StoryEditor
Prawo
29.12.2017 00:00

Sieci handlowe nie chcą, żeby klienci fotografowali ceny i skanowali kody

Skanowanie kodów kreskowych i fotografowanie cen w celu zestawienia ich z ofertami innych sklepów to coraz popularniejsza praktyka. Jak wykazało badanie platformy TakeTask i Sieci AdRetail, zdecydowana większość placówek wciąż zabrania tego swoim klientom. Obecnie aż 71 proc. badanych sklepów uniemożliwia wykonywanie takich czynności. Z analizy wynika, że najgorzej jest w drogeriach i hipermarketach. Tymczasem prawo stoi po stronie konsumenta. Można fotografować produkty i skanować kody kreskowe. 

Największy opór w drogeriach i hipermarketach

Jak wynika z badania, w drogeriach i hipermarketach w ogóle nie zezwala się na fotografowanie cen i skanowanie kodów. W opinii Andrzeja Wojciechowicza, eksperta rynku FMCG i Komisji Europejskiej, powodem tego jest skala działalności tego typu formatów. Sprzedaż jest tu obarczona wyjątkowo wysokimi kosztami operacyjnymi. W konsekwencji ceny mogą w nich być wyższe niż w e-handlu. Co więcej, nawet ta sama sieć handlowa może mieć różne ceny identycznego produktu dla różnych kanałów dystrybucji.

– Hipermarkety i drogerie to sieci o bardzo szerokim asortymencie, więc istnieje tam spore ryzyko tzw. wpadki na zbyt wysokiej cenie danego produktu. Z drugiej strony, obie kategorie są bardzo aktywne w sprzedaży online, zatem prędzej czy później będą zmuszone do większej otwartości. Gdy stacjonarne placówki zostaną zdigitalizowane, takie ograniczenia staną się kompletnie archaiczne. Przykładem takiego obiektu już dziś może być najnowszy Carrefour w warszawskiej Promenadzie, który jest połączony ze sklepem online. Według mnie, zakaz używania smartfona w tego typu placówce byłby całkowicie niezrozumiały dla jego klientów – stwierdza Sebastian Starzyński, prezes platformy TakeTask.

Natomiast Norbert Kowalski z Sieci AdRetail dodaje, że w drogeriach ceny produktów są często dość wysokie, a rabaty – bardzo atrakcyjne. Promocja, obniżająca cenę produktu, np. o 10-20 zł, wystarczy do tego, żeby klient podjął wysiłek i wrócił do tańszego sklepu. Sieci widzą w tym zagrożenie, szczególnie w okresie noworocznych wyprzedaży, gdy wiele osób chce jak najtaniej kupić najlepszej jakości kosmetyki. I to może być kolejnym powodem zakazu stosowanego akurat przez ten format.

– Skanowania kodów i fotografowania cen zabroniło także 80 proc sklepów typu convenience. Moim zdaniem, wynika to bezpośrednio z ich polityki asortymentowej i cenowej. Małe sklepy, których atrakcyjność polega na bliskiej klientowi lokalizacji, oferują droższe towary, niż placówki bardziej oddalone od domu konsumenta. Sieci ewidentnie boją się negatywnych reakcji klientów na zbyt wygórowane ceny – tłumaczy ekspert z platformy TakeTask.

Nieco lepiej jest w supermarketach. W tym segmencie 69 proc. badanych placówek zakazuje klientom ww. czynności. Jak wyjaśnia Norbert Kowalski, taki wynik jest spowodowany tym, że te sieci oferują średnie ceny produktów na rynku. W związku z tym mniej obawiają się porównań niż np. sklepy typu convenience. Mogą czuć się dosyć bezpiecznie na rynku, bo wypadają stosunkowo dobrze w rankingach cenowych sklepów spożywczych.

Dyskonty nie boją się porównań

– Badanie wykazało, że dyskonty są bardziej otwarte na aktywność klienta, niż inne formaty. 50 proc pozwala na skanowanie kodów i fotografowanie cen. Można więc zakładać, że nie widzą w tym zagrożenia dla ich sprzedaży. Wynika to z niewielkiej szerokości asortymentu. Ponadto, wiele ich produktów należy do marek własnych, których cen w istocie nie da się porównać u konkurencji – zauważa dr Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego.

