StoryEditor
Rynek i trendy
09.09.2020 00:00

Jakich kosmetyków chcą drogeryjne sieci?

Nowości na rynku kosmetycznym odgrywają szczególną rolę. Pojawia się ich bardzo dużo, ale zaledwie 10 proc. utrzymuje się na rynku dłużej niż rok. Jak w związku z tak dużą dynamiką rynku oraz konkurencją zapatrują się  na wprowadzanie nowinek na półki sieci drogeryjne? Jakie kryteria są kluczowe przy podejmowaniu współpracy?

Drogerie są najważniejszym miejscem sprzedaży kosmetyków. Według danych PMR mają 45 proc. udziałów w sprzedaży tej oferty. Dzieje się tak przede wszystkim za sprawą nowoczesnych sieci drogeryjnych, a absolutnie dominującą jest Rossmann – w sklepach tej sieci dziennie robi zakupy 800 tys. osób. A jednak większość producentów, wprowadzając nowości na rynek, pierwsze kroki kieruje do sklepów z tzw. rynku tradycyjnego – do lokalnych mikrosieci liczących od kilku do kilkudziesięciu placówek lub do pojedynczych sklepów indywidualnych właścicieli – bezpośrednio lub przez dystrybutorów organizujących sieci franczyzowe. Tradycyjne sklepy są najczęściej poligonem doświadczalnym – w nich producenci testują, czy ich produkt przyjmie się na rynku. Potem wiele firm stara się o jego wprowadzenie do największych sieci drogeryjnych, czy ostatnio coraz częściej także do dyskontów, nawet kosztem całkowitego uzależnienia się od takiego operatora. 

Oczekiwania handlu
Najsilniejsze sieci drogeryjne wprowadzając nowe marki na półki najczęściej oczekują od producentów kontraktu na wyłączność, ponieważ nie chcą, by identyczne produkty były sprzedawane u konkurencji. Takiego samego traktowania oczekuje handel tradycyjny. – Często producentom zależy na wprowadzeniu swoich produktów do handlu nowoczesnego, ale to jest dość trudna droga i są umowy, z których należy się wywiązać i rozliczyć. Wejście na półki wiąże się z dużą inwestycją marketingową zaplanowaną na cały rok. Producenci, zwłaszcza nowi, często nie mają pomysłu na swoją markę i nie mają strategii na jej wdrożenie i rozwój, dlatego chętnie wchodzą do tradycyjnych drogerii, których właściciele wykonują bardzo trudną pracę związaną z wdrożeniem nowości i gdy już mogliby zacząć zarabiać, te produkty pojawiają się w handlu nowoczesnym. To bardzo boli i podważa zaufanie do lojalności producentów. Według nas producenci powinni mieć oferty dla handlu nowoczesnego i tradycyjnego, jeśli są takie same, to ceny i wsparcie powinny być takie same – jasno tłumaczy Teresa Stachnio, wiceprezes zarządu sieci drogerii Jasmin.

Producenci, którzy chcą pracować ze wszystkimi kanałami sprzedaży starają się dywersyfikować ofertę – różne linie produktów, najczęściej także na innym poziomie cenowym, kierują do określonych kanałów dystrybucji. Jak jest to ważne, pokazują niektóre komentarze jurorów biorących udział w tegorocznym badaniu Perły Rynku Kosmetycznego: „marka wypromowana, a jednocześnie niedostępna w zagranicznych sieciach, co pozostaje wielkim plusem”, „mocne wsparcie marketingowe to już połowa sukcesu produktu – nie dość, że był reklamowany w telewizji, to dodatkowo firma zaproponowała sieciom tradycyjnym konkurencyjne ceny w stosunku do cen w zagranicznych sieciach”, „marka źle się kojarzy w tzw. tradycji – jest obecna we wszystkich sieciach zagranicznych i nie daje tradycyjnym sklepom konkurencyjnych cen czy promocji”, „w przypadku tej marki zbyt odczuwalna jest walka cenowa aptek i sklepów internetowych”.

Jest też część firm kosmetycznych, które stosują selektywną dystrybucję i nie decydują się na współpracę z największymi sieciami drogeryjnymi. Dotyczy to zwłaszcza nowych przedsiębiorstw o rodzinnym charakterze, których zwyczajnie nie stać na masowy zasięg, a których w ostatnich latach pojawiło się mnóstwo na polskim rynku. To stało się szansą dla drobnego detalu. Niektórym producentom nie przeszkadza, że muszą pracować indywidualnie ze sklepami, czy że sieci franczyzowe mają ograniczony wpływ na detalistów, którzy działają pod ich szyldem. Dla nich współpraca z każdym pojedynczym sklepem oznacza napływ gotówki tak potrzebnej na etapie rozwoju firmy. 

O tym, co trafi do konsumenta decydują w dużym stopniu sieci detaliczne. I zgodnie z przewidywaniami agencji badawczych będą się umacniać w swojej roli kreatora rynku

Co decyduje o wprowadzaniu nowości do sieci drogeryjnych?
Rynek kosmetyczny żyje nowościami. Co roku pojawia się ich coraz więcej. Na pewno nie jest to rynek producenta. O tym, co trafi do konsumenta decydują w dużym stopniu sieci detaliczne. I zgodnie z przewidywaniami agencji badawczych będą się umacniać w swojej roli kreatora rynku. – Sądzę, że trendy będą kreować nie producenci a sieci handlowe, to one wymuszą określone wdrożenia. Patrząc na trójkę hegemonów branży drogeryjnej – wszyscy stawiają na kosmetyki naturalne – mówił Michał Rudecki, client director w Nielsen Polska w wywiadzie udzielonym „Wiadomościom Kosmetycznym” w marcu br. 

Jaka jest więc strategia wobec nowości w największych sieciach perfumeryjnych i drogeryjnych? Co decyduje o tym, jakie produkty wejdą do sprzedaży?

