StoryEditor
Prawo
29.10.2024 13:07

Kontrola Państwowej Inspekcji Sanitarnej: Co warto wiedzieć jako przedsiębiorca?

Warto znać swoje prawa i obowiązki wobec inspektorów sanepidu. / Shutterstock

Przedsiębiorcy i usługodawcy podlegający kontroli Państwowej Inspekcji Sanitarnej, czyli popularnego sanepidu, powinni znać swoje prawa i obowiązki oraz zasady, na jakich kontrola jest przeprowadzana. Sprawdź, jakie dokumenty upoważniają inspektora do działania, na co zwracać uwagę, oraz czego można się spodziewać podczas wizyty inspektorów sanitarnych.

Kontrola Państwowej Inspekcji Sanitarnej rozpoczyna się od okazania dokumentów przez osobę ją przeprowadzającą. Pracownik inspekcji musi posiadać legitymację służbową oraz upoważnienie do przeprowadzenia kontroli, które jest wydawane przez inspektora sanitarnego na szczeblu powiatowym, granicznym lub wojewódzkim. Upoważnienie powinno zawierać m.in. podstawę prawną, organ wydający dokument, datę wystawienia, zakres kontroli, a także imię, nazwisko i numer legitymacji inspektora. W razie wątpliwości co do tożsamości osoby przeprowadzającej kontrolę, przedsiębiorca może skontaktować się z odpowiednią stacją sanitarno-epidemiologiczną.

Czy sanepid może przyjść bez zapowiedzi?

Przedsiębiorcy nie zawsze będą informowani o planowanej kontroli. Zawiadomienie nie jest wymagane, jeśli kontrola dotyczy bezpieczeństwa żywności lub w sytuacjach, gdy występuje podejrzenie popełnienia przestępstwa lub bezpośrednie zagrożenie życia, zdrowia lub środowiska naturalnego. W innych przypadkach przedsiębiorca powinien otrzymać zawiadomienie z wyprzedzeniem, z wyszczególnieniem inspektora, zakresu kontroli oraz podpisem osoby uprawnionej do zawiadomienia. Czas przeprowadzenia kontroli po zawiadomieniu wynosi od 7 do 30 dni.

Jak wygląda kontrola sanepidu? Na co zwraca uwagę sanepid podczas kontroli?

Podczas kontroli inspektorzy Państwowej Inspekcji Sanitarnej mają szerokie uprawnienia, które umożliwiają im rzetelne sprawdzenie przestrzegania przepisów sanitarnych. Mogą wchodzić do wszystkich pomieszczeń zakładu pracy, pobierać próbki do badań, żądać okazania dokumentów oraz przesłuchiwać osoby. Co istotne, inspektorzy nie mają prawa do korzystania z bezpłatnych usług przedsiębiorcy oraz nie przeprowadzają tzw. nabycia sprawdzającego, czyli zakupów kontrolnych w celu oceny zgodności z przepisami sanitarnymi.

Po zakończeniu kontroli inspektor sporządza protokół, który jest dokumentem podsumowującym jej wyniki. Protokół zawiera m.in. informacje o wykrytych nieprawidłowościach, uwagi i zastrzeżenia osób uczestniczących w kontroli oraz ewentualne zalecenia pokontrolne. Protokół ten jest istotnym dokumentem dla przedsiębiorcy, ponieważ stanowi formalne potwierdzenie przeprowadzonej kontroli oraz jej wyników, a także daje możliwość wniesienia uwag lub odwołania się od decyzji.

Za co sanepid może zamknąć lokal czy salon?

Kontrola Państwowej Inspekcji Sanitarnej przeprowadzana jest na podstawie przepisów ustawy z dnia 6 marca 2018 roku (Dz.U. 2024 poz. 236), która reguluje działania inspektorów sanitarnych. Przedsiębiorcy mogą zapoznać się z pełnymi zasadami przeprowadzania kontroli na stronie biznes.gov.pl, gdzie dostępne są również szczegółowe informacje dotyczące zakresu uprawnień inspektorów oraz procedur odwoławczych. Przestrzeganie tych zasad i znajomość swoich praw pozwala przedsiębiorcom na skuteczną współpracę z inspektorami i sprawną realizację kontroli.

