StoryEditor
Biznes
30.09.2024 14:11

Szukasz inwestora? Chcesz sprzedać firmę lub markę? Koniecznie przeczytaj

Agnieszka Bojanowska, strateżka, analityczka marketingu i komunikacji, audytorka  / fot. materiały prasowe

Wielu przedsiębiorców działających na rynku kosmetycznym zastanawia się obecnie nad sprzedażą swoich firm lub pozyskaniem inwestorów, którzy pomogliby im rozwinąć biznes. Jaką mają na to szansę? Jakimi firmami interesują się inwestorzy? Jakie błędy popełniają właściciele firm, które wpływają na to, że ich marki nie są atrakcyjne dla potencjalnych nabywców lub akcjonariuszy – pisze Agnieszka Bojanowska, strateżka, analityczka i audytorka specjalizująca się w transformacji i rozwoju firm, szczególnie z sektora beauty.

Stwierdzenie, że rynek kosmetyczny w Polsce jest rozbudowany, nie oddaje pełnej skali jego rozwoju. Zgodnie z danymi z najnowszego raportu: „Kosmetyczna Polska. Raport o stanie branży kosmetycznej” przygotowanego przez Polski Związek Rynku Kosmetycznego (lipiec 2024) Polska jest piątym największym rynkiem kosmetyków w Unii Europejskiej oraz dziewiątym na świecie. Jej udział w unijnym rynku w 2023 roku wyniósł 6,4 proc. Od 2014 roku polski rynek kosmetyków wzrósł o 75,3 proc. – to zdecydowanie więcej niż cały rynek UE27 (34 proc.). Był to drugi największy wzrost w Unii Europejskiej.

Wciąż pojawiają się nowe marki, co świadczy o tym, że mimo intensywnej konkurencji jest miejsce na innowacyjne koncepty. Jest to możliwe dzięki dynamicznie zmieniającym się preferencjom konsumentów oraz trendom w branży kosmetycznej. Nowe technologie, innowacyjne składniki aktywne i zmieniające się wymagania rynku kształtują jego krajobraz, tworząc przestrzeń dla nowych graczy.

Przedsiębiorcy działający w branży kosmetycznej wykazują się dużymi ambicjami. Ich celem często jest skalowanie biznesu, co wymaga zaangażowania inwestorów. Alternatywnie, wielu z nich rozważa sprzedaż marki po osiągnięciu odpowiedniej wyceny, aby móc skupić się na nowych projektach. Jednak aby firma była atrakcyjna dla potencjalnego inwestora powinna być od początku prowadzona w przemyślany sposób uwzględniający jej przewagi konkurencyjne, marketing i komunikację, możliwość skalowania biznesu.

Moja marka jest wyjątkowa…

Takie zdanie prawdopodobnie słyszy każdy analityk, przez którego ręce przechodzą oferty firm szukających inwestora lub firm przygotowujących się do sprzedaży. I z pewnością dla każdego właściciela jego marka jest wyjątkowa. Jednak jako osoba zajmująca się zawodowo oceną wartości niematerialnej firmy czy spółki, czyli jej wizerunku, zwracam uwagę na to, jakie przewagi konkurencyjne wyróżniają tę firmę spośród wielu innych, jak innowacyjny jest to koncept, czy jest skalowalny na inne rynki oraz czy ten insight konsumencki jest dobrze skonstruowany.

Dlaczego to jest takie ważne? Widziałam wiele firm, przeważnie start’upów, ale nie tylko, które pracują np. na najbardziej wyselekcjonowanych, nowoczesnych składnikach, i których konsument nie rozumie. Składniki ich produktów są zbyt innowacyjne na dany moment, albo kojarzą się z inną kategorią na tyle, że konsument nawet nie chce wypróbować produktów. To samo dotyczy usług.

Po okresie euforii panującej w firmie na poziomie tworzenia konceptu, że „mamy coś wyjątkowego” następuje twarde zderzenie ze ścianą, czyli weryfikacja rynku. Zaczynają padać pytania: dlaczego nam się to nie sprzedaje i czemu konsument nie ustawia się po to w kolejce, skoro produkt jest znakomity? W sumie wychodzi na to, że produkt najbardziej podoba się jego twórcom i ich znajomym oraz rodzinie, a bariera, na którą napotyka konsument i widzi ją analityk, mogła być zidentyfikowana na dużo wcześniejszym etapie.

