytwarzania produktów kosmetycznych. Dzięki tym inwestycjom moce produkcyjne zakładów potroiły się, osiągając wielkość 50 mln sztuk opakowań rocznie. Motywacją do rozpoczęcia inwestycji był stale zwiększający się udział firmy Ziaja w rynku kosmetycznym. Dotyczy to zarówno Polski, jak i eksportu. W 2013 r. eksport wzrósł I około 20 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. – W 2014 r. planujemy osiągnąć wzrost tego samego rzędu – zapowiada Zenon Ziaja, prezes firmy, choć liczy też na dalszy rozwój sieci dystrybucji w kraju. 
Bielenda Kosmetyki Naturalne to kolejny polski producent inwestujący w swoją przyszłość. – Przeprowadziliśmy kompletną modernizację, od powiększenia przestrzeni produkcyjnej, po zakup nowoczesnych maszyn – mówi Katarzyna Butrymowicz-Knap, dyrektor marketingu. Aby zwiększyć wydajność, wyeliminowano segmentację etapów produkcji, dzięki czemu produkt powstaje w jednym nieprzerwanym procesie. Firma rozwinęła się także w zakresie nowoczesnego magazynowania. Jesienią 2013 roku rozpoczął się proces przenoszenia magazynu produktów gotowych do Centrum Logistycznego w Skawinie. Dzięki tej operacji Bielenda korzysta z nowoczesnych rozwiązań logistycznych, dostosowanych do standardów Unii Europejskiej i ma możliwość elastycznego reagowania na potrzeby klientów i realizacji także niestandardowych zadań. To dla Bielendy niezwykle ważne, gdyż firma w ciągu ostatnich trzech lat zwiększyła swoją obecność na świecie z trzydziestu do prawie sześćdziesięciu państw.
Rosnąca sprzedaż także w przypadku firmy Marion zaowocowała w tym roku otwarciem nowego zakładu produkcyjnego. Jego powierzchnia to 6 tys. mkw. Całość jest dostosowana do norm GMP. Duża część inwestycji została dofinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach projektu Innowacyjna Gospodarka. – Dzięki zakupowi nowej linii produkcyjnej udało nam się z sukcesem wdrożyć m.in. produkcję saszetek tzw. wielokrotnego użytku z zaworkiem oraz kosmetyki w ampułkach – mówi Agnieszka Sosenko- Zalaszewska, marketing manager Marion. – Są to innowacje na skalę kraju. Kosmetyki w nowych, unikalnych opakowaniach umożliwiły nam poszerzenie rynków zbytu – dodaje. W poprzedniej lokalizacji wynajmowana hala produkcyjno-magazynowa w Gdyni była maksymalnie wykorzystana. Brak wolnej przestrzeni ograniczał więc wprowadzanie nowych produktów. I choć obecnie głównym rynkiem zbytu pozostaje Polska, to Marion planuje wzrost udziału eksportu w ogólnej wielkości sprzedaży z 5 do około 7 proc.
Także Fabryka Kosmetyków Hean nie koncentruje się jedynie na polskim rynku, gdzie konkurencja jest bardzo silna, a osiąganie dużych wzrostów sprzedaży, uruchomienie nowych kanałów dystrybucji czy też wejście z marką kolorową do sieci jest bardzo utrudnione. – Zdecydowanie łatwiej jest uzyskać wysokie wskaźniki wzrostu poprzez eksport – mówi Monika Latosińska, dyrektor ds. handlu i marketingu Hean. Tym bardziej że zainteresowanie polskimi kosmetykami w świecie stale rośnie, doceniana jest ich jakość i konkurencyjna cena. Swoje kosmetyki Hean eksportuje do kilkunastu krajów Europy i Bliskiego Wschodu, rozwija się również bardzo dynamicznie obszar private labels. Wszystko wskazuje na to, że przez najbliższe lata to właśnie eksport będzie głównym źródłem wzrostu firmy – według prognoz, w tym roku zwiększy się prawie trzykrotnie w stosunku do roku 2013.
