StoryEditor
Biznes
30.09.2024 14:11

Szukasz inwestora? Chcesz sprzedać firmę lub markę? Koniecznie przeczytaj

Agnieszka Bojanowska, strateżka, analityczka marketingu i komunikacji, audytorka  / fot. materiały prasowe

Wielu przedsiębiorców działających na rynku kosmetycznym zastanawia się obecnie nad sprzedażą swoich firm lub pozyskaniem inwestorów, którzy pomogliby im rozwinąć biznes. Jaką mają na to szansę? Jakimi firmami interesują się inwestorzy? Jakie błędy popełniają właściciele firm, które wpływają na to, że ich marki nie są atrakcyjne dla potencjalnych nabywców lub akcjonariuszy – pisze Agnieszka Bojanowska, strateżka, analityczka i audytorka specjalizująca się w transformacji i rozwoju firm, szczególnie z sektora beauty.

Stwierdzenie, że rynek kosmetyczny w Polsce jest rozbudowany, nie oddaje pełnej skali jego rozwoju. Zgodnie z danymi z najnowszego raportu: „Kosmetyczna Polska. Raport o stanie branży kosmetycznej” przygotowanego przez Polski Związek Rynku Kosmetycznego (lipiec 2024) Polska jest piątym największym rynkiem kosmetyków w Unii Europejskiej oraz dziewiątym na świecie. Jej udział w unijnym rynku w 2023 roku wyniósł 6,4 proc. Od 2014 roku polski rynek kosmetyków wzrósł o 75,3 proc. – to zdecydowanie więcej niż cały rynek UE27 (34 proc.). Był to drugi największy wzrost w Unii Europejskiej.

Wciąż pojawiają się nowe marki, co świadczy o tym, że mimo intensywnej konkurencji jest miejsce na innowacyjne koncepty. Jest to możliwe dzięki dynamicznie zmieniającym się preferencjom konsumentów oraz trendom w branży kosmetycznej. Nowe technologie, innowacyjne składniki aktywne i zmieniające się wymagania rynku kształtują jego krajobraz, tworząc przestrzeń dla nowych graczy.

Przedsiębiorcy działający w branży kosmetycznej wykazują się dużymi ambicjami. Ich celem często jest skalowanie biznesu, co wymaga zaangażowania inwestorów. Alternatywnie, wielu z nich rozważa sprzedaż marki po osiągnięciu odpowiedniej wyceny, aby móc skupić się na nowych projektach. Jednak aby firma była atrakcyjna dla potencjalnego inwestora powinna być od początku prowadzona w przemyślany sposób uwzględniający jej przewagi konkurencyjne, marketing i komunikację, możliwość skalowania biznesu.

Moja marka jest wyjątkowa…

Takie zdanie prawdopodobnie słyszy każdy analityk, przez którego ręce przechodzą oferty firm szukających inwestora lub firm przygotowujących się do sprzedaży. I z pewnością dla każdego właściciela jego marka jest wyjątkowa. Jednak jako osoba zajmująca się zawodowo oceną wartości niematerialnej firmy czy spółki, czyli jej wizerunku, zwracam uwagę na to, jakie przewagi konkurencyjne wyróżniają tę firmę spośród wielu innych, jak innowacyjny jest to koncept, czy jest skalowalny na inne rynki oraz czy ten insight konsumencki jest dobrze skonstruowany.

Dlaczego to jest takie ważne? Widziałam wiele firm, przeważnie start’upów, ale nie tylko, które pracują np. na najbardziej wyselekcjonowanych, nowoczesnych składnikach, i których konsument nie rozumie. Składniki ich produktów są zbyt innowacyjne na dany moment, albo kojarzą się z inną kategorią na tyle, że konsument nawet nie chce wypróbować produktów. To samo dotyczy usług.

