StoryEditor
Rynek i trendy
21.01.2014 00:00

Zachodnie sieci drogerii dzielą między siebie polski rynek. Karty zostały rozdane?

Duże zagraniczne sieci sklepów z ofertą kosmetyczno-chemiczną są zainteresowane ekspansją na polskim rynku. Dynamiczny rozwój w 2014 r. zapowiedziały m.in. Hebe, Rossmann oraz Dayli. Ta ostatnia negocjuje już przejęcie placówek Natura.

Szacuje się, że tradycyjny handel kosmetykami posiada 55 proc. udziałów sprzedaży na stale rosnącym drogeryjnym rynku w Polsce. Sklepy niezrzeszonych właścicieli są potencjalnymi celami dla dużych zagranicznych sieci, którym marzy się ekspansja nad Wisłą. Najbliższą poważną transakcją będzie tu jednak prawdopodobnie sieć handlu nowoczesnego – Natura. W listopadzie 2013 r. „Puls Biznesu” ujawnił, że Erste Bank i Alior Bank, właściciele tej sieci drogerii, wystawili ją na sprzedaż. Według dziennika zainteresowane nabyciem tej marki są co najmniej trzy firmy, które miały przystąpić już do negocjacji z oboma bankami. Wśród potencjalnych kontrahentów miały być Hygienika, niemiecki Douglas oraz inna zachodnioeuropejska sieć sklepów z ofertą kosmetyczną.
Natura(lni) nabywcy
Prowadzona przez spółkę Polbita sieć Natura posiada obecnie 270 drogerii rozsianych po całym kraju i pasuje doskonale do ambitnej polityki Rossmanna, lidera rynku drogeryjnego w Polsce. Niemieckiej firmie marzy się otwieranie w Polsce aż 150 drogerii rocznie, jednak, przygotowując się do inauguracji 900 drogerii nad Wisłą, sieć na razie milczy w sprawie potencjalnego przejmowania nowych graczy. Inaczej do sprawy podchodzi Dayli, nowy właściciel obiektów przejętych od Schleckera, który w Polsce ma już około 170 sklepów i ambitne plany na niedaleką przyszłość. Prezes austriackiej spółki TAP Dayli Rudolf Haberleitner potwierdził nam, że Dayli jest zainteresowane nabyciem Natury, a negocjacje w tej sprawie prowadzi poprzez spółkę Hygienika. – Na razie nie ujawniamy szczegółów rozmów. Atmosfera wokół tej sprawy nieco się podniosła w Polsce. Czekamy na pozytywne zakończenie negocjacji w najbliższych tygodniach – dodał Rudolf Haberleitner.
Dowodem na przymiarki Dayli do stopniowego koncentrowania rynku może być podpisanie w listopadzie ub.r. przez Hygienikę, większościowego udziałowca sieci, listu intencyjnego z funduszem kapitałowym Innova Investements. Na bazie Dayli miałyby one przejmować innych graczy rynkowych.
Kogo nie interesują przejęcia?
Sami bohaterowie tematu są bardzo oszczędni w słowach na temat potencjalnej zmiany właściciela i nie chcą ujawnić kto jeszcze uczestniczy w negocjacjach. – Zainteresowanie rynku spółką Polbita nas cieszy, ale nie jest przypadkowe i wynika ze zmian, jakie nastąpiły w organizacji. Czekamy na decyzje właściciela. To w jego gestii leży decyzja, kiedy i komu sprzeda firmę – poinformowała nas Beata Szczytowska, prezes drogerii Natura.
Wiadomo już, kto na pewno nie przystąpi do rozmów w sprawie zakupu drogerii Natura. Z naszych ustaleń wynika, że ani koncern dm, ani Hebe nie są zainteresowane nabyciem wystawionej na sprzedaż sieci. Jak poinformowała „Wiadomości Kosmetyczne” Kathrin Seber z biura prasowego firmy dm, niemiecka grupa nie rozmawia i nie zamierza negocjować potencjalnego kupna Natury.
Wśród chętnych na zakup brak też dynamicznie poczynającej sobie na polskim rynku firmy Jeronimo Martins. Jak powiedziała „WK” Rita Fragoso z biura prasowego portugalskiej grupy, właściciel drogerii Hebe nie jest zainteresowany akwizycją drogerii Natura. – Rozwój naszej sieci nie przewiduje przejmowania innych graczy rynkowych w Polsce. Będziemy rozwijać Hebe w sposób organiczny – poinformowała przedstawicielka grupy JM.
Ambitne plany Hebe
Właściciel Biedronki będzie istotnym graczem w walce o rozproszone placówki polskiego tradycyjnego handlu drogeryjnego. Portugalczykom udało się w ciągu niespełna dwóch lat zbudować sieć liczącą około 100 placówek. W niemal połowie z nich działają już apteki. Jak wyjaśniła nam Rita Fragoso, tylko między lipcem a wrześniem ub.r. udało się zainaugurować 9 tego typu obiektów.
