StoryEditor
Prawo
07.04.2020 00:00

Dlaczego rząd nie chce polskich żeli antybakteryjnych?

Polskie firmy kosmetyczne są w stanie wyprodukować potężne ilości antybakteryjnych żeli do rąk niezbędnych w walce z epidemią koronawirusa. Niestety nie mogą, ponieważ Ministerstwo Finansów nie chce odblokować dostępu do niezbędnego surowca – alkoholu, który jest podstawowym składnikiem takich preparatów. Skażonego na rynku nie ma, więc trzeba wprowadzić możliwość skażania in situ, co pozwoliłoby kupować alkohol bezpośrednio od gorzelni. Zaledwie 14 firm kosmetycznych uzyskało dotychczas zgodę na produkcję środków biobójczych, podczas gdy setki mogłyby natomiast ruszyć z produkcją antybakteryjnych kosmetyków.

Antybakteryjne żele stały się produktami higienicznymi pierwszej potrzeby i najbardziej deficytowym towarem na polskim rynku od momentu ogłoszenia pandemii koronawirusa. Do tego stopnia, że największe sieci sklepów kosmetycznych musiały wprowadzić na nie reglamentację, podobnie jak na wszystkie towary mające w nazwie „antybakteryjne” – mydła, chusteczki czy płyny. Ciągle takich preparatów brakuje na rynku, dopominają się o nie hurtownie, sklepy i apteki. Mimo zakazu handlują nimi prywatne osoby na platformach sprzedażowych windując ceny do astronomicznych poziomów. Rozwiązaniem miał być płyn produkowany przez spółki Skarbu Państwa, ale od dawna nikt na stacjach paliw ich nie widział, a dostępne w wybranych supermarketach sprzedawane są po horrendalnej cenie.

Tymczasem polskie firmy kosmetyczne od kilku tygodni walczą o możliwość rozpoczęcia produkcji antybakteryjnych kosmetyków z dużą zawartością alkoholu i apelują do rządu o skoordynowanie działań, tak by do konsumentów trafiły jak najszybciej niezbędne produkty, a producenci przetrwali kryzys gospodarczy. Obecnie cały popyt w sektorze kosmetycznym został ukierunkowany na produkty pierwszej potrzeby – antybakteryjne, higieniczne, do mycia (mydła, żele, szampony do włosów). Część kosmetyków w ogóle się nie sprzedaje albo w minimalnych ilościach, np. kosmetyki do makijażu, akcesoria kosmetyczne, typowe produkty pielęgnacyjne. To postawiło ich producentów w bardzo trudnej sytuacji, szereg firm już ma problemy, a będą one się pogłębiały w miarę trwania pandemii. Firmy kosmetyczne mają jednak zaplecze produkcyjne, mogą przestawić się szybko na wytwarzanie innych niezbędnych produktów i uniknąć bankructwa, jeśli tylko polskie prawo nie będzie skierowane przeciwko nim.

Sektor kosmetyczny może wspomóc walkę z epidemią COVID-19 produktami do codziennej higieny i pielęgnacji o działaniu antybakteryjnym. W stanie nadzwyczajnym, w jakim dziś jesteśmy tylko poszerzenie strumienia dostępnych i tanich kategorii produktów, które zapewniają bezpieczeństwo obywateli ma sens – a wręcz jest koniecznością. Spotykamy jednak bariery, które są dla naszych firm nie do przejścia, a co za tym idzie każdego dnia marnujemy potencjał, jaki możemy wykorzystać do walki z pandemią. Największym z nich jest dziś brak dostępności etanolu na polskim rynku, co uniemożliwia produkcję antybakteryjnych preparatów – czytamy w liście skierowanym przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego do ministerstw finansów, zdrowia i rozwoju.

Dziś na polskim rynku alkohol etylowy praktycznie nie jest dostępny. Nie można go kupić, nie można zamówić na przyszłość, dystrybutorzy nie są w stanie zagwarantować dostaw. Dodatkowo ceny skażonego etanolu wzrosły średnio 3-4 krotnie. Zdarzają się też oferty rzędu 15-28 zł za litr. To wzrost ceny nawet o ponad 500 proc.(!) w stosunku do cen standardowych.

