Republika Czeska, choć kraj zaledwie 10-milionowy, to stanowi doskonały kierunek dla zagranicznych producentów kosmetyków. Czeszki, uchodzące za konserwatywne klientki, wykazują się dużą lojalnością konsumencką, ale mają w sobie również dużo ciekawości i lubują się w sprawdzaniu nowych marek. Udany eksperyment z nieznanym dotychczas kosmetykiem oznacza nierzadko akceptację dla pełnej oferty jego wytwórcy.
Zaufanie do sąsiadów
Czesi nie są nieufnymi klientami i nie przywiązują się zbyt mocno do rodowitych marek kosmetyków. Dowodem na to są dobre wyniki sprzedaży towarów spoza Czech, w tym polskich firm. Na brak popularności nie mogą narzekać np. Oceanic, Delia, Ziaja, Dax Cosmetics czy Dr Irena Eris. Dużą renomę mają na czeskim rynku także brandy rodem z Niemiec. Poza Niveą Czeszki chętnie sięgają po ofertę dostępną w sieciowych drogeriach, takich jak Isana Rossmanna czy Balea sieci dm.
Prym wiedzie Beiersdorf AG, którego udziały sięgają 17 proc. Umocnienie się na pozycji lidera w ostatnich latach niemiecki producent zawdzięcza licznym kampaniom promocyjnym. Resztę stawki stanowią
L’Oréal, Unilever, Esteé Lauder oraz Johnson & Johnson. Te dwie ostatnie reprezentują amerykański kapitał, który mocno zaznaczył swoją obecność w Republice Czeskiej po 1990 r.
Kosmetyki ze studia filmowego
Pomimo otwartości na nowinki Czeszki przywiązują dużą wagę do sprawdzonych już marek. To tradycyjne podejście uwidacznia się w niesłabnącej sympatii do niektórych wyrobów kosmetycznych wywodzących się jeszcze z czasów komunistycznej Czechosłowacji. Przykładem może być zarejestrowany na rynku w 1966 r. Dermacol, który od co najmniej pięciu dekad dzierży czołową pozycję nad Wełtawą. Historia tego brandu wiąże się z filmową wytwórnią Barrandov w Pradze, z której wyszło wiele kultowych czeskich komedii. Rodzimi filmowcy przykładali do aktorskiego makijażu tak dużą wagę, że wewnątrz studiów zainicjowali wyrób kosmetyków na skalę przemysłową. Opracowane przy wytwórni towary do make-upu już pod koniec lat 60. zaczęły zadomawiać się za Żelazną Kurtyną. Jednym z ich pierwszych odbiorców było amerykańskie Hollywood. Aksamitna Rewolucja i rozbrat ze Słowacją nie przeszkodziły Dermacolowi w utrzymaniu klientów na terenie całej byłej Czechosłowacji, którzy po 1990 r. zyskali szeroki dostęp do światowych kosmetyków. Państwowi właściciele marki w warunkach wolnego rynku rozpoczęli poszukiwania zagranicznego inwestora, którym ostatecznie stali się Brytyjczycy ze spółki McBridge.
Inną mocną rodzimą marką jest Ryor. Jako jedna z nielicznych zyskała ona sobie wielu zwolenników także poza krajem naszego południowego sąsiada. Obecnie w jej zakładach w Czechach wyrabianych jest ponad 130 pozycji asortymentowych, z których ponad 90 oferowanych jest w drogeriach i sieciach handlowych, zaś pozostałe w salonach kosmetycznych. Eksperci przyznają, że kluczem do sukcesu Ryora są marketingowe zabiegi producenta, który wszystkie towary oferuje jako „kosmetyki na bazie substancji ekologicznych”. Na rynek trafiają pod chwytliwym dziś hasłem „naturalnych kosmetyków ziołowych”. Podobną strategię wykorzystuje wytwórca kosmetyków do pielęgnacji ciała o nazwie Botanicus.
Klient wierny i oszczędny
Większość czeskich nabywców kosmetyków to osoby lojalne wobec dotychczas stosowanych produktów. Czynnikiem, który najczęściej decyduje o zmianie upodobań, jest zazwyczaj cena. Eksperci firmy badawczej Incoma GfK potwierdzają tę tendencję.
