StoryEditor
Biznes
30.09.2024 14:11

Szukasz inwestora? Chcesz sprzedać firmę lub markę? Koniecznie przeczytaj

Agnieszka Bojanowska, strateżka, analityczka marketingu i komunikacji, audytorka  / fot. materiały prasowe

Wielu przedsiębiorców działających na rynku kosmetycznym zastanawia się obecnie nad sprzedażą swoich firm lub pozyskaniem inwestorów, którzy pomogliby im rozwinąć biznes. Jaką mają na to szansę? Jakimi firmami interesują się inwestorzy? Jakie błędy popełniają właściciele firm, które wpływają na to, że ich marki nie są atrakcyjne dla potencjalnych nabywców lub akcjonariuszy – pisze Agnieszka Bojanowska, strateżka, analityczka i audytorka specjalizująca się w transformacji i rozwoju firm, szczególnie z sektora beauty.

Stwierdzenie, że rynek kosmetyczny w Polsce jest rozbudowany, nie oddaje pełnej skali jego rozwoju. Zgodnie z danymi z najnowszego raportu: „Kosmetyczna Polska. Raport o stanie branży kosmetycznej” przygotowanego przez Polski Związek Rynku Kosmetycznego (lipiec 2024) Polska jest piątym największym rynkiem kosmetyków w Unii Europejskiej oraz dziewiątym na świecie. Jej udział w unijnym rynku w 2023 roku wyniósł 6,4 proc. Od 2014 roku polski rynek kosmetyków wzrósł o 75,3 proc. – to zdecydowanie więcej niż cały rynek UE27 (34 proc.). Był to drugi największy wzrost w Unii Europejskiej.

Wciąż pojawiają się nowe marki, co świadczy o tym, że mimo intensywnej konkurencji jest miejsce na innowacyjne koncepty. Jest to możliwe dzięki dynamicznie zmieniającym się preferencjom konsumentów oraz trendom w branży kosmetycznej. Nowe technologie, innowacyjne składniki aktywne i zmieniające się wymagania rynku kształtują jego krajobraz, tworząc przestrzeń dla nowych graczy.

Przedsiębiorcy działający w branży kosmetycznej wykazują się dużymi ambicjami. Ich celem często jest skalowanie biznesu, co wymaga zaangażowania inwestorów. Alternatywnie, wielu z nich rozważa sprzedaż marki po osiągnięciu odpowiedniej wyceny, aby móc skupić się na nowych projektach. Jednak aby firma była atrakcyjna dla potencjalnego inwestora powinna być od początku prowadzona w przemyślany sposób uwzględniający jej przewagi konkurencyjne, marketing i komunikację, możliwość skalowania biznesu.

Moja marka jest wyjątkowa…

Takie zdanie prawdopodobnie słyszy każdy analityk, przez którego ręce przechodzą oferty firm szukających inwestora lub firm przygotowujących się do sprzedaży. I z pewnością dla każdego właściciela jego marka jest wyjątkowa. Jednak jako osoba zajmująca się zawodowo oceną wartości niematerialnej firmy czy spółki, czyli jej wizerunku, zwracam uwagę na to, jakie przewagi konkurencyjne wyróżniają tę firmę spośród wielu innych, jak innowacyjny jest to koncept, czy jest skalowalny na inne rynki oraz czy ten insight konsumencki jest dobrze skonstruowany.

Dlaczego to jest takie ważne? Widziałam wiele firm, przeważnie start’upów, ale nie tylko, które pracują np. na najbardziej wyselekcjonowanych, nowoczesnych składnikach, i których konsument nie rozumie. Składniki ich produktów są zbyt innowacyjne na dany moment, albo kojarzą się z inną kategorią na tyle, że konsument nawet nie chce wypróbować produktów. To samo dotyczy usług.

