StoryEditor
Wywiady
24.08.2026 13:06

Za błąd influencera zapłaci marka. Kosmetyczny biznes u progu EmpCo

Już 27 września wchodzi w życie unijna dyrektywa EmpCo, która drastycznie zmieni komunikację marek kosmetycznych. Marta Kukowska (Robimy Lepszy Biznes) wskazuje, że regulacje kładą kres ogólnikowym hasłom środowiskowym na opakowaniach na rzecz certyfikowanych faktów. Choć presja czasu rośnie, polski biznes kosmetyczny nadal funkcjonuje w próżni prawnej przez opóźnienia legislacyjne.

Branża kosmetyczna to prawdopodobnie największy poligon doświadczalny dla haseł typu: „98% składników pochodzenia naturalnego”, „wegańska formuła”, „cruelty-free” czy „testowane dermatologicznie”. Które z tych powszechnych w branży beauty komunikatów będą teraz wymagały najtwardszych, trudnych do zdobycia dowodów, aby nie zostać uznane za greenwashing?

Marta Kukowska, właścicielka, pomysłodawczyni Robimy Lepszy Biznes, praktyczka zrównoważonej transformacji: Nie do końca zgodziłabym się ze stwierdzeniem, że branża kosmetyczna jest szczególnie narażona na greenwashing czy socialwashing. Zaostrzenie przepisów jest wyzwaniem dla wielu branż i wszystkich firm, które do tej pory stosowały metaforyczną czy intuicyjną komunikację produktową w kontekście środowiskowym czy społecznym. 

Natomiast z całą pewnością jest to branża, której komunikaty są bardzo widoczne i w zasadniczy sposób wpływają na decyzje konsumentów. W produktach kosmetycznych często pojawiają się hasła takie jak „naturalny”, „wegański”, „cruelty-free” czy „eko”. Co więcej, klienci szukają właśnie tych haseł, bo akurat w tej kategorii produktowej ich świadomość jest bardzo wysoka. 

I właśnie dlatego kluczowe nie jest to, ile takich haseł pojawia się na opakowaniu, ale czy firma potrafi je poprzeć konkretnymi, weryfikowalnymi dowodami. Ta zasada będzie dotyczyła każdego komunikatu. Każdej informacji, która będzie musiała mieć swoje „zaplecze dowodowe”, dzięki czemu konsument będzie widział, co dokładnie oznacza dana liczba czy procent, według jakiej metodologii został wyliczony, czy obecność danego składnika jesteśmy w stanie udokumentować certyfikatem.

W kosmetykach ogromną rolę odgrywają certyfikaty i logotypy tworzone przez same marki (tzw. samodeklaracje, np. własny znaczek listka z napisem „Eco Choice”). Czy wchodząca w życie dyrektywa EmpCo całkowicie zakaże stosowania takich wewnętrznych, marketingowych oznaczeń, zmuszając producentów kosmetyków do drogiej certyfikacji zewnętrznej?

Dyrektywa EmpCo rzeczywiście mocno ogranicza stosowanie własnych, marketingowych oznaczeń zrównoważonego rozwoju, których na produktach kosmetycznych jest i było bardzo wiele. Jeśli marka tworzy znaczek typu „Eco Choice” i przedstawia go jako potwierdzenie ekologiczności produktu, takie rozwiązanie może być niedopuszczalne, jeśli nie opiera się na odpowiednim systemie certyfikacji lub nie zostało ustanowione przez organ publiczny. 

image

AI Act od 2 sierpnia 2026 r. Jakie treści AI marki beauty muszą oznaczać?

Nie oznacza to jednak, że każda deklaracja ekologiczna będzie wymagała zewnętrznego certyfikatu. Kluczowe jest rozróżnienie między deklaracją, którą można poprzeć dowodami, a własnym oznaczeniem, które może sugerować niezależne potwierdzenie. Cała filozofia nowych regulacji polega nie na tym, że zakazują one komunikacji o środowiskowych aspektach danego produktu. Można stosować taką komunikację, tylko trzeba będzie potrafić ją udowodnić. EmpCo kończy erę oszukujących klienta metafor środowiskowych o cechach produktów, a zaczyna erę komunikacji opartej na rzeczowych dowodach, faktach i edukacji klientów w tym obszarze.

Jak nowe przepisy wpłyną na tzw. clean beauty (czystą pielęgnację) i komunikację opartą na wykluczeniach, np. haseł „wolne od mikroplastiku” czy „bez parabenów”? Czy informowanie, że produkt czegoś nie zawiera, również będzie musiało przejść rygorystyczny proces akceptacji wewnętrznej, angażujący laboratoria i prawników?