Na rynku brakuje również skażalników etanolu (powodują, że alkohol nie nadaje się do spożycia i nie może być sprzedawany jako spożywczy) niezbędnych do produkcji produktów kosmetycznych i biobójczych, ale najbardziej krytyczny jest izopropanol. Jest on wykorzystywany zarówno w produktach kosmetycznych jak i biobójczych – dostawy i możliwość zamówienia zostały całkowicie zablokowane. Ceny skażalników także wzrosły – o około 30-50 proc.

W tej sytuacji jedynym rozwiązaniem jest tymczasowe dostosowanie przepisów, tak by dla celów przemysłowych (na potrzeby produkcji produktów antybakteryjnych i do dezynfekcji w związku z epidemią koronawirusa) firmy kosmetyczne mogły używać czystego alkoholu i nie płacić akcyzy (tak jak dzieje się to w przypadku produkcji alkoholu do konsumpcji) - uważają producenci kosmetyków.

Jak dowiadujemy się w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego, gorzelnie mają zapasy spirytusu spożywczego, który mogłyby sprzedawać w celach przemysłowych (do produkcji np. żeli antybakteryjnych), ale nie mogą tego robić z przyczyn formalnych. Jednocześnie gorzelnie te nie mają obecnie zbytu na spirytus spożywczy i niektóre z nich stoją na krawędzi bankructwa (np. kilka zakładów na Pomorzu). Gotowe do współpracy z firmami kosmetycznymi są nawet potężne gorzelnie, jak Polmos Lublin. Nie mogą one jednak skażać alkoholu, bo nie posiadają na to specjalnych zezwoleń do Ministerstwa Rolnictwa. Jest to kosztowny i pełen procedur proces. A jego uproszczenie zależy od woli Ministerstwa Finansów i Rolnictwa. 

– Słyszymy, że procedury i opłaty mają być uproszczone i zniesione, ale w praktyce nic się nie dzieje. Aby gorzelnie rolnicze szybko przystąpiły do skażania alkoholu etylowego i wprowadzały go na rynek bez marż bogacących się na tym procesie pośredników trzeba ten proces „odchudzić”.  Sytuacja walki z wirusem jest wyjątkowa – wymaga zliberalizowania sztywnych wymogów, koncesji, zezwoleń, wytycznych, opłat i procesów – łącznie z pozytywnym i otwartym podejściem obu resortów. Regulacje akcyzowe w Polsce to najbardziej restrykcyjne przepisy w całej UE! W obecnej sytuacji – pandemii – dla zapewnienia ciągłości produkcji preparatów do dezynfekcji istotny jest każdy dzień – apelują firmy kosmetyczne i proponują konkretne rozwiązania – wprowadzenie zgody na skażanie in situ.

Producenci kosmetyków proszą o pilne, czasowe, zwolnienie alkoholu z podatku akcyzowego dla dwóch konkretnych formuł: żelu i płynu antybakteryjnego. Pozwoli to na:

  • zakup alkoholu bezpośrednio od polskich gorzelni z pominięciem pośredników,
  • oraz skażanie w miejscu produkcji pod specjalnym nadzorem celników.

Dotychczas tylko 14 producentów kosmetyków uzyskało zgodę na produkcję preparatów biobójczych i wyrobów medycznych (środków do dezynfekcji rąk, powierzchni i pomieszczeń – produktów, których pierwszorzędowa funkcja to dezynfekcja) kierowanych głównie do Agencji Rezerw Materiałowych. Tymczasem setki firm kosmetycznych mogłyby natychmiast zacząć produkcję produktów kosmetycznych o działaniu antybakteryjnym (takich jak żel do rąk), które nie służą do dezynfekcji – ich główną funkcją jest utrzymanie codziennej higieny i ochrony społeczeństwa, zgodnie z definicją produktu kosmetycznego zawartą w rozporządzeniu 1223/2009/WE. Obok środków biobójczych to jedne z głównych i najbardziej powszechnych narzędzi walki z pandemią.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
03.09.2026 15:48
TSUE podważa podstawy obciążeń dla kosmetyków. PZPK: udział sektora w mikrozanieczyszczeniach to 1–2 proc.
Zdaniem rzeczniczki generalnej TSUE Polska przekonująco zakwestionowała uzasadnienie spornej regulacji.pmv chamara

Opinia rzeczniczki generalnej Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Juliane Kokott w sprawie skargi Polski przeciwko Parlamentowi Europejskiemu i Radzie UE daje branży kosmetycznej nadzieję na zmianę zasad finansowania oczyszczania ścieków. Kluczowym argumentem sektora są dane dotyczące rzeczywistego udziału kosmetyków w emisji mikrozanieczyszczeń. Według niezależnych analiz może on wynosić zaledwie 1–2 proc. lub mniej, podczas gdy w ocenie skutków regulacji Komisji Europejskiej wskazano poziom 26 proc.

