StoryEditor
Biznes
30.09.2024 14:11

Szukasz inwestora? Chcesz sprzedać firmę lub markę? Koniecznie przeczytaj

Agnieszka Bojanowska, strateżka, analityczka marketingu i komunikacji, audytorka  / fot. materiały prasowe

Wielu przedsiębiorców działających na rynku kosmetycznym zastanawia się obecnie nad sprzedażą swoich firm lub pozyskaniem inwestorów, którzy pomogliby im rozwinąć biznes. Jaką mają na to szansę? Jakimi firmami interesują się inwestorzy? Jakie błędy popełniają właściciele firm, które wpływają na to, że ich marki nie są atrakcyjne dla potencjalnych nabywców lub akcjonariuszy – pisze Agnieszka Bojanowska, strateżka, analityczka i audytorka specjalizująca się w transformacji i rozwoju firm, szczególnie z sektora beauty.

Stwierdzenie, że rynek kosmetyczny w Polsce jest rozbudowany, nie oddaje pełnej skali jego rozwoju. Zgodnie z danymi z najnowszego raportu: „Kosmetyczna Polska. Raport o stanie branży kosmetycznej” przygotowanego przez Polski Związek Rynku Kosmetycznego (lipiec 2024) Polska jest piątym największym rynkiem kosmetyków w Unii Europejskiej oraz dziewiątym na świecie. Jej udział w unijnym rynku w 2023 roku wyniósł 6,4 proc. Od 2014 roku polski rynek kosmetyków wzrósł o 75,3 proc. – to zdecydowanie więcej niż cały rynek UE27 (34 proc.). Był to drugi największy wzrost w Unii Europejskiej.

Wciąż pojawiają się nowe marki, co świadczy o tym, że mimo intensywnej konkurencji jest miejsce na innowacyjne koncepty. Jest to możliwe dzięki dynamicznie zmieniającym się preferencjom konsumentów oraz trendom w branży kosmetycznej. Nowe technologie, innowacyjne składniki aktywne i zmieniające się wymagania rynku kształtują jego krajobraz, tworząc przestrzeń dla nowych graczy.

Przedsiębiorcy działający w branży kosmetycznej wykazują się dużymi ambicjami. Ich celem często jest skalowanie biznesu, co wymaga zaangażowania inwestorów. Alternatywnie, wielu z nich rozważa sprzedaż marki po osiągnięciu odpowiedniej wyceny, aby móc skupić się na nowych projektach. Jednak aby firma była atrakcyjna dla potencjalnego inwestora powinna być od początku prowadzona w przemyślany sposób uwzględniający jej przewagi konkurencyjne, marketing i komunikację, możliwość skalowania biznesu.

Moja marka jest wyjątkowa…

Takie zdanie prawdopodobnie słyszy każdy analityk, przez którego ręce przechodzą oferty firm szukających inwestora lub firm przygotowujących się do sprzedaży. I z pewnością dla każdego właściciela jego marka jest wyjątkowa. Jednak jako osoba zajmująca się zawodowo oceną wartości niematerialnej firmy czy spółki, czyli jej wizerunku, zwracam uwagę na to, jakie przewagi konkurencyjne wyróżniają tę firmę spośród wielu innych, jak innowacyjny jest to koncept, czy jest skalowalny na inne rynki oraz czy ten insight konsumencki jest dobrze skonstruowany.

Dlaczego to jest takie ważne? Widziałam wiele firm, przeważnie start’upów, ale nie tylko, które pracują np. na najbardziej wyselekcjonowanych, nowoczesnych składnikach, i których konsument nie rozumie. Składniki ich produktów są zbyt innowacyjne na dany moment, albo kojarzą się z inną kategorią na tyle, że konsument nawet nie chce wypróbować produktów. To samo dotyczy usług.

Po okresie euforii panującej w firmie na poziomie tworzenia konceptu, że „mamy coś wyjątkowego” następuje twarde zderzenie ze ścianą, czyli weryfikacja rynku. Zaczynają padać pytania: dlaczego nam się to nie sprzedaje i czemu konsument nie ustawia się po to w kolejce, skoro produkt jest znakomity? W sumie wychodzi na to, że produkt najbardziej podoba się jego twórcom i ich znajomym oraz rodzinie, a bariera, na którą napotyka konsument i widzi ją analityk, mogła być zidentyfikowana na dużo wcześniejszym etapie.

Przedsiębiorcy mają przeróżne historie – niektórzy mają doświadczenie w branży kosmetycznej, a inni wręcz przeciwnie. Niezależnie jednak od tego nie zawsze potrafią spojrzeć na produkt czy swoją usługę przez pryzmat konsumenta. Zdarza się więc, że słyszę: „nasz produkt jest wyjątkowy, ale konsument nic nie rozumie”. Na pytanie, czy firma cokolwiek badała, sprawdzała, chociażby pytając o zdanie swoją społeczność na Instagramie, zazwyczaj odpowiedź brzmi: „nie”.  Nie będziemy niczego testować ani badać, bo wiemy bez badań, jak jest.

Oczywiście bardzo trudno o tak unikalny koncept, że rynek robi wielkie „wow”, ale czasami wystarczy po prostu dobrze skonstruowany koncept odpowiadający na potrzeby konsumenta. Na jego realne potrzeby, a nie na potrzeby właściciela przedsiębiorstwa czy bardzo kreatywnego dyrektora marketingu. Jeśli mamy dobry punkt wyjściowy w postaci konceptu rozwiązującego dany problem konsumenta, czy dający mu coś, czego on szuka (np. emocje, możliwość poczucia przynależności do społeczności, do której aspiruje), jesteśmy w dobrym miejscu.

Strategia komunikacji nie była nam potrzebna. Naprawdę?

Przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, ile pracy wymaga zbudowanie zaufania do marki, szczególnie w przypadku marek wchodzących na rynek. Oczekiwanie z reguły jest takie, że „nasz wspaniały produkt” powinien sprzedawać się sam. A jeśli zarobimy na marketing, to może podziałamy z komunikacją. Teraz nie jest nam potrzebna.

Jeśli produkt jest produktem pierwszej potrzeby, być może nie wymaga aż takiego komunikacyjnego wsparcia, zupełnie inaczej jednak jest w momencie, kiedy konkuruje np. z 300 innymi markami. Historycznie widzieliśmy w Polsce wiele efektownych wejść na rynek, jednak po jakimś czasie, kiedy nie szła za tym komunikacja, marka przestawała być dla konsumenta ciekawa. Nie budowała historii, którą chciało się poznawać. Stawała się generyczna, nie wyróżniała się.

Z reguły praca nad wizerunkiem marki, jej spozycjonowaniem trwa około dwóch lat, przy czym najwięcej jest jej w pierwszym roku, kiedy przede wszystkim odbywa się praca merytoryczna. Zazwyczaj przedsiębiorca na poziomie deklaracji chciałby widzieć rezultaty sprzedażowe niemal natychmiast. Często słyszę pytanie: „Jaki komunikacja przyniesie mi zysk w ciągu 3-6 miesięcy?”.

