StoryEditor
Wywiady
20.02.2014 00:00

Jaga Hupało: Niezaspokojona potrzeba tworzenia

Jaga Hupało: W życiu osobistym, jak i zawodowym, hołduję teorii porządku absolutnego / Marek Straszewski
Kobieta, która lubi wychodzić poza schemat. Pokazuje, że fryzjerstwo to prawdziwa sztuka. Jej nazwisko znalazło się na liście stu najbardziej wpływowych Polek magazynu „Elle”. Jest znana ze stylizacji fryzur dla wiodących polskich magazynów luksusowych, jak również z graficznej, czarnej grzywki. Kreuje i produkuje autorskie kolekcje fryzur, działania performatywne i video art – jedno z nich było prezentowane w londyńskim Barbicanie. Tworzy instalacje z pogranicza designu dla znanych galerii sztuki w tym Zachęty i CSW, zaprojektowała peruki do oper „Eugeniusz Oniegin”, „Madame Butterfly”, „Król Roger”, „Dama pikowa” i „Otello” w reżyserii Mariusza Trelińskiego oraz dla Teatru Polskiego w spektaklach „Irydion”, „Szkoła Żon”. Kreuje stylizacje fryzur do filmów m.in. „Papusza” Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze, musicali „Koty”, „Deszczowa Piosenka”, „Alladyn” i „Taniec Wampirów” w reżyserii Romana Polańskiego. Pracuje przy sesjach zdjęciowych, pokazach mody i kampaniach reklamowych. Potrafi pracować zarówno na lodowcu, jak i w tropikach. Przed Państwem: Jaga Hupało.

Albert Einstein powiedział, że „prawdziwa sztuka to taka, która powstaje dzięki potrzebie tworzenia". Jakby się mogła Pani ustosunkować do tego cytatu w kontekście swojego życia i pracy?

Myślę, że słowa Einsteina są bardzo czytelne dla wszystkich, którzy odczuwają silną potrzebę kreacji. Od najmłodszych lat musiałam coś tworzyć na różnych płaszczyznach, przede wszystkim plastycznych i muzycznych – robiłam to wyłącznie dla siebie, gdyż tak podpowiadał mi mój głos wewnętrzny. Miałam to szczęście, że szybko ukierunkowałam swoją pasję, która w niedalekiej przyszłości stała się również moim zawodem. Jednak, mimo upływu lat, pozostał we mnie wewnętrzny bunt i chęć przekraczania kolejnych granic własnej wyobraźni – to pomaga mi w codziennej pracy i stale daje mi siłę i chęci do działania.


Jak przebiega u Pani proces twórczy?

W dużej mierze zależy to od projektu, nad którym pracuję. Najczęściej zaczynam od oczyszczenia umysły z chaosu myśli, gdyż każde nowe wydarzenie traktuję jako swoisty początek. Inspirację czerpię z otaczającego mnie świata – natury, podróży, architektury, sztuki, zarówno tej wysokiej, jak i amatorskiej. A przede wszystkim od ludzi, których ciągle spotykam na swojej drodze – rozmowy, obcowanie z nimi, ich spojrzenie na świat są prawdziwą inspiracją.


Po kim odziedziczyła Pani zacięcie artystyczne?

Przez długi czas myślałam, że moja droga to osobiste odkrycie. Jednak z biegiem lat zauważyłam sporo zależności i wspólnych wątków w mojej bliższej i dalszej rodzinie. Poza tym dziedzictwem, szukałam wartościowych wzorów wśród ludzi, których uznawałam za autorytet w różnych dziedzinach życia. Rodzinie jestem wdzięczna za to, że nikt mi nie przeszkadzał w moich nieustannych eksperymentach.


Kiedy fryzjerstwo stało się Pani pasją?

Jako nastolatka udałam się do salonu mojego pierwszego mistrza Edwarda Szymańskiego, który przyjął mnie na swoją uczennicę. To było magiczne miejsce, szczególnie jak na tamte dosyć szare czasy. Byłam zachwycona jego atmosferą, zapachem oraz oraz efektami pracy mistrza, które mogłam na co dzień podziwiać i współtworzyć. Tempo było zawrotne, a przez drzwi ciągle wchodziły coraz to nowe klientki. Mój upór oraz silna potrzeba zdobycia edukacji i wiedzy i dłonie, które po lekcjach pianina były bardzo plastyczne – pozwoliły mi w krótkim czasie pracować przy boku mistrza. Praca sprawiała mi wielką przyjemność, nie czułam zmęczenia, znużenia. Wtedy uświadomiłam sobie, że jest to kierunek, który nadaje szczególny wymiar mojej egzystencji. Po kilku latach zapragnęłam tworzyć według własnych wizji, reguł
i intuicji, co doprowadziło mnie do usamodzielnienia i pierwszej, autorskiej pracowni, którą otworzyłam w wieku dziewiętnastu lat.

 

image

Rozwój wymaga ciągłego doskonalenia własnych umiejętności. Talent to za mało, aby przyjąć na siebie odpowiedzialność za wizerunek i poczucie komfortu osób, które powierzają nam siebie

Marek Straszewski


Właśnie, jak się dochodzi do takiej pozycji, jaką osiągnęła Pani w branży?