Przedsiębiorcy mają przeróżne historie – niektórzy mają doświadczenie w branży kosmetycznej, a inni wręcz przeciwnie. Niezależnie jednak od tego nie zawsze potrafią spojrzeć na produkt czy swoją usługę przez pryzmat konsumenta. Zdarza się więc, że słyszę: „nasz produkt jest wyjątkowy, ale konsument nic nie rozumie”. Na pytanie, czy firma cokolwiek badała, sprawdzała, chociażby pytając o zdanie swoją społeczność na Instagramie, zazwyczaj odpowiedź brzmi: „nie”.  Nie będziemy niczego testować ani badać, bo wiemy bez badań, jak jest.

Oczywiście bardzo trudno o tak unikalny koncept, że rynek robi wielkie „wow”, ale czasami wystarczy po prostu dobrze skonstruowany koncept odpowiadający na potrzeby konsumenta. Na jego realne potrzeby, a nie na potrzeby właściciela przedsiębiorstwa czy bardzo kreatywnego dyrektora marketingu. Jeśli mamy dobry punkt wyjściowy w postaci konceptu rozwiązującego dany problem konsumenta, czy dający mu coś, czego on szuka (np. emocje, możliwość poczucia przynależności do społeczności, do której aspiruje), jesteśmy w dobrym miejscu.

Strategia komunikacji nie była nam potrzebna. Naprawdę?

Przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, ile pracy wymaga zbudowanie zaufania do marki, szczególnie w przypadku marek wchodzących na rynek. Oczekiwanie z reguły jest takie, że „nasz wspaniały produkt” powinien sprzedawać się sam. A jeśli zarobimy na marketing, to może podziałamy z komunikacją. Teraz nie jest nam potrzebna.

Jeśli produkt jest produktem pierwszej potrzeby, być może nie wymaga aż takiego komunikacyjnego wsparcia, zupełnie inaczej jednak jest w momencie, kiedy konkuruje np. z 300 innymi markami. Historycznie widzieliśmy w Polsce wiele efektownych wejść na rynek, jednak po jakimś czasie, kiedy nie szła za tym komunikacja, marka przestawała być dla konsumenta ciekawa. Nie budowała historii, którą chciało się poznawać. Stawała się generyczna, nie wyróżniała się.

Z reguły praca nad wizerunkiem marki, jej spozycjonowaniem trwa około dwóch lat, przy czym najwięcej jest jej w pierwszym roku, kiedy przede wszystkim odbywa się praca merytoryczna. Zazwyczaj przedsiębiorca na poziomie deklaracji chciałby widzieć rezultaty sprzedażowe niemal natychmiast. Często słyszę pytanie: „Jaki komunikacja przyniesie mi zysk w ciągu 3-6 miesięcy?”.

Konsument nie zna marki, więc jej nie kupi. Musi ją poznać. Komunikacja wspiera wizerunek marki, jej wiarygodność, co pośrednio wpływa na sprzedaż, ale to nie dzieje się od razu. Marka na relacje z konsumentem musi zapracować. Nie zostaje się czyimś przyjacielem od pierwszego spotkania, trzeba zjeść ze sobą przysłowiową beczkę soli. Podobnie jest z marką. Na zaufanie trzeba zasłużyć i konsument sprawdza, czy marka podąża za tym, co deklaruje w komunikacji. Gorzej, jeśli strategia komunikacji marki nie istnieje. A potencjalny inwestor na pewno zapyta o strategię rozwoju marki, w tym strategię komunikacji.

Nie masz konkurencji, czy nie analizujesz rynku?

Zarówno w małych, jak i średnich przedsiębiorstwach, często obserwuję bardzo zawężone postrzeganie konkurencji. Zazwyczaj na pytanie o konkurencję są wskazywane 3-4 marki, które konkurują np. na jednej półce w drogerii. Takie myślenie z punktu widzenia analityka biznesowego rynku kosmetycznego nie jest uzasadnione. To zdecydowanie za wąskie podejście szczególnie w momencie, gdy firma myśli o sprzedaży.

Jak wygląda kategoria, w której działamy? Jakie są w niej trendy? Czy ona rośnie czy maleje? Jakie czynniki na nią wpływają? Jakie są kategorie komplementarne do mojej? Co robi konkurencja? Co komunikuje i dlaczego? Czy warto iść podobną ścieżką, czy wręcz przeciwnie? Wydaje się, że to podstawy, jednak w rzeczywistości wiedza ta nie jest na bieżąco pozyskiwana i analizowana.