Producent zainwestował więc w nowe laboratorium badawczo-rozwojowe oraz laboratorium kontroli jakości, które intensywnie pracują nad wdrażaniem nowych technologii oraz usprawnianiem procesów produkcyjnych. – Dzięki nim produkty marki Hean przeszły prawdziwą metamorfozę, a klientki doceniły nową jakość – zapewnia Monika Latosińska. To nie wszystko. Informatyzacja firmy i wdrożenie zintegrowanego systemu zarządzania, obejmującego całość procesów produkcji i dystrybucji, usprawniły przepływ krytycznych dla funkcjonowania firmy informacji w różnych obszarach (produkcja, magazyn, sprzedaż, księgowość). Skróciły również czas podejmowania decyzji na podstawie danych dostępnych online, co było niezwykle istotne z punktu widzenia rozwoju współpracy z handlem nowoczesnym oraz obsługi dużych kontraktów B2B. Firma stale inwestuje również w modernizację zakładu produkcyjnego – uruchomiono nową lakiernię, rozbudowano park maszynowy umożliwiający wdrażanie nowoczesnych technologii. W kolejnych latach planowana jest dalsza rozbudowa zakładu produkcyjnego oraz zakup dodatkowych maszyn i urządzeń, które wpłyną na dalszy wzrost mocy produkcyjnych i obniżenie kosztów produkcji.
Największą inwestycją firmy Delia Cosmetics jest nowy zakład produkcyjny, który powstał w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. W pełni nowoczesny zakład I powierzchni ok. 3300 mkw. przystosowany jest m.in. do produkcji kosmetyków zawierających łatwopalne rozpuszczalniki, w szczególności emalie do paznokci i zmywacze. Produkcja i sprzedaż kosmetyków do makijażu to obecnie priorytet firmy – portfolio produktów w tej kategorii będzie znacznie rozszerzane. Nowy zakład to również zwiększenie możliwości Delii jako producenta marek własnych. Ta część działalności firmy szybko zyskuje na znaczeniu, marki na zlecenie stanowią obecnie 25-30 proc. wartości całej produkcji (w 2011 r. było to zaledwie 5 proc.). W planach jest również dalsza rozbudowa fabryki. 9 października zarząd firmy odbiera zezwolenie na budowę kolejnej fabryki w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, tym razem specjalizującej się w produkcji kosmetyków pielęgnacyjnych.
Budowa nowego zakładu produkcyjnego to dla spółki duże obciążenie – powstał on z własnych środków, a jego koszt to ok. 8 mln zł. Bonusem jest ewentualne zwolnienie z zapłaty podatku dochodowego w wysokości 50 proc. wartości inwestycji, a więc bezsprzecznie jest to inwestycja w przyszłość.
Na duże możliwości rozwoju i wysoką pozycję w europejskim przemyśle kosmetycznym liczy obecnie Dax Cosmetics. Tak przynajmniej wynika z oficjalnego komunikatu, który rozesłano na początku tego roku po przejęciu kontroli nad firmą przez amerykańską spółkę The Mentholatum Company. Ale już w 2010 r. miała miejsce rozbudowa fabryki, co pozwoliło na wzrost mocy produkcyjnych I 60 proc. a w 2012 roku w parku maszynowym przybyły trzy nowe, bardziej wydajne linie produkcyjne.
Warto wspomnieć również I firmie Bell Cosmetics, która na przestrzeni 7 lat wybudowała aż dwie fabryki – pierwszą w 2004 roku, a drugą w 2011 roku, a swoje produkty z sukcesem sprzedaje na rynkach kilkudziesięciu krajów Europy Środkowo-Wschodniej i Zachodniej.
W latach 2006-2011 modernizacji i rozbudowy zakładu produkcyjnego podjęła się krakowska Farmona. Obecnie zakład ma powierzchnię niemal 2,4 tys. mkw.
Natomiast inna krakowska firma – Barwa – w 2007 roku powiększyła fabrykę do 4,2 tys. mkw. Dodatkowo 3 lata później zainwestowała w automatyczną linię do konfekcjonowania wyrobów płynnych. Usprawnień techniczno-produkcyjnych dokonało też Laboratorium Kosmetyczne Joanna. W 2005 r. firma otworzyła nową, nowoczesną fabrykę w Mościskach pod Warszawą. Produkująca m.in. nawilżane chusteczki firma
Harper Hygienics w 2007 r. ukończyła budowę nowego zakładu produkcyjnego w Mińsku Mazowieckim.

