StoryEditor
Twarz
14.05.2021 00:00

Zdejmujemy maseczki, ale tylko na dworze. Maskne jeszcze z nami zostanie

Od soboty 15 maja na powietrzu będzie można zdjąć maseczki. Jednak wciąż będziemy zobowiązani do ich noszenia w publicznych przestrzeniach zamkniętych. Dlatego jak na razie nie pożegnamy się z maskne, czyli z trądzikiem powodowanym przez maseczki. Problem dotyczy  zarówno cery tłustej i łojotokowej, jak i suchej, pozbawionej warstwy ochronnej, a tym samym wyjątkowo narażonej na działanie drobnoustrojów. Nie omija też mężczyzn, którzy powinni w trybie przyspieszonym odbyć lekcje z pielęgnacji cery, zwłaszcza jeśli są posiadaczami brody – mówi Sylwia Buczkowska, kosmetolog, kierownik Działu Kosmetologii w Klinice Ambroziak.

Czy problemy spowodowane lub nasilone noszeniem maseczek ochronnych to w praktyce kosmetologa w klinice urody częste przypadki?

Tak, jak najbardziej. Pandemia i związane z nią obostrzenia odcisnęły mocne piętno prawie na każdej sferze naszego życia. Również nasz organizm mocno odczuwa jej skutki. A efekty widzimy na skórze twarzy, ale też np. dłoni. Coraz więcej pacjentów pojawia się w klinice z tzw. problemem maskne, czyli ze zmianami skórnymi powstałymi na skutek noszenia maseczki ochronnej, występującymi głównie w okolicy brody, nosa, linii żuchwy, policzków oraz wokół ust. O tym, jakie to są zmiany, mówi już sam termin, który powstał z połączenia dwóch angielskich słów: mask – maseczka oraz acne – trądzik.

Co sprawia, że maseczka ma tak negatywny wpływ na cerę?

Pod szczelnie przylegającą maseczką ochronną pojawiają się ciepło i wilgoć. A jak wiadomo jest to doskonałe środowisko do rozwoju bakterii i innych drobnoustrojów. Dlatego długotrwałe noszenie maseczki może spowodować problemy ze skórą. I może to dotyczyć nawet osób, które wcześniej nie miały problemów z cerą, a tym bardziej pacjentów z różnymi dermatozami.

Z jakim problemem najczęściej przychodzą pacjenci?

Najczęstszym problemem są zmiany zapalne, które nasilają się zwłaszcza przy cerze tłustej i problematycznej. Obserwujemy również zaostrzenie zmian zapalnych i rumienia w przebiegu trądziku różowatego. U niektórych osób nasileniu ulegają objawy łojotokowego zapalenia skóry. Pojawiają się też przypadki alergii kontaktowej na różnego rodzaju środki odkażające, kosmetyki, ale również maseczki ochronne. Te nasączone preparatami odkażającymi i przeciwbakteryjnymi niszczą naturalną warstwę ochronną skóry i są przyczyną problemów.

Wiele osób, np. ze względu na charakter pracy, która polega na kontaktach z klientami, musi nosić maseczkę na twarzy przez wiele godzin. Jakich zasad powinny się trzymać, aby ich skóra cierpiała na tym jak najmniej? Co mogą zmienić w rytuałach pielęgnacyjnych?

Zachowanie czystej skóry pod maseczką to podstawa w walce z maskne. W tym celu powinno się stosować środki, które oczyszczają twarz, ale nie powodują jej przesuszenia. Sucha skóra jest pozbawiona warstwy ochronnej, a tym samym zdecydowanie bardziej jest narażona na działanie drobnoustrojów. Aby zapobiec powstawaniu wykwitów, warto zaopatrzyć się w kosmetyki nawilżające. Jednak należy pamiętać, że krem nawilżający nakładamy minimum 15 minut przed założeniem maseczki ochronnej. Jeśli nie zdąży się wchłonąć, a nałożymy maseczkę, może to powodować zatkanie porów.