Brakuje dokumentacji, wnioskowania. Nie mówiąc już o braku strategii komunikacji, co od razu widać na zewnątrz, chociażby po generycznych komunikatach publikowanych w social mediach. Na komunikacji często się oszczędza. A przecież to właśnie ona kształtuje DNA marki i sprawia, że konsument sięga właśnie po nasz produkt na półce, a nie po produkt konkurencji.

image
Przedsiębiorstwa, które wykazują zdolność do dostosowania ich oferty do różnych kultur i wymagań rynków międzynarodowych, są szczególnie atrakcyjne dla inwestorów, ponieważ oferują potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji
fot. Cosmoprof

Właściciel nie zawsze ma kompetencje managera

Często słyszę, że pomysł jest najważniejszy. To prawda, jednak pomysł trzeba jeszcze skutecznie zrealizować.

Na rynku widzimy sytuacje, w których pomysłodawca, posiadając status właściciela, staje się jednocześnie dyrektorem zarządzającym. Oczywiście można zatrudnić odpowiednie osoby, aby zajęły się np. magazynem, ludźmi, finansami. Funkcja dyrektora generalnego polega jednak na tym, że na określonym poziomie rozumie się te wszystkie obszary i umie nimi zarządzać tak, aby razem świetnie działały. To trochę jak dyrygent. Nie można oddać całej władzy orkiestrze. Na etapie pomysłu trzeba się mocno zastanowić, czy jest się gotowym i kompetentnym, aby tworzyć firmę. Zawsze można świetny pomysł sprzedać do już istniejącej firmy.

W czasie audytu nierzadko sam zespół wskazuje, że najsłabszym ogniwem firmy jest… właściciel. Niektórzy przedsiębiorcy mają silne zdolności kreatywne, ale nie radzą sobie z codziennymi, żmudnymi aspektami prowadzenia biznesu. Inni z kolei dobrze rozpoznają rynkowe trendy i skutecznie rozwijają markę, ale mają trudności z zarządzaniem procesami biznesowymi, co wynika z braku wcześniejszego doświadczenia.

Ponadto, mały polski przedsiębiorca często zmaga się z licznymi problemami, takimi jak nieuczciwi dostawcy, kontrahenci opóźniający płatności czy brak wsparcia i możliwości konsultacji biznesowych. W efekcie myśl o sprzedaży firmy staje się dla wielu naturalnym rozwiązaniem.

Chcę się tego pozbyć, czyli wypalenie zawodowe i bariera wzrostu

Przedsiębiorcy często dochodzą więc do punktu, w którym konieczność dalszego prowadzenia działalności staje się dla nich zbyt dużym obciążeniem. Są sfrustrowani, zmęczeni, albo zwyczajnie nie wiedzą, jak swój biznes mogą skalować.

Jednym z najczęstszych scenariuszy jest sytuacja, w której przedsiębiorca, działający w zasadzie samotnie, osiąga punkt krytyczny. Brak inwestycji w rozwój firmy oraz w kadry powoduje, że po kilku latach działalności napotyka na bariery rozwoju. Najczęściej dzieje się to w okolicach trzeciego roku istnienia firmy.

W tym momencie przedsiębiorca staje się wyczerpany psychicznie i fizycznie. Mimo potencjału do wzrostu, brak odpowiednich zasobów i zaplecza uniemożliwia mu dalszy rozwój. I wówczas słyszymy: "Nie chcę już zajmować się tą marką. Chcę ją szybko sprzedać".

Czego poszukują inwestorzy?

Inwestorzy poszukujący firm kosmetycznych do przejęcia szczególnie cenią przedsiębiorstwa charakteryzujące się unikalnym, innowacyjnym i skalowalnym modelem biznesowym. Kluczowym elementem atrakcyjności takiej firmy jest jej potencjał wzrostu – marka musi wyróżniać się na rynku, oferując wyjątkową propozycję wartości, która stanowi fundament dla dalszej ekspansji produktowej lub strategicznego uzupełnienia portfela nabywcy.

Często inwestorzy są zainteresowani nie tylko samą marką, ale także infrastrukturą, jak laboratoria, parki maszynowe, oraz zasobami intelektualnymi firmy, takimi jak patenty, zezwolenia na stosowanie unikalnych składników aktywnych czy specjalistyczna wiedza ekspercka. Przedsiębiorstwa dysponujące takimi aktywami oferują potencjał do wprowadzania nowych kategorii produktów, a także do zwiększania udziałów w różnych segmentach rynku, co czyni je szczególnie atrakcyjnymi celami inwestycyjnymi.