EmpCo zdecydowanie podnosi poprzeczkę dla komunikatów „free from”. Hasło „bez parabenów” może być problematyczne, jeśli sugeruje, że produkt jest dzięki temu bezpieczniejszy czy lepszy od produktu zawierającego legalnie dopuszczony składnik. Co więcej, unijne wytyczne dotyczące deklaracji kosmetycznych wskazują wprost, że komunikat „free from parabens” nie powinien być stosowany właśnie z tego powodu. 

Czyli nie każde „bez” wymaga laboratorium i prawnika, ale każde „bez” powinno mieć sensowne uzasadnienie. EmpCo nie zabija clean beauty tylko raczej zmusza marki do odejścia od marketingu opartego na strachu przed składnikami i do znacznie większej precyzji w komunikacji. Podobnie jest z mikroplastikiem. Doskonale wiemy, jak bardzo on szkodzi, jednocześnie wyeliminowanie zanieczyszczenia nim jest bardzo trudne.

Sektor kosmetyczny w ogromnym stopniu opiera swoją sprzedaż na marketingu rekomendacji i influencerach. Jak kontrolować język influencera, który w emocjach na TikToku powie o kremie, że jest „całkowicie ekologiczny i naturalny”? Czy za jego błąd odpowie marka kosmetyczna?

Dziękuję za to pytanie. Rzeczywiście widzimy rosnące zainteresowanie firm influence marketingiem, a zakupów coraz częściej dokonujemy przez socialmedia. To skraca ścieżkę procesu decyzyjnego. Widzę swojego ulubieńca, który poleca określony produkt, jeden klik i już go mam. 

W tym kontekście należy więc ocenić kluczowy czynnik, czyli to, kto stoi za komunikatem. Czy influencer działa jako „szary” użytkownik i wyraża swoją opinię, czy jest angażowany przez markę lub dystrybutora danego produktu? Jeśli działa na zlecenie, to odpowiedzialność za przekaz ponosi firma, która zleca kampanię, tak jak w przypadku każdej innej reklamy. Nie ma znaczenia to, że nośnikiem treści (proszę wybaczyć techniczny język) jest influencer.

image

Eveline Cosmetics rozwija program afiliacyjny dla twórców. Marka zaprasza do #EvelineTeam

Dlatego warto zastanowić się nad tym, w jaki sposób firma czy marka organizuje cały proces komunikacyjny i jakie są zasady i zakres współpracy z infuencerem. Czy producent posiada politykę i procedurę antygreenwashingową, czy pracownicy są przeszkoleni oraz to z kim współpracuje np. po stronie agencji public relations. 

Warto się temu przyjrzeć, przeprowadzić audyt zarówno komunikacji jak i procedur, zajrzeć do umów o współpracy i sprawdzić, czy spełniają one standardy dyrektywy EmpCo, oraz czy zakres współpracy nie jest ryzykowny. Influencer oczywiście powinien być przez firmę wyposażony w pełen pakiet informacji o produkcie oraz uwrażliwiony w zakresie ewentualnych komunikatów green- czy socialwashingowych.

Jaką generalnie wagę będą miały te przepisy dla polskich przedsiębiorców w skali ostatnich rewolucji, takich jak Omnibus, system kaucyjny czy PPWR? Czy to kolejny uciążliwy obowiązek, czy szansa na systemowe uporządkowanie danych ESG w firmie?

Wolę spojrzeć na tą regulację z perspektywy szansy i to pod kilkoma względami. Przede wszystkim gros przepisów w tym zakresie już funkcjonuje i to od wielu lat. EmpCo domyka cały system, a dzięki temu, że toczy się wokół dyrektywy dyskusja, część firm „odkrywa”, że ma obowiązki w obszarze komunikacji. 

Komunikacja jest newralgicznym aspektem budowania wizerunku marki w oczach klienta, a ten jest coraz bardziej świadomy i coraz bardziej nieufny wobec deklaracji ESG. Coraz częściej mówi „sprawdzam”. Między innymi dlatego Unia Europejska postanowiła wdrożyć EmpCo. 