Bardzo dziękuję za tak ciepłe słowa. Myślę, że na swój sukces artysta pracuje całe życie, nieprzerwanie każdego dnia. Osobiście nie znam ludzi sukcesu, którzy nie wyszli poza schemat, bądź ciężko na niego nie zapracowali. Mnie na pewno pomogło ukierunkowanie swojej drogi na dosyć wczesnym etapie życia, jak również mój pierwszy mistrz, który był świetnym wzorem do naśladowania, oraz to, że zaryzykowałam i zdecydowałam się działać pod swoim nazwiskiem. Choć ustrój polityczny nie służył wyjazdom zagranicznym, jak tylko miałam okazję, wyjeżdżałam i obserwowałam świat. Dzięki rodzinie w Londynie brałam udział w seminariach i szkoleniach, gdzie poznawałam nowe techniki i trendy.
Przełomem w mojej karierze zawodowej był pierwszy autorski pokaz w Poznaniu. Zaproponowałam odważne neonowe kolory w psychodelicznej scenerii i niezwykłej oprawie muzycznej – wszystko udało się dzięki wsparciu pięknoduchów, którymi się otaczałam. Zaraz po tym wydarzeniu udzieliłam wielu wywiadów oraz pojawiła się propozycja stworzenia fryzury na okładkę magazynu „Elle”. Później nastąpił etap dojazdowy, gdzie przemierzałam setki kilometrów, aby realizować sesje zdjęciowe, klipy muzyczne oraz inne projekty artystyczne. Moje życie prywatne również się zmieniło – już jako młoda mama mojej córki Ani przeniosłam się do Warszawy, która stała się moim kolejnym domem. Pracowałam bardzo intensywnie, od samego początku współtworząc powstające właśnie środowisko modowe w Polsce. To był wyjątkowy czas, era nowej estetyki i wielkich talentów, które debiutowały na scenach operowych, deskach teatrów, planach filmowych, wytwórniach muzycznych, czy też agencjach modelek. Znane magazyny modowe otwierały swoje redakcje odpowiadając na rosnące potrzeby kraju po zmianie polityczno-gospodarczej.
Spełniałam się twórczo, mój kalendarz był zapisany fantastycznymi projektami i częstymi podróżami. Podczas jednej z nich, w Waszyngtonie, poznałam moją ówczesną miłość, z którą związałam swoje życie zawodowe i prywatne. Związek ten trwał dekadę. Łączyła nas pasja kreacji – nowych miejsc, linia kosmetyków, a przede wszystkim nasze największe dzieło, córka Antonina.


Jak udaje się Pani pogodzić tak wiele zajęć z macierzyństwem?

Moje dzieci są moim natchnieniem i wszelkie swoje działania podporządkowuję im. Nigdy nie dzieliłam życia na czas pracy i czas prywatny, dla mnie to dwa powiązane i wspierające się światy, w których moje najukochańsze córki płynnie poruszają się od najmłodszych lat.

 

Swoją pracownię otworzyła Pani w industrialnych wnętrzach starej Fabryki Koronek przy ulicy Burakowskiej. Dlaczego wybrała Pani akurat to miejsce?

Przestrzeń ma dla mnie ogromne znaczenie w pracy. Nie mogę tworzyć bez odpowiednich warunków. Zawsze interesowałam się designem, technologią – po podjęciu decyzji o przeprowadzce zapragnęłam miejsca, które byłoby czymś więcej niż pracownią fryzjerską. Wymarzyłam sobie, że tam gdzie tworzę, co chwilę rodzą się nowe idee, jest to miejsce kulturalnych spotkań i wymiany poglądów, gdzie będzie wystarczająco dużo swobody, aby organizować i realizować różne wydarzenia.
Po wyczerpujących poszukiwaniach, kiedy już zaczęłam wątpić w to, że uda mi się znaleźć taki adres w Warszawie, Joanna Klimas pokazała mi wnętrza przy ul. Burakowskiej, która oczywiście nie była wtedy tak piękna, jak widzimy to dziś, lecz jej atutem był artystyczny potencjał i energia, która w krótkim czasie przyciągnęła grono wyjątkowych fotografików mody, między innymi Marka Straszewskiego i Jacka Porembę, którzy otworzyli tu swoje studia. Później powstała legendarna już agencja modelek Division, agencja reklamowa DDB, francuskie studio 3D oraz pierwsza redakcja magazynu „Aktivist”. Stara Fabryka Koronek na Burakowskiej stała się ulubionym miejscem spotkań ludzi znanych z branżą mody, mediów i reklamy.
 To właśnie tu stworzyłam wspólnie z moim byłym partnerem pracownię Jaga Hupało & Thomas Wolff. Przedsięwzięcie to wymagało od nas mnóstwo przygotowań, planów, nieprzespanych nocy i finansowego wkładu, który przełożył się na wyjątkową jakość i komfort naszych klientów. Nasza pracownia wyznaczyła nowy standard usług i spojrzenia na tę wyjątkową dziedzinę sztuki, jaką jest fryzjerstwo.


Rozwój wymaga ciągłego doskonalenia własnych umiejętności. Talent to za mało, aby przyjąć na siebie odpowiedzialność za wizerunek i poczucie komfortu osób, które powierzają nam siebie. Ja i mój zespół musimy, nie dość że być na bieżąco ze wszystkim, co dotyczy naszej dziedziny, to zawsze staramy się wyprzedzać oczekiwania naszych klientów. Jako kreator nie podążam ślepo za obowiązującymi trendami, za którymi często stoją ogromne pieniądze. Tworzę autorskie kolekcje fryzur oraz wprowadzam w życie idee, które uważam, za potrzebne moim klientkom i klientom. Tak właśnie powstała Akademia, w której regularnie szkolimy najpierw siebie, a następnie pomysły, które uważamy za godne uwagi. Trafiają one do naszych programów szkoleniowych dla stylistów, którzy chcą poszerzać swój wachlarz umiejętności z zakresu technik strzyżenia, koloryzacji, trychologii czy też indywidualnego, kreatywnego podejścia do pracy w zespołach produkcyjnych, filmowych i fotograficznych.
Linia produktów powstała drogą naturalnych potrzeb. Wraz z moim zespołem stwierdziliśmy, że brakuje nam odpowiednich produktów w naszej codziennej pracy, więc po długich dyskusjach i wszelkich możliwych testach – wprowadziliśmy je w życie. Szybko zostały zauważone i docenione przez rynek oraz klientów. Teraz pracujemy nad zupełnie nowymi, ale o tym chętnie opowiem, jak będą gotowe.