Jednym ze standardowych elementów procesu inwestycyjnego jest przeprowadzenie przez potencjalnego inwestora due dilligance. Na tym etapie wychodzą wszelkie wcześniejsze zaniedbania.

Ponadto, koncept musi być na tyle elastyczny i uniwersalny, żeby umożliwiał jego adaptację i ekspansję na rynki zagraniczne. Przedsiębiorstwa, które wykazują zdolność do dostosowania ich oferty do różnych kultur i wymagań rynków międzynarodowych, są szczególnie atrakcyjne dla inwestorów, ponieważ oferują potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji. Skalowalność, możliwość zwiększenia efektywności operacyjnej oraz innowacyjność produktów to cechy, które decydują o sukcesie w dłuższej perspektywie, zarówno na rynku lokalnym, jak i globalnym.

------------------------------------------------------------------------------------------ 

BŁĘDY, ZANIEDBANIA Z PRZESZŁOŚCI MAJĄCE ISTOTNY WPŁYW NA DECYZJE INWESTORÓW O ZAKUPIE FIRMY

  • Brak planu

Zbyt często firmy funkcjonują bez planu. Nie chodzi tu o wyjątkową formę i przejrzysty dokument zatytułowany business plan, ale o zebranie w jednym miejscu informacji: co, w jakich krokach, w jakim czasie i za ile chce się zrobić.

image
Paulina Bednarczyk, Group Chief Operating Officer w NGL Services oraz Head of onTRAQ - projektu, który jest środowiskiem rozwoju dla start-upów i scale-upów. Ma ponad 20-letnie doświadczenie w branży usług profesjonalnych i prawniczych.  
fot. materiały prasowe
Dopóki w jednym miejscu nie znajdą się te dane i nie sprawdzimy, czy ze sobą współgrają, nie powinniśmy zaczynać działać. Zdarza się też grzech mniejszy lecz nadal poważny. Pierwotny plan istnieje, ale nikt do niego nie zagląda i nie aktualizuje.

  • Oszczędności na specjalistach np. księgowych czy prawnikach

Chyba najczęściej występująca sytuacja. Księgowość jest oceniana jako „za droga” i pomysłodawcy szukają tańszej opcji, która zazwyczaj nie ma wystarczających kompetencji potrzebnych do prowadzenia księgowości określonego podmiotu. Często również pojawia się stwierdzenie, że nie ma potrzeby współpracować z prawnikiem, a umowy ściąga się z internetu. Każda taka sytuacja w kolejnych latach odbija się na firmie większym kosztem. Nie tylko trzeba zacząć robić coś dobrze, ale jeszcze naprawić przeszłość. Nie mówiąc już o ewentualnych karach lub problemach z Urzędem Skarbowym.

Brak prowadzonych ksiąg na bieżąco i/lub widoczny w nich bałagan a do tego np. brak możliwości uzyskania zaświadczenia o niezaleganiu w podatkach, są czynnikiem odstraszającym inwestorów.

Newralgicznym elementem jest również niewłaściwe zabezpieczenie praw w spółce. Może to dotyczyć znaku towarowego czy receptury. Jeżeli ta kwestia nie jest właściwie załatwiona, nikt nie będzie ryzykował inwestycją w podmiot, którego główne aktywo nie jest uporządkowane.

  • Szukanie rozwiązań pomostowych

Problem z cash flow-em może się zawsze zdarzyć. Wracając do pierwszego punktu – oczywiście posiadanie planu i jego aktualizacja może minimalizować to ryzyko, ale nie wyeliminuje go w stu procentach. Nie zawsze instytucje finansowe chcą wspierać podmioty na wczesnym etapie, co przekłada się na bardziej desperackie kroki. Zdarza się, że poszukiwanie finansowania pomostowego kończy się oddaniem zbyt dużego udziału kapitałowego. Takie działanie nie jest dobrze widziane przez poważnych inwestorów, a dla niektórych tzn. „broken cap table” prowadzi do zakończenia rozmów o finansowaniu.