Ja jednak sugerowałabym spojrzeć na ten obowiązek z perspektywy korzyści. Fakty zastąpią deklaracje. Gromadząc dowody do „zielonych twierdzeń” mamy szansę uporządkować nie tylko firmowe ESG, ale też edukować i budować zaufanie konsumentów. Poza tym unikamy przewidzianych prawem sankcji, a te mogą być dotkliwe – UOKiK ma możliwość nakładania kar sięgających nawet do 10% rocznych obrotów firmy. Natomiast to, co jest niefortunne to fakt, że mamy do czynienia z kumulacją regulacji w obszarze zrównoważonego rozwoju. W przypadku EmpCo mówimy o zerowym vacatio legis. Rozumiem zatem przedsiębiorców, dla których taka sytuacja może być frustrująca.

Brak okresu przejściowego w ustawie to gigantyczny problem logistyczny. Czy to oznacza, że z dnia na dzień towary marek własnych ze starymi oznaczeniami staną się nielegalne, a firmy czeka przymusowa utylizacja zapasów magazynowych?

Rzeczywiście, posłowie w Sejmie zwrócili uwagę na brak przepisów przejściowych, jednak przypominam, że producenci mieli dwa lata na przygotowanie się do nowych regulacji. Ponadto Komisja Europejska przygotowała dość pomocny dokument FAQ do EmpCo, w którym potwierdza, że nowe zasady obejmą również tzw. „old stock”, czyli produkty już wyprodukowane i znajdujące się w łańcuchu dystrybucji przed 27 września 2026 r. 

image

Social commerce i beauty tech napędzą retail w 2026 roku. Raport CACI wskazuje kluczowe kierunki

Nie oznacza to jednak automatycznie obowiązku ich wycofania czy zniszczenia. Komisja wskazuje na rozwiązania takie jak korekta oznaczenia naklejką czy dodatkowa informacja w miejscu sprzedaży oraz podkreśla zasadę proporcjonalności. Kluczowe będzie więc to, czy przedsiębiorca podejmie rozsądne działania, aby dostosować komunikację do nowych przepisów. 

Nasz UOKiK również komunikuje brak okresów przejściowych, przy jednoczesnym zastrzeżeniu przez Prezesa, że w pierwszych miesiącach decyzje mogą być łagodniejsze. Jednocześnie zwraca też uwagę na to, że duża część zakresu dyrektywy EmpCo już ma pokrycie w prawie krajowym, więc miejmy nadzieję, że część firm i tak już jest tego świadoma i że zapasy nie będą zbyt duże.

Wskazuje Pani, że odpowiedzialność za komunikację środowiskową przestaje być wyłącznie domeną marketingu, a staje się zadaniem dla całej organizacji – w tym działów zakupów, ESG, HR i prawnych. Od czego sieć handlowa lub producent FMCG, w tym kosmetyków czy chemii, powinni zacząć przygotowania, aby ograniczyć ryzyko prawne i finansowe?

Pierwszy krok to według mnie przyjrzenie się samej kwestii odpowiedzialności, a tej nie da się już dłużej dzielić i przypisywać wyłącznie marketingowi. W sytuacji, gdy okaże się, że mamy problematyczną komunikację, to problemy z tym związane tak czy inaczej dotkną całej firmy. 

Green- i socialwashing naraża nas na wiele ryzyk: reputacyjne, prawne i finansowe. Tak jak wspomniałam, same kary są wysokie, a utrata zaufania klientów i tego konsekwencje mogą być trudne do oszacowania. Wolałabym tu mówić o wspólnej odpowiedzialności i współpracy osób o różnych kompetencjach w całej organizacji. 

Oczywiście, najwięcej pracy będzie miała osoba czy dział odpowiedzialny za komunikację jako lider całego obszaru. Do współpracy natomiast należy zaprosić m.in.: zespół ESG, który powinien odpowiadać za dane i ich merytoryczną poprawność, dział prawny odpowiedzialny za ocenę zgodności przekazu z przepisami, osoby decydujące o procesie produkcyjnym oraz zespoły HR – kluczowe w tematach dotyczących pracowników. Należy pamiętać również o angażowaniu i budowaniu świadomości zarządów i właścicieli firm, którzy często zabierają głos publicznie i składają różne deklaracje. Oni również powinni mieć świadomość regulacji i ich zakresu, aby nie popełnić błędów.

W praktyce warto wdrożyć prosty proces akceptacji deklaracji środowiskowych – każda nowa deklaracja powinna mieć wskazane źródło danych, uzasadnienie oraz przejść weryfikację przed publikacją. Dzięki temu firmy nie tylko ograniczą ryzyko prawne, ale również usprawnią pracę zespołów.

