StoryEditor
Rynek i trendy
11.02.2013 00:00

Zrealizowalismy nasze marzenie. Anna i Piotr Nowakowie, właściciele Kosmeterii w Lublinie

W Mikołajki, 6 grudnia ubiegłego roku, pierwsi klienci weszli do nowej, lubelskiej Kosmeterii „Anna”. Ta drogeria to rodzinny biznes państwa Anny i Piotra Nowaków. Sklep mieści się w mini galerii, na terenie marketu Stokrotka, który przyciąga tu okolicznych mieszkańców. Położony jest przy ul. Nałkowskich 230, pomiędzy dwoma szybko rozrastającymi się osiedlami mieszkaniowymi, w  pobliżu Zalewu Zemborzyckiego, gdzie w wakacje i ciepłe weekendy odpoczywają tłumy lublinian. Licząca 76 mkw. drogeria mieści 8 tys. produktów we wszystkich najpotrzebniejszych kategoriach. Choć jest niewielka, można się po niej swobodnie poruszać, każdy produkt dotknąć, obejrzeć, a nawet wypróbować – nowości są wystawione na tzw. tester barze. W kąciku do makijażu można bezpłatnie wykonać make-up. Lada moment powstanie też stanowisko do manicure. Sklep jest wyposażony w system komputerowo-sprzedażowy Small Business. Po zaledwie dwóch miesiącach działania drogeria ma już stałych klientów i przyciąga kolejnych dzięki rozmaitym akcjom promocyjnym, ciekawej ofercie i sympatycznej atmosferze. W takiej też atmosferze spotkałam się z właścicielami sklepu.