Nowości do sieci Douglas wprowadzane są dwubiegunowo – pierwsza ścieżka to produkty rekomendowane przez naszą centralę z przeznaczeniem do wprowadzenia w całej Europie. Druga wygląda tak, że sami wyszukujemy różne marki i produkty zgodnie z przewidywanymi trendami – mówi Rajmund Kula, key account manager w sieci perfumerii Douglas Polska.

W Hebe kierujemy się wieloma kryteriami, ale w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na wysoką jakość produktów i zgodność z ogólnoświatowymi trendami – wymienia Antonio Farinha, dyrektor handlowy w spółce Jeronimo Martins Drogerie i Farmacja zarządzającej siecią Hebe. – Stale rozszerzamy asortyment i wprowadzamy do niego nowości przede wszystkim w kategoriach kosmetyków naturalnych, koreańskich, makijażowych oraz higieny osobistej. Rozwijamy też marki własne, wprowadziliśmy niedawno linię wegańskich, bambusowych pędzli do makijażu. Staramy się rozwijać i zapewniać klientom takie produkty, których potrzebują i poszukują – zapewnia. 

Beata Dąbrowska, marketing communication manager w sieci drogeryjno-aptecznej Super-Pharm wylicza: – Pierwsze kryterium wprowadzania nowości to analiza potencjalnego obrotu, potem szasnę mają produkty, które są oferowane u nas choćby przez jakiś czas na wyłączność. Idealny produkt-kandydat na nowość w naszej sieci musi faktycznie taką nowością być, najlepiej z wartością dodaną, czyli powinien być to produkt utrzymany w obecnym trendzie lub prezentować jakieś innowacyjne rozwiązanie – podkreśla Beata Dąbrowska. 

Największa sieć drogeryjna Rossmann nie ujawnia żadnych kryteriów współpracy z dostawcami traktując je jako tajemnicę handlową. Jednak Agata Nowakowska, rzecznik prasowy sieci podkreśla, że tylko w sezonie wiosenno-letnim do drogerii Rossmann zostało wprowadzonych aż 3 tys. nowości. – Są to produkty starannie przez nas wyselekcjonowane, zgodne ze światowymi trendami jak less waste, np. szampony i odżywki w kostkach, produkty zawierające w składzie kannabidiol, produkty typu superfoods czy znane z Instagrama marki makijażowe – wymienia. 

Nowości? Tak, pod warunkiem, że…
Jak na wprowadzanie nowych marek i produktów do sprzedaży zapatrują się detaliści z tradycyjnego rynku? Ostrożniej niż w minionych latach. Są na tak, ale pod wieloma warunkami. 
Rynek kosmetyków od lat rozwija się dynamicznie i my, jako sieć, próbujemy odnaleźć się w tej rzeczywistości. Nie zawsze jest to proste, gdyż ofert na rynku jest bardzo dużo. Nie szukamy nowych marek. To producenci znajdują nas – mówi Ewa Nowicka, dyrektor handlowy w sieci Noel mającej 11 własnych drogerii. – Staramy się wybierać firmy, które faktycznie są producentami i jednocześnie przedstawiają ciekawy pomysł wdrożeniowy na najbliższe pół roku: obecność marki w gazetce reklamowej, akcje konsumenckie, promowanie danej marki przez konsultantki w drogerii – wymienia. – Nasze drogerie są usytuowane w małych miastach liczących od 9 do 40 tysięcy mieszkańców. W związku z tym asortyment jest już dostosowywany do klienta lokalnego. Oznacza to, że mamy w swojej ofercie produkty masowe, a jednocześnie, edukując klientów odnośnie pielęgnacji czy potrzeb kosmetycznych, próbujemy wdrażać nowe marki – dodaje. 

Dariusz Tomczak, prezes sieci drogeryjnej Vica, do której należy 31 własnych placówek, odpowiada krótko: – Wprowadzamy nowe marki, ale już dużo mniej, ponieważ jest ich przesyt oraz nie oferują innowacyjnych rozwiązań. Zdecydowanie wolimy umacniać te, które już są w naszej ofercie.

Leszek Szwajcowski, wiceprezes franczyzowej sieci DP Drogerie Polskie, zapewnia, że nowości w niej nie zabraknie, ponieważ wyprzedzanie trendów rynkowych oznacza też wyprzedzanie konkurencji. Z tego też powodu wprowadzanie nowych produktów do DP nie odbywa się według ściśle zaplanowanego scenariusza. – Działamy na bieżąco w myśl zasady „kto pierwszy, ten lepszy”, skoro mamy się odróżniać ofertowo, musimy wyprzedzać konkurencję – mówi. – Nie jest tajemnicą, że nowości produktowe generują spory udział w naszym obrocie, ale przede wszystkim zapewniają napływ konsumentek, które uwielbiają wszelkie nowinki kosmetyczne. Sztuka polega jednak na tym, żeby spośród setek ofert wybrać te najbardziej pożądane – podkreśla. 

Zarząd sieci Jasmin jest otwarty na zupełnie nowe, wręcz start-upowe firmy kosmetyczne. Nie oznacza to jednak, że mogą to być firmy bez jakiegokolwiek zaplecza produkcyjnego i marketingowego. – Producenci bardzo często nie zdają sobie sprawy z realiów rynkowych. Są przekonani, że sprzedaż odbywa się sama, a tak nie jest. Ani handel nowoczesny, ani tradycyjny, sam nie będzie inwestował w marketing i reklamę. Nie wystarczy więc wprowadzić towar na półki i oczekiwać wyników, trzeba wykonać ogrom pracy reklamowej i marketingowej, i wiedzieć, że wiąże się ona z kosztami – podkreśla Teresa Stachnio. – Tu konieczny jest cały wachlarz działań: media społecznościowe, gazetki – najlepiej strony wizerunkowe, ponieważ klienci nadal lubią czytać, prezentacje na targach, udział w konferencjach. Marketing to „studnia bez dna”, tu trzeba stworzyć swoją strategię wdrożeniową i koniecznie ją realizować – zaznacza. W sieci Jasmin wdrożenia nowości odbywają się przez cały rok, z wyjątkiem jego końcówki. – Niechętnie wprowadzamy nowości na koniec roku, w listopadzie i grudniu. Jeśli nie sprzedamy produktów, jest kłopot ze zwrotem i wchodzą w inwentaryzację, a tego bardzo nie lubimy – wyjaśnia Teresa Stachnio.