Grupa JM nie ustaje w poszukiwaniu nowych lokalizacji pod sklepy farmaceutyczno-kosmetyczne. Powstawać będą one głównie w dużych miastach, szczególnie na terenie centrów handlowych. Potwierdzeniem tego może być zawarta w połowie ub.r. umowa spółki Jeronimo Martins Drogerie i Farmacja z Carrefour Polska, operatorem centrów handlowych. W jej ramach uruchomiono już m.in. Hebe w szczecińskiej Galerii Gryf oraz podobną placówkę w Galerii Śląskiej w Rybniku. Otwierane w galeriach Carrefoura drogerie mają powierzchnię o wielkości około 450 mkw.
Sieć Hebe zanotowała w ub.r. sprzedaż na poziomie 60 mln euro. Władze JM potwierdzają, że jej obroty systematycznie rosną. W ub.r. zainwestowano w budowę nowych placówek sieci 15 mln euro. Najbliższe lata będą stać również pod znakiem inwestycji. Jak wynika z zaprezentowanych w listopadzie planów grupy JM do 2016 r. portugalska spółka zamierza otworzyć 200 nowych drogerii. Przedsięwzięcia z pewnością odbiją się negatywnie na wynikach detalisty, który aktualnie koncentruje się na aktywności marketingowej. Analitycy z portugalskiej firmy Espirito Santo Investement Bank przewidują, że do 2016 r. wskaźnik Ebitda Hebe będzie spadał o ponad 10 proc. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych czterech lat ma obniżyć się o 14 mln euro. Straty polskich drogerii grupy JM mają być rekompensowane przez korzystne wyniki dyskontów Biedronka. Same władze portugalskiej firmy zapewniają, że już za trzy lata Hebe będzie przynosić zyski, a w niedługiej przyszłości stanie się motorem Jeronimo Martins.
Klinika wewnątrz galerii
Właściciel sklepów Biedronka szykuje się też do skopiowania w Polsce swojego projektu poradni medycznych Walk’In Clinics. Nowe placówki działają już na terenie kilku portugalskich sklepów Pingo Doce, obsługiwanych przez Jeronimo Martins. Projekty są ze sobą powiązane. Aby udać się do poradni, konieczne jest wejście na teren należącego do portugalskiego detalisty supermarketu. Na razie sieć działa w czterech miejscach: w Lizbonie, Sintrze, Aveiro oraz w Santa Maria da Feira, oferując możliwość realizacji podstawowych badań medycznych a także wizyty u jednego ze specjalistów. W otwartych codziennie przez 12 godzin poradniach przyjmują lekarze z kilku dziedzin, m.in. interny, podologii, stomatologii, diabetologii.
Koncept Walk’In Clinics ma spełniać oczekiwania coraz bardziej zabieganego konsumenta, który w przysklepowych klinikach może liczyć na szybką i stosunkowo tanią jak na portugalskie warunki, prywatną wizytę lekarską. Kosztuje ona średnio 30 euro, czyli dwa razy taniej niż w prywatnych poradniach w tym kraju.
Projekt rozwoju w polskich galeriach handlowych klinik będzie wdrażany przez osoby z bogatym doświadczeniem w biznesie nad Wisłą. Jego realizacją zajmie się Sociedade Francisco Manuel dos Santos (SFMS), większościowy właściciel grupy Jeronimo Martins. Spółka posiada 56,1 proc. udziałów właściciela Biedronki. Jak ujawnił naszej redakcji Jose Soares dos Santos, prezes SFMS, w tym roku projekt inwestowania w kliniki działające na terenie centrów handlowych przybrał konkretne kształty, ale nadal jest w fazie planowania. Portugalska spółka w jego realizacji będzie mogła skorzystać z wiedzy i doświadczenia Alexandre Soaresa dos Santosa, który w listopadzie br. opuścił fotel prezesa, ale o definitywnej emeryturze jeszcze nie myśli. Zasiadał na tym stanowisku od ponad 45 lat i doskonale zna polskie realia. To on bowiem w połowie lat 90. skutecznie wprowadził Jeronimo Martins na polski rynek, dorabiając się z Biedronką pierwszego miejsca w polskim detalu i drugiego pod względem wartości osobistego majątku w Portugalii. 
Marcin Zatyka
fot. materiały prasowe Hebe

