StoryEditor
Rynek i trendy
31.01.2016 00:00

Zmiany i integracja to konieczność

Roman Gajczewski, wiceprezes Navo Orbico i sieci Drogerie Laboo: Kanał tradycyjny to nadal duża część rynku i warto, żeby tak pozostało.

Drogerie Laboo świętują 5-lecie istnienia. Z jakim wydarzeniem łączy Pan powstanie sieci?
Z całą pewnością taką historyczną datą jest 16 listopada 2010 roku, wtedy na konferencji w Kielcach wraz z właścicielami 21 drogerii formalnie założyliśmy spółkę komandytowo-akcyjną Laboo i nakreśliliśmy strategię jej rozwoju. Wtedy wszystko się zaczęło i z sukcesem rozwija się do dziś.

Jak wyobrażał Pan sobie tę sieć w tamtym momencie? Czy rzeczywistość zweryfikowała założenia?

Chcieliśmy przede wszystkim stworzyć warunki sklepom tradycyjnym do skuteczniejszego konkurowania na rynku kosmetycznym ze zdobywającym coraz większe udziały kanałem nowoczesnym. Zakładaliśmy stworzenie sieci na bazie 100-150 sklepów kosmetycznych i chemiczno-kosmetycznych o powierzchni powyżej 70 mkw., podzielających nasze przekonanie o konieczności zmian i integracji. Z czasem okazało się, że potrzebę takiej integracji mają również mniejsze sklepy. Wtedy zdecydowaliśmy się na rozszerzenie formuły i dopasowanie koncepcji do realiów rynku.
Drogerie Laboo przedstawiają się jako najliczniejsza sieć franczyzowa. Jaką część sieci stanowią typowe drogerie?
Typowa drogeria – to pojęcie niepoddające się łatwemu i jednoznacznemu zdefiniowaniu. Asortyment sklepów drogeryjnych, jakie pamiętamy sprzed lat, jest dziś dostępny w wielu kanałach sprzedaży: począwszy od dyskontów, poprzez apteki, a skończywszy na internecie. Z konieczności więc sklepy drogeryjne musiały zmodyfikować swoje oferty handlowe, aby zatrzymać przy sobie konsumentów. W wyniku tych działań klasyczne drogerie zmieniły się w sklepy chemiczno-kosmetyczne o charakterze marketowym z ofertą dla masowego konsumenta lub w sklepy stricte kosmetyczne z ofertą specjalistyczną, niedostępną powszechnie w kanale nowoczesnym. Dlatego nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Ale jeżeli, a jestem zdania, że to właściwe podejście, uznamy za drogerie sklepy z asortymentem chemiczno-kosmetycznym lub tylko kosmetycznym, to stanowią one ponad 80 proc. naszej sieci.
Czy nadal skupiacie się przede wszystkim na budowaniu zasięgu, bez względu na rodzaj i standard placówek?
Jesteśmy siecią drogeryjną. Tak o nas myślą nasi partnerzy, producenci i, co najważniejsze, tak nas zaczynają postrzegać konsumenci odwiedzający sklepy należące do Laboo. Tak jak powiedziałem, nadal rozwijamy się przede wszystkim w oparciu o sklepy kosmetyczno-chemiczne. Zasięg, o który pani pyta, nie będzie budowany za wszelką cenę. Podstawowym kryterium niezmiennie pozostaje zainteresowanie właściciela rozwojem współpracy w ramach naszego projektu. To tworzy potencjał, jaki w przyszłości wspólnie będziemy mogli zamienić na wyniki biznesowe. Coraz większe oczekiwania, jakie stawiają przed siecią Laboo konsumenci i dostawcy, wzmacnia naszą determinację do egzekwowania wspólnie przyjętych zasad. Skala biznesu, który wspólnie zbudowaliśmy, daje nam pełen komfort postawienia na jakość, a nie na ilość. Etap tego typu dylematów mamy już zdecydowanie za sobą.
Będziemy pracować nad rozwojem dwóch modeli współpracy w ramach sieci Laboo. Po pierwsze skoncentrujemy się na skokowej poprawie standardów sklepów i zastosujemy zróżnicowane formy wizualne i ofertowe dla partnerów, którzy podejmą z nami ściślejszą współpracę na bazie tak zwanej twardej franczyzy. To format, w którego rozwoju widzimy największe strategiczne korzyści dla wszystkich zaangażowanych i który będziemy traktować bardzo priorytetowo. Jest to zresztą podstawowy kierunek rozwoju sieci tego typu co Laboo nie tylko w Polsce i nie tylko w branży kosmetycznej. Taka jest po prostu obiektywna konieczność.