Długofalowe myślenie

Polscy producenci dotrzymują kroku globalnym producentom i nie zamierzają ani na krok ustąpić pola. Niemal wszyscy wykorzystali ostatnie lata – również te kryzysowe – na rozwój. Inwestycje w innowacje stały się w polskich firmach normą – przeznaczają na nie ok. 20 proc. wszystkich swoich wydatków. Jak podkreśla Blanka Chmurzyńska-Brown z Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, strategia firm zakłada nie tylko inwestycje w nowoczesne środki produkcji, zmianę wyglądu opakowań czy usprawnianie procesów technologicznych, ale też w rozwój standardów zarządzania jakością oraz wdrażanie metod rozwoju osobistego pracowników. Strategia większości polskich producentów zakłada również długofalowe inwestycje w zespoły rozwojowe. W niektórych przypadkach do takiej pracy oddelegowanych jest nawet 20-25 proc. wszystkich pracowników firmy.

Anna Zawadzka-Szewczyk

Dane pochodzą z informacji pozyskanych przez redakcję od firm produkcyjnych oraz z raportu Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego „10 lat Polskiej Branży Kosmetycznej w Unii Europejskiej”


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
12.01.2026 14:23
Marta Wojciechowska: Konsumenci beauty są zmęczeni natłokiem nowości [ROCZNIK WK 2025/26]
Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspertAgnieszka Olek

W czasach niepokoju i przeciążenia informacyjnego odbiorcy coraz częściej szukają w kosmetykach poczucia bezpieczeństwa, ukojenia, spokoju. Wiele marek stanęło na biznesowym rozdrożu: chcą sprzedawać produkty premium, ale konsumenci w tej bardzo konkurencyjnej branży oczekują czegoś więcej. Bycie naturalnym czy wegańskim już nie wystarcza – za produktem musi stać dziś wiarygodna historia – uważa Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspert.

Czy odpowiedzią producentów na rynkowe wyzwania staje się zwiększanie nakładów na marketing, influencerów? Oraz epatowanie kolejnymi seriami nowości w ofercie?

Rzeczywiście, widać wyraźnie, że w trudniejszym otoczeniu ekonomicznym wielu producentów próbuje więcej inwestować w marketing i w większą aktywność influencerów. Ale coraz częściej okazuje się, że nie ilość komunikatów, ale ich autentyczność i dopasowanie decyduje o skuteczności komunikacji oraz finalnie – przełożeniu na sprzedaż. 

Konsumenci są zmęczeni natłokiem nowości, które różnią się głównie opakowaniem lub fragmentem nazwy. W zasadzie do końca nie wiadomo, czy to naprawdę coś nowego, czy tylko nowa etykieta, albo siódma odsłona tego samego zapachu. Prawda jest taka, że branża kosmetyczna w zasadzie w większości opiera się na nowościach, trendach, sezonowości. W ten sposób sami siebie wpędziliśmy w ślepy zaułek. Inwestycja w znanych influencerów też nie daje gwarancji zwrotu, bo mieliśmy w 2025 roku kilka związanych z tym kryzysów wizerunkowych.

Marki, które dziś wygrywają, to te, które potrafią pokazać nie tylko nowy produkt, ale też realną wartość: skład, funkcję, ideę i wiarygodna historię. W trendach globalnych widać przesunięcie od influencer marketingu do expert marketingu, czyli współpracy z osobami, które mają wiarygodność i wiedzę, nie tylko zasięgi. Bo konsumenci zaczynają ufać faktom i spójności przekazu.