W segmencie Elektro-RTV-AGD aż 75 proc. badanych placówek pozwoliło dokumentować i sprawdzać swoje kody oraz ceny. W opinii Sebastiana Starzyńskiego, zakaz używania elektroniki w sklepach, które ją sprzedają, byłby szczytem hipokryzji. Dodatkowo, w tym segmencie większość klientów porównuje ceny online. Zatem sklepy stacjonarne zostały już niejako zmuszone do większej otwartości. Ekspert przewiduje, że to samo czeka sieci FMCG, ale ze względu na mniejszą wartość przeciętnego produktu zmiany zajdą wolniej. Wszak porównanie ceny telewizora i jogurtu zajmuje tyle samo czasu, ale w pierwszym przypadku możemy zaoszczędzić setki złotych, a w drugim – grosze.

– Coraz częściej tradycyjne placówki są traktowane jako miejsce, do którego można przyjść obejrzeć np. urządzenia elektroniczne, dostępne również w internecie. Ze względu na ich wysoką wartość, klienci zwykle muszą dłużej zastanowić się nad danym zakupem. Często fotografują asortyment, aby pokazać kilka produktów rodzinie lub znajomym i poznać ich opinię. I to zjawisko jest już tak powszechne, że nie budzi u nikogo zdziwienia, także u sprzedawców. Z kolei skanowanie kodów EAN pomaga w uzyskaniu szczegółowych informacji, np. na temat specyfikacji danego sprzętu, ale także w sprawdzeniu, gdzie można go taniej zakupić – dodaje Norbert Kowalski.

Zakaz fotografowania, a przepisy prawa

Według art. 4 ust. 1 ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług, koszt zakupu artykułu w sklepie powinien być wskazany w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości i umożliwiający porównanie z innymi ofertami. Samo wprowadzenie ww. zakazu można więc uznać za naruszanie dobrych obyczajów lub nieuczciwą praktykę rynkową. Tym samym sklep nie ma prawa go egzekwować. Prezes UOKiK może ocenić takie działania jako szkodliwe dla zbiorowych interesów klientów i zobowiązać placówkę do zaniechania ich. Byłoby to zgodne z art. 26 ust. 1 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów – wyjaśnia adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office.

Nie zawsze jednak ma to zastosowanie w praktyce. Pracownik jednej z badanych sieci convenience w Krakowie zagroził, że klient, który mimo zakazu będzie fotografował lub skanował produkty, zostanie stamtąd wyproszony. Jak wyjaśnił, takie osoby nie są mile widziane, właściciel sklepu nie życzy sobie ich obecności. Natomiast w  dyskoncie w Zamościu ochroniarz groził nawet wezwaniem policji w przypadku złamania zakazu fotografowania cen i produktów oraz skanowania kodów.

Gdyby interwencja ochrony była bardzo natarczywa, to klient może złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Skrajnie napastliwe działania naruszają art. 191 kodeksu karnego, który mówi o zmuszaniu przemocą lub groźbą do określonego zachowania, lub też art. 217 k.k. dotyczący nietykalności cielesnej. Pierwszy czyn zagrożony jest karą do 3 lat, a drugi do roku pozbawienia wolności – informuje mecenas Bartosiak.

Eksperci przyznają, że przepisy prawa nie zabraniają fotografowania produktów, wystaw sklepowych, a nawet osób. Ewentualnym ograniczeniom podlega rozpowszechnianie wizerunku ludzi. I to wymaga zgody człowieka widocznego na zdjęciu, o czym mówi art. 81 ust. 1 Prawa autorskiego. Natomiast konsument, wykonujący fotografie artykułów, powinien jedynie przestrzegać zwykłych zasad, obowiązujących w przestrzeni publicznej. Nie może utrudniać swoim zachowaniem funkcjonowania sklepu czy robienia zakupów innym klientom. I to jest wszystko, o czym musi pamiętać.

W celu porównania cen pomiędzy sklepami na ogół fotografowany jest pojedynczy produkt, a często wręcz sama jego etykieta. Ale nawet, gdyby klient chciał uwiecznić całą wystawę, która byłaby na tyle oryginalna, że miałaby charakter utworu, to nie byłoby działaniem zabronionym. Potwierdza to m.in. wpis do rejestru klauzul niedozwolonych nr 1945 z 5 marca 2010 roku. Zgodnie z nim, zamieszczanie w regulaminie zakazu fotografowania eksponatów i sal ekspozycyjnych stanowi niedozwoloną klauzulę umowną – zwraca uwagę prawnik.