Po okresie euforii panującej w firmie na poziomie tworzenia konceptu, że „mamy coś wyjątkowego” następuje twarde zderzenie ze ścianą, czyli weryfikacja rynku. Zaczynają padać pytania: dlaczego nam się to nie sprzedaje i czemu konsument nie ustawia się po to w kolejce, skoro produkt jest znakomity? W sumie wychodzi na to, że produkt najbardziej podoba się jego twórcom i ich znajomym oraz rodzinie, a bariera, na którą napotyka konsument i widzi ją analityk, mogła być zidentyfikowana na dużo wcześniejszym etapie.

Przedsiębiorcy mają przeróżne historie – niektórzy mają doświadczenie w branży kosmetycznej, a inni wręcz przeciwnie. Niezależnie jednak od tego nie zawsze potrafią spojrzeć na produkt czy swoją usługę przez pryzmat konsumenta. Zdarza się więc, że słyszę: „nasz produkt jest wyjątkowy, ale konsument nic nie rozumie”. Na pytanie, czy firma cokolwiek badała, sprawdzała, chociażby pytając o zdanie swoją społeczność na Instagramie, zazwyczaj odpowiedź brzmi: „nie”.  Nie będziemy niczego testować ani badać, bo wiemy bez badań, jak jest.

Oczywiście bardzo trudno o tak unikalny koncept, że rynek robi wielkie „wow”, ale czasami wystarczy po prostu dobrze skonstruowany koncept odpowiadający na potrzeby konsumenta. Na jego realne potrzeby, a nie na potrzeby właściciela przedsiębiorstwa czy bardzo kreatywnego dyrektora marketingu. Jeśli mamy dobry punkt wyjściowy w postaci konceptu rozwiązującego dany problem konsumenta, czy dający mu coś, czego on szuka (np. emocje, możliwość poczucia przynależności do społeczności, do której aspiruje), jesteśmy w dobrym miejscu.

Strategia komunikacji nie była nam potrzebna. Naprawdę?

Przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, ile pracy wymaga zbudowanie zaufania do marki, szczególnie w przypadku marek wchodzących na rynek. Oczekiwanie z reguły jest takie, że „nasz wspaniały produkt” powinien sprzedawać się sam. A jeśli zarobimy na marketing, to może podziałamy z komunikacją. Teraz nie jest nam potrzebna.

Jeśli produkt jest produktem pierwszej potrzeby, być może nie wymaga aż takiego komunikacyjnego wsparcia, zupełnie inaczej jednak jest w momencie, kiedy konkuruje np. z 300 innymi markami. Historycznie widzieliśmy w Polsce wiele efektownych wejść na rynek, jednak po jakimś czasie, kiedy nie szła za tym komunikacja, marka przestawała być dla konsumenta ciekawa. Nie budowała historii, którą chciało się poznawać. Stawała się generyczna, nie wyróżniała się.

Z reguły praca nad wizerunkiem marki, jej spozycjonowaniem trwa około dwóch lat, przy czym najwięcej jest jej w pierwszym roku, kiedy przede wszystkim odbywa się praca merytoryczna. Zazwyczaj przedsiębiorca na poziomie deklaracji chciałby widzieć rezultaty sprzedażowe niemal natychmiast. Często słyszę pytanie: „Jaki komunikacja przyniesie mi zysk w ciągu 3-6 miesięcy?”.

Konsument nie zna marki, więc jej nie kupi. Musi ją poznać. Komunikacja wspiera wizerunek marki, jej wiarygodność, co pośrednio wpływa na sprzedaż, ale to nie dzieje się od razu. Marka na relacje z konsumentem musi zapracować. Nie zostaje się czyimś przyjacielem od pierwszego spotkania, trzeba zjeść ze sobą przysłowiową beczkę soli. Podobnie jest z marką. Na zaufanie trzeba zasłużyć i konsument sprawdza, czy marka podąża za tym, co deklaruje w komunikacji. Gorzej, jeśli strategia komunikacji marki nie istnieje. A potencjalny inwestor na pewno zapyta o strategię rozwoju marki, w tym strategię komunikacji.

