StoryEditor
Rynek i trendy
09.09.2020 00:00

Jakich kosmetyków chcą drogeryjne sieci?

Nowości na rynku kosmetycznym odgrywają szczególną rolę. Pojawia się ich bardzo dużo, ale zaledwie 10 proc. utrzymuje się na rynku dłużej niż rok. Jak w związku z tak dużą dynamiką rynku oraz konkurencją zapatrują się  na wprowadzanie nowinek na półki sieci drogeryjne? Jakie kryteria są kluczowe przy podejmowaniu współpracy?

Drogerie są najważniejszym miejscem sprzedaży kosmetyków. Według danych PMR mają 45 proc. udziałów w sprzedaży tej oferty. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą nowoczesnych sieci drogeryjnych, a absolutnie dominującą jest Rossmann – w sklepach tej sieci dziennie robi zakupy 800 tys. osób. A jednak większość producentów, wprowadzając nowości na rynek, pierwsze kroki kieruje do sklepów z tzw. rynku tradycyjnego – do lokalnych mikrosieci liczących od kilku do kilkudziesięciu placówek lub do pojedynczych sklepów indywidualnych właścicieli – bezpośrednio lub przez dystrybutorów organizujących sieci franczyzowe. Tradycyjne sklepy są najczęściej poligonem doświadczalnym – w nich producenci testują, czy ich produkt przyjmie się na rynku. Potem wiele firm stara się o jego wprowadzenie do największych sieci drogeryjnych, czy ostatnio coraz częściej także do dyskontów, nawet kosztem całkowitego uzależnienia się od takiego operatora. 

Oczekiwania handlu
Najsilniejsze sieci drogeryjne wprowadzając nowe marki na półki najczęściej oczekują od producentów kontraktu na wyłączność, ponieważ nie chcą, by identyczne produkty były sprzedawane u konkurencji. Takiego samego traktowania oczekuje handel tradycyjny. – Często producentom zależy na wprowadzeniu swoich produktów do handlu nowoczesnego, ale to jest dość trudna droga i są umowy, z których należy się wywiązać i rozliczyć. Wejście na półki wiąże się z dużą inwestycją marketingową zaplanowaną na cały rok. Producenci, zwłaszcza nowi, często nie mają pomysłu na swoją markę i nie mają strategii na jej wdrożenie i rozwój, dlatego chętnie wchodzą do tradycyjnych drogerii, których właściciele wykonują bardzo trudną pracę związaną z wdrożeniem nowości i gdy już mogliby zacząć zarabiać, te produkty pojawiają się w handlu nowoczesnym. To bardzo boli i podważa zaufanie do lojalności producentów. Według nas producenci powinni mieć oferty dla handlu nowoczesnego i tradycyjnego, jeśli są takie same, to ceny i wsparcie powinny być takie same – jasno tłumaczy Teresa Stachnio, wiceprezes zarządu sieci drogerii Jasmin.

Producenci, którzy chcą pracować ze wszystkimi kanałami sprzedaży starają się dywersyfikować ofertę – różne linie produktów, najczęściej także na innym poziomie cenowym, kierują do określonych kanałów dystrybucji. Jak jest to ważne, pokazują niektóre komentarze jurorów biorących udział w tegorocznym badaniu Perły Rynku Kosmetycznego: „marka wypromowana, a jednocześnie niedostępna w zagranicznych sieciach, co pozostaje wielkim plusem”, „mocne wsparcie marketingowe to już połowa sukcesu produktu – nie dość, że był reklamowany w telewizji, to dodatkowo firma zaproponowała sieciom tradycyjnym konkurencyjne ceny w stosunku do cen w zagranicznych sieciach”, „marka źle się kojarzy w tzw. tradycji – jest obecna we wszystkich sieciach zagranicznych i nie daje tradycyjnym sklepom konkurencyjnych cen czy promocji”, „w przypadku tej marki zbyt odczuwalna jest walka cenowa aptek i sklepów internetowych”.

Jest też część firm kosmetycznych, które stosują selektywną dystrybucję i nie decydują się na współpracę z największymi sieciami drogeryjnymi. Dotyczy to zwłaszcza nowych przedsiębiorstw o rodzinnym charakterze, których zwyczajnie nie stać na masowy zasięg, a których w ostatnich latach pojawiło się mnóstwo na polskim rynku. To stało się szansą dla drobnego detalu. Niektórym producentom nie przeszkadza, że muszą pracować indywidualnie ze sklepami, czy że sieci franczyzowe mają ograniczony wpływ na detalistów, którzy działają pod ich szyldem. Dla nich współpraca z każdym pojedynczym sklepem oznacza napływ gotówki tak potrzebnej na etapie rozwoju firmy. 

O tym, co trafi do konsumenta decydują w dużym stopniu sieci detaliczne. I zgodnie z przewidywaniami agencji badawczych będą się umacniać w swojej roli kreatora rynku

Co decyduje o wprowadzaniu nowości do sieci drogeryjnych?
Rynek kosmetyczny żyje nowościami. Co roku pojawia się ich coraz więcej. Na pewno nie jest to rynek producenta. O tym, co trafi do konsumenta decydują w dużym stopniu sieci detaliczne. I zgodnie z przewidywaniami agencji badawczych będą się umacniać w swojej roli kreatora rynku. – Sądzę, że trendy będą kreować nie producenci a sieci handlowe, to one wymuszą określone wdrożenia. Patrząc na trójkę hegemonów branży drogeryjnej – wszyscy stawiają na kosmetyki naturalne – mówił Michał Rudecki, client director w Nielsen Polska w wywiadzie udzielonym „Wiadomościom Kosmetycznym” w marcu br. 

Jaka jest więc strategia wobec nowości w największych sieciach perfumeryjnych i drogeryjnych? Co decyduje o tym, jakie produkty wejdą do sprzedaży?