Leszek Czajka chce, żeby mówić o nim fryzjer, a Pani?

Ostatnio zastanawiałam się nad sensem słów „fryzjer" oraz „klient" – mam wrażenie, że to zaszłość. Nie wymyśliłam jeszcze terminów, które w wystarczający sposób mogłyby zastąpić wyżej wymienione. Na mojej wizytówce widnieje „Art director" i myślę, że to oddaje moją działalność, która już od dawna wykracza poza granice mojej pracowni Born to Create. Jednak to właśnie pracownia zawsze była osią moich działań i kolebką, w której rodzą się wszystkie moje pomysły.


Jak przebiega w Polsce ewolucja zawodu fryzjera stylisty?

Kilka dni temu miałam przyjemność udzielić wywiadu w pierwszej rozgłośni radiowej, która w pełni poświęcona jest tematyce fryzjerskiej – było to jednocześnie wspaniałe doświadczenie, jak i niezwykłe odkrycie. Jestem dumna z fryzjerstwa w Polsce, z tego jak my, Polacy, szybko przyswoiliśmy tajniki tego zawodu, który zresztą był prężnie uprawiany przez wiele lat w naszej ojczyźnie. Myślę, że jako spadkobiercy spuścizny wielkiego Antoniego Cierplikowskiego, który wpisał się złotymi literami w historię świata sztuki, coraz wyżej podnosimy poprzeczkę.
Nasi styliści zdobywają laury w konkursach międzynarodowych i są zapraszani do udziału w największych imprezach na świecie. Pokolenie młodych stylistów, kreatywnie zbuntowane i wolne od kompleksów, ciągle zaskakuje mnie swoim bardzo świeżym spojrzeniem na sztukę fryzjerską. Jedyną rzeczą, nad którą nieco ubolewam, jest system edukacji, który ciągle jeszcze nie jest doskonały – ale myślę, że również tu nastąpią zmiany – są tylko kwestią czasu i zależą od dobrych chęci rządzących. W ostatnich miesiącach miałam przyjemność gościć kilkakrotnie w naszej Akademii nauczycieli ze szkół branżowych i wymieniać poglądy na temat programu edukacyjnego. Po szkoleniach przeprowadzonych przez moich edukatorów jestem pełna nadziei, że w ich szkołach powstaną nowe przedmioty podnoszące świadomość młodego pokolenia przyszłych twórców.


Czy w dzisiejszych czasach fryzjerstwo ma jeszcze jakieś ograniczenia, czy tylko the sky is the limit?

Wierzę, że człowiek jest nieskończonym źródłem talentów i od nas samych zależy, w jakim stopniu mamy chęci je rozwijać i ile jesteśmy w stanie poświęcić, aby osiągnąć obrane cele. Nie zapominajmy jednak, iż pomimo wsparcia ze strony nowoczesnej technologii, przygotowania artystycznego i gotowości do kreacji – nasze realizacje są zdeterminowane naturalnymi uwarunkowaniami i ulotnością piękna. Dlatego głównym nurtem estetycznym jest nieustanna dbałość o nasze zdrowie, które jest źródłem naturalnego piękna.


Według Pani piękno to…?

Stan emocjonalnego uniesienia, który został wywołany w wyniku jakiegoś zdarzenia, spotkania czy obserwacji. Dlatego też piękno odnajduję w naturze, ludziach i ich twórczości.


Jaka jest Pani estetyka?

W życiu osobistym, jak i zawodowym, hołduję teorii porządku absolutnego. Dzięki temu w swoich działaniach dążę do harmonii formy. Linearność, grafika, surowość formy to część stylu, który preferuję – jest to punkt wyjścia do dalszej ewolucji i szerszego spojrzenia na konkretny temat.


Strona Pani pracowni jagahupalo.pl jest utrzymana w popartowym klimacie. Czy właśnie taki styl jest Pani najbliższy?

Witryna pracowni Born to Create zmienia się wraz z nami, naszą estetyką, nowymi możliwościami wyrazu, jednak przejrzystość przekazu to cecha niezmienna. Różnokolorowe moduły przedstawiają nasz system pracy, każdy kolor jest przypisany bardzo konkretnym, ale ciągle ewoluującym działaniom. Nasza komunikacja od samego początku działalności jest bardzo spójna, a przez lata stała się dialogiem z naszymi odbiorcami. Nie jesteśmy oczywiście obojętni i bardzo lubimy nowe media. Strona internetowa to nasza wizytówka, szeroko przedstawiająca naszą globalną misję. Wszelkie aktualności umieszczamy na Facebooku: Jaga Hupalo Born to Create, instagramie.com/jagahupalo, vimeo.com oraz w serwisie natemat.pl, gdzie pojawiają się felietony tematyczne.
Styl popartowy to barwna i zrozumiała sztuka szerokiej komunikacji, która aktualnie oddaje nasz mikroklimat, miejsce, gdzie się znajdujemy, oraz artystów, którzy z nami współpracują. Naszą domeną jest ciągłe poszukiwanie nowej jakości i rozwiązań, więc w niedalekiej przyszłości pojawimy się w nowej wirtualnej odsłonie.