Jerzy Smoczyk, prezes Stowarzyszenia Sklepów Kosmeteria zaznacza, że wprowadzenie całkowicie nowej firmy do drogerii musi być bardzo głęboko przeanalizowane, a z perspektywy właściciela sklepu bardzo ważne jest przeanalizowanie polityki cenowej danej firmy. – Jeśli każdy może kupić dany produkt w cenie niższej niż kupuje sklep, to nie widzę żadnej możliwości żeby danym produktem handlować  – mówi.
 
W jakie kategorie będą inwestować polskie sieci? 
Leszek Szwajcowski pytany o to, jak będzie budowany w najbliższym czasie asortyment w sieci DP i w jakie kategorie będzie ona inwestowała, odpowiada: – Nadal widzimy wzrost zainteresowania kosmetykami organicznymi, wegańskimi czy bio. Klienci coraz bardziej zwracają uwagę nie tylko na skład produktu, ale także na jego ekologiczne pochodzenie i opakowanie. Z pewnością będziemy rozwijać i promować te kategorie. Zarządzająca siecią DP firma Błysk, która specjalizuje się w dystrybucji kosmetyków i chemii gospodarczej, w ostatnich latach zajmuje się także wprowadzaniem na rynek nowych marek. – Mamy wiele przykładów skutecznie i z dużym sukcesem wdrożonych marek i produktów, które w pierwszej kolejności były przeznaczone wyłącznie dla sieci Drogerie Polskie. Cały czas intensywnie pracujemy nad taką ofertą – dodaje Leszek Szwajcowski. 

Drogerie Jasmin są również zainteresowane produktami ekologicznymi, chętnie współpracują także z polskimi markami. Istotnych zmian w ofercie jednak sieć nie przewiduje. – Będziemy utrzymywać asortyment sprawdzony i wprowadzimy kilka nowości, co roku interesujące produkty znajdujemy wśród kandydatów do tytułu Perły Rynku Kosmetycznego – mówi Teresa Stachnio, która od lat zasiada w jury konkursu organizowanego przez „Wiadomości Kosmetyczne” i testuje pojawiające się na rynku nowinki. Część z nich dzięki temu trafia do sieci Jasmin, by przejść tam okres próby i po nim ewentualnie wchodzi do większej liczby sklepów. 

Rewolucji w ofercie nie przewiduje również sieć drogerii Vica. – Istotnych zmian asortymentowych nie planujemy. Konsekwentnie rozwijamy piramidę asortymentową ustaloną dwa lata temu. Chcemy się skupić na najważniejszych dla naszych drogerii kategoriach, takich jak kosmetyki do pielęgnacji ciała i do włosów, perfumy oraz makijaż – wymienia Dariusz Tomczak. 

Na wprowadzanie nowości trzeba mieć pieniądze 
Ewa Nowicka z sieci Noel przyznaje, że klienci są nadal ciekawi nowych produktów, choć tempo wprowadzania nowości na rynek zaczyna być zbyt duże. – Dla nas nowościami są jednocześnie wdrożenia proponowane przez firmy, z którymi już współpracujemy, jak i zupełnie nowe produkty firm mniej znanych lub dopiero budujących swój brand. Czasami mamy wrażenie, że działy zajmujące się marketingiem tak szybko działają i zmieniają asortyment, że nie dają klientowi czasu na polubienie i przyzwyczajenie się do produktu. Nowość to dla nas trzy składowe – produkt, inwestycja i wdrożenie, czyli materiały promocyjne. Jeśli te trzy czynniki uda się biznesowo scalić, to najczęściej nowość staje się klasyką  – tłumaczy Ewa Nowicka. – Istnieją marki, których nowe wdrożenia zawsze są trafione, dobrze reklamowane w telewizji oraz social mediach, przez co docierają do różnych grup odbiorców. Wszystko sprowadza się jednak do skutecznego marketingu. Bez odpowiedniego pomysłu producenta czy dystrybutora na współpracę oraz promocję, produkt nie zaistnieje w świadomości klienta i „nie sprzeda się sam”  –  dodaje. Informuje, że wciąż najwięcej nowości przybywa w kategoriach pielęgnacji włosów, twarzy i ciała. W kategorii koloryzacji włosów stale rośnie udział polskich marek. 

Nowości są bardzo ważne, na nich opiera się rynek kosmetyczny. Jednak ich wprowadzenie to dziś bardzo duże wyzwanie dla producenta – podkreśla Teresa Stachnio z sieci Jasmin. – Firma musi mieć przygotowaną strategię inwestycyjną i przemyślaną politykę cenową – jeśli cena będzie adekwatna do jakości i konsument ją zaakceptuje, wprowadzimy taki produkt na półki – tłumaczy. – Łatwiej jest nam wprowadzać nowości z firmą, która już z nami współpracuje, ponieważ możemy zdelistować produkt najsłabiej rotujący i w to miejsce zaproponować nowość. Gorzej jest z zupełnie nowymi dla nas firmami i markami – tu trzeba znaleźć miejsce na ekspozycję i promocje, ale jeśli produkt nas zaciekawia, to decydujemy się na współpracę – zaznacza. 

