StoryEditor
Prawo
30.10.2024 11:24

Transparentność i równość płac – co zmieni unijna dyrektywa o jawności wynagrodzeń?

Adwokat Marcin Czarniawski, RK Legal, Senior Associate w Business Advisory & Litigation Department / fot. RK Legal

Termin implementacji unijnej dyrektywy o jawności wynagrodzeń przypada na 7 czerwca 2026. Jakie obowiązki mogą z niej wynikać i co ma szansę się zmienić w kontekście dyskryminacji płacowej - dla wiadomoscikosmetycznych.pl pisze adwokat Marcin Czarniawski, RK Legal, Senior Associate w Business Advisory & Litigation Department.

Przepisy zakazujące dyskryminacji w zakresie wynagrodzenia obowiązują w polskim kodeksie pracy już od przeszło dwudziestu lat. Mimo kodeksowej regulacji tej kwestii i rosnącej świadomości społecznej w tym obszarze, nierówności w wynagradzaniu kobiet i mężczyzn wciąż są faktem i poważnym problemem - nie tylko prawnym, ale przede wszystkim społecznym. Z pomocą w rozwiązaniu tego problemu przyjść mają przepisy wdrażające tzw. unijną dyrektywę o jawności wynagrodzeń. Termin jej implementacji przypada na 7 czerwca 2026. Jakie obowiązki mogą z niej wynikać i co ma szansę się zmienić?  

Co mówią dane?

Co ciekawe, publikowane we wrześniu 2024 r. dane GUS sugerują, że sytuacja kobiet na polskim rynku pracy jest relatywnie dobra. Luka płacowa (gender pay gap) – czyli różnica w wysokości wynagrodzeń kobiet i mężczyzn za tą samą pracę – w Polsce waha się od 5 proc. do 7 proc. i w świetle danych Eurostatu stanowi wynik wyraźnie poniżej średniej w Unii Europejskiej, oscylującej na poziomie 13 proc. To rezultat lepszy niż państw uchodzących za kraje o wyższej kulturze antydyskryminacyjnej jak np. Niemcy czy Szwecja.

Nie brak jednak komentarzy, że są to dane nieodzwierciedlające faktycznej skali tego zjawiska. Warto zauważyć, że wskaźnik ten obejmuje jedynie wynagrodzenie stałe, bez wynagrodzeń zmiennych – nagród czy premii, gdzie często dochodzi do faktycznych przejawów dyskryminacji. Luka wyliczana przez instytucje statystyczne nie bierze także pod uwagę dużych różnic w dostępie kobiet do poszczególnych stanowisk.

Problem tzw. „szklanego sufitu” (barier w uzyskiwaniu wyższego wynagrodzenia czy stanowiska przez kobiety) czy „lepkiej podłogi” (braku ścieżek awansu dla kobiet) niewątpliwie wciąż istnieje i bardzo ogólne kodeksowe ramy zakazu dyskryminacji nie są wystarczające, by skutecznie mu przeciwdziałać. Sytuacja ta powinna ulec zmianie po wdrożeniu w Polsce dyrektywy PE i Rady (UE) nr 2023/970 z 10 maja 2023 r.  w sprawie wzmocnienia stosowania zasady równości wynagrodzeń dla mężczyzn i kobiet za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości za pośrednictwem mechanizmów przejrzystości wynagrodzeń oraz mechanizmów egzekwowania.

Do planowanego terminu implementacji pozostało jeszcze sporo czasu, a polski ustawodawca na razie nie przedstawił projektu ustawy, który miałby te zasady wcielać w życie. Już teraz jednak warto zasygnalizować, jakie wyzwania mogą czekać pracodawców w niedalekiej perspektywie.

Równe wynagrodzenie za taką samą pracę

Zgodnie z dyrektywą, na pracodawcach spocznie obowiązek zapewnienia, aby struktury wynagrodzeń zapewniały równe wynagrodzenia za taką samą pracę lub pracę o takiej samej wartości. Struktura wynagrodzeń powinna umożliwić dokonanie zobiektywizowanej oceny czy pracownicy są rzeczywiście w porównywalnej sytuacji. Dyrektywa podpowiada tutaj, że analiza powinna być dokonywana przy użyciu kryteriów takich jak umiejętności (w tym niedoceniane czasem w strukturach wynagrodzeń umiejętności „miękkie”), wysiłek, zakres odpowiedzialności, warunki pracy oraz inne czynniki.

Co ciekawe, dyrektywa nakłada na państwa członkowskie obowiązek zapewnienia „metod i narzędzi analitycznych służących porównywania wartości pracy” – otwarta pozostaje kwestia, jak Polska sprosta temu obowiązkowi.