Drodzy Państwo, skąd pomysł na drogerię?
Anna Nowak:
Szukaliśmy zajęcia dla męża (śmiech).
Piotr Nowak:  Fakt, jest ciężko z pracą na Lubelszczyźnie. Było to też nasze skryte marzenie, żeby stworzyć coś swojego, od podstaw, według własnej koncepcji.
Związaliście się jednak Państwo z siecią sklepów. Dlaczego z Kosmeterią?
P.N.:
Podoba nam się wizja Kosmeterii, testowanie nowych możliwości, chęć dalszego rozwijania się. Również to, że mamy prawo wyboru produktów, które postawimy na półkach.
A.N: Polityka Kosmeterii jest spójna z tym, czego my chcemy.
A czego Państwo chcecie?
A.N:
Idealnego świata do robienia zakupów i spędzania wolnego czasu, w którym nasi klienci są obsługiwani w taki sposób, jak my byśmy chcieli być obsługiwani. To są nasi goście, na których każdego dnia czekamy.
Korzystaliście Państwo z pomocy Kosmeterii przy otwarciu sklepu?
P.N.: 
Oczywiście i uzyskaliśmy ją w pełnym zakresie. Zresztą ta gotowość do pomocy ze strony organizatorów sieci jest cały czas, 24 godziny na dobę.
Również w doborze asortymentu kierowaliście się Państwo wskazówkami sieci?
A.N:
W tym zakresie mniej. Mam ponad 20 lat doświadczenia w handlu, w branży kosmetycznej i nie tylko, więc dobór oferty to była dla mnie czysto matematyczna sprawa – szybko wiedziałam, które marki bardzo chcemy mieć, które mniej, a których w ogóle.
Brała Pani pod uwagę udziały rynkowe?
A.N:
Też…, ale bardziej chodziło mi o biznesową postawę, czyli serwis, warunki współpracy. W dużej mierze opieraliśmy się też na naszych doświadczeniach z osobami, które pracują w firmach kosmetycznych, hurtowniach bo nie da się ukryć ani umniejszyć roli tzw. czynnika ludzkiego w jakości biznesowej współpracy.
Kto jest Państwa głównym dostawcą?
A.N:
Jednym z głównych jest oczywiście firma Brodr. Jorgensen, czyli twórca sieci Kosmeteria – kochamy tych ludzi miłością bezwzględną (śmiech) – a zaopatrujemy się w jej produkty z magazynów Integry Nova, która obsługuje Kosmeterię logistycznie. Ściśle współpracujemy też z lubelską hurtownią Del-Art – znakomita firma i bezproblemowa współpraca.
P.N.: A wracając jeszcze do udziałów rynkowych, niestety tabelki nie zawsze znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Odwiedził nas niedawno sam właściciel pewnej firmy kosmetycznej i przedstawił badania, z których wynika, że 60 procent rynku należy do niego w danej grupie asortymentowej. Uznaliśmy, że spróbujemy podjąć współpracę z tą firmą. Przeszliśmy szkolenia, wystawiliśmy produkty na tester barze. Niestety nie udało się, okazało się, że nasi klienci szukają czegoś zupełnie innego – przede wszystkim marek niszowych, a nawet selektywnych. I tu znajdują ten asortyment. Mamy wszelkie nowości, które pojawiają się w internecie – bo to nieograniczone źródło wiedzy o nowinkach. U nas można je dostać i przetestować.
No właśnie tester bar to pomysł Kosmeterii na promowanie kosmetyków. Kremy, balsamy, oliwki można otworzyć, powąchać, sprawdzić konsystencję. Jak się sprawdza?
A.N:
Jeśli potraktujemy go jako mebel, z którym nie wiemy co zrobić, to takim meblem będzie. Dla nas tester bar to miejsce „degustacji” kosmetyków, na którą aktywnie zapraszają panie ekspedientki. Firmy zaopatrują nas chętnie w testery – każdy wystawiony tu produkt można wypróbować i dostać „wyprawkę” do domu. I tak błyszczyk z lusterkiem Gosha w szafie ekspozycyjnej jest tylko błyszczykiem, a na tester barze staje się przedmiotem pożądania, bo dokładnie widać, że jest podświetlany, a w lusterku można się przejrzeć. Naszym zdaniem tester bar to znakomity pomysł, ale wymaga zaangażowania personelu. To od pracowników drogerii konsument musi się dowiedzieć wszystkiego o produkcie, jego składzie, przeznaczeniu, oddziaływaniu na skórę i tę wiedzę połączyć z własnymi odczuciami podczas testowania.
Podobno Pan znakomicie porusza się w branży zdominowanej przez kobiety, radzi sobie zarówno z zarządzaniem sklepem, jak i ze sprzedażą kosmetyków, choć wcześniej nie miał Pan z tym do czynienia.
P.N.:
Staram się to wszystko ogarnąć (śmiech). Przy pomocy żony i przyjaciół, którzy nas cały czas wspierają, chyba się udaje. Moją pasją zdecydowanie są zapachy, ale o wszystkich kategoriach produktów staram się dowiedzieć jak najwięcej, poznaję nowinki, testuję kosmetyki na sobie – również kremy i balsamy. Uważam, że to jest jedyna droga do sukcesu. Trzeba się znać na tym co się robi, muszę więc wiedzieć o kosmetykach jak najwięcej, by móc je polecać klientom. A opowiadam im po prostu o swoich odczuciach. Jak jestem sam do czegoś przekonany, to łatwiej mi to polecać innym. Tak samo panie ekspedientki najpierw testują kosmetyki, by wyrobić sobie o nich zdanie. Według mnie inaczej się nie da, jak nie zna się produktu, nie sposób przekonująco o nim mówić. Nieustannie się szkolimy, i ja, i personel. Jedna z pań właśnie rozpoczyna kurs wizażu, druga – kurs manicure, bo wprowadzamy jeszcze profesjonalne stoisko malowania paznokci.
Jak kobiety reagują, gdy Pan wdaje się z nimi w rozmowę o kosmetykach?
P.N.:
Dobrze. Na pewno staram się nie stwarzać napięcia, wrażenia, że wszystko wiem, że najlepiej się na tym znam. Wpoiliśmy naszym ekspedientkom zasadę 6 kroków w obsłudze klienta i ja sam też się do niej stosuję. Najpierw badam potrzeby klientki, czy chce w ogóle ze mną rozmawiać. Jeśli wyczuwam, że nie chce obecności mężczyzny obok siebie, po prostu mówię: „Dziękuję, gdyby pani potrzebowała pomocy, panie ekspedientki są do dyspozycji”. Gdy klientka jest gotowa na rozmowę ze mną, mówi o swoich potrzebach, staram się dobrać produkt odpowiedni cenowo i asortymentowo. Bardzo mi zależy, aby każda osoba wyszła z naszego sklepu zadowolona, wróciła i jeszcze opowiedziała o swoich doświadczeniach, wrażeniach po użyciu produktu.