Nie masz konkurencji, czy nie analizujesz rynku?

Zarówno w małych, jak i średnich przedsiębiorstwach, często obserwuję bardzo zawężone postrzeganie konkurencji. Zazwyczaj na pytanie o konkurencję są wskazywane 3-4 marki, które konkurują np. na jednej półce w drogerii. Takie myślenie z punktu widzenia analityka biznesowego rynku kosmetycznego nie jest uzasadnione. To zdecydowanie za wąskie podejście szczególnie w momencie, gdy firma myśli o sprzedaży.

Jak wygląda kategoria, w której działamy? Jakie są w niej trendy? Czy ona rośnie czy maleje? Jakie czynniki na nią wpływają? Jakie są kategorie komplementarne do mojej? Co robi konkurencja? Co komunikuje i dlaczego? Czy warto iść podobną ścieżką, czy wręcz przeciwnie? Wydaje się, że to podstawy, jednak w rzeczywistości wiedza ta nie jest na bieżąco pozyskiwana i analizowana.

Brakuje dokumentacji, wnioskowania. Nie mówiąc już o braku strategii komunikacji, co od razu widać na zewnątrz, chociażby po generycznych komunikatach publikowanych w social mediach. Na komunikacji często się oszczędza. A przecież to właśnie ona kształtuje DNA marki i sprawia, że konsument sięga właśnie po nasz produkt na półce, a nie po produkt konkurencji.

image
Przedsiębiorstwa, które wykazują zdolność do dostosowania ich oferty do różnych kultur i wymagań rynków międzynarodowych, są szczególnie atrakcyjne dla inwestorów, ponieważ oferują potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji
fot. Cosmoprof

Właściciel nie zawsze ma kompetencje managera

Często słyszę, że pomysł jest najważniejszy. To prawda, jednak pomysł trzeba jeszcze skutecznie zrealizować.

Na rynku widzimy sytuacje, w których pomysłodawca, posiadając status właściciela, staje się jednocześnie dyrektorem zarządzającym. Oczywiście można zatrudnić odpowiednie osoby, aby zajęły się np. magazynem, ludźmi, finansami. Funkcja dyrektora generalnego polega jednak na tym, że na określonym poziomie rozumie się te wszystkie obszary i umie nimi zarządzać tak, aby razem świetnie działały. To trochę jak dyrygent. Nie można oddać całej władzy orkiestrze. Na etapie pomysłu trzeba się mocno zastanowić, czy jest się gotowym i kompetentnym, aby tworzyć firmę. Zawsze można świetny pomysł sprzedać do już istniejącej firmy.

W czasie audytu nierzadko sam zespół wskazuje, że najsłabszym ogniwem firmy jest… właściciel. Niektórzy przedsiębiorcy mają silne zdolności kreatywne, ale nie radzą sobie z codziennymi, żmudnymi aspektami prowadzenia biznesu. Inni z kolei dobrze rozpoznają rynkowe trendy i skutecznie rozwijają markę, ale mają trudności z zarządzaniem procesami biznesowymi, co wynika z braku wcześniejszego doświadczenia.

Ponadto, mały polski przedsiębiorca często zmaga się z licznymi problemami, takimi jak nieuczciwi dostawcy, kontrahenci opóźniający płatności czy brak wsparcia i możliwości konsultacji biznesowych. W efekcie myśl o sprzedaży firmy staje się dla wielu naturalnym rozwiązaniem.

Chcę się tego pozbyć, czyli wypalenie zawodowe i bariera wzrostu

Przedsiębiorcy często dochodzą więc do punktu, w którym konieczność dalszego prowadzenia działalności staje się dla nich zbyt dużym obciążeniem. Są sfrustrowani, zmęczeni, albo zwyczajnie nie wiedzą, jak swój biznes mogą skalować.