Najpierw faza testów
Tak jak Rossmann, Hebe, Super-Pharm czy Natura tak też sieci zrzeszające sklepy kosmetyczne na zasadzie franczyzy nie decydują się na wprowadzenie nowości od razu do całej sieci. Najpierw nowości trafiają do określonej części placówek i muszą przejść fazę testów. W przypadku drogerii Jasmin trwa to nie krócej niż 3 miesiące i nie dłużej niż 6 miesięcy. – W tym czasie producent powinien inwestować w działania marketingowe i reklamowe – mówi Teresa Stachnio. – Jeśli po 3 miesiącach odsprzedaż oferty jest niezadawalająca – nie sprzedano połowy produktów – to umawiamy się na zwroty. Jeśli sprzedaż jest dobra, każda drogeria dobiera produkty według własnych potrzeb. Jeśli nowość się obroniła, zostaje w naszej ofercie, może też trafić na listę produktów dostępnych w centralnym magazynie kosmetycznym PGD – podaje szczegóły.

Również w Drogeriach Polskich każda nowość musi najpierw przejść okres próbny. – Rekomendacja nowego asortymentu właścicielom sklepów franczyzowych to spora odpowiedzialność z naszej strony, dlatego zanim do tego dojdzie, starannie analizujemy jego sprzedaż w ośmiu własnych drogeriach które są swoistym poligonem doświadczalnym – wyjaśnia Leszek Szwajcowski. 

Według najnowszych danych firmy badawczej Nielsen, na koniec 2019 r. w Polsce działało 8051 drogerii. Liczba tego rodzaju placówek jest od 2017 r. stabilna, ale przede wszystkim za sprawą sieciowych formatów. – Kanał drogeryjny w ujęciu numerycznym jest stabilny, natomiast analizując głębiej, widoczny jest dynamiczny wzrost sieci drogeryjnych, przy jednoczesnym spadku liczby tradycyjnych, niezależnych placówek – informuje Marcin Cyganiak, dyrektor handlowy Nielsen Connect w Polsce. Trzeba jednak podkreślić, że pozycja tzw. tradycyjnych sklepów kosmetycznych, drogerii ulokowanych na osiedlach, blisko domu, wzmocniła się w okresie pandemii w związku z czasowym ograniczeniem handlu w galeriach handlowych. 

Eksperci z handlu o nowościach w przyszłości i zasadach ich wprowadzania

 
Na pewno będziemy wprowadzać nowości, ale ostrożniej i zwracając uwagę na bezpieczeństwo transakcji: możliwość zwrotu, skład produktów, kraj pochodzenia. Będziemy współpracować z firmami, które mocno nas wspierały w dobie pandemii, ale też pamiętamy kto nas zostawił zaraz w pierwszych dniach gdy ogłoszono zagrożenie. Było to dla wielkie zaskoczenie, „odwrót z pola walki”, gdy tak potrzebne było wsparcie.
Mówiąc o samej ofercie, jestem przekonana, że pandemia stworzyła nową kategorię produktów antyseptycznych, od środków do mycia, przez pielęgnacyjne do chemicznych, w tym odświeżaczy powietrza.


 
Co miesiąc do naszej oferty wprowadzamy ok. 200 nowości. Pandemia nie przyczyniła się do zmiany tego podejścia. Nie zmieniło się też nasze podejście do nowości. Ważne są dla nas trendy rynkowe, potencjał odsprzedażowy i kampania marketingowa danej linii produktów.



Czas pandemii zmienił nasze podejście do nowości, przede wszystkim w zakresie częstotliwości wprowadzania ich na półki – będą się pojawiały rzadziej. Niezmiennie odnosimy też wrażenie, że działy marketingu w wielu firmach nie do końca zdają sobie sprawę z obecnych potrzeb kobiet czy z aktualnej sytuacji na świecie. Zbyt często tworzą abstrakcyjne koncepty, które mają zadziałać tylko dzięki promocji w social mediach. Niestety, rok 2020 wywrócił świat do góry nogami i trzeba zdawać sobie z tego sprawę. Nie można zakładać, że plany, które snuliśmy na samym początku roku, nadal nadają się do pełnej realizacji. Tej świadomości prawdopodobnie brakuje twórcom nowych projektów kosmetycznych. 
Wszyscy musimy pamiętać, że klient drogeryjny jest klientem świadomym, poszukującym, więc także ciekawym nowości. Przez ostatni czas nauczyliśmy się oczekiwać od firm planów wdrożeniowych oraz całej, rozłożonej na kilka miesięcy, idei marketingowej, jak dany produkt wprowadzić na półkę i zakorzenić go w świadomości konsumenta, aby po niego wracał. Jeśli dana marka jest nam to w stanie zapewnić, wraz z zabezpieczeniem ciągłości współpracy, chętnie sięgamy po nowości. Musimy jednak pamiętać, że klient nie spędza już tak dużo czasu w drogerii, więc musimy używać wszystkich dostępnych narzędzi marketingowych w krótkim czasie. Z pewnością rok 2020 mocno zweryfikował, z którymi firmami chcemy współpracować, a z którymi nie wiążemy dłuższej relacji biznesowej. 


Idealny produkt-kandydat na nowość w naszej sieci musi faktycznie taką nowością być, najlepiej z wartością dodaną, czyli powinien być to produkt utrzymany w obecnym trendzie lub prezentować jakieś innowacyjne rozwiązanie.


W Hebe kierujemy się wieloma kryteriami, ale w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na wysoką jakość produktów i zgodność z ogólnoświatowymi trendami.


 

Nadal widzimy wzrost zainteresowania kosmetykami organicznymi, wegańskimi czy bio. Klienci coraz bardziej zwracają uwagę nie tylko na skład produktu, ale także na jego ekologiczne pochodzenie i opakowanie. Z pewnością będziemy rozwijać i promować te kategorie.