Podkreślacie Państwo rolę personelu w powodzeniu biznesu.
A.N:
Bo profesjonalna obsługa, miła atmosfera, dobre relacje to naszym zdaniem podstawa sukcesu. Pracują z nami trzy panie, każda specjalizuje się w jakiejś grupie asortymentowej. Mają fantastyczną właścicielską postawę – obserwują klientów, ich zachowania, wsłuchują się w uwagi i podpowiadają nam co można zmienić, żeby poprawić komunikację w sklepie, zwiększyć sprzedaż. Nie tak dawno za namową dziewczyn przenieśliśmy w inne miejsce regał   z kremami do twarzy, ten prosty zabieg natychmiast przyniósł znakomite efekty.
Widzę, że wszyscy tu mają bardzo pozytywne nastawienie, a ja ciągle dookoła słyszę, że czasy są trudne, że handel jest ciężki, że ludzie mało i niechętnie kupują…
A.N:
Wszystko się zgadza.
Czy byliście Państwo na to gotowi?
A.N:
Ja zaczynałam swoją pracę zawodową 20 lat temu. Wtedy pewne było tylko jedno – że nic nie jest pewne. Firmy były sprzedawane, prywatyzowane, podpisywało się umowę, za trzy miesiące kontrahenta nie było. Zmiany są dla mnie czymś naturalnym, jestem do nich przyzwyczajona. Nie nastawialiśmy się, że natychmiast wyjdziemy ze zobowiązań kredytowych, że pieniądze będą płynęły strumieniami. To jest biznes, wszystko ma swój czas. Cieszymy się z tego co jest, bo nie jest źle.
Drogeria mieści się przy supermarkecie Stokrotka. Jak sprawdza się ta lokalizacja?
P.N.:
Bardzo dobrze. Stokrotka jest lubelską marką, lubianą przez mieszkańców i dzięki niej też zyskujemy klientów. Przychodzą do marketu i trafiają do nas, cieszą się, że powstała tu drogeria. A asortymentowo nie wchodzimy sobie w drogę.
A.N: Znajdujemy się na pograniczu dwóch osiedli. To nowe, Marina, rozrasta się w szalonym tempie, jeszcze cztery lata temu były tu dwa bloki, a teraz urosło małe miasteczko w zasięgu Zalewu Zemborzyckiego. 4 tysiące nakładu gazetki reklamowej nie pokrywa jego zapotrzebowania.
P.N.: Dlatego decydujemy się na dodatkowy nakład i kolportaż. Docieramy do poszczególnych bloków i mieszkań. Już wiemy, gdzie gazetki nie będą wyrzucone tylko przejrzane i opłaca się je dostarczać. To prosta, ale bardzo efektywna forma reklamy. Klienci często trafiają do nas właśnie z gazetkami, pytają o promowane w nich produkty.
A.N: Trzeba pamiętać, że ich zasięg jest znacznie większy niż nakład, jedną gazetkę przegląda przecież zazwyczaj kilku domowników. Naprawdę osoby prowadzące sklepy, które nie wykorzystują gazetek marnują wielką szansę na zdobycie klientów.
Wokół mieszka chyba sporo młodych ludzi?
P.N.:
Tak, wiele młodych rodzin, w pobliżu działa pięć przedszkoli. Stąd w naszej ofercie są również kosmetyki, ozdoby dla dzieci i mocno promowana marka Jelp. Ale też mamy obok osiedle Nałkowskich, pokoleniowo starsze. Dojrzałe panie przychodzą do nas po poradę i żeby po prostu porozmawiać. Najczęściej nie pracują, więc bywają tu przed południem, a wtedy personel może im poświęcić całą swoją uwagę.
A.N: Cały czas bacznie obserwujemy naszych klientów rozmawiamy z nimi, przeprowadzamy ankiety. Działamy w internecie, mamy swój profil na facebooku. Od początku mamy karty rabatowe, na których klienci zbierają pieczątki. Nie ma dolnej granicy zakupowej, żeby uzyskać pieczątkę – przy dziesiątej przyznajemy rabat, albo panie mogą umówić się na bezpłatny makijaż. Lublin jest miastem uniwersyteckim, prowadzimy więc też kilka programów skierowanych do studentów. Na przykład dostają od nas rabaty za stopnie – tyle rabatu, jaka ocena w indeksie po sesji. Technologia, która w ostatnich latach niesamowicie szybko się rozwinęła, ułatwia nam wprowadzanie wielu, nawet szalonych pomysłów (śmiech).
Programy lojalnościowe, karty stałego klienta, do tego od razu potrzebny był system komputerowy.
A.N:
Oczywiście, system sprzedażowo-magazynowy był podstawą. Nie wyobrażam sobie bez tego narzędzia prowadzenia sklepu. Nam może się wydawać, że coś się dobrze sprzedaje, ale komputer mówi swoje
i prawda bywa gorzka. W tej chwili nie ma czasu, miejsca, możliwości finansowych na „wydaje nam się”.
A jak podeszli do Państwa dostawcy? Wspierają dobrymi ofertami, czy patrzą z rezerwą na nowy sklep?
A.N:
Od pierwszej chwili wspierają nas z całych sił, pomagają, organizują promocje. O nic nie musieliśmy prosić. Wszystkie osoby, które zostały do nas zaproszone na rozmowy absolutnie stanęły na wysokości zadania. Wspaniali ludzie!
Sklep jest bardzo przyjemny a Państwo wkładacie w niego mnóstwo serca. Cały czas nurtuje mnie jednak myśl, czemu zaczynając wszystko od początku zdecydowaliście się Państwo na działalność w kapryśnej, wymagającej wysokich inwestycji branży kosmetycznej. 
A.N:
Fakt, jest wiele innych branż, w których odzyskanie pieniędzy trwa krócej, ale nie to nas przede wszystkim interesowało.
P.N.: Zajęliśmy się tym, co lubimy, a wręcz uwielbiamy robić. To dla nas czysta przyjemność. Ja spędzam w sklepie codziennie około 10 godzin i wychodzę stąd szczęśliwy. A jak jeszcze usłyszę „Mieli państwo rację, fantastyczny produkt, wezmę jeszcze jeden i przyjdę z koleżanką” to jestem w siódmym niebie.
Dziękuję za spotkanie
Rozmawiała
Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
12.01.2026 14:23
Marta Wojciechowska: Konsumenci beauty są zmęczeni natłokiem nowości [ROCZNIK WK 2025/26]
Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspertAgnieszka Olek