Po drugie równolegle będziemy tworzyć ciekawe propozycje dla tych, którzy zdecydują się współpracować z nami w formule tak zwanej miękkiej. Nie zapominamy o nich i mamy nadzieję, że będzie to dla nich argument do ściślejszej współpracy z Laboo w przyszłości.
Dla sklepów, które w wyniku swojej ewolucji wyszły poza asortyment kosmetyczny, lub tych, dla których jest on uzupełnieniem ich podstawowej oferty, tworzymy oddzielny format. Chcemy jednak zachować wspólną dla wszystkich formatów markę Laboo.
Często spotykam się z opiniami, że Laboo to, owszem, sieć bardzo duża, ale niespójna, zrzeszająca również słabe sklepy lub takie, których przynależność do sieci wiąże się tylko z korzystaniem z jej gazetki promocyjnej. Wiem, że są to problemy wszystkich sieci. Pytanie, jaka jest na nie recepta…
Recepta? Moim zdaniem zrozumienie konieczności zmian i integracja. Zmiany – bo bez nadążania za trendami, a wręcz ich wyprzedzania wypada się z obiegu. To nie jest pusty slogan, to biznesowa rzeczywistość.
Integracja – ponieważ tylko ona daje możliwość obniżenia kosztów niezbędnych działań marketingowych, zbudowania marki, inwestowania w technologie, pozyskiwania lepszych warunków handlowych i ofert promocyjnych, bycia atrakcyjnym miejscem dokonywania zakupów. Pozwala korzystać z doświadczeń innych i spojrzeć na problem szerzej – nie tylko poprzez pryzmat własnego sklepu i lokalnych ograniczeń, ale z perspektywy potencjału i siły całej sieci. A to naprawdę zmienia perspektywę i skalę możliwości. Wiele razy tego doświadczyliśmy.
Już w listopadzie 2014 roku pisaliśmy: „Laboo jest kolejną siecią na rynku drogeryjnym, która postanowiła postawić większe wymagania przed detalistami i wprowadzić nowe umowy franczyzowe zobowiązujące do przestrzegania określonych standardów”. Czy faktycznie zostały wprowadzone zaostrzone kryteria dla franczyzobiorców, a jeśli tak, to co z tego wynikło?
Wprowadziliśmy nowe, zaostrzone kryteria, określiliśmy minimalne dopuszczalne standardy. Dzięki temu udało się nam wprowadzić kilka projektów, które na tym etapie nie mogłyby być zrealizowane w całej naszej sieci, takich jak kuponowy program lojalnościowy czy akcje konsumenckie wsparte przez kampanię billboardową. Oczywiście jest to proces. Dzisiejsze rezultaty nie są jeszcze na takim poziomie i w takiej skali, jak byśmy chcieli, ale nieustannie przybywa nowych chętnych i widzimy efekty tych zmian. Co ważne, zauważyli to również producenci, którzy coraz szerzej z nami współpracują.

Zapowiadaliście również wprowadzenie produktów importowanych na wyłączność.

Rok 2016 przyniesie rezultaty prac nad wprowadzeniem do naszej sieci tak zwanej wyłącznej oferty asortymentowej – wykorzystamy możliwości płynące ze związków z Navo Orbico w Polsce i całą Grupą Orbico. Nie będziemy natomiast inwestować w typowe marki własne.
Jakie znaczenie ma dla kondycji sieci to, że Navo przeszło w ręce Orbico Zagrzeb? Co to praktycznie oznacza dla detalistów?
Przed chwilą przywołałem jeden z przykładów wykorzystania możliwości mających swe źródła w potencjale całej Grupy Orbico. Jednak, szczerze mówiąc, jesteśmy w tej dziedzinie na początku drogi. Pracujemy nad wykorzystaniem doświadczeń i wzorców pochodzących z osiemnastu europejskich rynków, na których funkcjonuje Orbico.

