StoryEditor
Rynek i trendy
16.07.2019 00:00

Właściciele małych sklepów i hurtowni najbardziej zadłużeni w Polsce

76 proc. zadłużonych firm figurujących w Krajowym Rejestrze Długów, to przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą. Wierzycielom są winni ponad 5 mld zł – o 3,2 mld zł więcej niż przed 5 laty. Sami mają do odzyskania od kontrahentów 910 mln zł - najwięcej od dużych firm.

W bazie danych KRD BIG widnieje prawie 190 tys. mikroprzedsiębiorstw, które mają do oddania swoim wierzycielom ponad 730 tys. zobowiązań o łącznej wartości 5 mld zł. Średnie zadłużenie każdego z nich to ponad 26,5 tys. zł, ale rekordzista zalega ze zwrotem aż 14,48 mln zł. Choć w ciągu ostatnich 5 lat liczba zadłużonych jednoosobowych działalności gospodarczych zwiększyła się o ponad 62 proc., to ich zadłużenie wzrosło aż o 174 proc.

- Przyczyn zadłużania się mikroprzedsiębiorców jest wiele. Częściowo odpowiadają za to nietrafione inwestycje, zwłaszcza jeśli na ich sfinansowanie był zaciągnięty kredyt lub inwestor skorzystał z leasingu. Umiejętność analizy potrzeb rynku nie jest najmocniejsza w tym segmencie przedsiębiorstw, a koniunktura gospodarcza sprzyja nadmiernemu optymizmowi. W części branż za rosnące zadłużenie odpowiada niesprzyjające otoczenie gospodarcze, czy to w Polsce czy za granicą. Istotnym czynnikiem zadłużania się są też zatory płatnicze, a zwłaszcza zjawisko niepłacenia przez duże spółki. Na nie przypada 47 proc. wierzytelności, jakie mają do odzyskania mikrofirmy – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Najbardziej pogrążone w długach są firmy handlowe, które mają do uregulowania prawie 210 tys. zobowiązań o łącznej wartości 1,46 mld zł. Na liście dłużników jest aż 51,5 tys. małych sklepów i hurtowni. Drugie na liście najbardziej zadłużonych branż jest budownictwo z długiem w wysokości 875 mln zł. Tyle ma do oddania 37,1 tys. małych zakładów budowlanych. Zdecydowana większość z nich (64,5 proc.) to podwykonawcy zajmujący się na budowach pracami specjalistycznymi – elektrycy, tynkarze, hydraulicy itp. Mali przewoźnicy mają do oddania swoim wierzycielom 657 mln zł, a niewielkie zakłady przemysłowe 526 mln zł. W tej ostatniej branży najliczniejszą grupę stanowią producenci artykułów spożywczych, wyrobów z drewna i metalu.

- We wszystkich tych branżach mamy do czynienia z olbrzymim rozdrobnieniem, dużą konkurencją i niskimi marżami. Do tego rykoszetem uderza w przedsiębiorców niekorzystne otoczenie gospodarcze, które powoduje zmniejszenie przychodów. W przypadku sklepów zakaz handlu w niedzielę, w budownictwie rosnące ceny materiałów i brak rąk do pracy, a w transporcie konieczność dostosowania wynagrodzeń kierowców do regulacji obowiązujących w państwach, do których jeżdżą, czyli głównie Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii – zauważa Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Lista wierzycieli, którym przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą są winni najwięcej pieniędzy, nie odbiega od tego, co dzieje się w całej gospodarce. Największe zadłużenie, ponad 1,9 mld zł, mikroprzedsiębiorcy mają wobec funduszy sekurytyzacyjnych, które skupują długi głównie od banków, ale też operatorów telefonicznych czy towarzystw ubezpieczeniowych. Drugim największym wierzycielem tych firm jest sektor finansowy, któremu jednoosobowe firmy muszą oddać ponad 1,5 mld zł, z czego większość, bo ponad 1 mld zł bankom, 195 mln zł firmom leasingowym i 211 mln zł faktorom. Z tego zestawienia widać, że największym problemem dla mikroprzedsiębiorców jest finansowanie działalności – niespłacane kredyty to pośrednio i bezpośrednio prawie 68 proc. ich długu.