Jednym z najczęstszych scenariuszy jest sytuacja, w której przedsiębiorca, działający w zasadzie samotnie, osiąga punkt krytyczny. Brak inwestycji w rozwój firmy oraz w kadry powoduje, że po kilku latach działalności napotyka na bariery rozwoju. Najczęściej dzieje się to w okolicach trzeciego roku istnienia firmy.

W tym momencie przedsiębiorca staje się wyczerpany psychicznie i fizycznie. Mimo potencjału do wzrostu, brak odpowiednich zasobów i zaplecza uniemożliwia mu dalszy rozwój. I wówczas słyszymy: "Nie chcę już zajmować się tą marką. Chcę ją szybko sprzedać".

Czego poszukują inwestorzy?

Inwestorzy poszukujący firm kosmetycznych do przejęcia szczególnie cenią przedsiębiorstwa charakteryzujące się unikalnym, innowacyjnym i skalowalnym modelem biznesowym. Kluczowym elementem atrakcyjności takiej firmy jest jej potencjał wzrostu – marka musi wyróżniać się na rynku, oferując wyjątkową propozycję wartości, która stanowi fundament dla dalszej ekspansji produktowej lub strategicznego uzupełnienia portfela nabywcy.

Często inwestorzy są zainteresowani nie tylko samą marką, ale także infrastrukturą, jak laboratoria, parki maszynowe, oraz zasobami intelektualnymi firmy, takimi jak patenty, zezwolenia na stosowanie unikalnych składników aktywnych czy specjalistyczna wiedza ekspercka. Przedsiębiorstwa dysponujące takimi aktywami oferują potencjał do wprowadzania nowych kategorii produktów, a także do zwiększania udziałów w różnych segmentach rynku, co czyni je szczególnie atrakcyjnymi celami inwestycyjnymi.

Jednym ze standardowych elementów procesu inwestycyjnego jest przeprowadzenie przez potencjalnego inwestora due dilligance. Na tym etapie wychodzą wszelkie wcześniejsze zaniedbania.

Ponadto, koncept musi być na tyle elastyczny i uniwersalny, żeby umożliwiał jego adaptację i ekspansję na rynki zagraniczne. Przedsiębiorstwa, które wykazują zdolność do dostosowania ich oferty do różnych kultur i wymagań rynków międzynarodowych, są szczególnie atrakcyjne dla inwestorów, ponieważ oferują potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji. Skalowalność, możliwość zwiększenia efektywności operacyjnej oraz innowacyjność produktów to cechy, które decydują o sukcesie w dłuższej perspektywie, zarówno na rynku lokalnym, jak i globalnym.

------------------------------------------------------------------------------------------ 

BŁĘDY, ZANIEDBANIA Z PRZESZŁOŚCI MAJĄCE ISTOTNY WPŁYW NA DECYZJE INWESTORÓW O ZAKUPIE FIRMY

  • Brak planu

Zbyt często firmy funkcjonują bez planu. Nie chodzi tu o wyjątkową formę i przejrzysty dokument zatytułowany business plan, ale o zebranie w jednym miejscu informacji: co, w jakich krokach, w jakim czasie i za ile chce się zrobić.

image
Paulina Bednarczyk, Group Chief Operating Officer w NGL Services oraz Head of onTRAQ - projektu, który jest środowiskiem rozwoju dla start-upów i scale-upów. Ma ponad 20-letnie doświadczenie w branży usług profesjonalnych i prawniczych.  
fot. materiały prasowe
Dopóki w jednym miejscu nie znajdą się te dane i nie sprawdzimy, czy ze sobą współgrają, nie powinniśmy zaczynać działać. Zdarza się też grzech mniejszy lecz nadal poważny. Pierwotny plan istnieje, ale nikt do niego nie zagląda i nie aktualizuje.

