StoryEditor
Rynek i trendy
31.01.2016 00:00

Zmiany i integracja to konieczność

Roman Gajczewski, wiceprezes Navo Orbico i sieci Drogerie Laboo: Kanał tradycyjny to nadal duża część rynku i warto, żeby tak pozostało.

Drogerie Laboo świętują 5-lecie istnienia. Z jakim wydarzeniem łączy Pan powstanie sieci?
Z całą pewnością taką historyczną datą jest 16 listopada 2010 roku, wtedy na konferencji w Kielcach wraz z właścicielami 21 drogerii formalnie założyliśmy spółkę komandytowo-akcyjną Laboo i nakreśliliśmy strategię jej rozwoju. Wtedy wszystko się zaczęło i z sukcesem rozwija się do dziś.

Jak wyobrażał Pan sobie tę sieć w tamtym momencie? Czy rzeczywistość zweryfikowała założenia?

Chcieliśmy przede wszystkim stworzyć warunki sklepom tradycyjnym do skuteczniejszego konkurowania na rynku kosmetycznym ze zdobywającym coraz większe udziały kanałem nowoczesnym. Zakładaliśmy stworzenie sieci na bazie 100-150 sklepów kosmetycznych i chemiczno-kosmetycznych o powierzchni powyżej 70 mkw., podzielających nasze przekonanie o konieczności zmian i integracji. Z czasem okazało się, że potrzebę takiej integracji mają również mniejsze sklepy. Wtedy zdecydowaliśmy się na rozszerzenie formuły i dopasowanie koncepcji do realiów rynku.
Drogerie Laboo przedstawiają się jako najliczniejsza sieć franczyzowa. Jaką część sieci stanowią typowe drogerie?
Typowa drogeria – to pojęcie niepoddające się łatwemu i jednoznacznemu zdefiniowaniu. Asortyment sklepów drogeryjnych, jakie pamiętamy sprzed lat, jest dziś dostępny w wielu kanałach sprzedaży: począwszy od dyskontów, poprzez apteki, a skończywszy na internecie. Z konieczności więc sklepy drogeryjne musiały zmodyfikować swoje oferty handlowe, aby zatrzymać przy sobie konsumentów. W wyniku tych działań klasyczne drogerie zmieniły się w sklepy chemiczno-kosmetyczne o charakterze marketowym z ofertą dla masowego konsumenta lub w sklepy stricte kosmetyczne z ofertą specjalistyczną, niedostępną powszechnie w kanale nowoczesnym. Dlatego nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Ale jeżeli, a jestem zdania, że to właściwe podejście, uznamy za drogerie sklepy z asortymentem chemiczno-kosmetycznym lub tylko kosmetycznym, to stanowią one ponad 80 proc. naszej sieci.
Czy nadal skupiacie się przede wszystkim na budowaniu zasięgu, bez względu na rodzaj i standard placówek?
Jesteśmy siecią drogeryjną. Tak o nas myślą nasi partnerzy, producenci i, co najważniejsze, tak nas zaczynają postrzegać konsumenci odwiedzający sklepy należące do Laboo. Tak jak powiedziałem, nadal rozwijamy się przede wszystkim w oparciu o sklepy kosmetyczno-chemiczne. Zasięg, o który pani pyta, nie będzie budowany za wszelką cenę. Podstawowym kryterium niezmiennie pozostaje zainteresowanie właściciela rozwojem współpracy w ramach naszego projektu. To tworzy potencjał, jaki w przyszłości wspólnie będziemy mogli zamienić na wyniki biznesowe. Coraz większe oczekiwania, jakie stawiają przed siecią Laboo konsumenci i dostawcy, wzmacnia naszą determinację do egzekwowania wspólnie przyjętych zasad. Skala biznesu, który wspólnie zbudowaliśmy, daje nam pełen komfort postawienia na jakość, a nie na ilość. Etap tego typu dylematów mamy już zdecydowanie za sobą.