Państwowa Inspekcja Sanitarna może podjąć decyzję o zamknięciu lokalu lub salonu, jeśli stwierdzi poważne naruszenia przepisów sanitarno-epidemiologicznych, które stanowią zagrożenie dla zdrowia klientów i pracowników. Najczęstsze przyczyny zamknięcia to brak odpowiednich warunków higienicznych, takich jak niewłaściwa sterylizacja narzędzi lub brak bieżącej wody w pomieszczeniach sanitarnych. Inspekcja może zamknąć lokal także w przypadku wykrycia niebezpiecznych substancji chemicznych w produktach używanych podczas zabiegów lub nieodpowiedniego postępowania z odpadami, zwłaszcza jeśli chodzi o odpady medyczne. Inne przyczyny to brak wymaganej dokumentacji dotyczącej procesów dezynfekcji i braku odpowiedniego przeszkolenia personelu w zakresie bezpiecznych procedur.

Co sprawdza sanepid w salonie kosmetycznym?

Podczas kontroli w salonie kosmetycznym Państwowa Inspekcja Sanitarna szczególną uwagę zwraca na przestrzeganie zasad higieny i bezpieczeństwa zdrowotnego. Inspektorzy sprawdzają, czy narzędzia i urządzenia są właściwie dezynfekowane i sterylizowane oraz czy stosowane są środki ochrony osobistej, takie jak rękawiczki jednorazowe czy maseczki. Kontrola obejmuje także warunki sanitarne pomieszczeń – stan czystości, dostępność umywalek i środków dezynfekcyjnych. Ważnym elementem jest również analiza procedur pracy i dokumentacji, w tym prowadzenie rejestru dezynfekcji i przestrzeganie przepisów dotyczących gospodarki odpadami, zwłaszcza medycznymi, które mogą stanowić zagrożenie biologiczne.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
24.08.2026 01:33
Perfumy Mykonos. Czy można zastrzec nazwę wyspy jako znak towarowy?
 Unieważnienie unijnego znaku towarowego słownego „MYKONOS” Karolina Grabowska Kaboompics

Czy nazwa popularnej wyspy może zostać zastrzeżona jako unijny znak towarowy dla perfum i kosmetyków? Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) uznał, że w przypadku oznaczenia „MYKONOS” odpowiedź brzmi: nie.

 

W decyzji z 11 czerwca 2026 r. (R 153/2025-1) Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) unieważnił unijny słowny znak towarowy „MYKONOS”, przeznaczony dla perfum, produktów perfumeryjnych, kosmetyków oraz preparatów do pielęgnacji ciała w klasie 3.

EUIPO wskazało, że już w dniu zgłoszenia znaku znaczna część odbiorców w UE rozpoznawała Mykonos jako nazwę greckiej wyspy – popularnej destynacji turystycznej, kojarzonej ze śródziemnomorskim klimatem, przyrodą, kulturą i luksusowym stylem życia.

Ciekawostką jest, że Urząd, na podstawie zebranych dowodów, zwrócił uwagę na historyczne związki wyspy Mykonos z perfumami: „roślinność śródziemnomorska jest znana z występowania naturalnych składników, które mogą być wykorzystywane do produkcji zapachów i kosmetyków, takich jak oliwki, rozmaryn, tymianek i lawenda. Obszar geograficzny Mykonos jest historycznie i tradycyjnie związany z perfumami. Na sąsiedniej wyspie Delos, należącej do gminy Mykonos, znajduje się stanowisko archeologiczne o światowej renomie turystycznej, na którym odkryto starożytną wytwórnię perfum pochodzącą z I wieku p.n.e.”

Co więcej „wyspa Mykonos jest postrzegana jako symbol pozytywnego wizerunku, piękna, wolności, kontaktu z naturą oraz szczególnego stylu życia i luksusu. Są to skojarzenia, które doskonale odpowiadają potrzebie używania perfum i pielęgnacji ciała”.