Autorzy badania podkreślają, że podczas jego realizacji ochrona często wskazywała, że zakaz robienia zdjęć, ujęty np. w regulaminie sklepu, dotyczy też skanowania kodów kreskowych. Pracownicy badanych placówek twierdzili, że w ich ocenie te działania są tożsame. Jednak fotografowanie a skanowanie to dwie odrębne czynności. W pierwszym przypadku zostaje utrwalony konkretny obraz. Natomiast w trakcie skanowania mamy do czynienia jedynie z odczytaniem kodu kreskowego i wykorzystaniem go na potrzeby aplikacji. Nie dochodzi wówczas do zapisania zdjęcia produktu w urządzeniu. Warto też wiedzieć o tym, że w Rejestrze Klauzul Niedozwolonych, prowadzonym przez Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, nie znalazło się jak dotąd postanowienie dotyczące zakazu robienia zdjęć lub skanowania kodów EAN.

Towar wystawiony jest na widok publiczny. Jego cena to nie tajemnica przedsiębiorstwa, tylko istotny element z punktu widzenia rzetelności informacji. Jeżeli dodamy do tego uprawnienie konsumenta do porównania cen, to każdy może sprawdzać je na różne sposoby, m.in. przy użyciu aplikacji mobilnej lub aparatu fotograficznego w telefonie – podkreśla Małgorzata Cieloch, rzecznik prasowy UOKiK-u.

Klienci, którzy czują, że ich prawa są bezprawnie ograniczane, m.in. w zakresie wykonywania zdjęć, mogą zwrócić się do Miejskiego Rzecznika Konsumentów. Tam uzyskają bezpłatną pomoc prawną w indywidualnej sprawie. Drugą możliwością jest zgłoszenie sprawy do Inspekcji Handlowej, która kontroluje przestrzeganie przepisów przez sprzedawców. W przypadku stwierdzenia naruszania praw konsumentów powyższe organy mogą wydać zarządzenia pokontrolne. W wyznaczonym terminie kontrolowany podmiot jest zobowiązany poinformować Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej o sposobie wykonania zarządzenia. Jeśli go nie zastosuje, przedsiębiorcy grozi grzywna w wysokości od 3,6 tys. zł do nawet 720 tys. zł.

Badanie zostało zrealizowane w połowie grudnia br. łącznie w 98 placówkach handlowych, w 28 miastach. Wśród nich było 11 sklepów convenience, 12 drogerii, 14 dyskontów, 12 Elektro-RTV-AGD i 15 hipermarketów. Zbadano też 34 placówki supermarketów.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
12.08.2026 10:56
AI Act od 2 sierpnia 2026 r. Jakie treści AI marki beauty muszą oznaczać?
shutterstock

Od 2 sierpnia 2026 r. obowiązują w Polsce przepisy AI Act dotyczące przejrzystości korzystania ze sztucznej inteligencji. Nie oznacza to jednak, że przedsiębiorca musi oznaczać wszystkie teksty, zdjęcia czy nagrania przygotowane z pomocą AI.

Obowiązki zależą od tego, czy przedsiębiorstwo tworzy i udostępnia własny system AI, czy jedynie korzysta z gotowego narzędzia. Są sytuacje, w których to przedsiębiorca — producent kosmetyków czy dystrybutor — powinien oznaczyć publikowany materiał AI. Dotyczy to przede wszystkim realistycznych obrazów, nagrań głosowych i filmów wygenerowanych lub zmodyfikowanych przez AI (deepfake‘ów) oraz niektórych tekstów dotyczących spraw leżących w interesie publicznym.

Dostawca systemu AI oznacza treści technicznie

Takim dostawcą jest przede wszystkim przedsiębiorstwo, które tworzy lub zleca stworzenie systemu AI i udostępnia go pod własną nazwą m.in. OpenAI (ChatGPT), Google (Gemini), Microsoft (Copilot), czy xAI (Grok). Przedsiębiorca korzystający z gotowego narzędzia będzie najczęściej podmiotem stosującym AI.

