StoryEditor
Prawo
28.03.2022 00:00

Izba Kosmetologów: Stop niszczeniu branży beauty w Polsce

Izba Kosmetologów wystosowała petycję, w której prosi klientów gabinetów kosmetycznych i kosmetologicznych o poparcie w walce o obronę prawa do wykonywania zabiegów z zakresu tzw. medycyny estetycznej. To reakcja na kolejne kroki w próbie ograniczenia kosmetologom wykonywania wielu zabiegów, które mają być zarezerwowane tylko dla lekarzy.

Walka o zabiegi z zakresu tzw. medycyny estetycznej trwa. Wszystko zaczęło się od listy, którą Ministerstwu Zdrowia przekazał samorząd lekarski, domagając się ograniczenia prawa do wykonywania niektórych zabiegów tylko do osób posiadających dyplom lekarza. Na liście znalazły się zarówno najbardziej inwazyjne zabiegi, jak i wiele takich, które są na co dzień wykonywane są w wielu gabinetach kosmetycznych i kosmetologicznych.

Dla przykładu, lekarze chcą mieć wyłączne prawo do wykonywania zabiegów iniekcyjnych, w tym wolumetrii i liftingu za pomocą kwasu hialuronowego, mezoterapii igłowej i wszelkiego nakłuwania (za wyjątkiem tatuaży i makijażu permanentnego do głębokości 0,5 mm). 

Na ich liście znalazły się też nici liftingujące i regenerujące, a także zabiegi z wykorzystaniem urządzeń oddziałujących energią prądu elektrycznego oraz fal elektromagnetycznych lub mechanicznych o wysokiej częstotliwości i gęstości mocy przekraczającej 1000 W/cm2 w punkcie najsilniejszego oddziaływania na tkankę.

Kolejne zabiegi, które miałyby być wykonywanie tylko przez lekarzy to: usuwanie zmian skórnych z użyciem laserów, peeling głęboki, dermabrazja i lasery ablacyjne, a także wszelkie zastosowanie sprzętu zarejestrowanego przez producenta jako sprzęt medyczny. Kosmetolodzy, według lekarzy, nie powinni też podejmować się leczenia chorób skóry oraz paznokci.

Właściciele gabinetów kosmetologicznych uważają, że wprowadzenie postulatów środowiska lekarskiego w życie, w praktyce oznacza koniec branży beauty w Polsce.

– Już wkrótce tysiące gabinetów kosmetologicznych, kosmetycznych może zniknąć z naszych miast. Musimy temu zapobiec – piszą we wstępie do petycji zatytułowanej „Stop niszczeniu branży beauty w Polsce! Stop likwidacji zawodu kosmetologa! Uratujmy polskie gabinety kosmetologiczne”.

Dalej wyjaśniają, że środowisko lekarzy „zajmujących się upiększaniem” w porozumieniu z Naczelną Izbą Lekarską, stara się tylnymi drzwiami wprowadzić nowe prawodawstwo, które pozwoli tylko im – lekarzom – wykonywać zabiegi, które do tej pory były domeną kosmetologów.

– Natomiast kosmetolodzy, którzy od blisko 30 lat są kształceni w ramach studiów wyższych (niejednokrotnie na renomowanych uczelniach medycznych), będą musieli zamykać swoje gabinety, tracąc cały swój dorobek oraz swoich klientów. Być może będą musieli wyjechać z kraju, by móc świadczyć usługi, które dotychczas wykonywali od lat w Polsce – czytamy w petycji.

Jej autorzy uważają, że problemem dla lekarzy jest pozycja kosmetologów, jako wysoko wyedukowanych specjalistów.

Od lat zauważamy nasilającą się nagonkę na nasze środowisko. To jest zorganizowania akcja, często posługująca się kłamstwem, brakiem precyzji, bezpodstawnym oczernianiem naszych specjalistów. Wszystko po to, by wyeliminować główną konkurencję z rynku i stworzyć dla siebie monopol – piszą.

