StoryEditor
Prawo
14.07.2025 08:00

Kosmetyki o zabawnej nazwie „It’s not me, it’s ChatGPT”? Niekoniecznie. Czy można parodiować znane marki?

Parodia znaku towarowego nie zawsze stanowi naruszenie prawa. Dopuszczalne jest użycie zarejestrowanego oznaczenia w celach artystycznych, edukacyjnych lub satyrycznych. / Shutterstock

W niniejszym artykule postaram się odpowiedzieć na pytanie, czy i pod jakimi warunkami można posługiwać się parodią znanej marki. Gdzie kończy się wolność wypowiedzi, a zaczyna naruszenie prawa ochronnego na znak towarowy?

Czym jest parodia znaku towarowego?

W przepisach prawa nie mamy legalnej definicji parodii, natomiast zgodnie ze słownikiem języka polskiego PWN, jest nią „wypowiedź lub utwór będące ośmieszającym naśladowaniem jakiegoś stylu, dzieła, gatunku literackiego itp.”.

W kontekście znaków towarowych parodią będzie twórcze, często humorystyczne lub krytyczne przerobienie cudzego oznaczenia.

Na styku prawa autorskiego i prawa znaków towarowych

Prawo autorskie zezwala na korzystanie z utworów w celach parodii, pastiszu lub karykatury, w zakresie uzasadnionym prawami tych gatunków twórczości. Parodia cudzego utworu jest zatem dozwolona w ramach działalności artystycznej, informacyjnej czy naukowej i na użytek własny.

Nawet fakt, że dana działalność jest wykonywana w celach zarobkowych nie wyklucza powołania się na ten przepis. Przykładowo odniesienie się w reklamie z humorem czy ironią do działań konkurencji (tzw. reklama konkurencyjna) może być dopuszczalne, jeśli nie wykorzystano zarejestrowanych znaków towarowych i nie naruszono dóbr osobistych konkurenta. Zgodnie z poglądem doktryny „Generalnie nie odrzuca się możliwości postawienia znaku równości pomiędzy omawianą formą dozwolonego użytku a reklamą, przy czym ocena musi być dokonywana w konkretnych stanach faktycznych”.

Natomiast prawo własności przemysłowej nie przewiduje wyjątku, który legalizowałby parodiowanie znaków towarowych w obrocie handlowym. Jeżeli zgłoszony znak zawiera sparodiowaną nazwę lub logo konkurenta, może to prowadzić do naruszenia prawa ochronnego przysługującego właścicielowi oryginalnego znaku. Znak towarowy służy bowiem przede wszystkim do wskazywania pochodzenia towarów lub usług, a parodiowane oznaczenie najczęściej dotyczy innego przedsiębiorcy niż zgłaszający nowy znak.

Granice parodii a ochrona znaków towarowych: przykład sprawy „It’s not me, it’s ChatGPT”

OpenAI OpCo, LLC, w celu ochrony swoich praw do znaku towarowego „ChatGPT”, podjęła działania przeciwko zgłoszeniu znaku towarowego, które mogło naruszać jej wcześniejsze prawa do tej nazwy marki. 25 stycznia 2024 spółka ta wniosła do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) sprzeciw do zgłoszenia unijnego znaku towarowego słownego „It’s not me, it’s ChatGPT” (EUTM 18926638). 

Sprzeciw wniesionowobec wszystkich zgłoszonych towarów (m.in. różne rodzaje odzieży, obuwia i nakryć głowy). Uzasadnieniem sprzeciwu był fakt uprzedniej rejestracji słownego znaku „ChatGPT”, a także  wprowadzające w błąd podobieństwo obu oznaczeń przeznaczonych m.in. dla zbliżonych towarów, obejmujące również prawdopodobieństwo skojarzenia zgłoszonego oznaczenia z wcześniejszym znakiem towarowym.

Urząd UE ds. Własności Intelektualnej w decyzji z 11 czerwca 2025 r. uwzględnił sprzeciw i odrzucił zgłoszenie w całości. Urząd uznał, że element „ChatGPT” występuje w obu znakach w identycznej formie i jest łatwo zauważalny. Wyrażenie „It’s not me, it’s (…)” w znaku zgłoszonym stanowi prosty, niedystynktywny komunikat. W związku z tym istnieje ryzyko, że odbiorcy uznają nowy znak za nową wersję lub submarkę wcześniejszego.