Z problemami mierzą się nie tylko marki premium, ale też – z czym rynek nie miał do czynienia naprawdę od wielu lat – koncerny skupiające marki luksusowe, by wymienić tylko LVMH. Z czego wynika to odchodzenie klientów od marek luksusowych? Stali się bardziej oszczędni, czy po prostu produkt z logotypem luksusowej marki przestał być dla nich przedmiotem pożądania, aspiracji? Jak wytłumaczyć to zjawisko?

Moim zdaniem dzieje się kilka rzeczy jednocześnie. Po pierwsze: spada zaufanie do wielkich brandów. Jako konsumenci pytamy o łańcuchy dostaw i warunki pracy, a luksus ma dziś w tej kwestii problem wiarygodności. Mamy kryzys zaufania do luksusowych produktów „Made in Italy, a szersze „trust issues” zmuszają luksus do zacieśniania kontroli i okazywania dowodów jakości. 

Po drugie: kultura dupes nauczyła konsumentów, że efekt i design można mieć taniej, więc sama metka już nie wystarcza. 

Po trzecie: ultra-fast fashion wchodzi do świątyń handlu (Shein w Paryżu), prowokując pytanie, czym obecnie jest luksus? 

W tle mamy spowolnienie popytu i globalne “studzenie” wzrostu. W efekcie luksus zaczyna się przedefiniowywać: z logo i statusu w stronę dowodu jakości, etyki i emocji – dlatego bronią się kategorie o wysokiej wartości doświadczenia, np. zapachy. 

image

Katarzyna Bielecka, Sephora: Być najbardziej trendy destynacją na rynku premium beauty [ROCZNIK WK 2025/26]

Do tego dochodzi jeszcze konfrontacja między młodszymi pokoleniami a tradycyjnymi markami luksusowymi. Odpływ klientów może wynikać m.in. z braku adekwatnej narracji i zmiany oczekiwań nowej generacji. Dla branży oznacza to po prostu konieczność otwarcia na nowe języki komunikacji, transparentność i kulturę wartości, a nie tylko kontynuację modelu aspiracyjnego.

Warto chyba pochylić się w tym momencie nad specyfiką pokoleń, i tego, jakimi są konsumentami. Co jest dla nich ważne, na czym się skupiają dokonując zakupu kosmetyków, jaka jest ich świadomość, jeśli chodzi o składy czy działanie? Jaka jest podatność, wrażliwość poszczególnych pokoleń na mody, trendy, social media?

W opracowaniach i raportach branżowych pojawia się kilka interesujących wniosków. Pokolenie baby boomers i generacja X to konsumenci doświadczeni, lojalni i pragmatyczni. Według najnowszego raportu NielsenIQ, to właśnie Gen X pozostaje jednym z najważniejszych motorów wzrostu w segmencie pielęgnacji skóry. Dla tych grup kluczowa jest skuteczność, bezpieczeństwo i wiarygodność. Bardziej ufają ekspertom, niż trendom z social mediów. Często wybierają dermokosmetyki, pielęgnację pro-age i produkty z potwierdzonym działaniem.

Millenialsi są świadomi i selektywni, analizują składy, szukają marek z wartościami i autentyczną historią. To oni zapoczątkowali ruch “clean beauty”, który dziś przekształca się w “conscious beauty”– łączący etykę, ekologię i skuteczność. Cenią storytelling, ale oczekują dowodów działania. Są też bardziej odporni na marketingowy szum i wolą marki transparentne, które potrafią mówić wprost.

Natomiast pokolenie Z to konsumenci ekstremalnie cyfrowi, bardzo emocjonalni i jednocześnie krytyczni. Jak pisze Business of Fashion, GenZ szybko weryfikuje marki – docenia autentyczność, ale bezlitośnie demaskuje fałsz. To oni stworzyli kulturę “dupes”, czyli poszukiwania tańszych, ale jakościowych alternatyw dla produktów luksusowych. Social media, zwłaszcza TikTok, stały się ich głównym źródłem inspiracji, ale też edukacji kosmetycznej. Jednocześnie mają bardzo wysoką świadomość składów i działania produktów. GenZ chętnie eksperymentuje z markami i nowymi produktami, ale szybko rezygnuje, jeśli marka nie sprosta ich oczekiwaniom. Ta grupa często odcina się od tradycyjnego luksusu, bo sposób komunikacji i wartość marki często nie trafiają w jej oczekiwania.