Andy Warhol niejednokrotnie podkreślał, że artyści pop tworzyli obrazy, które każdy z przechodniów z Brodwayu był w stanie rozpoznać w ułamku sekundy. Czy Pani klienci mają jakiś wspólny pierwiastek, który identyfikuje ze „sprawcą" metamorfozy?

Konceptualność naszych form i kolorów, precyzja wykonania fryzur, a przede wszystkim zadbane i piękne włosy – to ten wspólny pierwiastek.


Jest Pani wymagającym szefem?

W moim języku wymagania to cele, wizje oraz postawa, która sprzyja współtworzeniu. Cenię pasję, pełne zaangażowanie oraz dynamikę w działaniu, oczywiście przy zachowaniu bardzo wysokich standardów pracowni Born to Create. Mój team to dzieło, które ciągle doskonalę, doskonaląc siebie.


Jak dobiera Pani współpracowników?

Moi współpracownicy to artyści, o różnej wrażliwości, osobowości – droga każdego z nich do stania się częścią zespołu była bardzo indywidualna. Aby znaleźć się w Create Team, kandydat musi przekonać mnie o swojej autentycznej pasji, chęci rozwijania talentu i świadomości wyzwań, jakie wiążą się z tą niezwykłą działalnością.


A kto jest odpowiedzialny za włosy Jagi Hupało?

W studio przy Burakowskiej w Warszawie mam radość współpracować z bardzo zdolnymi ludźmi. Niektórzy z nich są ze mną już ponad dekadę. To oni troszczą się również o mój wizerunek. Powierzam im swoje włosy. Koncepcja fryzury jednak zawsze pozostaje moją wolą. Swoje włosy również wykorzystuję do eksperymentów z nowymi kosmetykami, nad którymi pracuję.


Pani Create Team realizuje projekty dla opery, teatru, galerii, przygotowuje pokazy mody, sesje zdjęciowe, kampanie reklamowe. Czy Pani wyobraźnia czuje jeszcze jakiś niedosyt?

W mojej naturze jest ciągła potrzeba tworzenia, a niezaspokojony głód kreacji jest moją energią życiową. Dzięki nowym technologiom i nieograniczonym horyzoncie ich możliwości czuję, że wkraczamy w najciekawszy okres twórczy.


Jakie są Pani propozycje fryzur na sezon wiosna-lato?

Podczas tegorocznych pokazów oraz Tygodni Mody w Łodzi i w Londynie nasza pracownia Born to Create przedstawiła kilka kierunków stylizacji fryzur.
W Londynie dla Krystofa Stróżyny zaprojektowałam kolekcję ekskluzywnych autorskich peruk, o precyzyjnych, technicznych liniach strzyżenia i futurystycznym wydźwięku – spotkały się z ogromnym entuzjazmem publiczności, krytyków i dziennikarzy. W naszej pracowni cieszą się popularnością wśród klientek szczególnie tych, które nie chcą rezygnować z długich włosów – sukcesywnie przyjmujemy zamówienia.
Na pokazie Nenukko hitem okazały się streetowe formy wzbogacone feerią barw w wielowątkowych upięciach inspirowanych m.in. turbanami, dodatkowo ozdobiliśmy je chustami, łańcuszkami i innymi modowymi akcesoriami.
Dla Ani Kuczyńskiej zaprojektowaliśmy i wykonaliśmy delikatne, lśniące formy niezwykle subtelne i kobiece.
Dla MMC Studio stworzyliśmy eleganckie gładkie stylizacje podkreślone kręconymi włosami, z akcentem neonowych barw na przedziałkach. Opisane powyżej wizje to tylko niektóre z naszych propozycji trendów na najbliższy sezon.


Czego mogę Pani życzyć?

Na początku roku każdy z nas tworzy listę życzeń i planów, ja również. Będę szczęśliwa, jeśli za dwanaście miesięcy wszystkie z tej listy uda się zrealizować.


Dziękuję za spotkanie.

Ja również dziękuję, a Czytelnikom „Wiadomości Kosmetycznych” przesyłam gorące pozdrowienia.


Rozmawiała:
fanka popartu i ludzi z pasją
Agnieszka Saracyn-Rozbicka

Zdjęcie na okładce i tytułowe do wywiadu:
producer: Kazimierz Schmidt/JAGA HUPAŁO Born to Create, photo: Marek Straszewski
stylist: Sebastian Kobielski/JAGA HUPAŁO Moodbox
hair stylist: Creative Team/JAGA HUPAŁO Born to Create   
płaszcz: Gosia Baczyńska, akcesoria: Maldoror
Zdjęcia w artykule:
Nenukko: fot. materiały prasowe
Krystof Stróżyna: fot. materiały prasowe
MMC Studio: fot. Piotr Sitarsky
Ania Kuczyńska: fot. materiały prasowe
 

 

 

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
30.01.2026 11:17
Karolina Starmach, Dela Cosmetics: Unijne regulacje są impulsem do innowacji kosmetycznych, a nie barierą rozwoju
Karolina Starmach, export manager w Dela Cosmeticsmat.pras.

Nie da się dziś konkurować globalnie, oszczędzając na R&D. Firmy kosmetyczne muszą zaakceptować fakt, że inwestycje w reformulacje są stałym elementem biznesu, a nie jednorazowym kosztem. Z mojego doświadczenia wynika jednoznacznie, że unijne regulacje są impulsem do innowacji, w długiej perspektywie wzmacniając konkurencyjność europejskich – w tym też polskich – producentów – uważa Karolina Starmach, export manager w firmie Dela Cosmetics.