Przejrzystość wynagrodzeń już przed zatrudnieniem

Nowe przepisy mają odpowiedzieć też na pojawiające się od dawna postulaty, by osoby uczestniczące w rekrutacjach miały prawo do uzyskania przejrzystych informacji o początkowym wynagrodzeniu lub przynajmniej jego „widełkach” oraz o kryteriach jego ustalania. Dyrektywa sugeruje, by informacje te przekazywać kandydatom już na etapie ogłoszeń o pracę lub też w inny sposób – przed rozmową kwalifikacyjną. Na pracodawcach spoczywać będzie także zakaz pytania pracowników o ich dotychczasowe wynagrodzenie.

Przejrzystość i prawo do informacji

Kryteria wynagradzania powinny, w świetle nowych regulacji, być nie tylko przejrzyste i sprawiedliwe, ale także powszechnie dostępne dla pracowników. Wbrew jednak obawom niektórych firm – jawność i przejrzystość wynagrodzeń nie będzie oznaczała obowiązku informowania pracowników „ile zarabia kolega”. Pracownicy uzyskają natomiast prawo do występowania o informacje dotyczące ich indywidualnego poziomu wynagrodzenia wobec średnich poziomów wynagrodzenia w podziale na płeć, w odniesieniu do kategorii pracowników wykonujących taką pracę jak oni. 

Raportowanie luki płacowej – nowe wyzwanie

Szczególnie wymagający dla pracodawców (ale i państw członkowskich) będzie aspekt związany z obowiązkiem składania odpowiednich sprawozdań, raportujących wysokość luki płacowej w ich organizacjach do „organu monitorującego”. Nie wiadomo jeszcze, kto będzie nim w polskich warunkach. Wiadomo jednak, że pracodawcy będą musieli informować m.in.  o luce płacowej ze względu na płeć, medianie luki płacowej, odsetku pracowników płci żeńskiej i męskiej otrzymujących oznaczone składniki uzupełniające lub zmienne. Jak widać – nie będzie to zatem kwestia podawania do wiadomości organu tylko informacji o wysokości wynagrodzeń na danych stanowiskach, ale także np. o przyznawanych pracownikom premiach, co powinno pomóc w zwalczaniu dyskryminacji na etapie premiowania.

Warto zwrócić uwagę, że dla większych pracodawców (powyżej 150 pracowników), pierwszy obowiązek sprawozdawczy będzie obejmował cały 2026 rok, a więc będzie obejmował także kilka miesięcy przypadających przed formalnym terminem implementacji ustawy. Oznacza to, że najwięksi pracodawcy na przygotowanie swoich organizacji do zbierania i raportowania tych danych mają niewiele czasu i już teraz warto zastanowić się, jak obowiązek ten będzie realizowany.

Przejrzystość wynagrodzeń – zmiany w organizacjach są nieuniknione

Niewątpliwie nowe przepisy będą zmuszały pracodawców nie tylko do wzmożonej ostrożności na płaszczyźnie przeciwdziałania dyskryminacji w warunkach płacowych, ale także – zmiany podejścia w organizacjach jeśli chodzi o jawność i transparentność w zakresie wysokości wynagrodzeń. W wielu zakładach pracy wynagrodzenia pracowników wciąż objęte są klauzulami poufności, a pracodawcy z nadmierną wręcz ostrożnością podchodzą do komunikowania pracownikom standardów płacowych na stanowiskach. Taka postawa już wkrótce może okazać się nie do utrzymania.

Adwokat Marcin Czarniawski, RK Legal, Senior Associate w Business Advisory & Litigation Department

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
24.08.2026 01:33
Perfumy Mykonos. Czy można zastrzec nazwę wyspy jako znak towarowy?
 Unieważnienie unijnego znaku towarowego słownego „MYKONOS” Karolina Grabowska Kaboompics

Czy nazwa popularnej wyspy może zostać zastrzeżona jako unijny znak towarowy dla perfum i kosmetyków? Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) uznał, że w przypadku oznaczenia „MYKONOS” odpowiedź brzmi: nie.

 

W decyzji z 11 czerwca 2026 r. (R 153/2025-1) Urząd Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) unieważnił unijny słowny znak towarowy „MYKONOS”, przeznaczony dla perfum, produktów perfumeryjnych, kosmetyków oraz preparatów do pielęgnacji ciała w klasie 3.

EUIPO wskazało, że już w dniu zgłoszenia znaku znaczna część odbiorców w UE rozpoznawała Mykonos jako nazwę greckiej wyspy – popularnej destynacji turystycznej, kojarzonej ze śródziemnomorskim klimatem, przyrodą, kulturą i luksusowym stylem życia.