Konsument nie zna marki, więc jej nie kupi. Musi ją poznać. Komunikacja wspiera wizerunek marki, jej wiarygodność, co pośrednio wpływa na sprzedaż, ale to nie dzieje się od razu. Marka na relacje z konsumentem musi zapracować. Nie zostaje się czyimś przyjacielem od pierwszego spotkania, trzeba zjeść ze sobą przysłowiową beczkę soli. Podobnie jest z marką. Na zaufanie trzeba zasłużyć i konsument sprawdza, czy marka podąża za tym, co deklaruje w komunikacji. Gorzej, jeśli strategia komunikacji marki nie istnieje. A potencjalny inwestor na pewno zapyta o strategię rozwoju marki, w tym strategię komunikacji.

Nie masz konkurencji, czy nie analizujesz rynku?

Zarówno w małych, jak i średnich przedsiębiorstwach, często obserwuję bardzo zawężone postrzeganie konkurencji. Zazwyczaj na pytanie o konkurencję są wskazywane 3-4 marki, które konkurują np. na jednej półce w drogerii. Takie myślenie z punktu widzenia analityka biznesowego rynku kosmetycznego nie jest uzasadnione. To zdecydowanie za wąskie podejście szczególnie w momencie, gdy firma myśli o sprzedaży.

Jak wygląda kategoria, w której działamy? Jakie są w niej trendy? Czy ona rośnie czy maleje? Jakie czynniki na nią wpływają? Jakie są kategorie komplementarne do mojej? Co robi konkurencja? Co komunikuje i dlaczego? Czy warto iść podobną ścieżką, czy wręcz przeciwnie? Wydaje się, że to podstawy, jednak w rzeczywistości wiedza ta nie jest na bieżąco pozyskiwana i analizowana.

Brakuje dokumentacji, wnioskowania. Nie mówiąc już o braku strategii komunikacji, co od razu widać na zewnątrz, chociażby po generycznych komunikatach publikowanych w social mediach. Na komunikacji często się oszczędza. A przecież to właśnie ona kształtuje DNA marki i sprawia, że konsument sięga właśnie po nasz produkt na półce, a nie po produkt konkurencji.

image
Przedsiębiorstwa, które wykazują zdolność do dostosowania ich oferty do różnych kultur i wymagań rynków międzynarodowych, są szczególnie atrakcyjne dla inwestorów, ponieważ oferują potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji
fot. Cosmoprof

Właściciel nie zawsze ma kompetencje managera

Często słyszę, że pomysł jest najważniejszy. To prawda, jednak pomysł trzeba jeszcze skutecznie zrealizować.

Na rynku widzimy sytuacje, w których pomysłodawca, posiadając status właściciela, staje się jednocześnie dyrektorem zarządzającym. Oczywiście można zatrudnić odpowiednie osoby, aby zajęły się np. magazynem, ludźmi, finansami. Funkcja dyrektora generalnego polega jednak na tym, że na określonym poziomie rozumie się te wszystkie obszary i umie nimi zarządzać tak, aby razem świetnie działały. To trochę jak dyrygent. Nie można oddać całej władzy orkiestrze. Na etapie pomysłu trzeba się mocno zastanowić, czy jest się gotowym i kompetentnym, aby tworzyć firmę. Zawsze można świetny pomysł sprzedać do już istniejącej firmy.

W czasie audytu nierzadko sam zespół wskazuje, że najsłabszym ogniwem firmy jest… właściciel. Niektórzy przedsiębiorcy mają silne zdolności kreatywne, ale nie radzą sobie z codziennymi, żmudnymi aspektami prowadzenia biznesu. Inni z kolei dobrze rozpoznają rynkowe trendy i skutecznie rozwijają markę, ale mają trudności z zarządzaniem procesami biznesowymi, co wynika z braku wcześniejszego doświadczenia.

Ponadto, mały polski przedsiębiorca często zmaga się z licznymi problemami, takimi jak nieuczciwi dostawcy, kontrahenci opóźniający płatności czy brak wsparcia i możliwości konsultacji biznesowych. W efekcie myśl o sprzedaży firmy staje się dla wielu naturalnym rozwiązaniem.

Chcę się tego pozbyć, czyli wypalenie zawodowe i bariera wzrostu

Przedsiębiorcy często dochodzą więc do punktu, w którym konieczność dalszego prowadzenia działalności staje się dla nich zbyt dużym obciążeniem. Są sfrustrowani, zmęczeni, albo zwyczajnie nie wiedzą, jak swój biznes mogą skalować.

Jednym z najczęstszych scenariuszy jest sytuacja, w której przedsiębiorca, działający w zasadzie samotnie, osiąga punkt krytyczny. Brak inwestycji w rozwój firmy oraz w kadry powoduje, że po kilku latach działalności napotyka na bariery rozwoju. Najczęściej dzieje się to w okolicach trzeciego roku istnienia firmy.

W tym momencie przedsiębiorca staje się wyczerpany psychicznie i fizycznie. Mimo potencjału do wzrostu, brak odpowiednich zasobów i zaplecza uniemożliwia mu dalszy rozwój. I wówczas słyszymy: "Nie chcę już zajmować się tą marką. Chcę ją szybko sprzedać".

Czego poszukują inwestorzy?

Inwestorzy poszukujący firm kosmetycznych do przejęcia szczególnie cenią przedsiębiorstwa charakteryzujące się unikalnym, innowacyjnym i skalowalnym modelem biznesowym. Kluczowym elementem atrakcyjności takiej firmy jest jej potencjał wzrostu – marka musi wyróżniać się na rynku, oferując wyjątkową propozycję wartości, która stanowi fundament dla dalszej ekspansji produktowej lub strategicznego uzupełnienia portfela nabywcy.

Często inwestorzy są zainteresowani nie tylko samą marką, ale także infrastrukturą, jak laboratoria, parki maszynowe, oraz zasobami intelektualnymi firmy, takimi jak patenty, zezwolenia na stosowanie unikalnych składników aktywnych czy specjalistyczna wiedza ekspercka. Przedsiębiorstwa dysponujące takimi aktywami oferują potencjał do wprowadzania nowych kategorii produktów, a także do zwiększania udziałów w różnych segmentach rynku, co czyni je szczególnie atrakcyjnymi celami inwestycyjnymi.

Jednym ze standardowych elementów procesu inwestycyjnego jest przeprowadzenie przez potencjalnego inwestora due dilligance. Na tym etapie wychodzą wszelkie wcześniejsze zaniedbania.

Ponadto, koncept musi być na tyle elastyczny i uniwersalny, żeby umożliwiał jego adaptację i ekspansję na rynki zagraniczne. Przedsiębiorstwa, które wykazują zdolność do dostosowania ich oferty do różnych kultur i wymagań rynków międzynarodowych, są szczególnie atrakcyjne dla inwestorów, ponieważ oferują potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji. Skalowalność, możliwość zwiększenia efektywności operacyjnej oraz innowacyjność produktów to cechy, które decydują o sukcesie w dłuższej perspektywie, zarówno na rynku lokalnym, jak i globalnym.