Przestrzegają, że skutkiem wprowadzenia planowanych zmian (o ile Ministerstwo Zdrowia zaakceptuje przedstawioną przez lekarzy listę tzw. procedur medycznych, czyli zabiegów, które chcieliby zarezerwować dla siebie) będzie zmniejszenie dostępności wielu zabiegów oraz znaczny wzrost cen. Do tego dochodzi bankructwo tysięcy gabinetów, utrata miejsc pracy, niespłacone kredyty i wzrost bezrobocia.

Właściciele salonów kosmetycznych przyznają równocześnie, że istnieje potrzeba uregulowania rynku, gdyż obecna sytuacja "zachęca osoby nieposiadające wykształcenia do podszywania się pod nasz zawód i wykonywania zabiegów, które są naszą domeną”.

Regulowanie rynku nie może się jednak odbywać kosztem doświadczonych specjalistów! Dlaczego w imię walki z osobami, które nie mają przygotowania do wykonywania zabiegów, chcemy zlikwidować całą grupę zawodową, która to przygotowanie ma – pytają w swoim liście autorzy petycji.

Dlatego protestują przeciwko propozycjom zmian prawnych sprowadzających się do zakazu wykonywania większości zabiegów przez osoby, które nie są lekarzami, a więc również przez kosmetologów. Za niepokojące uznają też próby ograniczenia możliwości stosowania określonych typów wyrobów medycznych lub innych urządzeń i technologii przez kosmetologów.

– Nie dość więc, że próbuje się wprowadzić zakaz wykonywania niektórych zabiegów, to jeszcze próbuje się odciąć kosmetologów od profesjonalnego, odpowiednio przebadanego, bezpiecznego sprzętu – czytamy w apelu kosmetologów do branży i klientów gabinetów.

Kosmetolodzy uważają, że konsumenci są wprowadzani w błąd przez lekarzy, którzy twierdzą, że kosmetolodzy wykonują usługi wbrew obowiązującemu prawu.

– Zarówno w Polsce, jak i na świecie, nie ma takiej specjalizacji lekarskiej jak medycyna estetyczna. To sformułowanie wyłącznie marketingowe. Zgodnie z aktualnym prawem w Polsce nie ma jednej grupy zawodowej uprawnionej do wykonywania zabiegów estetycznych. Natomiast tradycja i prawie 30-letnie doświadczenie w kształceniu kosmetologów na uczelniach wyższych pokazuje jasno, że jest to główna grupa zawodowa dedykowana do świadczenia usług o charakterze estetycznym – dowodzą.

Uważają też, że przedstawiciele środowiska lekarskiego wykorzystują „niedostateczną wiedzę odbiorców ich wypowiedzi, w tym nawet niektórych prezenterów telewizyjnych, celebrytów i innych osób w sprawie kompetencji poszczególnych zawodów w branży estetycznej”.

– W niektórych mediach próbuje się manipulować opinią publiczną, strasząc rzekomymi powikłaniami po zabiegach wykonywanych przez kosmetologów. Jak się jednak okazuje, po dokładnym sprawdzeniu znanych nam przypadków powikłań, zabiegi, które do nich doprowadziły, nie były wykonane przez kosmetologów – czytamy w liście zachęcającym do podpisania petycji.

Autorów petycji niepokoi też stawianie w złym świetle tych lekarzy, którzy popierają kosmetologów i są otwarci na partnerską współpracę.

Obserwujemy niepokojące zjawisko polegające na piętnowaniu lekarzy współpracujących z kosmetologami na różnych polach, w tym m.in. pracujących w gabinetach u kosmetologów, prowadzących szkolenia czy biorących udział w sympozjach organizowanych przez kosmetologów i dedykowanych kosmetologom – czytamy w liście.

Zobacz też: Naczelna Rada Lekarska zakazała lekarzom prowadzenia szkoleń dla osób spoza zawodów medycznych. Co z kosmetologami?

Kosmetolodzy chcieliby, aby współpraca z lekarzami odbywała się na zasadach partnerskich, z zachowaniem wzajemnego szacunku. Natomiast zdecydowanie przeciwstawiają się monopolizowaniu rynku poprzez definiowanie niektórych usług, jako świadczenia zdrowotne. Nie chcą też ograniczenia swojej roli do asystentów lekarzy.