Przejście od deklaratywnego marketingu do komunikacji opartej na twardych dowodach wymaga głębokiej reorganizacji. Jakie realne obciążenia proceduralne i finansowe niesie za sobą konieczność mapowania danych oraz weryfikacji partnerów biznesowych w nowym reżimie prawnym?

Komunikacja środowiskowa i społeczna przestanie być wyłącznie domeną marketingu. Stanie się obszarem wymagającym ścisłej współpracy biznesu, ekspertów ESG, HR-owców i prawników. To właśnie działanie w takim modelu będzie najlepszym zabezpieczeniem przed ryzykiem nieuzasadnionej komunikacji dotyczącej tematów związanych ze zrównoważonym rozwojem. 

image

Marka beauty x celebryta: kiedy współpraca kończy się sukcesem, a kiedy klapą?

Dla większości firm oznacza to rewolucję w podejściu do komunikacji, konieczność wdrożenia procedur dzięki którym zaczną być zbierane niezbędne dane oraz weryfikację po stronie dostawców zarówno usług, jak i produktów. Oczywiście, te wszystkie zmiany oznaczają dodatkowe koszty dla firmy. Po stronie firm z branży marketingowej czy PR również jest dużo pracy. Zarówno, jeśli chodzi o podejście do komunikacji, jak i uzupełnianie luki edukacyjnej w obszarze prawa i ESG.

Kiedy faktycznie może zacząć obowiązywać nowe prawo? I co w praktyce oznacza dla polskich sieci handlowych i producentów FMCG data 27 września, skoro unijna dyrektywa EmpCo wchodzi wtedy w życie, ale polski projekt nowelizacji utknął w UOKiK? Czy firmy muszą już teraz zmieniać etykiety, czy mogą wstrzymać się do podpisu Prezydenta RP?

Zacznijmy od początku, czyli momentu, w którym przedsiębiorca zaczyna podlegać przepisom. Nie ważne, czy chodzi o regulacje „antygreenwashingowe”, bo na nich dziś się skupiamy, czy o inne zmiany prawa. Żeby nowe regulacje zaczęły obowiązywać, konieczne jest spełnienie dwóch - a w idealnej sytuacji trzech - warunków. Po pierwsze, muszą przejść pełną ścieżkę legislacyjną, którą kończy podpis Prezydenta RP. Po drugie, przepisy muszą zostać opublikowane w Dzienniku Ustaw. Po trzecie, i z tym mamy niestety w Polsce problem, powinno być spełnione jeszcze tzw. vacatio legis, czyli czas na zapoznanie się z nowymi przepisami oraz ich wdrożenie w swojej działalności. Polska praktyka tworzenia prawa zaniedbuje ten ostatni krok, a prawo praktycznie zawsze jest stanowione „na ostatnią chwilę”. Z taką sytuacją mierzymy się również w przypadku nowelizacji ustaw, które będą służyły wdrożeniu dyrektywy EmpCo.

EmpCo jest dyrektywą, która od 27 września będzie obowiązywała nasz kraj. I tu trzeba mocno podkreślić – kraj, a nie pojedynczych przedsiębiorców. Żeby zaczęła obowiązywać firmy, konieczna jest nowelizacja, na którą czekamy i która z dużym prawdopodobieństwem zadzieje się ona na ostatnią chwilę. Status na dziś jest taki, że projekt będzie rozpatrywany dopiero we wrześniu.

Co to oznacza dla przedsiębiorców? 

Najpierw muszę podkreślić, że sama dyrektywa jest w dużej mierze zbieżna z już obowiązującymi ustawami: ustawą o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, w zakresie zasad prowadzenia komunikacji i reklamy wobec konsumentów i ustawą o prawach konsumenta – przede wszystkim w zakresie obowiązków informacyjnych dotyczących cech produktów. Sama implementację można określić jako literalną.

A co ten poślizg legislacyjny oznacza dla przedsiębiorców? To, że obowiązki wynikające z dyrektywy EmpCo „zaistnieją” dopiero po przejściu pełnej ścieżki legislacyjnej, tak samo jak w przypadku innych regulacji. Natomiast nie zmienia to faktu, że jeśli firmy jeszcze nie rozpoczęły zmian w tym zakresie, to nie powinny już zwlekać z działaniem, ponieważ obowiązków w zakresie komunikacji środowiskowej i społecznej wynikających z obowiązującego prawa jest i tak bardzo dużo. Jeśli firma dowiedziała się o greenwashingu dopiero przy okazji dyskusji o EmpCo, to i tak ma co robić.

Sama praktyka UOKiK z ostatnich trzech lat również pokazuje, że urząd odpowiedzialny za nadzór nad tym obszarem działa i stawia zarzuty na bazie już funkcjonującej regulacji.