------------------------------------------------------------------------------------------ 

BŁĘDY, ZANIEDBANIA Z PRZESZŁOŚCI MAJĄCE ISTOTNY WPŁYW NA DECYZJE INWESTORÓW O ZAKUPIE FIRMY

  • Brak planu

Zbyt często firmy funkcjonują bez planu. Nie chodzi tu o wyjątkową formę i przejrzysty dokument zatytułowany business plan, ale o zebranie w jednym miejscu informacji: co, w jakich krokach, w jakim czasie i za ile chce się zrobić.

image
Paulina Bednarczyk, Group Chief Operating Officer w NGL Services oraz Head of onTRAQ - projektu, który jest środowiskiem rozwoju dla start-upów i scale-upów. Ma ponad 20-letnie doświadczenie w branży usług profesjonalnych i prawniczych.  
fot. materiały prasowe
Dopóki w jednym miejscu nie znajdą się te dane i nie sprawdzimy, czy ze sobą współgrają, nie powinniśmy zaczynać działać. Zdarza się też grzech mniejszy lecz nadal poważny. Pierwotny plan istnieje, ale nikt do niego nie zagląda i nie aktualizuje.

  • Oszczędności na specjalistach np. księgowych czy prawnikach

Chyba najczęściej występująca sytuacja. Księgowość jest oceniana jako „za droga” i pomysłodawcy szukają tańszej opcji, która zazwyczaj nie ma wystarczających kompetencji potrzebnych do prowadzenia księgowości określonego podmiotu. Często również pojawia się stwierdzenie, że nie ma potrzeby współpracować z prawnikiem, a umowy ściąga się z internetu. Każda taka sytuacja w kolejnych latach odbija się na firmie większym kosztem. Nie tylko trzeba zacząć robić coś dobrze, ale jeszcze naprawić przeszłość. Nie mówiąc już o ewentualnych karach lub problemach z Urzędem Skarbowym.

Brak prowadzonych ksiąg na bieżąco i/lub widoczny w nich bałagan a do tego np. brak możliwości uzyskania zaświadczenia o niezaleganiu w podatkach, są czynnikiem odstraszającym inwestorów.

Newralgicznym elementem jest również niewłaściwe zabezpieczenie praw w spółce. Może to dotyczyć znaku towarowego czy receptury. Jeżeli ta kwestia nie jest właściwie załatwiona, nikt nie będzie ryzykował inwestycją w podmiot, którego główne aktywo nie jest uporządkowane.

  • Szukanie rozwiązań pomostowych

Problem z cash flow-em może się zawsze zdarzyć. Wracając do pierwszego punktu – oczywiście posiadanie planu i jego aktualizacja może minimalizować to ryzyko, ale nie wyeliminuje go w stu procentach. Nie zawsze instytucje finansowe chcą wspierać podmioty na wczesnym etapie, co przekłada się na bardziej desperackie kroki. Zdarza się, że poszukiwanie finansowania pomostowego kończy się oddaniem zbyt dużego udziału kapitałowego. Takie działanie nie jest dobrze widziane przez poważnych inwestorów, a dla niektórych tzn. „broken cap table” prowadzi do zakończenia rozmów o finansowaniu.

------------------------------------------------------------------------------------------ 

Kupię, ale razem z panią/panem, czyli wartość właściciela w transakcji sprzedaży

W procesie sprzedaży firm kosmetycznych często kluczową rolę odgrywa sam właściciel, który jest nie tylko założycielem, ale także głównym kreatorem wizji i koncepcji marki. To jego unikalne umiejętności, wiedza i pasja kształtują rozwój produktów oraz kierunek rozwoju przedsiębiorstwa. W związku z tym marka bez aktywnego zaangażowania właściciela może stracić swój impet, innowacyjność oraz unikalny charakter, który decyduje o jej przewadze konkurencyjnej.

Inwestorzy, zdając sobie sprawę z kluczowej roli właściciela w sukcesie firmy, często dążą do zawarcia transakcji, w której właściciel pozostaje w strukturach przedsiębiorstwa po przejęciu. Wynika to z faktu, że sam inwestor może nie posiadać zespołu z odpowiednimi kompetencjami lub zdolnościami twórczymi, które są niezbędne do dalszego rozwoju marki. Nawet jeśli inwestor dysponuje własnym zespołem, to często brakuje mu specyficznych umiejętności i głębokiej znajomości rynku, jakie posiada założyciel. Dlatego w wielu przypadkach warunkiem sprzedaży firmy jest zatrzymanie właściciela w roli doradcy, dyrektora kreatywnego lub konsultanta, co pozwala na zachowanie ciągłości wizji oraz na wprowadzanie innowacji produktowych.

Agnieszka Bojanowskastrateżka, posiada ponad 20-letnie doświadczenie w komunikacji marketingowej, w tym w branży beauty, wspiera wyższą kadrę zarządzającą w zarządzaniu strategią komunikacji i marketingu B2B i B2C; analityczka biznesowa, audytorka, realizująca projekty zarówno po stronie firm kosmetycznych (gdzie przeprowadza np. procesy repozycjonowania czy kształtowania wizerunku), jak i inwestorów, których wspiera w procesach due diligence, właścicielka butikowej agencji LIT PR.

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Wywiady
01.04.2026 10:53
Sławomir Kołodziej, Kaufland: Nie chcemy konkurować o konsumenta z drogeriami
Sławomir Kołodziej, dyrektor Pionu Zakupu Food w Kaufland Polska, był gościem Forum Branży Kosmetycznej 2025FBK

Jaką rolę pełni kategoria kosmetyków i produktów drogeryjnych w ofercie sieci Kaufland? Czy kategoria ta mocno urosła na półkach sklepów i jakim zmianom ulegała przez ostatnie kilkanaście miesięcy? Jaki wpływ na te zmiany wywarły trendy rynkowe oraz niedawne zmiany konceptu kosmetycznych marek własnych sieci Kaufland? O tym rozmawiałam ze Sławomirem Kołodziejem, dyrektorem Pionu Zakupu Food w Kaufland Polska.

Którymi kategoriami produktów zarządza pan w Kauflandzie? 

Jestem odpowiedzialny za kategorię kosmetyków, chemię domową oraz dział baby care. Do tego dochodzi też kategoria fitness, a także wszelkie suplementy, OTC i produkty związane z częścią drogeryjno-apteczną.

Badania konsumenckie pokazują, że klienci kupują coraz mniej leków i preparatów bez recepty (OTC) oraz suplementów w aptekach, a częściej robią zakupy tego typu właśnie w drogeriach, dyskontach czy supermarketach. Czy te półki kosmetyczno-drogeryjne rozrosły się również w Kauflandzie w ostatnim czasie? 