------------------------------------------------------------------------------------------ 

Kupię, ale razem z panią/panem, czyli wartość właściciela w transakcji sprzedaży

W procesie sprzedaży firm kosmetycznych często kluczową rolę odgrywa sam właściciel, który jest nie tylko założycielem, ale także głównym kreatorem wizji i koncepcji marki. To jego unikalne umiejętności, wiedza i pasja kształtują rozwój produktów oraz kierunek rozwoju przedsiębiorstwa. W związku z tym marka bez aktywnego zaangażowania właściciela może stracić swój impet, innowacyjność oraz unikalny charakter, który decyduje o jej przewadze konkurencyjnej.

Inwestorzy, zdając sobie sprawę z kluczowej roli właściciela w sukcesie firmy, często dążą do zawarcia transakcji, w której właściciel pozostaje w strukturach przedsiębiorstwa po przejęciu. Wynika to z faktu, że sam inwestor może nie posiadać zespołu z odpowiednimi kompetencjami lub zdolnościami twórczymi, które są niezbędne do dalszego rozwoju marki. Nawet jeśli inwestor dysponuje własnym zespołem, to często brakuje mu specyficznych umiejętności i głębokiej znajomości rynku, jakie posiada założyciel. Dlatego w wielu przypadkach warunkiem sprzedaży firmy jest zatrzymanie właściciela w roli doradcy, dyrektora kreatywnego lub konsultanta, co pozwala na zachowanie ciągłości wizji oraz na wprowadzanie innowacji produktowych.

Agnieszka Bojanowskastrateżka, posiada ponad 20-letnie doświadczenie w komunikacji marketingowej, w tym w branży beauty, wspiera wyższą kadrę zarządzającą w zarządzaniu strategią komunikacji i marketingu B2B i B2C; analityczka biznesowa, audytorka, realizująca projekty zarówno po stronie firm kosmetycznych (gdzie przeprowadza np. procesy repozycjonowania czy kształtowania wizerunku), jak i inwestorów, których wspiera w procesach due diligence, właścicielka butikowej agencji LIT PR.

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
14.08.2026 05:19
Producent hybryd do paznokci wykorzystał grafen i trafi w dziesiątkę. Teraz zdobywa rynek sprzętów dla salonów
8belle

Highlander Enterprise S.A., właściciel marki 8belle, podsumowuje udane pierwsze półrocze 2026 roku. Spółka notuje wyraźny wzrost przychodów z O,09 do 2,3 mln zł, optymalizuje koszty i rozpycha się na profesjonalnym rynku beauty.

Głównym atutem w walce o przewagę nad konkurencją stają się innowacyjne preparaty z dodatkiem grafenu. Spółka zaczęła ekspansję zagraniczną - jej produkty trafią na rynki zagraniczne m.in. do USA i Włoch. 

Cięcie kosztów zaczyna powoli przynosić wymierne efekty. W pierwszym półroczu 2026 r. przychody Highlander Enterprise wyniosły ok. 0,23 mln zł (wobec zaledwie 0,09 mln zł rok wcześniej). 

Jak podkreśla Artur Górski, Prezes Zarządu, spółka widzi wyraźny postęp w skali sprzedaży i liczy, że na przełomie III i IV kwartału br. uda się niemal całkowicie zniwelować negatywny wpływ historycznej działalności na bieżące wyniki finansowe.

Grafen w kosmetykach: technologiczny as w rękawie 

Rynek produktów do stylizachi paznokci, rozwija się od kilku lat dynamiiecznie - jendak to było za mało dla dla Highlander Enterprise (dawniej Advanced Graphene Productsto). Spółka postanowiła wyróżnić się unikalną technologią i wykorzystaała swoje kompetencje naukowe, wprowadzając grafen do kosmetyków.

W ofercie dla profesjonalistów znajdują się obecnie takie dwa produkty: baza hybrydowa Grafen Nude Base oraz żel budujący Expert Graphene Rose Essence. Zainteresowanie tymi rozwiązaniami jest na tyle duże, że firma już zapowiada sukcesywne rozszerzanie „grafenowego” portfolio, co pozwoli mu wyprzedzić tradycyjną konkurencję.

Sprzęt i nowe rynki - strategiczne partnerstwa

W maju br. Highlander Enterprise podpisał umowę agencyjną ze spółką Aurumaris, na mocy której będzie (za wynagrodzeniem prowizyjnym) pośredniczyć w sprzedaży jej marek na terenie Polski. Celem jest budowanej sieci dystrybucji bez konieczności ponoszenia kosztów produkcji własnej.