W 2015 roku Navo Orbico stało się dystrybutorem kosmetyków Coty (wcześniej P&G). Jakie znaczenie ma ten fakt dla pozycji firmy na rynku i jakie niesie korzyści dla kontrahentów?

Rozpoczęcie współpracy z firmą Coty – jednym z globalnych liderów branży kosmetycznej – jest dla nas kolejnym potwierdzeniem dużych możliwości Navo Orbico. Umacnia to znacząco kosmetyczną część naszej oferty i tworzy obiecujące perspektywy na przyszłość.
Navo Orbico dystrybuuje także produkty z innych grup asortymentowych. Które z nich w naturalny sposób poszerzają asortyment sklepów i zwiększają ich potencjał sprzedażowy?
Rok 2014 i 2015 obfitowały w wiele zmian na rynku. Ich skutkiem było rozpoczęcie współpracy z firmami, które za pośrednictwem Navo Orbico zdecydowały się budować dystrybucję w Polsce. Wymienię chociażby firmy Kellogg’s, Fater, Soda Stream, WMF. Wszystko to jest materializacją idei, że Navo Orbico jest „dystrybutorem pierwszego wyboru” – wspomniane firmy to globalni liderzy w swoich segmentach rynkowych. Tworzy to możliwości rozwoju biznesu dla sklepów sieci Laboo. Oczywiście potrzebna jest przemyślana, rozważna i dobrze przygotowana strategia – tak aby dobrze, a czasami wręcz selektywnie dobrane propozycje asortymentowe tworzyły dodatkowe źródło budowania obrotu, marży, a także podnosiły atrakcyjność sklepu w oczach konsumentów. W pierwszym kwartale tego roku będziemy szczegółowo informować uczestników sieci o naszych planach w tym zakresie.
W 2015 roku podpisaliście umowę o współpracy z Delko. Czy Pana zdaniem naturalnie dochodzimy do konsolidacji, ale na rynku hurtowym? Sklepy, które należą do różnych sieci, de facto zaopatrują się często u tych samych dystrybutorów.
Organizator sieci Blue – firma Delko, to wieloletni partner handlowy Navo Orbico w dystrybucji. Postanowiliśmy połączyć wysiłki zmierzające do tego, żeby nasze sieci były jeszcze bardziej atrakcyjne dla konsumentów. Prowadzimy wspólne działania promocyjne i marketingowe. Chciałbym jednocześnie zauważyć że Laboo blisko współpracuje z trzema ogólnopolskimi firmami dystrybucyjnymi: Navo Orbico, Ambra i Delko. W ten sposób gwarantujemy ogólnopolski zasięg dostaw.
Konsolidacja na rynku hurtowym jest faktem, ale raczej za pośrednictwem związków kapitałowych niż umów o współpracy poszczególnych podmiotów, które ciągle pozostają uczestnikami wysoce konkurencyjnego rynku dystrybucyjnego. Konsolidacja to w mojej ocenie trudny, rozciągnięty w czasie, ale zasadniczy trend w branży dystrybucyjnej – oczywiście pojmowanej przez pryzmat całego rynku FMCG. Widzę natomiast możliwość znalezienia pewnej platformy współpracy dla części projektów franczyzowych funkcjonujących na polskim rynku. Co prawda wiele się na ten temat przez ostatnie lata mówiło bez specjalnych efektów, ale chociażby niedawna dyskusja panelowa podczas Forum Branży Kosmetyczno-Chemicznej czy przykład współpracy Laboo i Blue pokazują, że w tej dziedzinie pojawia się gotowość do znajdowania obszarów wspólnych ponad codziennym, wzajemnym rynkowym konkurowaniem.

Czy myśli Pan o rozwoju Laboo poprzez przejęcia lub połączenia z innymi sieciami?