  • Oszczędności na specjalistach np. księgowych czy prawnikach

Chyba najczęściej występująca sytuacja. Księgowość jest oceniana jako „za droga” i pomysłodawcy szukają tańszej opcji, która zazwyczaj nie ma wystarczających kompetencji potrzebnych do prowadzenia księgowości określonego podmiotu. Często również pojawia się stwierdzenie, że nie ma potrzeby współpracować z prawnikiem, a umowy ściąga się z internetu. Każda taka sytuacja w kolejnych latach odbija się na firmie większym kosztem. Nie tylko trzeba zacząć robić coś dobrze, ale jeszcze naprawić przeszłość. Nie mówiąc już o ewentualnych karach lub problemach z Urzędem Skarbowym.

Brak prowadzonych ksiąg na bieżąco i/lub widoczny w nich bałagan a do tego np. brak możliwości uzyskania zaświadczenia o niezaleganiu w podatkach, są czynnikiem odstraszającym inwestorów.

Newralgicznym elementem jest również niewłaściwe zabezpieczenie praw w spółce. Może to dotyczyć znaku towarowego czy receptury. Jeżeli ta kwestia nie jest właściwie załatwiona, nikt nie będzie ryzykował inwestycją w podmiot, którego główne aktywo nie jest uporządkowane.

  • Szukanie rozwiązań pomostowych

Problem z cash flow-em może się zawsze zdarzyć. Wracając do pierwszego punktu – oczywiście posiadanie planu i jego aktualizacja może minimalizować to ryzyko, ale nie wyeliminuje go w stu procentach. Nie zawsze instytucje finansowe chcą wspierać podmioty na wczesnym etapie, co przekłada się na bardziej desperackie kroki. Zdarza się, że poszukiwanie finansowania pomostowego kończy się oddaniem zbyt dużego udziału kapitałowego. Takie działanie nie jest dobrze widziane przez poważnych inwestorów, a dla niektórych tzn. „broken cap table” prowadzi do zakończenia rozmów o finansowaniu.

------------------------------------------------------------------------------------------ 

Kupię, ale razem z panią/panem, czyli wartość właściciela w transakcji sprzedaży

W procesie sprzedaży firm kosmetycznych często kluczową rolę odgrywa sam właściciel, który jest nie tylko założycielem, ale także głównym kreatorem wizji i koncepcji marki. To jego unikalne umiejętności, wiedza i pasja kształtują rozwój produktów oraz kierunek rozwoju przedsiębiorstwa. W związku z tym marka bez aktywnego zaangażowania właściciela może stracić swój impet, innowacyjność oraz unikalny charakter, który decyduje o jej przewadze konkurencyjnej.

Inwestorzy, zdając sobie sprawę z kluczowej roli właściciela w sukcesie firmy, często dążą do zawarcia transakcji, w której właściciel pozostaje w strukturach przedsiębiorstwa po przejęciu. Wynika to z faktu, że sam inwestor może nie posiadać zespołu z odpowiednimi kompetencjami lub zdolnościami twórczymi, które są niezbędne do dalszego rozwoju marki. Nawet jeśli inwestor dysponuje własnym zespołem, to często brakuje mu specyficznych umiejętności i głębokiej znajomości rynku, jakie posiada założyciel. Dlatego w wielu przypadkach warunkiem sprzedaży firmy jest zatrzymanie właściciela w roli doradcy, dyrektora kreatywnego lub konsultanta, co pozwala na zachowanie ciągłości wizji oraz na wprowadzanie innowacji produktowych.

Agnieszka Bojanowskastrateżka, posiada ponad 20-letnie doświadczenie w komunikacji marketingowej, w tym w branży beauty, wspiera wyższą kadrę zarządzającą w zarządzaniu strategią komunikacji i marketingu B2B i B2C; analityczka biznesowa, audytorka, realizująca projekty zarówno po stronie firm kosmetycznych (gdzie przeprowadza np. procesy repozycjonowania czy kształtowania wizerunku), jak i inwestorów, których wspiera w procesach due diligence, właścicielka butikowej agencji LIT PR.