Wszystkie oczy zwrócone na Hebe

Sieć sklepów kosmetycznych i aptek Hebe liczyła na koniec 2013 r. ponad 100 placówek – dziś ma ponad 60 drogerii i około 40 aptek. To ona przyciąga obecnie największą uwagę producentów kosmetyków, którzy zastanawiają się, czy uda się jej szybko stworzyć przeciwwagę dla dominującego na polskim rynku Rossmanna. – W 2013 r. nasza sieć powiększyła się o ponad 30 sklepów Hebe. Zamierzamy nadal intensywnie rozbudowywać sieć placówek – mówi Wiesław Ciuruś, dyrektor generalny Jeronimo Martins Drogerie i Farmacja. Docelowo wszystkie placówki Hebe mają być drogerio-aptekami, ewentualnie – jeśli nie pozwolą na to uwarunkowania prawne – będą sprzedawać w ramach drogerii tylko leki bez recepty. Grupa Jeronimo Martins zrezygnowała z rozwijania samodzielnych aptek pod szyldem Na Zdrowie.
Uroczyste otwarcie 100. obiektu, drogerii Hebe, odbyło się 13 grudnia 2013 r. przy ul. Żelaznej 32 w Warszawie. Pierwsza drogeria Hebe została uruchomiona w 2011 r. w Al. Jerozolimskich w Warszawie. Do Grupy Jeronimo Martins należy też największa w Polsce sieć detaliczna – dyskontów Biedronka.


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
06.09.2026 23:21
Plastikowe cyrkonie wracają. Viralowy trend na whimsy napędza sprzedaż, ale rodzi pytania o odpady
Influencerki prześcigają się w okryształkowywaniu... wszystkiego.@meredithduxbury

Różowe opakowania, kryształki, plastikowe cyrkonie i maksymalizm zamiast estetyki „clean girl” – w 2026 roku branża beauty obserwuje kolejną odsłonę nostalgii za estetyką Y2K. Trend bedazzlingu, czyli ozdabiania przedmiotów błyszczącymi aplikacjami, wychodzi poza manicure i trafia na opakowania kosmetyków, lusterka, balsamy do ust i akcesoria. Dane ze sprzedaży pokazują gwałtowny wzrost popytu na rhinestones, choć popularność jednorazowych dekoracji może oznaczać również nowe wyzwania środowiskowe.

Jeszcze kilka lat temu dominującym kodem wizualnym branży beauty był minimalizm. Neutralne kolory, proste opakowania, estetyka „clean girl” i pielęgnacja przedstawiana jako element codziennej optymalizacji stopniowo wypierają jednak bardziej ekspresyjne formy. W 2026 roku coraz wyraźniej widoczny jest zwrot w kierunku maksymalizmu, nostalgii i świadomego dekorowania przedmiotów, które nie musi pełnić żadnej praktycznej funkcji.

Jednym z najbardziej widocznych przejawów tego zjawiska jest bedazzling – ozdabianie przedmiotów plastikowymi kryształkami i cyrkoniami. Błyszczące aplikacje pojawiają się już nie tylko na paznokciach czy ubraniach, ale także na opakowaniach kosmetyków, balsamach do ust, kompaktach, lusterkach, flakonach perfum, etui telefonów i innych przedmiotach codziennego użytku.

Trend wpisuje się w szersze zjawisko określane w internecie mianem „whimsymaxxing”, czyli celowego wprowadzania do codzienności elementów nadmiaru, zabawy i estetycznej bezużyteczności. Dla branży kosmetycznej oznacza to kolejny sygnał, że konsumenci coraz częściej oczekują od produktów nie tylko skuteczności, ale również możliwości wizualnej ekspresji i personalizacji.