W czasach niepokoju i przeciążenia informacyjnego odbiorcy coraz częściej szukają w kosmetykach poczucia bezpieczeństwa, ukojenia, spokoju. Wiele marek stanęło na biznesowym rozdrożu: chcą sprzedawać produkty premium, ale konsumenci w tej bardzo konkurencyjnej branży oczekują czegoś więcej. Bycie naturalnym czy wegańskim już nie wystarcza – za produktem musi stać dziś wiarygodna historia – uważa Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspert.

Czy odpowiedzią producentów na rynkowe wyzwania staje się zwiększanie nakładów na marketing, influencerów? Oraz epatowanie kolejnymi seriami nowości w ofercie?

Rzeczywiście, widać wyraźnie, że w trudniejszym otoczeniu ekonomicznym wielu producentów próbuje więcej inwestować w marketing i w większą aktywność influencerów. Ale coraz częściej okazuje się, że nie ilość komunikatów, ale ich autentyczność i dopasowanie decyduje o skuteczności komunikacji oraz finalnie – przełożeniu na sprzedaż. 

Konsumenci są zmęczeni natłokiem nowości, które różnią się głównie opakowaniem lub fragmentem nazwy. W zasadzie do końca nie wiadomo, czy to naprawdę coś nowego, czy tylko nowa etykieta, albo siódma odsłona tego samego zapachu. Prawda jest taka, że branża kosmetyczna w zasadzie w większości opiera się na nowościach, trendach, sezonowości. W ten sposób sami siebie wpędziliśmy w ślepy zaułek. Inwestycja w znanych influencerów też nie daje gwarancji zwrotu, bo mieliśmy w 2025 roku kilka związanych z tym kryzysów wizerunkowych.

Marki, które dziś wygrywają, to te, które potrafią pokazać nie tylko nowy produkt, ale też realną wartość: skład, funkcję, ideę i wiarygodna historię. W trendach globalnych widać przesunięcie od influencer marketingu do expert marketingu, czyli współpracy z osobami, które mają wiarygodność i wiedzę, nie tylko zasięgi. Bo konsumenci zaczynają ufać faktom i spójności przekazu.

Z problemami mierzą się nie tylko marki premium, ale też – z czym rynek nie miał do czynienia naprawdę od wielu lat – koncerny skupiające marki luksusowe, by wymienić tylko LVMH. Z czego wynika to odchodzenie klientów od marek luksusowych? Stali się bardziej oszczędni, czy po prostu produkt z logotypem luksusowej marki przestał być dla nich przedmiotem pożądania, aspiracji? Jak wytłumaczyć to zjawisko?

Moim zdaniem dzieje się kilka rzeczy jednocześnie. Po pierwsze: spada zaufanie do wielkich brandów. Jako konsumenci pytamy o łańcuchy dostaw i warunki pracy, a luksus ma dziś w tej kwestii problem wiarygodności. Mamy kryzys zaufania do luksusowych produktów „Made in Italy, a szersze „trust issues” zmuszają luksus do zacieśniania kontroli i okazywania dowodów jakości. 

Po drugie: kultura dupes nauczyła konsumentów, że efekt i design można mieć taniej, więc sama metka już nie wystarcza. 

Po trzecie: ultra-fast fashion wchodzi do świątyń handlu (Shein w Paryżu), prowokując pytanie, czym obecnie jest luksus? 