Generalnie zgadzam się z decyzją EUIPO. Mam jednak wrażenie, że zgłaszający (osoba fizyczna) potraktował hasło „It’s not me, it’s ChatGPT” po prostu jako parodię i być może nie był świadomy, że „ChatGPT” to zarejestrowany znak towarowy, a nie ogólna, powszechnie używana nazwa dla chatboxu opartego na generatywnej sztucznej inteligencji. W końcu przeznaczone jest do umieszczania m.in. na t-shirtach i innych akcesoriach odzieżowych.

Warto przy tym zaznaczyć, że zarówno polskie, jak i unijne przepisy prawa własności przemysłowej są w dużej mierze zharmonizowane. Ani Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej, ani krajowy Urząd Patentowy RP nie uwzględniają argumentów opartych na wolności wypowiedzi, w tym parodii, jako podstawy do oddalenia sprzeciwu wobec zgłoszenia znaku towarowego. Zgodnie z ugruntowanym poglądem doktryny, za uzasadnione przyczyny używania znaku towarowego bez zgody właściciela nie sposób uznać parodii.

Zabawne i legalne znaki towarowe?

Inaczej sytuacja wyglądałaby, gdyby slogan był zabawny, ale nie wykorzystywał chronionego oznaczenia konkurenta, np. tak jak w przypadku zarejestrowanego unijnego znaku towarowego słownego „IT‘S LIKE MILK BUT MADE FOR HUMANS” spółki Oatly AB.

Z ironii i humoru, bez parodiowania cudzych oznaczeń, umiejętnie korzysta też spółka OPI Products, nadając swoim lakierom do paznokci oryginalne i zapadające w pamięć nazwy, takie jak „I‘m Not Really a Waitress”, „deutsch you want me baby”, „Oy Another Polish Joke” czy „You Don’t Know Jacques!”. Tego rodzaju kreatywność nie tylko przyciąga uwagę konsumentów, ale także buduje charakter marki i to bez wchodzenia w kolizję z cudzymi znakami towarowymi.

Gdy jednak OPI decyduje się nawiązać do zarejestrowanych znaków towarowych, jak w przypadku nazwy „Hi Ken” z kolekcji Barbie, robi to legalnie, czyli po uzyskaniu licencji na znak towarowy od spółki Mattel.

Zobacz też: Od Audrey Hepburn po Barbie. Czy można wykorzystać wizerunek ikony popkultury na opakowaniach kosmetyków?

Kolizja praw własności intelektualnej i swobody wypowiedzi jako praw podstawowych

Zwracam uwagę, że zarówno prawa własności intelektualnej (IP), jak i swoboda wypowiedzi należą do katalogu praw podstawowych (prawo własności w rozumieniu Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz własność intelektualna wprost wskazana w Karcie praw podstawowych Unii Europejskiej).

Zgodnie z poglądem doktryny: „choć niektóre formy używania znaków towarowych mogą być objęte swobodą wypowiedzi, wypowiedzi handlowe korzystają z węższej swobody niż wypowiedzi w celach społecznych czy artystycznych, bowiem służą prywatnym ekonomicznym interesom, a nie interesom ogółu społeczeństwa” uważam, że konflikt między wolnością wypowiedzi a ochroną IP, tj. wcześniejszego (parodiowanego) znaku towarowego może uzasadniać ograniczenie tej wolności, jeżeli parodia polega na użyciu tego oznaczenia w obrocie handlowym i jako oznaczenia pochodzenia towarów lub usług konkurenta. 

Utwór, np. grafika – logo, może być chronione jednocześnie przez prawo autorskie i prawo znaków towarowych. Parodia tego utworu może być legalna z punktu widzenia prawa autorskiego, ale łamać to drugie. Dlatego każdą sprawę należy ocenić indywidualnie.

Podsumowanie

Parodia znaku towarowego nie zawsze stanowi naruszenie prawa. Dopuszczalne jest użycie zarejestrowanego oznaczenia w celach artystycznych, edukacyjnych lub satyrycznych. Niedozwolone będzie natomiast wykorzystywanie sparodiowanego cudzego znaku w swoim własnym znaku towarowym albo też w reklamie oferowanych produktów, czyli w celach zawodowych i zarobkowych,  do wskazania pochodzenia towarów lub usług.