 Trudno o drugi kraj w Unii Europejskiej, w którym wprowadzanych jest tyle nowości kosmetycznych. Z moich analiz wynika, że poniżej 10 proc. nowości jest przyjmowanych pozytywnie. W firmach, które mają stabilną politykę ten współczynnik jest powyżej 90 proc. Niestety możemy podać wiele przykładów, jak zostały zniszczone wspaniałe marki, które jeszcze niedawno miały dobrą pozycję na naszym rynku.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
22.09.2026 09:07
Moc opakowania – budowanie przewagi w segmencie kosmetyków i chemii gospodarczej
materiał partnera

Mniej niż jedno na cztery opakowania wyróżnia się na półce – wynika z audytu przeprowadzonego w Polsce przez DS Smith, wiodącego producenta opakowań z tektury falistej dla produktów z segmentu kosmetyków i chemii gospodarczej. Kategorie artykułów stają się trudniejsze do odróżnienia, a same produkty coraz łatwiej przeoczyć na półce. Co to oznacza i jak można temu zapobiec? Dowiedz się więcej podczas webinaru już 8 października 2026 roku!

Kategoria kosmetyków i chemii gospodarczej od kilku lat rozwija się bardzo dynamicznie. Z jednej strony powstało wiele nowych i niszowych marek, które oferują specjalistyczne produkty, wyróżniające się pod względem formuły i właściwości. Z drugiej strony coraz więcej sklepów inwestuje w rozwój marek własnych, tworząc szerokie portfolio produktów. Rynek jest rozdrobniony, konkurencja wśród marek jest duża, a walka o klienta wymaga nowego podejścia i strategii. 

Chociaż cena i jakość produktów wciąż odgrywają znaczącą rolę przy podejmowaniu decyzji zakupowych, to coraz mocniej walka rozgrywa się również na innych polach. Jak zwracają uwagę eksperci DS Smith, aż 74% produktów przebadanych podczas audytu było wystawionych
w opakowaniach typu SRP (Shelf Ready Packaging). Bardzo często właśnie to opakowanie zbiorcze jest pierwszym miejscem styku klienta z marką, co oznacza, że może ono znacząco przyciągać uwagę, jak również budować pozytywne doświadczenia z marką. Niestety, wyniki audytu pokazują, że marki niedostatecznie wykorzystują ten potencjał.

Niewykorzystany potencjał opakowań

Kiedyś rola opakowań zbiorczych sprowadzana była przede wszystkim do funkcji logistycznej, jednak na przestrzeni lat mocno się to zmieniło. Wpływ na to miały m.in. zmiany nawyków zakupowych konsumentów, rozwój nowych kanałów zakupowych i sposobów dystrybucji, czy czas rotacji produktów na półkach. Dziś odpowiednio zaprojektowane rozwiązania opakowaniowe zapewniają nie tylko bezpieczeństwo produktów w transporcie oraz w sklepie, ale przede wszystkim umożliwiają odpowiednią ekspozycję artykułów na półce sklepowej, pełne wykorzystanie funkcji brandingowej oraz dostarczenie niezbędnych informacji o produkcie. Nie wszystkie firmy zdają sobie sprawę, że czasami wystarczą niewielkie zmiany, aby wykorzystać pełen potencjał opakowań zbiorczych do tworzenia pierwszych, pozytywnych doświadczeń klienta oraz budowania świadomości marki w perspektywie długofalowej.

Chcesz wykorzystać moc opakowań? Zapisz się na webinar DS Smith 

Już 8 października 2026 obędzie się webinar organizowany przez DS Smith, który będzie skierowany między innymi do producentów, właścicieli marek, przedstawicieli sieci handlowych oraz osób odpowiedzialnych za rozwój produktów, zakupy, opakowania, logistykę i sprzedaż.

Podczas webinaru eksperci DS Smith opowiedzą m.in.:

  • jak opakowania mogą wpłynąć na optymalizację łańcucha dostaw oraz wzrost sprzedaży produktów,
  • jakie trendy konsumenckie wpływają na rynek, a tym samym na sprzedaż i dystrybucję produktów,
  • o wdrożeniu innowacyjnych rozwiązań opakowaniowych oraz ich przełożeniu na wyniki biznesowe.

Rejestracja na webinar daje natychmiastowy dostęp do raportu podsumowującego audyt DS Smith przeprowadzony w lipcu 2026 roku w polskich sklepach. Materiał prezentuje najważniejsze trendy, zmiany rynkowe i wyzwania związane z projektowaniem oraz doborem opakowań dla produktów z segmentu kosmetyków i chemii gospodarczej.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
21.09.2026 15:15
„Lalka” miała wszystko, by stworzyć beauty collab. Netflix nie wykorzystał tej szansy
Netflix

Sześcioodcinkowa „Lalka” Netflixa ma dokładnie te elementy, które pozwalają kostiumowej produkcji wyjść poza ekran: silną bohaterkę, wyrazisty świat wizualny, status, klasowe aspiracje, rytuały piękna i rozpoznawalny kod kulturowy. W momencie, gdy polski rynek kosmetyczny jest wart już 6,4 mld euro, a konsumenci coraz częściej kupują nie tylko produkt, lecz także jego historię i doświadczenie, brak wyrazistej współpracy beauty wokół serialu wygląda jak niewykorzystana szansa. „Bridgerton” pokazuje, jak można było zrobić to inaczej.

„Lalka” pojawiła się na Netflixie 16 września. Produkcja Pawła Maślony to sześć odcinków kostiumowego dramatu, który nie jest klasyczną ekranizacją powieści Bolesława Prusa. Twórcy wykorzystali literacki pierwowzór jako punkt wyjścia do opowieści o miłości, obsesji, pieniądzach, awansie społecznym i walce o niezależność. W centrum znalazły się Izabela Łęcka i Stanisław Wokulski, ale świat serialu tworzą także kostiumy Doroty Roqueplo, scenografia Joanny Machy i charakteryzacja Dariusza Krysiaka.  