Katarzyna Pierzchała
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Marketing i media
07.10.2026 14:58
Gdyby wewnętrzne działy marketingu działały tak szybko jak my, rynek beauty wyglądałby inaczej
My pracujemy inaczej: w pełni zdalnie, w rytmie 24/7, bez blokad, bez łańcuchów decyzyjnych, bez czekania na akceptację „do poniedziałku”. Tu liczy się szybkość działania i ciągła obecność, którą trudno utrzymać w tradycyjnym modelu.Materiał Partnera

Rozmowa z zespołem Meet Strategy, który łączy strategię, social media i produkt w jedną maszynę wzrostu marek.

W polskiej branży beauty nie brakuje historii „nagłych wzrostów”. Pojawia się marka, na początku wygląda jak każda inna, po chwili zaczyna być widoczna, a po kilku latach ustawia kategorię. Tyle że w rzeczywistości takie wzrosty nie biorą się z przypadku. Stoją za nimi konkretne decyzje, konsekwencja, tempo działania i zespół, który potrafi połączyć produkt, komunikację i dane w jeden wspólny rytm.

Jeden z przykładów? Marka, która pięć lat temu miała skalę małego gracza, dziś jest większa o ponad 10 000 proc., ma pozycję numeru 1 w swojej kategorii i… zerową rotację. Z półek nic nie znika, na półki dochodzą kolejne produkty, i to w naprawdę dużym tempie. Ale to tylko jedna z historii, które pokazują, jak działa Meet Strategy.

To butikowy team oparty na trzech kluczowych rolach, które pełnią Dominika, Natalia i Marta. To one nadają kierunek, tempo i sens wszystkim projektom – łącząc myślenie strategiczne, decyzje marketingowe i operacyjne działanie w jednym, zwartym procesie. Taki model pracy pozwala im działać elastycznie i z prędkością, której nie ma w klasycznych strukturach agencyjnych.

image
W naszej pracy wygląda to tak: zanim produkt powstanie, my już mamy gotowy sposób, w jaki konsument o nim opowie. To jest przewaga, której nie da się skopiować.
materiał partnera

Spotykamy się z:
Dominiką Hachułą, CEO i założycielką Meet Strategy, odpowiedzialną za strategię, produkt i kierunek rozwoju marek,
Natalią Grodecką-Jany, Head of Social Media & Influencer Marketing, która zamienia komunikację w sprzedaż, a twórców w realny kanał wzrostu,
Martą Brancewicz, Content & Social Media Manager, która codziennie prowadzi rozmowę marki ze społecznością i nadaje jej „ludzki” rytm.

Skąd biorą się marki beauty, które rosną szybciej niż rynek?

Dominika Hachuła: Z odrobiny bezczelności i dużej dyscypliny. Niedawno analizowałam jeden z naszych projektów, markę, która urosła o ponad 10 000 proc. Największe zdziwienie? To nie był jeden viral, jeden produkt, jedno “wow”. To była seria setek dobrych decyzji podejmowanych konsekwentnie w tym samym kierunku.

Marki, które szybko rosną mają jedną wspólną cechę: są ekstremalnie blisko konsumenta. Nie robią produktów „bo fajnie brzmią”. Robią produkty, bo konsument powiedział wcześniej, że tego potrzebuje. W pewnym momencie trzeba porzucić myślenie “bądźmy wszędzie”.
Trzeba zacząć myśleć: “bądźmy dokładnie tam, gdzie klient podejmuje decyzję”

Czyli tam, gdzie konsument scrolluje?

Natalia Grodecka-Jany: Dokładnie tak. Social media nie są już dodatkiem. Social media są dziś największym ekranem zakupowym. Jeszcze do niedawna TikTok kreował trendy i inspirował do zakupu. Dziś, dzięki TikTok Shop, skraca całą ścieżkę zakupową do kilku sekund. Konsument widzi produkt, ogląda jego działanie, słucha rekomendacji twórcy i kupuje bez opuszczania aplikacji. Granica między contentem a sprzedażą praktycznie znika. Dlatego marki muszą być tam, gdzie decyzje zakupowe zapadają w czasie rzeczywistym.

image
Jeśli tworzysz content bez strategii, to on wygląda jak… content bez strategii. Ładny, poprawny, bezpieczny… i zupełnie nieskuteczny. Konsument beauty nie potrzebuje ładnych obrazków. Konsument beauty chce wiedzieć, czy to działa i jak działa. 
materiał partnera

Wiele marek mówi, że “robi social media”, a mimo to nie rosną w sprzedaży. Gdzie leży różnica?