Na horyzoncie pojawia się już pokolenie Alfa – najmłodsi konsumenci, którzy dorastają w świecie, gdzie inkluzywność, różnorodność i zrównoważony rozwój są czymś oczywistym. Dla nich kosmetyki będą nie tylko o wyglądzie, ale o samopoczuciu i tożsamości. Natomiast mocno kierują się estetyką, uwielbiają kolekcjonować i być zaskakiwani.

image

Marta Wojciechowska: Od silversów do generacji alfa. Czego klienci oczekują od marek kosmetycznych? [ANALIZA]

Ostatnie lata to czas, gdy producenci, sieci handlowe i marketing skupiły się na najmłodszych konsumentach. Dlaczego? Bo młodzi kupują dużo i lubią nowości? A może branża beauty chce sobie wychować przyszłych konsumentów, dopieszczając ich i spełniając wszystkie potrzeby? Mam wrażenie, że jest to najmniej lojalna wobec marek i trendów grupa konsumentów. Czy zatem warto się dla nich aż tak starać? 

Tak, obserwacje, że producenci i sieci zwiększają wydatki marketingowe w najmłodszych grupach, komunikują nowości i silnie stawiają na influencerów, mają solidne podstawy. Ale to nie jest jedyna strategia – i sama w sobie może nie wystarczyć. Z praktyki Rossmanna widzimy, że warto łączyć akwizycję z retencją, nowości z autentycznością oraz komunikację emocji z danymi.

Marki uczą się, że młodzi konsumenci są najmniej lojalni, a przy tym są dynamiczni, zmienni, poszukujący świeżości. Ale właśnie dlatego warto do nich docierać – nie po to, by zdobyć ich na stałe, ale by być obecnym w ich życiu “tu i teraz”. 

Inwestowanie w influencerów i nowości to jedna strona medalu, druga to wykorzystanie danych do budowania relacji i personalizacji, a także tworzenie marek własnych czy linii, które rezonują z wartościami, jak trend mindfulness czy rytuały dbania o siebie. Podobnie jak wprowadzenie linii „blind boxów”, kiedy klient nie wie, jaki wariant produktu otrzyma. To mechanika typowa dla fanów kolekcjonowania, silnie rezonująca z pokoleniem Z i konsumentami, nastawionymi na niespodziankę i exclusivity.

Ostatecznie – tak, warto się starać o młodych, ale trzeba robić to w bardziej wyrafinowany sposób, niż dotychczas. Te działania muszą iść w parze z konsolidacją relacji, bo to, co dziś przyciąga uwagę, jutro może być zapomniane.

[...]

Czy marketing w branży beauty i kosmetycznej skupia się obecnie już tylko na social mediach, internecie? Czy inne rodzaje promocji są jeszcze brane pod uwagę przy kreowaniu kampanii np. nowych marek czy produktów? 

Na marketing beauty można spojrzeć z kilku stron. Z perspektywy marek to oczywiście silne oparcie o digital i social media, które budują świadomość, emocje i wizerunek. Social media to dziś bez wątpienia najważniejszy kanał pierwszego kontaktu z marką, zwłaszcza dla pokolenia Z i millenialsów.

TikTok, Instagram czy YouTube kształtują trendy i rekomendacje: np. zjawisko „TikTok made me buy it” generuje realne skoki sprzedaży. Jednak marki, które opierają się wyłącznie na social mediach, mają krótkotrwały efekt hype’u, bez trwałej lojalności.