W naszej strategii rozwoju nie przewidujemy przejęć. Jesteśmy nastawieni na szukanie tego, co możemy zrobić razem w ramach wspólnych projektów z innymi sieciami drogeryjnymi. Według mnie polski rynek drogeryjny dojrzał już do takiego biznesu, który można zdefiniować dwoma zdaniami:  „Nigdy nie mów nigdy”  i  „Razem możemy więcej”.
Jednak według producentów rozwój franczyzowych projektów, a właściwie ich dochodzenie do modelu prawdziwych sieci, idzie stanowczo za wolno.
Życzylibyśmy sobie, aby rozwój sieci franczyzowych przebiegał szybciej, ale nie wszystko jest w naszych rękach. Duży wpływ na to mają też sami producenci i ich wsparcie. Budowa sieci franczyzowej w oparciu o niezależne podmioty gospodarcze, funkcjonujące na własnych, wypracowywanych przez lata i bardzo odmiennych od siebie systemach, jest bardzo trudna. Zdajemy sobie sprawę, że dla producentów taka współpraca jest trudniejsza niż z jednorodną scentralizowaną siecią sklepów własnych. Jednak kanał tradycyjny to nadal duża część rynku, ich rynku. I warto, aby tak pozostało. Jednak bez wsparcia, szczególnie tych dużych, globalnych dostawców, bez dalekowzrocznego spojrzenia na możliwe konsekwencje utraty rynku tradycyjnego budowa sieci franczyzowych będzie bardzo trudna i nadal zbyt wolna w stosunku do potrzeb.
Jaki Pana zdaniem będzie w przyszłości rynek drogeryjny w Polsce? Jakie czynniki będą miały największy wpływ na kondycję tzw. tradycyjnych sklepów? Co dziś jest najtrudniejszą barierą do pokonania?
W mojej ocenie rynek drogeryjny doszedł do etapu względnej stabilizacji. Z jednej strony sieci zachodnie osiągnęły pewien stan nasycenia, a z drugiej strony rynek tradycyjny przeszedł wymaganą selekcję. Oba te kanały działają na progowym poziomie opłacalności. O ile w rynku nowoczesnym łatwiej jest relokować środki i wizerunkowo utrzymywać mniej rentowne lokalizacje, o tyle rynek tradycyjny charakteryzuje się większą elastycznością, szybkością podejmowania decyzji i determinacją właścicieli w codziennym funkcjonowaniu.
Sądzę, że niezmiennie wśród zasadniczych barier rozwoju stojących przed tradycyjnym rynkiem drogeryjnym należałoby wymienić: malejące marże i spadającą rentowność, a w konsekwencji spadek możliwości inwestycyjnych; zbyt wolny w stosunku do wymagań rynku proces zmian jakościowych w projektach franczyzowych; bardzo ograniczony dostęp do nowoczesnych lokalizacji w galeriach handlowych czy wreszcie ciągle niedostateczną gotowość do zmian i wyjścia poza dotychczasowe modele biznesowe w poszukiwaniu skutecznych form konkurowania o względy obecnego i przyszłego konsumenta. Jednak nowoczesne i sprawnie zarządzane projekty franczyzowe mogą być skutecznym remedium na te problemy dla właścicieli indywidualnych sklepów.

Rozmawiała Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
22.10.2026 13:32
GLP-1 zmienia rynek zapachów; gourmand zaczyna być substytutem rozkoszy podniebienia
Czy semaglutyd wpłynie na branżę zapachową?Domeckol via Pixabay

Rosnąca popularność leków z grupy GLP-1 może wpływać nie tylko na sposób odżywiania, ale również na preferencje zapachowe konsumentów. Producenci kompozycji zapachowych obserwują większe zainteresowanie perfumami jako źródłem przyjemności sensorycznej, podczas gdy segment gourmand rozszerza się o coraz bardziej wytrawne i złożone nuty.

Zapachy inspirowane żywnością od lat są istotną częścią rynku perfum. Do pionierów kategorii gourmand należą m.in. Angel Thierry’ego Muglera, inspirowany watą cukrową, oraz Nina marki Nina Ricci, przywołująca skojarzenia z jabłkiem w karmelu. W ostatnich latach segment zyskał jednak nowe znaczenie. Według analiz przywoływanych przez Reuters udział zapachów określanych jako „gourmet and edible” wśród innowacji produktowych w kategorii zapachów wzrósł do 24 proc., wobec 9 proc. dwa lata wcześniej. To obecnie drugi pod względem liczby nowych produktów segment zapachowy, ustępujący jedynie kompozycjom kwiatowym.