Będziemy pracować nad rozwojem dwóch modeli współpracy w ramach sieci Laboo. Po pierwsze skoncentrujemy się na skokowej poprawie standardów sklepów i zastosujemy zróżnicowane formy wizualne i ofertowe dla partnerów, którzy podejmą z nami ściślejszą współpracę na bazie tak zwanej twardej franczyzy. To format, w którego rozwoju widzimy największe strategiczne korzyści dla wszystkich zaangażowanych i który będziemy traktować bardzo priorytetowo. Jest to zresztą podstawowy kierunek rozwoju sieci tego typu co Laboo nie tylko w Polsce i nie tylko w branży kosmetycznej. Taka jest po prostu obiektywna konieczność.
Po drugie równolegle będziemy tworzyć ciekawe propozycje dla tych, którzy zdecydują się współpracować z nami w formule tak zwanej miękkiej. Nie zapominamy o nich i mamy nadzieję, że będzie to dla nich argument do ściślejszej współpracy z Laboo w przyszłości.
Dla sklepów, które w wyniku swojej ewolucji wyszły poza asortyment kosmetyczny, lub tych, dla których jest on uzupełnieniem ich podstawowej oferty, tworzymy oddzielny format. Chcemy jednak zachować wspólną dla wszystkich formatów markę Laboo.
Często spotykam się z opiniami, że Laboo to, owszem, sieć bardzo duża, ale niespójna, zrzeszająca również słabe sklepy lub takie, których przynależność do sieci wiąże się tylko z korzystaniem z jej gazetki promocyjnej. Wiem, że są to problemy wszystkich sieci. Pytanie, jaka jest na nie recepta…
Recepta? Moim zdaniem zrozumienie konieczności zmian i integracja. Zmiany – bo bez nadążania za trendami, a wręcz ich wyprzedzania wypada się z obiegu. To nie jest pusty slogan, to biznesowa rzeczywistość.
Integracja – ponieważ tylko ona daje możliwość obniżenia kosztów niezbędnych działań marketingowych, zbudowania marki, inwestowania w technologie, pozyskiwania lepszych warunków handlowych i ofert promocyjnych, bycia atrakcyjnym miejscem dokonywania zakupów. Pozwala korzystać z doświadczeń innych i spojrzeć na problem szerzej – nie tylko poprzez pryzmat własnego sklepu i lokalnych ograniczeń, ale z perspektywy potencjału i siły całej sieci. A to naprawdę zmienia perspektywę i skalę możliwości. Wiele razy tego doświadczyliśmy.
Już w listopadzie 2014 roku pisaliśmy: „Laboo jest kolejną siecią na rynku drogeryjnym, która postanowiła postawić większe wymagania przed detalistami i wprowadzić nowe umowy franczyzowe zobowiązujące do przestrzegania określonych standardów”. Czy faktycznie zostały wprowadzone zaostrzone kryteria dla franczyzobiorców, a jeśli tak, to co z tego wynikło?
Wprowadziliśmy nowe, zaostrzone kryteria, określiliśmy minimalne dopuszczalne standardy. Dzięki temu udało się nam wprowadzić kilka projektów, które na tym etapie nie mogłyby być zrealizowane w całej naszej sieci, takich jak kuponowy program lojalnościowy czy akcje konsumenckie wsparte przez kampanię billboardową. Oczywiście jest to proces. Dzisiejsze rezultaty nie są jeszcze na takim poziomie i w takiej skali, jak byśmy chcieli, ale nieustannie przybywa nowych chętnych i widzimy efekty tych zmian. Co ważne, zauważyli to również producenci, którzy coraz szerzej z nami współpracują.