Jeżeli chodzi o ustawienie asortymentu w markecie, to część drogeryjna jest stała – zajmujemy nadal tę samą powierzchnię. Jedyne co się zmienia to dobór asortymentu. Więc z perspektywy szerokości półek, wielkości modułów czy zabudów w sklepie to jest nadal taka sama przestrzeń w ciągu ostatnich lat. Mamy różne asortymenty w zależności od wielkości sklepów, ale nawet nasze mniejsze sklepy to nadal duże sklepy hipermarketowe z bogatą ofertą – zatem co do wielkości miejsca przeznaczonego na kategorie drogeryjne jesteśmy stosunkowo stali. 

To co ulega zmianie, to rozwijanie części przeznaczonej na suplementy diety, suplementy codzienne oraz część fitness. Te kategorie, przy których widzimy duży potencjał, dostają więcej miejsca. Duży potencjał widzimy też w części z kosmetykami do golenia, do pielęgnacji męskiej twarzy – to się u nas fantastycznie rozwija. Ale są też kategorie, które mniej performują. Dlatego obserwujemy, które kategorie w ramach części drogeryjnej możemy rozszerzyć, żeby zwiększyć sprzedaż z metra, z modułu, z półki.

Fizycznie więcej miejsca na kategorię drogeryjną mieć nie będziemy, nie rozszerzymy go. To co możemy – to zarządzić trendem, a więc wdrożyć go, rozszerzając konkretne kategorie. I to właśnie robimy. Natomiast co do zasady ani nie zmniejszamy fizycznego miejsca na część drogeryjną, ani też jej nie rozbudowujemy.

W jaki sposób poznajecie te aktualne trendy konsumenckie? Wystarczą dane ze sprzedaży w sklepach czy robicie dodatkowe badania?

Przede wszystkim korzystamy z danych instytucji, z którymi współpracujemy – GFK, Nielsen. Zamawiamy tam badania, ale czerpiemy również dużo wiedzy z trendów rynkowych, na które wskazują te instytucje – jesteśmy tu w stanie wychwycić zmiany na przestrzeni miesiąca. Mimo wszystko musimy pamiętać, że Kaufland jest dość stały w swoim zarządzaniu kategoriami. Możemy jednak dość szybko zaobserwować, czy coś się dzieje wartego uwagi w ramach kategorii lub formatów. 

Co istotne, operujemy przede wszystkim w kanale sprzedaży tradycyjnej. Zmiany w online zachodzą dużo szybciej, tam też szybciej można się dostosować z ofertą. Sprzedaż e-commerce, którą prowadzą na przykład drogerie czy sklepy internetowe z kosmetykami, umożliwia dużo szybszy czas reakcji na trendy. U nas stacjonarnie potrzeba więcej czasu na zmianę asortymentu na półkach – ten proces zmiany jest po prostu wolniejszy, niż w przypadku e-commerce.

Czy w Kauflandzie, patrząc na codzienne koszyki zakupowe klientów, dostrzegacie, że kupują oni więcej produktów kosmetycznych i drogeryjnych, niż kilka lat temu?

Mamy dzisiaj jako kanał hipermarketowy najlepsze dane i najlepsze wyniki w tej części kosmetycznej. Oczywiście nie chodzi nam o walkę o konsumenta z drogeriami. Natomiast naszą ambicją jest to, żeby klientowi który przychodzi do Kauflandu zaoferować pełną, szeroką ofertę produktów. Mam na myśli pełną ofertę w ramach one-stop shopping.

Oznacza to, że klient przychodząc do Kauflandu oprócz chleba i karkówki kupi też szampon, krem do twarzy, dezodorant.

Czyli wszystko, czego może potrzebować w gospodarstwie domowym, dla całej rodziny – w jednym sklepie?

Dokładnie tak. Biorąc to za podstawę budowania przez nas kategorii kosmetycznej musimy dać klientowi szeroki wybór. Jako Kaufland widzimy wzrost wykorzystania naszego potencjału sprzedaży. Co to oznacza? Jedno gospodarstwo domowe, jak wynika z danych GFK, wykonuje zakupy w różnych miejscach. Kaufland ma 261 sklepów – i potencjał tych 261 sklepów wykorzystujemy lepiej w części kosmetycznej, niż na przykład robią to obecnie dyskonty, mimo że to one mają większą ilość placówek. Parametr, na którym bazujemy, to potencjał kupującego

Ale też klient który przychodzi do Kauflandu jest inny – ma inne potrzeby, inny portfel niż ten, który wchodzi do Rossmanna czy Biedronki, Lidla…

No właśnie nie. 

Nie?

Widzimy, że tak naprawdę dziś do Biedronki chodzą wszyscy klienci. Nie jest tak, że mamy wyłączność na klientów – nasi klienci chodzą i do Biedronki, i do Rossmanna. Wiedząc o tym musimy dawać im odpowiednią ofertę, adresującą ich potrzeby tak, aby nie musieli chodzić do tych innych sklepów.

To prawda, że nie jesteśmy pierwszą destynacją przy zakupach kosmetycznych. Dla nas taką kategorią kluczową są produkty świeże, fresh – owoce, warzywa, lada – to wszystko jest dla nas tym sercem, które przyciąga klienta. A ta część kosmetyczna i drogeryjna “zamyka” koszyk z zakupami tak, żeby klient w jednym momencie klient mógł zaspokoić wszystkie swoje potrzeby – od pieczywa, warzyw, owoców przez część foodową, napojową i kończąc na części kosmetycznej. Więc pod tym względem to jest ważna dla nas kategoria.

Wspomniał pan o rosnącym w ostatnim czasie trendzie, jakim są kosmetyki dla mężczyzn. Co jeszcze ciekawego widzicie, jeśli chodzi o sprzedaż w części drogeryjnej?

Z naszych obserwacji wynika, że są takie cztery nowe, mocne kategorie. Przede wszystkim perfumy, następnie część pielęgnacji męskiej z mocnym naciskiem na golenie, pielęgnację twarzy oraz włosów. To są te mocne kategorie. W zeszłym roku bardzo mocno zmieniliśmy i przebudowaliśmy u nas kategorię męskiej pielęgnacji, dając klientom naprawdę szeroki wybór produktów.

Szybko wstrzeliliście się w potrzeby klienta, które nota bene są wskazywane przez analityków globalnie.

Dokładnie. Dla nas ważne było to, że my – przebudowując w zeszłym roku de facto całą tę kategorię – chcieliśmy zapewnić mężczyznom taki wybór, który będzie odpowiadał ich codziennym nawykom. Zwiększyliśmy i rozszerzyliśmy ofertę produktów, co przynosi dziś efekty. Pielęgnacja męska jest naszym olbrzymim potencjałem na przyszłość.

Brawo za szybką reakcję na trendy!

Kategorią która cały czas mocno się rozwija są zapachy. Jako Kaufland nie będziemy w tej dziedzinie specjalistami, nie będziemy więc rozszerzać miejsca na naszych półkach na perfumerię.

Czyli bardziej wykorzystacie popularność trendów, ustawiając wyspy z kosmetykami czy perfumami przed np. Wielkanocą czy innymi świętami?