Po okresie euforii panującej w firmie na poziomie tworzenia konceptu, że „mamy coś wyjątkowego” następuje twarde zderzenie ze ścianą, czyli weryfikacja rynku. Zaczynają padać pytania: dlaczego nam się to nie sprzedaje i czemu konsument nie ustawia się po to w kolejce, skoro produkt jest znakomity? W sumie wychodzi na to, że produkt najbardziej podoba się jego twórcom i ich znajomym oraz rodzinie, a bariera, na którą napotyka konsument i widzi ją analityk, mogła być zidentyfikowana na dużo wcześniejszym etapie.

Przedsiębiorcy mają przeróżne historie – niektórzy mają doświadczenie w branży kosmetycznej, a inni wręcz przeciwnie. Niezależnie jednak od tego nie zawsze potrafią spojrzeć na produkt czy swoją usługę przez pryzmat konsumenta. Zdarza się więc, że słyszę: „nasz produkt jest wyjątkowy, ale konsument nic nie rozumie”. Na pytanie, czy firma cokolwiek badała, sprawdzała, chociażby pytając o zdanie swoją społeczność na Instagramie, zazwyczaj odpowiedź brzmi: „nie”.  Nie będziemy niczego testować ani badać, bo wiemy bez badań, jak jest.

Oczywiście bardzo trudno o tak unikalny koncept, że rynek robi wielkie „wow”, ale czasami wystarczy po prostu dobrze skonstruowany koncept odpowiadający na potrzeby konsumenta. Na jego realne potrzeby, a nie na potrzeby właściciela przedsiębiorstwa czy bardzo kreatywnego dyrektora marketingu. Jeśli mamy dobry punkt wyjściowy w postaci konceptu rozwiązującego dany problem konsumenta, czy dający mu coś, czego on szuka (np. emocje, możliwość poczucia przynależności do społeczności, do której aspiruje), jesteśmy w dobrym miejscu.

Strategia komunikacji nie była nam potrzebna. Naprawdę?

Przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy, ile pracy wymaga zbudowanie zaufania do marki, szczególnie w przypadku marek wchodzących na rynek. Oczekiwanie z reguły jest takie, że „nasz wspaniały produkt” powinien sprzedawać się sam. A jeśli zarobimy na marketing, to może podziałamy z komunikacją. Teraz nie jest nam potrzebna.

Jeśli produkt jest produktem pierwszej potrzeby, być może nie wymaga aż takiego komunikacyjnego wsparcia, zupełnie inaczej jednak jest w momencie, kiedy konkuruje np. z 300 innymi markami. Historycznie widzieliśmy w Polsce wiele efektownych wejść na rynek, jednak po jakimś czasie, kiedy nie szła za tym komunikacja, marka przestawała być dla konsumenta ciekawa. Nie budowała historii, którą chciało się poznawać. Stawała się generyczna, nie wyróżniała się.

Z reguły praca nad wizerunkiem marki, jej spozycjonowaniem trwa około dwóch lat, przy czym najwięcej jest jej w pierwszym roku, kiedy przede wszystkim odbywa się praca merytoryczna. Zazwyczaj przedsiębiorca na poziomie deklaracji chciałby widzieć rezultaty sprzedażowe niemal natychmiast. Często słyszę pytanie: „Jaki komunikacja przyniesie mi zysk w ciągu 3-6 miesięcy?”.

Konsument nie zna marki, więc jej nie kupi. Musi ją poznać. Komunikacja wspiera wizerunek marki, jej wiarygodność, co pośrednio wpływa na sprzedaż, ale to nie dzieje się od razu. Marka na relacje z konsumentem musi zapracować. Nie zostaje się czyimś przyjacielem od pierwszego spotkania, trzeba zjeść ze sobą przysłowiową beczkę soli. Podobnie jest z marką. Na zaufanie trzeba zasłużyć i konsument sprawdza, czy marka podąża za tym, co deklaruje w komunikacji. Gorzej, jeśli strategia komunikacji marki nie istnieje. A potencjalny inwestor na pewno zapyta o strategię rozwoju marki, w tym strategię komunikacji.

Nie masz konkurencji, czy nie analizujesz rynku?