Zapowiadaliście również wprowadzenie produktów importowanych na wyłączność.

Rok 2016 przyniesie rezultaty prac nad wprowadzeniem do naszej sieci tak zwanej wyłącznej oferty asortymentowej – wykorzystamy możliwości płynące ze związków z Navo Orbico w Polsce i całą Grupą Orbico. Nie będziemy natomiast inwestować w typowe marki własne.
Jakie znaczenie ma dla kondycji sieci to, że Navo przeszło w ręce Orbico Zagrzeb? Co to praktycznie oznacza dla detalistów?
Przed chwilą przywołałem jeden z przykładów wykorzystania możliwości mających swe źródła w potencjale całej Grupy Orbico. Jednak, szczerze mówiąc, jesteśmy w tej dziedzinie na początku drogi. Pracujemy nad wykorzystaniem doświadczeń i wzorców pochodzących z osiemnastu europejskich rynków, na których funkcjonuje Orbico.

W 2015 roku Navo Orbico stało się dystrybutorem kosmetyków Coty (wcześniej P&G). Jakie znaczenie ma ten fakt dla pozycji firmy na rynku i jakie niesie korzyści dla kontrahentów?

Rozpoczęcie współpracy z firmą Coty – jednym z globalnych liderów branży kosmetycznej – jest dla nas kolejnym potwierdzeniem dużych możliwości Navo Orbico. Umacnia to znacząco kosmetyczną część naszej oferty i tworzy obiecujące perspektywy na przyszłość.
Navo Orbico dystrybuuje także produkty z innych grup asortymentowych. Które z nich w naturalny sposób poszerzają asortyment sklepów i zwiększają ich potencjał sprzedażowy?
Rok 2014 i 2015 obfitowały w wiele zmian na rynku. Ich skutkiem było rozpoczęcie współpracy z firmami, które za pośrednictwem Navo Orbico zdecydowały się budować dystrybucję w Polsce. Wymienię chociażby firmy Kellogg’s, Fater, Soda Stream, WMF. Wszystko to jest materializacją idei, że Navo Orbico jest „dystrybutorem pierwszego wyboru” – wspomniane firmy to globalni liderzy w swoich segmentach rynkowych. Tworzy to możliwości rozwoju biznesu dla sklepów sieci Laboo. Oczywiście potrzebna jest przemyślana, rozważna i dobrze przygotowana strategia – tak aby dobrze, a czasami wręcz selektywnie dobrane propozycje asortymentowe tworzyły dodatkowe źródło budowania obrotu, marży, a także podnosiły atrakcyjność sklepu w oczach konsumentów. W pierwszym kwartale tego roku będziemy szczegółowo informować uczestników sieci o naszych planach w tym zakresie.
W 2015 roku podpisaliście umowę o współpracy z Delko. Czy Pana zdaniem naturalnie dochodzimy do konsolidacji, ale na rynku hurtowym? Sklepy, które należą do różnych sieci, de facto zaopatrują się często u tych samych dystrybutorów.
Organizator sieci Blue – firma Delko, to wieloletni partner handlowy Navo Orbico w dystrybucji. Postanowiliśmy połączyć wysiłki zmierzające do tego, żeby nasze sieci były jeszcze bardziej atrakcyjne dla konsumentów. Prowadzimy wspólne działania promocyjne i marketingowe. Chciałbym jednocześnie zauważyć że Laboo blisko współpracuje z trzema ogólnopolskimi firmami dystrybucyjnymi: Navo Orbico, Ambra i Delko. W ten sposób gwarantujemy ogólnopolski zasięg dostaw.
Konsolidacja na rynku hurtowym jest faktem, ale raczej za pośrednictwem związków kapitałowych niż umów o współpracy poszczególnych podmiotów, które ciągle pozostają uczestnikami wysoce konkurencyjnego rynku dystrybucyjnego. Konsolidacja to w mojej ocenie trudny, rozciągnięty w czasie, ale zasadniczy trend w branży dystrybucyjnej – oczywiście pojmowanej przez pryzmat całego rynku FMCG. Widzę natomiast możliwość znalezienia pewnej platformy współpracy dla części projektów franczyzowych funkcjonujących na polskim rynku. Co prawda wiele się na ten temat przez ostatnie lata mówiło bez specjalnych efektów, ale chociażby niedawna dyskusja panelowa podczas Forum Branży Kosmetyczno-Chemicznej czy przykład współpracy Laboo i Blue pokazują, że w tej dziedzinie pojawia się gotowość do znajdowania obszarów wspólnych ponad codziennym, wzajemnym rynkowym konkurowaniem.

Czy myśli Pan o rozwoju Laboo poprzez przejęcia lub połączenia z innymi sieciami?