Tak, od końca zeszłego roku prowadzimy takie działania, żeby dać coś klientowi oprócz stałej oferty. W Kauflandzie można znaleźć szampony, odżywki, pielęgnację – podstawowe produkty. Nie znajdziemy tu jednak tak szerokiej gamy produktów makijażowych jak w drogerii. To nie jest naszą ambicją, bo my nie jesteśmy trochę o tym. 

Natomiast to, z czym chcemy działać w kategorii make-up’owej czy perfumowej, to dawać klientom okazje – np. w postaci takich miejsc jak wyspa czy display. Na makijaż, na perfumy – czyli na coś, o czym nie myślimy w pierwszej kolejności, idąc na zakupy do Kauflandu. Bo przecież makijaż czy kosmetyki to domena drogerii

Bo jak już klient natknie się podczas zakupów na te wyspy z kosmetykami, to podejdzie, sprawdzi… 

Chcemy dawać klientom również fun z tych zakupów u nas.

Myślę, że producenci będą się, mówiąc może mało elegancko, bić o taką możliwość wystawienia swoich produktów u was, bo to bardzo fajna opcja szerszej prezentacji brandu.

Od pewnego czasu weszliśmy w działania in-out w Kauflandzie z producentami, gdzie dajemy im możliwość okresowego zaistnienia.

Jak pozyskujecie firmy do takich akcji? Rozmawiacie bezpośrednio z markami czy korzystacie z pomocy dystrybutorów?

Do tej pory rozmawialiśmy bezpośrednio. Natomiast docelowo w naszej perspektywie zarządzanie jednym indeksem, jednym dostawcą, będzie bardzo ciężkie. Więc pewnie w przyszłości będziemy myśleć o takim wsparciu.

Szczególnie wchodząc w kategorie bardziej specjalistyczne, choćby kosmetyki koreańskie?

Dokładnie. Będziemy więc musieli znaleźć kogoś, z kim będziemy mogli współpracować szeroko. Mając na przykład kilka indeksów od każdego producenta – to oznacza mnóstwo pracy.

Jest tych producentów wielu, to fakt. Co innego, gdybyście korzystali z oferty kosmetycznej jednego dużego producenta, typu Beiersdorf, Ziaja czy Bielenda… Ale jak rozumiem klienci chcą czegoś więcej, potrzebują różnorodności marek na półkach?

Wspomniała pani o Ziai. Fakt jest taki, że z roku na rok powiększamy ich obecność, wprowadzając praktycznie wszelkie nowości, które nam oferują. I z roku na rok – muszę przyznać – wzrost Ziai w Kauflandzie to ponad 100 procent.

Bo oni mają bardzo dobrą ofertę – sporo ciekawych linii produktowych i przystępne ceny. To chyba jedna z popularniejszych marek kosmetycznych wśród Polaków od wielu lat…

Pracujemy z Ziają od trzech lat, wcześniej nie mieliśmy tej marki u siebie – podobnie jak nie mieliśmy też Białego Jelenia, Oceanic z kosmetykami AA. Od trzech lat sukcesywnie wprowadzamy naszych polskich producentów do stałej oferty Kauflandu. Bo chcemy wspierać w ten sposób lokalność. 

Jako Kaufland jesteśmy nadal o szerokości oferty. Chcemy też budować stabilność i dawać klientowi przekonanie, że on po na przykład Ziaję przyjdzie do Kauflandu, że te produkty będą dostępne w ofercie. Klienta nie zaskoczy całkiem nowa oferta, nowe marki.

No właśnie, klienci nie lubią takich rewolucyjnych zmian na półkach, wywracania ich przyzwyczajeń do góry nogami…

…że przez rok coś było, a nagle nie ma – i nie wiadomo dlaczego. Oczywiście można nam zarzucić, że jesteśmy trochę wolni w zmianach asortymentowych. Ale wiemy, że mamy kilkaset tysięcy klientów, którzy przychodzą dokładnie po ten a nie inny produkt. 

Zmiany i nowości w ofercie są dobre, ale klient musi mieć tę swoją bazę produktów, po które może iść do sklepu w ciemno, i wiedzieć że one na półce będą…

Chcemy dawać klientom przejrzystość i powtarzalność w ofercie, a do tego atrakcyjność cenową. Myślę, że jako Kaufland pod względem atrakcyjności cenowej, w ilości działań i w pozycjonowaniu naszych cen jesteśmy dzisiaj numerem jeden. Dbamy przy tym o zachowanie szerokości oferty. Dajemy przy tym znać, że w Kauflandzie zawsze jest coś nowego, coś na in-out. Zawsze jest coś na chwilę, ale w fantastycznych promocjach i cenach.

Można podać przykład ostatnich świąt Bożego Narodzenia. W ramach zestawów kosmetycznych mieliśmy ponad 150 produktów, z czego 50 to były nowości – zarówno producenckie, jak i nowości od nowych dostawców, których zaproponowaliśmy. W efekcie byliśmy w stanie urosnąć w tej kategorii o ponad 20 proc. sprzedaży. To pokazuje, że jesteśmy gotowi na krok następny – na coś czego nie było do tej pory w ofercie, jak np. kalendarze adwentowe. Nie mieliśmy ich do tej pory, w tym roku będziemy ich poszukiwać. 

Czyli producenci mogą wam już podsyłać oferty na 2026? W ubiegłym roku to była bardzo popularna kategoria, chyba każdy producent kosmetyków wydał swoją wersję kalendarza adwentowego…

To z czym się dzisiaj mierzymy jako Kaufland to wyłącznościowe działania – są marki, które są wyłącznością w kanale drogeryjnym – na przykład tylko w Hebe czy tylko w Rossmannie. Ale musimy zrozumieć, że klient również jest w Kauflandzie, w hipermarkecie – i on by chętnie kosmetyk kupił. 

Jeśli chodzi o kosmetyki i część drogeryjną to Rossmann jest trochę takim dyskontem, który daje numerykę – sprzedaż dużych ilości. Natomiast my w Kauflandzie mamy duże przestrzenie ekspozycyjne, dużo miejsca i możliwości pokazania produktu. Zmieniamy się w ogóle, jeśli chodzi o komunikację z klientem. Teraz wszystkim partnerom na spotkaniach powtarzamy: otwórzmy się również na produkty, które dzisiaj są tylko w drogerii. Bo tutaj u nas też jest rynek, tu też klient czeka. Mówię oczywiście o produktach dostępnych cenowo. 

Są marki, które robią linie na wyłączność dla konkretnej drogerii. Podobnie bywa z dystrybutorami, którzy dzielą swoje linie produktowe pomiędzy retailerów – żeby nie musiały konkurować cenowo na półkach u 2-3 różnych sprzedawców. 

Ja jestem zwolennikiem wolnego rynku i dostępności. Jeżeli Kaufland chce kupić, to Kaufland powinien móc kupić.

A jak ktoś nie chce sprzedać, to niech nie sprzedaje. Kupicie gdzie indziej?