Należy pamiętać, że nieuprawnione sparodiowanie cudzego znaku towarowego może prowadzić do zakazu jego używania, usunięcia oznaczenia z produktów, wycofania towarów z obrotu, zasądzenia odszkodowania, wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści czy złożenia publicznych przeprosin. Z tych przyczyn przed publikacją lub wprowadzeniem na rynek każdą parodię znaku towarowego warto ocenić nie tylko pod kątem kreatywności, lecz także zgodności z prawem.

autor: Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

 

Podstawa prawna:

  • Art. 29¹ Ustawy z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz.U.2023.1162).
  • Art. 129, 130, 148 - 156 Ustawy z 30 czerwca 2000 r. Prawo własności przemysłowej (Dz.U.2023.1224).
  • Art. 8 ust. 1 lit. b, art. 9 ust. 2 lit. c), art. 8 ust. 5 Rozporządzenia Parlamentu
  • Europejskiego i Rady (UE) 2017/1001 z 14 czerwca 2017 r. w sprawie znaku towarowego Unii Europejskiej (Dz.U.L154.16.6.2017).
  • Art. 10 i art. 1 Protokołu nr 1 do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (Dz.U.1993.61.284);
  • Art. 17 ust. 2 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej (Dz.Urz.UE.C 2012.326,391).
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
29.08.2025 12:29
Kimberly-Clark zapłaci 40 milionów dolarów kary za sprzedaż wadliwych towarów
Producent tamponów Kotex, pieluszek Huggies i chusteczek Kleenex zapłaci karę finansową.Kimberly-Clark

Amerykańska spółka Kimberly-Clark Corporation zgodziła się zapłacić do 40,4 milionów dolarów w ramach ugody dotyczącej zarzutów karnych związanych ze sprzedażą wadliwych fartuchów chirurgicznych MicroCool. Departament Sprawiedliwości USA oskarżył firmę o wprowadzanie do obrotu produktów niezgodnych z wymogami Agencji Żywności i Leków (FDA), przy jednoczesnym zatajeniu wyników testów. Oskarżenie dotyczy jednego czynu polegającego na świadomym wprowadzeniu do handlu między stanami USA fartuchów chirurgicznych, które nie spełniały wymogów bezpieczeństwa i były oznaczone w sposób wprowadzający w błąd.

Kimberly-Clark to globalny koncern obecny w ponad 175 krajach, którego portfolio obejmuje jedne z najbardziej rozpoznawalnych marek produktów higienicznych i osobistych na świecie. Do firmy należą m.in. Huggies (pieluchy i produkty dla dzieci), Kleenex (chusteczki higieniczne), Kotex (produkty higieny intymnej), Scott (papier toaletowy i ręczniki papierowe), Cottonelle (produkty papierowe premium), Depend (produkty dla dorosłych zmagających się z nietrzymaniem moczu) oraz Poise (środki higieniczne dla kobiet). Marki te generują miliardy dolarów przychodów rocznie i stanowią trzon działalności Kimberly-Clark na rynkach konsumenckich i medycznych.

Ugoda przewiduje, że Kimberly-Clark zapłaci 24,5 milionów dolarów kary finansowej, 3,9 milionów dolarów konfiskaty zysków oraz do 12 milionów dolarów na rzecz poszkodowanych, co daje łączną kwotę 40,4 milionów dolarów. Sprawa dotyczy lat 2013–2014, kiedy to firma wprowadziła na rynek miliony fartuchów MicroCool, deklarując najwyższy poziom ochrony – AAMI Level 4 – mimo że produkty nie przeszły wymaganych testów odporności na przenikanie płynów i patogenów. Wartość sprzedanych wadliwych fartuchów wyniosła ok. 49 milionów dolarów.

Zgodnie z dokumentami sądowymi, pracownik Kimberly-Clark przygotował próbki testowe w sposób nieuczciwy, aby uniknąć konieczności złożenia nowej notyfikacji przedrynkowej (formularz 510(k)) do FDA. Firma przyznała, że w ten sposób naruszono przepisy Federal Food, Drug, and Cosmetic Act (FDCA). W ramach ugody odroczonego postępowania firma zobowiązała się do dalszej współpracy z Departamentem Sprawiedliwości, wzmocnienia programu zgodności oraz regularnego raportowania działań naprawczych.