Z perspektywy rynku kosmetycznego ta informacja jest ważniejsza, niż może się wydawać. Bo „Lalka” nie jest tylko opowieścią, którą można obejrzeć. To gotowy świat estetyczny, który można było przełożyć na produkt.

I właśnie tego przełożenia zabrakło.

Beauty jest już częścią ekonomii popkultury

To nie jest moment, w którym marka kosmetyczna musi uzasadniać, dlaczego chce współpracować z serialem. Beauty collaby stały się jednym z narzędzi monetyzowania popkulturowych franczyz. Netflix sam od kilku lat rozwija model, w którym produkty konsumenckie mają pozwalać widzowi „wejść głębiej” w świat produkcji, wyrażać fandom i przedłużać historię poza ekran. Tak właśnie platforma opisywała swoją strategię przy „Bridgertonach”.  

A potencjał jest szczególnie duży właśnie w kosmetykach i perfumach, ponieważ te kategorie nie wymagają dosłownego kopiowania kostiumu czy scenografii. Mogą przejąć emocję, kolor, zapach, rytuał i charakter bohaterki.

Polski rynek daje dziś ku temu mocne podstawy. Według najnowszego raportu Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego wartość krajowego rynku kosmetycznego wyniosła w 2025 r. 6,4 mld euro, o 9,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Polska odpowiada za 7 proc. rynku kosmetycznego UE i jest jego piątym co do wielkości rynkiem. W ciągu dekady wartość krajowego rynku wzrosła o 85 proc.  

Wydaje się niemal absurdalne nazywać sprawy po imieniu, ale zróbmy to: polski rynek beauty to nie jest mały, niszowy sektor, dla którego współpraca z popularnym serialem byłaby wyłącznie ciekawostką PR-ową. To rynek, na którym istnieje wystarczająco dużo marek, kategorii i konsumentów, aby popkulturowe IP mogło stać się realnym narzędziem sprzedaży.

Tym bardziej warto przyjrzeć się temu, co zrobił „Bridgerton”.

„Bridgerton” nie sprzedaje logo

Już w 2021 r. Netflix i Shondaland nawiązali współpracę z Pat McGrath Labs. Powstała kolekcja makijażowa inspirowana serialem, ale partnerstwo miało dodatkową wartość: kosmetyki Pat McGrath były wykorzystywane przy pracy z całą obsadą podczas zdjęć, a Nicola Coughlan została twarzą i muzą kolekcji. Produkt nie był więc przypadkowym gadżetem z logo. Był częścią języka wizualnego produkcji.  

image

Fenomen Bridgerton i milczenie polskich marek kosmetycznych — jak skorzystać na hitowym serialu?

To jest dosyć fundamentalna różnica. W słabszym modelu mamy schemat: serial → logo → produkt → sprzedaż. W modelu „Bridgertona”: świat serialu → kod estetyczny → produkt → doświadczenie konsumenta. Dzięki temu kosmetyk nie mówi wyłącznie „oglądam ten serial”. Mówi coś więcej, co pozwala marką "Bridgerton" sprzedać de facto wszystko, od mebli przez ubrania po waciki kosmetyczne: „chcę mieć fragment tego świata”.

Netflix i Shondaland nie poprzestały na jednej kolekcji makijażowej. W 2024 r., przy okazji trzeciego sezonu, platforma wymieniała wśród nowych partnerstw m.in. Kiko Milano Beauty, a równolegle rozwijano współprace z markami lifestyle’owymi. Netflix stworzył także w Nowym Jorku „Bridgerton Promenade” – wydarzenie, które łączyło doświadczenie świata serialu z prezentacją nowych produktów.  

W 2026 r. portfolio jest jeszcze szersze. Netflix wymienia m.in. współprace „Bridgertona” z Dove, NYX Professional Makeup i Coty. Coty stworzyło pierwszą oficjalną kolekcję zapachów „Bridgerton”: trzy wody perfumowane – Dearest Tempting Peach, Dearest Rebel Vanilla i Dearest Graceful Hydrangea. NYX rozwija kolejne kolekcje makijażowe, a Dove oferuje limitowaną linię produktów do kąpieli i pielęgnacji ciała.  

To ważne także z punktu widzenia kategorii.

„Bridgerton” nie zatrzymał się na makijażu. Przeszedł od make-upu do body care, od body care do fragrance, a następnie do całego lifestyle’u. To dokładnie ten mechanizm, którego zabrakło przy „Lalce”. A przecież Izabela Łęcka jest gotowym beauty IP. W powieści jej wygląd nie jest neutralny. Jest częścią jej pozycji społecznej, narzędziem komunikowania przynależności do arystokracji i elementem świata, który Wokulski próbuje zdobyć. Nowy serial dodatkowo interpretuje ją jako kobietę próbującą wymknąć się społecznym ograniczeniom. Netflix opisuje jej postać poprzez własny plan na życie i pragnienie określenia własnego miejsca w zmieniającym się świecie.  

To jest właściwie gotowy consumer insight; Izabela mogła być nie tyle twarzą kosmetyku, ile bohaterką całej jego historii.

image

Dove we współpracy z serialem Netflixa “Bridgerton” – kampania „Let Them Talk”

Jeszcze ciekawsza byłaby jednak interpretacja współczesna, a nie rekonstrukcja historyczna. „Łęcka” mogłaby oznaczać określony styl makijażu, „Wąsowska” – inny typ kobiecości. Serial daje przecież kilka różnych kobiecych archetypów. Netflix sam podkreśla kontrast między Izabelą a Wąsowską, którą przedstawia jako ikonę wolności i kobietę żyjącą poza konwenansami.  

To niemal gotowa architektura kolekcji.