Dzisiaj mamy sytuację, że spływa do nas bardzo dużo ofert z rynku. Oprócz wspomnianej wcześniej lokalności, chcemy też dużo rzeczy kupować z rynków równoległych – mówię tu o produktach typowo make-upowych, których nie jesteśmy w stanie kupić w Polsce. Mamy na to klienta i musimy pamiętać, że ten klient w Kauflandzie również ma zasobny portfel.

Więc ja ze swojej strony mogę zachęcić, by spróbować dać nam ofertę na przykład na kalendarze. A wcześniej odwiedzić samemu Kaufland, zobaczyć jak klienci wchodzą do strefy drogeryjnej, zrozumieć jacy są. Zależy nam na merytorycznych rozmowach z firmami, które czują tę specyfikę naszej sieci, klienta, customer experience.

image

Sławomir Kołodziej, Kaufland: chcemy reagować, ale przede wszystkim budować trendy [FBK 2025]

Jak się mają kosmetyczne marki własne Kauflanda? Czy polski klient je zna i lubi? 

Wiodącą marką własną naszych produktów kosmetyczno-drogeryjnych oraz dla dzieci była do tej pory Bevola. Od drugiej połowy 2025 roku nastąpił podział i część baby care rozbudowujemy pod marką Kuniboo. Zaczynając od części kosmetycznej, czyli Bevoli, muszę podkreślić, że są to fantastyczne składy – bardzo dobre value za niskie money. Jest to strategia cenowa Kaufland.

Czyli tą marką chcecie powiedzieć klientom, że nie kupią nigdzie nic lepszego za jeszcze mniej, tak?

Na 100 procent. Nasza Bevola jest weryfikowana i dostosowywana pod względem jakości i składników do rynku niemieckiego – a tam spełnia normy jakości drogeryjne. Mówiąc krótko: w Niemczech nasza marka własna jakościowo równa się drogerii. A w Polsce ta jakość drogeryjna jest w cenie dyskontowej.

Przyznaję, że trochę mało mówimy o naszej Bevoli, mało komunikowaliśmy to na polskim rynku do tej pory.

Ale też dopiero w ostatnim czasie te marki własne zyskały uznanie polskiego klienta. Bo wcześniej różnie z tym bywało...

Niedawno zrealizowaliśmy transformację Bevoli na polskim rynku – był upgrade jakości opakowania. Można powiedzieć, że “napisaliśmy Bevolę po polsku” – i to dosłownie, bo wcześniej mieliśmy niemieckojęzyczne opisy produktów. W związku z tym nastąpiła zmiana w komunikowaniu produktu i jego wartości. Czyli w etykietach – z przodu i z tyłu, cała komunikacja jest po polsku. Taka mała, ale znacząca zmiana.

Podejrzewam, że z dekadę-dwie temu można było uznawać, że produkt z niemieckimi napisami jest na pewno lepszy, bo przecież ta legendarna “chemia z Niemiec” – proszek made in Germany lepiej prał, płyn do płukania pachniał mocniej…

Tak, klient w Polsce już w tym miejscu był i czekał na zmianę – bo tamten czas się skończył. Na poziomie organizacji długo się do takiej zmiany przygotowywaliśmy, żeby w efekcie dać klientowi jasne, przejrzyste informacje o produktach stojących na naszych półkach. Więc w 2025 roku przeszliśmy tę olbrzymią zmianę produktową, wymieniając praktycznie cały praktycznie asortyment, dając całą opowieść i claimy po polsku

Trzeba też zrozumieć, że nasza marka własna, Bevola, jest przede wszystkim o podstawowych potrzebach kosmetyczno-drogeryjnych – takich jak mydło, żel, szampon, odżywka, kremy do twarzy, płyny do kąpieli – ze składami top of the top i z naszą obietnicą fantastycznych cen dla konsumenta w Polsce. 

Teraz planujemy, jak to wszystko dobrze zakomunikować – top jakość i świetne ceny. Jeśli chodzi o markę Kuniboo, zmieniliśmy tam wiele – od producenta po całe podejście i jakość produktów, jest nowe opakowanie dostosowane do rynku polskiego. Obecnie jesteśmy w trakcie rygorystycznych badań produktu przez Instytut Matki i Dziecka.

Wierzymy, że jakość jest zupełnie inna. Wprowadzając nową markę na rynku chcemy dać klientowi narzędzie do inteligentnego oszczędzania. Kuniboo jest marką, która ma fantastyczną jakość i cenę. Chcemy przekazać konsumentowi, że u nas może kupować jakościowe produkty w niskich cenach, a rodziny i ich potrzeby są dla nas najważniejsze – to jest wpisane w naszą strategię działania.

Jak klienci reagują na zmiany w obrębie waszych marek własnych? Jak je odbierają?

Pierwszy raz przeprowadziliśmy kampanię telewizyjną Kuniboo – była to kampania o rodzinie, o tej pieluszce, o dziecku, bardzo komunikująca z naszymi wartościami. I był to pierwszy raz w naszej historii, kiedy weszliśmy w kampanię telewizyjną dla nowej marki własnej.

Praca nad tą marką dla polskiego rynku trwała dwa lata, bardzo zależało nam żeby zrobić to dobrze – w grę wchodziła zmiana layoutów i dostosowanie się do rynku polskiego. Jako Kaufland planujemy te rzeczy z olbrzymim wyprzedzeniem. Sukcesywnie chcemy wszystkie produkty pielęgnacyjne i akcesoria z Bevoli, związane z dzieckiem, przenosić na stronę marki Kaniboo – to się odbywa na bieżąco.

Jeśli chodzi o opinie konsumentów, to są one bardzo pozytywne – klienci nie spodziewali się tak dobrej jakościowo pieluszki. Nie oszukujmy się, jest to trudna kategoria, bardzo wydrenowana przez Pampersa i marki własne sieci. Dlatego trzeba dużych nakładów, ale też dużej stanowczości w prowadzeniu tej komunikacji.

Jest to też trudny rynek z uwagi na kurczącą się demograficznie grupę – tych najmłodszych konsumentów…

Demografii ani danych GUS nie oszukamy, więc w tej kwestii nie zrobimy za dużo. Natomiast my dalej mamy dużo możliwości do zmiany w naszym koncepcie marki własnej.

Jakie promocje sprawdzają się najlepiej, jeśli chodzi o kategorię kosmetyczną?

W święta i sezonowe okoliczności (na przykład walentynki czy Dzień Kobiet) dobrze sprawdzają się tematyczne zestawy. Chcielibyśmy, żeby w tym roku te zestawy były w Kauflandzie bardziej widoczne – chcemy dać klientom czasowe, fajne, trendy produkty. Takie, żeby klient mógł też wybrać coś z różnych przedziałów cenowych. To jedna rzecz.

Chcielibyśmy być takim miejscem dla klientów, na to trzeba trochę zapracować swoimi ofertami – żeby konsument mógł znaleźć u nas zawsze coś fajnego w ramach stałego asortymentu i ofert czasowych. 