Muszę jeszcze przypomnieć o tym, jak ważne jest, aby nie dotykać twarzy brudnymi rękami. Nie tylko zmniejsza to ryzyko zakażenia koronawirusem, ale również zapobiega przenoszeniu bakterii i wirusów na twarz.

Jakie kroki pielęgnacyjne i regeneracyjne warto podjąć, kiedy już zdejmiemy maseczkę po powrocie do domu i przed nocą?

Wieczorem warto poświęcić skórze trochę więcej uwagi i czasu. To doskonały moment na jeszcze intensywniejszą pielęgnację, aby skóra mogła zregenerować się w ciągu nocy. Gdy zdejmiemy maseczkę ochronną, najważniejsze jest dokładne oczyszczenie twarzy. Najlepiej zastosować produkty myjące przeznaczone do konkretnego rodzaju cery. Zatem skóra wrażliwa powinna być myta produktami bez mydła, które nie zawierają drażniących substancji. Cera tłusta – produktami wymagającymi spłukania wodą z zawartością substancji delikatnie złuszczających, odblokowujących pory skóry.

W codziennej pielęgnacji wieczornej powinny znaleźć się produkty nawilżające, odżywcze, regenerujące. Oczywiście powyższe procesy dotyczą zarówno kobiet, jak i mężczyzn.

Przy tej okazji chciałabym zwrócić uwagę na antyoksydację z użyciem witaminy C czy kwasu ferulowego. Są to jedne z moich ulubionych substancji aktywnych, które osobiście stosuję od lat. Zwalczają wolne rodniki, hamują procesy fotostarzenia, poprawiają koloryt i działają przeciwstarzeniowo. Ponadto na rynku jest dostępnych sporo rodzajów kosmetycznych maseczek regenerujących, nawilżających. Są oferowane w płacie, jak i w formie kremowej i przeznaczone do każdego rodzaju cery. Warto choć raz w tygodniu nałożyć jedną z nich na 15-20 minut, aby szybko się przekonać, jak duży komfort daje to zmęczonej skórze.

Wróćmy jeszcze do pielęgnacji męskiej skóry. Czy z maseczkami ochronnymi radzi sobie lepiej skóra z zarostem, czy bez?

Męska cera uchodzi za odporniejszą, np. na procesy starzenia się. Mężczyźni rzeczywiście mają grubszą skórę i tak łatwo nie ulega ona otarciom przez maseczkę. Jednak ta cecha nie jest w stanie uchronić ich przed wszystkimi działaniami niepożądanymi powstałymi na skutek długotrwałego noszenia maseczki ochronnej. Wilgoć i ciepło pod maseczką to, tak jak już wspominałam, idealne warunki do rozwoju bakterii i drobnoustrojów, a ten problem nie omija mężczyzn.

Dodatkowo podczs pandemii – ma to związek z pracą zdalną i właśnie z zasłanianiem twarzy – panowie golą się zdecydowanie rzadziej. Owszem jest to pewnego rodzaju ulga dla skóry, jednak nosznie zarostu wiąże się z tym, że trzeba poświęcić więcej czasu na codzienną pielęgnację oraz dokładniej czyścić skórę. A o tym wielu mężczyzn zapomina. W rezultacie, gdy skóra nie jest zadbana, noszenie maseczki może prowadzić do zapalenia mieszków włosowych brody.

W swojej praktyce obserwuję, że panowie mają do odrobienia lekcję z pielęgnacji twarzy. Pielęgnacja skóry w ich przypadku powinna teraz oprzeć się na dokładnym oczyszczaniu oraz nawilżaniu. Na szczęscie producenci kosmetyków nie zapomnieli o tych potrzebach. Rynek kosmetyczny ma szeroką ofertę balsamów nawilżających i kremów dla mężczyzn, a także wosków czy olejków do brody, które mają pozytywny wpływ na włosy, jak i skórę.

