StoryEditor
Rynek i trendy
24.09.2020 00:00

Lockdown pozostał w naszej głowie. W pandemii omijamy centra handlowe i idziemy do znajomych

Z wizyt w kinie czy teatrze zupełnie zrezygnowało 47 proc. Polaków, taki sam odsetek klientów mniej chętnie chodzi na zakupy do galerii handlowych, a 46 proc. nie tak często jak wcześniej bywa w restauracjach – wynika z badania zrealizowanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Takie podejście konsumentów przekłada się oczywiście na problemy firm.

Mimo, że już od dłuższego czasu można bez problemów wybrać się do kina, restauracji, lekarza, fryzjera czy na siłownię, większość osób, która wcześniej bywała w tych miejscach, teraz robi to rzadziej, a niektórzy nadal unikają wyjść. Wydawało się, że narodowa kwarantanna, na której Polacy spędzili kilka tygodni skończy się odreagowaniem i nadrabianiem zaległości w dbaniu o wygląd, zdrowie, formę fizyczną pod okiem fachowców, doznania kulturalne, duchowe czy gastronomiczne.

Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Może tuż po otwarciu galerie handlowe, fryzjerzy czy restauracje odczuli zwiększony ruch, ale fala klientów pojawiła się tylko na chwilę. Z badania przeprowadzonego przez research&grow na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że większość Polaków wraca do swoich codziennych aktywności rzadziej niż przed pandemią, a niektórzy wciąż ich unikają.

Wyraźnie widać, że w ostatnim czasie wszyscy zachowujemy się inaczej. Po części bierze się to z obaw o własne bezpieczeństwo i ryzyko zarażenia, ale także z troski o nie do końca pewną sytuację domowych budżetów. Swoje robi rosnąca liczba zachorowań na Covid-19, oraz chęć ograniczania wydatków nawet na wszelki wypadek, bo gospodarka przecież ma się nie najlepiej. Dwie trzecie badanych osób mówi, że koncentruje się dziś na zaspokajaniu elementarnych potrzeb, ogranicza wyjazdy i wszelkiego rodzaju ekstrawagancje – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Który z elementów ma większe znaczenie, zależy indywidulanie od kondycji zdrowotnej i finansowej badanych, ale trzeba też wziąć pod uwagę trzecią przyczynę: zmianę społecznych zachowań, nowe mody, trendy czy nawyki. Pandemia wiele zmieniła, pytanie na jak długo? – dodaje.

Najbardziej radyklane zmiany w codziennych nawykach pandemia spowodowała w podejściu do aktywności rozrywkowych, takich jak wyjścia do kina lub teatru. Z seansów i spektakli całkowicie zrezygnowało 47 proc. pytanych, którzy wcześniej w tego typu miejscach bywali (najwyższe wskazanie w badaniu), a 35 proc. dziś zagląda do kin i teatrów rzadziej niż przed pandemią. Może na takich decyzjach zaważył też okres wakacyjny, który zwykle nie sprzyja premierom, ale czy na pewno?

Jak podaje PISF, po ponownym otwarciu się na widzów, kina odwiedziło w czerwcu niewiele ponad 3 proc. widowni notowanej przed rokiem i choć później sytuacja się poprawiała, to nieznacznie. Według szacunków w sierpniu nadal było to nie więcej niż 10-15 proc. względem sierpnia 2019.

W czasie lockdownu widzowie zdecydowanie częściej korzystali z platform streamingowych udostępniających treści online. I choć wraz ze zniesieniem ograniczeń część z nich zaczęła szukać innych rozrywek, to i tak w ciągu roku, między sierpniem 2019 a sierpniem 2020, najpopularniejszy serwis tego typu, czyli Netflix, zyskał 2,16 mln użytkowników, co oznacza wzrost o 74,3 proc.

Tego typu zmiany podejścia widać w wielu obszarach naszego codziennego życia. Niemal co drugi badany deklaruje, że do restauracji wychodzi rzadziej niż przed pandemią, niewykluczone, że m.in. dlatego, że po lockdownie częściej gotuje. Wiele osób właśnie na naukę sztuki kulinarnej poświęciło wtedy swój wolny czas. Niższa frekwencja nie pozostaje bez wpływu na kondycję firm, które żyją z usług gastronomicznych. Nienajlepszą sytuację branży potwierdzają dane z baz BIG InfoMonitor.