Warto, bo nie jest to oczywiste…

Dostępnych jest u nas wiele ciekawych kosmetyków w ofercie, z topu zestawienia Nielsena. Ale czy klienci o tym wiedzą? 

Moim zdaniem nie.

No dokładnie. Trzeba klientom o tym powiedzieć. W tym roku planujemy dwie kampanie telewizyjne, gdzie będziemy chcieli komunikować do klientów, jak szeroką ofertę drogeryjną i kosmetyczną mamy. To jest dla Kauflandu duża zmiana – będziemy pierwszy raz tak szeroko to komunikować, jakie mamy u siebie produkty. Będziemy się skupiać przede wszystkim na tym, żeby edukować klientów o tym, co mogą znaleźć w Kauflandzie. Bo dzisiaj naprawdę tych marek jest dużo.

Wydaje mi się, że to będzie kluczem roku 2026 – takie wzmocnienie działań czasowych, telewizja i mocna komunikacja o szerokości asortymentu. Na tym będziemy chcieli w tym roku się skupić.

Od ilu lat zajmuje się pan kategorią drogeryjną w Kauflandzie?

Około 4-5 lat.

Czy z perspektywy tego czasu widać, że ludzie teraz kupuja więcej kosmetycznych produktów? Globalnie tak się dzieje, i zapewne też przekłada się to na Kaufland?

W tym czasie na półki Kaufland weszło Yope, be Bio, Ziaja, AA, Biały Jeleń – wprowadziliśmy więcej lokalności w ofercie. Wcześniej Kaufland mocniej opierał się na big suppliers, big brands.

Polski klient preferuje znane lokalne marki niż niemieckie no-name?

Dużą część półki stanowiła Bevola, która nie miała racji sprzedaży z niemieckim opisem, brakiem komunikacji. A z drugiej strony obok rośnie potentat typu Ziaja, który jest przejrzysty, jasny, do tego w porównywalnej cenie. Więc na pewno chcemy wspierać polskich, lokalnych producentów. 

Rynek hipermarketów się zmniejsza – ilościowo, ale też spadki sprzedaży w kanale hipermarketowym są widoczne praktycznie w każdym zestawieniu. Biorąc pod uwagę, że Kaufland w tym zestawieniu jednak rośnie, to jest to jasnym przekazem do producentów, że trzeba ich wspierać. Trzeba wspierać kanał hipermarketowy, bo w przeciwnym razie producentom pozostanie in-out w dyskoncie lub drogerii. Dyskont to siła numeryki.

Jak wygląda obecnie część suplementowa w Kauflandzie? To rosnąca kategoria – w drogeriach, w sklepach spożywczych…

Jako Kaufland w 2024 roku zmieniliśmy całościowo podejście do części fitnessowej i suplementowej – u nas to jest niejako w jednym miejscu. Na początek ponad 7-8 nowych producentów weszło do naszej oferty. Do tego zmieniliśmy całkowicie aranż przestrzeni, dobudowując o nowe produkty, tworząc nowe kategorie, dodatkowe wystawienia, wprowadzając sezonowość. Od 2025 roku wprowadziliśmy również akcje miesięczne “Moda na Fit”, gdzie komunikujemy szerokość asortymentu, ciekawe promocje. I już dzisiaj mogę zapowiedzieć, że przed nami nowi producenci, nowe miejsce, poszerzanie przestrzeni w Kauflandzie. 

Kategoria ta zdecydowanie u nas rośnie. Tylko za sam styczeń mieliśmy tu 170 proc. wzrostu. Natomiast cały zeszły rok to jest ponad 100 proc. Mówimy tu o suplementach, o proteinach, suplementach dla sportowców. Kategoria uległa dużemu odświeżeniu. Na pewno nie jest to już tylko wąski dział dla “hard userów” siłowni czy innych sportów.

No właśnie, to zainteresowanie zdrowiem, poprawą kondycji, lepszym odżywianiem, suplementacją – to także część globalnie widocznego trendu. Dział z kosmetykami rozszerza się, suplementy i produkty wellness wypierają kosmetyki kolorowe, do makijażu…

Prowadzimy takie nasze katalogi beauty – są trzy wydania w ciągu roku, gdzie komunikujemy szerszą ofertę. Dotyczą oferty online. Najbliższy będzie w połowie kwietnia, gdzie pokażemy naszą szerokość asortymentu, różne działania czasowe. I tam od ubiegłego roku zaczęliśmy prezentować tę część wellness – z kolagenem, witaminami, kreatyną

Wszystko, co w jakiś sposób łączy się z dbaniem o siebie, z byciem beauty, byciem w dobrej kondycji psychiczno-fizycznej – coraz częściej łączymy ze sobą, dając polskiemu konsumentowi w sklepach stacjonarnych, najlepszą i najszerszą ofertę. 

To jest na pewno coś, czym możemy się pochwalić, bo też bardzo długo pracowaliśmy na to i dużo współprac tworzymy. Producenci przyznają, że jesteśmy najszybciej i najdynamiczniej zmieniającymi się konceptem w tej kategorii, dając klientom te najświeższe i najlepsze produkty.

Działacie bardzo dynamicznie w tej kategorii i widać, że naprawdę sporo się tu dzieje.

Mamy 261 marketów, więc znajomość naszej oferty jest mniejsza – bo to nie to samo, co 3 tysiące sklepów… Jednak w tych naszych marketach można dostać coś, czego nie znajdzie się w koszach w dyskoncie, prawda? Czyli na co dzień możesz przychodzić do nas po swój ulubiony kosmetyk czy ulubiony suplement. Nie ukrywam, że my ambicje mamy olbrzymie. Ten rok będzie czasem ugruntowywania naszej pozycję jako lidera, jeśli chodzi o ofertę suplementów.

Nie walczymy ceną, nie chcemy uczestniczyć w wojnach cenowych z dyskontami. Odróżnia nas to, że odeszliśmy od tradycyjnego pozycjonowania cenowego w tej kategorii. Dzisiaj nie patrzymy, jakie ceny mają inne sieci w rynku stacjonarnym, tylko pozycjonujemy się cenowo do internetu, do e-commerce‘u. I tam musimy być konkurencyjni. Więc jest cały czas musimy aktualizować nasze podejście: gdzie klient dany produkt kupuje? Jak go kupuje i za jaką cenę? Jeżeli klient patrzy na cenę w internecie, to my musimy być dokładnie w tym miejscu. Myślę, że w taką stronę będzie to szło: w przypadku kategorii mocno zakorzenionych w internecie pozycjonowanie cenowe będzie bardzo ważne. 