Największy potencjał ma jednak zapach

W przypadku „Lalki” szczególnie interesująca byłaby wspomniana już kategoria fragrance. „Bridgerton” już pokazał, że świat kostiumowego serialu można sprzedać przez zapach. W 2026 r. oficjalna kolekcja Coty składa się z trzech perfum, a więc nie jednego produktu „z logo”, lecz całej olfaktorycznej interpretacji świata przedstawionego.  

„Lalka” daje pod tym względem równie dużo materiału: kwiaty, wnętrza, pudry, tkaniny, drewno, herbatę, ogród, wieczorne spotkania, teatr, salony i oczywiście kontrast między arystokratycznym światem Łęckich a bardziej pragmatycznym światem Wokulskiego. Można było nawet stworzyć dwie równoległe narracje zapachowe: „salon” i „sklep”, luksus i przedsiębiorczość, arystokracja i mieszczaństwo. To byłoby znacznie bardziej interesujące niż klasyczne „perfumy inspirowane serialem”.

Można było zbudować wokół niej kolekcję makijażową opartą na kolorach świata „Lalki”. Można było stworzyć zapach inspirowany jej salonem, garderobą albo ogrodem Wąsowskiej. Można było opracować produkt typu mgiełka do ciała, perfumy do włosów czy świecę, która przenosiłaby zapachowy kod XIX-wiecznego salonu do współczesnego mieszkania.

Dane pokazują, że beauty potrzebuje takich historii

Rynek również sprzyja tego typu eksperymentom. Według Euromonitor International sprzedaż wartościowa kategorii premium beauty and personal care w Polsce wyniosła w 2025 r. 4,914 mld zł, co oznaczało wzrost o 10 proc. rok do roku. Jednocześnie cały rynek beauty and personal care w Polsce zwiększył sprzedaż wartościową o około 7 proc.  

image

Netflix i Bath & Body Works stworzyły linię kosmetyków inspirowaną serialem Bridgerton

To szczególnie istotne w kontekście „Lalki”, ponieważ serial opowiada o aspiracji, statusie i pragnieniu uczestnictwa w świecie dóbr luksusowych. A właśnie te wartości są częścią współczesnej ekonomii beauty.

Nie chodzi więc o to, aby kosmetyk „pasował do epoki”. Chodzi o to, aby mechanizm, o którym opowiada serial, pasował do mechanizmu kategorii. „Lalka” mówi: przedmioty komunikują status. Branża beauty i cała kultura konsumpcji mówi: przedmioty komunikują tożsamość.

Punkt styku jest oczywisty.

„Bridgerton” zrobił z fandomu kategorię zakupową

Jeszcze mocniej pokazują to dane dotyczące konkretnych współprac. Współprace marek kosmetycznych z „Bridgertonem” wskazują, że dobrze dobrane IP może być czymś więcej niż narzędziem do budowania rozgłosu wokół limitowanej kolekcji. W niektórych przypadkach przełożyło się ono bezpośrednio na sprzedaż, w innych – na pozyskanie nowych klientów, wzrost wartości medialnej czy bardzo szybkie wyprzedanie produktów.

Jednym z najmocniejszych przykładów jest Bath & Body Works. Podczas calla po premierze współpracy firma poinformowała, że produkty z kolekcji „Bridgerton” odpowiadały za 4 proc. sprzedaży całej sieci w okresie launchu. Spółka określiła reakcję konsumentów jako przekraczającą oczekiwania i zwiększała zatowarowanie najlepiej sprzedających się zapachów oraz formatów. Trzeba przy tym zaznaczyć, że 4 proc. oznacza udział kolekcji w sprzedaży w okresie premierowym, a nie udział w rocznych przychodach Bath & Body Works. Współpraca wygenerowała również ponad 1 mld impresji i była – według firmy – najbardziej angażującą kampanią marki w social media w tamtym roku.

Efekt „Bridgertona” był widoczny także w przypadku marek, dla których kluczowym rezultatem nie była bezpośrednio raportowana sprzedaż, lecz wartość wygenerowanej ekspozycji. Kolekcja KIKO Milano × „Bridgerton” wygenerowała w pierwszym tygodniu 574 tys. dolarów Media Impact Value, według danych Launchmetrics cytowanych przez „Forbes”. MIV nie jest przychodem ani wartością sprzedaży – to estymacja wartości ekspozycji medialnej i w mediach społecznościowych – ale pozwala ocenić skalę komunikacyjnego oddziaływania współpracy. Dla porównania, w tym samym pierwszym tygodniu collab Primark × „Bridgerton” wygenerował 1,6 mln dolarów MIV. Różnica pokazuje, że siła IP może być szczególnie duża w przypadku marek, które potrafią wykorzystać społecznościowy i wizualny charakter fandomu.

image

Brytyjska marka stworzyła perfumy we współpracy z... Netflixem. Co było inspiracją?

Jeszcze bardziej bezpośrednie sygnały sprzedażowe przyniosła współpraca Pat McGrath Labs z „Bridgertonem”. Pierwsza kolekcja, uruchomiona w grudniu 2021 r., obejmująca m.in. paletę cieni, trio różu i dwa rozświetlacze, wyprzedała się w ciągu kilku dni od premiery. W styczniu została ponownie zatowarowana, a już w 2022 r. powstała kolejna odsłona współpracy, tym razem obejmująca m.in. róż, rozświetlacz, paletę cieni, body shimmer, eyeliner i 3 pomadki. To istotny przykład, ponieważ pokazuje przejście od jednorazowego „hype’u” do kolejnej komercyjnej współpracy. Podobny mechanizm widoczny był w przypadku Beekman 1802. Marka, która stworzyła kolekcję „Bridgerton” obejmującą m.in. produkty do ciała i mydła, odnotowała wyprzedanie najlepiej sprzedających się SKU. Jednocześnie współpraca wygenerowała 46 publikacji prasowych oraz 1,8 mld wyświetleń wygenerowanych przez influencerów.