W lipcu zadłużonych było 7,5 proc. firm prowadzących działalność usługową związaną z wyżywieniem, a kwota ich zobowiązań przekraczała 687 mln zł. Z kolei obiekty sportowe mają już niemal 116 mln zł zaległości, od końca marca wzrosły one o niemal jedną czwartą. Tu również nie jest najlepiej z frekwencją dawnych bywalców. Na baseny i siłownie wróciło z taką samą lub większą częstotliwością 21 i 24 proc. badanych, reszta przychodzi rzadziej lub wcale.

Mimo zniesienia ograniczeń i licznych wyprzedaży galerie handlowe nadal odwiedza o 20-30 proc. mniej klientów niż przed rokiem – wynika z szacunków ekspertów. Badanie zrealizowane dla BIG InfoMonitor pokazuje, że choć tylko 15 proc. respondentów w ogóle omija centra handlowe, to aż 47 proc. znacznie ograniczyło robienie tam zakupów. Z odpowiedzi wynika, że łatwiej zrezygnować z tych wizyt mężczyznom (18 proc.) niż kobietom (10 proc.). Z kolei osoby w wieku – 18-24 lat lub 55-64 lat dominują wśród bywających w dużych sklepach częściej niż przed pandemią.

Choć dane o podejściu Polaków do różnych aktywności są z pewnością problemem dla wielu przedsiębiorców prowadzących działalność w poszczególnych branżach, sytuacja ma jeszcze jeden niebezpieczny wymiar. Obawa przed możliwością zarażenia się, ale też wynikające z pandemii ograniczenia dostępu do wielu placówek medycznych, spowodowały, że zaledwie co czwarty respondent badania zrealizowanego dla BIG InfoMonitor po zniesieniu ograniczeń skorzystał z wizyty lekarskiej, a 39 proc. robi to rzadziej niż wcześniej. Łatwo się domyślić, jakie mogą być skutki takiego podejścia. Według informacji z Holandii od lutego do kwietnia wykrywalność nowotworów spadła tam aż o 25 proc.

Są jednak obszary naszego życia, które w mniejszym stopniu zostały dotknięte zmianą codziennych zwyczajów. Np. z wizyty u fryzjera zrezygnowało w ogóle 21 proc. pytanych, a 37 proc. robi to rzadziej niż wcześniej. W porównaniu z kinami, galeriami czy restauracjami jest lepiej, ale czy dobrze? Nawet tu część osób zaczęła radzić sobie sama, a jednak strzyżenie czy farbowanie włosów to nieco większe wyzwanie niż gotowanie czy korzystanie z VOD.  

Wyniki badania nie pozostawiają wątpliwości, że najtrudniej jest pozbawić się przyjemności spotkania znajomych. 38 proc. respondentów powiedziało, że robi to równie często jak wcześniej, a 7 proc. – nawet częściej. W tym przypadku zaledwie 9 proc. pytanych zupełnie nie widuje się z przyjaciółmi. To może świadczyć, że Polacy są niezwykle towarzyscy i gdy chodzi o rozmowę i spotkanie ze z przyjaciółmi czy kolegami są w stanie zaakceptować różne przeciwności.

Można by żartobliwie zapytać, czy to dlatego, że liczymy, że jeśli znajomy, to nie zarazi? Niewykluczone, że jest też powód finansowy, spotkania nie wymagają szczególnych nakładów, a rekompensują brak innych aktywności. Ale trzeba jednak zaznaczyć, że niemal połowa badanych bywa obecnie w swoim kręgu towarzyskim rzadziej niż wcześniej, więc i na tym polu sytuacja się zmieniła – zaznacza Sławomir Grzelczak.

Relacje osobiste – tym razem z rodziną i najbliższymi – są też najczęściej wymieniane wśród tych, które skorzystały na pandemii i ograniczeniach przez nią wymuszonych. Jak pokazują badania zrealizowane dla BIG InfoMonitor, 55 proc. pytanych wskazuje, że dzięki Covid-19 ma więcej czasu dla siebie i najbliższych, a zdaniem 45 proc. pandemia przyczyniła się do poprawy ich stosunków rodzinnych.