Powód unieważnienia unijnego znaku towarowego słownego „MYKONOS” 

EUIPO uznało więc, że oznaczenie geograficzne „MYKONOS” może wpływać na wybory konsumentów w odniesieniu do perfum i produktów kosmetycznych. Konsumenci mogą bowiem kojarzyć produkty opatrzone tym oznaczeniem z wymienionymi wyżej cechami i pozytywnymi skojarzeniami.

Podkreślić należy, że zdaniem Urzędu, Mykonos nie musiało być znane jako miejsce produkcji perfum. Tego rodzaju produkty mogą być wytwarzane lokalnie, również na niewielką skalę, a ich marketing często odwołuje się do naturalnych składników, lokalnego pochodzenia oraz zrównoważonej produkcji. 

Konsumenci mogą zatem postrzegać oznaczenie „MYKONOS” jako informację o pochodzeniu produktów albo ich cechach związanych z tym miejscem. Brak fabryk perfum na wyspie czy dowodów na aktualną produkcję nie przesądza więc o możliwości rejestracji. Wystarczyło, że nazwa geograficzna może służyć obecnie lub w przyszłości do oznaczania pochodzenia danych towarów.

W decyzji zwrócono uwagę, że na unijnym rynku istnieje już znaczna liczba perfum i kosmetyków, których nazwy pośrednio nawiązują do wyspy Mykonos.

W swoich kampaniach reklamowych przedsiębiorstwa te wprost odwołują się do wyspy Mykonos (m.in. „Sculpture Mykonos” czy „Sunset in Mykonos”), podkreślając przykładowo następujące okoliczności:

„Zapach wodny oddaje atmosferę wieczoru spędzonego nad morzem na Mykonos”;

„Zapach unisex, który zabiera w zmysłową podróż na piękne plaże i nad lazurowe wody greckiej wyspy Mykonos”;

„Zainspirowany zachwycającymi zachodami słońca na greckiej wyspie Mykonos”;

„Kwiatowo-drzewno-piżmowy zapach celebrujący zmysłowość i urok greckich wysp”.

Urząd przypomniał też o interesie publicznym stojącym za ograniczeniem możliwości rejestracji nazw geograficznych jako znaków towarowych. Oznaczenia, które mogą informować o pochodzeniu, jakości lub innych właściwościach produktów, powinny pozostać dostępne dla wszystkich uczestników rynku.

Co to oznacza dla branży kosmetycznej?

Przed wyborem nazwy takiej jak Ibiza, Capri, Sycylia czy Mykonos warto ocenić, czy w odniesieniu do konkretnych towarów lub usług z branży beauty nie będzie ona postrzegana jako wskazanie ich pochodzenia, właściwości lub innych cech związanych z danym miejscem. Należy również zadbać o to, aby sposób wykorzystania takiej nazwy nie wprowadzał konsumentów w błąd co do pochodzenia lub cech produktu. To, co dobrze działa w marketingu, nie zawsze może być zastrzeżone na wyłączność jako znak towarowy.

Autor: radca prawny Natalia Basałaj, Kancelaria TOMKIEL

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
20.08.2026 13:36
[PILNE] Prezydent skierował Lex Szarlatan do TK. Kolejna próba zadbania o zdrowie i bezpieczeństwo Polaków zablokowana przez naciski lobbystów.
Przemysław Keler/KPRP

Ustawa określana jako „lex szarlatan” nie wejdzie szybko w życie. Prezydent Karol Nawrocki skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w ramach kontroli prewencyjnej, jednocześnie zapowiadając własną inicjatywę ustawodawczą dotyczącą walki z pseudomedycyną. Spór koncentruje się na tym, jak skutecznie chronić pacjentów przed szkodliwymi praktykami, nie ograniczając jednocześnie legalnej działalności związanej z medycyną komplementarną.

Prezydent: cel ustawy jest słuszny, ale środki budzą wątpliwości

„Lex szarlatan” od miesięcy wywołuje spory pomiędzy środowiskiem medycznym, organizacjami pacjenckimi a przedstawicielami branż związanych z medycyną alternatywną i komplementarną. Zwolennicy regulacji wskazują, że potrzebne są skuteczne narzędzia pozwalające przeciwdziałać osobom, które niesprawdzone metody przedstawiają jako skuteczne sposoby leczenia chorób. Przeciwnicy obawiają się natomiast nadmiernego ograniczenia prawa do wyboru terapii.