Zarówno w małych, jak i średnich przedsiębiorstwach, często obserwuję bardzo zawężone postrzeganie konkurencji. Zazwyczaj na pytanie o konkurencję są wskazywane 3-4 marki, które konkurują np. na jednej półce w drogerii. Takie myślenie z punktu widzenia analityka biznesowego rynku kosmetycznego nie jest uzasadnione. To zdecydowanie za wąskie podejście szczególnie w momencie, gdy firma myśli o sprzedaży.

Jak wygląda kategoria, w której działamy? Jakie są w niej trendy? Czy ona rośnie czy maleje? Jakie czynniki na nią wpływają? Jakie są kategorie komplementarne do mojej? Co robi konkurencja? Co komunikuje i dlaczego? Czy warto iść podobną ścieżką, czy wręcz przeciwnie? Wydaje się, że to podstawy, jednak w rzeczywistości wiedza ta nie jest na bieżąco pozyskiwana i analizowana.

Brakuje dokumentacji, wnioskowania. Nie mówiąc już o braku strategii komunikacji, co od razu widać na zewnątrz, chociażby po generycznych komunikatach publikowanych w social mediach. Na komunikacji często się oszczędza. A przecież to właśnie ona kształtuje DNA marki i sprawia, że konsument sięga właśnie po nasz produkt na półce, a nie po produkt konkurencji.

image
Przedsiębiorstwa, które wykazują zdolność do dostosowania ich oferty do różnych kultur i wymagań rynków międzynarodowych, są szczególnie atrakcyjne dla inwestorów, ponieważ oferują potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji
fot. Cosmoprof

Właściciel nie zawsze ma kompetencje managera

Często słyszę, że pomysł jest najważniejszy. To prawda, jednak pomysł trzeba jeszcze skutecznie zrealizować.

Na rynku widzimy sytuacje, w których pomysłodawca, posiadając status właściciela, staje się jednocześnie dyrektorem zarządzającym. Oczywiście można zatrudnić odpowiednie osoby, aby zajęły się np. magazynem, ludźmi, finansami. Funkcja dyrektora generalnego polega jednak na tym, że na określonym poziomie rozumie się te wszystkie obszary i umie nimi zarządzać tak, aby razem świetnie działały. To trochę jak dyrygent. Nie można oddać całej władzy orkiestrze. Na etapie pomysłu trzeba się mocno zastanowić, czy jest się gotowym i kompetentnym, aby tworzyć firmę. Zawsze można świetny pomysł sprzedać do już istniejącej firmy.

W czasie audytu nierzadko sam zespół wskazuje, że najsłabszym ogniwem firmy jest… właściciel. Niektórzy przedsiębiorcy mają silne zdolności kreatywne, ale nie radzą sobie z codziennymi, żmudnymi aspektami prowadzenia biznesu. Inni z kolei dobrze rozpoznają rynkowe trendy i skutecznie rozwijają markę, ale mają trudności z zarządzaniem procesami biznesowymi, co wynika z braku wcześniejszego doświadczenia.

Ponadto, mały polski przedsiębiorca często zmaga się z licznymi problemami, takimi jak nieuczciwi dostawcy, kontrahenci opóźniający płatności czy brak wsparcia i możliwości konsultacji biznesowych. W efekcie myśl o sprzedaży firmy staje się dla wielu naturalnym rozwiązaniem.

Chcę się tego pozbyć, czyli wypalenie zawodowe i bariera wzrostu

Przedsiębiorcy często dochodzą więc do punktu, w którym konieczność dalszego prowadzenia działalności staje się dla nich zbyt dużym obciążeniem. Są sfrustrowani, zmęczeni, albo zwyczajnie nie wiedzą, jak swój biznes mogą skalować.

Jednym z najczęstszych scenariuszy jest sytuacja, w której przedsiębiorca, działający w zasadzie samotnie, osiąga punkt krytyczny. Brak inwestycji w rozwój firmy oraz w kadry powoduje, że po kilku latach działalności napotyka na bariery rozwoju. Najczęściej dzieje się to w okolicach trzeciego roku istnienia firmy.