Oczywiście były też negatywne odpowiedzi, w pierwszym przypadku udzieliło ich 14 proc. osób, a w drugim 18 proc., w obu sytuacjach nie zmieniło się grupie ok. 30 proc. Bilans jest więc dodatni. Na plus w takim zestawieniu ocen wypadła też praca zdalna.

Dominuje natomiast odczucie, że pandemia zaszkodziła finansom. Jako zmianę na gorsze pytani odczuli kwestie związane z oszczędnościami (47 proc.) i codziennymi wydatkami (52 proc.). Więcej negatywnych niż pozytywnych opinii zebrały także nauka w domu i relacje w pracy.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Apteki
20.03.2026 09:02
DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii
DM

Niemiecka sieć drogerii DM konsekwentnie rozwija swój model platformowy, dopracowując usługę w formie wysyłkowej apteki dm-med. Integracja oferty OTC i produktów zdrowotnych z aplikacją oraz e-commerce to kolejny krok w kierunku budowy kompleksowego ekosystemu zakupowego – na razie tylko dla klientów na terenie Niemiec. Ruch ten wpisuje się w szerszy trend zacierania granic między drogerią, apteką a segmentem wellbeing.

W asortymencie platformy dm-med konsumenci znajdą leki bez recepty (OTC), suplementy diety oraz wyroby medyczne – jak podkreśla drogeria DM na swojej platformie internetowej.

dm-med to działająca od niedawna usługa wysyłkowej apteki, uruchomiona na niemieckim rynku przez sieć drogerii DM. Usługa jest zintegrowana z aplikacją oraz sklepem internetowym DM. Dzięki temu użytkownicy mogą zamawiać produkty medyczne, w tym leki bez recepty (OTC) oraz artykuły apteczne – bezpośrednio przez aplikację.

Jak wygląda ten proces od strony funkcjonalnej? Zamówienia składane są w ramach aplikacji DM (Mein dm-App) lub na stronie internetowej drogerii – w specjalnie wydzielonym obszarze „dm-med”. Drogeria zapewnia, że zamówienie dotrze do klienta w ciągu 2–3 dni roboczych. Istnieje też możliwość połączenia w ramach zamówienia online zakupów aptecznych z produktami drogeryjnymi, co jest – jak podkreśla DM – „proste, szybkie i wygodne”.

image

Rossmann bierze przykład z konkurenta i chce powalczyć o rynek apteczny

Co można kupić w ramach dm-med?

W ofercie apteki online drogerii DM znajdziemy szeroki wachlarz produktów dostępnych bez recepty, podzielonych na kategorie odpowiadające różnorodnym potrzebom zdrowotnym, m.in.:

image
DM
  • alergie
  • zdrowie kobiet
  • środki uspokajające, nasenne i antystresowe
  • układ moczowy i nerki
  • układ oddechowy
  • układ trawienny
  • higiena jamy ustnej
  • nikotynowa terapia zastępcza
  • suplementy diety
  • pielęgnacja dermatologiczna (twarz, włosy, skóra głowy, ciało, SPF)
  • przeziębienie i grypa
  • środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe
  • układ krążenia
  • ochrona przed insektami
  • zdrowie seksualne
  • medycyna alternatywna i homeopatia.

 

Jeśli klient mimo to nie znajdzie poszukiwanego produktu OTC, może skorzystać ze specjalnego formularza kontaktowego online i uzyskać w ten sposób dodatkowe informacje, np. dotyczące działania czy skutków ubocznych konkretnych preparatów.

DM podkreśla, że w ramach dm-med nie oferuje leków na receptę ani też konsultacji medycznych w drogeriach stacjonarnych. Produkty wysyłane są m.in. z Czech i nie są dostępne w opcji odbioru ekspresowego w sklepach. Zwroty produktów medycznych realizowane są wyłącznie drogą kurierską (DHL) i nie ma możliwości dokonania takiego zwrotu za pośrednictwem drogerii stacjonarnej.

image

Marta Marszałek, PMR Market Experts by Hume’s: Aspiryna, suplementy i szampon w jednej aplikacji? Polski klient jest gotowy!