Nowości do sieci Douglas wprowadzane są dwubiegunowo – pierwsza ścieżka to produkty rekomendowane przez naszą centralę z przeznaczeniem do wprowadzenia w całej Europie. Druga wygląda tak, że sami wyszukujemy różne marki i produkty zgodnie z przewidywanymi trendami – mówi Rajmund Kula, key account manager w sieci perfumerii Douglas Polska.

W Hebe kierujemy się wieloma kryteriami, ale w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na wysoką jakość produktów i zgodność z ogólnoświatowymi trendami – wymienia Antonio Farinha, dyrektor handlowy w spółce Jeronimo Martins Drogerie i Farmacja zarządzającej siecią Hebe. – Stale rozszerzamy asortyment i wprowadzamy do niego nowości przede wszystkim w kategoriach kosmetyków naturalnych, koreańskich, makijażowych oraz higieny osobistej. Rozwijamy też marki własne, wprowadziliśmy niedawno linię wegańskich, bambusowych pędzli do makijażu. Staramy się rozwijać i zapewniać klientom takie produkty, których potrzebują i poszukują – zapewnia. 

Beata Dąbrowska, marketing communication manager w sieci drogeryjno-aptecznej Super-Pharm wylicza: – Pierwsze kryterium wprowadzania nowości to analiza potencjalnego obrotu, potem szasnę mają produkty, które są oferowane u nas choćby przez jakiś czas na wyłączność. Idealny produkt-kandydat na nowość w naszej sieci musi faktycznie taką nowością być, najlepiej z wartością dodaną, czyli powinien być to produkt utrzymany w obecnym trendzie lub prezentować jakieś innowacyjne rozwiązanie – podkreśla Beata Dąbrowska. 

Największa sieć drogeryjna Rossmann nie ujawnia żadnych kryteriów współpracy z dostawcami traktując je jako tajemnicę handlową. Jednak Agata Nowakowska, rzecznik prasowy sieci podkreśla, że tylko w sezonie wiosenno-letnim do drogerii Rossmann zostało wprowadzonych aż 3 tys. nowości. – Są to produkty starannie przez nas wyselekcjonowane, zgodne ze światowymi trendami jak less waste, np. szampony i odżywki w kostkach, produkty zawierające w składzie kannabidiol, produkty typu superfoods czy znane z Instagrama marki makijażowe – wymienia. 

Nowości? Tak, pod warunkiem, że…
Jak na wprowadzanie nowych marek i produktów do sprzedaży zapatrują się detaliści z tradycyjnego rynku? Ostrożniej niż w minionych latach. Są na tak, ale pod wieloma warunkami. 
Rynek kosmetyków od lat rozwija się dynamicznie i my, jako sieć, próbujemy odnaleźć się w tej rzeczywistości. Nie zawsze jest to proste, gdyż ofert na rynku jest bardzo dużo. Nie szukamy nowych marek. To producenci znajdują nas – mówi Ewa Nowicka, dyrektor handlowy w sieci Noel mającej 11 własnych drogerii. – Staramy się wybierać firmy, które faktycznie są producentami i jednocześnie przedstawiają ciekawy pomysł wdrożeniowy na najbliższe pół roku: obecność marki w gazetce reklamowej, akcje konsumenckie, promowanie danej marki przez konsultantki w drogerii – wymienia. – Nasze drogerie są usytuowane w małych miastach liczących od 9 do 40 tysięcy mieszkańców. W związku z tym asortyment jest już dostosowywany do klienta lokalnego. Oznacza to, że mamy w swojej ofercie produkty masowe, a jednocześnie, edukując klientów odnośnie pielęgnacji czy potrzeb kosmetycznych, próbujemy wdrażać nowe marki – dodaje. 

Dariusz Tomczak, prezes sieci drogeryjnej Vica, do której należy 31 własnych placówek, odpowiada krótko: – Wprowadzamy nowe marki, ale już dużo mniej, ponieważ jest ich przesyt oraz nie oferują innowacyjnych rozwiązań. Zdecydowanie wolimy umacniać te, które już są w naszej ofercie.

Leszek Szwajcowski, wiceprezes franczyzowej sieci DP Drogerie Polskie, zapewnia, że nowości w niej nie zabraknie, ponieważ wyprzedzanie trendów rynkowych oznacza też wyprzedzanie konkurencji. Z tego też powodu wprowadzanie nowych produktów do DP nie odbywa się według ściśle zaplanowanego scenariusza. – Działamy na bieżąco w myśl zasady „kto pierwszy, ten lepszy”, skoro mamy się odróżniać ofertowo, musimy wyprzedzać konkurencję – mówi. – Nie jest tajemnicą, że nowości produktowe generują spory udział w naszym obrocie, ale przede wszystkim zapewniają napływ konsumentek, które uwielbiają wszelkie nowinki kosmetyczne. Sztuka polega jednak na tym, żeby spośród setek ofert wybrać te najbardziej pożądane – podkreśla. 

Zarząd sieci Jasmin jest otwarty na zupełnie nowe, wręcz start-upowe firmy kosmetyczne. Nie oznacza to jednak, że mogą to być firmy bez jakiegokolwiek zaplecza produkcyjnego i marketingowego. – Producenci bardzo często nie zdają sobie sprawy z realiów rynkowych. Są przekonani, że sprzedaż odbywa się sama, a tak nie jest. Ani handel nowoczesny, ani tradycyjny, sam nie będzie inwestował w marketing i reklamę. Nie wystarczy więc wprowadzić towar na półki i oczekiwać wyników, trzeba wykonać ogrom pracy reklamowej i marketingowej, i wiedzieć, że wiąże się ona z kosztami – podkreśla Teresa Stachnio. – Tu konieczny jest cały wachlarz działań: media społecznościowe, gazetki – najlepiej strony wizerunkowe, ponieważ klienci nadal lubią czytać, prezentacje na targach, udział w konferencjach. Marketing to „studnia bez dna”, tu trzeba stworzyć swoją strategię wdrożeniową i koniecznie ją realizować – zaznacza. W sieci Jasmin wdrożenia nowości odbywają się przez cały rok, z wyjątkiem jego końcówki. – Niechętnie wprowadzamy nowości na koniec roku, w listopadzie i grudniu. Jeśli nie sprzedamy produktów, jest kłopot ze zwrotem i wchodzą w inwentaryzację, a tego bardzo nie lubimy – wyjaśnia Teresa Stachnio.