Natomiast z perspektywy retailera komunikacja wygląda już inaczej. Opiera się głównie na marketingu partnerskim, współpracy z markami i wspólnych kampaniach, które mają napędzać sprzedaż online i offline jednocześnie. Sieci takie jak Rossmann, Super-Pharm czy Douglas budują własne platformy komunikacyjne: aplikacje, newslettery i własne media retailowe. Dla marek wejście na półkę, stacjonarnie lub wirtualnie, oznacza też widoczność  w aplikacji, w rekomendacjach, działaniach lojalnościowych etc. To zupełnie nowy ekosystem komunikacji, bardziej partnerski, zintegrowany i oparty na danych, nie tylko na zasięgu.

image

Maja Justyna, PAIH: Dominacja K-beauty: pielęgnacja, makijaż i co dalej? [ROCZNIK WK]

Mimo digitalizacji, doświadczenie na żywo wciąż ma ogromną wartość. Marki oraz retailerzy inwestują w eventy eksperckie, konsultacje, pop-upy etc. Rozwijają też strefy dermo i well-being, gdzie offline łączy się z edukacją i rekomendacją konsultantów. Reklama w prasie kobiecej i magazynach branżowych nadal funkcjonuje, ale dziś ma rolę wizerunkową, nie sprzedażową.

Kampanie telewizyjne też działają, zwłaszcza w kluczowych okresach roku oraz w kampaniach masowych marek drogeryjnych. Marki premium nadal chętnie komunikują nowości w przestrzeni miejskiej, np. na citylightach. Coraz więcej marek inwestuje w kampanie edukacyjne czy np. podcasty, bo konsumenci oczekują czegoś więcej, niż reklamy.

Co na to retail media? Jakie ma rozwiązania, propozycje dla branży beauty? 

Marketing beauty nie jest już tylko komunikacją marki, ale wspólnym przedsięwzięciem marki i retailera. Marki dostarczają emocje, a retailer – dane i kontekst. Retail media mają przewagę nad klasyczną komunikacją w social mediach, gdzie trudno powiązać ekspozycję z faktycznym zakupem. Dla marek kosmetycznych retail media to najbardziej efektywna forma inwestycji w reklamę, która daje zasięg, dane, możliwość personalizacji i pomiar ROI. Dla retailerów jest to źródło  przychodu i sposób na pogłębienie relacji z markami, ale też sposób na podniesienie atrakcyjności własnej komunikacji.

Ostatecznie zyskują też klienci, bo komunikacja staje się bardziej spersonalizowana, użyteczna i efektywna. Według danych NielsenIQ i GroupM, rynek retail media w Europie rośnie o ponad 20 proc. rocznie, a wzrost ten napędza głównie branża beauty. Jednocześnie, co ciekawe, na europejskich konferencjach skupionych wokół tematyki retail media, wciąż obecnych jest niewiele firm z branży kosmetycznej, a segment marek premium praktycznie nie jest reprezentowany. Cały czas widzę przestrzeń do rozwoju w tym obszarze.

W jakim kierunku podąża branża kosmetyczna? Czy po epoce overconsumption i kilkunastostopniowych rutyn pielęgnacyjnych przyjdzie czas na skin minimalizm? Jakie widzisz tu główne kierunki rozwoju dla branży?

Świetne pytanie. Zastanawiam się od dłuższego czasu, czy nastąpi punkt zwrotny w ciągłej pogoni za nowościami i trendami. Beauty to oczywiście emocje, ale przede wszystkim potężny biznes, więc myślę, że spowolnienie jednak nam nie grozi.

Jednak to prawda: po erze wieloetapowych koreańskich rytuałów i overconsumption przychodzi powrót do prostoty, jakości i skuteczności. Konsumenci chcą mniej produktów, ale bardziej przemyślanych, wielofunkcyjnych. Oczywiście nadal z pomocą branży przychodzą technologia i nauka. Aplikacje do analizy skóry, inteligentne lusterka, testery DNA, diagnostyka mikrobiomu, technologie, które jeszcze kilka lat temu brzmiały futurystycznie, teraz stają się codziennością.

Nadal ważne jest holistyczne podejście do piękna. Granica między kosmetykami, suplementami i zdrowiem coraz bardziej się zaciera. Dlatego cały czas wzrasta popularność suplementów beauty, adaptogenów, dermokosmetyków i trendu beauty from within. Dodatkowo zmienia się podejście w komunikacji – zamiast „anti-age” mamy „pro-age”. Zamiast obietnicy cofania czasu – dojrzałe piękno, naturalność i troskę o jakość skóry, o dobre samopoczucie. 