W tym momencie przedsiębiorca staje się wyczerpany psychicznie i fizycznie. Mimo potencjału do wzrostu, brak odpowiednich zasobów i zaplecza uniemożliwia mu dalszy rozwój. I wówczas słyszymy: "Nie chcę już zajmować się tą marką. Chcę ją szybko sprzedać".

Czego poszukują inwestorzy?

Inwestorzy poszukujący firm kosmetycznych do przejęcia szczególnie cenią przedsiębiorstwa charakteryzujące się unikalnym, innowacyjnym i skalowalnym modelem biznesowym. Kluczowym elementem atrakcyjności takiej firmy jest jej potencjał wzrostu – marka musi wyróżniać się na rynku, oferując wyjątkową propozycję wartości, która stanowi fundament dla dalszej ekspansji produktowej lub strategicznego uzupełnienia portfela nabywcy.

Często inwestorzy są zainteresowani nie tylko samą marką, ale także infrastrukturą, jak laboratoria, parki maszynowe, oraz zasobami intelektualnymi firmy, takimi jak patenty, zezwolenia na stosowanie unikalnych składników aktywnych czy specjalistyczna wiedza ekspercka. Przedsiębiorstwa dysponujące takimi aktywami oferują potencjał do wprowadzania nowych kategorii produktów, a także do zwiększania udziałów w różnych segmentach rynku, co czyni je szczególnie atrakcyjnymi celami inwestycyjnymi.

Jednym ze standardowych elementów procesu inwestycyjnego jest przeprowadzenie przez potencjalnego inwestora due dilligance. Na tym etapie wychodzą wszelkie wcześniejsze zaniedbania.

Ponadto, koncept musi być na tyle elastyczny i uniwersalny, żeby umożliwiał jego adaptację i ekspansję na rynki zagraniczne. Przedsiębiorstwa, które wykazują zdolność do dostosowania ich oferty do różnych kultur i wymagań rynków międzynarodowych, są szczególnie atrakcyjne dla inwestorów, ponieważ oferują potencjalnie wyższy zwrot z inwestycji. Skalowalność, możliwość zwiększenia efektywności operacyjnej oraz innowacyjność produktów to cechy, które decydują o sukcesie w dłuższej perspektywie, zarówno na rynku lokalnym, jak i globalnym.

------------------------------------------------------------------------------------------ 

BŁĘDY, ZANIEDBANIA Z PRZESZŁOŚCI MAJĄCE ISTOTNY WPŁYW NA DECYZJE INWESTORÓW O ZAKUPIE FIRMY

  • Brak planu

Zbyt często firmy funkcjonują bez planu. Nie chodzi tu o wyjątkową formę i przejrzysty dokument zatytułowany business plan, ale o zebranie w jednym miejscu informacji: co, w jakich krokach, w jakim czasie i za ile chce się zrobić.

image
Paulina Bednarczyk, Group Chief Operating Officer w NGL Services oraz Head of onTRAQ - projektu, który jest środowiskiem rozwoju dla start-upów i scale-upów. Ma ponad 20-letnie doświadczenie w branży usług profesjonalnych i prawniczych.  
fot. materiały prasowe
Dopóki w jednym miejscu nie znajdą się te dane i nie sprawdzimy, czy ze sobą współgrają, nie powinniśmy zaczynać działać. Zdarza się też grzech mniejszy lecz nadal poważny. Pierwotny plan istnieje, ale nikt do niego nie zagląda i nie aktualizuje.

  • Oszczędności na specjalistach np. księgowych czy prawnikach

Chyba najczęściej występująca sytuacja. Księgowość jest oceniana jako „za droga” i pomysłodawcy szukają tańszej opcji, która zazwyczaj nie ma wystarczających kompetencji potrzebnych do prowadzenia księgowości określonego podmiotu. Często również pojawia się stwierdzenie, że nie ma potrzeby współpracować z prawnikiem, a umowy ściąga się z internetu. Każda taka sytuacja w kolejnych latach odbija się na firmie większym kosztem. Nie tylko trzeba zacząć robić coś dobrze, ale jeszcze naprawić przeszłość. Nie mówiąc już o ewentualnych karach lub problemach z Urzędem Skarbowym.