A to dostawca systemu generującego tekst, obraz, dźwięk lub film powinien zapewnić, aby wygenerowane treści były oznaczane w sposób umożliwiający rozpoznanie, że zostały wygenerowane lub zmienione przez jego narzędzie AI. Może to nastąpić np. za pomocą metadanych, znaku wodnego albo innego rozwiązania technicznego.

image

AI w branży beauty i prawny bumerang. Jak budować markę w erze algorytmów, by nie narazić się na wielomilionowe straty?

Przykład: producent programu do generowania zdjęć powinien technicznie oznaczać pliki tworzone przez ten program.  

Kiedy to przedsiębiorca musi oznaczyć materiał wygenerowany przez AI?

Widoczne oznaczenie jest wymagane przede wszystkim w dwóch sytuacjach.

1. Deepfake

Jeżeli publikujesz obraz, nagranie głosowe lub film wygenerowany albo zmieniony przez AI, który przedstawia istniejącą osobę, przedmiot, miejsce lub zdarzenie i może zostać uznany za autentyczny, powinieneś poinformować, że materiał został wygenerowany lub zmieniony przez AI.

Przykłady: 

- przedsiębiorca publikuje realistycznego avatara prezentującego makijaż wykonany jego kosmetykami; 

- film wygenerowany przez AI, w którym celebryta lub influencerka sprawiają wrażenie, jakby polecali jej produkty; 

- zdjęcie wyglądające jak fotografia z paryskiego pokazu mody, mimo że cała scena została stworzona przez sztuczną inteligencję i takie wydarzenie nigdy nie miało miejsca;

- podmiana tła zdjęcia prawdziwego kosmetyku na realistyczną scenerię wygenerowaną przez AI, np. dno oceanu z rafą koralową, górski szczyt lub kwiecisty ogród, choć w rzeczywistości produkt sfotografowano w studiu.

Taki materiał powinien zostać wyraźnie oznaczony jako wygenerowany lub zmodyfikowany przez AI – najlepiej za pomocą widocznej ikonki AI oraz odpowiedniego podpisu (np. „zdjęcie wygenerowane przez AI” czy „materiał zmodyfikowany przez AI”).

2. Tekst dotyczący spraw publicznych

Oznaczenia może wymagać również tekst wygenerowany lub zmieniony przez AI, jeżeli jest publikowany w celu informowania społeczeństwa o sprawach leżących w interesie publicznym. Może to dotyczyć np. artykułu czy postu o zmianach prawnych, zdrowiu publicznym czy polityce.

Przykład: zmodyfikowane przez AI fragmenty artykułu na stronie internetowej poświęconej stylowi życia, porównującego wpływ różnych diet na określoną chorobę u kobiet w średnim wieku.

Oznaczenie nie jest jednak konieczne, jeżeli tekst został merytorycznie sprawdzony przez człowieka, objęty rzeczywistą kontrolą redakcyjną, a konkretna osoba lub przedsiębiorstwo ponosi odpowiedzialność za jego publikację.

Oznaczenia nie będzie wymagał także tekst zmodyfikowany przez AI, który stanowi część reklamy przedsiębiorcy lub opisów produktów kosmetyków (ale z wyłączeniem twierdzeń związanych np. ze zdrowiem, bezpieczeństwem konsumenta lub zrównoważonym rozwojem).

A co ze zwykłymi treściami marketingowymi?

Jeśli przedsiębiorca prowadzący drogerię internetową korzysta z AI, aby przygotować opis produktów, post o weekendowej promocji czy grafikę reklamową, co do zasady nie musi oznaczać takich treści. Warunkiem jest, aby materiał nie stanowił wspomnianego deepfake‘u ani tekstu dotyczącego spraw leżących w interesie publicznym.

Niezależnie od obowiązków wynikających z AI Act należy pamiętać, że reklama nie może wprowadzać klientów w błąd, a publikowane materiały nie mogą naruszać cudzych praw, w szczególności praw autorskich, praw do wizerunku czy znaków towarowych.

Podsumowanie

Nie każda treść przygotowana z pomocą AI wymaga oznaczenia. W większości przypadków obowiązki wynikające z AI Act dotyczą dostawców systemów AI, a nie przedsiębiorców korzystających z gotowych narzędzi. Opis produktu, post o promocji czy newsletter przygotowany z pomocą AI co do zasady nie wymagają oznaczenia.