Ciekawostką jest, że Urząd, na podstawie zebranych dowodów, zwrócił uwagę na historyczne związki wyspy Mykonos z perfumami: „roślinność śródziemnomorska jest znana z występowania naturalnych składników, które mogą być wykorzystywane do produkcji zapachów i kosmetyków, takich jak oliwki, rozmaryn, tymianek i lawenda. Obszar geograficzny Mykonos jest historycznie i tradycyjnie związany z perfumami. Na sąsiedniej wyspie Delos, należącej do gminy Mykonos, znajduje się stanowisko archeologiczne o światowej renomie turystycznej, na którym odkryto starożytną wytwórnię perfum pochodzącą z I wieku p.n.e.”

Co więcej „wyspa Mykonos jest postrzegana jako symbol pozytywnego wizerunku, piękna, wolności, kontaktu z naturą oraz szczególnego stylu życia i luksusu. Są to skojarzenia, które doskonale odpowiadają potrzebie używania perfum i pielęgnacji ciała”.

Powód unieważnienia unijnego znaku towarowego słownego „MYKONOS” 

EUIPO uznało więc, że oznaczenie geograficzne „MYKONOS” może wpływać na wybory konsumentów w odniesieniu do perfum i produktów kosmetycznych. Konsumenci mogą bowiem kojarzyć produkty opatrzone tym oznaczeniem z wymienionymi wyżej cechami i pozytywnymi skojarzeniami.

Podkreślić należy, że zdaniem Urzędu, Mykonos nie musiało być znane jako miejsce produkcji perfum. Tego rodzaju produkty mogą być wytwarzane lokalnie, również na niewielką skalę, a ich marketing często odwołuje się do naturalnych składników, lokalnego pochodzenia oraz zrównoważonej produkcji. 

Konsumenci mogą zatem postrzegać oznaczenie „MYKONOS” jako informację o pochodzeniu produktów albo ich cechach związanych z tym miejscem. Brak fabryk perfum na wyspie czy dowodów na aktualną produkcję nie przesądza więc o możliwości rejestracji. Wystarczyło, że nazwa geograficzna może służyć obecnie lub w przyszłości do oznaczania pochodzenia danych towarów.

W decyzji zwrócono uwagę, że na unijnym rynku istnieje już znaczna liczba perfum i kosmetyków, których nazwy pośrednio nawiązują do wyspy Mykonos.

W swoich kampaniach reklamowych przedsiębiorstwa te wprost odwołują się do wyspy Mykonos (m.in. „Sculpture Mykonos” czy „Sunset in Mykonos”), podkreślając przykładowo następujące okoliczności:

„Zapach wodny oddaje atmosferę wieczoru spędzonego nad morzem na Mykonos”;

„Zapach unisex, który zabiera w zmysłową podróż na piękne plaże i nad lazurowe wody greckiej wyspy Mykonos”;

„Zainspirowany zachwycającymi zachodami słońca na greckiej wyspie Mykonos”;

„Kwiatowo-drzewno-piżmowy zapach celebrujący zmysłowość i urok greckich wysp”.

Urząd przypomniał też o interesie publicznym stojącym za ograniczeniem możliwości rejestracji nazw geograficznych jako znaków towarowych. Oznaczenia, które mogą informować o pochodzeniu, jakości lub innych właściwościach produktów, powinny pozostać dostępne dla wszystkich uczestników rynku.

Co to oznacza dla branży kosmetycznej?

Przed wyborem nazwy takiej jak Ibiza, Capri, Sycylia czy Mykonos warto ocenić, czy w odniesieniu do konkretnych towarów lub usług z branży beauty nie będzie ona postrzegana jako wskazanie ich pochodzenia, właściwości lub innych cech związanych z danym miejscem. Należy również zadbać o to, aby sposób wykorzystania takiej nazwy nie wprowadzał konsumentów w błąd co do pochodzenia lub cech produktu. To, co dobrze działa w marketingu, nie zawsze może być zastrzeżone na wyłączność jako znak towarowy.

Autor: radca prawny Natalia Basałaj, Kancelaria TOMKIEL

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
20.08.2026 13:36
[PILNE] Prezydent skierował Lex Szarlatan do TK. Kolejna próba zadbania o zdrowie i bezpieczeństwo Polaków zablokowana przez naciski lobbystów.
Przemysław Keler/KPRP

Ustawa określana jako „lex szarlatan” nie wejdzie szybko w życie. Prezydent Karol Nawrocki skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w ramach kontroli prewencyjnej, jednocześnie zapowiadając własną inicjatywę ustawodawczą dotyczącą walki z pseudomedycyną. Spór koncentruje się na tym, jak skutecznie chronić pacjentów przed szkodliwymi praktykami, nie ograniczając jednocześnie legalnej działalności związanej z medycyną komplementarną.