Jerzy Smoczyk, prezes Stowarzyszenia Sklepów Kosmeteria zaznacza, że wprowadzenie całkowicie nowej firmy do drogerii musi być bardzo głęboko przeanalizowane, a z perspektywy właściciela sklepu bardzo ważne jest przeanalizowanie polityki cenowej danej firmy. – Jeśli każdy może kupić dany produkt w cenie niższej niż kupuje sklep, to nie widzę żadnej możliwości żeby danym produktem handlować  – mówi.
 
W jakie kategorie będą inwestować polskie sieci? 
Leszek Szwajcowski pytany o to, jak będzie budowany w najbliższym czasie asortyment w sieci DP i w jakie kategorie będzie ona inwestowała, odpowiada: – Nadal widzimy wzrost zainteresowania kosmetykami organicznymi, wegańskimi czy bio. Klienci coraz bardziej zwracają uwagę nie tylko na skład produktu, ale także na jego ekologiczne pochodzenie i opakowanie. Z pewnością będziemy rozwijać i promować te kategorie. Zarządzająca siecią DP firma Błysk, która specjalizuje się w dystrybucji kosmetyków i chemii gospodarczej, w ostatnich latach zajmuje się także wprowadzaniem na rynek nowych marek. – Mamy wiele przykładów skutecznie i z dużym sukcesem wdrożonych marek i produktów, które w pierwszej kolejności były przeznaczone wyłącznie dla sieci Drogerie Polskie. Cały czas intensywnie pracujemy nad taką ofertą – dodaje Leszek Szwajcowski. 

Drogerie Jasmin są również zainteresowane produktami ekologicznymi, chętnie współpracują także z polskimi markami. Istotnych zmian w ofercie jednak sieć nie przewiduje. – Będziemy utrzymywać asortyment sprawdzony i wprowadzimy kilka nowości, co roku interesujące produkty znajdujemy wśród kandydatów do tytułu Perły Rynku Kosmetycznego – mówi Teresa Stachnio, która od lat zasiada w jury konkursu organizowanego przez „Wiadomości Kosmetyczne” i testuje pojawiające się na rynku nowinki. Część z nich dzięki temu trafia do sieci Jasmin, by przejść tam okres próby i po nim ewentualnie wchodzi do większej liczby sklepów. 

Rewolucji w ofercie nie przewiduje również sieć drogerii Vica. – Istotnych zmian asortymentowych nie planujemy. Konsekwentnie rozwijamy piramidę asortymentową ustaloną dwa lata temu. Chcemy się skupić na najważniejszych dla naszych drogerii kategoriach, takich jak kosmetyki do pielęgnacji ciała i do włosów, perfumy oraz makijaż – wymienia Dariusz Tomczak. 

Na wprowadzanie nowości trzeba mieć pieniądze 
Ewa Nowicka z sieci Noel przyznaje, że klienci są nadal ciekawi nowych produktów, choć tempo wprowadzania nowości na rynek zaczyna być zbyt duże. – Dla nas nowościami są jednocześnie wdrożenia proponowane przez firmy, z którymi już współpracujemy, jak i zupełnie nowe produkty firm mniej znanych lub dopiero budujących swój brand. Czasami mamy wrażenie, że działy zajmujące się marketingiem tak szybko działają i zmieniają asortyment, że nie dają klientowi czasu na polubienie i przyzwyczajenie się do produktu. Nowość to dla nas trzy składowe – produkt, inwestycja i wdrożenie, czyli materiały promocyjne. Jeśli te trzy czynniki uda się biznesowo scalić, to najczęściej nowość staje się klasyką  – tłumaczy Ewa Nowicka. – Istnieją marki, których nowe wdrożenia zawsze są trafione, dobrze reklamowane w telewizji oraz social mediach, przez co docierają do różnych grup odbiorców. Wszystko sprowadza się jednak do skutecznego marketingu. Bez odpowiedniego pomysłu producenta czy dystrybutora na współpracę oraz promocję, produkt nie zaistnieje w świadomości klienta i „nie sprzeda się sam”  –  dodaje. Informuje, że wciąż najwięcej nowości przybywa w kategoriach pielęgnacji włosów, twarzy i ciała. W kategorii koloryzacji włosów stale rośnie udział polskich marek. 

Nowości są bardzo ważne, na nich opiera się rynek kosmetyczny. Jednak ich wprowadzenie to dziś bardzo duże wyzwanie dla producenta – podkreśla Teresa Stachnio z sieci Jasmin. – Firma musi mieć przygotowaną strategię inwestycyjną i przemyślaną politykę cenową – jeśli cena będzie adekwatna do jakości i konsument ją zaakceptuje, wprowadzimy taki produkt na półki – tłumaczy. – Łatwiej jest nam wprowadzać nowości z firmą, która już z nami współpracuje, ponieważ możemy zdelistować produkt najsłabiej rotujący i w to miejsce zaproponować nowość. Gorzej jest z zupełnie nowymi dla nas firmami i markami – tu trzeba znaleźć miejsce na ekspozycję i promocje, ale jeśli produkt nas zaciekawia, to decydujemy się na współpracę – zaznacza. 