W naszej strategii rozwoju nie przewidujemy przejęć. Jesteśmy nastawieni na szukanie tego, co możemy zrobić razem w ramach wspólnych projektów z innymi sieciami drogeryjnymi. Według mnie polski rynek drogeryjny dojrzał już do takiego biznesu, który można zdefiniować dwoma zdaniami:  „Nigdy nie mów nigdy”  i  „Razem możemy więcej”.
Jednak według producentów rozwój franczyzowych projektów, a właściwie ich dochodzenie do modelu prawdziwych sieci, idzie stanowczo za wolno.
Życzylibyśmy sobie, aby rozwój sieci franczyzowych przebiegał szybciej, ale nie wszystko jest w naszych rękach. Duży wpływ na to mają też sami producenci i ich wsparcie. Budowa sieci franczyzowej w oparciu o niezależne podmioty gospodarcze, funkcjonujące na własnych, wypracowywanych przez lata i bardzo odmiennych od siebie systemach, jest bardzo trudna. Zdajemy sobie sprawę, że dla producentów taka współpraca jest trudniejsza niż z jednorodną scentralizowaną siecią sklepów własnych. Jednak kanał tradycyjny to nadal duża część rynku, ich rynku. I warto, aby tak pozostało. Jednak bez wsparcia, szczególnie tych dużych, globalnych dostawców, bez dalekowzrocznego spojrzenia na możliwe konsekwencje utraty rynku tradycyjnego budowa sieci franczyzowych będzie bardzo trudna i nadal zbyt wolna w stosunku do potrzeb.
Jaki Pana zdaniem będzie w przyszłości rynek drogeryjny w Polsce? Jakie czynniki będą miały największy wpływ na kondycję tzw. tradycyjnych sklepów? Co dziś jest najtrudniejszą barierą do pokonania?
W mojej ocenie rynek drogeryjny doszedł do etapu względnej stabilizacji. Z jednej strony sieci zachodnie osiągnęły pewien stan nasycenia, a z drugiej strony rynek tradycyjny przeszedł wymaganą selekcję. Oba te kanały działają na progowym poziomie opłacalności. O ile w rynku nowoczesnym łatwiej jest relokować środki i wizerunkowo utrzymywać mniej rentowne lokalizacje, o tyle rynek tradycyjny charakteryzuje się większą elastycznością, szybkością podejmowania decyzji i determinacją właścicieli w codziennym funkcjonowaniu.
Sądzę, że niezmiennie wśród zasadniczych barier rozwoju stojących przed tradycyjnym rynkiem drogeryjnym należałoby wymienić: malejące marże i spadającą rentowność, a w konsekwencji spadek możliwości inwestycyjnych; zbyt wolny w stosunku do wymagań rynku proces zmian jakościowych w projektach franczyzowych; bardzo ograniczony dostęp do nowoczesnych lokalizacji w galeriach handlowych czy wreszcie ciągle niedostateczną gotowość do zmian i wyjścia poza dotychczasowe modele biznesowe w poszukiwaniu skutecznych form konkurowania o względy obecnego i przyszłego konsumenta. Jednak nowoczesne i sprawnie zarządzane projekty franczyzowe mogą być skutecznym remedium na te problemy dla właścicieli indywidualnych sklepów.

Rozmawiała Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
25.08.2026 14:26
Listonic: Mydło z rekordowym wzrostem popytu, szampony z najwyższą lojalnością
Agata Grysiak

Dane z aplikacji Listonic pokazują, że w okresie od sierpnia 2025 do lipca 2026 Polacy nie tylko częściej planowali zakupy wybranych kategorii FMCG i higienicznych, ale także zmieniali swoje preferencje dotyczące marek. Największy wzrost popytu odnotowano w przypadku mydła – aż o 142,92 proc. Z kolei szampony osiągnęły najwyższy w zestawieniu wskaźnik lojalności wobec marek – 41,55 proc.

Miniony rok przyniósł kolejne zmiany w sposobie planowania codziennych zakupów. Choć podstawowe kategorie FMCG pozostają stałym elementem koszyków, wybór konkretnych marek jest znacznie bardziej dynamiczny. Konsumenci z jednej strony wracają do sprawdzonych producentów, z drugiej nadal silnie reagują na cenę, promocje oraz dostępność produktów.

Wpływ na decyzje zakupowe ma również utrzymująca się rywalizacja cenowa pomiędzy dyskontami i supermarketami. Sieci handlowe wykorzystywały m.in. promocje typu 1+1, drugie opakowanie w niższej cenie czy 12 produktów w cenie 6. 

15 kategorii pod lupą

Raport Listonic powstał na podstawie danych z aplikacji, obejmujących listy zakupów tworzone w języku polskim od sierpnia 2025 do lipca 2026. Wyniki porównano z analogicznym okresem rok wcześniej.

Analizą objęto 15 kategorii: szereg produktów spożywczych, mydło, pastę do zębów, szampon oraz papier toaletowy. Sprawdzano przede wszystkim częstotliwość pojawiania się poszczególnych kategorii na listach, najczęściej wybierane marki, zmianę popytu oraz wskaźnik Brand Loyalty Index (BLI).

BLI pokazuje, jak często przy produkcie pojawia się konkretna marka. Wysoka wartość wskaźnika oznacza więc większą skłonność użytkowników do wskazywania marki podczas planowania zakupu.

Mydło z największym wzrostem popytu

image
Listonic

Największą zmianę w całym zestawieniu odnotowano w kategorii mydła. Popyt na tę kategorię wzrósł aż o 142,92 proc. To zdecydowanie najwyższy wynik spośród analizowanych segmentów.

Najczęściej wskazywaną marką było Dove, z udziałem 30,13 proc. Kolejne miejsca zajęły Biały Jeleń – 15,06 proc. oraz Luksja – 14,37 proc. Dove miało zatem około dwukrotnie większy udział niż dwie kolejne marki, które osiągnęły bardzo zbliżone wyniki.