Co to jest whimsy?

Młode pokolenia coraz wyraźniej zwracają się ku estetyce określanej jako „whimsy” i idei „whimsical life”, rozumianej jako świadome wprowadzanie do codzienności fantazji, spontaniczności, humoru i drobnych, pozornie niepotrzebnych przyjemności - „cieszmy się z małych rzeczy”. Nie chodzi przy tym o odcięcie się od rzeczywistości, lecz raczej o odpowiedź na funkcjonowanie w świecie naznaczonym presją, niepewnością i kolejnymi kryzysami.

Po okresie dominacji minimalizmu, kultu produktywności i estetyki powagi generacje Z i Alpha coraz chętniej wybierają kolor, ekspresję i zabawę. Trend jest widoczny zarówno w modzie – w postaci pastelowych ubrań, haftowanych aplikacji, nostalgicznych spinek w kształcie motyli czy stylizacji inspirowanych bajkami i vintage – jak i we wnętrzach, gdzie klasyczną funkcjonalność zastępują fantazyjne formy, nietypowe lampy oraz odważne zestawienia wzorów i faktur.

Podobne zjawisko obserwować można w internecie, gdzie popularność zdobywają absurdalne memy oraz estetyki takie jak fairycore czy clowncore, napędzane przede wszystkim przez viralowe treści w mediach społecznościowych.

Kylie Jenner i przyspieszenie trendu

Choć Kylie Jenner nie stworzyła trendu ozdabiania przedmiotów cyrkoniami, jej aktywność w mediach społecznościowych znacząco przyczyniła się do jego popularyzacji. Estetyka „kamyczkowa” była już obecna na TikToku i Instagramie wraz z powrotem stylu Y2K, kryształowych zdobień paznokci oraz trendu DIY. Wiosną 2026 roku media beauty wskazywały manicure z cyrkoniami jako jeden z rosnących trendów, a sama Jenner prezentowała podobne stylizacje m.in. podczas Coachelli.

Momentem szczególnego przyspieszenia była jednak jej 29. impreza urodzinowa. Utrzymana w różowej, księżniczkowej estetyce oprawa wydarzenia obejmowała tiary, pióra i torty pokryte kolorowymi cyrkoniami. Kluczowe z punktu widzenia mechaniki trendu okazało się to, że estetykę można było stosunkowo łatwo i tanio skopiować.

Kylie Jenner pozostaje jedną z najbardziej wpływowych postaci na styku celebrity, mediów społecznościowych i biznesu kosmetycznego. Jej konto na Instagramie obserwuje ponad 380 mln użytkowników, a równolegle prowadzi własny biznes beauty. W przypadku trendu bedazzlingu istotna jest jednak przede wszystkim niska bariera wejścia – konsument nie musi kupować luksusowego produktu, aby uczestniczyć w estetyce promowanej przez celebrytkę. Wystarczy niedroga paczka samoprzylepnych kryształków.

Prawie 300 tys. sztuk miesięcznie

Skalę rosnącego zainteresowania pokazują dane sprzedażowe. ASINSIGHT, firma monitorująca sprzedaż na amerykańskim Amazonie, szacuje, że 50 najpopularniejszych ofert związanych z hasłem „rhinestones” sprzedało w lipcu 2026 roku łącznie około 296,3 tys. sztuk. Dla porównania, w sierpniu 2025 roku było to 87,5 tys. sztuk.

Oznacza to wzrost o około 239 proc. w porównaniu z poziomem odnotowanym rok wcześniej.

Podobną dynamikę widać w kategorii „bedazzling”. W lipcu 2026 roku sprzedaż 50 najpopularniejszych ofert związanych z tym hasłem wyniosła około 294,3 tys. sztuk, podczas gdy w sierpniu 2025 roku było to 64,4 tys. sztuk. To wzrost rzędu 357 proc.

Dane te pokazują, że trend przestał być wyłącznie niszową estetyką funkcjonującą w mediach społecznościowych. Cyrkonie i zestawy do samodzielnego dekorowania stają się produktem masowym, a ich zastosowanie coraz częściej przenika do kategorii związanych z kosmetykami i akcesoriami beauty.