Najpierw faza testów
Tak jak Rossmann, Hebe, Super-Pharm czy Natura tak też sieci zrzeszające sklepy kosmetyczne na zasadzie franczyzy nie decydują się na wprowadzenie nowości od razu do całej sieci. Najpierw nowości trafiają do określonej części placówek i muszą przejść fazę testów. W przypadku drogerii Jasmin trwa to nie krócej niż 3 miesiące i nie dłużej niż 6 miesięcy. – W tym czasie producent powinien inwestować w działania marketingowe i reklamowe – mówi Teresa Stachnio. – Jeśli po 3 miesiącach odsprzedaż oferty jest niezadawalająca – nie sprzedano połowy produktów – to umawiamy się na zwroty. Jeśli sprzedaż jest dobra, każda drogeria dobiera produkty według własnych potrzeb. Jeśli nowość się obroniła, zostaje w naszej ofercie, może też trafić na listę produktów dostępnych w centralnym magazynie kosmetycznym PGD – podaje szczegóły.

Również w Drogeriach Polskich każda nowość musi najpierw przejść okres próbny. – Rekomendacja nowego asortymentu właścicielom sklepów franczyzowych to spora odpowiedzialność z naszej strony, dlatego zanim do tego dojdzie, starannie analizujemy jego sprzedaż w ośmiu własnych drogeriach które są swoistym poligonem doświadczalnym – wyjaśnia Leszek Szwajcowski. 

Według najnowszych danych firmy badawczej Nielsen, na koniec 2019 r. w Polsce działało 8051 drogerii. Liczba tego rodzaju placówek jest od 2017 r. stabilna, ale przede wszystkim za sprawą sieciowych formatów. – Kanał drogeryjny w ujęciu numerycznym jest stabilny, natomiast analizując głębiej, widoczny jest dynamiczny wzrost sieci drogeryjnych, przy jednoczesnym spadku liczby tradycyjnych, niezależnych placówek – informuje Marcin Cyganiak, dyrektor handlowy Nielsen Connect w Polsce. Trzeba jednak podkreślić, że pozycja tzw. tradycyjnych sklepów kosmetycznych, drogerii ulokowanych na osiedlach, blisko domu, wzmocniła się w okresie pandemii w związku z czasowym ograniczeniem handlu w galeriach handlowych. 

Eksperci z handlu o nowościach w przyszłości i zasadach ich wprowadzania

 
Na pewno będziemy wprowadzać nowości, ale ostrożniej i zwracając uwagę na bezpieczeństwo transakcji: możliwość zwrotu, skład produktów, kraj pochodzenia. Będziemy współpracować z firmami, które mocno nas wspierały w dobie pandemii, ale też pamiętamy kto nas zostawił zaraz w pierwszych dniach gdy ogłoszono zagrożenie. Było to dla wielkie zaskoczenie, „odwrót z pola walki”, gdy tak potrzebne było wsparcie.
Mówiąc o samej ofercie, jestem przekonana, że pandemia stworzyła nową kategorię produktów antyseptycznych, od środków do mycia, przez pielęgnacyjne do chemicznych, w tym odświeżaczy powietrza.


 
Co miesiąc do naszej oferty wprowadzamy ok. 200 nowości. Pandemia nie przyczyniła się do zmiany tego podejścia. Nie zmieniło się też nasze podejście do nowości. Ważne są dla nas trendy rynkowe, potencjał odsprzedażowy i kampania marketingowa danej linii produktów.



Czas pandemii zmienił nasze podejście do nowości, przede wszystkim w zakresie częstotliwości wprowadzania ich na półki – będą się pojawiały rzadziej. Niezmiennie odnosimy też wrażenie, że działy marketingu w wielu firmach nie do końca zdają sobie sprawę z obecnych potrzeb kobiet czy z aktualnej sytuacji na świecie. Zbyt często tworzą abstrakcyjne koncepty, które mają zadziałać tylko dzięki promocji w social mediach. Niestety, rok 2020 wywrócił świat do góry nogami i trzeba zdawać sobie z tego sprawę. Nie można zakładać, że plany, które snuliśmy na samym początku roku, nadal nadają się do pełnej realizacji. Tej świadomości prawdopodobnie brakuje twórcom nowych projektów kosmetycznych. 
Wszyscy musimy pamiętać, że klient drogeryjny jest klientem świadomym, poszukującym, więc także ciekawym nowości. Przez ostatni czas nauczyliśmy się oczekiwać od firm planów wdrożeniowych oraz całej, rozłożonej na kilka miesięcy, idei marketingowej, jak dany produkt wprowadzić na półkę i zakorzenić go w świadomości konsumenta, aby po niego wracał. Jeśli dana marka jest nam to w stanie zapewnić, wraz z zabezpieczeniem ciągłości współpracy, chętnie sięgamy po nowości. Musimy jednak pamiętać, że klient nie spędza już tak dużo czasu w drogerii, więc musimy używać wszystkich dostępnych narzędzi marketingowych w krótkim czasie. Z pewnością rok 2020 mocno zweryfikował, z którymi firmami chcemy współpracować, a z którymi nie wiążemy dłuższej relacji biznesowej. 


Idealny produkt-kandydat na nowość w naszej sieci musi faktycznie taką nowością być, najlepiej z wartością dodaną, czyli powinien być to produkt utrzymany w obecnym trendzie lub prezentować jakieś innowacyjne rozwiązanie.


W Hebe kierujemy się wieloma kryteriami, ale w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na wysoką jakość produktów i zgodność z ogólnoświatowymi trendami.


 

Nadal widzimy wzrost zainteresowania kosmetykami organicznymi, wegańskimi czy bio. Klienci coraz bardziej zwracają uwagę nie tylko na skład produktu, ale także na jego ekologiczne pochodzenie i opakowanie. Z pewnością będziemy rozwijać i promować te kategorie.