- Najbardziej narażone na nieotrzymanie zapłaty od kontrahentów są właśnie najmniejsze firmy. Jak pokazuje nasze najnowsze badanie „Portfel należności polskich przedsiębiorstw” mikrofirmy czekają na zapłatę około 3,5 miesiąca. Najmniejszych przedsiębiorców po prostu nie stać na utrzymywanie dłużników, dlatego zmuszone są zaciągać kredyty, których potem nie są w stanie spłacić. Podobny problem występuje też przy kredytach inwestycyjnych czy leasingu, po które sięgają, by się rozwijać, zwiększać sprzedaż. Niestety ich spłata jest uzależniona od tego, czy i kiedy klienci zapłacą. Nasze dane pokazują, że zaległe zobowiązania wobec branży finansowej ma ponad 23,5 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych. Problem nie byłby tak nabrzmiały, gdyby mikroprzedsiębiorcy częściej weryfikowali swoich kontrahentów i nie współpracowali z notorycznymi dłużnikami – wyjaśnia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

O tym, że coraz częściej mikroprzedsiębiorcy zadłużają się, by inwestować, świadczą też zaległości wobec agencji reklamowych. To łącznie 609 mln zł długów, więcej niż wobec handlu (głównie hurtowego), któremu są winni ponad 550 mln zł.

Przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą są też wierzycielami. Sami mają do odzyskania blisko 910 mln zł. Interesująca jest analiza formy prawnej ich dłużników. Dominują wśród nich spółki prawa handlowego. To ponad 11,5 tys. dużych firm, które zalegają z zapłatą 430 mln zł, czyli 47 proc. należności JDG-ów.

- Zauważamy podobny schemat powstawania długu. Doskonale to widać na przykładzie budownictwa. Załóżmy, że X Sp. z o.o. jest generalnym wykonawcą budowy biurowca i zatrudnia firmę A Jan Kowalski do wykończenia wnętrza. Ale Jan Kowalski nie ma odpowiednich fachowców i sprzętu, więc do tego celu podnajmuje firmę B Adam Nowak. Jeśli spółka X nie rozliczy się z firmą A, to firma A nie rozliczy się z firmą B. Tym samym firma B, będzie musiała pożyczyć pieniądze na przetrwanie – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Taki mechanizm bywa niekiedy nazywany rolowaniem długu między firmami. Spółka X ma darmowy kredyt kupiecki, firma A Jan Kowalski nie dostała co prawda od X pieniędzy za wykonane prace, ale też nie zapłaciła za nie firmie B Adam Nowak, więc jakoś sobie poradzi. Firma B Adam Nowak, która najczęściej oprócz zaangażowania ludzi i sprzętu często też sfinansowała materiały wykorzystane do realizacji zlecenia musi pożyczyć pieniądze.

- Taka sytuacja może trwać miesiącami. I zawsze ten, który jest na końcu, ucierpi najbardziej. Ponieważ to on wziął kredyt w banku i on spłaca odsetki, wszystko przez to, że ma dłużnika, któremu ktoś inny nie zapłacił – mówi Jakub Kostecki.

To częsty, choć niejedyny powód powstawania długów między firmami prowadzonymi przez osoby fizyczne. Ponad 18 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych jest winna innym najmniejszym firmom ponad 50 tys. zobowiązań na łączną kwotę 287 mln zł.

Zaskakujące jest to, że w gronie dłużników, którzy nie uregulowali faktur wobec JDG-ów są też konsumenci. Prawie 16,5 tys. takich klientów zalega właścicielom mikrofirm blisko 178 mln zł, a maksymalne zadłużenie konsumenta wynosi ponad 4 mln zł.

- To wina trochę samych wierzycieli. Windykowani przez nas konsumenci mówią, że nie ma wszystkich dokumentów, więc nie będą płacić. Często nie ma pisemnej umowy, która jasno określa zakres prac do wykonania i cenę za nie, w trakcie robót ustnie wprowadzane są dodatkowe zlecenia. To samo dzieje się także w relacjach z innymi firmami. Mikroprzedsiębiorcy sami dają swoim nieuczciwym klientom pretekst do tego, żeby nie płacić. Tak, jakby ciągle żyli w świecie Kargula i Pawlaka, dla których „słowo było droższe pieniędzy”. Niestety tak nie jest – zauważa Jakub Kostecki.