Jednocześnie BLI dla mydła wzrósł do 4,56 proc., czyli o 2,06 pkt proc. rok do roku. Pomimo wzrostu pozostaje to relatywnie niski poziom lojalności wobec konkretnych marek. Dane mogą wskazywać, że mydło coraz częściej jest świadomie uwzględniane na regularnych listach zakupów, ale wybór konkretnego producenta nadal pozostaje elastyczny.

Pasta do zębów: funkcja ważniejsza od samej marki?

image
Listonic

Popyt na pasty do zębów zwiększył się o 5,72 proc. Liderem kategorii został Elmex z udziałem 30,98 proc., wyprzedzając Sensodyne – 22,36 proc. – oraz Colgate – 19,18 proc.

W przeciwieństwie do wzrostu popytu, BLI spadł o 1,20 pkt proc., do 7,08 proc. Oznacza to, że użytkownicy nieco rzadziej wskazywali konkretną markę podczas planowania zakupu.

Może to być związane ze specyfiką kategorii. Przy wyborze pasty znaczenie mają m.in. potrzeby związane z nadwrażliwością, wybielaniem czy ochroną dziąseł. Konsumenci mogą więc porównywać przede wszystkim deklarowane działanie, skład, cenę i bieżące promocje, a dopiero w dalszej kolejności kierować się przywiązaniem do producenta.

Szampony z najwyższą lojalnością

image
Listonic

Popyt na szampony zwiększył się o 25,08 proc. Liderem został Radical, który osiągnął 22,14 proc. udziału. Kolejne miejsca zajęły Head&Shoulders – 13,30 proc. – oraz Elsève – 13,00 proc. Różnica pomiędzy dwiema kolejnymi markami wyniosła zaledwie 0,30 pkt proc.

Najbardziej charakterystycznym wynikiem tej kategorii pozostaje jednak BLI. Wskaźnik wzrósł o 9,98 pkt proc., do 41,55 proc., osiągając najwyższy poziom w całym zestawieniu.

Tak wysoki poziom lojalności może wynikać z tego, że szampon jest produktem silnie powiązanym z indywidualnymi potrzebami włosów i skóry głowy. Konsumenci poszukują produktów odpowiadających konkretnym problemom i oczekiwanym efektom, przez co wybór może być bardziej świadomy i mniej podatny na przypadkową zmianę.

Na widoczność Radicala wpływała również prowadzona kampania marketingowa, która zwiększała ekspozycję marki wśród użytkowników aplikacji.

Papier toaletowy: wysoki udział liderów, niska lojalność

image
Listonic

Popyt na papier toaletowy wzrósł o 14,60 proc. Najsilniejszą pozycję w kategorii mają dwie marki: Queen z udziałem 41,12 proc. oraz Velvet – 36,65 proc. Regina osiągnęła 10,17 proc.

Pomimo silnej pozycji dwóch liderów BLI wyniósł zaledwie 2,64 proc., zwiększając się o 1,61 pkt proc. To jeden z najniższych poziomów w analizowanym zestawieniu.

W przypadku papieru toaletowego decyzja zakupowa pozostaje silnie związana z parametrami użytkowymi i cenowymi. Znaczenie mogą mieć m.in. liczba rolek, wielkość opakowania, cena jednostkowa oraz aktualna promocja. W efekcie konsumenci często planują zakup kategorii, ale nie zawsze wskazują konkretną markę.

Liderzy nie mogą zakładać stałej lojalności

Dane Listonic pokazują, że wzrost popytu nie musi automatycznie oznaczać wzrostu przywiązania do marek. Dobrym przykładem są pasty do zębów: zainteresowanie kategorią zwiększyło się o 5,72 proc., podczas gdy BLI spadł o 1,20 pkt proc. Odwrotna sytuacja wystąpiła w przypadku szamponów, gdzie wzrost popytu o 25,08 proc. współwystępował z bardzo wyraźnym zwiększeniem lojalności – o 9,98 pkt proc.

Zestawienie pokazuje również różnicę pomiędzy kategoriami funkcjonalnymi a produktami, przy których wybór jest bardziej podatny na cenę i promocję. W papierze toaletowym dwie marki odpowiadają łącznie za 77,77 proc. wskazań, ale BLI pozostaje niski. W mydle lider ma 30,13 proc., a cała kategoria zanotowała rekordowy wzrost popytu o 142,92 proc.