Przez pięć lat pracowała pani jako technolog, poznając branżę kosmetyczną od najdrobniejszych – i to dosłownie – podstaw. W jaki sposób dogłębna znajomość receptur i procesu produkcji wpływa dziś na rozmowy z zagranicznymi partnerami i budowanie zaufania do marki kosmetycznej? W czym takie doświadczenie pomaga?

Dogłębna znajomość receptur i procesów produkcyjnych realnie skraca dystans w rozmowach z zagranicznymi partnerami. Przez pięć lat pracy jako technolog nauczyłam się myśleć o produkcie nie tylko marketingowo, ale przede wszystkim procesowo i jakościowo. Dziś, jako export manager, mogę prowadzić rozmowy również na poziomie merytorycznym, co znacząco zwiększa wiarygodność firmy. W praktyce oznacza to, że partnerzy szybciej podejmują decyzje, bo widzą, że po drugiej stronie jest osoba, która rozumie ryzyka technologiczne, ograniczenia surowcowe i regulacyjne. To buduje zaufanie do producenta, a nie tylko do samego produktu. 

Unia Europejska regularnie wprowadza ograniczenia, dotyczące stosowania określonych składników. Jak te regulacje wpływają na konkurencyjność europejskich, w tym polskich, producentów kosmetyków na rynkach międzynarodowych? Czy producenci traktują te regulacje jako bariery w rozwoju czy jako impuls do ciągłych innowacji?

Z mojego doświadczenia wynika jednoznacznie, że unijne regulacje są impulsem do innowacji, a nie barierą rozwoju. Oczywiście wymagają one dużych nakładów pracy, ale w długiej perspektywie wzmacniają konkurencyjność europejskich producentów. Firmy działające w UE uczą się projektować produkty bardziej świadomie, bezpiecznie i przyszłościowo. Dzięki temu na rynkach międzynarodowych europejskie – w tym polskie – kosmetyki są postrzegane jako bardziej zaawansowane technologicznie i godne zaufania. To bardzo silny argument eksportowy. 

Zakazy i ograniczenia dotyczące składników często oznaczają konieczność reformulacji obecnych na rynku produktów. Jak firmy kosmetyczne mogą pogodzić rosnące koszty R&D z oczekiwaniami rynków zagranicznych, dotyczącymi ceny i jakości?

Nie da się dziś konkurować globalnie, oszczędzając na R&D. Firmy kosmetyczne muszą zaakceptować fakt, że inwestycje w reformulacje są stałym elementem biznesu, a nie jednorazowym kosztem. Kluczowe jest jednak rozsądne zarządzanie tym procesem: projektowanie formulacji w taki sposób, aby były możliwie „odporne” na przyszłe zmiany regulacyjne oraz skalowalne na różne rynki. W ten sposób koszty R&D stają się inwestycją, która zwraca się w postaci dłuższego cyklu życia produktu i większej elastyczności eksportowej.  

image

Dorota i Wojciech Soszyńscy, Oceanic: Branża kosmetyczna nie wybacza zastoju [ROCZNIK WK 2025/26]

Czy doświadczenie technologiczne pomaga pani lepiej odpowiadać na pytania i obawy dystrybutorów dotyczące bezpieczeństwa, skuteczności i zgodności produktów z lokalnymi przepisami? Czy wiedza techniczna i technologiczna pomaga w sprzedaży B2B?

Tak – i to w sposób fundamentalny. W sprzedaży B2B, szczególnie w eksporcie, decyzje nie są podejmowane wyłącznie na podstawie ceny czy estetyki produktu. Dystrybutorzy oczekują konkretnych, rzetelnych odpowiedzi dotyczących bezpieczeństwa, stabilności, skuteczności i zgodności z lokalnym prawem. Moje doświadczenie technologiczne pozwala prowadzić rozmowy na poziomie faktów, a nie ogólników. To znacząco przyspiesza proces sprzedaży i zwiększa zaufanie do producenta jako długoterminowego partnera. 

Dlaczego pani zdaniem eksport, czyli ekspansja zagraniczna, nie jest już opcją dla działalności, ale często staje się koniecznością dla producentów kosmetyków? Jak szukacie takich nowych rynków zbytu?

Rynek lokalny, nawet jeśli dynamiczny, nie jest dziś wystarczający, aby zapewnić stabilny rozwój producenta kosmetyków. Eksport przestał być dodatkiem do działalności – stał się jej naturalnym kierunkiem. Dla firm takich jak Dela Cosmetics, które oferują wysoką jakość i elastyczność produkcyjną, ekspansja zagraniczna jest logicznym krokiem. Nowych rynków nie szukamy przypadkowo – analizujemy ich potencjał regulacyjny, potrzeby konsumenckie i dojrzałość rynku private label. 

image

P-beauty Made in Poland może osiągnąć sukces [ROCZNIK WK 2025/26]

Czym firma powinna się kierować przy wyborze nowych rynków eksportowych: wielkością rynku, trendami konsumenckimi i modami, barierami regulacyjnymi czy dopasowaniem do DNA marki? 

Przy wyborze nowych rynków eksportowych najważniejsze jest dopasowanie do kompetencji producenta i DNA marki, a nie sama wielkość rynku czy chwilowe trendy konsumenckie. Duży, modny rynek może wyglądać atrakcyjnie w analizach, ale jeśli nie jest gotowy na oferowaną jakość, poziom cenowy lub model współpracy, bardzo szybko staje się kosztownym błędem strategicznym. 