Przedsiębiorca powinien oznaczyć przede wszystkim deepfake‘i oraz niektóre teksty dotyczące spraw publicznych, np. wspomniany wpływ na zdrowie, które nie zostały zweryfikowane przez człowieka.

autorka: radczyni prawna Natalia Basałaj, Kancelaria TOMKIEL

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
11.08.2026 13:48
PPWR wchodzi w życie. Branża kosmetyczna zaczyna nową erę obowiązków
PPWR wchodzi w życie. Nowe obowiązki dla branży kosmetycznejShutterstock

12 sierpnia 2026 rok zaczyna się stosowanie unijnego rozporządzenia PPWR dotyczącego opakowań i odpadów opakowaniowych. Dla producentów kosmetyków oznacza to przede wszystkim nowe zasady odpowiedzialności, dokumentowania zgodności i wymiany danych w łańcuchu dostaw. Branża podkreśla jednak, że to dopiero początek wieloletniej transformacji.

W tym artykule przeczytasz:

  • 12 sierpnia to nie koniec, ale początek zmian
  • Producent musi wiedzieć, za co odpowiada
  • Największe zmiany dla opakowań dopiero przed nami
  • Recyklat w pompkach i aplikatorach? Branża wskazuje problem
  • Branża kosmetyczna przygotowywała się do PPWR od lat
  • PPWR będzie zmieniał kosmetyczne opakowania przez lata

12 sierpnia to nie koniec, ale początek zmian

Po miesiącach przygotowań PPWR (Packaging and Packaging Waste Regulation) zaczyna być stosowane na rynku europejskim. Rozporządzenie weszło w życie 11 lutego 2025 roku, a od 12 sierpnia 2026 roku zaczynają obowiązywać jego pierwsze przepisy. Kolejne wymagania będą uruchamiane etapami, a część najważniejszych zmian dla branży kosmetycznej zacznie obowiązywać dopiero od 2030 roku.

To ważne rozróżnienie, ponieważ wokół PPWR narosło wiele nieporozumień. Firmy nie muszą więc 12 sierpnia mieć wszystkich opakowań przeprojektowanych zgodnie z docelowymi wymaganiami rozporządzenia. Muszą natomiast być gotowe na obowiązki, które właśnie zaczynają obowiązywać.

– 12 sierpnia to pierwszy krok w transformacji opakowań, która potrwa jeszcze wiele lat. Firmy koncentrują się dziś na tych obowiązkach, które rzeczywiście zaczynają obowiązywać, i równolegle przygotowują się do kolejnych etapów – mówi dr inż. Ewa Starzyk, dyrektor ds. regulacji i zrównoważonego rozwoju w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego.

image

PPWR zmienia rynek opakowań. Branża beauty pokazuje nowe rozwiązania

Producent musi wiedzieć, za co odpowiada

Jedną z najważniejszych zmian na obecnym etapie jest uporządkowanie odpowiedzialności za opakowanie. PPWR wprowadza bardziej precyzyjne zasady dotyczące ról poszczególnych uczestników rynku. Od podmiotów projektujących i zlecających produkcję opakowania po importerów, dystrybutorów i firmy wprowadzające produkt na rynek.

Dla producentów kosmetyków oznacza to konieczność uporządkowania m.in. dokumentacji technicznej, identyfikowalności, oceny zgodności oraz deklaracji zgodności UE. Istotny staje się również dostęp do danych od dostawców opakowań i ich komponentów.

To właśnie przepływ informacji może okazać się jednym z pierwszych praktycznych testów nowych przepisów. Producent kosmetyku nie jest bowiem w stanie samodzielnie potwierdzić zgodności opakowania, jeśli nie otrzyma odpowiednich danych od dostawców.

Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego zwraca przy tym uwagę na inne zjawisko: firmy w łańcuchu dostaw zaczynają oczekiwać od siebie coraz większej liczby dokumentów i deklaracji, nie zawsze wynikających bezpośrednio z przepisów.

– PPWR nie da się wdrożyć przez samo przesyłanie kolejnych oświadczeń między firmami. Potrzebna jest współpraca całego łańcucha dostaw, jasny podział odpowiedzialności i rzetelne dane o opakowaniach – podkreśla Ewa Starzyk.