Najciekawszy z perspektywy długoterminowego biznesowego efektu jest jednak przypadek Lush. Według danych przytaczanych przez „TheWrap” za „Forbes”, po uruchomieniu kolekcji „Bridgerton” liczba miesięcznych subskrybentów marki wzrosła o 25 proc., a 20 proc. sprzedaży pochodziło od nowych klientów. Oznacza to, że wartość współpracy nie musiała kończyć się wraz z wyczerpaniem zapasu limitowanych produktów. IP mogło działać jako mechanizm akwizycji – przyciągnąć do marki osoby, które wcześniej nie należały do jej bazy klientów. Z biznesowego punktu widzenia jest to istotna różnica między collabem generującym jedynie krótkotrwały pik zainteresowania a współpracą, która może poszerzać bazę konsumencką.

image

NYX Professional Makeup x Bridgerton: strategia „royal beauty” napędza także polski rynek kosmetyczny

Zebrane przykłady pokazują więc kilka różnych sposobów, w jakie „Bridgerton” oddziaływał na biznes partnerów: od bezpośredniego udziału w sprzedaży (4 proc. w przypadku Bath & Body Works), przez szybkie wyprzedawanie kolekcji, po generowanie wartości medialnej, zasięgów i pozyskiwanie nowych klientów. Szczególnie istotne jest przy tym rozszerzenie działania IP poza makijaż – przypadki Bath & Body Works, Beekman 1802 i Lush pokazują, że estetyka i narracja „Bridgertona” mogły być monetyzowane również w kategoriach zapachowych, body care czy produktów lifestyle’owych. Wspólnym mianownikiem nie była zatem konkretna kategoria kosmetyczna, lecz zdolność rozpoznawalnego IP do przeniesienia zainteresowania widzów serialu na produkty komercyjne.

Nie oznacza to oczywiście, że podobne wyniki byłyby automatycznie możliwe w Polsce. „Bridgerton” jest globalną franczyzą, a dane dotyczą konkretnych rynków, marek i okresów premierowych. Pokazują jednak coś ważniejszego: popkulturowe IP może generować mierzalną wartość dla marek beauty, jeśli współpraca jest częścią większej narracji.

To nie jest więc wyłącznie kwestia „fajnego opakowania”.

Gdzie „Lalka” przegapiła moment?

Paradoks polega na tym, że „Lalka” ma nawet przewagę, której nie ma „Bridgerton”. Ma lokalny kod kulturowy.

„Bridgerton” musi zbudować fikcyjną wersję regencyjnej Anglii. „Lalka” może korzystać z zakorzenionej w polskiej kulturze historii, którą kolejne pokolenia znają ze szkoły. Nowa adaptacja mogła więc zrobić coś więcej niż sprzedać nostalgiczny produkt. Mogła odczarować klasykę poprzez beauty i pokazać młodszym konsumentkom, że polskie dziedzictwo kulturowe może być materiałem dla współczesnej marki.

image

Kolejna marka łączy siły z Bridgerton: tym razem jest to Kiko Milano

To byłaby również szansa dla polskich producentów. Przy rynku wartym 6,4 mld euro i wzroście o 9,3 proc. trudno argumentować, że brakuje zarówno skali, jak i kompetencji produkcyjnych. Polska branża jest piątym rynkiem kosmetycznym UE, a w 2025 r. awansowała także na ósme miejsce wśród największych eksporterów kosmetyków na świecie.  

Potencjalnych partnerów można więc było szukać zarówno wśród marek makijażowych, jak i perfumeryjnych, pielęgnacyjnych, haircare czy home fragrance.

Nie chodziło o kolejną paletę z logo Netflixa

Największym błędem byłoby zresztą skopiowanie „Bridgertonów” jeden do jednego. „Lalka” nie potrzebowała pastelowej kolekcji, koronki i kilku kwiatowych nazw, tylko własnego języka konsumenckiego. Jej siłą mogły być pieniądze, status, aspiracja, emancypacja, warszawska ulica, arystokratyczny salon, przedsiębiorczość Wokulskiego i kobiety negocjujące swoją pozycję w świecie, który został zbudowany według zasad ustalonych przez innych. Wtedy collab z marką kosmetyczną przestałby być dodatkiem do premiery. Stałby się kolejnym sposobem opowiedzenia „Lalki”. Ba, sam Wokulski jest doskonałym lustrem dla Łęckiej, i mógłby stanowić doskonałą inspirację dla produktów przeznaczonych dla panów, od kolekcji barberskiej począwszy. W tej kwestii jeden Bytom próbował coś zadziałać, wprowadzając do sklepu online „lalczyną” serię odzieży męskiej, była to jednak próba polegająca, wydaje się, na skompilowaniu pod jedną kategorią nieobrandowanych nawet, gotowych towarów z portfolio marki.

I właśnie tu tkwi największa różnica między polską produkcją a „Bridgertonem”. Netflix potraktował „Bridgertona” jak uniwersum, które można konsumować także poza ekranem. „Lalka” nadal funkcjonuje niemal wyłącznie jak serial, który można oglądać. A przecież miała wszystko, aby stać się także zapachem, makijażem, rytuałem pielęgnacyjnym, doświadczeniem i produktem.

W świecie, w którym kosmetyki coraz częściej konkurują nie tylko formułą, ceną i skutecznością, ale również historią, emocją i przynależnością kulturową, była to wyjątkowo rzadka okazja. I dlatego największą stratą nie jest brak jednej limitowanej szminki „Izabela Łęcka”. Stratą jest niewykorzystanie możliwości, by sprawdzić, czy polska klasyka literacka może stać się pełnoprawnym beauty IP.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
22. wrzesień 2026 12:48