 Trudno o drugi kraj w Unii Europejskiej, w którym wprowadzanych jest tyle nowości kosmetycznych. Z moich analiz wynika, że poniżej 10 proc. nowości jest przyjmowanych pozytywnie. W firmach, które mają stabilną politykę ten współczynnik jest powyżej 90 proc. Niestety możemy podać wiele przykładów, jak zostały zniszczone wspaniałe marki, które jeszcze niedawno miały dobrą pozycję na naszym rynku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
12.01.2026 14:23
Marta Wojciechowska: Konsumenci beauty są zmęczeni natłokiem nowości [ROCZNIK WK 2025/26]
Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspertAgnieszka Olek

W czasach niepokoju i przeciążenia informacyjnego odbiorcy coraz częściej szukają w kosmetykach poczucia bezpieczeństwa, ukojenia, spokoju. Wiele marek stanęło na biznesowym rozdrożu: chcą sprzedawać produkty premium, ale konsumenci w tej bardzo konkurencyjnej branży oczekują czegoś więcej. Bycie naturalnym czy wegańskim już nie wystarcza – za produktem musi stać dziś wiarygodna historia – uważa Marta Wojciechowska, luxury & beauty ekspert.

Czy odpowiedzią producentów na rynkowe wyzwania staje się zwiększanie nakładów na marketing, influencerów? Oraz epatowanie kolejnymi seriami nowości w ofercie?

Rzeczywiście, widać wyraźnie, że w trudniejszym otoczeniu ekonomicznym wielu producentów próbuje więcej inwestować w marketing i w większą aktywność influencerów. Ale coraz częściej okazuje się, że nie ilość komunikatów, ale ich autentyczność i dopasowanie decyduje o skuteczności komunikacji oraz finalnie – przełożeniu na sprzedaż. 

Konsumenci są zmęczeni natłokiem nowości, które różnią się głównie opakowaniem lub fragmentem nazwy. W zasadzie do końca nie wiadomo, czy to naprawdę coś nowego, czy tylko nowa etykieta, albo siódma odsłona tego samego zapachu. Prawda jest taka, że branża kosmetyczna w zasadzie w większości opiera się na nowościach, trendach, sezonowości. W ten sposób sami siebie wpędziliśmy w ślepy zaułek. Inwestycja w znanych influencerów też nie daje gwarancji zwrotu, bo mieliśmy w 2025 roku kilka związanych z tym kryzysów wizerunkowych.

Marki, które dziś wygrywają, to te, które potrafią pokazać nie tylko nowy produkt, ale też realną wartość: skład, funkcję, ideę i wiarygodna historię. W trendach globalnych widać przesunięcie od influencer marketingu do expert marketingu, czyli współpracy z osobami, które mają wiarygodność i wiedzę, nie tylko zasięgi. Bo konsumenci zaczynają ufać faktom i spójności przekazu.

Z problemami mierzą się nie tylko marki premium, ale też – z czym rynek nie miał do czynienia naprawdę od wielu lat – koncerny skupiające marki luksusowe, by wymienić tylko LVMH. Z czego wynika to odchodzenie klientów od marek luksusowych? Stali się bardziej oszczędni, czy po prostu produkt z logotypem luksusowej marki przestał być dla nich przedmiotem pożądania, aspiracji? Jak wytłumaczyć to zjawisko?

Moim zdaniem dzieje się kilka rzeczy jednocześnie. Po pierwsze: spada zaufanie do wielkich brandów. Jako konsumenci pytamy o łańcuchy dostaw i warunki pracy, a luksus ma dziś w tej kwestii problem wiarygodności. Mamy kryzys zaufania do luksusowych produktów „Made in Italy, a szersze „trust issues” zmuszają luksus do zacieśniania kontroli i okazywania dowodów jakości. 

Po drugie: kultura dupes nauczyła konsumentów, że efekt i design można mieć taniej, więc sama metka już nie wystarcza. 

Po trzecie: ultra-fast fashion wchodzi do świątyń handlu (Shein w Paryżu), prowokując pytanie, czym obecnie jest luksus? 

W tle mamy spowolnienie popytu i globalne “studzenie” wzrostu. W efekcie luksus zaczyna się przedefiniowywać: z logo i statusu w stronę dowodu jakości, etyki i emocji – dlatego bronią się kategorie o wysokiej wartości doświadczenia, np. zapachy. 

image

Katarzyna Bielecka, Sephora: Być najbardziej trendy destynacją na rynku premium beauty [ROCZNIK WK 2025/26]

Do tego dochodzi jeszcze konfrontacja między młodszymi pokoleniami a tradycyjnymi markami luksusowymi. Odpływ klientów może wynikać m.in. z braku adekwatnej narracji i zmiany oczekiwań nowej generacji. Dla branży oznacza to po prostu konieczność otwarcia na nowe języki komunikacji, transparentność i kulturę wartości, a nie tylko kontynuację modelu aspiracyjnego.

Warto chyba pochylić się w tym momencie nad specyfiką pokoleń, i tego, jakimi są konsumentami. Co jest dla nich ważne, na czym się skupiają dokonując zakupu kosmetyków, jaka jest ich świadomość, jeśli chodzi o składy czy działanie? Jaka jest podatność, wrażliwość poszczególnych pokoleń na mody, trendy, social media?

W opracowaniach i raportach branżowych pojawia się kilka interesujących wniosków. Pokolenie baby boomers i generacja X to konsumenci doświadczeni, lojalni i pragmatyczni. Według najnowszego raportu NielsenIQ, to właśnie Gen X pozostaje jednym z najważniejszych motorów wzrostu w segmencie pielęgnacji skóry. Dla tych grup kluczowa jest skuteczność, bezpieczeństwo i wiarygodność. Bardziej ufają ekspertom, niż trendom z social mediów. Często wybierają dermokosmetyki, pielęgnację pro-age i produkty z potwierdzonym działaniem.