Opinia rzeczniczki generalnej, wydana 3 września w sprawie wniesionej przez Rzeczpospolitą Polską przeciwko Parlamentowi Europejskiemu i Radzie Unii Europejskiej (sprawa C-193/25), została pozytywnie przyjęta przez polską branżę kosmetyczną. Dotyczy ona jednego z najbardziej kontrowersyjnych elementów unijnej dyrektywy dotyczącej oczyszczania ścieków komunalnych (UWWTD), a konkretnie systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP).

Według stanowiska przedstawianego przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego, obecny mechanizm przypisywania odpowiedzialności za mikrozanieczyszczenia opiera się na danych i metodologii, które nie odzwierciedlają rzeczywistego udziału poszczególnych sektorów w zanieczyszczaniu ścieków.

– Od miesięcy staraliśmy się wyjaśniać, dlaczego obecny system ROP opiera się na wadliwej metodologii przypisywania mikrozanieczyszczeń i nie odzwierciedla rzeczywistych emisji naszego sektora. Dane, które w tym czasie zgromadziliśmy i przedstawiliśmy najpierw polskiemu rządowi, a równolegle legislatorowi unijnemu, pokazują, że przemysł kosmetyczny jest jedynie niewielkim źródłem mikrozanieczyszczenia ścieków komunalnych w UE i nie może ponosić odpowiedzialności za mikrozanieczyszczenia, których nie wytwarza – komentuje Justyna Żerańska, dyrektorka generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

W czym leży problem?

Branża kosmetyczna i farmaceutyczna ma finansować zdecydowaną większość kosztów nowego systemu oczyszczania ścieków. Nowa dyrektywa ściekowa wprowadza czwarty stopień oczyszczania, którego celem jest usuwanie mikrozanieczyszczeń. Do 31 grudnia 2028 r. producenci produktów kosmetycznych i leczniczych mają zostać objęci systemem rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP) i pokrywać co najmniej 80 proc. pełnych kosztów inwestycyjnych i operacyjnych tego procesu, a także kosztów monitoringu i gromadzenia danych. Wdrażanie czwartego stopnia oczyszczania ma postępować stopniowo do 2045 r.

image

Jerzy Szyda, Pol-Hun/General Fresh: Okres przejściowy rozwiązałby wiele problemów z PPWR

Sednem sporu jest pytanie, czy kosmetyki rzeczywiście są jednym z głównych źródeł mikrozanieczyszczeń. Unijny prawodawca uzasadnia objęcie sektora kosmetycznego ROP przekonaniem, że pozostałości kosmetyków i leków są obecnie głównymi źródłami mikrozanieczyszczeń wymagających dodatkowego oczyszczania ścieków. Polska kwestionuje tę ocenę, argumentując, że nie została ona wystarczająco zbadana i udowodniona. Zdaniem Polski przypisanie tak dużej części kosztów wyłącznie dwóm sektorom może naruszać zasadę „zanieczyszczający płaci”, zasadę proporcjonalności oraz prowadzić do nierównego traktowania producentów.

Dyrektywa przewiduje wyjątki, ale odpowiedzialność może w przyszłości objąć kolejne branże. Z systemu ROP mogą zostać zwolnieni producenci, którzy wprowadzają na rynek mniej niż 1 tonę substancji rocznie lub udowodnią, że ich substancje szybko biodegradują się w ściekach albo nie generują mikrozanieczyszczeń po zakończeniu użytkowania produktu. Jednocześnie sama dyrektywa zakłada, że Komisja Europejska będzie regularnie analizować dane naukowe i monitoring ścieków, aby ocenić, czy do systemu finansowania czwartego stopnia oczyszczania powinny zostać włączone również inne kategorie produktów.

Najważniejszym punktem sporu są dane dotyczące rzeczywistego udziału branży kosmetycznej w powstawaniu mikrozanieczyszczeń obecnych w ściekach komunalnych. Coraz liczniejsze niezależne analizy wskazują, że udział kosmetyków może być znacząco niższy niż wynikało z wcześniejszych założeń wykorzystanych podczas prac nad regulacją.