Jest to próba dyskredytacji i celowego umniejszania rangi zawodu kosmetologa poprzez chęć pełnego podporządkowania sobie kolejnej grupy zawodowej. Dobro klienta i bezpieczeństwo usług estetycznych było i jest zawsze kluczowe. Jednakże, w naszej ocenie, nie zostanie ono zapewnione przez działania podejmowane przez przedstawicieli środowiska lekarskiego i wprowadzenie swoistego „monopolu” w tym zakresie – uważają autorzy petycji.

Dodają, że próba degradacji, a może nawet usunięcia kosmetologów z rynku uderzy w cały rynek. Negatywne skutki ograniczeń odczują nie tylko klienci, ale także producenci i dystrybutorzy, zarówno sprzętów, jak i preparatów wykorzystywanych w zabiegach.

Tymczasem należy zdawać sobie sprawę, że rynek estetyczny zasila w dużej mierze budżet państwa, gdyż jest jednym z najprężniej rozwijających się sektorów. Nie pozwólmy na regres całej branży – podsumował zarząd Izby Kosmetologów apelując do klientów gabinetów kosmetologicznych o podpisanie petycji.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
28.04.2026 11:18
Kwas glioksalowy w produktach do włosów – kierunek działań regulacyjnych w UE
Produkty do prostowania włosów mogące zawierać kwas glioksalowy – nawet jeśli nie jest on wskazany w składzie – są nadal dostępne na rynkuadobestock

W styczniu 2025 roku francuska Agencja ds. Bezpieczeństwa Żywności, Środowiska i Pracy (ANSES) opublikowała opinię, w której uznano za wysoce prawdopodobny związek między obecnością kwasu glioksalowego (INCI: Glyoxylic Acid) – składnika stosowanego w niektórych produktach do prostowania włosów – a występowaniem przypadków ostrej niewydolności nerek.

Kwas glioksalowy – bezpieczna alternatywa czy nowe zagrożenie?

Kwas glioksalowy (Numer CAS: 298-1-4, Numer EC: 206-058-5) jest stosowany w produktach do prostowania włosów oraz szeroko wykorzystywany w kosmetykach do stylizacji. Występuje w postaci przezroczystej cieczy o barwie od bezbarwnej do jasnożółtej, o charakterystycznym, nieprzyjemnym zapachu. Znany jest również pod nazwą kwas oksooctowy.

Substancja ta wykazuje działanie zmiękczające i antystatyczneogranicza elektryzowanie się włosów, pomaga regulować pH produktów kosmetycznych oraz umożliwia prostowanie lub kręcenie włosów poprzez zmianę struktury chemicznej.

Kwas glioksalowy został wprowadzony jako alternatywa dla formaldehydu, który jest uznawany za substancję szkodliwą dla zdrowia człowieka. Początkowo uznawano go za bezpieczniejszy i bardziej efektywny zamiennik, jednak obecnie pojawia się coraz więcej doniesień wskazujących na jego potencjalny negatywny wpływ na zdrowie, w tym ryzyko ostrej niewydolności nerek.

Kwas glioksalowy, a ryzyko ostrej niewydolności nerek

Pierwsze zgłoszenie dotyczące kwasu glioksalowego francuska organizacja ANSES otrzymała w styczniu 2024 roku od nefrologa. Dotyczyło ono przypadku ostrej niewydolności nerek, prawdopodobnie związanego ze stosowaniem produktu do prostowania włosów. Sprawa dotyczyła kobiety, u której w ciągu trzech lat wystąpiły trzy epizody ostrej niewydolności nerek – za każdym razem kilka godzin po zabiegu prostowania włosów.

Pierwsze objawy obejmowały:

·       pieczenie skóry głowy podczas aplikacji,

·       owrzodzenia skóry głowy,

·       ból w okolicy lędźwiowej pojawiający się w ciągu godziny,

·       nudności oraz silne zmęczenie tego samego dnia.

Lekarze ustalili związek przyczynowy między niewydolnością nerek, a kwasem glioksalowym zawartym w jednym z produktów. Wnioski zostały oparte zarówno na badaniach na zwierzętach, które wykazały jego działanie nefrotoksyczne, jak i na analizie podobnych przypadków u ludzi (m.in. w Izraelu). Kwas glioksalowy został wprowadzony jako alternatywa dla formaldehydu, który w 2019 roku został zakazany na terenie Unii Europejskiej ze względu na jego właściwości rakotwórcze.