Brak prowadzonych ksiąg na bieżąco i/lub widoczny w nich bałagan a do tego np. brak możliwości uzyskania zaświadczenia o niezaleganiu w podatkach, są czynnikiem odstraszającym inwestorów.

Newralgicznym elementem jest również niewłaściwe zabezpieczenie praw w spółce. Może to dotyczyć znaku towarowego czy receptury. Jeżeli ta kwestia nie jest właściwie załatwiona, nikt nie będzie ryzykował inwestycją w podmiot, którego główne aktywo nie jest uporządkowane.

  • Szukanie rozwiązań pomostowych

Problem z cash flow-em może się zawsze zdarzyć. Wracając do pierwszego punktu – oczywiście posiadanie planu i jego aktualizacja może minimalizować to ryzyko, ale nie wyeliminuje go w stu procentach. Nie zawsze instytucje finansowe chcą wspierać podmioty na wczesnym etapie, co przekłada się na bardziej desperackie kroki. Zdarza się, że poszukiwanie finansowania pomostowego kończy się oddaniem zbyt dużego udziału kapitałowego. Takie działanie nie jest dobrze widziane przez poważnych inwestorów, a dla niektórych tzn. „broken cap table” prowadzi do zakończenia rozmów o finansowaniu.

------------------------------------------------------------------------------------------ 

Kupię, ale razem z panią/panem, czyli wartość właściciela w transakcji sprzedaży

W procesie sprzedaży firm kosmetycznych często kluczową rolę odgrywa sam właściciel, który jest nie tylko założycielem, ale także głównym kreatorem wizji i koncepcji marki. To jego unikalne umiejętności, wiedza i pasja kształtują rozwój produktów oraz kierunek rozwoju przedsiębiorstwa. W związku z tym marka bez aktywnego zaangażowania właściciela może stracić swój impet, innowacyjność oraz unikalny charakter, który decyduje o jej przewadze konkurencyjnej.

Inwestorzy, zdając sobie sprawę z kluczowej roli właściciela w sukcesie firmy, często dążą do zawarcia transakcji, w której właściciel pozostaje w strukturach przedsiębiorstwa po przejęciu. Wynika to z faktu, że sam inwestor może nie posiadać zespołu z odpowiednimi kompetencjami lub zdolnościami twórczymi, które są niezbędne do dalszego rozwoju marki. Nawet jeśli inwestor dysponuje własnym zespołem, to często brakuje mu specyficznych umiejętności i głębokiej znajomości rynku, jakie posiada założyciel. Dlatego w wielu przypadkach warunkiem sprzedaży firmy jest zatrzymanie właściciela w roli doradcy, dyrektora kreatywnego lub konsultanta, co pozwala na zachowanie ciągłości wizji oraz na wprowadzanie innowacji produktowych.

Agnieszka Bojanowskastrateżka, posiada ponad 20-letnie doświadczenie w komunikacji marketingowej, w tym w branży beauty, wspiera wyższą kadrę zarządzającą w zarządzaniu strategią komunikacji i marketingu B2B i B2C; analityczka biznesowa, audytorka, realizująca projekty zarówno po stronie firm kosmetycznych (gdzie przeprowadza np. procesy repozycjonowania czy kształtowania wizerunku), jak i inwestorów, których wspiera w procesach due diligence, właścicielka butikowej agencji LIT PR.

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
06.02.2026 13:59
Awans Alicji Koleśnik. Z zarządu DOZ S.A. przechodzi do CEPD N.V.
LinkedIn Alicja Koleśnik

Alicja Koleśnik poinformowała o odejściu po 11 latach z funkcji prezes zarządu DOZ S.A. – polskiej firmy, będącej jednym z największych i zarazem najdłużej działających podmiotów na polskim rynku aptecznym. Do jej zadań należało m.in. wyznaczanie kierunków rozwoju i budowa długookresowych strategii działania firmy, jak również projektowanie i nadzór nad wdrażaniem nowych rozwiązań.