Millenialsi są świadomi i selektywni, analizują składy, szukają marek z wartościami i autentyczną historią. To oni zapoczątkowali ruch “clean beauty”, który dziś przekształca się w “conscious beauty”– łączący etykę, ekologię i skuteczność. Cenią storytelling, ale oczekują dowodów działania. Są też bardziej odporni na marketingowy szum i wolą marki transparentne, które potrafią mówić wprost.

Natomiast pokolenie Z to konsumenci ekstremalnie cyfrowi, bardzo emocjonalni i jednocześnie krytyczni. Jak pisze Business of Fashion, GenZ szybko weryfikuje marki – docenia autentyczność, ale bezlitośnie demaskuje fałsz. To oni stworzyli kulturę “dupes”, czyli poszukiwania tańszych, ale jakościowych alternatyw dla produktów luksusowych. Social media, zwłaszcza TikTok, stały się ich głównym źródłem inspiracji, ale też edukacji kosmetycznej. Jednocześnie mają bardzo wysoką świadomość składów i działania produktów. GenZ chętnie eksperymentuje z markami i nowymi produktami, ale szybko rezygnuje, jeśli marka nie sprosta ich oczekiwaniom. Ta grupa często odcina się od tradycyjnego luksusu, bo sposób komunikacji i wartość marki często nie trafiają w jej oczekiwania.

Na horyzoncie pojawia się już pokolenie Alfa – najmłodsi konsumenci, którzy dorastają w świecie, gdzie inkluzywność, różnorodność i zrównoważony rozwój są czymś oczywistym. Dla nich kosmetyki będą nie tylko o wyglądzie, ale o samopoczuciu i tożsamości. Natomiast mocno kierują się estetyką, uwielbiają kolekcjonować i być zaskakiwani.

image

Marta Wojciechowska: Od silversów do generacji alfa. Czego klienci oczekują od marek kosmetycznych? [ANALIZA]

Ostatnie lata to czas, gdy producenci, sieci handlowe i marketing skupiły się na najmłodszych konsumentach. Dlaczego? Bo młodzi kupują dużo i lubią nowości? A może branża beauty chce sobie wychować przyszłych konsumentów, dopieszczając ich i spełniając wszystkie potrzeby? Mam wrażenie, że jest to najmniej lojalna wobec marek i trendów grupa konsumentów. Czy zatem warto się dla nich aż tak starać? 

Tak, obserwacje, że producenci i sieci zwiększają wydatki marketingowe w najmłodszych grupach, komunikują nowości i silnie stawiają na influencerów, mają solidne podstawy. Ale to nie jest jedyna strategia – i sama w sobie może nie wystarczyć. Z praktyki Rossmanna widzimy, że warto łączyć akwizycję z retencją, nowości z autentycznością oraz komunikację emocji z danymi.

Marki uczą się, że młodzi konsumenci są najmniej lojalni, a przy tym są dynamiczni, zmienni, poszukujący świeżości. Ale właśnie dlatego warto do nich docierać – nie po to, by zdobyć ich na stałe, ale by być obecnym w ich życiu “tu i teraz”. 

Inwestowanie w influencerów i nowości to jedna strona medalu, druga to wykorzystanie danych do budowania relacji i personalizacji, a także tworzenie marek własnych czy linii, które rezonują z wartościami, jak trend mindfulness czy rytuały dbania o siebie. Podobnie jak wprowadzenie linii „blind boxów”, kiedy klient nie wie, jaki wariant produktu otrzyma. To mechanika typowa dla fanów kolekcjonowania, silnie rezonująca z pokoleniem Z i konsumentami, nastawionymi na niespodziankę i exclusivity.

Ostatecznie – tak, warto się starać o młodych, ale trzeba robić to w bardziej wyrafinowany sposób, niż dotychczas. Te działania muszą iść w parze z konsolidacją relacji, bo to, co dziś przyciąga uwagę, jutro może być zapomniane.

[...]

Czy marketing w branży beauty i kosmetycznej skupia się obecnie już tylko na social mediach, internecie? Czy inne rodzaje promocji są jeszcze brane pod uwagę przy kreowaniu kampanii np. nowych marek czy produktów? 

Na marketing beauty można spojrzeć z kilku stron. Z perspektywy marek to oczywiście silne oparcie o digital i social media, które budują świadomość, emocje i wizerunek. Social media to dziś bez wątpienia najważniejszy kanał pierwszego kontaktu z marką, zwłaszcza dla pokolenia Z i millenialsów.

TikTok, Instagram czy YouTube kształtują trendy i rekomendacje: np. zjawisko „TikTok made me buy it” generuje realne skoki sprzedaży. Jednak marki, które opierają się wyłącznie na social mediach, mają krótkotrwały efekt hype’u, bez trwałej lojalności.

Natomiast z perspektywy retailera komunikacja wygląda już inaczej. Opiera się głównie na marketingu partnerskim, współpracy z markami i wspólnych kampaniach, które mają napędzać sprzedaż online i offline jednocześnie. Sieci takie jak Rossmann, Super-Pharm czy Douglas budują własne platformy komunikacyjne: aplikacje, newslettery i własne media retailowe. Dla marek wejście na półkę, stacjonarnie lub wirtualnie, oznacza też widoczność  w aplikacji, w rekomendacjach, działaniach lojalnościowych etc. To zupełnie nowy ekosystem komunikacji, bardziej partnerski, zintegrowany i oparty na danych, nie tylko na zasięgu.

image

Maja Justyna, PAIH: Dominacja K-beauty: pielęgnacja, makijaż i co dalej? [ROCZNIK WK]

Mimo digitalizacji, doświadczenie na żywo wciąż ma ogromną wartość. Marki oraz retailerzy inwestują w eventy eksperckie, konsultacje, pop-upy etc. Rozwijają też strefy dermo i well-being, gdzie offline łączy się z edukacją i rekomendacją konsultantów. Reklama w prasie kobiecej i magazynach branżowych nadal funkcjonuje, ale dziś ma rolę wizerunkową, nie sprzedażową.