Największe zadłużenie mają przedsiębiorcy prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą na Mazowszu (839 mln zł), zaraz za nimi są firmy ze Śląska (634 mln zł), a ostatnie miejsce na podium zajmują przedsiębiorcy z Wielkopolski (499,5 mln zł). Dłużnikiem-rekordzistą jest przedsiębiorca z woj. pomorskiego, który ma do oddania swoim wierzycielom prawie 14,5 mln zł.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
10.04.2026 11:16
Jak Polacy kupują OTC? Większość szuka okazji cenowych w gazetkach z promocjami [Raport Blix i Kantar]
Część produktów związanych ze zdrowiem coraz częściej pojawia się w kontekście planowania codziennych zakupów - szczególnie dotyczy to suplementów i dermokosmetykówshutterstock

Z raportu Grupy Blix i Kantar Polska „Leki OTC i suplementy” z cyklu FMCG Brands We Shop, dowiadujemy się, jak często Polacy korzystają z promocji lub gazetek podczas kupowania leków OTC i suplementów diety. 38 proc. respondentów robi to czasami, a 37 proc. – zawsze lub prawie zawsze. Z kolei 14 proc. badanych rzadko decyduje się na ww. czynność, a 11 proc. nie robi tego prawie nigdy.

Promocje na leki OTC i suplementy diety: Jak często Polacy zaglądają do gazetek?

38 proc. badanych Polaków czasami korzysta z promocji lub gazetek podczas kupowania leków OTC i suplementów diety, natomiast 37 proc. robi to zawsze lub prawie zawsze, a tylko 14 proc. – rzadko. Dla 90 proc. ankietowanych powodem sprawdzania oferty sklepów w gazetkach jest szukanie rabatów i okazyjnych cen. Natomiast 54 proc. osób wskazuje na chęć porównania ceny produktów w placówkach handlowych.

Ponadto z badania wynika, że 65 proc. ankietowanych chciałoby widzieć oferty leków OTC, wyrobów medycznych i suplementów w publikacjach sieci handlowych. Niechętnych temu jest zaledwie 16 proc.

Wyzwania w komunikacji produktów zdrowotnych: suplementy vs. leki OTC

Wyniki pokazują, że konsumenci chętnie sprawdzają ofertę produktów zdrowotnych przed zakupem, ale w gazetkach bardzo rzadko pojawiają się informacje o tej kategorii. Najczęściej dotyczą one suplementów diety, witamin czy dermokosmetyków, a nie klasycznych leków OTC, co wynika z bardziej restrykcyjnych regulacji komunikacyjnych dla produktów leczniczych. Gazetki pełnią więc głównie funkcję informacyjną. Pomagają sprawdzić dostępność produktów oraz orientacyjne ceny, choć tylko w niektórych przypadkach – mówi Marcin Lenkiewicz, współautor raportu i wiceprezes Grupy Blix.

Dla analityków z Grupy Blix taka struktura odpowiedzi nie jest zaskoczeniem. Podział odpowiedzi dobrze pokazuje sytuacyjny charakter tej kategorii. Część konsumentów regularnie sprawdza oferty. Oni interesują się bowiem produktami związanymi z profilaktyką zdrowotną, takimi jak suplementy czy dermokosmetyki. Inni robią to tylko wtedy, gdy pojawia się konkretna potrzeba, np. sezonowa infekcja lub konieczność uzupełnienia domowej apteczki.

image

FMCG 2026: Jak trendy health & beauty oraz clean label ratują wolumeny? [DANE YouGov]

Aplikacje zakupowe i retail media: nowoczesne porównywarki cen leków

Komunikacja tej kategorii jest bardziej ograniczona niż w typowym retailu, dlatego dostęp do informacji o produktach jest dla konsumentów szczególnie ważny. Coraz częściej takie porównania odbywają się już nie tylko w gazetkach, ale także w aplikacjach zakupowych i narzędziach retail media – podkreśla Kinga Puchalska, współautorka raportu i Business Development Manager w Grupie Blix.