Marta Brancewicz: W intencji. Marki, które rosną szybko, robią social media po coś. Marki, które nie rosną, robią je żeby były.

Jeśli tworzysz content bez strategii, to on wygląda jak… content bez strategii. Ładny, poprawny, bezpieczny… i zupełnie nieskuteczny. Konsument beauty nie potrzebuje ładnych obrazków. Konsument beauty chce wiedzieć, czy to działa i jak działa. 

A jak powstają produkty, które są bestsellerami jeszcze zanim pojawią się w sklepach?

Dominika Hachuła: To jest pytanie, które nas zawsze bawi, bo odpowiedź jest tak prosta, że aż nieprawdopodobna: bestseller nie powstaje w laboratorium, bestseller powstaje w dialogu ze społecznością. Jeśli marka ma sprawny system feedbacku, analizę pytań, moderację, insighty z realnych potrzeb, to produkt praktycznie „pisze się sam”.

W naszej pracy wygląda to tak: zanim produkt powstanie, my już mamy gotowy sposób, w jaki konsument o nim opowie. To jest przewaga, której nie da się skopiować.

image
Marki, które szybko rosną mają jedną wspólną cechę: są ekstremalnie blisko konsumenta. Nie robią produktów „bo fajnie brzmią”. Robią produkty, bo konsument powiedział wcześniej, że tego potrzebuje. W pewnym momencie trzeba porzucić myślenie “bądźmy wszędzie”.
materiał partnera

Wasz zespół często działa szybciej niż duże agencje. Jak to możliwe?

Natalia Grodecka-Jany: Bo nie działamy jak klasyczna agencja. Działamy jak zewnętrzny, wyspecjalizowany dział marketingu. U nas decyzje zapadają tam, gdzie powinny – w gronie osób, które naprawdę znają markę, produkt i konsumenta. 

Nasze tempo nie wynika z bezmyślnego gonienia trendów, tylko z odpowiedzialności. Każda z nas prowadzi swój obszar end-to-end i bierze za niego pełną odpowiedzialność. Dzięki temu zamiast pięciu etapów akceptacji jest jedna decyzja, podjęta szybko i świadomie. I może dlatego jesteśmy szybsi: nie ma u nas rotacji ani przypadkowych rąk do pracy, tylko zespół, który od lat gra do jednej bramki.

image
Marka powinna oddać marketing na zewnątrz w momencie, kiedy zaczyna oczekiwać realnych wyników, a nie tylko „obecności”. Rynek beauty porusza się w tempie, którego wewnętrzne struktury po prostu nie są w stanie utrzymać.
materiał partnera

Kiedy marka powinna oddać promocję na zewnątrz?

Marta Brancewicz: Marka powinna oddać marketing na zewnątrz w momencie, kiedy zaczyna oczekiwać realnych wyników, a nie tylko „obecności”. Rynek beauty porusza się w tempie, którego wewnętrzne struktury po prostu nie są w stanie utrzymać.

My pracujemy inaczej: w pełni zdalnie, w rytmie 24/7, bez blokad, bez łańcuchów decyzyjnych, bez czekania na akceptację „do poniedziałku”. Tu liczy się szybkość działania i ciągła obecność, którą trudno utrzymać w tradycyjnym modelu.

Jest jeszcze coś ważnego, co widzimy w środku wielu organizacji: wewnętrzne tarcia, rywalizacja między działami, walka o projekty, o budżety, o awanse. Każdy gra do swojej bramki, a nie do bramki marki. To zabija kreatywność i tempo, bo energia idzie w utrzymanie struktury, a nie w rozwój produktu.

My jesteśmy poza tym. Dzięki temu możemy skupić się wyłącznie na tym, co najważniejsze: na wyniku, marce, produkcie i konsumentach.

Czy da się zbudować markę numer 1 bez influencerów?

Natalia Grodecka-Jany: Nie. Da się zbudować markę widoczną, ale nie markę wybieraną.
To przez twórców konsument uczy się używać produktów, porównuje efekty, ocenia wiarygodność i podejmuje decyzję zakupową.