– Zdecydowana większość Czechów odmawia sobie luksusów przy półce z kosmetykami. W ostatnich latach coraz bardziej rośnie znaczenie cen towarów, które klienci skrzętnie porównują. Obecnie zakupy w tej kategorii robi się w Czechach w zakresie podstawowych środków pielęgnacji ciała i higieny, czyli właściwie towarów pierwszej potrzeby. Trend ten utrzymał się również w minionym roku – zauważa Pavel Cabal z Incoma GfK.
Rośnie zainteresowanie młodych klientów kosmetykami wyprodukowanymi na bazie substancji organicznych. Ich wybór wiąże się zwykle z wysoką świadomością na temat zdrowego odżywiania oraz troską o sportowy styl życia. – Innym trendem wśród młodych i dobrze wykształconych Czechów z dużych miast jest otwartość na ofertę kosmetyków w ramach sprzedaży bezpośredniej – odnotowuje Barbora Vincenecova z wydziału ekonomii na uniwersytecie w Brnie.
Kobieta poza ladą
Czeski klient coraz częściej kupuje kosmetyki w nowoczesnych kanałach dystrybucji. W ciągu ostatniej dekady popularność dużych samoobsługowych drogerii nad Wełtawą wzrosła z 20 proc. do 43 proc. wśród wszystkich placówek handlowych, w których najczęściej kupowane są kosmetyki w Czechach. Najbardziej pod względem preferencji konsumenckich straciły w tym okresie tradycyjne sklepy kosmetyczne z ofertą dostępną za ladą. Od 2002 r. do 2012 r. ich udziały w sprzedaży spadły z 16 proc. do zaledwie 1 proc. (!) – Nasz rynek podążył śladem innych państw Europy Zachodniej, gdzie tradycyjny handel wypierany jest przez samoobsługowe sklepy. Tendencja ta widoczna jest szczególnie w dużych aglomeracjach miejskich – wyjaśnia w rozmowie z „Wiadomościami Kosmetycznymi” Ana Menzlova, przewodnicząca Unii Kosmetycznej (UK), grupującej spółki czeskiego przemysłu kosmetycznego.
Czeski rynek drogeryjny opanowany jest głównie przez marki niemieckich operatorów. W pierwszej czwórce kluczowych graczy znajduje się ich aż trzech: Rossmann, dm oraz Schlecker. Ta ostatnia sieć, z uwagi na bankructwo dotychczasowego właściciela, została w ubiegłym roku sprzedana liderowi rynku, czeskiej firmie PK Solvent, która prowadzi ponad 700 obiektów Teta.
Niemcy przodują też pod względem sprzedaży kosmetyków w super- i hipermarketach. Liderem jest w tej kategorii Kaufland, który nieznacznie wyprzedza brytyjskie Tesco. Wielkopowierzchniowe placówki mogą się pochwalić wyższym wartościowo koszykiem chemicznym. Według szacunków Incoma GfK, czeski klient wydaje w nich na środki do pielęgnacji ciała i włosów średnio 380 koron, podczas gdy w drogeriach – około 340 koron. Eksperci oczekują, że wraz z przedłużaniem się kryzysu i słabnącą siłą nabywczą Czechów, różnica ta nadal się utrzyma.
Zaniżanie cen towarów
Wartość czeskiego rynku kosmetycznego jest oceniana na ponad 800 mln euro. Po czterech gorszych latach naznaczonych kryzysem rok 2011 przyniósł nieznaczną poprawę koniunktury. Największy, 10-procentowy wzrost sprzedaży odnotowano w przypadku przyborów toaletowych, takich jak mydła, pasty do zębów czy pianki do golenia. Obecnie czołową kategorią są kosmetyki do mycia, takie jak płyny, żele do kąpieli oraz mydła w płynie. Ich udział szacowany jest na 35 proc. Z kolei środki do pielęgnacji ciała, w tym kremy, balsamy i mleczka posiadają już 32 proc. udziałów. Pomimo kryzysu niektóre grupy towarowe mogą jednak liczyć na systematyczne zwiększenie obrotów. Ekonomiści spodziewają się kilkunastoprocentowego wzrostu sprzedaży produktów do makijażu do końca 2014 r. Oznacza to, że ten zdominowany przez zagraniczną ofertę segment może liczyć na wzrost importu, któremu powinno towarzyszyć dalsze drastyczne zaniżanie cen towarów. Eksperci przypominają, że ostatni rok stał pod znakiem wyraźnego odwrotu konsumentów od droższych kosmetyków. – Czesi zaczynają dziś wyraźnie oszczędzać. Tendencja ta nasiliła się po tegorocznych wakacjach i najbardziej jest widoczna na prowincji – odnotowuje Ana Menzlova z Unii Kosmetycznej.