Dla producentów i sieci handlowych oznacza to, że analiza samego udziału marki w listach zakupowych nie wystarcza do oceny jej pozycji. Równie istotne pozostają dynamika popytu oraz BLI, które pozwalają określić, czy konsumenci rzeczywiście planują zakup konkretnej marki, czy przede wszystkim poszukują produktu spełniającego określoną funkcję i dostępnego w atrakcyjnej cenie.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
25.08.2026 02:14
Polacy wydają na suplementy więcej niż Niemcy i Francuzi. “Beauty” napędza nową falę wzrostu
Alternatywna medycyna ziołowa w kapsułkach organicznych z witaminą E, omega-3, olejem rybim, minerałami, lekiem z liśćmi ziół - naturalne suplementy dla zdrowego i dobrego życia.sasirin pamai

Polski rynek suplementów wchodzi w dojrzalszą fazę: wzrost będzie wynikał nie tyle z pozyskiwania nowych użytkowników, ile z nowych potrzeb, specjalizacji i premiumizacji. Wydatki w przeliczeniu na mieszkańca są już wyższe niż w Niemczech i Francji — szacuje OC&C Strategy Consultants.

Według analizy firmy doradczej OC&C Strategy Consultants, udostępnionej 24 sierpnia 2026 r., Polacy wydają na witaminy i suplementy diety średnio około 43 euro na mieszkańca rocznie, podczas gdy mieszkańcy Niemiec i Francji — 35–37 euro. Wciąż jednak daleko nam do Wielkiej Brytanii i Włoch, gdzie wydatki wynoszą odpowiednio ok. 58 i 74 euro na osobę.

– Suplementacja stała się w Polsce zjawiskiem powszechnym, co nie oznacza, że rynek wyczerpał możliwości wzrostu. W przyszłości jego motorem będą już nie tyle nowi konsumenci, co nowe potrzeby i rosnące wymagania tych, którzy po suplementy już sięgają. Ci konsumenci szukają dziś coraz bardziej wyspecjalizowanych produktów, a przy ich wyborze większą wagę przykładają do jakości, bezpieczeństwa i skuteczności — uważa Agnieszka Przybył, manager w OC&C Strategy Consultants.

To ważna zmiana z punktu widzenia producentów i handlu. Wzrost nie musi już polegać na pozyskiwaniu kolejnych użytkowników kategorii. Coraz większe znaczenie ma zwiększanie częstotliwości zakupów, rozwijanie produktów odpowiadających na konkretny problem oraz budowanie wyższej wartości koszyka poprzez specjalizację i premiumizację.

Online buduje markę suplementów, apteka dostarcza zaufania

Według OC&C sprzedaż internetowa odpowiada już za blisko jedną trzecią polskiego rynku suplementów, podczas gdy dekadę temu jej udział nie przekraczał 10 proc. Online jest jednocześnie kanałem sprzedaży, wyszukiwarką wiedzy i przestrzenią porównywania składów, dawek, opinii oraz cen.

Nie oznacza to jednak utraty znaczenia przez kanał stacjonarny. Apteki i farmaceuci nadal pełnią funkcję filtra wiarygodności, szczególnie przy pierwszym zakupie i w kategoriach związanych z konkretnymi potrzebami zdrowotnymi. Najbardziej perspektywiczny model jest więc omnichannelowy: internet odpowiada za odkrywanie, edukację i wygodę, a apteka wzmacnia zaufanie, skalę i poczucie bezpieczeństwa.

- Obok tradycyjnego modelu rozwoju sprzedaży przez sieci aptek coraz częściej pojawiają się marki suplementów budowane od początku w internecie, podobnie jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. To w kanałach online producenci zdobywają pierwszych klientów i rozpoznawalność, a dopiero później wchodzą do sieci aptecznych, by dotrzeć do większej liczby odbiorców i dodatkowo wzmocnić zaufanie do marki – mówi Bartek Krawczyk, Partner w OC&C Strategy Consultants.

Polska: wysoka penetracja i wciąż duża przestrzeń do wzrostu

Najnowsze publicznie dostępne szacunki z sierpnia 2026 r. określają wartość polskiego rynku na około 7,5–8 mld zł. 

Dla porównania, PMR Market Experts szacował jego wartość w 2024 r. na 7,1 mld zł, a prognoza tej firmy zakłada przekroczenie 10 mld zł w 2028 r.

Marta Marszałek, autorka raportu PMR „Rynek suplementów diety w Polsce 2025”, twierdzi, że penetracja konsumpcji suplementów diety w populacji wynosi aż 75%, co oznacza, że ponad 23 mln Polaków podejmuje decyzje zakupowe w tym obszarze. Skala ta generuje znaczący potencjał rozwoju, ale jednocześnie zwiększa intensywność konkurencji i presję na uczestników rynku.