Rozwój gourmand był początkowo związany m.in. z pandemią i przyspieszeniem sprzedaży perfum online. Konsument kupujący zapach bez możliwości wcześniejszego powąchania produktu łatwiej może zdecydować się na kompozycję odwołującą się do znanych skojarzeń smakowych. Jednocześnie kategorię wspiera rosnąca siła nabywcza i wpływ generacji Z, która traktuje zapach jako element szerszego doświadczenia sensorycznego.

GLP-1 jako nowy czynnik

Jak donosi agencja Reuters, teraz producenci zapachów analizują kolejny czynnik mogący wpływać na rozwój kategorii: rosnącą popularność leków z grupy GLP-1, wykorzystywanych m.in. w terapii otyłości. Do tej grupy należą produkty takie jak Wegovy firmy Novo Nordisk czy Mounjaro Eli Lilly.

Skala potencjalnego wpływu jest znacząca. Według Światowej Organizacji Zdrowia ponad 1 mld osób na świecie żyje z otyłością, co tworzy ogromną potencjalną grupę użytkowników terapii redukujących masę ciała. Firmy farmaceutyczne i analitycy szacują, że wartość rynku leków GLP-1 może sięgnąć nawet 150 mld dolarów do 2030 r.

image

Firmy kosmetyczne wprowadzają pielęgnację korygującą tzw. Ozempic face

Na razie nie ma jednak podstaw, by jednoznacznie stwierdzić, że stosowanie GLP-1 bezpośrednio powoduje określone zmiany preferencji zapachowych. Zarówno firmy zapachowe, jak i naukowcy, z którymi rozmawiał Reuters, podkreślają konieczność prowadzenia dalszych badań.

Potencjalny mechanizm jest jednak przedmiotem analiz. Leki GLP-1 mogą powodować m.in. nudności i problemy żołądkowo-jelitowe, a badacze obserwują również możliwe zmiany dotyczące apetytu, odczuwania smaku i zapachu. Paule Joseph, współdyrektorka National Smell and Taste Center przy amerykańskim National Institutes of Health, wskazuje, że możliwość wpływu GLP-1 na układ chemosensoryczny nie jest hipotezą pozbawioną podstaw. Jednocześnie zaznacza, że jest zbyt wcześnie, by określić skalę i charakter tego oddziaływania.

Zapach jako źródło przyjemności

Potencjalna zmiana zachowań konsumenckich jest już analizowana przez największych producentów kompozycji zapachowych. Givaudan, IFF, CPL Aromas oraz L’Oréal potwierdziły Reutersowi, że badały zależności między terapiami GLP-1 a preferencjami dotyczącymi zapachów.

IFF wskazuje na możliwość zwiększenia zainteresowania zapachem jako źródłem przyjemności sensorycznej. Podobne obserwacje ma L’Oréal. Firma interpretuje je w kontekście poszukiwania przez część konsumentów innych form przyjemności w sytuacji, gdy jedzenie przestaje pełnić tak istotną funkcję nagradzającą.

Givaudan analizuje zależność od około roku. Według firmy u części użytkowników GLP-1 niektóre wcześniej lubiane zapachy mogą stać się mniej atrakcyjne, podczas gdy inne zyskują na znaczeniu. Ogólny kierunek obserwacji wskazuje jednak na wzrost zainteresowania zapachami i perfumami.

Dla producentów oznacza to możliwość dalszego rozwoju segmentu gourmand, ale także poszerzania jego definicji. Givaudan rozwija obecnie kompozycje odwzorowujące wielowarstwowe profile wypieków, takich jak banoffee, panettone czy cupcakes. Chodzi nie tylko o słodycz, lecz także o odtworzenie różnych elementów doświadczenia kulinarnego: chrupkości, kremowości, mleczności czy kwasowości.