Od początku 2026 roku firma buduje kompleksową ofertę dla salonów, wprowadzając m.in. lampy UV LED i pochłaniacze pyłu. Kategoria urządzeń ma być w nadchodzących miesiącach mocno rozwijana.

Komercjalizacja marki 8belle, rozwój innowacji grafenowych, poszerzanie oferty sprzętowej oraz konsekwentne zdobywanie nowych salonów kosmetycznych w Polsce i za granicą ma doprowadzić do osiągnięcia przez spółkę trwałej rentowności.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
13.08.2026 11:30
UOKiK zgodził się na przejęcie Inglot przez Avallon MBO. Fundusz obejmie 51 proc. udziałów
Inglot

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał zgodę na przejęcie kontroli nad Inglot przez Avallon MBO Fund IV. Transakcja zakłada objęcie przez fundusz 51 proc. udziałów w spółce po jej przekształceniu w spółkę akcyjną. Inwestor chce wykorzystać potencjał marki do dalszej ekspansji zagranicznej, rozwoju portfolio produktowego oraz wzmacniania e-commerce i modelu omnichannel.

UOKiK wydał zgodę na koncentrację

Inwestycja Avallon MBO w Inglot przechodzi do kolejnego etapu formalnego. Prezes UOKiK, po przeprowadzeniu postępowania antymonopolowego wszczętego na wniosek Avallon MBO Fund IV SCA Sicav-Raif z siedzibą w Luksemburgu, wydał zgodę na koncentrację polegającą na przejęciu kontroli nad Inglot S.A. z siedzibą w Przemyślu.

Zgodnie z dokumentacją złożoną w urzędzie transakcja zakłada objęcie przez fundusz 51 proc. udziałów w spółce. Warunkiem realizacji tej części procesu jest wcześniejsze przekształcenie Inglot sp. z o.o. w spółkę akcyjną. Tym samym Avallon MBO stanie się właścicielem pakietu większościowego, podczas gdy rodzina Inglot zachowa istotny udział w strukturze właścicielskiej i zarządzaniu przedsiębiorstwem.

image

Inglot zerwał umowę z dystrybutorem w Hiszpanii, dostawy wstrzymane. Spór o długi i umowę

Decyzja UOKiK jest kolejnym formalnym krokiem po wcześniejszym ogłoszeniu inwestycji. Jej znaczenie jest szczególnie istotne z perspektywy dalszego rozwoju jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek kosmetycznych o międzynarodowej skali działalności.

Inglot działa w ponad 90 krajach

Inglot rozwija działalność od ponad 40 lat. Marka należy do grona polskich przedsiębiorstw kosmetycznych, które zbudowały rozpoznawalność nie tylko na rodzimym rynku, lecz także za granicą. Obecnie jej produkty są dostępne w ponad 90 krajach.

Spółka posiada również zagraniczne podmioty zależne w 4 krajach: Stanach Zjednoczonych, Australii, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Międzynarodowa skala działalności ma być jednym z głównych obszarów, w których nowy inwestor zamierza wspierać dalszy wzrost przedsiębiorstwa.

Strategia zakłada przede wszystkim przyspieszenie ekspansji zagranicznej, rozwój nowych kategorii produktowych oraz zwiększanie skali sprzedaży internetowej. Inwestycje mają obejmować również technologie, kompetencje organizacyjne i rozwiązania wspierające model omnichannel.

Dla Avallon MBO istotnym elementem transakcji jest potencjał Inglot do dalszego wzrostu organicznego. Fundusz specjalizuje się w inwestycjach private equity, w tym w wykupach menedżerskich, i deklaruje doświadczenie we wspieraniu firm rodzinnych w procesach transformacji, sukcesji oraz profesjonalizacji zarządzania.

Rodzina Inglot pozostaje w strukturze firmy

Objęcie większościowego pakietu przez fundusz nie oznacza wycofania rodziny Inglot z działalności spółki. Grzegorz Inglot pozostanie prezesem zarządu i akcjonariuszem, a w zarządzie nadal będzie działać jego siostra Milena Inglot. Rodzinę w radzie nadzorczej reprezentować będzie założyciel marki Zbigniew Inglot.

image

Inglot stawia na cyfryzację: nowa platforma e-commerce działa już w 28 krajach

W strukturze akcjonariatu i na stanowiskach eksperckich pozostaną również Elżbieta Inglot i Barbara Inglot. Oznacza to, że transakcja ma charakter partnerski, a nie całkowitego wyjścia dotychczasowych właścicieli z biznesu.