Respondenci wyjaśniają również, dlaczego sprawdzają ofertę sklepów w gazetkach. 90 proc. ankietowanych szuka promocji i okazyjnych cen. Tak wysoki wynik pokazuje przede wszystkim racjonalność konsumentów. W przypadku suplementów czy dermokosmetyków są to produkty kupowane regularnie, więc naturalne jest porównywanie cen i dostępności.

Leki OTC: zaufanie i skuteczność ważniejsze niż niska cena?

W przypadku leków OTC cena ma znaczenie, ale zazwyczaj schodzi na drugi plan wobec skuteczności i zaufania do produktu. W związku z tym sprawdzanie ofert oznacza raczej poszukiwanie rozsądnej opcji zakupu niż typowe polowanie na promocje. W praktyce konsumenci chcą mieć dostęp do informacji o różnych możliwościach kupna w jednym miejscu. Coraz częściej funkcję takiej porównywarki pełnią dziś aplikacje zakupowe – dodaje Kinga Puchalska.

Raport pokazuje też, że 54 proc. uczestników sondażu chce porównać ceny produktów w sklepach. Z kolei 25 proc. badanych zależy na szybkim zaplanowaniu zakupów. Tyle samo ankietowanych robi to dla przyjemności. Natomiast 20 proc. respondentów poszukuje nowych produktów.

Digitalizacja nawyków: przeglądanie ofert jako element inspiracji

Struktura odpowiedzi pokazuje, że przeglądanie ofert ma kilka funkcji. Ciekawym sygnałem jest to, że dla części osób stanowi to przyjemność, co można interpretować jako element inspiracji i poznawania nowych produktów. W praktyce coraz częściej dzieje się to w środowisku cyfrowym. Aplikacje zakupowe pozwalają dziś przeglądać oferty wielu sieci jednocześnie i szybciej porównywać dostępność produktów – zaznacza Marcin Lenkiewicz.

Wiemy też, czy respondenci chcieliby widzieć oferty leków OTC, wyrobów medycznych i suplementów w gazetkach sieci handlowych. Na tak jest 65 proc. uczestników sondażu, a na nie – 16 proc. Z kolei 19 proc. ankietowanych jest niezdecydowanych.

Oczekiwania konsumentów: więcej informacji o zdrowiu w handlu detalicznym

Analitycy Grupy Blix zwracają uwagę na przewagę odpowiedzi twierdzących, która pokazuje wyraźnie, że konsumenci chcieliby mieć więcej informacji o produktach zdrowotnych w miejscach, gdzie planują codzienne zakupy. W praktyce oferta tej kategorii w gazetkach jest dziś dość ograniczona, szczególnie w przypadku leków OTC.

Badanie można interpretować jako sygnał popytu na większą dostępność informacji o produktach zdrowotnych w retailu. Najłatwiej rozwijać ją w segmencie suplementów diety, witamin czy dermokosmetyków. Coraz większą rolę mogą tu odgrywać także aplikacje zakupowe i retail media, które pozwalają prezentować ofertę w sposób bardziej informacyjny niż promocyjny. Jednocześnie część respondentów pozostaje neutralna. To pokazuje, że konsumenci korzystają dziś z wielu źródeł informacji – od aptek po kanały cyfrowe – stwierdza Kinga Puchalska.

Profilaktyka zdrowotna i zakupy sytuacyjne: dwa tryby kupowania produktów aptecznych

Wyniki badania sugerują również, że część produktów związanych ze zdrowiem coraz częściej pojawia się w kontekście planowania codziennych zakupów. Szczególnie dotyczy to suplementów i dermokosmetyków. Konsumenci traktują je jako element profilaktyki lub uzupełniania domowej apteczki.

image

Marta Marszałek, PMR Market Experts by Hume’s: Aspiryna, suplementy i szampon w jednej aplikacji? Polski klient jest gotowy!