Kampanie telewizyjne też działają, zwłaszcza w kluczowych okresach roku oraz w kampaniach masowych marek drogeryjnych. Marki premium nadal chętnie komunikują nowości w przestrzeni miejskiej, np. na citylightach. Coraz więcej marek inwestuje w kampanie edukacyjne czy np. podcasty, bo konsumenci oczekują czegoś więcej, niż reklamy.

Co na to retail media? Jakie ma rozwiązania, propozycje dla branży beauty? 

Marketing beauty nie jest już tylko komunikacją marki, ale wspólnym przedsięwzięciem marki i retailera. Marki dostarczają emocje, a retailer – dane i kontekst. Retail media mają przewagę nad klasyczną komunikacją w social mediach, gdzie trudno powiązać ekspozycję z faktycznym zakupem. Dla marek kosmetycznych retail media to najbardziej efektywna forma inwestycji w reklamę, która daje zasięg, dane, możliwość personalizacji i pomiar ROI. Dla retailerów jest to źródło  przychodu i sposób na pogłębienie relacji z markami, ale też sposób na podniesienie atrakcyjności własnej komunikacji.

Ostatecznie zyskują też klienci, bo komunikacja staje się bardziej spersonalizowana, użyteczna i efektywna. Według danych NielsenIQ i GroupM, rynek retail media w Europie rośnie o ponad 20 proc. rocznie, a wzrost ten napędza głównie branża beauty. Jednocześnie, co ciekawe, na europejskich konferencjach skupionych wokół tematyki retail media, wciąż obecnych jest niewiele firm z branży kosmetycznej, a segment marek premium praktycznie nie jest reprezentowany. Cały czas widzę przestrzeń do rozwoju w tym obszarze.

W jakim kierunku podąża branża kosmetyczna? Czy po epoce overconsumption i kilkunastostopniowych rutyn pielęgnacyjnych przyjdzie czas na skin minimalizm? Jakie widzisz tu główne kierunki rozwoju dla branży?

Świetne pytanie. Zastanawiam się od dłuższego czasu, czy nastąpi punkt zwrotny w ciągłej pogoni za nowościami i trendami. Beauty to oczywiście emocje, ale przede wszystkim potężny biznes, więc myślę, że spowolnienie jednak nam nie grozi.

Jednak to prawda: po erze wieloetapowych koreańskich rytuałów i overconsumption przychodzi powrót do prostoty, jakości i skuteczności. Konsumenci chcą mniej produktów, ale bardziej przemyślanych, wielofunkcyjnych. Oczywiście nadal z pomocą branży przychodzą technologia i nauka. Aplikacje do analizy skóry, inteligentne lusterka, testery DNA, diagnostyka mikrobiomu, technologie, które jeszcze kilka lat temu brzmiały futurystycznie, teraz stają się codziennością.

Nadal ważne jest holistyczne podejście do piękna. Granica między kosmetykami, suplementami i zdrowiem coraz bardziej się zaciera. Dlatego cały czas wzrasta popularność suplementów beauty, adaptogenów, dermokosmetyków i trendu beauty from within. Dodatkowo zmienia się podejście w komunikacji – zamiast „anti-age” mamy „pro-age”. Zamiast obietnicy cofania czasu – dojrzałe piękno, naturalność i troskę o jakość skóry, o dobre samopoczucie. 

W beauty, podobnie jak w fashion, klienci zaczynają oczekiwać większej transparentności i przejrzystości w pochodzeniu składników, czy łańcuchach dostaw. W świecie przesytu, informacyjnego szumu, i podobnych do siebie produktów zwyciężają marki, które mają jasną filozofię, wiarygodność, dostarczają emocje i potrafią budować zaangażowanie.

Być może to koniec ery produktów “dla wszystkich”, a konsumenci wybiorą marki, które odpowiadają na współczesne potrzeby, i które naprawdę mówią ich językiem.

Powyższy artykuł jest częścią szerszego wywiadu, opublikowanego w roczniku Wiadomości Kosmetycznych 2025/26.

Ten 160-stronicowy magazyn z okładką autorstwa uznanej graficzki Oli Niepsuj można można nabyć tutaj 

image

Rocznik „Wiadomości Kosmetycznych” – kompendium wiedzy o rynku beauty na 2025 i dalej

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
09.01.2026 13:44
Logistyka, regulacje i automatyzacja zadecydują o konkurencyjności rynku e-commerce 2026
Packeta mat.pras.

Rosnące oczekiwania klientów, nadchodzące zmiany regulacyjne oraz dynamiczny rozwój automatyzacji sprawiają, że e-commerce wchodzi w kolejny etap dojrzałości. W 2026 roku o przewadze konkurencyjnej decydować będą nie tylko cena i marketing, ale przede wszystkim przewidywalność dostaw, odporność operacyjna i zdolność do skalowania procesów logistycznych – także w sprzedaży cross-border. O kluczowych wyzwaniach i kierunkach rozwoju rynku mówi Marcin Prusak, wiceprezes zarządu Packeta Poland & Germany

Od czego zależy lojalność klienta?

Jednym z największych wyzwań dla branży e-commerce w nadchodzących latach będzie zdolność do pozyskiwania i utrzymywania klientów w warunkach coraz większej konkurencji oraz rosnącej świadomości konsumentów. Cena przestaje być jedynym kryterium wyboru. Klienci oczekują dziś przewidywalności, transparentności i pełnej kontroli nad procesem zakupowym. Z perspektywy logistyki oznacza to konieczność skracania lead time, precyzyjniejszego forecastingu i utrzymania maksymalnej stabilności operacyjnej – niezależnie od sezonu czy wolumenu. 