Parę miesięcy później, w sierpniu 2024 roku zgłoszono kolejne przypadki u kobiet, u których po zabiegu wystąpiły:

·       bóle głowy,

·       bóle pleców,

·       nudności,

·       zmęczenie,

·       nadmierne pragnienie.

Badania laboratoryjne wykazały podwyższony poziom kreatyniny – wskaźnika uszkodzenia nerek. Stan pacjentek ulegał poprawie po intensywnym nawodnieniu, a w niektórych przypadkach konieczna była hospitalizacja. Dostępne dane wskazują, że kwas glioksalowy może przenikać przez skórę głowy, a następnie w organizmie przekształcać się w szczawian wapnia. U części pacjentek stwierdzono obecność kryształów szczawianu wapnia w nerkach, które mogą prowadzić do ich uszkodzenia. Podobne przypadki odnotowane zostały m.in. w Izraelu, Szwajcarii, Tunezji oraz Algierii.

Stanowisko ANSES w sprawie kwasu glioksalowego w produktach do włosów

W styczniu 2025 roku francuska Agencja ds. Bezpieczeństwa Żywności, Środowiska i Pracy (ANSES) uznała za wysoce prawdopodobny związek między obecnością kwasu glioksalowego – składnika stosowanego w niektórych produktach do prostowania włosów, a występowaniem przypadków ostrej niewydolności nerek.

Do czasu przeprowadzenia oceny ryzyka na poziomie europejskim substancja ta nie jest objęta żadnymi szczególnymi regulacjami ani ograniczeniami stosowania. Konsumentom zaleca się unikanie produktów zawierających kwas glioksalowy w celu ograniczenia ryzyka dla zdrowia. Po licznych zgłoszeniach przypadków ostrej niewydolności nerek po zabiegach prostowania włosów – zarówno we Francji, jak i w innych krajach – badania naukowe wskazały, że kwas glioksalowy może być odpowiedzialny za obserwowane działania niepożądane.

image

SCCS: jest opinia w sprawie stosowania analogów prostaglandyn w produktach do rzęs i brwi

W swojej opinii z 2025 roku ANSES potwierdziła wysokie prawdopodobieństwo związku między tą substancją a występowaniem działań niepożądanych oraz zaleciła przeprowadzenie szczegółowej oceny ryzyka na poziomie Unii Europejskiej.

Produkty do prostowania włosów mogące zawierać kwas glioksalowy – nawet jeśli nie jest on wskazany w składzie – są nadal dostępne na rynku. Często, choć nie zawsze, występują one pod nazwami takimi jak „prostowanie brazylijskie” czy „prostowanie indyjskie”.

Obecnie kwas glioksalowy nie znajduje się na liście substancji zakazanych ani ograniczonych w ramach rozporządzenia kosmetycznego (WE) nr 1223/2009, a jego stosowanie nie podlega szczegółowym regulacjom.

ANSES rekomenduje przeprowadzenie oceny bezpieczeństwa na poziomie europejskim, która może skutkować wprowadzeniem ograniczeń lub całkowitym zakazem stosowania tej substancji w produktach kosmetycznych.

Kwas glioksalowy pod oceną Komisji Europejskiej

W marcu 2025 roku ANSES przedstawiła wyniki swoich analiz Komisji Europejskiej, która ogłosiła nabór danych naukowych dotyczących kwasu glioksalowego. Od października 2024 roku we Francji zgłoszono już 15 kolejnych przypadków ostrej niewydolności nerek, potencjalnie związanych ze stosowaniem produktów do prostowania włosów.

Istotnym problemem jest fakt, że w części analizowanych produktów obecność kwasu glioksalowego nie była deklarowana na etykiecie. Przeprowadzone badania potwierdziły jednak jego obecność w niektórych z nich, co wskazuje na możliwe nieprawidłowości w oznakowaniu oraz dodatkowe ryzyko dla konsumentów.

W przypadku zaostrzenie regulacji w Unii Europejskiej po zakończeniu oceny ryzyka, prawdopodobnie mogą zostać wprowadzone ograniczenia stężeń lub nawet całkowity zakaz stosowania kwasu glioksalowego w produktach kosmetycznych.