Tyle że skuteczny influencer marketing nie polega na tym, że ktoś piękny trzyma produkt i mówi „kocham”. Zanim zaczniemy współpracę, prosimy twórców o realne przetestowanie produktów i dajemy im wolną rękę w pokazaniu tego, co rzeczywiście u nich działa, bo wiemy jedno: w beauty autentyczność jest walutą, a odbiorca widzi fałsz w trzy sekundy.

image
(...)skuteczny influencer marketing nie polega na tym, że ktoś piękny trzyma produkt i mówi „kocham”.
materiał partnera

Jakie błędy najczęściej popełniają marki beauty, zanim do Was trafią?

Dominika Hachuła: Najczęstsze błędy są powtarzalne i bardzo kosztowne.

Pierwszy to robienie contentu pod algorytm zamiast pod człowieka. Marki kopiują trendy, dźwięki i formaty, zamiast odpowiadać na realne pytania swojej społeczności. Drugi błąd to wprowadzanie produktów bez strategii i liczenie, że viral załatwi resztę. Viral daje rozgłos przez kilka dni. Strategia przez całe lata. Trzeci błąd to mówienie do wszystkich naraz. Rynek beauty rośnie nierówno, jeśli marka nie zna swojego odbiorcy, to mówi w pustkę. A pustka nie kupuje kosmetyków.

A największy błąd? Działać „jak wszyscy”.

I ostatnie: gdybyście miały wskazać jedną rzecz, która sprawia, że marka rośnie szybciej niż inni, co by to było?

Dominika Hachuła:
Konsekwencja. Nudna, nieromantyczna konsekwencja. Tak wygląda prawdziwy wzrost.

Natalia Grodecka-Jany:
Autentyczność. Jeśli produkt działa, content działa, influencer działa, sprzedaż nie ma wyboru, też działa.

Marta Brancewicz:
Bliskość. Jeśli jesteś blisko konsumenta, jesteś przed konkurencją. Zawsze.

I być może właśnie dlatego marki, które rosną najszybciej, wybierają zewnętrzne zespoły, które pracują szybko, konsekwentnie i blisko konsumenta.

Więcej: http://www.meetstrategy.pl

image
(...)bestseller nie powstaje w laboratorium, bestseller powstaje w dialogu ze społecznością.
materiał partnera

Dominika Hachuła

Dominika Hachuła – CEO & Founder Meet Strategy

Strateżka marek beauty i FMCG z blisko 20-letnim doświadczeniem. W jej dorobku strategicznym znajdują się takie marki jak: Eveline Cosmetics, OnlyBio, Neboa, Apart, Bobini, Floslek, Dermedic Laboratorium, Skin Up, Petal Fresh oraz Tri.hee, a lista projektów jest stale rozwijana. Jako założycielka Meet Strategy prowadzi marki end-to-end: od insightu i strategii produktu, przez wdrożenie i sprzedaż, po komunikację w digitalu. Specjalizuje się w projektach wymagających tempa, intuicji rynkowej oraz spójnego połączenia produktu z social mediami.

Natalia Grodecka-Jany

Natalia Grodecka-Jany – Head of Social Media & Influencer Marketing

Ekspertka social mediów i influencer marketingu z ponad 10-letnim doświadczeniem. Współpracowała z markami takimi jak Coca-Cola, PLAY, Garnier, Rimmel, Foreo, NeoNail, Neboa i Sessio. W Meet Strategy odpowiada za strategie digitalowe i współpracę z twórcami, koncentrując się na autentyczności, dopasowaniu społeczności i realnym wpływie działań na sprzedaż.

Marta Brancewicz

Marta Brancewicz – Content & Social Media Manager

Specjalistka od treści i dialogu marek ze społecznościami. Współpracowała m.in. z markami Neboa, tołpa., Your KAYA, Plantule i Art Hotel Wrocław. W Meet Strategy odpowiada za content, storytelling i moderację, łącząc strategiczne podejście z wyczuciem języka i potrzeb odbiorców. Dba o to, by marki mówiły ludzkim głosem, reagowały w czasie rzeczywistym i budowały relacje oparte na zaufaniu.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
07.10.2026 09:35
Aleksandra Kulińska: Social commerce to szansa, ale też odpowiedzialność branży beauty [WYWIAD]
Social commerce to szansa, ale też odpowiedzialność branży beuaty - uważa Aleksandra Kulińska, Senior Strategic Insights Manager w infuture.institute (fot. Shutterstock)shutterstock

Media społecznościowe znacznie zwiększają skalę społecznego charakteru zakupów, także na rynku kosmetycznym. Dają także dostęp do szerokiego grono potencjalnych konsumentów. – To daje markom dostęp do bardzo młodej grupy, ale też nakłada na nie odpowiedzialność – zastrzega Aleksandra Kulińska z infuture.institute. Więcej na temat social commerce i trendach rynkowych ekspertka powie podczas Forum Branży Kosmetycznej.