Badania przeprowadzone przez DHI, ECT Oekotoxikologie i Ricardo, a także własna weryfikacja Cosmetics Europe, organizacji, do której należy Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego, wskazują, że udział sektora kosmetycznego w mikrozanieczyszczeniach ścieków wynosi prawdopodobnie około 1–2 proc. lub nawet mniej. Do podobnych wniosków prowadzi również niedawno opublikowane, recenzowane badanie naukowe na łamach czasopisma „Environmental Sciences Europe”.

Tymczasem w ocenie skutków regulacji przygotowanej przez Komisję Europejską pojawiła się wartość 26 proc. Branża kosmetyczna kwestionuje jednak metodologię, która doprowadziła do uzyskania takiego wyniku. Jak wskazuje, w wykorzystywanych danych znalazły się m.in. substancje zakazane, substancje niestosowane w kosmetykach, takie jak środek owadobójczy permetryna, a także substancje powszechnie występujące w różnych produktach i sektorach, w tym popularne tłuszcze spożywcze. Zdaniem przedstawicieli sektora część tych substancji została błędnie przypisana wyłącznie jednej branży.

image

„Unia zabiła mój biznes”: PPWR może zahamować zagraniczną ekspansję polskich e-sklepów

Różnica między udziałem szacowanym obecnie na 1–2 proc. a wartością 26 proc. ma fundamentalne znaczenie dla sposobu podziału kosztów wynikających z systemu ROP. To właśnie na podstawie przypisania odpowiedzialności za emisję mikrozanieczyszczeń mają być określane obciążenia finansowe producentów.

Rzeczniczka generalna wskazuje na błędy prawodawcy

Zdaniem rzeczniczki generalnej TSUE Polska przekonująco zakwestionowała uzasadnienie spornej regulacji. W opinii wskazano, że prawodawca Unii Europejskiej popełnił oczywiste błędy w wykonywaniu przysługujących mu uprawnień dyskrecjonalnych.

Istotnym elementem opinii jest również wskazanie, że mikrozanieczyszczenia pochodzące z produktów innych niż objęte systemem mogły zostać w toku prac nad dyrektywą niedoszacowane. Ma to szczególne znaczenie dla przyszłej implementacji przepisów na poziomie krajowym.

W opinii podkreślono także, że unijny prawodawca nie wyjaśnił w wystarczający sposób, dlaczego systemem rozszerzonej odpowiedzialności producenta nie objęto innych sektorów mogących przyczyniać się do obecności mikrozanieczyszczeń w ściekach. Jednocześnie część danych wykorzystanych przy opracowywaniu przepisów była – według argumentacji przedstawionej w sprawie – niemożliwa do zweryfikowania lub budziła wątpliwości, które nie zostały odpowiednio przeanalizowane.

Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego zwraca uwagę, że rzeczniczka generalna wskazała na zasadność zarzutów dotyczących naruszenia zasady „zanieczyszczający płaci”, a także zasad równego traktowania i proporcjonalności. W opinii zaproponowano również stwierdzenie nieważności art. 9 ust. 1 oraz załącznika III do dyrektywy, czyli przepisów stanowiących podstawę obciążeń finansowych nakładanych na sektor kosmetyczny.

Branża oczekuje nowej oceny skutków regulacji

Organizacje branżowe i firmy kosmetyczne z całej Europy oczekują teraz reakcji Komisji Europejskiej. Kluczowe znaczenie może mieć nowa ocena skutków regulacji, o której przeprowadzenie Parlament Europejski zwrócił się do końca 2026 r.

Zdaniem branży taka analiza powinna przede wszystkim zidentyfikować substancje rzeczywiście obecne w ściekach komunalnych, zweryfikować rzeczywiste koszty ich oczyszczania oraz prawidłowo przypisać odpowiedzialność poszczególnym sektorom.

image

Prawo się rzekło, PPWR u płota. Nowe obowiązki, koszty starych stocków i problem fragmentacji

Sektor kosmetyczny postuluje wykorzystanie przejrzystej metodologii oraz zaangażowanie niezależnego autorytetu naukowego, np. Europejskiej Agencji Środowiska. Ważnym elementem procesu miałyby być również konsultacje z zainteresowanymi stronami.