Aleksandra Kondrusik

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
28.04.2026 10:35
Hydior vs DIOR – siła renomy znaków towarowych w sektorze beauty
Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkielmat.pras.

W niniejszym artykule na przykładzie sprawy dotyczącej sprzeciwu spółki Dior wobec zgłoszenia znaku towarowego „Hydior” chciałam zwrócić uwagę przede wszystkim producentów z branży beauty, jak szeroka i skuteczna jest ochrona renomowanych znaków towarowych. Warto zachować dużą ostrożności przy kreowaniu oznaczeń inspirowanych znanymi markami – pisze Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel.

100 Najlepszych Globalnych Marek 2025

Międzynarodowa firma konsultingowa Interbrand opublikowała kolejny ranking „Najlepszych Globalnych Marek 2025” (tzw. Best Global Brands 2025), sklasyfikowanych według ich wartości w miliardach dolarów, przy uwzględnieniu trzech kryteriów: wyników finansowych produktów lub usług oznaczonych daną marką, roli marki w procesie podejmowania decyzji zakupowych oraz siły marki rozumianej jako jej zdolność do generowania przyszłych przychodów.

Na szczycie zestawienia niezmiennie od lat znajduje się marka Apple, a tuż za nią marki innych technologicznych gigantów, tj. Microsoft (2. miejsce), Amazon (4.) i Google (5.). Wśród 100 najbardziej wartościowych marek świata nie zabrakło kilku marek z branży beauty: Louis Vuitton (12.), Chanel (24.), Gucci (69.), L’Oréal (59.), Dior (84.), a także Sephora, która zajmuje miejsce 93. 

Jeśli chodzi o markę Dior, to w 2025 r. (względem 2024 r.) odnotowała spadek wartości o 10% (do 9,3 mld USD). Nie świadczy to jednak o jej słabości, lecz raczej o wolniejszym tempie wzrostu dużych marek kosmetycznych w stosunku do marek z innych branży, a także o rosnącej konkurencji.

Jednocześnie handlujące kosmetykami platformy sprzedażowe (np. Amazon) i dystrybutorzy kosmetyków (Sephora) odnotowali wzrost (odpowiednio o 7%, do 319,9 mld USD i 7,7 mld USD). Może to wynikać z faktu, że obecnie rynek kosmetyczny jest rozdrobniony, a tego typu podmioty sprzedają produkty wielu marek i zwiększają swój udział w sprzedaży. Dodatkowo wartość marek technologicznych, takich jak Apple czy Microsoft, rośnie szybciej, podnosząc ogólny poziom rankingu. Przez to nawet stabilne marki kosmetyczne mogą wypadać względnie słabiej.

image

NIVEA vs. NIVELIUM: jak nie wpaść w pułapkę przesadnej inspiracji cudzą marką?

Obecność takich marek jak Chanel i Dior w rankingu potwierdza silną pozycję luksusowych domów mody w branży kosmetycznej. Jednocześnie wszystkie marki ujęte w rankingu można uznać za renomowane nie tylko w potocznym znaczeniu, ale także w rozumieniu prawa własności przemysłowej. Choć przepisy nie zawierają ścisłej definicji pojęcia renomy, zgodnie z utrwalonym podejściem doktryny i orzecznictwa, renoma oznacza, że znak towarowy:

•    jest rozpoznawalny wśród znacznej części właściwego kręgu odbiorców, 

•    kojarzy się z wysoką jakością i określonymi, stale spełnianymi cechami towarów lub usług. 

Sprawa dotycząca sprzeciwu do unijnego zgłoszenia „Hydior”

Praktyczne znaczenie kwestii renomy znaków towarowych wyjaśnia poniżej omawiany spór dotyczący oznaczeń DIOR vs. Hydior. Zapadła w tej sprawie decyzja EUIPO w przystępny sposób pokazuje, jak w praktyce: wykazać renomę znaku towarowego, oceniać podobieństwo oznaczeń oraz towarów i usług, a także jakie znaczenie mają realia rynkowe branży beauty dla przedsiębiorców.