Z perspektywy producenta kosmetyków kluczowe jest realistyczne spojrzenie na własne możliwości: zaplecze technologiczne, elastyczność produkcji, gotowość do adaptacji receptur oraz zdolność spełnienia lokalnych wymogów regulacyjnych. Rynek, który wymaga całkowitej zmiany portfolio lub modelu biznesowego, rzadko jest dobrym punktem startowym dla eksportu. W Dela Cosmetics nowe rynki analizujemy wielowymiarowo. Oczywiście bierzemy pod uwagę wielkość rynku i potencjał sprzedażowy, ale traktujemy je jako warunek konieczny, a nie decydujący. Znacznie ważniejsze są dojrzałość rynku private label, świadomość konsumentów, stabilność regulacyjna oraz dostęp do rzetelnych partnerów dystrybucyjnych. 

Co pomaga najlepiej w eksploracji nowych rynków? Targi, stowarzyszenia, eventy branżowe?

W eksploracji nowych rynków kluczową rolę odgrywają targi i bezpośrednie spotkania branżowe. To właśnie tam można szybko zweryfikować realne zainteresowanie produktem, poziom wiedzy potencjalnych partnerów oraz ich podejście do jakości i zgodności regulacyjnej. Żadne raporty czy analizy nie zastąpią rozmów twarzą w twarz, podczas których bardzo szybko widać, czy dana współpraca ma potencjał długoterminowy. Istotnym wsparciem są również stowarzyszenia branżowe i lokalne instytucje wspierające eksport, jednak traktujemy je jako narzędzie uzupełniające. Decydujące znaczenie ma zawsze praktyczna weryfikacja rynku – rozmowy, testowe projekty i stopniowe budowanie obecności, zamiast gwałtownej ekspansji bez zaplecza operacyjnego. 

Jak bardzo trzeba dziś dostosowywać produkt (pod kątem składu, komunikacji z rynkiem i konsumentem, opakowania) do lokalnych rynków? Czy i gdzie jest granica między adaptacją a utratą spójności, DNA marki?

Produkt musi być dostosowany do lokalnych rynków, szczególnie pod kątem składu i komunikacji, ale nie może tracić swojej tożsamości. Granica adaptacji przebiega tam, gdzie zmiany zaczynają rozmywać to, co stanowi o unikalności marki. 

Najlepsze efekty osiągają firmy, które potrafią zachować spójny rdzeń produktu, jednocześnie elastycznie reagując na lokalne potrzeby. To wymaga bardzo dobrej współpracy działów technologii, sprzedaży i marketingu. 

image

Diagnoza innowacyjności branży kosmetycznej. Co wynika z badania PZPK?

Jakie największe różnice regulacyjne zauważa Pani pomiędzy rynkiem UE a rynkami pozaeuropejskimi (np. Ameryki, Azja) i jak wpływają one na strategię eksportową firmy?

Największą różnicą jest brak jednolitości regulacyjnej poza UE. Podczas gdy Unia Europejska oferuje spójne ramy prawne, rynki takie jak USA czy Azja wymagają indywidualnego podejścia do każdego kraju, a czasem nawet regionu. To bezpośrednio wpływa na strategię eksportową – zmusza producentów do większej elastyczności technologicznej i bardzo dobrego przygotowania dokumentacyjnego. Firmy, które nie mają zaplecza technologicznego, często nie są w stanie skalować eksportu poza Europę. 

Jak Pani ocenia potencjał polskich marek kosmetycznych, jaką mają opinię na świecie? Co z perspektywy eksportu może okazać się największym wyzwaniem (a może i szansą?) w najbliższych latach? Czym polscy producenci mogą konkurować na świecie?

Polskie marki kosmetyczne mają bardzo duży, wciąż niewykorzystany potencjał eksportowy. Są coraz lepiej postrzegane jako producenci oferujący dobrą jakość, nowoczesne składy i rozsądny poziom cen. Największym wyzwaniem będzie dalsze różnicowanie się na tle globalnej konkurencji. Jednocześnie jest to ogromna szansa – polscy producenci mogą konkurować elastycznością, zapleczem technologicznym, szybkością reagowania na trendy i bardzo dobrą znajomością regulacji.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
22.01.2026 10:58
Hanna Kryvda, Green Pharm Cosmetic: Marka musi być skuteczna, transparentna i etyczna [ROCZNIK WK 2025/26]
Hanna Kryvda, head of sales EU w Green Pharm CosmeticGreen Pharm Cosmetic

Na rynku polskim ogromną wartość ma uczciwość marki i transparentność komunikacji. Dla lokalnych konsumentów istotne jest, kto stoi za produktem, gdzie i jak jest on wytwarzany. Polski konsument, niezależnie od wieku, wybiera nie tylko krem czy serum, lecz filozofię, wiarygodność naukową i wartości, z którymi chce się utożsamiać – mówi Hanna Kryvda, head of sales EU w Green Pharm Cosmetic, w wywiadzie opublikowanym w Roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Jakie kluczowe czynniki zadecydowały o sukcesie Green Pharm Cosmetic na rynku ukraińskim w segmencie kosmeceutyków?

Podstawą sukcesu marki stało się połączenie naukowego podejścia, wysokiej jakości produktów oraz ścisłej współpracy ze środowiskiem profesjonalnym – dermatologami, kosmetologami i farmaceutami.

Od początku stawialiśmy na synergię naturalnych ekstraktów roślinnych i ziół z nowoczesnymi technologiami. Dzięki temu produkty Green Pharm Cosmetic zyskały zaufanie specjalistów i stały się narzędziem profesjonalnej pielęgnacji rekomendowanym przez ekspertów. Bardzo szybko znalazły również uznanie wśród konsumentów końcowych.