Do Kancelarii Prezydenta trafiały apele zarówno o podpisanie ustawy, jak i o jej odrzucenie. Wśród podmiotów zabierających głos znalazły się organizacje lekarzy, pacjentów i naukowców, a także przedstawiciele środowisk zajmujących się terapiami alternatywnymi, którzy od zeszłego roku coraz bardziej bili na alarm i organizowali się w grupy interesu, mające na celu możliwie najmocniejsze ograniczenie mocy przyszłej ustawy.

Przeczytaj nasze najświeższe omówienie Lex Szarlatan poniżej:

image

Koniec z homeopatią obok sonoforezy? Lex Szarlatan trafiło na biurko prezydenta

Ostatecznie prezydent zdecydował o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem. Oznacza to, że jej wejście w życie zostaje wstrzymane do czasu rozstrzygnięcia przez TK.

Karol Nawrocki podkreślił jednocześnie, że sam cel regulacji ocenia pozytywnie. Zastrzeżenia dotyczą natomiast zastosowanych instrumentów prawnych. W ocenie prezydenta przepisy mogą prowadzić do zbyt szerokiego objęcia sankcjami podmiotów, które nie powinny być traktowane na równi z osobami faktycznie stwarzającymi zagrożenie dla zdrowia.

Zioła i pseudomedycyna w jednej kategorii?

Jednym z głównych argumentów prezydenta jest zarzut nadmiernego uogólnienia. Jak wskazał Karol Nawrocki, projektowana regulacja może kwalifikować do jednej kategorii zarówno osoby prowadzące działalność realnie zagrażającą zdrowiu, jak i przedsiębiorców zajmujących się m.in. zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną.

Zdaniem prezydenta problemem jest możliwość zastosowania dotkliwych kar wobec bardzo różnych podmiotów. W jego ocenie sprzedawca ziół oraz osoba świadomie oferująca niesprawdzone terapie jako leczenie nie powinny podlegać takim samym mechanizmom odpowiedzialności.

To właśnie zakres definicji praktyk pseudomedycznych i przewidzianych sankcji stał się jednym z kluczowych punktów sporu. Zwolennicy ustawy odpowiadają, że jej celem nie jest eliminowanie legalnej działalności związanej z medycyną komplementarną, lecz ochrona pacjentów przed wprowadzaniem w błąd i praktykami, które mogą prowadzić do rezygnacji z właściwego leczenia.

Własna ustawa prezydenta

Skierowanie „lex szarlatan” do TK nie oznacza jednak rezygnacji z walki z pseudomedycyną. Równocześnie prezydent zapowiedział własną inicjatywę ustawodawczą.

Jak przekazał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, Kancelaria Prezydenta przygotuje projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który ma być rozwiązaniem wymierzonym w osoby faktycznie prowadzące działalność szkodliwą dla pacjentów. Według zapowiedzi projekt ma być „realnym, skutecznym i przede wszystkim zgodnym z Konstytucją” narzędziem walki z szarlatanerią.

Oznacza to, że debata nad sposobem regulowania rynku pseudomedycznego będzie trwała niezależnie od rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego. W centrum pozostaje pytanie o zakres odpowiedzialności osób oferujących alternatywne metody leczenia oraz o to, jak odróżnić legalną działalność związaną z medycyną komplementarną od praktyk, które mogą realnie zagrażać zdrowiu.

Dla rynku usług zdrowotnych, wellness i beauty znaczenie będzie miało przede wszystkim to, czy przyszłe przepisy precyzyjnie określą granicę między sprzedażą produktów i świadczeniem legalnych usług a przypisywaniem im niepotwierdzonych właściwości leczniczych. Zwolennicy zaostrzenia przepisów wskazują, że w przypadku zdrowia podstawą decyzji powinny być dowody naukowe. Przeciwnicy regulacji ostrzegają natomiast, że walka z pseudomedycyną nie może oznaczać automatycznego ograniczania prawa do korzystania z metod komplementarnych.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
24. sierpień 2026 16:43