Prezydent: cel ustawy jest słuszny, ale środki budzą wątpliwości

„Lex szarlatan” od miesięcy wywołuje spory pomiędzy środowiskiem medycznym, organizacjami pacjenckimi a przedstawicielami branż związanych z medycyną alternatywną i komplementarną. Zwolennicy regulacji wskazują, że potrzebne są skuteczne narzędzia pozwalające przeciwdziałać osobom, które niesprawdzone metody przedstawiają jako skuteczne sposoby leczenia chorób. Przeciwnicy obawiają się natomiast nadmiernego ograniczenia prawa do wyboru terapii.

Do Kancelarii Prezydenta trafiały apele zarówno o podpisanie ustawy, jak i o jej odrzucenie. Wśród podmiotów zabierających głos znalazły się organizacje lekarzy, pacjentów i naukowców, a także przedstawiciele środowisk zajmujących się terapiami alternatywnymi, którzy od zeszłego roku coraz bardziej bili na alarm i organizowali się w grupy interesu, mające na celu możliwie najmocniejsze ograniczenie mocy przyszłej ustawy.

Przeczytaj nasze najświeższe omówienie Lex Szarlatan poniżej:

image

Koniec z homeopatią obok sonoforezy? Lex Szarlatan trafiło na biurko prezydenta

Ostatecznie prezydent zdecydował o skierowaniu ustawy do Trybunału Konstytucyjnego przed jej podpisaniem. Oznacza to, że jej wejście w życie zostaje wstrzymane do czasu rozstrzygnięcia przez TK.

Karol Nawrocki podkreślił jednocześnie, że sam cel regulacji ocenia pozytywnie. Zastrzeżenia dotyczą natomiast zastosowanych instrumentów prawnych. W ocenie prezydenta przepisy mogą prowadzić do zbyt szerokiego objęcia sankcjami podmiotów, które nie powinny być traktowane na równi z osobami faktycznie stwarzającymi zagrożenie dla zdrowia.

Zioła i pseudomedycyna w jednej kategorii?

Jednym z głównych argumentów prezydenta jest zarzut nadmiernego uogólnienia. Jak wskazał Karol Nawrocki, projektowana regulacja może kwalifikować do jednej kategorii zarówno osoby prowadzące działalność realnie zagrażającą zdrowiu, jak i przedsiębiorców zajmujących się m.in. zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną.

Zdaniem prezydenta problemem jest możliwość zastosowania dotkliwych kar wobec bardzo różnych podmiotów. W jego ocenie sprzedawca ziół oraz osoba świadomie oferująca niesprawdzone terapie jako leczenie nie powinny podlegać takim samym mechanizmom odpowiedzialności.

To właśnie zakres definicji praktyk pseudomedycznych i przewidzianych sankcji stał się jednym z kluczowych punktów sporu. Zwolennicy ustawy odpowiadają, że jej celem nie jest eliminowanie legalnej działalności związanej z medycyną komplementarną, lecz ochrona pacjentów przed wprowadzaniem w błąd i praktykami, które mogą prowadzić do rezygnacji z właściwego leczenia.

Własna ustawa prezydenta

Skierowanie „lex szarlatan” do TK nie oznacza jednak rezygnacji z walki z pseudomedycyną. Równocześnie prezydent zapowiedział własną inicjatywę ustawodawczą.

Jak przekazał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, Kancelaria Prezydenta przygotuje projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który ma być rozwiązaniem wymierzonym w osoby faktycznie prowadzące działalność szkodliwą dla pacjentów. Według zapowiedzi projekt ma być „realnym, skutecznym i przede wszystkim zgodnym z Konstytucją” narzędziem walki z szarlatanerią.

Oznacza to, że debata nad sposobem regulowania rynku pseudomedycznego będzie trwała niezależnie od rozstrzygnięcia Trybunału Konstytucyjnego. W centrum pozostaje pytanie o zakres odpowiedzialności osób oferujących alternatywne metody leczenia oraz o to, jak odróżnić legalną działalność związaną z medycyną komplementarną od praktyk, które mogą realnie zagrażać zdrowiu.

Dla rynku usług zdrowotnych, wellness i beauty znaczenie będzie miało przede wszystkim to, czy przyszłe przepisy precyzyjnie określą granicę między sprzedażą produktów i świadczeniem legalnych usług a przypisywaniem im niepotwierdzonych właściwości leczniczych. Zwolennicy zaostrzenia przepisów wskazują, że w przypadku zdrowia podstawą decyzji powinny być dowody naukowe. Przeciwnicy regulacji ostrzegają natomiast, że walka z pseudomedycyną nie może oznaczać automatycznego ograniczania prawa do korzystania z metod komplementarnych.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
24. sierpień 2026 16:51