W tle mamy spowolnienie popytu i globalne “studzenie” wzrostu. W efekcie luksus zaczyna się przedefiniowywać: z logo i statusu w stronę dowodu jakości, etyki i emocji – dlatego bronią się kategorie o wysokiej wartości doświadczenia, np. zapachy. 

image

Katarzyna Bielecka, Sephora: Być najbardziej trendy destynacją na rynku premium beauty [ROCZNIK WK 2025/26]

Do tego dochodzi jeszcze konfrontacja między młodszymi pokoleniami a tradycyjnymi markami luksusowymi. Odpływ klientów może wynikać m.in. z braku adekwatnej narracji i zmiany oczekiwań nowej generacji. Dla branży oznacza to po prostu konieczność otwarcia na nowe języki komunikacji, transparentność i kulturę wartości, a nie tylko kontynuację modelu aspiracyjnego.

Warto chyba pochylić się w tym momencie nad specyfiką pokoleń, i tego, jakimi są konsumentami. Co jest dla nich ważne, na czym się skupiają dokonując zakupu kosmetyków, jaka jest ich świadomość, jeśli chodzi o składy czy działanie? Jaka jest podatność, wrażliwość poszczególnych pokoleń na mody, trendy, social media?

W opracowaniach i raportach branżowych pojawia się kilka interesujących wniosków. Pokolenie baby boomers i generacja X to konsumenci doświadczeni, lojalni i pragmatyczni. Według najnowszego raportu NielsenIQ, to właśnie Gen X pozostaje jednym z najważniejszych motorów wzrostu w segmencie pielęgnacji skóry. Dla tych grup kluczowa jest skuteczność, bezpieczeństwo i wiarygodność. Bardziej ufają ekspertom, niż trendom z social mediów. Często wybierają dermokosmetyki, pielęgnację pro-age i produkty z potwierdzonym działaniem.

Millenialsi są świadomi i selektywni, analizują składy, szukają marek z wartościami i autentyczną historią. To oni zapoczątkowali ruch “clean beauty”, który dziś przekształca się w “conscious beauty”– łączący etykę, ekologię i skuteczność. Cenią storytelling, ale oczekują dowodów działania. Są też bardziej odporni na marketingowy szum i wolą marki transparentne, które potrafią mówić wprost.

Natomiast pokolenie Z to konsumenci ekstremalnie cyfrowi, bardzo emocjonalni i jednocześnie krytyczni. Jak pisze Business of Fashion, GenZ szybko weryfikuje marki – docenia autentyczność, ale bezlitośnie demaskuje fałsz. To oni stworzyli kulturę “dupes”, czyli poszukiwania tańszych, ale jakościowych alternatyw dla produktów luksusowych. Social media, zwłaszcza TikTok, stały się ich głównym źródłem inspiracji, ale też edukacji kosmetycznej. Jednocześnie mają bardzo wysoką świadomość składów i działania produktów. GenZ chętnie eksperymentuje z markami i nowymi produktami, ale szybko rezygnuje, jeśli marka nie sprosta ich oczekiwaniom. Ta grupa często odcina się od tradycyjnego luksusu, bo sposób komunikacji i wartość marki często nie trafiają w jej oczekiwania.

Na horyzoncie pojawia się już pokolenie Alfa – najmłodsi konsumenci, którzy dorastają w świecie, gdzie inkluzywność, różnorodność i zrównoważony rozwój są czymś oczywistym. Dla nich kosmetyki będą nie tylko o wyglądzie, ale o samopoczuciu i tożsamości. Natomiast mocno kierują się estetyką, uwielbiają kolekcjonować i być zaskakiwani.

image

Marta Wojciechowska: Od silversów do generacji alfa. Czego klienci oczekują od marek kosmetycznych? [ANALIZA]

Ostatnie lata to czas, gdy producenci, sieci handlowe i marketing skupiły się na najmłodszych konsumentach. Dlaczego? Bo młodzi kupują dużo i lubią nowości? A może branża beauty chce sobie wychować przyszłych konsumentów, dopieszczając ich i spełniając wszystkie potrzeby? Mam wrażenie, że jest to najmniej lojalna wobec marek i trendów grupa konsumentów. Czy zatem warto się dla nich aż tak starać? 

Tak, obserwacje, że producenci i sieci zwiększają wydatki marketingowe w najmłodszych grupach, komunikują nowości i silnie stawiają na influencerów, mają solidne podstawy. Ale to nie jest jedyna strategia – i sama w sobie może nie wystarczyć. Z praktyki Rossmanna widzimy, że warto łączyć akwizycję z retencją, nowości z autentycznością oraz komunikację emocji z danymi.

Marki uczą się, że młodzi konsumenci są najmniej lojalni, a przy tym są dynamiczni, zmienni, poszukujący świeżości. Ale właśnie dlatego warto do nich docierać – nie po to, by zdobyć ich na stałe, ale by być obecnym w ich życiu “tu i teraz”. 