W przypadku leków OTC zakupy nadal często mają charakter sytuacyjny i wynikają z bieżącego stanu zdrowia. Kategoria ta funkcjonuje jednocześnie w dwóch trybach, tj. planowania i szybkiej reakcji na potrzebę.

Dla producentów i retailerów oznacza to szansę na większą widoczność produktów na etapie planowania zakupów. W praktyce coraz częściej odbywa się to w aplikacjach zakupowych i systemach retail media, które pozwalają konsumentom porównać ofertę różnych sieci w jednym miejscu – podsumowuje wiceprezes Grupy Blix.

Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview) przez Grupę Blix i Kantar Polska. Analizę oparto na próbie blisko 1,6 tys. osób. Głównym celem raportu jest dogłębne poznanie zwyczajów zakupowych współczesnych konsumentów w obszarze zdrowia i profilaktyki.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
08.04.2026 14:27
Imperium Proya. Jak chiński gigant C-beauty rzucił wyzwanie Seulowi
Proya IG

Jeszcze dekadę temu chińskie marki kosmetyczne postrzegane były jako tańsze alternatywy dla zachodnich i koreańskich koncernów. W 2026 roku sytuacja uległa diametralnej zmianie. Proya Cosmetics nie tylko dominuje na rodzimym rynku, ale staje się symbolem jakościowych produktów C-Beauty. Dzięki mocnej cyfryzacji, innowacjom w obszarze składników aktywnych i precyzyjnemu targetowaniu młodych generacji konsumentów Proya rzuca wyzwanie hegemonii K-beauty na arenie globalnej.

Geneza sukcesu: od dystrybutora do innowatora 

Proya powstała w 2003 roku w Hangzhou – mieście, które dzięki obecności grupy Alibaba stało się cyfrowym sercem Chin. Założyciele marki, Hou Juncheng (obecnie prezes) oraz Fang Yuyou (CEO), zaczynali w świecie tradycyjnej dystrybucji. Ich pierwotna strategia opierała się na tzw. kanałach CS (cosmetic stores) w mniejszych miastach Chin, gdzie konkurencja ze strony globalnych marek premium była znikoma.

Przełom nastąpił w 2017 roku, kiedy Proya zadebiutowała na giełdzie w Szanghaju jako pierwsza chińska marka pielęgnacyjna typu mass-market. Pozyskany kapitał pozwolił na całkowitą redefinicję DNA marki: z „deep ocean skincare” (pielęgnacja oparta na minerałach morskich) w stronę „science & efficacy” (nauka i skuteczność).

Strategiczny zwrot: fokus na składniki aktywne

Proya jako jedna z pierwszych marek w Chinach zrozumiała fenomen tzw. component party (Cheng Fen Dang) – świadomych konsumentów, którzy analizują składy INCI z dużą uwagą i precyzją. 

Marka stworzyła dwa kultowe produkty, które stały się fundamentem jej potęgi:

  • Double Antibody Serum: produkt skoncentrowany na antyoksydacji i przeciwdziałaniu glikacji skóry.
  • Ruby Serum: oparte na retinolu i heksapeptydach, uderzające w segment anti-aging.

Dzięki tym produktom Proya przestała konkurować ceną, a zaczęła skutecznością, pozycjonując się jako marka masstige (luksus dostępny dla mas).

Proya 2026: lider, który nie ogląda się za siebie

W 2026 roku Proya jest niekwestionowanym liderem chińskiego rynku pielęgnacji twarzy. Podczas ubiegłorocznych festiwali zakupowych (popularny na chińskim rynku Single’s Day, obchodzony 11.11) marka regularnie wyprzedzała w rankingach sprzedaży takie potęgi jak Estée Lauder czy L’Oréal w kategorii Skin Care Sets.

Kluczowe wskaźniki rynkowe:

  • Udział w rynku chińskim: Proya kontroluje obecnie ok. 5,8 proc. rynku kosmetycznego, co przy ogromnej fragmentacji sektora w Chinach jest wynikiem imponującym.
  • Dynamika wzrostu (CAGR): średnioroczny wzrost przychodów w ostatnich 5 latach utrzymywał się na poziomie 25-30 proc.
  • Marża brutto: dzięki optymalizacji łańcucha dostaw i własnym centrom R&D marża brutto Proya oscyluje wokół 70 proc.