A co z makijażem? Gdy pracujemy z ludźmi z reguły nie jesteśmy gotowe na to, żeby się pokazać zupełnie bez makijażu, a najważniejszy jest podkład, który wyrównuje kolor skóry.

Makijaż – częste zagadnienie pojawiające się podczas rozmów z pacjentami. Najlepiej z niego zrezygnować, ale sama dobrze wiem, że pracując i spotykając się z ludźmi, jest to niemożliwe. Należy jednak unikać stosowania ciężkich podkładów, które powodują zatykanie porów. Skóra nimi przykryta zaczyna produkować więcej sebum i staje się podrażniona. Dlatego, jeśli już musimy, to najlepiej skorzystać z produktów o lekkiej konsystencji, które nie obciążą skóry twarzy. Myślę tu o kremach CC lub BB, które delikatnie wyrównają koloryt skóry, a ponadto często zawierają filtry UV, które dodatkowo chronią przed promieniami słonecznymi.

Usta – kolejny problem z kobiecej perspektywym, bo też zostają przykryte pod maseczką cały czas.

Usta to bezwzględnie jeden z najbardziej charakterystycznych atrybutów kobiety. Jednak prawda jest taka, że zapominamy o nich podczas codziennej pielęgnacji. Tymczasem one tego potrzebują szczególnie, bo są delikatne, a stale wystawione na działanie zewnętrznych czynników, takich jak słońce, mróz i wiatr. Teraz jeszcze doszło do tego noszenie maseczek ochronnych, co dodatkowo powoduje przesuszenie, pierzchnięcie i pękanie warg. Jednak dzięki szerokiej gamie dostępnych na rynku balsamów, szminek, pomadek możemy szybko zregenerować i nawilżyć usta. Można również raz w tygodniu, podczas peelingu twarzy, wykonać delikatny peeling ust. Dzięki niemu usta będą wyglądały zdrowo. Przypomnę jednak, że musimy pamiętać o pielęgnacji ust o każdej porze roku, bez względu na to, czy nosimy maseczki ochronne, czy nie.

Czy maskne wymaga profesjonalnej konsultacji u dermatologa?

Profesjonalna pomoc w przypadku maskne jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Niezależne od wieku, jeśli cierpimy na choroby skórne, a noszenie maseczki ochronnej przyczyniło się do nasilenia objawów, warto zgłosić się do dermatologa. Specjalista oceni stan skóry i jeśli będzie to niezbędne przepisze odpowiednie leki, antybiotyki, maści lecznicze.

Warto również skorzystać z konsultacji u kosmetologa i wykonać profesjonalne zabiegi nawilżające, regenerujące, rewitalizujące skórę. Niezwykle ważna jest tutaj współpraca kosmetologa z dermatologiem. Taki duet z pewnością poradzi sobie z problemami skóry, które powstały również na skutek noszenia maseczek ochronnych.

W naszej klinice mamy dostępny szeroki wybór zabiegów, zarówno z zakresy medycyny estetycznej, jaki i kosmetologii. Na każdy problem możemy zaproponować kilka rozwiązań z uwzględnieniem czasu rekonwalescencji, częstotliwości wykonania, ceny oraz potrzeb skóry. Warto o tym pomyśleć jak najszybciej, z uwagi na zbliżające się lato. Słońce jest bowiem przeciwskazaniem do wykonania niektórych zabiegów laserowych czy z zastosowaniem peelingów chemicznych. Dlatego jeśli planujemy wizytę u specjalisty z powodu maskne, należy się pospieszyć. 

Sylwia Buczkowska, kosmetolog, absolwentka Collegium Medicum Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pełni funkcję kierownika Działu Kosmetologii w Klinice Ambroziak. Wykonuje zabiegi z zakresu laseroterapii, radiofrekwencji, ultradźwięków, pielęgnacji twarzy i ciała. Ma wieloletnie doświadczenie w kosmetologii oraz w medycynie estetycznej.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
26. październik 2026 11:21