Dla producentów oznacza to potencjał rozwoju produktów bazujących na personalizacji. Konsument może kupić identyczny kosmetyk jak tysiące innych osób, ale poprzez samodzielne ozdobienie opakowania nadać mu indywidualny charakter. To odpowiada jednemu z istotnych napięć współczesnej konsumpcji – potrzebie jednoczesnego przynależenia do trendu i wyróżnienia się w jego ramach.

Od „clean girl” do estetyki nadmiaru

Popularność bedazzlingu można również interpretować jako reakcję na wieloletnią dominację minimalizmu. W ostatnich latach branża beauty intensywnie promowała uproszczone rutyny, naturalność, neutralną kolorystykę oraz wizerunek konsumenta, który świadomie optymalizuje każdy element swojej pielęgnacji.

Obecny zwrot idzie w przeciwnym kierunku. Maksymalizm nie musi być funkcjonalny, a dekoracja nie wymaga uzasadnienia. W tym sensie „whimsymaxxing” jest kontynuacją wcześniejszych cykli kulturowych – od kolorowego maksymalizmu lat 90., przez estetykę Y2K, po kryształowe zdobienia charakterystyczne dla popkultury początku XXI wieku.

Dla sektora kosmetycznego jest to kolejny dowód na skracanie cykli trendowych przez media społecznościowe. Estetyka nie musi już przechodzić tradycyjnej drogi od projektantów i magazynów modowych do masowego odbiorcy. Wystarczy kilka wiralowych publikacji, aktywność dużego influencera oraz produkt dostępny w niskiej cenie, aby trend w krótkim czasie przełożył się na realny popyt.

Plastikowy koszt błyszczącego trendu

Wzrost popularności cyrkonii rodzi jednak pytania o środowiskowy koszt tej formy konsumpcji. Plastikowe cyrkonie i dekoracyjne kryształki są zwykle niewielkie, trudne do odzyskania i recyklingu. W przeciwieństwie do płaskich naklejek trójwymiarowe elementy mogą odklejać się w wyniku tarcia, kontaktu z wodą lub codziennego użytkowania.

image
Twitter

Pojedyncze elementy łatwo trafiają do odpadów lub kanalizacji, a ich niewielki rozmiar praktycznie uniemożliwia skuteczne odzyskanie. Problem wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą drobnych elementów plastikowych przedostających się do środowiska. Amerykańska National Oceanic and Atmospheric Administration wskazuje, że ponad 700 gatunków zwierząt udokumentowano jako organizmy, które połknęły plastik, co może prowadzić m.in. do blokad i obrażeń wewnętrznych.

W przypadku branży beauty pytanie dotyczy również trwałości trendu. Estetyka oparta na ciągłym dekorowaniu nowych przedmiotów może napędzać dodatkową konsumpcję: nowe kryształki do nowego kubka, opakowania kosmetyku czy akcesorium. Szczególnie problematyczne są dekoracje tworzone wyłącznie na potrzeby pojedynczego zdjęcia lub filmu publikowanego w mediach społecznościowych.

Dla marek kosmetycznych bedazzling jest więc jednocześnie sygnałem rosnącego znaczenia personalizacji i ostrzeżeniem przed kolejną falą jednorazowej konsumpcji. Dane sprzedażowe pokazują wyraźnie, że konsumenci są gotowi kupować produkty umożliwiające szybkie uczestnictwo w trendzie. Długofalowym wyzwaniem pozostaje jednak znalezienie form personalizacji, które pozwolą połączyć efekt wizualny z trwałością i ograniczeniem ilości odpadów.

Błyszcząca estetyka może być jednym z symboli beauty w 2026 roku, ale dla branży istotniejsze od samego trendu pozostaje pytanie, jak długo konsumenci będą chcieli kupować dekoracje, które równie szybko jak pojawiają się w ich mediach społecznościowych, znikają później w koszu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
04.09.2026 15:56
Sinsay stanie się marketplace. Będzie sprzedawał kosmetyki
Sinsay Plus ma przyciągać klientów częściej niż tylko na zakupy (fot. Shutterstock)Shutterstock

Sinsay otwiera swój e-commerce na zewnętrznych sprzedawców. Jedną z pierwszych rozwijanych kategorii mają być kosmetyki. W 2027 roku oferta platformy ma przekroczyć 100 tys. produktów. Dane Fulfilio pokazują, że decyzja LPP wpisuje się w szerszy trend: chociaż w całym e-commerce znaczenie marketplace’ów lekko słabnie, w segmencie urody i kosmetyków nadal wyraźnie rośnie.