Inwestowanie w influencerów i nowości to jedna strona medalu, druga to wykorzystanie danych do budowania relacji i personalizacji, a także tworzenie marek własnych czy linii, które rezonują z wartościami, jak trend mindfulness czy rytuały dbania o siebie. Podobnie jak wprowadzenie linii „blind boxów”, kiedy klient nie wie, jaki wariant produktu otrzyma. To mechanika typowa dla fanów kolekcjonowania, silnie rezonująca z pokoleniem Z i konsumentami, nastawionymi na niespodziankę i exclusivity.

Ostatecznie – tak, warto się starać o młodych, ale trzeba robić to w bardziej wyrafinowany sposób, niż dotychczas. Te działania muszą iść w parze z konsolidacją relacji, bo to, co dziś przyciąga uwagę, jutro może być zapomniane.

[...]

Czy marketing w branży beauty i kosmetycznej skupia się obecnie już tylko na social mediach, internecie? Czy inne rodzaje promocji są jeszcze brane pod uwagę przy kreowaniu kampanii np. nowych marek czy produktów? 

Na marketing beauty można spojrzeć z kilku stron. Z perspektywy marek to oczywiście silne oparcie o digital i social media, które budują świadomość, emocje i wizerunek. Social media to dziś bez wątpienia najważniejszy kanał pierwszego kontaktu z marką, zwłaszcza dla pokolenia Z i millenialsów.

TikTok, Instagram czy YouTube kształtują trendy i rekomendacje: np. zjawisko „TikTok made me buy it” generuje realne skoki sprzedaży. Jednak marki, które opierają się wyłącznie na social mediach, mają krótkotrwały efekt hype’u, bez trwałej lojalności.

Natomiast z perspektywy retailera komunikacja wygląda już inaczej. Opiera się głównie na marketingu partnerskim, współpracy z markami i wspólnych kampaniach, które mają napędzać sprzedaż online i offline jednocześnie. Sieci takie jak Rossmann, Super-Pharm czy Douglas budują własne platformy komunikacyjne: aplikacje, newslettery i własne media retailowe. Dla marek wejście na półkę, stacjonarnie lub wirtualnie, oznacza też widoczność  w aplikacji, w rekomendacjach, działaniach lojalnościowych etc. To zupełnie nowy ekosystem komunikacji, bardziej partnerski, zintegrowany i oparty na danych, nie tylko na zasięgu.

image

Maja Justyna, PAIH: Dominacja K-beauty: pielęgnacja, makijaż i co dalej? [ROCZNIK WK]

Mimo digitalizacji, doświadczenie na żywo wciąż ma ogromną wartość. Marki oraz retailerzy inwestują w eventy eksperckie, konsultacje, pop-upy etc. Rozwijają też strefy dermo i well-being, gdzie offline łączy się z edukacją i rekomendacją konsultantów. Reklama w prasie kobiecej i magazynach branżowych nadal funkcjonuje, ale dziś ma rolę wizerunkową, nie sprzedażową.

Kampanie telewizyjne też działają, zwłaszcza w kluczowych okresach roku oraz w kampaniach masowych marek drogeryjnych. Marki premium nadal chętnie komunikują nowości w przestrzeni miejskiej, np. na citylightach. Coraz więcej marek inwestuje w kampanie edukacyjne czy np. podcasty, bo konsumenci oczekują czegoś więcej, niż reklamy.

Co na to retail media? Jakie ma rozwiązania, propozycje dla branży beauty? 

Marketing beauty nie jest już tylko komunikacją marki, ale wspólnym przedsięwzięciem marki i retailera. Marki dostarczają emocje, a retailer – dane i kontekst. Retail media mają przewagę nad klasyczną komunikacją w social mediach, gdzie trudno powiązać ekspozycję z faktycznym zakupem. Dla marek kosmetycznych retail media to najbardziej efektywna forma inwestycji w reklamę, która daje zasięg, dane, możliwość personalizacji i pomiar ROI. Dla retailerów jest to źródło  przychodu i sposób na pogłębienie relacji z markami, ale też sposób na podniesienie atrakcyjności własnej komunikacji.

Ostatecznie zyskują też klienci, bo komunikacja staje się bardziej spersonalizowana, użyteczna i efektywna. Według danych NielsenIQ i GroupM, rynek retail media w Europie rośnie o ponad 20 proc. rocznie, a wzrost ten napędza głównie branża beauty. Jednocześnie, co ciekawe, na europejskich konferencjach skupionych wokół tematyki retail media, wciąż obecnych jest niewiele firm z branży kosmetycznej, a segment marek premium praktycznie nie jest reprezentowany. Cały czas widzę przestrzeń do rozwoju w tym obszarze.

W jakim kierunku podąża branża kosmetyczna? Czy po epoce overconsumption i kilkunastostopniowych rutyn pielęgnacyjnych przyjdzie czas na skin minimalizm? Jakie widzisz tu główne kierunki rozwoju dla branży?