Strategiczny kontekst: droga DM do modelu platformowego

Wejście w segment apteki online nie jest przypadkowe. DM od lat rozwija swoją obecność cyfrową, budując wokół aplikacji mobilnej i e-commerce szeroki ekosystem usług – od zakupów przez programy lojalnościowe po personalizowane oferty i kupony rabatowe. Integracja dm-med z Mein dm-App jest kolejnym krokiem w kierunku zwiększania częstotliwości kontaktu z klientem oraz wartości koszyka zakupowego.

Na dojrzałym i bardzo konkurencyjnym rynku niemieckim, gdzie silną pozycję mają zarówno klasyczne apteki, jak i wyspecjalizowane platformy e-pharmacy, DM wykorzystuje swoją przewagę: skalę, rozpoznawalność marki oraz ogromną bazę użytkowników aplikacji. Dzięki temu może relatywnie szybko testować nowe modele sprzedaży i rozszerzać ofertę o kolejne kategorie powiązane ze zdrowiem i poprawą samopoczucia.

Drogeria, apteka, wellbeing – zacieranie granic kategorii

Uruchomienie dm-med wpisuje się w szerszy trend konwergencji segmentów: beauty, health i wellness. Coraz więcej retailerów rozszerza ofertę o produkty zdrowotne, odpowiadając na rosnące zainteresowanie konsumentów profilaktyką i samopielęgnacją.

Dla DM to także sposób na wzmocnienie pozycji w kategorii care – obejmującej nie tylko kosmetyki, ale również produkty wspierające zdrowie. W praktyce oznacza to budowanie modelu one-stop-shop, w którym konsument może zrealizować zarówno codzienne zakupy drogeryjne, jak i potrzeby związane z podstawową opieką zdrowotną – bez opuszczania jednego ekosystemu.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
19.03.2026 11:55
Polski rynek kosmetyczny rośnie, ale mierzy się z presją regulacji i konkurencji
Polska jest piątym największym rynkiem kosmetycznym w UEShutterstock

Unijne regulacje coraz mocniej wpływają na codzienne funkcjonowanie polskich producentów kosmetyków, którzy jednocześnie muszą odnaleźć się w rosnącej konkurencji ze strony zagranicznych marek. Choć nasz rynek – piąty co do wielkości w UE – dynamicznie się rozwija, branża stoi przed wyzwaniem umacniania pozycji lokalnych firm. Wspiera je jednak coś bardzo istotnego – lojalność konsumentek wobec polskich kosmetyków oraz rosnące zainteresowanie nimi także poza granicami kraju.

W tym artykule przeczytasz:

  • Coraz więcej marek, coraz trudniejsza konkurencja
  • Polska jednym z liderów rynku kosmetycznego
  • Podstawa prawna
  • Składniki pod lupą. Co znika z kosmetyków?
  • Nowe przepisy i nowe pomysły
  • Międzypokoleniowa lojalność wobec marek

Coraz więcej marek, coraz trudniejsza konkurencja

Największe wyzwania dla branży kosmetycznej w Polsce koncentrują się dziś wokół dwóch obszarów. Z jednej strony to silna konkurencja na rynku funkcjonują tysiące marek, zarówno lokalnych, jak i zagranicznych. Z drugiej – rosnące wymagania regulacyjne na poziomie Unii Europejskiej – mówi agencji Newseria Joanna Kowalczuk, dyrektorka ds. marketingu w firmie Ziaja.

Jak wynika z raportu Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego i WiseEuropa “Kosmetyczna Polska 2025”, liczba producentów kosmetyków w Polsce systematycznie rośnie – z 887 podmiotów w 2015 roku do 1320 w 2024 roku. W tym samym czasie rynek rozwijał się średnio o 4,9 proc. rocznie, osiągając wartość 25,2 mld zł. 

Polska jednym z liderów rynku kosmetycznego

To niemal trzykrotny wzrost od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Dziś Polska jest piątym największym rynkiem kosmetycznym we Wspólnocie, odpowiadając za 6,6 proc. jej wartości. Obecność w UE to jednak nie tylko szanse eksportowe, ale również konieczność dostosowania się do dynamicznie zmieniających się regulacji.