3 marca 2025 r. spółka Parfums Christian Dior z siedzibą w Paryżu (dalej „Wnosząca sprzeciw” lub „Dior”) wniosła sprzeciw wobec zgłoszenia unijnego znaku towarowego „Hydior” (EUTM 19112537), dokonanego przez osobę fizyczną, Chengnv Chen z Shenzhen w Chinach (dalej: „Zgłaszający”). Sprzeciw oparto na wcześniejszym francuskim znaku towarowym „DIOR” (FR 1319530), podnosząc zarzut naruszenia jego renomy oraz istnienia wprowadzającego w błąd podobieństwa między oznaczeniami.

Decyzją z 26 marca 2026 r. (B 3235486) EUIPO uwzględniło sprzeciw w całości ze względu na naruszenie renomy wcześniejszego znaku „DIOR” i odrzuciło zgłoszenie.

Odmówiono rejestracji znaku „Hydior” ponieważ zostały łącznie spełnione trzy wskazane w rozporządzeniu Unii Europejskiej przesłanki:

1.    Wcześniejszy znak cieszy się renomą we Francji; 

2.    Oznaczenia są podobne;

3.    Używanie późniejszego znaku bez uzasadnionej przyczyny mogłoby przynieść Zgłaszającemu nienależną korzyść.

Ad. 1 Jak wykazać renomę oznaczenia na przykładzie Dior

Zdaniem EUIPO wnosząca sprzeciw wykazała, że znak towarowy „DIOR” cieszy się renomą we Francji, w szczególności w odniesieniu do kosmetyków i perfum w klasie 3.

Na potwierdzenie renomy Dior przedstawił szeroki materiał dowodowy, obejmujący w szczególności:

•    materiały reklamowe, 

•    oświadczenia dotyczące danych sprzedażowych za lata 2022–2024, 

•    sprawozdania roczne za lata 2018–2023, 

•    artykuły prasowe (np. „Początki Diora i historia kultowego domu mody” w Vogue France z 2023 r.) opisujące rozwój marki od 1947 r., 

•    pozycję w rankingach marek, w tym we wspomnianym rankingu Interbrand „Best Global Brands” (lata 2021–2024), 

•    dane o obecności w mediach społecznościowych i Internecie (m.in. LinkedIn, TikTok, Pinterest, Facebook), 

•    informacje dotyczące udziałów rynkowych, wydatków reklamowych oraz inwestycji w latach 2017–2024.

Zwracam uwagę, że Wnoszący sprzeciw musi udowodnić, że znak towarowy, na którym opiera się sprzeciw, uzyskał renomę jeszcze przed datą zgłoszenia spornego oznaczenia, a w tym wypadku przed 3 marca 2025 r. 

Moim zdaniem najbardziej przekonującymi dowodami na renomę znaku towarowego najczęściej będą raporty finansowe oraz dane dotyczące nakładów na działania marketingowe, a także publiczne rankingi branżowe czy wyniki badań opinii publicznej potwierdzające wysoki poziom rozpoznawalności wśród odbiorców.

Ad. 2 Poza renomą konieczne jest podobieństwo oznaczeń

EUIPO uznało, że oznaczenia „DIOR” i „Hydior” są podobne wizualnie i fonetycznie, ponieważ wcześniejszy znak „DIOR” jest w całości zawarty w zgłoszonym oznaczeniu:

W ocenie Urzędu część właściwego kręgu odbiorców może postrzegać element „DIOR” jako nazwisko, co wzmacnia prawdopodobieństwo skojarzenia obu znaków. W konsekwencji istnieje ryzyko, że konsumenci dokonają ich powiązania i uznają je za pochodzące z tego samego lub powiązanego źródła. 

Urząd wskazał, że porównywane znaki są słowne, więc chronione jest samo słowo, a nie jego zapis. W konsekwencji dla oceny podobieństwa oznaczeń (wizualnego i fonetycznego) nie ma znaczenia użycie wielkich lub małych liter, o ile zapis jest typowy (bez szczególnych elementów graficznych, stylizacji czy wyróżników, które mogłyby zmieniać jego odbiór). EUIPO uznało więc, że podobieństwo wizualne i fonetyczne ma na tyle intensywny charakter, że może prowadzić do natychmiastowego mentalnego skojarzenia znaku „Hydior” ze znaną marką „DIOR” w świadomości odbiorców.