Marcin Zatyka
Do 2030 roku osoby powyżej 65. roku życia będą stanowić jedną czwartą polskiego społeczeństwa (GUS). To nie jest odległa prognoza – to rzeczywistość, która tu i teraz redefiniuje oblicze współczesnego retailu. Dwa potężne trendy: błyskawiczne starzenie się społeczeństwa oraz kurczący się rynek produktów dla dzieci, zmuszają sieci handlowe do drastycznej zmiany dotychczasowych strategii i walki o zupełnie nowe profile klientów.
Silver Generation: Gigant, który redefiniuje półki sklepowe
Pokolenie silver nie jest już rynkową niszą, lecz kluczowym filarem napędzającym obroty handlu detalicznego. Według danych GfK, ta grupa odpowiada dziś za blisko 30% wartości zakupów FMCG w Polsce, a do 2035 roku wskaźnik ten wzrośnie do niemal 37%. Mimo to, większość formatów handlowych wciąż projektowana jest dla konsumentów w wieku 25–44 lat. Seniorzy kupują inaczej – stawiają na lojalność, produkty podstawowe, czytelność etykiet i komfort poruszania się po sklepie.
Podczas gdy na zachodzie Europy powstają już dedykowane koncepty, takie jak francuski „Carrefour des Générations” (z szerszymi alejkami i strefami odpoczynku), w Polsce transformacja przebiega dwutorowo:
Cyfryzacja i ryzyko wykluczenia: Liderzy tacy jak Biedronka czy Lidl agresywnie przenoszą najlepsze promocje do aplikacji mobilnych. Dla starszego konsumenta bez smartfona oznacza to wyższe ceny przy kasie, co wywołuje publiczną dyskusję o wykluczeniu cyfrowym.
Analogowa bliskość: Zupełnie inną drogę wybiera Dino Polska. Świadomie rezygnując z aplikacji mobilnej, buduje lojalność seniorów tradycyjnie: przez bezpośrednią obsługę przy ladzie mięsnej, lokalne pieczywo i bezpośredni kontakt z ekspedientką.
„Wygrywa prostota komunikacji. Dla pokolenia silver tradycyjna lada, świeże produkty na wagę i znajoma twarz personelu są wartością samą w sobie, budującą najsilniejszy kapitał relacyjny poza ekranem smartfona.”
Mniej dzieci, ostrzejsza walka o rodzica
Na drugim biegunie demografii znajduje się rynek produktów dziecięcych, który pod wpływem spadku urodzeń i rosnącej wrażliwości cenowej wyraźnie hamuje (PMR, 2025). Kurczący się rynek nie oznacza jednak odwrotu sieci handlowych. Wręcz przeciwnie – mniejszy „tort” wywołał bezwzględną walkę o klienta.
Młody rodzic to konsument generujący wysoką częstotliwość wizyt i silną lojalność wobec zaufanych marek. Aby go zatrzymać, sieci rozwijają zaawansowane marki własne:
- Biedronka: z marką Dada zdominowała rynek pieluszek w Polsce, wyprzedzając globalnych gigantów.
- Lidl: z powodzeniem rozwija dedykowaną linię Lupilu.
- Dino Polska: postawiło na Gugu – certyfikowaną linię z własną platformą edukacyjną dla rodziców.
Jeden sklep, dwa pokolenia
Demografia przestała być abstrakcyjnym wskaźnikiem z raportów statystycznych. Wygrywają sieci, które potrafią stworzyć format hybrydowy: taki, w którym 70-letnia seniorka komfortowo kupi świeży nabiał bez konieczności skanowania aplikacji, a 30-letni ojciec znajdzie certyfikowane artykuły dla niemowląt. Kluczem do sukcesu staje się elastyczność i precyzyjne miksowanie oferty dla skrajnie różnych grup wiekowych pod jednym dachem.
Rozmowy o potencjalnym połączeniu The Estée Lauder Companies i Puig oficjalnie dobiegły końca. Informacja wywołała natychmiastową reakcję inwestorów – akcje hiszpańskiego koncernu mocno spadły, podczas gdy notowania Estée Lauder wyraźnie wzrosły.