Miło mi poinformować o rozpoczęciu nowego rozdziału w moim życiu zawodowym jako CEO CEPD N.V. – międzynarodowej firmy, która zarządza trzecią co do wielkości siecią aptek w Unii Europejskiej, posiadającej ponad 1800 aptek: DOZ S.A. w Polsce, Gintarinė Vaistinė, UAB Limedika na Litwie i DOZ Apotek w Szwecji – poinformowała Alicja Koleśnik za pośrednictwem LinkedIn.

Jak dodała, po 11 latach pracy na stanowisku CEO DOZ S.A., transformacji Spółki, latach intensywnego rozwoju i historycznie najlepszych wynikach za 2025 rok nadszedł dla niej czas na nowe wyzwania. 

Rynek farmaceutyczny w Europie ewoluuje niezwykle dynamicznie, a oczekiwania naszych Pacjentów i partnerów rosną. Aby nie tylko dotrzymać kroku tym zmianom, ale aktywnie je kształtować, potrzebujemy nowej energii, mocnych struktur i skupienia na kluczowych obszarach – dodała Alicja Koleśnik, dziękując za dotychczasową współpracę m.in. Jackowi Szwajcowskiemu (współzałożycielowi i prezesowi zarządu Pelion S.A.) oraz całemu zespołowi DOZ za “niezwykle 11 lat tworzenia wartości na rynku dla milionów Pacjentów DOZ Aptek i DOZ.pl”. Jak podkreśliła Alicja Koleśnik, to właśnie dzięki nim DOZ przez ostatnie 11 lat konsekwentnie notował wzrost udziałów rynkowych oraz poprawę wskaźników rentowności.

Wierzę, że moje doświadczenie i innowacyjne, nowoczesne podejście do dystrybucji farmaceutycznej w handlu detalicznym pozwoli otworzyć się na nowe możliwości i wyznaczy ambitny kurs na przyszłość – podsumowała Alicja Koleśnik w swoim wpisie.

image

Użytkownicy DOZ.pl wybrali ulubione produkty health & beauty

DOZ S.A. jest jednym z największych i najdłużej działających podmiotów na polskim rynku aptecznym i jednocześnie największym pracodawcy na tym rynku. FIrma zatrudnia ponad 5 tys. pracowników, którzy dbają o bezpieczeństwo leczenia farmakologicznego ponad 6 mln pacjentów miesięcznie. 

Alicja Koleśnik ukończyła Wydział Zarządzania na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu oraz studia podyplomowe MBA i Executive MBA. Jest absolwentką AMP na INSEAD Business School oraz wielu szkoleń biznesowych, w tym na Harvard Business School, Kellogg School of Management i Singularity University. W latach 1997-2025 była związana zawodowo z grupą Jeronimo Martins Polska S.A.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
05.02.2026 16:33
Po co marce fotograf, filmowiec lub content creator?
Kaboompics

Tytułowym pytaniem zapraszamy do śledzenia cyklu artykułów poświęconych branży foto-video w kontekście rynku kosmetycznego i beauty. Każdy z tekstów poruszy istotne zagadnienia, które dobrze jest uporządkować przed zarezerwowaniem terminu u fotografa czy twórcy treści. Pojawią się wskazówki dotyczące wyboru odpowiedniego usługodawcy, przygotowania do sesji oraz budowania prostych scenariuszy i historii produktu, które pozwalają oszczędzić czas i zwiększyć przewidywalność efektu końcowego.

Nazywam się Natalia Olszewska, fotograf z zamiłowaniem do marketingu i obserwacji rynku usług foto-video. Od 12 lat zajmuję się fotografią produktową. Znaczną część tego czasu współpracowałam z kilkoma dużymi markami, tworzyłam materiał foto do magazynów drukowanych, na strony www oraz na media społecznościowe. Obecnie fotografuję i tworzę treści edukacyjne związane z marketingiem dla małych firm i twórców.