W beauty, podobnie jak w fashion, klienci zaczynają oczekiwać większej transparentności i przejrzystości w pochodzeniu składników, czy łańcuchach dostaw. W świecie przesytu, informacyjnego szumu, i podobnych do siebie produktów zwyciężają marki, które mają jasną filozofię, wiarygodność, dostarczają emocje i potrafią budować zaangażowanie.

Być może to koniec ery produktów “dla wszystkich”, a konsumenci wybiorą marki, które odpowiadają na współczesne potrzeby, i które naprawdę mówią ich językiem.

Powyższy artykuł jest częścią szerszego wywiadu, opublikowanego w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Ten 160-stronicowy magazyn z okładką autorstwa uznanej graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

image

Rocznik „Wiadomości Kosmetycznych” – kompendium wiedzy o rynku beauty na 2025 i dalej

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
09.01.2026 13:44
Logistyka, regulacje i automatyzacja zadecydują o konkurencyjności rynku e-commerce 2026
Packeta mat.pras.

Rosnące oczekiwania klientów, nadchodzące zmiany regulacyjne oraz dynamiczny rozwój automatyzacji sprawiają, że e-commerce wchodzi w kolejny etap dojrzałości. W 2026 roku o przewadze konkurencyjnej decydować będą nie tylko cena i marketing, ale przede wszystkim przewidywalność dostaw, odporność operacyjna i zdolność do skalowania procesów logistycznych – także w sprzedaży cross-border. O kluczowych wyzwaniach i kierunkach rozwoju rynku mówi Marcin Prusak, wiceprezes zarządu Packeta Poland & Germany

Od czego zależy lojalność klienta?

Jednym z największych wyzwań dla branży e-commerce w nadchodzących latach będzie zdolność do pozyskiwania i utrzymywania klientów w warunkach coraz większej konkurencji oraz rosnącej świadomości konsumentów. Cena przestaje być jedynym kryterium wyboru. Klienci oczekują dziś przewidywalności, transparentności i pełnej kontroli nad procesem zakupowym. Z perspektywy logistyki oznacza to konieczność skracania lead time, precyzyjniejszego forecastingu i utrzymania maksymalnej stabilności operacyjnej – niezależnie od sezonu czy wolumenu. 

Z mojego doświadczenia, chociażby przy budowie sieci dystrybucyjnych Tesli w regionie EMEA, wynika jednoznacznie, że lojalność klienta nie jest wyłącznie efektem kampanii marketingowych, lecz przede wszystkim konsekwencją jakości operacji. W Packeta widzimy to bardzo wyraźnie – konsumenci w Polsce czy Niemczech nie oczekują już tylko „jak najszybszej” dostawy, ale dostawy, która zawsze spełnia obiecaną jakość: bez opóźnień, zmiany terminów i niejasnej komunikacji. To fundamentalnie zmienia definicję konkurencyjności w e-commerce.

image

Amazon Prime Day 2025: kosmetyczni zwycięzcy wydarzenia zakupowego roku [ROCZNIK WK 2025/26]

Regulacje i ESG – rynek wchodzi w fazę dojrzałości

Jednocześnie branża musi przygotować się na zmiany regulacyjne, które w pełnym zakresie zaczną obowiązywać od 2026 roku. Mam na myśli nie tylko raportowanie ESG, które wymusi większą transparentność w zakresie emisji, sposobu pakowania czy recyklingu, ale też przepisy dotyczące danych, automatyzacji oraz dostaw cross-border. Firmy będą musiały dostosować się do nowych norm środowiskowych, obowiązku raportowania wpływu środowiskowego, bardziej rygorystycznych zasad etykietowania oraz możliwych zmian w podatkach dla dostaw międzynarodowych. 

Nowe regulacje zwiększą złożoność operacyjną i koszty zgodności, szczególnie w handlu międzynarodowym. Z mojego doświadczenia wynika, że firmy, które odpowiednio wcześnie przygotowują operacje pod przyszłe regulacje, zyskują realną przewagę kosztową i wizerunkową. Europejski rynek e-commerce będzie coraz bardziej regulowany, a łańcuchy dostaw bardziej złożone i wymagające precyzyjnego zarządzania.