Należący do Grupy LPP Sinsay uruchamia marketplace i po raz pierwszy otwiera swoją platformę sprzedażową na zewnętrznych partnerów. Nowy model ma pozwolić marce poszerzyć asortyment bez ograniczania się do własnych produktów. Wśród kategorii, które mają być rozwijane w pierwszej kolejności, znalazły się kosmetyki, a także zabawki, obuwie, artykuły do domu i akcesoria.

Marketplace Sinsay ma działać w modelu zamkniętym

Oznacza to, że Sinsay będzie wybierać partnerów i kontrolować jakość wprowadzanej oferty. Do platformy mają dołączać zarówno duże marki i producenci, jak i wyspecjalizowani dystrybutorzy oraz sklepy internetowe. Według zapowiedzi spółki liczba dostępnych produktów ma przekroczyć 100 tys. w 2027 roku. Część zamówień ma być wówczas realizowana również z magazynów LPP przez LPP Logistics.

image

Inglot x Allegro? Nadchodzi nowa era współprac beauty: z marketplace‘ami.

Kosmetyki rosną na marketplace’ach szybciej niż cały e-commerce

Wejście Sinsay w model marketplace jest szczególnie interesujące z perspektywy branży kosmetycznej. Z raportu Fulfilio „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że beauty zachowuje się inaczej niż cały polski e-commerce.

W ujęciu ogólnorynkowym 21 proc. e-sklepów odnotowało w ostatnich 12 miesiącach spadek udziału marketplace’ów w sprzedaży online. Wzrost wskazało 17 proc. badanych, a 62 proc. nie zauważyło istotnych zmian.

W kategorii uroda i kosmetyki proporcje są odwrotne: 27 proc. firm deklaruje wzrost udziału platform sprzedażowych, a tylko 9 proc. jego spadek.

– Branża beauty jest dobrym przykładem kategorii, w której marketplace i własny sklep mogą pełnić różne role. Z naszego raportu „Marketplace czy własny sklep?” wynika, że w segmencie uroda i kosmetyki tak samo silną pozycję mają Allegro i własne sklepy internetowe – z obu kanałów korzysta po 43% firm z tej kategorii. Beauty wyróżnia się też na tle całego rynku, jeśli spojrzymy na zmianę udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online - mówi Arkadiusz Filipowski, prezes zarządu Fulfilio.

image

Sinsay uruchamia marketplace. Oferta ma przekroczyć 100 tys. produktów

Ogółem 21% e-commerce’ów wskazało, że w ostatnich 12 miesiącach udział platform sprzedażowych w ich sprzedaży online spadł, a 17% mówi o wzroście. - W kategorii uroda i kosmetyki proporcje wyglądają inaczej – 27% firm deklaruje wzrost udziału marketplace’ów w łącznej sprzedaży online, a 9% wskazuje spadek. To pokazuje, że w beauty platformy nadal mają przestrzeń do wzrostu dodaje Filipowski. 

Sinsay chce zbudować ekosystem zakupowy

Marketplace ma pomóc przekształcić Sinsay z sieci kojarzonej przede wszystkim z modą w wielokategorialne miejsce zakupów dla całej rodziny. Kosmetyki mogą mieć w tym modelu szczególne znaczenie: są kupowane regularnie, dobrze uzupełniają ofertę modową i lifestylową oraz pozwalają zwiększać częstotliwość kontaktu klienta z platformą.

– Uruchomienie marketplace’u przez Sinsay dobrze wpisuje się w ten trend. Duże marki handlowe coraz częściej chcą budować nie tylko sklep, ale cały ekosystem zakupowy, w którym klient może kupić modę, kosmetyki, akcesoria czy produkty do domu w jednym miejscu. Widać to także szerzej na rynku. Rośnie znaczenie marketplace’ów branżowych i specjalistycznych, np. budowlanych, motoryzacyjnych czy lifestyle’owych – komentuje Arkadiusz Filipowski.