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
02.02.2026 12:09
Rzeczpospolita: KSeF zwiększa kontrolę fiskusa nad firmami w czasie rzeczywistym
KSEF wzbudza ogromne emocje w społeczności przedsiębiorców.EnvatoElements

Wprowadzenie Krajowy System e-Faktur (KSeF) oznacza jakościową zmianę w relacjach między przedsiębiorcami a administracją skarbową. Jak ostrzega na łamach Rzeczpospolita Marek Kutarba, system daje fiskusowi narzędzia do bieżącego i szczegółowego monitorowania wydatków firm. O ile dotychczas kontrole miały charakter następczy i wybiórczy, o tyle teraz analiza danych ma odbywać się w czasie rzeczywistym, bez konieczności wszczynania długotrwałych postępowań.

KSeF opiera się na obowiązkowym obiegu e-faktur, które trafiają bezpośrednio do centralnej bazy administracji skarbowej. Oznacza to, że urzędnicy uzyskują natychmiastowy dostęp do informacji nie tylko o sprzedaży – czyli o tym, kto i co sprzedaje – lecz przede wszystkim o zakupach przedsiębiorców oraz o tym, jakie wydatki są zaliczane do kosztów podatkowych. W praktyce każda faktura kosztowa staje się elementem cyfrowego rejestru, możliwego do automatycznej analizy algorytmicznej.

Zdaniem eksperta największe skutki odczują małe podmioty, w tym jednoosobowe działalności gospodarcze. To właśnie w tym segmencie dotychczas wiele drobnych kosztów – paliwo, sprzęt elektroniczny, usługi czy wydatki mieszane – nie było szczegółowo weryfikowanych z uwagi na ograniczone zasoby kontrolne urzędów. Nowy system pozwoli jednak szybko identyfikować powtarzalne lub nietypowe transakcje i automatycznie oznaczać je jako potencjalnie ryzykowne.

image

Rzeczpospolita: Mikroprzedsiębiorcy wejdą w KSeF wcześniej, niż zakłada ustawa

Zmieni się także mechanika kontroli podatkowych. Zamiast wielomiesięcznych postępowań i ręcznej analizy dokumentów, administracja będzie mogła korzystać z bieżącego przetwarzania danych. To skraca czas reakcji fiskusa i obniża koszty kontroli po stronie państwa, ale jednocześnie zwiększa presję na przedsiębiorców, którzy będą musieli częściej udowadniać związek zakupów z działalnością gospodarczą. Spory dotyczące kosztów uzyskania przychodu już dziś należą do najczęstszych kategorii sporów podatkowych, a cyfrowa transparentność może zwiększyć ich liczbę.

W tekście zwrócono również uwagę na wymiar społeczny zmian. Brak skutecznej kontroli nad nadużyciami w rozliczeniach kosztów utrwalał wizerunek przedsiębiorców jako grupy uprzywilejowanej względem pracowników etatowych. KSeF ma ograniczyć to zjawisko poprzez większą przejrzystość rozliczeń, jednak ceną będzie wzrost obowiązków administracyjnych, konieczność dokładniejszego dokumentowania wydatków i częstsze kontakty z organami skarbowymi.

System może też ułatwić szybkie zmiany regulacyjne, np. zawężanie katalogu kosztów podatkowych lub wprowadzanie nowych wymogów dokumentacyjnych. W efekcie przedsiębiorcy powinni ostrożniej kwalifikować wydatki jako koszty uzyskania przychodu i gromadzić bardziej szczegółowe uzasadnienia biznesowe. KSeF nie jest więc jedynie narzędziem technologicznym – staje się elementem stałego, niemal ciągłego nadzoru nad finansami firm, co fundamentalnie przekształca sposób funkcjonowania systemu podatkowego.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
02.02.2026 10:23
LVMH podało wyniki za IV kwartał – akcje spółek luxury poszły w dół
Azja (z wyłączeniem Japonii), odpowiadała za 26 proc. przychodów grupy LVMH w 2025 rokushutterstock