Co istotne, przy renomie porównywane towary nie muszą być do siebie podobne

Pomimo że sporne towary w klasie 21, takie jak puste butelki, flakony, butelki szklane, atomizery, spraye czy pojemniki nie są identyczne ani wysoce podobne z towarami Dior, zostały uznane za powiązane funkcjonalnie i rynkowo z kosmetykami i perfumami. 

Produkty te mogą służyć do przechowywania, dozowania lub stosowania kosmetyków, na przykład do mieszania rozcieńczonych perfum lub olejków eterycznych z wodą w celu tworzenia dyfuzorów zapachowych, nadawania zapachu pomieszczeniom lub używania perfumowanych mgiełek do ciała z dodatkami dekoracyjnymi, takimi jak drobinki połysku lub brokat. Takie powiązanie zwiększa prawdopodobieństwo skojarzenia oznaczeń przez konsumentów.

Urząd bierze pod uwagę także realia rynkowe

Domy mody, szczególnie w segmencie luksusowym, często wprowadzają na rynek butelki i pojemniki jako element rozszerzania oferty o produkty związane z dekoracją i wyposażeniem wnętrz. Odzwierciedla to szerszą strategię brandingu lifestylowego, w ramach której konsumenci zachęcani są do kontaktu z estetyką marki w różnych kategoriach produktów. W efekcie te same grupy klientów mogą interesować się różnymi produktami tej samej marki i nie można wykluczyć istnienia powiązania rynkowego między porównywanymi produktami.

Ad. 3 Nieuczciwe wykorzystanie renomy wcześniejszego znaku

Skoro wcześniejszy znak towarowy Dior cieszy się renomą, a oznaczenia są podobne, EUIPO przystąpiło do oceny, czy używanie oznaczenia „Hydior” może prowadzić do uzyskania nienależnej korzyści.

Aby stwierdzić istnienie ryzyka szkody, konieczne jest ustalenie, czy – biorąc pod uwagę wszystkie istotne okoliczności – właściwy krąg odbiorców dostrzeże związek (skojarzenie) między porównywanymi znakami.

Przy ocenie tego „związku” EUIPO uwzględniło w szczególności:

•    stopień podobieństwa oznaczeń, 

•    charakter towarów, 

•    siłę renomy wcześniejszego znaku, 

•    jego zdolność odróżniającą. 

W konsekwencji Urząd uznał, że używanie znaku „Hydior” mogłoby prowadzić do nieuczciwego wykorzystania renomy znaku Dior. Istniało również ryzyko osłabienia jego zdolności odróżniającej i wizerunku, ponieważ Zgłaszający mógłby korzystać z prestiżu i atrakcyjności renomowanej marki bez ponoszenia własnych nakładów marketingowych.

Komentarz ekspercki:

System znaków towarowych w UE zapewnia wyjątkowo szeroką ochronę markom renomowanym, takim jak Dior, ponieważ nie wymaga, aby towary lub usługi były podobne do tych objętych spornym oznaczeniem.

W praktyce oznacza to, że rejestracja znaku „Hydior” mogłaby zostać uznana za naruszenie funkcji reklamowej znaku „DIOR”, ponieważ pozwalałaby na wykorzystanie budowanej przez 70 lat „siły przyciągania” oraz renomy marki w celu budowania skojarzeń z luksusem i wysoką jakością.

EUIPO podkreśla, że nawet niewielkie podobieństwo oznaczeń może prowadzić do naruszenia, jeżeli wywołuje skojarzenie z marką o silnej renomie. Im większa renoma znaku, tym szersza i bardziej rygorystyczna ochrona.

Dla branży beauty oznacza to w praktyce konieczność:

•    tworzenia wyraźnie odróżniających się nazw marek, 

•    wcześniejszego badania zdolności rejestrowej oznaczeń oraz  

•    uwzględniania ryzyka sprzeciwu już na etapie brandingu. 

W przeciwnym razie przedsiębiorcy narażają się nie tylko na odmowę rejestracji, ale również na konieczność kosztownego rebrandingu.

Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
28. kwiecień 2026 21:47