Przykładami takiego kierunku są m.in. platformy marketplace rozwijane przez sieci handlowe, takie jak Castorama czy Kaufland, a wcześniej także projekt VeloMarket, który był pozycjonowany jako marketplace z ofertą zielonych produktów i zdrowego stylu życia.

image

Google się zmienia. Kto wygrywa SEO w e-commerce w 2026 roku?

Dla producentów i dystrybutorów kosmetyków pojawia się zatem kolejny kanał dotarcia do konsumentów – i to do klientów, którzy niekoniecznie rozpoczynają zakupy od poszukiwania kosmetyków. Produkt beauty może zostać dodany do koszyka przy okazji zakupu odzieży, wyposażenia domu, akcesoriów lub produktów dla dzieci.

To jednocześnie kolejny sygnał, że marki modowe, sieci spożywcze i platformy wielokategorialne coraz mocniej konkurują z tradycyjnymi drogeriami oraz perfumeriami o część kosmetycznego koszyka.

Marketplace daje zasięg, własny sklep – dane i lojalność

Rozwój marketplace’ów nie oznacza, że marki kosmetyczne powinny rezygnować z własnego e-commerce. Dane Fulfilio pokazują, że w beauty Allegro i własne sklepy mają dokładnie taki sam zasięg wśród sprzedawców – z obu rozwiązań korzysta po 43 proc. firm z tej kategorii.

Marketplace zapewnia szybki dostęp do dużej grupy klientów i pozwala przetestować popyt bez budowania całej infrastruktury sprzedażowej. Własny sklep daje natomiast większą kontrolę nad marżą, prezentacją produktu, danymi konsumentów oraz komunikacją po zakupie.

image

TOP 10 września 2025: Sinsay buduje marketplace, Perły Rynku 2025 rozdane, Rossmann kłania się młodym

– Dla marek kosmetycznych obecność na takim marketplace może być szansą na dodatkowy zasięg i dotarcie do klienta, który nie szuka wyłącznie kosmetyków, ale kupuje przy okazji inne kategorie. Jednocześnie nie powinno to zastępować własnego sklepu. W beauty bardzo ważne są zaufanie, prezentacja produktu, skład, opinie, obsługa posprzedażowa i powtarzalność zakupów. Dlatego marketplace może wspierać sprzedaż, ale przewagę długoterminową nadal buduje się poprzez własną markę, relację z klientem i dobrze prowadzony kanał własny – podkreśla prezes Fulfilio.

Hybrydowa sprzedaż zamiast uzależnienia od jednej platformy

Z całego badania wynika, że ryzyko uzależnienia sprzedaży od marketplace’ów jest dobrze rozpoznawane przez polskie firmy. Jako średnie ocenia je 77 proc. badanych, jako wysokie – 16 proc., a jako niskie jedynie 7 proc. Tymczasem wśród sprzedawców obecnych na platformach najważniejszym graczem pozostaje Allegro, wskazywane przez 54 proc. firm.

Równolegle rośnie znaczenie własnych sklepów.

image

Paradoks polskiego e-commerce: Allegro daje skalę, ale to własny sklep przynosi największe zyski [RAPORT]

Wzrost ich udziału w sprzedaży internetowej deklaruje 28 proc. firm prowadzących taki kanał, a spadek – 11 proc. Najczęściej wykorzystywanym źródłem ruchu jest e-mail marketing, wskazywany przez 53 proc. respondentów. Ponad połowa sklepów korzysta również z programów lojalnościowych.

W praktyce najbardziej dojrzałym rozwiązaniem staje się model hybrydowy, w którym marketplace odpowiada przede wszystkim za pozyskiwanie nowych klientów i skalowanie sprzedaży, natomiast własny sklep służy budowaniu lojalności, wartości klienta oraz powtarzalności zakupów. Taki model wymaga jednak sprawnego zarządzania cenami, zapasami, dostawami i zwrotami we wszystkich kanałach.

 

Metodyka badania:Badanie „Własny sklep czy marketplace. Strategie sprzedaży e-commerce w Polsce” zostało zlecone przez Fulfilio i przeprowadzone na panelu Ariadna. Wzięło w nim udział 249 przedstawicieli polskich sklepów internetowych odpowiedzialnych za sprzedaż online, rozwój e-commerce, marketplace, marketing lub operacje. Badanie przeprowadzono metodą CAWI w dniach 4–16 marca 2026 roku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
07. wrzesień 2026 06:00