Organizujemy liczne szkolenia i seminaria dla kosmetologów, którzy stali się pierwszymi ambasadorami marki – używając naszych produktów w zabiegach i polecając je swoim klientom. Nasze produkty są obecne we wszystkich największych sieciach aptecznych Ukrainy. Naturalny skład, zaufanie partnerów i konsumentów sprawiły, że marka osiągnęła sukces nie tylko na rynku ukraińskim, ale też konsekwentnie rozwija się na rynkach międzynarodowych.

W jaki sposób łączycie naukę i naturę w procesie opracowywania receptur? Czy posiadacie własne laboratorium badawczo-rozwojowe?

Tak, w strukturze firmy działa własny dział badań i rozwoju (R&D), który stanowi centrum innowacyjnego rozwoju marki. To właśnie tutaj powstają nie tylko nowe receptury, ale również koncepcje przyszłych kierunków pielęgnacji, oparte na danych naukowych i dogłębnym zrozumieniu fizjologii skóry. W centrum R&D nad formułami pracuje dwóch doktorów nauk farmaceutycznych oraz jeden doktor nauk medycznych.

image
Green Pharm Cosmetic - siedziba firmy
Green Pharm Cosmetic

Kierujemy się zasadą naukowego potwierdzania naturalnych rozwiązań. Oznacza to, że każdy składnik wprowadzony do formuły przechodzi szczegółową ocenę pod względem skuteczności, biokompatybilności i stabilności. W naszej pracy wykorzystujemy ekstrakty roślinne, cenne oleje, minerały oraz biotechnologiczne składniki najnowszej generacji, których skuteczność została potwierdzona badaniami klinicznymi i testami dermatologicznymi. Szczególną uwagę zwracamy na synergię składników – zdolność komponentów do wzajemnego wzmacniania swojego działania, co pozwala uzyskać głęboki i trwały efekt terapeutyczny bez agresywnej ingerencji. Takie podejście umożliwia tworzenie produktów, które nie tylko pielęgnują, ale również przywracają naturalną równowagę skóry i wspierają jej funkcje barierowe.

Nasz dział R&D ściśle współpracuje z dermatologami, laboratoriami uniwersyteckimi oraz certyfikowanymi laboratoriami w krajach UE, które dostarczają składniki aktywne. Dzięki temu zapewniony jest stały dopływ wiedzy naukowej oraz wdrażanie najnowocześniejszych technologii. Dla nas laboratorium to nie tylko miejsce, w którym powstają formuły, ale przestrzeń, w której rodzą się innowacje potwierdzone kosmetologią opartą na dowodach naukowych – tu każda receptura przechodzi drogę od idei naukowej do klinicznie potwierdzonego rezultatu.

image

Rocznik „Wiadomości Kosmetycznych” – kompendium wiedzy o rynku beauty na 2025 i dalej

Jakie rynki zagraniczne są dla was obecnie priorytetowe? 

Green Pharm Cosmetic aktywnie rozwija swoją obecność w krajach Unii Europejskiej. Polska stała się rynkiem strategicznym – to tutaj powstało przedstawicielstwo marki i zbudowano strukturę dystrybucyjną.

Produkty firmy są już obecne w krajach bałtyckich, Hiszpanii, Bułgarii, USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii, co potwierdza rosnące zainteresowanie kosmeceutykami w ujęciu naukowym. W najbliższym czasie planujemy ekspansję na rynki Czech, Słowacji, Niemiec, Austrii i Niderlandów.

Szczególny nacisk kładziemy na współpracę z partnerami, którzy mają bezpośredni dostęp do środowiska profesjonalnego – klinik, centrów kosmetologicznych, segmentu aptecznego oraz największych sieci detalicznych w UE. Różnice w wymaganiach certyfikacyjnych i standardach marketingowych Unii Europejskiej traktujemy nie jako barierę, lecz jako szansę na doskonalenie i dostosowanie się do najlepszych praktyk rynkowych.

A jakie zmiany zauważacie, jeśli chodzi o konsumentów i ich oczekiwania wobec kosmetyków i kosmeceutyków?

Współcześni konsumenci wykazują wysoki poziom świadomości i coraz większe wymagania wobec marek kosmetycznych. Dziś klient nie wybiera już produktów intuicyjnie – dokładnie analizuje skład, interesuje się pochodzeniem składników, bada kliniczne dowody skuteczności i oczekuje konkretnych, potwierdzonych rezultatów. Obserwujemy stały wzrost zainteresowania produktami o wysokim procencie naturalnych komponentów, które jednocześnie mają naukowo potwierdzone działanie. Coraz częściej konsumenci oczekują od kosmetyków nie tylko pielęgnacji, ale również efektu terapeutycznego, który można zmierzyć i uzasadnić z punktu widzenia dermatologii.

Zjawisko to jest szczególnie widoczne na rynku polskim, gdzie konsumenci wyróżniają się wysokim poziomem wiedzy i dbałością o szczegóły. Polscy klienci aktywnie interesują się pochodzeniem składników, certyfikacją, badaniami klinicznymi oraz etyką marek. W Polsce ugruntowało się silne zapotrzebowanie na kosmeceutyki i dermokosmetyki, a także na produkty tworzone zgodnie ze standardami medycznymi – co w pełni odpowiada filozofii Green Pharm Cosmetic.