Według branży przyszły system ROP powinien być neutralny sektorowo i opierać się na konkretnych substancjach oraz rzeczywistym wkładzie poszczególnych branż w emisję mikrozanieczyszczeń. Oznaczałoby to objęcie odpowiedzialnością wszystkich sektorów, które faktycznie przyczyniają się do problemu, zamiast koncentrowania kosztów na wybranych grupach producentów.

– Dobry system ROP powinien być sprawiedliwy, skuteczny, oparty na konkretnych substancjach i neutralny sektorowo. Powinien obejmować wszystkich, którzy przyczyniają się do emisji mikrozanieczyszczeń w ściekach i mobilizować każdy sektor do wysiłków na rzecz podnoszenia jakości wody. Mamy nadzieję, że sąd uwzględni niezależną opinię rzeczniczki, potwierdzającą przygotowanie dyrektywy bez odpowiedniej oceny merytorycznej – podsumowuje Justyna Żerańska.

Opinia rzeczniczki generalnej nie przesądza jeszcze o rozstrzygnięciu sprawy. Nie jest wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE, lecz niezależną, uzasadnioną opinią przygotowaną w celu wsparcia Trybunału przed wydaniem ostatecznego orzeczenia. Dla branży kosmetycznej jej znaczenie jest jednak istotne: po raz pierwszy tak wyraźnie zakwestionowano podstawy metodologiczne, na których oparto finansową odpowiedzialność sektora za usuwanie mikrozanieczyszczeń ze ścieków komunalnych.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
31.08.2026 14:32
Unijny zakaz mikroplastików wymusza kolejne reformulacje. Producenci kosmetyków muszą zmienić nie tylko składniki, ale i strategię.
Shutterstock

Unijne ograniczenia dotyczące celowo dodawanych mikroplastików w kosmetykach są wdrażane etapami, a kolejne terminy graniczne przypadają na lata 2027, 2029 i 2035. Dla producentów oznacza to konieczność zastępowania syntetycznych polimerów alternatywami pochodzenia biologicznego. Problem w tym, że zmiana surowców może nie wystarczyć. Eksperci wskazują, że wraz z reformulacją produktów branża kosmetyczna będzie musiała również modernizować procesy technologiczne i sposób produkcji emulsji.

Unia Europejska stopniowo zaostrza ograniczenia dotyczące mikroplastików celowo dodawanych do produktów, w tym kosmetyków. Przepisy, których wdrażanie rozpoczęło się w październiku 2023 roku, dotyczą syntetycznych cząstek polimerowych (SPM – synthetic polymer microparticles), czyli stałych cząstek polimerów syntetycznych o wielkości poniżej 5 mm.

Celem regulacji jest ograniczenie przedostawania się trwałych mikroplastików do środowiska. Zakres przepisów jest jednak znacznie szerszy niż popularne plastikowe mikrogranulki peelingujące czy brokat. Obejmuje również polimery syntetyczne celowo stosowane po to, aby nadać produktowi określone właściwości, m.in. odpowiednią teksturę, kolor czy zdolność tworzenia filmu na skórze.

W praktyce ograniczenia mogą dotyczyć między innymi kopolimerów filmotwórczych wykorzystywanych w wodoodpornych filtrach przeciwsłonecznych i tuszach do rzęs, nylonów stosowanych dla uzyskania odpowiedniej tekstury w pudrach prasowanych i podkładach, a także mikrokapsułek zapachowych.

Kolejne terminy: 2027, 2029 i 2035

Przepisy przewidują okresy przejściowe, których długość zależy od kategorii produktu. Najbliższy istotny termin dla branży kosmetycznej przypada na październik 2027 roku – wtedy ograniczenia obejmą produkty spłukiwane, takie jak żele do mycia twarzy czy żele pod prysznic.

image

Mikroplastiki w REACH — co się zmienia?

Produkty pozostające na skórze, w tym formulacje wykorzystujące kapsułkowane substancje zapachowe, mają więcej czasu – ich okres przejściowy trwa do października 2029 roku. Najdłuższy harmonogram dostosowawczy dotyczy kosmetyków kolorowych, produktów do ust i paznokci. W ich przypadku termin graniczny przypada na 2035 rok.

Choć harmonogram daje producentom kilka lat na dostosowanie portfolio, eksperci zwracają uwagę, że proces reformulacji może być bardziej skomplikowany, niż wynikałoby to z samej konieczności wymiany jednego składnika na inny.