Gourmand coraz bardziej wytrawny

Zmiany w kategorii widoczne są również niezależnie od GLP-1. Dane NIQ dotyczące amerykańskich użytkowników tych leków pokazują, że wydają oni na zapachy o 26 proc. więcej niż przeciętny konsument. Według Anny Mayo z NIQ użytkownicy GLP-1 są bardziej zaangażowani w kategorię beauty i wydają więcej również w innych segmentach.

image

Ozempiconomia: jak „chudszy” konsument wpłynął na mapę wydatków w sektorze beauty & wellness

Marki zapachowe nie prowadzą przy tym powszechnie własnych badań nad wpływem GLP-1 na preferencje konsumentów. Puig i Coty koncentrują się przede wszystkim na obserwacji zmian rynkowych. Obie firmy spodziewają się utrzymania popularności klasycznych kompozycji waniliowych, ale jednocześnie wskazują na rosnącą różnorodność nut gourmand.

Kategoria coraz wyraźniej odchodzi od prostego skojarzenia „słodkiego deseru”. W kompozycjach pojawiają się nuty alkoholi, whisky, rumu i tequili, a także kakao, przypraw i bardziej wytrawnych składników. CPL Aromas obserwuje szczególne zainteresowanie generacji Z aromatami słonymi, fermentowanymi, prażonymi i umami. Wśród nowych kierunków wymieniane są sezam, miso, ryż, trufla i matcha.

Równolegle rozwijają się połączenia wanilii z orzechami, m.in. pistacjami. Według Coty kolejna generacja gourmand będzie koncentrować się bardziej na smaku i teksturze niż na samej słodyczy.

Dla rynku kosmetycznego oznacza to dalsze poszerzanie granic kategorii zapachowej. Gourmand przestaje być wyłącznie synonimem cukru, wanilii i karmelu. Producenci testują kompozycje inspirowane całym doświadczeniem jedzenia – od kremowości i ciepłego mleka po fermentację, przyprawy i nuty wytrawne. Jeżeli dalsze badania potwierdzą wpływ terapii GLP-1 na percepcję zapachów i zachowania zakupowe, rosnąca grupa ich użytkowników może stać się dodatkowym czynnikiem kształtującym rozwój kategorii.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.10.2026 13:48
Kosmetyki przyczyną ponad 42 tys. urazów oczu. Badanie objęło 20 lat
Tusze do rzęs, zalotki, eyelinery i spraye utrwalające odpowiadają za sporo urazów oczu.Zyanya BMO

W latach 2005–2024 kosmetyki i produkty do pielęgnacji ciała były przyczyną 42 457 wizyt na oddziałach ratunkowych w Stanach Zjednoczonych z powodu urazów oczu. Oznacza to średnio około 2100 przypadków rocznie, czyli niemal sześć dziennie. Najbardziej narażone były kobiety i dziewczęta, ale blisko jedna czwarta poszkodowanych miała nie więcej niż cztery lata.

Dane pochodzą z badania zaprezentowanego podczas 130. dorocznego spotkania Amerykańskiej Akademii Okulistyki (American Academy of Ophthalmology, AAO). Analiza objęła dwie dekady i wskazała, że produkty kosmetyczne, mimo powszechnego zastosowania w gospodarstwach domowych, mogą stanowić źródło poważnych urazów narządu wzroku. Ryzyko wiąże się zarówno z kontaktem oka z substancjami chemicznymi, jak i z nieprawidłowym używaniem urządzeń do stylizacji.

Badacze wykorzystali dane z National Electronic Injury Surveillance System (NEISS), federalnej bazy gromadzącej informacje o urazach leczonych na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Na podstawie reprezentatywnej próby przypadków system umożliwia oszacowanie liczby zdarzeń w skali całych Stanów Zjednoczonych.

Kobiety i małe dzieci w grupie ryzyka

Kobiety i dziewczęta odpowiadały za 81,8 proc. wszystkich odnotowanych urazów. Średni wiek poszkodowanych wynosił 24 lata, jednak istotną część przypadków stanowiły zdarzenia dotyczące najmłodszych dzieci. Osoby w wieku do czterech lat odpowiadały za niemal jedną czwartą wszystkich urazów związanych z kosmetykami.

Większość incydentów, bo 63 proc., miała miejsce w domu. Wśród najczęściej występujących obrażeń znalazły się urazy termiczne, stanowiące około 26 proc. przypadków, oraz urazy związane z ekspozycją na substancje chemiczne, które odpowiadały za około 25 proc.

image

Trend golenia rzęs u mężczyzn: nowy sposób na „męskość” i nowa usługa barberska?