My jako Kaufland na pewno chcemy klientom dać tę możliwość, żeby nie musieli już jeździć do kolejnych sklepów, bo u nas kupią wszystko czego potrzebują.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
01.04.2026 09:43
Cosmoprof 2026: triumf odporności branży i polska ofensywa w Bolonii
10816326
/ Marzena Szulc
10816327
/ Marzena Szulc
10816328
/ Marzena Szulc
10816329
/ Marzena Szulc
10816326
10816327
10816328
10816329
Gallery

Tegoroczna edycja Cosmoprof Worldwide Bologna potwierdziła swoją pozycję absolutnego centrum kosmetycznego uniwersum. Liczby z oficjalnego podsumowania mówią same za siebie: ponad 255 tys. profesjonalistów ze 150 krajów odwiedziło stoiska 3 104 wystawców z 68 państw. 57. edycja Cosmoprof przeszła do historii jako triumf odporności i innowacji, a Polska odegrała w tym spektaklu jedną z kluczowych ról.

Sektor kosmetyczny wykazuje nadzwyczajną odporność nawet w trudnym, stale ewoluującym kontekście geopolitycznym, potwierdzając swoją solidność i globalny impet. Wyniki tej edycji są dowodem na to, że przemysł kosmetyczny potrafi szybko reagować na każde wyzwanie, utrzymując wysoki poziom innowacyjności i konkurencyjności – ocenia Enrico Zannini, dyrektor zarządzający BolognaFiere Cosmoprof.

Polska w ścisłej czołówce: „Serce rosło z godziny na godzinę”

Polska reprezentacja na targach była bardzo mocna – blisko 170 firm uplasowało nasz kraj na trzecim miejscu pod względem liczebności wystawców. Polska jakość i technologia były widoczne na każdym kroku, a biało-czerwone Stoisko Narodowe stało się wizytówką, obok której nie dało się przejść obojętnie.

Polska zaprezentowała się nadzwyczajnie. Byliśmy trzecim krajem z największą reprezentacją. I co najważniejsze – było o nas głośno. Pytań o polskie firmy nie brakowało: o marki, o produkcję kontraktową, o segment make-up, ale też o partnerstwa strategiczne. Nie ukrywam – serce rosło z godziny na godzinę. Bo branża kosmetyczna w Polsce naprawdę na to zasługuje, budując swoją pozycję na solidnych fundamentach: jakości, nauki, technologii, doświadczenia. I dokonała czegoś, co jeszcze kilkanaście lat temu wydawało się niemożliwe – głębokiej transformacji, która wyniosła ją do ścisłej czołówki gospodarki – wskazuje Justyna Żerańska, szefowa Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego

Polskie stoisko w Bolonii zostało przygotowane dzięki wsparciu Ministerstwa Rozwoju i Technologii oraz PAIH. – To była wizytówka, z której możemy być dumni – podkreśla dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Justyna Żerańska wskazuje też na konkretne dane, które legitymizują pozycję Polski jako lidera:

  • 5. kraj w UE pod względem wartości branży (~5,8 mld euro)
  • 9. eksporter kosmetyków na świecie (5. w UE).
  • blisko 9-krotny wzrost eksportu od momentu wejścia do UE
  • wzrost rynku o blisko 17 proc. w ostatnim okresie – to niemal trzykrotnie powyżej średniej unijnej!

Innowacje z pieczęcią sukcesu: Cosmoprof Awards 2026

Polskie firmy przyjechały do Bolonii nie tylko żeby się pokazać, ale i żeby wygrywać. Monika Świt-Popławska (Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego) z dumą wskazała na sukcesy naszych marek w prestiżowym konkursie Cosmoprof & Cosmopack Awards 2026.

Aż cztery polskie firmy znalazły się w gronie finalistów! To dla mnie potwierdzenie, że polska innowacyjność, design i jakość są doceniane na największych targach świata. Szczególnie cieszy fakt, że wśród wyróżnionych są nasze firmy członkowskie – wskazuje Monika Świt-Popławska w swoim komentarzu na LinkedIn.

Zwycięzcy i finaliści z Polski to obchodząca w tym roku 30-lecie marka ​Pierre Rene (Sea Shells Whisper Stone Candle), Bandi Cosmetics (linia pielęgnacyjna More Than Pause), Dax Cosmetics (linia Yoskine Longevity SPF 50+) oraz Aerosol Service (innowacyjne rozwiązanie Puro).

image

56. edycja Cosmoprof: Bolonia udowodniła, że jest centrum branży beauty [GALERIA]

Nowe tempo gry: K-beauty i C-beauty w natarciu

Targi Cosmoprof to także miejsce obserwacji umacniających się trendów i weryfikacji tempa zmian. Grzegorz Hryciuk, CEO firmy Gabona, zwrócił uwagę na niesamowitą dynamikę marek azjatyckich – głównie z Korei Południowej.

Minimum 17 tysięcy kroków dziennie przez cztery dni wystarczyło, żeby zobaczyć jedno: k-beauty naprawdę zmienia tempo gry! Koreańskie marki wchodzą do Europy szybciej, bo działają inaczej – sprawnie podejmują decyzje i są gotowe skalować od razu. Rynek przyspiesza – dziś wygrywa ten, kto działa błyskawicznie – podsumowuje na LinkedIn założyciel Gabony.

Z kolei Janina Karasek, New Business & Marketing Director w Primavera Parfum, wskazała na rosnącą specjalizację i networking.

Tegoroczna edycja utwierdziła mnie w przekonaniu, że to absolutny punkt odniesienia dla branży beauty. Widzę ogromną wartość jakościowego networkingu – mniej przypadkowych rozmów, więcej konkretnych spotkań. Zauważalna jest silna obecność Azji, w tym rosnące zainteresowanie segmentem C-beauty. Dla mnie to miejsce, gdzie strategia spotyka się z praktyką – podkreśla Janina Karasek.

Polskie stoiska: design i jakość, które przyciągają

Estetyka, przygotowanie do wydarzenia i profesjonalizm polskich wystawców były wskazywane przez wielu z nich. Katarzyna Kostrzyńska, Marketing Manager w Chantal, podsumowała to krótko:

Nasza branża kosmetyczna w Bolonii prezentuje się świetnie! Polski rynek jest po prostu nastawiony i przygotowany na to, aby klienta przyciągnąć, zaciekawić. Serce rośnie patrząc na to, jak prezentują się polskie firmy. polskie stoiska – wielu jest tu obecnych od lat, tak jak my. Ale pojawiają się też nowe polskie firmy, co jest dla nas jak najbardziej pozytywnym zjawiskiem – podsumowuje szefowa marketingu z Chantal.

Następna edycja Cosmoprof Worldwide Bologna zaplanowana jest na 18-21 marca 2027 roku. Czy Polska utrzyma tempo i pozycję w pierwszej trójce wystawców? Wiele wskazuje na to, że apetyt naszych producentów i dystrybutorów dopiero się rozkręca. Sukces polskich wystawców w Bolonii to efekt transformacji naszego sektora beauty w stronę nowoczesnych technologii i nowych trendów. Rynek staje się coraz bardziej dynamiczny, co wymaga od polskich i europejskich graczy zwinności – w reakcji i działaniu – na poziomie marek południowokoreańskich, które opanowały tę strategię gry do perfekcji.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
01. kwiecień 2026 14:57