- Nasze prognozy z 2025 r. wskazują, że w najbliższych latach rynek suplementów diety w Polsce będzie nadal rósł, zarówno nominalnie jak i realnie, choć tempo wzrostu będzie się stabilizować. Otoczenie regulacyjne i technologiczne ulega zmianom, które w średnim horyzoncie czasowym mogą mieć znaczący wpływ na jego strukturę i rentowność. Niemniej, wzrost wartości rynku wspiera rosnąca świadomość zdrowotna, starzenie się społeczeństwa i rozwój e-commerce - twierdzi Marta Marszałek, Head Pharmaceutical & Healthcare Market Analyst, PMR Market Experts/Hume’s Institute. 

W praktyce oznacza to, że suplementy przestały być wyłącznie sezonowym zakupem związanym z odpornością i coraz częściej stają się stałym elementem budżetu na zdrowie, samopoczucie i wygląd.

Suplementy w Polsce: od odporności do nastroju, jelit i wyglądu

Fundamentem polskiego rynku — według danych OC&C Strategy Consultants z sierpnia 2026 r. — pozostają preparaty wspierające odporność, ogólną kondycję i uzupełnianie niedoborów, w tym witamina D. Najszybciej rosną jednak bardziej precyzyjne obszary potrzeb. 

OC&C wskazuje, że zwiększa się sprzedaż produktów:

-   związanych z nastrojem i wyciszeniem zwiększa się średnio o ponad 20 proc. rocznie.

-  wspierających układ pokarmowy o 14,2 proc.,

-  adresowanych do mężczyzn — 12,9 proc.

Dwucyfrowe tempo notują w 2026 r. też kategorie preparatów:

- poprawiających pamięć i koncentrację

- dostarczające energii

- wspierajace zdrowie kobiet

- związanych z wyglądem.

Kierunek ten widać także w globalnych prognozach.  Grand View Research w najnowszym raporcie szacuje światowy rynek suplementów diety w 2026 r. na 228,2 mld USD i oczekuje średniorocznego wzrostu o 9,5 proc. do 2033 roku. To oznacza, że sprzedaż do tego czasu niemal się podwoi i przekroczy 431,7 mld USD.

W tej prognozie kanał online ma rosnąć szybciej niż cały rynek — średnio o 11,4 proc. rocznie — napędzany przez marki DTC, subskrypcje, porównywarki i sprzedaż opartą na mediach społecznościowych.

Brytyjski sygnał: beauty rośnie znacznie szybciej niż cały rynek

Najświeższe dane z Wielkiej Brytanii — analiza „The Grocer” — pokazują, że szczególnie szybko rośnie segment suplementów beauty, a na znaczeniu zyskują wygodne formaty, personalizacja i sprzedaż online. To wartościowy, aktualny benchmark. 

Według Worldpanel by Numerator w ciągu 52 tygodni - licząc do 14 czerwca 2026 r. - sprzedaż witamin, minerałów i suplementów po raz pierwszy przekroczyła 1 mld funtów: wartość kategorii wzrosła o 10,7 proc., a liczba sprzedanych opakowań — o 3,6 proc. 

Różnica między dynamiką sprzedaży wartościowej i wolumenowej w Wielkiej Brytanii pokazuje, że wzrost jest napędzany nie tylko przez popyt, lecz również przez ceny i zmianę miksu w stronę produktów droższych.

Najmocniejszym przykładem premiumizacji są suplementy beauty - ich sprzedaż wartościowa wzrosła aż o 89,1 proc., do 58,9 mln funtów, podczas gdy wolumen zwiększył się o 30,4 proc., do 5,2 mln opakowań.

Średnia cena opakowania wzrosła o 45,1 proc., do 11,23 funta. To sugeruje, że konsumenci akceptują wyższe ceny, jeśli produkt łączy obietnicę „beauty from within” z atrakcyjnym opakowaniem, wygodnym formatem i jasno opisanym działaniem.

Wzrost kategorii napędza przede wszystkim kolagen, ale także jego roślinne alternatywy oraz składniki pozycjonowane wokół nawilżenia, zdrowego starzenia i kondycji włosów, skóry i paznokci. 

Suplement coraz częściej jest projektowany i komunikowany jak kosmetyk: ma być aspiracyjny, dobrze wyglądać w mediach społecznościowych i ma naturalnie wpisywać się w codzienny rytuał pielęgnacyjny.