Z mojego doświadczenia, chociażby przy budowie sieci dystrybucyjnych Tesli w regionie EMEA, wynika jednoznacznie, że lojalność klienta nie jest wyłącznie efektem kampanii marketingowych, lecz przede wszystkim konsekwencją jakości operacji. W Packeta widzimy to bardzo wyraźnie – konsumenci w Polsce czy Niemczech nie oczekują już tylko „jak najszybszej” dostawy, ale dostawy, która zawsze spełnia obiecaną jakość: bez opóźnień, zmiany terminów i niejasnej komunikacji. To fundamentalnie zmienia definicję konkurencyjności w e-commerce.

image

Amazon Prime Day 2025: kosmetyczni zwycięzcy wydarzenia zakupowego roku [ROCZNIK WK 2025/26]

Regulacje i ESG – rynek wchodzi w fazę dojrzałości

Jednocześnie branża musi przygotować się na zmiany regulacyjne, które w pełnym zakresie zaczną obowiązywać od 2026 roku. Mam na myśli nie tylko raportowanie ESG, które wymusi większą transparentność w zakresie emisji, sposobu pakowania czy recyklingu, ale też przepisy dotyczące danych, automatyzacji oraz dostaw cross-border. Firmy będą musiały dostosować się do nowych norm środowiskowych, obowiązku raportowania wpływu środowiskowego, bardziej rygorystycznych zasad etykietowania oraz możliwych zmian w podatkach dla dostaw międzynarodowych. 

Nowe regulacje zwiększą złożoność operacyjną i koszty zgodności, szczególnie w handlu międzynarodowym. Z mojego doświadczenia wynika, że firmy, które odpowiednio wcześnie przygotowują operacje pod przyszłe regulacje, zyskują realną przewagę kosztową i wizerunkową. Europejski rynek e-commerce będzie coraz bardziej regulowany, a łańcuchy dostaw bardziej złożone i wymagające precyzyjnego zarządzania.

Automatyzacja i AI jako fundament skalowania

W mojej ocenie nie da się dziś mówić o skalowaniu e-commerce bez zaawansowanej automatyzacji i sztucznej inteligencji. W 2026 roku kluczową rolę odegrają predykcyjne modele forecastingu, dynamiczny routing, inteligentne systemy sortowania czy roboty AMR w magazynach, które pozwalają skracać SLA, obniżać koszt jednostkowy i utrzymywać jakość operacji przy rosnących wolumenach. 

image

AI wchodzi w zakupy: klienci chcą wygody, a sprzedawcy – efektywności

AI coraz częściej wykorzystywana jest także w obsłudze klienta – przejmując powtarzalne zapytania, skracając czas reakcji i redukując koszty wsparcia. W logistyce ostatniej mili technologie te umożliwiają optymalizowanie zasobów, przewidywanie przeciążeń sieci i zarządzanie wolumenem w czasie rzeczywistym, co ma kluczowe znaczenie w okresach szczytów sprzedażowych.

Logistyka jako przewaga, nie koszt

Jednym z najczęstszych błędów, które obserwuję w e-commerce, jest traktowanie kosztów operacyjnych jako obszaru drugoplanowego. Wiele firm koncentruje się na wzroście sprzedaży i marketingu, podczas gdy to operacje – w tym koszty zwrotów, pick & pack, prognozowanie popytu i optymalizacja sieci – realnie decydują o rentowności. Z mojego doświadczenia z pracy w Amazonie i Tesli wynika, że nawet niewielkie nieefektywności operacyjne mogą generować duże straty, a dobrze wdrożony forecasting znacząco obniża koszt jednostkowy. W Packeta obserwujemy to samo – firmy, które rozumieją swoje procesy, rosną szybciej i stabilniej.

Równie istotnym problemem jest postrzeganie logistyki wyłącznie jako kosztu, a nie źródła przewagi konkurencyjnej. Przewidywalność dostawy, wybór formy odbioru, jakość komunikacji i sprawny zwrot bezpośrednio wpływają na to, czy klient wróci do sklepu. Skalowanie e-commerce wymaga jasno zdefiniowanych KPI, standaryzacji i powtarzalnych procesów. Bez nich nawet najlepszy model biznesowy traci efektywność wraz ze wzrostem wolumenów.

Co więcej, w Packeta już od kilku lat rozwijamy model multi-network w logistyce ostatniej mili, gdzie łączymy własną sieć punktów odbioru i automatów z infrastrukturą innych operatorów. To podejście daje większą elastyczność, pozwala obniżać koszty dostawy i znacząco poprawia skuteczność pierwszego doręczenia. W mojej ocenie jest to jeden z kluczowych kierunków rozwoju europejskiej logistyki. 

Cross-border i nowe modele operacyjne

Coraz większe znaczenie zyskuje również sprzedaż cross-border, która wymaga nie tylko dobrej oferty, ale przede wszystkim skalowalnych i powtarzalnych procesów logistycznych. Widzimy rosnące zainteresowanie dynamicznym ustalaniem cen dostaw międzynarodowych w oparciu o dane o popycie, obciążeniu sieci czy dostępności zasobów. Dynamic pricing w logistyce jest tym, czym kiedyś stało się RTB w reklamie – pozwala optymalizować koszty i reagować w czasie rzeczywistym na zmieniające się warunki.

Wszystkie te elementy – wymagający klienci, regulacje, automatyzacja i nowe modele logistyczne – sprawiają, że 2026 rok będzie testem odporności operacyjnej dla całej branży. W mojej ocenie wygrają te firmy, które już dziś inwestują w stabilność dostaw, skalowalne procesy i technologie pozwalające reagować na zmiany w czasie rzeczywistym. E-commerce wchodzi w etap, w którym przewagę buduje się nie szybkością decyzji marketingowych, lecz jakością operacji.

Marcin Prusak

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
12. styczeń 2026 18:14