W pierwszej grupie zagrożeń mieszczą się między innymi oparzenia spowodowane niewłaściwym użyciem podgrzewanych zalotek do rzęs i innych urządzeń do stylizacji. Do drugiej mogą prowadzić kontakty oczu z kosmetykami w płynie, aerozolami czy klejami do rzęs. Badanie nie ograniczało się zatem do jednej kategorii produktów, lecz obejmowało różne artykuły kosmetyczne i higieniczne.

Aatif Syed, główny autor badania i student medycyny na University of Missouri-Kansas City, zwrócił uwagę, że codzienne stosowanie kosmetyków może sprzyjać niedocenianiu związanego z nimi ryzyka. Jak podkreślił, kontakt z okiem, szczególnie w przypadku substancji chemicznych lub urządzeń o wysokiej temperaturze, może prowadzić do poważnych obrażeń.

Inne zagrożenia dla dzieci i dorosłych

Jednym z najważniejszych wniosków analizy jest różnica między przyczynami urazów u dzieci i dorosłych. Wśród najmłodszych pacjentów oparzenia chemiczne stanowiły 45,8 proc. obrażeń. W grupie dorosłych ich udział wynosił zaledwie 0,5 proc.

Według badaczy aż 83,2 proc. wszystkich oparzeń chemicznych uwzględnionych w analizie było związanych z sytuacją, w której dziecko uzyskało dostęp do produktu kosmetycznego. W grupie dzieci do czwartego roku życia 70 proc. urazów następowało po samodzielnym sięgnięciu po kosmetyk bez nadzoru osoby dorosłej.

W przypadku dorosłych dominowały natomiast zdarzenia związane z wykonywaniem własnych zabiegów pielęgnacyjnych. Aż 90 proc. poszkodowanych w tej grupie doznało urazu podczas samodzielnego stosowania produktu, a nie w trakcie zabiegu wykonywanego przez profesjonalistę.

image

Usterka przyprawiająca o ból zębów: Dyson wycofuje część szczoteczek CameraJet

Wyniki wskazują więc na potrzebę różnicowania działań profilaktycznych w zależności od wieku użytkowników. W przypadku dzieci kluczowe znaczenie ma ograniczenie dostępu do kosmetyków, zwłaszcza preparatów w płynie i aerozoli. U dorosłych większą rolę może odgrywać prawidłowa obsługa urządzeń do stylizacji oraz zachowanie ostrożności podczas aplikacji produktów w bezpośrednim sąsiedztwie oczu.

Zmiany w strukturze urazów

Badacze odnotowali również zmiany w charakterze wypadków na przestrzeni analizowanych 20 lat. Z czasem zmniejszała się liczba urazów związanych z używaniem podgrzewanych produktów, natomiast wzrastała liczba przypadków, w których obrażenia wiązały się z działaniem innej osoby.

Dostępne informacje nie wskazują jednak, jakie konkretne czynniki odpowiadają za te zmiany. Nie pozwalają również przesądzić, czy spadek liczby urazów związanych z urządzeniami grzewczymi wynika z poprawy konstrukcji produktów, zmian w sposobie ich użytkowania czy innych okoliczności.

Dla producentów kosmetyków i akcesoriów do pielęgnacji wyniki badania stanowią przypomnienie o znaczeniu bezpieczeństwa użytkowania, odpowiednich instrukcji oraz komunikacji dotyczącej ryzyka. W przypadku produktów stosowanych w pobliżu oczu istotne są zarówno właściwości samego preparatu lub urządzenia, jak i sposób jego przechowywania oraz aplikacji.

American Academy of Ophthalmology prowadzi działania edukacyjne dotyczące bezpiecznego stosowania kosmetyków w okolicy oczu i udostępnia bezpłatne materiały dla pacjentów. Autorzy badania podkreślają, że proste środki ostrożności, takie jak przechowywanie kosmetyków poza zasięgiem dzieci i ostrożne posługiwanie się urządzeniami grzewczymi, mogą pomóc ograniczyć liczbę tego rodzaju urazów.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. październik 2026 22:49