Cykl obejmuje siedem artykułów, w których omówione zostaną kluczowe kwestie związane z produkcją treści wizualnych. Na początek jednak podstawowe pytanie: po co właściwie marce fotograf?

„Czy przygotowywany materiał ma się podobać, czy ma realizować konkretny cel sprzedażowy?” — to pytanie, które zadaje swoim klientom jeden z polskich filmowców. I jest to jedno z najważniejszych pytań, jakie warto postawić przed zleceniem produkcji zdjęć lub video dla produktu, usługi czy marki.

Czym w praktyce różni się rola fotografa, filmowca i content creatora? Jakiej realnej wartości należy oczekiwać od materiału zdjęciowego lub video? To kluczowe zagadnienia, ponieważ niemal każdy zamawiający treści wizualne liczy na wzrost sprzedaży. Najczęściej jest to założenie domyślne. Warto jednak jasno zaznaczyć: sam obraz nie sprzedaje.

Czy estetyczny obraz wystarczy?

Nie. Oczywiście atrakcyjne kadry kosmetyków, estetyczne filmy reklamowe czy dynamiczne formaty do mediów społecznościowych są dziś łatwo dostępne. Rynek oferuje szeroki wybór fotografów, filmowców i twórców wizualnych, działających w różnych stylach, budżetach i poziomach zaawansowania technicznego. Dostęp do ładnych obrazów jest powszechny i łatwy. Pojawia się więc pytanie: co dalej?

image
Kaboompics

Jak sprawić, by autorski krem do twarzy lub marka beauty wyróżniły się na tle innych estetycznych produktów? Odpowiedź jest jedna — przemyślana strategia.

Dla wielu pojęcie strategii brzmi poważnie. Tymczasem jest to element, który warto uporządkować jeszcze przed zleceniem jakiejkolwiek produkcji. Powodów jest wiele i kolejne artykuły będą pokazywać, że strategia bywa wymagająca jedynie z nazwy.

Dlaczego strategii dla marki kosmetycznej nie tworzy fotograf?

Powód jest prosty. Fotograf czy filmowiec może nie posiadać kompetencji związanych z długofalową komunikacją marki i jej wartościami. Specjalizuje się w tworzeniu obrazu — często na bardzo wysokim poziomie technicznym i estetycznym — jednak strategia komunikacji rzadko znajduje się w zakresie jego obowiązków. W praktyce realizacja wygląda często tak, że klient określa oczekiwania, a wykonawca koryguje je pod kątem możliwości realizacyjnych.

Większość osób działających w branży foto-video nie zajmuje się strategią, ponieważ sama produkcja wysokiej jakości materiałów wizualnych wymaga dużych nakładów czasu, środków i energii. Na inne obszary zwyczajnie brakuje przestrzeni. Strategia pozostaje więc po stronie marki — i nie jest to wada.

Wręcz przeciwnie. Umiejętność zdefiniowania własnej strategii pozwala precyzyjnie kierować komunikację do właściwego odbiorcy, co bezpośrednio wpływa na rozpoznawalność i sprzedaż. Marka najlepiej zna wartość swoich produktów, wie, gdzie ta wartość się znajduje i powinna potrafić jasno zakomunikować ją osobom odpowiedzialnym za realizację materiałów wizualnych.

image
Kaboompics

Jeśli celem jest produkcja zdjęć lub wideo, które realnie wpłyną na postrzeganie marki, wcześniej przygotowana strategia oraz wynikający z niej scenariusz znacząco ułatwiają cały proces. Pozwalają jasno określić oczekiwania, skracają czas pracy zespołu kreatywnego i eliminują niepewność co do kierunku realizacji.

Powszechne jest przekonanie, że publikacja zdjęć, rolek czy filmów automatycznie przełoży się na sprzedaż. W praktyce jednak mechanizm ten wygląda inaczej. Estetyka jest ważna, ale bez spójnej strategii pozostaje jedynie wizualnym dodatkiem — a to zdecydowanie za mało.

Natalia Olszewska

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
06. luty 2026 14:43