Największe zmiany dla opakowań dopiero przed nami

Firmy kosmetyczne muszą patrzeć jednak znacznie dalej niż na 12 sierpnia. Recyklowalność, minimalizacja opakowań, zawartość recyklatu czy ograniczenia dotyczące określonych formatów będą wprowadzane w kolejnych etapach. W przypadku części wymogów kluczową datą będzie 2030 rok.

Przykładowo od 2030 roku opakowania będą musiały być projektowane tak, aby ich masa i objętość były ograniczone do niezbędnego minimum. Rozporządzenie ma tym samym ograniczyć tzw. overpackaging, czyli stosowanie zbędnych elementów zwiększających ilość materiału opakowaniowego.

To szczególne wyzwanie dla beauty, gdzie opakowanie często jest częścią pozycjonowania produktu. Pudełka, dodatkowe elementy, ciężkie szkło czy wielomateriałowe konstrukcje mają znaczenie zarówno funkcjonalne, jak i marketingowe.

Recyklat w pompkach i aplikatorach? Branża wskazuje problem

Kosmetycy zwracają uwagę, że nie wszystkie rozwiązania zapisane w PPWR da się łatwo zastosować do specyfiki produktów beauty.

Problemem mogą być między innymi małe, precyzyjne elementy opakowań, takie jak pompki, aplikatory, mechanizmy szminek czy specjalistyczne zamknięcia. Wykorzystanie w nich materiałów pochodzących z recyklingu może być ograniczone przez wymagania techniczne, jakościowe i bezpieczeństwa.

Kolejną kwestią są małe opakowania. Jak wskazuje Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego, nawet prawidłowo zaprojektowane niewielkie opakowania mogą nie zostać wychwycone przez system sortowania i trafić do frakcji odrzutowej.

Sama zmiana materiału opakowania nie zawsze wystarczy, aby osiągnąć rzeczywistą cyrkularność. Potrzebne są również odpowiednie technologie sortowania i recyklingu.

image

PPWR: opublikowano pierwsze wytyczne – co oznaczają dla branży?

Branża kosmetyczna przygotowywała się do PPWR od lat

Dla producentów kosmetyków 12 sierpnia nie jest więc dopiero początkiem prac nad opakowaniami. Firmy już od dłuższego czasu analizują swoje portfolio, zbierają dane od dostawców i przygotowują dokumentację.

W ostatnich miesiącach rynek otrzymał także dodatkowe wskazówki dotyczące interpretacji PPWR. Komisja Europejska opublikowała wytyczne, które mają pomóc państwom członkowskim i przedsiębiorcom w jednolitym stosowaniu nowych regulacji. Dokument doprecyzowuje m.in. role poszczególnych uczestników łańcucha opakowaniowego.

Nie wszystkie wątpliwości zostały jednak rozwiane. W przypadku części praktycznych kwestii przedsiębiorcy nadal czekają na dalsze wyjaśnienia i akty wykonawcze.

PPWR będzie zmieniał kosmetyczne opakowania przez lata

Branża kosmetyczna deklaruje poparcie dla głównego kierunku regulacji: ograniczenia ilości odpadów, poprawy recyklingu i bardziej odpowiedzialnego projektowania opakowań. Jednocześnie wskazuje, że niektóre rozwiązania muszą uwzględniać realia technologiczne i specyfikę produktów kosmetycznych.

– PPWR musi jednak uwzględniać realne możliwości technologiczne i specyfikę opakowań kosmetycznych. Niektóre rozwiązania wymagają doprecyzowania lub korekty, aby ambitne cele środowiskowe nie prowadziły do pogorszenia bezpieczeństwa, jakości i funkcjonalności produktów – mówi Ewa Starzyk.

12 sierpnia 2026 roku jest więc ważną datą, ale nie datą końcową. Dla branży kosmetycznej rozpoczyna się okres, w którym coraz większą rolę będą odgrywały dane o opakowaniach, dokumentacja i odpowiedzialność poszczególnych podmiotów. W kolejnych latach ciężar przesunie się natomiast na sam projekt opakowania: jego materiał, masę, możliwość recyklingu, udział recyklatu i sposób funkcjonowania w gospodarce obiegu zamkniętego.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
18. sierpień 2026 01:39