Świetne pytanie. Zastanawiam się od dłuższego czasu, czy nastąpi punkt zwrotny w ciągłej pogoni za nowościami i trendami. Beauty to oczywiście emocje, ale przede wszystkim potężny biznes, więc myślę, że spowolnienie jednak nam nie grozi.

Jednak to prawda: po erze wieloetapowych koreańskich rytuałów i overconsumption przychodzi powrót do prostoty, jakości i skuteczności. Konsumenci chcą mniej produktów, ale bardziej przemyślanych, wielofunkcyjnych. Oczywiście nadal z pomocą branży przychodzą technologia i nauka. Aplikacje do analizy skóry, inteligentne lusterka, testery DNA, diagnostyka mikrobiomu, technologie, które jeszcze kilka lat temu brzmiały futurystycznie, teraz stają się codziennością.

Nadal ważne jest holistyczne podejście do piękna. Granica między kosmetykami, suplementami i zdrowiem coraz bardziej się zaciera. Dlatego cały czas wzrasta popularność suplementów beauty, adaptogenów, dermokosmetyków i trendu beauty from within. Dodatkowo zmienia się podejście w komunikacji – zamiast „anti-age” mamy „pro-age”. Zamiast obietnicy cofania czasu – dojrzałe piękno, naturalność i troskę o jakość skóry, o dobre samopoczucie. 

W beauty, podobnie jak w fashion, klienci zaczynają oczekiwać większej transparentności i przejrzystości w pochodzeniu składników, czy łańcuchach dostaw. W świecie przesytu, informacyjnego szumu, i podobnych do siebie produktów zwyciężają marki, które mają jasną filozofię, wiarygodność, dostarczają emocje i potrafią budować zaangażowanie.

Być może to koniec ery produktów “dla wszystkich”, a konsumenci wybiorą marki, które odpowiadają na współczesne potrzeby, i które naprawdę mówią ich językiem.

Powyższy artykuł jest częścią szerszego wywiadu, opublikowanego w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Ten 160-stronicowy magazyn z okładką autorstwa uznanej graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

image

Rocznik „Wiadomości Kosmetycznych” – kompendium wiedzy o rynku beauty na 2025 i dalej

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
09.01.2026 13:44
Logistyka, regulacje i automatyzacja zadecydują o konkurencyjności rynku e-commerce 2026
Packeta mat.pras.

Rosnące oczekiwania klientów, nadchodzące zmiany regulacyjne oraz dynamiczny rozwój automatyzacji sprawiają, że e-commerce wchodzi w kolejny etap dojrzałości. W 2026 roku o przewadze konkurencyjnej decydować będą nie tylko cena i marketing, ale przede wszystkim przewidywalność dostaw, odporność operacyjna i zdolność do skalowania procesów logistycznych – także w sprzedaży cross-border. O kluczowych wyzwaniach i kierunkach rozwoju rynku mówi Marcin Prusak, wiceprezes zarządu Packeta Poland & Germany

Od czego zależy lojalność klienta?

Jednym z największych wyzwań dla branży e-commerce w nadchodzących latach będzie zdolność do pozyskiwania i utrzymywania klientów w warunkach coraz większej konkurencji oraz rosnącej świadomości konsumentów. Cena przestaje być jedynym kryterium wyboru. Klienci oczekują dziś przewidywalności, transparentności i pełnej kontroli nad procesem zakupowym. Z perspektywy logistyki oznacza to konieczność skracania lead time, precyzyjniejszego forecastingu i utrzymania maksymalnej stabilności operacyjnej – niezależnie od sezonu czy wolumenu. 

Z mojego doświadczenia, chociażby przy budowie sieci dystrybucyjnych Tesli w regionie EMEA, wynika jednoznacznie, że lojalność klienta nie jest wyłącznie efektem kampanii marketingowych, lecz przede wszystkim konsekwencją jakości operacji. W Packeta widzimy to bardzo wyraźnie – konsumenci w Polsce czy Niemczech nie oczekują już tylko „jak najszybszej” dostawy, ale dostawy, która zawsze spełnia obiecaną jakość: bez opóźnień, zmiany terminów i niejasnej komunikacji. To fundamentalnie zmienia definicję konkurencyjności w e-commerce.

image

Amazon Prime Day 2025: kosmetyczni zwycięzcy wydarzenia zakupowego roku [ROCZNIK WK 2025/26]

Regulacje i ESG – rynek wchodzi w fazę dojrzałości

Jednocześnie branża musi przygotować się na zmiany regulacyjne, które w pełnym zakresie zaczną obowiązywać od 2026 roku. Mam na myśli nie tylko raportowanie ESG, które wymusi większą transparentność w zakresie emisji, sposobu pakowania czy recyklingu, ale też przepisy dotyczące danych, automatyzacji oraz dostaw cross-border. Firmy będą musiały dostosować się do nowych norm środowiskowych, obowiązku raportowania wpływu środowiskowego, bardziej rygorystycznych zasad etykietowania oraz możliwych zmian w podatkach dla dostaw międzynarodowych. 