Ekspansja regionalna: podbój Azji Południowo-Wschodniej

Azja Południowo-Wschodnia (SEA) stała się dla Proya poligonem doświadczalnym przed globalnym skokiem. Marka agresywnie weszła na rynki Wietnamu, Tajlandii i Malezji, wykorzystując platformy Shopee oraz Lazada.

Dlaczego Proya wygrywa w regionie SEA?

  • lokalizacja formuł: składy kosmetyków są dostosowywane do wilgotnego klimatu tropikalnego (lżejsze tekstury, wyższy SPF)
  • cena vs. jakość: w regionie, gdzie siła nabywcza rośnie, ale nadal jest niższa niż w Europie, Proya oferuje „zachodnie technologie” w „azjatyckiej cenie”.
  • konkurencja: w przeciwieństwie do lokalnych marek z Tajlandii czy Indonezji, Proya dysponuje budżetami marketingowymi pozwalającymi na zatrudnianie topowych idoli i zaawansowany live-streaming.

Proya vs. K-Beauty. Czy Seul ma powody do obaw?

To jedno z najczęściej zadawanych ostatnio pytań w branży. Zdaniem wielu ekspertów, odpowiedź brzmi: tak, K-beauty po raz pierwszy ma realnego konkurenta.

Przez lata K-beauty dominowało dzięki zjawisku Hallyu (koreańska fala) i innowacyjnym formatom (podkłady typu cushion, maseczki w płachcie, kremy BB i CC). Proya uderza jednak w czuły punkt Korei – segment funkcjonalny. Podczas gdy koreańskie marki często stawiały na naturalne ekstrakty i dopasowany do tego storytelling, Proya stawia na twardą chemię kosmetyczną i biotechnologię.

Tam, gdzie atutem kosmetyków z Korei był design, innowacyjny format – Proya przeciwstawia składniki aktywne i biotechnologię,doganiając liderów dzięki wysoko rozwiniętemu R&D i własnym patentom.Proya sukcesywnie „podgryza” udziały takich marek jak Laneige czy Innisfree, oferując produkty o silniejszym stężeniu retinolu czy peptydów w zbliżonej cenie.

Strategia Proya na najbliższe lata zakłada trzy główne kierunki:

  • globalne centra R&D: po uruchomieniu placówek w Europie i Japonii marka planuje budowę centrum innowacji w USA – aby lepiej zrozumieć potrzeby zachodniego konsumenta
  • longevity i skuteczność: dzięki inwestycjom w badania nad autofagią komórkową i sirtuinami  Proya chce stać się chińskim odpowiednikiem marek typu doctor-brand
  • ekspansja offline: mimo że 90 proc. sprzedaży pochodzi z e-commerce, marka planuje otwarcie flagowych butików lifestylowych w największych metropoliach świata, by budować swój wizerunek marki luksusowej.

Nowy porządek świata beauty

Proya nie jest już tylko lokalnym bohaterem z dalekich Chin. Obecnie jest to sprawnie zarządzana machina technologiczno-marketingowa, która udowodniła, że chiński kapitał w połączeniu z tempem innowacji z Hangzhou może skutecznie rzucić wyzwanie globalnym liderom.

image

Potęga C-beauty: od fabryki świata do globalnych brandów [ANALIZA]

Dla menedżerów w Europie i USA Proya powinna być obiektem wnikliwej analizy. To marka, która nauczyła się, jak w czasie rzeczywistym przekuwać dane z TikToka (chińskiego Douyin) na gotowe receptury kosmetyczne. W 2026 roku walka o skórę konsumenta nie toczy się już o to, kto ma dłuższą historię i tradycje, ale o to, czyje serum realnie zadziała po 14 dniach. W tej dyscyplinie Proya staje się właśnie mistrzem. Warto też zwrócić uwagę na to, że obecnie Proya generuje już ponad 80 proc. sprzedaży przez własne kanały cyfrowe, co daje jej unikalną kontrolę nad danymi o klientach.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
10. kwiecień 2026 14:48