Automatyzacja i AI jako fundament skalowania

W mojej ocenie nie da się dziś mówić o skalowaniu e-commerce bez zaawansowanej automatyzacji i sztucznej inteligencji. W 2026 roku kluczową rolę odegrają predykcyjne modele forecastingu, dynamiczny routing, inteligentne systemy sortowania czy roboty AMR w magazynach, które pozwalają skracać SLA, obniżać koszt jednostkowy i utrzymywać jakość operacji przy rosnących wolumenach. 

image

AI wchodzi w zakupy: klienci chcą wygody, a sprzedawcy – efektywności

AI coraz częściej wykorzystywana jest także w obsłudze klienta – przejmując powtarzalne zapytania, skracając czas reakcji i redukując koszty wsparcia. W logistyce ostatniej mili technologie te umożliwiają optymalizowanie zasobów, przewidywanie przeciążeń sieci i zarządzanie wolumenem w czasie rzeczywistym, co ma kluczowe znaczenie w okresach szczytów sprzedażowych.

Logistyka jako przewaga, nie koszt

Jednym z najczęstszych błędów, które obserwuję w e-commerce, jest traktowanie kosztów operacyjnych jako obszaru drugoplanowego. Wiele firm koncentruje się na wzroście sprzedaży i marketingu, podczas gdy to operacje – w tym koszty zwrotów, pick & pack, prognozowanie popytu i optymalizacja sieci – realnie decydują o rentowności. Z mojego doświadczenia z pracy w Amazonie i Tesli wynika, że nawet niewielkie nieefektywności operacyjne mogą generować duże straty, a dobrze wdrożony forecasting znacząco obniża koszt jednostkowy. W Packeta obserwujemy to samo – firmy, które rozumieją swoje procesy, rosną szybciej i stabilniej.

Równie istotnym problemem jest postrzeganie logistyki wyłącznie jako kosztu, a nie źródła przewagi konkurencyjnej. Przewidywalność dostawy, wybór formy odbioru, jakość komunikacji i sprawny zwrot bezpośrednio wpływają na to, czy klient wróci do sklepu. Skalowanie e-commerce wymaga jasno zdefiniowanych KPI, standaryzacji i powtarzalnych procesów. Bez nich nawet najlepszy model biznesowy traci efektywność wraz ze wzrostem wolumenów.

Co więcej, w Packeta już od kilku lat rozwijamy model multi-network w logistyce ostatniej mili, gdzie łączymy własną sieć punktów odbioru i automatów z infrastrukturą innych operatorów. To podejście daje większą elastyczność, pozwala obniżać koszty dostawy i znacząco poprawia skuteczność pierwszego doręczenia. W mojej ocenie jest to jeden z kluczowych kierunków rozwoju europejskiej logistyki. 

Cross-border i nowe modele operacyjne

Coraz większe znaczenie zyskuje również sprzedaż cross-border, która wymaga nie tylko dobrej oferty, ale przede wszystkim skalowalnych i powtarzalnych procesów logistycznych. Widzimy rosnące zainteresowanie dynamicznym ustalaniem cen dostaw międzynarodowych w oparciu o dane o popycie, obciążeniu sieci czy dostępności zasobów. Dynamic pricing w logistyce jest tym, czym kiedyś stało się RTB w reklamie – pozwala optymalizować koszty i reagować w czasie rzeczywistym na zmieniające się warunki.

Wszystkie te elementy – wymagający klienci, regulacje, automatyzacja i nowe modele logistyczne – sprawiają, że 2026 rok będzie testem odporności operacyjnej dla całej branży. W mojej ocenie wygrają te firmy, które już dziś inwestują w stabilność dostaw, skalowalne procesy i technologie pozwalające reagować na zmiany w czasie rzeczywistym. E-commerce wchodzi w etap, w którym przewagę buduje się nie szybkością decyzji marketingowych, lecz jakością operacji.

Marcin Prusak

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
13. styczeń 2026 07:09