– To dla nas kolejny etap rozwoju. Pozyskanie partnera takiego jak Avallon daje nam możliwość przyspieszenia realizacji strategicznych celów i szybszego skalowania biznesu na rynkach międzynarodowych – komentował wcześniej Grzegorz Inglot, prezes zarządu Inglot.

Według zapowiedzi operacyjnych nie należy oczekiwać gwałtownej zmiany modelu funkcjonowania firmy. Plan zakłada raczej stopniową profesjonalizację poszczególnych obszarów działalności, rozwój kanałów sprzedaży oraz wykorzystanie nowych możliwości wzrostu.

E-commerce i omnichannel w centrum strategii

Jednym z kluczowych obszarów inwestycji ma być sprzedaż internetowa. Avallon MBO zapowiada wsparcie rozwoju platformy operacyjnej, technologii oraz kompetencji pozwalających na dalsze skalowanie biznesu we wszystkich kanałach.

Strategia obejmuje jednocześnie rozwój modelu omnichannel, łączącego sprzedaż stacjonarną i cyfrową. Dla marki obecnej na ponad 90 rynkach oznacza to możliwość lepszego wykorzystania infrastruktury sprzedażowej oraz danych konsumenckich w procesie rozwoju oferty.

Istotnym kierunkiem ma być także rozszerzanie portfolio. Inglot chce rozwijać nowe kategorie produktowe, odpowiadając na zmieniające się oczekiwania konsumentów. Wśród globalnych trendów wpływających na rynek beauty znajduje się m.in. rosnące zainteresowanie jakością, składem oraz działaniem produktów, które coraz częściej łączą funkcje makijażowe i pielęgnacyjne.

Globalny rynek beauty rośnie

Długoterminowa strategia inwestora wpisuje się w korzystne prognozy dla światowego rynku kosmetycznego. Szacunki wskazują na średnioroczne tempo wzrostu globalnego rynku beauty na poziomie od 3,4 proc. do nawet 7 proc. w zależności od przyjętej metodologii i segmentu. Według prognoz jego wartość do 2030 roku może przekroczyć 800 mld dolarów.

Również polski rynek ma pozostawać na ścieżce wzrostu. Prognozowany CAGR dla Polski wynosi około 6–7 proc. To tworzy przestrzeń do dalszego zwiększania skali działalności zarówno w kraju, jak i za granicą.

image

Inglot, Ziaja, Bielenda, Eris: gdy nazwisko staje się marką w branży beauty

Jednocześnie zmienia się struktura popytu. Konsumenci coraz częściej oczekują od produktów kosmetycznych nie tylko efektu wizualnego, lecz także właściwości pielęgnacyjnych. Wzrost zainteresowania produktami typu science-led, których działanie jest poparte badaniami, zwiększa znaczenie inwestycji w rozwój receptur, technologii i kompetencji produktowych.

Kolejny etap rozwoju polskiej marki

Avallon MBO deklaruje, że celem inwestycji jest zwiększenie skali działalności Inglot przy zachowaniu fundamentów, na których marka budowała swoją pozycję przez ponad 4 dekady. Chodzi przede wszystkim o polskie pochodzenie, własną produkcję, niezależność kreatywną oraz rozwój produktów.

– Transakcja ma wspierać zwiększanie skali działalności, dalszą profesjonalizację organizacji oraz rozwój kompetencji niezbędnych do wzrostu na rynkach międzynarodowych – mówiła Agnieszka Pakulska, partnerka w Avallon MBO odpowiedzialna za transakcję.

Z perspektywy właścicielskiej kluczowa zmiana polega na wejściu inwestora posiadającego 51 proc. udziałów. Z perspektywy operacyjnej zapowiadany jest natomiast rozwój istniejącego modelu, a nie jego zasadnicza przebudowa.

Dalszy kierunek rozwoju Inglot będzie więc opierał się na trzech głównych filarach: międzynarodowej ekspansji, rozbudowie portfolio oraz zwiększaniu udziału kanałów cyfrowych i omnichannel. Po uzyskaniu zgody UOKiK transakcja znajduje się na kolejnym etapie realizacji, a jej finalizacja będzie zależeć od spełnienia pozostałych warunków przewidzianych w dokumentacji inwestycyjnej, w tym przekształcenia spółki w spółkę akcyjną.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
15. sierpień 2026 07:35