Na decyzję o ugodzie wpłynął fakt, że Kimberly-Clark w listopadzie 2014 r. wydzieliła dział opieki zdrowotnej do spółki Halyard Health (obecnie Avanos Medical). Organy śledcze uwzględniły również, że nie znaleziono dowodów na to, iż pacjenci ponieśli fizyczne szkody w wyniku użycia wadliwych fartuchów. Dochodzenie w tej sprawie prowadziło Biuro Śledcze ds. Przestępstw Kryminalnych FDA.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
29.08.2025 11:38
Fala „Arabów” w systemie RAPEX Safety Gate: aż 11 arabskich zapachów na czarnej liście
Popularne „Araby” trafiły w wielkiej liczbie do systemu RAPEX Safety Gate.RAPEX Safety Gate

System Safety Gate Unii Europejskiej odnotował serię ostrzeżeń dotyczących wycofania z rynku perfum, w tym popularnych perfum arabskich. Powodem interwencji był zakazany składnik chemiczny – 2-(4-tert-butylbenzyl) propionaldehyd (BMHCA), uznany za substancję mogącą szkodzić układowi rozrodczemu, zdrowiu nienarodzonego dziecka oraz wywoływać reakcje alergiczne skóry.

Na listę niezgodnych trafiły produkty z Emiratów Arabskich, m.in. Supreme Musk marki Bait Al Bakhoor (100 ml), Oud Hamdan (50 ml) czy kilka wariantów marki Zoya Collection – w tym Vanille & Patchouli oraz Aoud & Amber. Wszystkie te perfumy arabskie zostały objęte zakazem sprzedaży i nakazem wycofania z rynku. Podobne decyzje zapadły wobec zapachów europejskich marek, co pokazuje, że problem dotyczy nie tylko importu spoza UE.

W samym lutym 2025 roku węgierskie organy nadzoru sanitarnego zgłosiły do unijnej bazy co najmniej dziewięć różnych produktów perfumeryjnych niespełniających wymagań. W grupie tej znalazły się zarówno perfumy arabskie, jak i francuskie, np. Royal Shaikh (Frago World) czy Malak al Noor (Hub Sameen). Wszystkie przypadki łączył ten sam czynnik ryzyka – obecność BMHCA, czyli lilialu. Każdy z alertów skutkował wprowadzeniem dwóch środków: natychmiastowego zakazu wprowadzania do obrotu oraz obowiązku wycofania już sprzedanych partii. Decyzje te obejmowały dystrybutorów w całej Unii Europejskiej. Oznacza to, że konsumenci mogli spotkać się z nagłym zniknięciem części popularnych zapachów ze sklepów i drogerii.

Analizując dane, warto zauważyć, że z Emiratów Arabskich pochodziło co najmniej pięć zgłoszonych produktów, a z Francji cztery. Przykładowo, Ombre Elite (Loui Martin) oraz Oud Saffron (Frago World) zostały uznane za równie niebezpieczne jak perfumy arabskie, co dowodzi, że problem nie ogranicza się do jednego regionu produkcji. Warto mieć jednak w pamięci, że fraza „perfumy arabskie” to jednak określenie bardziej charakteru zapachu niż jego pochodzenia geograficznego.

Lista zakwestionowanych produktów wygląda jak następuje:

  • Vanille & Patchouli Set – marka Zoya Collection, kraj pochodzenia: Zjednoczone Emiraty Arabskie, EAN: 6291108731376
  • Ombre Elite – marka Loui Martin, kraj pochodzenia: Francja, EAN: 3297586985747
  • Royal Shaikh – marka Frago World, kraj pochodzenia: Francja, EAN: 3368724501607
  • Aoud & Amber – marka Zoya Collection, kraj pochodzenia: Zjednoczone Emiraty Arabskie, EAN: 6423080600368
  • Malak al Noor – marka Hub Sameen, kraj pochodzenia: Francja, EAN: 3285421358016
  • Supreme Musk – marka Bait Al Bakhoor, kraj pochodzenia: Zjednoczone Emiraty Arabskie, EAN: 6290171070238
  • Oud Hamdan – marka Oud Hamdan, kraj pochodzenia: Zjednoczone Emiraty Arabskie, EAN: 6291107893693
  • Woody & Lavender – marka Zoya Collection, kraj pochodzenia: Zjednoczone Emiraty Arabskie, EAN: 6423080600351
  • Oud Saffron – marka Frago World, kraj pochodzenia: Francja, EAN: 6290360411200
  • Vanille & Patchouli – marka Zoya Collection, kraj pochodzenia: Zjednoczone Emiraty Arabskie, EAN: 6423554524213 

Dla konsumentów oznacza to konieczność większej ostrożności przy zakupach – zwłaszcza jeśli chodzi o perfumy arabskie, które zyskują coraz większą popularność w Europie ze względu na intensywne, długotrwałe kompozycje zapachowe. Choć wiele marek działa w pełnej zgodności z przepisami, przypadki takie jak te mogą podważać zaufanie klientów i wymuszać dodatkowe kontrole jakości.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
29. sierpień 2025 15:16