Podane w ubiegłym tygodniu wyniki sprzedażowe LVMH za ostatni kwartał sprawiły, że rynek zwątpił w – oczekiwane przez inwestorów – ożywienie popytu na dobra luksusowe. Powody niepokoju rynku to słabe wyniki sprzedaży na ważnym dla sektora dóbr luksusowych rynku chińskim oraz ostrożne prognozy prezesa LVMH – Bernarda Arnault

W najgorszym momencie akcje grupy LVMH spadły nawet o 8,2 proc., co spowodowało przez chwilę utratę 24 mld euro kapitalizacji rynkowej spółki. Największy na świecie konglomerat luksusowy – właściciel takich marek jak m.in. Louis Vuitton, Tiffany czy szampan Moët & Chandon – jest wyznacznikiem trendu w branży, a ruch ten spowodował również spadek akcji innych potentatów dóbr luksusowych, m.in. spółek Kering, Moncler czy Hermes.

Jak słaby wzrost na rynku chińskim wpływa na dalsze spadki rynku artykułów luksusowych?

Francuska grupa poinformowała, że jej ​​sprzedaż w Chinach – będących głównym rynkiem dla LVMH i motorem wzrostu całego sektora dóbr luksusowych – wzrosła w tym kwartale. Inwestorzy spodziewali się jednak większego wzrostu po optymistycznych informacjach na temat Chin ze strony Richemont i Burberry z początku stycznia.

image

Financial Times: Kering rozpoczyna program restrukturyzacji, by uniezależnić się od Gucci

Chociaż LVMH nie udostępnia danych dotyczących Chin jako rynku indywidualnego, to Azja (z wyłączeniem Japonii), odpowiadała za 26 proc. przychodów grupy w 2025 roku. Sprzedaż w regionie wzrosła jednak w czwartym kwartale zaledwie o 1 proc. po uwzględnieniu różnic kursowych.

Powrót LVMH do wzrostu w regionie w trzecim kwartale rozbudził nadzieje na zakończenie długotrwałego kryzysu w sektorze dóbr luksusowych, co doprowadziło do gwałtownego wzrostu akcji spółek luksusowych w październiku. Zdaniem analityków ten optymizm napędzający wzrost był przedwczesny.

Ograniczenie kosztów i zwiększenie sprzedaży – receptą na sukces w 2026?

Bernard Arnault również wyraził ostrożność po publikacji wyników i poinformował, że LVMH będzie nadal ograniczać swoje koszty w 2026 roku roku.

W związku z trwającymi kryzysami geopolitycznymi, niepewnością gospodarczą i polityką niektórych państw, w tym naszego, która jest raczej antybiznesowa… istnieją powody do ostrożności – wyjaśnił Arnault.

image

Sukcesja w LVMH pod lupą. Rodzina Arnault i pytania o przyszłość imperium luxury & beauty

Sprzedaż w kluczowym dla LVMH dziale fashion i wyrobów skórzanych, generującym większość zysków, spadła o 3 proc. w ujęciu skorygowanym o kurs walutowy w czwartym kwartale – kluczowym okresie zakupowym. Inwestorzy liczyli na wzrosty właśnie w tym okresie.

Wg szacunków USB to Chińscy klienci, w tym turyści zagraniczni, odpowiadają za prawie jedną trzecią sprzedaży odzieży i wyrobów skórzanych LVMH.

Marża operacyjna firmy spadła z 23,1 do 22 proc., na co wpływ miało połączenie ceł USA, słabego kursu dolara i słabnącego popytu. Zdaniem managerów LVMH, warunkiem koniecznym ​​do odbicia marż potrzebny będzie dalszy wzrost sprzedaży i zarządzanie kosztami.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
02. luty 2026 13:19