Dla firm takich jak nasza, które produkują miliony kosmetyków, wdrażanie kolejnych regulacji jest dużym wyzwaniem operacyjnym. Skala działalności sprawia, że zmiany nie mogą być wprowadzane z dnia na dzień. Tymczasem często właśnie w taki sposób jesteśmy nimi zaskakiwani – podkreśla Joanna Kowalczuk. – To dla nas spore utrudnienie, choć staramy się na bieżąco dostosowywać. Liczymy jednak na większą przewidywalność i dłuższe okresy przejściowe

image

Hebe stawia na polskie kosmetyki. Czy P-beauty stanie się nowym standardem pielęgnacji?

Podstawa prawna

Podstawą unijnych przepisów regulujących rynek kosmetyczny pozostaje rozporządzenie 1223/2009/WE (CPR), które określa zasady wprowadzania produktów do obrotu na terenie UE i ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa konsumentów. W praktyce producenci muszą jednak mierzyć się także z dodatkowymi regulacjami dotyczącymi m.in. opakowań, raportowania ESG czy stosowania konkretnych składników.

Składniki pod lupą. Co znika z kosmetyków?

Istotne zmiany wynikają również z wdrażania Strategii na rzecz Zrównoważonych Chemikaliów (CSS), będącej częścią Europejskiego Zielonego Ładu. Zakłada ona ograniczenie stosowania substancji potencjalnie szkodliwych oraz rozwój bezpieczniejszych i bardziej zrównoważonych formulacji już na etapie projektowania produktów.

Przykładem są nowe regulacje dotyczące składników. Od 1 września 2025 roku w UE nie można już wprowadzać do obrotu produktów zawierających TPO – substancję wykorzystywaną m.in. w lakierach hybrydowych i żelach UV. Z kolei od 1 maja 2026 roku zaczną obowiązywać kolejne ograniczenia dotyczące wybranych substancji, takich jak salicylan heksylu czy srebro. Dla producentów oznacza to konieczność reformulacji produktów.

image

Justyna Żerańska, PZPK: Przed nami 12 pracowitych miesięcy, w tym m.in. wyzwania regulacyjne

Nowe przepisy i nowe pomysły

Branża podkreśla jednak, że regulacje – choć wymagające – mogą działać także jako impuls do innowacji. Rosnące standardy bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju sprzyjają tworzeniu nowych produktów, lepiej odpowiadających na oczekiwania świadomych konsumentów.

Polskie kosmetyki cieszą się dziś bardzo dużym zainteresowaniem za granicą. Konsumenci coraz częściej świadomie wybierają produkty z konkretnych krajów, a Polska jest jednym z tych rynków, które budują silną pozycję jakościową – mówi Joanna Kowalczuk. – Widzimy to m.in. w Hiszpanii, Czechach, Japonii czy na Węgrzech, gdzie nasze marki są rozpoznawalne i chętnie wybierane.

Potwierdzają to dane dotyczące eksportu. W 2024 roku jego wartość osiągnęła rekordowe 6 mld euro, co plasuje Polskę na piątym miejscu w UE i dziewiątym na świecie. Udział naszego kraju w globalnym eksporcie kosmetyków wyniósł 4 proc.

Międzypokoleniowa lojalność wobec marek

Jednocześnie rosnącym wyzwaniem pozostaje napływ produktów spoza Unii Europejskiej.

Konkurencja ze strony marek z rynków pozaunijnych jest coraz bardziej odczuwalna. Każda nowa marka to większe rozproszenie wyborów konsumenckich – zauważa Kowalczuk. – Mimo to polscy konsumenci pozostają bardzo lojalni wobec rodzimych producentów. W wielu przypadkach to właśnie lokalne marki są ich pierwszym wyborem. Widać to w wynikach sprzedaży, ale też w tym, że nasze kosmetyki mają często charakter międzypokoleniowy – korzystały z nich babcie, korzystają matki i sięgają po nie również młodsze pokolenia.

 

Źródło: Newseria

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. marzec 2026 16:04