O szansach i zagrożeniach związanych z social commerce i sztuczną inteligencją oraz zmianami demograficznymi rozmawiamy z Aleksandrą Kulińską, Senior Strategic Insights Manager w infuture.institute.

Social commerce to duże możliwości, ale też odpowiedzialność firm kosmetycznych

Coraz większe znaczenie na rynku zaczyna odgrywać zarówno pokolenie Zet, jak i Alfa. Jak młodzi konsumenci będą wpływać na branżę kosmetyczną? 

– Po pierwsze, zachęcam do zadania sobie pytania o to, czy każdy młody człowiek w ogóle musi zostać konsumentem kategorii beauty. Dzieci coraz wcześniej trafiają na treści dotyczące pielęgnacji, w tym pielęgnacji przeciwstarzeniowej. To daje markom dostęp do bardzo młodej grupy, ale też nakłada na nie odpowiedzialność. Branża będzie musiała nauczyć się stawiać granice – mówić, że nie każdy produkt jest dla każdego wieku i że czasem najlepszą rekomendacją jest brak produktu. Zaufanie może się tu okazać ważniejsze niż sprzedaż.

Młodzi konsumenci kojarzą się także z poszukiwaniem trendów na Instagramie czy TikToku. Ale social media to także coraz ważniejszy kanał sprzedaży. Co powinni robić producenci i dystrybutorzy, aby odnaleźć się w social commerce?

– Social commerce warto traktować szerzej niż jako kolejny kanał sprzedaży. Zakupy zawsze były społeczne – pytaliśmy znajomych, podpatrywaliśmy innych, chcieliśmy przynależeć do określonej grupy. TikTok czy Instagram po prostu radykalnie zwiększają skalę tego mechanizmu. Dlatego marki powinny bardziej zastanawiać się nad mechanizmami podejmowania decyzji i mądrze przenosić je do kanałów cyfrowych.

Szanse i zagrożenia dla branży kosmetycznej związane z AI

Warto także zwrócić uwagę na zmiany demograficzne i fakt, że polskie społeczeństwo coraz szybciej się starzeje. W jaki sposób marki mogą jednocześnie zadbać o potrzeby i doświadczenia Silversów i Zetek?

– Punktem wyjścia powinien być design uniwersalny. Najprościej mówiąc, to projektowanie produktów, przestrzeni i usług w taki sposób, aby mogły być używane przez możliwie najszerszą grupę osób, bez potrzeby późniejszej adaptacji lub tworzenia osobnych rozwiązań dla konkretnych grup. Produkt, opakowanie, sklep czy przestrzeń cyfrowa mają być po prostu łatwe i wygodne w użyciu, niezależnie od wieku.

Na ile sztuczna inteligencja może ułatwić markom dotarcie do konsumentów? Jakie tu są szanse i jakie zagrożenia? 

– AI może pełnić funkcję porządkującą i rekomendacyjną. Ryzyko zaczyna się wtedy, gdy pomoc zamienia się w sterowanie decyzją. Im lepiej system zna nasze potrzeby, kompleksy czy słabości, tym łatwiej może je wykorzystać. Dlatego przewagą nie będzie samo AI, ale umiejętność używania go w sposób transparentny i odpowiedzialny.

Dziękuję za rozmowę.

Najnowsze trendy rynku beauty podczas Forum Branży Kosmetycznej

Ekspertka Infuture.Institute znacznie więcej o aktualnych trendach rynkowych opowie na Forum Branży Kosmetycznej. W trakcie swojej prezentacji pt. „Map of Beauty Trends. Sektor kosmetyczny w czasach niepewności” zaprezentuje m.in.:

  • globalne trendy redefiniujące beauty i retail,
  • przyszłość konsumenta w czasach przeciążenia wyborem,
  • emocje, technologia i doświadczenie jako nowe filary wzrostu,
  • demografia i nowe pokolenia redefiniują przemysł kosmetyczny i sektor retail.

Podczas Forum będzie można usłyszeć jeszcze więcej aktualnych trendów i prognoz rynkowych. Tegoroczna edycja Forum Branży Kosmetycznej odbędzie się już 15 października w Arche Hotel Krakowska w Warszawie (Al. Krakowska 237/U1, 02-180 Warszawa).

Już teraz zachęcamy do:

Zapisz się już dziś na Forum Branży Kosmetycznej 2026!

Paweł Mikos
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
17. październik 2026 07:55