Na rynku polskim ogromną wartość ma uczciwość marki i transparentność komunikacji. Dla lokalnych konsumentów istotne jest, kto stoi za produktem, gdzie jest on wytwarzany i w jaki sposób zapewniana jest jego jakość. Coraz więcej klientów czyta składy, porównuje aktywy i wybiera marki, które potrafią mówić do nich językiem nauki. Jednocześnie rośnie znaczenie aspektów etycznych – ekologiczne opakowania, materiały nadające się do recyklingu, zrównoważona produkcja oraz rezygnacja z testowania na zwierzętach stały się ważnymi kryteriami wyboru. Dla polskiego konsumenta to nie jest chwilowa moda, lecz wyraz osobistej odpowiedzialności i świadomego podejścia do siebie oraz środowiska.

Szczególną grupą, która mocno kształtuje obecne trendy, jest pokolenie Z – młodzi konsumenci, którzy wychowali się w świecie cyfrowym i cenią autentyczność, wartości oraz zrównoważony styl życia. Dla nich marka musi być nie tylko skuteczna, ale również transparentna, zaangażowana społecznie i etyczna. Pokolenie Z oczekuje komunikacji opartej na faktach, nauce i realnych rezultatach, a nie na marketingowych obietnicach. Jednocześnie są to konsumenci, którzy chętnie eksperymentują, doceniają nowoczesne formuły, ciekawe tekstury i minimalistyczne, ekologiczne opakowania. W ten sposób kosmetyka przestaje być jedynie elementem pielęgnacji – staje się częścią nowej kultury zdrowia i odpowiedzialnego stylu życia, w której wygląd zewnętrzny łączy się z wewnętrznym dobrostanem, świadomością i systemem wartości.

Mimo to kluczowym czynnikiem pozostaje zaufanie – reputacja marki, jej profesjonalizm i konsekwencja w działaniu. Polski konsument, niezależnie od wieku, wybiera nie tylko krem czy serum, lecz filozofię, wiarygodność naukową i wartości, z którymi chce się utożsamiać.

image

Ukraina wdrożyła cyfrowy rejestr kosmetyków zgodny ze standardami UE

W jaki sposób Green Pharm Cosmetic buduje relacje z profesjonalistami?

Środowisko profesjonalne to dla nas nie tylko kanał komunikacji, ale fundament filozofii marki. Od początku strategia rozwoju Green Pharm Cosmetic opierała się na ścisłej współpracy z ekspertami – dermatologami, kosmetologami i farmaceutami – ponieważ to właśnie oni kształtują standardy w dziedzinie kosmetologii oraz budują zaufanie wśród końcowych konsumentów.

Współpracujemy z profesjonalistami na wszystkich etapach cyklu życia produktu – od badań naukowych i opracowywania receptur, poprzez ocenę skuteczności klinicznej, aż po wdrożenie preparatów do praktyki gabinetowej. Nasi specjaliści regularnie prowadzą szkolenia, warsztaty i konferencje naukowo-praktyczne, podczas których omawiane są najnowsze kierunki w dermokosmetologii, innowacyjne składniki aktywne oraz protokoły zabiegowe z wykorzystaniem produktów marki.

Szczególną wagę przykładamy do informacji zwrotnej od praktykujących ekspertów – to ich doświadczenia i obserwacje stanowią dla nas bezcenne źródło inspiracji do doskonalenia receptur oraz tworzenia nowych rozwiązań odpowiadających realnym potrzebom rynku profesjonalnego. Taki model współpracy pozwala nam nie tylko utrzymywać wysoki poziom naukowy, ale również opracowywać produkty maksymalnie dopasowane do praktyki klinicznej i estetycznej.

image
Green Pharm Cosmetic - siedziba firmy
Green Pharm Cosmetic

Ponadto Green Pharm Cosmetic aktywnie rozwija programy edukacyjne skierowane do kosmetologów i studentów uczelni branżowych, wspierając środowisko profesjonalne już na etapie kształcenia przyszłych specjalistów. Jesteśmy przekonani, że trwały rozwój branży jest możliwy tylko dzięki inwestycjom w edukację, kompetencje i wymianę doświadczeń. Dzięki tak konsekwentnym działaniom marka postrzegana jest jako ekspercki, rzetelny i wiarygodny partner, którego produkty nie tylko odpowiadają na potrzeby rynku, lecz także aktywnie przyczyniają się do rozwoju współczesnej kosmetologii profesjonalnej.

Jakie są strategiczne kierunki rozwoju firmy na najbliższe lata?

Nasza strategia koncentruje się na rozszerzaniu obecności międzynarodowej, umacnianiu pozycji w segmencie profesjonalnym oraz inwestycjach w technologie produkcji i marketing. Kluczowym obszarem pozostaje rozwój eksportu i długoterminowych partnerstw w krajach UE, gdzie marka jest już rozpoznawalna jako dostawca wysokiej jakości kosmeceutyków.

Inwestujemy w cyfrowe narzędzia marketingowe i edukacyjne, w tym platformy online dla kosmetologów, co pozwala budować nowoczesną komunikację i wzmacniać kompetencje specjalistów. Równolegle rozwijamy projekty z zakresu zrównoważonego rozwoju – ekologiczne opakowania, redukcję śladu węglowego i recykling materiałów. Naszym celem jest, by Green Pharm Cosmetic był postrzegany jako synonim wiarygodności naukowej, profesjonalizmu i odpowiedzialnego podejścia do piękna, pozostając wzorem w segmencie kosmeceutyków Europy Środkowo-Wschodniej.

Całość analizy Ipsos Polska o zmianach w branży beauty została opublikowana w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Ten 160-stronicowy magazyn z wyjątkową okładką autorstwa graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
30. styczeń 2026 16:24