Potencjalna transakcja mogła stworzyć największego gracza w segmencie prestiżowego beauty na świecie. Ostatecznie jednak obie firmy poinformowały, że zakończyły negocjacje dotyczące możliwej kombinacji biznesowej.
Rynek jasno ocenił zerwanie rozmów pomiędzy Estée Lauder a Puig
Najbardziej widoczna była reakcja giełdy. Akcje Puig zakończyły dzień spadkiem o 13,4 proc. do poziomu 15,27 euro, natomiast papiery Estée Lauder wzrosły o 11,9 proc., osiągając 88,32 dol.
To odwrócenie sytuacji względem marca, kiedy po pierwszych doniesieniach o rozmowach inwestorzy entuzjastycznie przyjęli perspektywę fuzji dla Puig, a dużo chłodniej dla Estée Lauder. Wówczas akcje amerykańskiego giganta spadły o około 10 proc., podczas gdy hiszpańska grupa zyskała około 15 proc.
Zdaniem analityków obecna reakcja rynku pokazuje, że inwestorzy obawiali się skali i złożoności potencjalnej integracji.
Charlotte Tilbury w centrum negocjacyjnego konfliktu?
Według źródeł branżowych jednym z istotnych punktów spornych podczas negocjacji miała być marka Charlotte Tilbury, odpowiadająca za około 15 proc. sprzedaży Puig.
W tle pojawiały się również informacje o możliwej renegocjacji warunków współpracy przez samą Charlotte Tilbury, a nawet potencjalnym wcześniejszym wyjściu z grupy przed końcem obowiązującej umowy w 2031 roku. O sprawie pisaliśmy już na naszym portalu – Charlotte Tilbury żąda renegocjacji umowy z Puig. Fuzja z Estée Lauder pod znakiem zapytania.
Eksperci zwracają jednak uwagę, że problemów było znacznie więcej – od różnic kulturowych po kwestie strategiczne i organizacyjne.
– To byłaby bardzo skomplikowana operacja. Lepiej, że firmy zorientowały się teraz, a nie po fakcie. Wiele wielkich fuzji kończy się niepowodzeniem właśnie przez poziom złożoności – skomentował Joël Palix z Palix Unlimited.
Estée Lauder wraca do swojej strategii naprawczej
Analitycy podkreślają, że zakończenie rozmów może oznaczać powrót Estée Lauder do bardziej ostrożnej strategii transformacji biznesu.
Firma od kilku kwartałów realizuje program Beauty Reimagined, którego celem jest odbudowa wzrostów organicznych i poprawa rentowności. Zdaniem rynku duża fuzja mogła oznaczać dodatkowe ryzyko integracyjne w trudnym makroekonomicznym otoczeniu.
Bank Barclays już zadaje pytania o to, co dalej z Estée Lauder. Analitycy zastanawiają się m.in., czy brak przejęcia Puig nie ograniczy możliwości dalszych inwestycji oraz wzrostu w segmencie fragrance, który obecnie pozostaje jednym z najmocniejszych obszarów rynku beauty.
Rynek beauty spodziewa się kolejnych przejęć
Pomimo zerwania rozmów eksperci nie spodziewają się wyhamowania aktywności M&A w sektorze kosmetycznym. Wręcz przeciwnie – według źródeł branżowych rynek może odetchnąć z ulgą, ponieważ obie firmy pozostają otwarte na kolejne strategiczne ruchy.
W przypadku Estée Lauder coraz częściej pojawiają się także spekulacje dotyczące potencjalnego zainteresowania ze strony innych globalnych graczy, w tym Unilever. Jednocześnie analitycy przewidują, że amerykańska grupa może wrócić do strategii mniejszych, łatwiejszych do integracji przejęć.
Obie firmy pozostają w dobrej kondycji
Zarówno Estée Lauder, jak i Puig podkreślają obecnie dobre wyniki operacyjne.
Estée Lauder zanotowało ostatnio 2-procentowy wzrost sprzedaży organicznej w III kwartale oraz 10-procentowy wzrost w kategorii fragrance. Firma poprawiła również wyniki względem oczekiwań rynku i przedstawiła optymistyczne prognozy na rok fiskalny 2027.
Puig także rozpoczął 2026 rok mocnym kwartałem. W pierwszych trzech miesiącach roku sprzedaż grupy osiągnęła 1,22 mld euro, a wzrost organiczny wyniósł 4,7 proc., przewyższając tempo wzrostu rynku premium beauty.
Źródło: WWD