– Ograniczenia dotyczą syntetycznych polimerów stosowanych dla uzyskania określonej tekstury sensorycznej, efektu kryjącego czy mikroenkapsulacji. Wymaga to przejścia na alternatywy, takie jak celuloza, krzemionka czy naturalne matryce lipidowe – wskazuje w wypowiedzi dla Personal Care Insights Dave Palmer, manager techniczny w Micropore Technologies.

Naturalne alternatywy trudniejsze w produkcji

Zastąpienie syntetycznych polimerów surowcami pochodzenia biologicznego rodzi nowe problemy technologiczne. Jak podkreśla ekspert, producenci muszą zachować jednocześnie odpowiednią reologię produktu, właściwości sensoryczne, stabilność podczas przechowywania oraz skuteczność substancji aktywnych.

Bioalternatywy są bowiem bardziej wrażliwe na warunki procesu produkcyjnego niż ich syntetyczne odpowiedniki. Mogą charakteryzować się niższą odpornością na ścinanie, innym napięciem międzyfazowym i odmienną dynamiką przepływu.

Tradycyjna produkcja emulsji kosmetycznych opiera się zazwyczaj na intensywnym mieszaniu i homogenizacji z wykorzystaniem dużych sił mechanicznych. Metody te dobrze sprawdzają się w przypadku trwałych i przewidywalnych polimerów syntetycznych. Problem pojawia się jednak przy delikatniejszych materiałach biologicznych.

image

Brokat – aktualizacja przewodnika przypadków Borderline przez ECHA

Wraz ze skalowaniem produkcji z poziomu laboratoryjnego do przemysłowych zbiorników wzrasta bowiem intensywność naprężeń ścinających. Może to prowadzić do uszkadzania naturalnych mikrokapsułek, zmiany wielkości cząstek, a w konsekwencji do nieprzewidywalnego uwalniania substancji aktywnych.

Dodatkowym wyzwaniem jest naturalna zmienność surowców biologicznych. Materiały pochodzenia roślinnego mogą różnić się między partiami w zależności od warunków uprawy, co utrudnia standaryzację procesu.

Mniej agresywne mieszanie zamiast homogenizacji

Jednym z rozwiązań może być zastosowanie technologii niskiego ścinania, w tym emulgowania membranowego. W takim procesie faza olejowa jest przepuszczana przez membranę z jednolitymi porami, co pozwala tworzyć krople o bardziej powtarzalnej wielkości bez intensywnego mechanicznego rozrywania materiału.

Jednorodność wielkości cząstek ma kluczowe znaczenie dla stabilności gotowej emulsji. Duże różnice między kroplami mogą prowadzić z czasem do ich łączenia się, a następnie do kremowania, sedymentacji lub rozwarstwienia produktu.

W przypadku składników enkapsulowanych kontrolowana wielkość cząstek wpływa również na grubość ścianek kapsułek i ich odporność mechaniczną, co przekłada się na bardziej przewidywalne uwalnianie substancji aktywnych lub kompozycji zapachowych podczas aplikacji.

image

Nie wszystko brokat co się świeci. Krajobraz branży po zakazie używania mikroplastików

Modernizacja technologii może mieć przy tym znaczenie nie tylko dla jakości formulacji, ale również dla kosztów operacyjnych. Technologie niskiego ścinania mogą ograniczać zużycie energii, zmniejszać straty surowców wynikające z nieudanych partii produkcyjnych i ułatwiać skalowanie procesu.

Reformulacja to wyścig z czasem

Producenci muszą również uwzględnić czas potrzebny na testowanie nowych receptur. Standardowe badania stabilności mogą trwać około trzech miesięcy dla jednej iteracji formulacji, dlatego nieudane próby na późnym etapie rozwoju produktu mogą istotnie zagrozić harmonogramowi dostosowania do regulacji.

W perspektywie zbliżającego się terminu 2027 roku kluczowe staje się więc nie tylko znalezienie surowców zastępujących mikroplastiki. Coraz większego znaczenia nabiera pytanie, czy istniejące linie technologiczne są w stanie przetwarzać nowe, bardziej wrażliwe materiały bez pogorszenia jakości gotowego kosmetyku.

Unijne ograniczenia mogą tym samym stać się dla branży impulsem do szerszej modernizacji procesów produkcyjnych. Wymiana składników będzie tylko pierwszym etapem transformacji – kolejnym może być przebudowa technologii, na których przez lata opierała się produkcja kosmetyków.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
04. wrzesień 2026 03:40