Nowe regulacje zwiększą złożoność operacyjną i koszty zgodności, szczególnie w handlu międzynarodowym. Z mojego doświadczenia wynika, że firmy, które odpowiednio wcześnie przygotowują operacje pod przyszłe regulacje, zyskują realną przewagę kosztową i wizerunkową. Europejski rynek e-commerce będzie coraz bardziej regulowany, a łańcuchy dostaw bardziej złożone i wymagające precyzyjnego zarządzania.

Automatyzacja i AI jako fundament skalowania

W mojej ocenie nie da się dziś mówić o skalowaniu e-commerce bez zaawansowanej automatyzacji i sztucznej inteligencji. W 2026 roku kluczową rolę odegrają predykcyjne modele forecastingu, dynamiczny routing, inteligentne systemy sortowania czy roboty AMR w magazynach, które pozwalają skracać SLA, obniżać koszt jednostkowy i utrzymywać jakość operacji przy rosnących wolumenach. 

image

AI wchodzi w zakupy: klienci chcą wygody, a sprzedawcy – efektywności

AI coraz częściej wykorzystywana jest także w obsłudze klienta – przejmując powtarzalne zapytania, skracając czas reakcji i redukując koszty wsparcia. W logistyce ostatniej mili technologie te umożliwiają optymalizowanie zasobów, przewidywanie przeciążeń sieci i zarządzanie wolumenem w czasie rzeczywistym, co ma kluczowe znaczenie w okresach szczytów sprzedażowych.

Logistyka jako przewaga, nie koszt

Jednym z najczęstszych błędów, które obserwuję w e-commerce, jest traktowanie kosztów operacyjnych jako obszaru drugoplanowego. Wiele firm koncentruje się na wzroście sprzedaży i marketingu, podczas gdy to operacje – w tym koszty zwrotów, pick & pack, prognozowanie popytu i optymalizacja sieci – realnie decydują o rentowności. Z mojego doświadczenia z pracy w Amazonie i Tesli wynika, że nawet niewielkie nieefektywności operacyjne mogą generować duże straty, a dobrze wdrożony forecasting znacząco obniża koszt jednostkowy. W Packeta obserwujemy to samo – firmy, które rozumieją swoje procesy, rosną szybciej i stabilniej.

Równie istotnym problemem jest postrzeganie logistyki wyłącznie jako kosztu, a nie źródła przewagi konkurencyjnej. Przewidywalność dostawy, wybór formy odbioru, jakość komunikacji i sprawny zwrot bezpośrednio wpływają na to, czy klient wróci do sklepu. Skalowanie e-commerce wymaga jasno zdefiniowanych KPI, standaryzacji i powtarzalnych procesów. Bez nich nawet najlepszy model biznesowy traci efektywność wraz ze wzrostem wolumenów.

Co więcej, w Packeta już od kilku lat rozwijamy model multi-network w logistyce ostatniej mili, gdzie łączymy własną sieć punktów odbioru i automatów z infrastrukturą innych operatorów. To podejście daje większą elastyczność, pozwala obniżać koszty dostawy i znacząco poprawia skuteczność pierwszego doręczenia. W mojej ocenie jest to jeden z kluczowych kierunków rozwoju europejskiej logistyki. 

Cross-border i nowe modele operacyjne

Coraz większe znaczenie zyskuje również sprzedaż cross-border, która wymaga nie tylko dobrej oferty, ale przede wszystkim skalowalnych i powtarzalnych procesów logistycznych. Widzimy rosnące zainteresowanie dynamicznym ustalaniem cen dostaw międzynarodowych w oparciu o dane o popycie, obciążeniu sieci czy dostępności zasobów. Dynamic pricing w logistyce jest tym, czym kiedyś stało się RTB w reklamie – pozwala optymalizować koszty i reagować w czasie rzeczywistym na zmieniające się warunki.

Wszystkie te elementy – wymagający klienci, regulacje, automatyzacja i nowe modele logistyczne – sprawiają, że 2026 rok będzie testem odporności operacyjnej dla całej branży. W mojej ocenie wygrają te firmy, które już dziś inwestują w stabilność dostaw, skalowalne procesy i technologie pozwalające reagować na zmiany w czasie rzeczywistym. E-commerce wchodzi w etap, w którym przewagę buduje się nie szybkością decyzji marketingowych, lecz jakością operacji.

Marcin Prusak

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
13. styczeń 2026 00:06