Wygrywa prostota: żelki, saszetki, spraye i rozwiązania all-in-one

Drugim wyraźnym trendem jest odejście od tradycyjnej tabletki jako jedynego domyślnego formatu. W brytyjskiej analizie za najgorętszą formę 2026 r. uznano żelki, ale innowacje obejmują również koncentraty płynne, shoty, saszetki, spraye doustne, tabletki musujące, batony i napoje funkcjonalne. Łączy je ta sama obietnica: suplementacja ma nie tworzyć nowego obowiązku, tylko pasować do istniejącego stylu życia.

Skalę tego zjawiska pokazuje brytyjska marka Tonic Health, której sprzedaż wartościowa wzrosła w ciągu roku o 383 proc., do 7,1 mln funtów. To przykład, jak forma produktu może stać się ważnym czynnikiem rekrutacji do marki. Równolegle rozwijają się rozwiązania all-in-one i personalizacja, które upraszczają wybór zamiast zachęcać konsumenta do budowania rozbudowanego „stosu” wielu preparatów.

Lekcja dla marek beauty

Kategoria suplementów zaczyna powtarzać drogę pielęgnacji skóry: po okresie wieloetapowych rutyn rośnie zapotrzebowanie na produkty wielofunkcyjne, prostsze w użyciu i łatwiejsze do utrzymania w codziennym nawyku.

– Suplementy przestają być produktem kupowanym doraźnie lub sezonowo, a stają się częścią codziennych nawyków – podobnie jak pielęgnacja skóry, aktywność fizyczna czy zdrowe odżywianie – mówi Agnieszka Przybył, OC&C Strategy Consultants

Kapitał gigantów kosmetycznych płynie do suplementów

Rosnące zainteresowanie inwestorów potwierdza, że suplementy są postrzegane jako strategiczny segment wellness. W czerwcu 2026 r. Unilever sfinalizował przejęcie amerykańskiej marki żelków Grüns; oficjalnie nie ujawniono ceny, choć media podawały kwotę około 1,2 mld USD. W lipcu Bain Capital zawarł umowę przejęcia Vitabiotics, największej brytyjskiej firmy witaminowej, a wcześniej Rem3dy Health — właściciel marki spersonalizowanych żelków Nourished — pozyskał 14 mln funtów przy wycenie 84 mln funtów.

Wspólnym mianownikiem tych transakcji są wygodne formaty, silna marka konsumencka, personalizacja i potencjał międzynarodowej dystrybucji.

To także sygnał dla polskich producentów: przewagę coraz trudniej budować samą recepturą. Eksperci OC&C wskazują, że wraz z dojrzewaniem rynku konsumenci w Polsce stają się coraz bardziej świadomi swoich potrzeb i oczekiwań, jakie mają wobec produktów. Częściej zwracają uwagę na obecność substancji aktywnej, jej dawkę, przejrzystość składu i dowody na deklarowane działanie. Oczekują przy tym skuteczności, wiarygodności oraz przedstawienia informacji o preparacie w prosty, zrozumiały sposób.  

Im szybszy wzrost, tym większa presja na dowody

Dynamiczny rozwój ma również drugą stronę. Im bardziej suplement przypomina kosmetyk lub lifestyle’owy produkt impulsowy, tym większe ryzyko, że atrakcyjna narracja wyprzedzi dowody. 

- Zaufanie w tej kategorii buduje się długo, a stracić można je bardzo szybko. Jeśli rzetelne dowody zostaną zastąpione atrakcyjnymi, ale niepopartymi faktami obietnicami, ucierpi wiarygodność całej branży. — podkreśla Agnieszka Przybył.

Ten kontekst jest szczególnie ważny dla segmentu "beauty from within", w którym komunikacja często operuje językiem efektów wizualnych. 

Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności przypomina, że suplementy mają uzupełniać dietę, a nie ją zastępować, a składniki roślinne mogą wchodzić w interakcje z lekami lub powodować działania niepożądane. Kolejny etap rozwoju rynku będzie więc należał do marek, które potrafią połączyć atrakcyjność i wygodę z transparentnością, rozsądnymi obietnicami oraz komunikacją opartą na dowodach.

 

Kluczowe trendy — w 2025 r. największe udziały w rynku miały segmenty:

Według składników: witaminy — 28,2% 

Według typu: OTC — 75,6% 

Pod względem formy: tabletki — 31,9% 

Pod względem zastosowania: segment wspierający metabolizm, energię i wagę — 29,4% 

Według użytkownika końcowego: segment osób dorosłych — 44,6% 

Według kanału dystrybucji: segment offline — 62,6% 

Źródło:Raport Grand View Research: Rynek suplementów diety (2026-2033)

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
25. sierpień 2026 21:42