StoryEditor
Twarz
13.04.2016 00:00

Roślinne składniki w kosmetykach do opalania

Mają chronić przed słońcem, ale także pielęgnować skórę – oczekiwania konsumentów wobec kosmetyków przeciwsłonecznych zmieniają się. Zwracają coraz większą uwagę na ich skład i szukają w nich natury. Chętnie kupują produkty z wysokim filtrem i lubią te w mniejszych opakowaniach, które można zużyć w całości podczas urlopu.


Polacy kupują coraz więcej kosmetyków do opalania. Sprzedaż tego typu preparatów systematycznie wzrasta. Zdaniem producentów to wynik kampanii uświadamiających, że opalanie bez ograniczeń ma zgubne skutki. Coraz więcej osób rozumie, że promieniowanie słoneczne przyspiesza proces starzenia się skóry i może prowadzić do chorób nowotworowych. Według danych publikowanych przez Krajowy Rejestr Nowotworów od trzech dekad rośnie zachorowalność na czerniaka skóry. Jak podają statystyki, w Polsce choruje jedna osoba na 300.
Po pierwsze standardowe produkty
Rynek kosmetyków przeciwsłonecznych dzieli się na cztery segmenty: standardowa ochrona przeciwsłoneczna, przyspieszacze do opalania, kosmetyki po opalaniu i samoopalacze. – 70 proc. rynku, czyli największy segment, stanowi standardowa ochrona przeciwsłoneczna. Tu zalicza się również kosmetyki ochronne dla dzieci, których sprzedaż bardzo dynamicznie rośnie, co cieszy, ponieważ pokazuje, że konsumenci wiedzą coraz więcej na temat szkodliwego działania promieni słonecznych UVA i UVB – mówi Agnieszka Kobylińska, brand manager kategorii słonecznej w firmie Nivea Polska.

Wysokie filtry

Jeśli chodzi o przeciwsłoneczne kosmetyki ochronne, konsumenci najczęściej kupują mleczka i olejki do opalania. – Kiedyś częściej wybierali niskie filtry z uwagi na stosunkowo krótkie lato. To się jednak zmienia – podkreśla Katarzyna Butrymowicz­‑Knap, tłumacząc że to również efekt coraz większej świadomości na temat szkodliwego działania promieni słonecznych na skórę. – Ostatnie gorące lata spowodowały wzrost zainteresowania preparatami z wysokimi filtrami oraz łagodzącymi skutki oparzeń słonecznych – potwierdza Marek Adamik, dyrektor handlowy firmy Venita.

Roślinne składniki

Kosmetyki przeciwsłoneczne podążają za trendami, które można zaobserwować w innych kategoriach produktów pielęgnacyjnych. Mają już nie tylko chronić skórę, ale także o nią dbać – regenerować, zabezpieczać przed przesuszeniem i łuszczeniem się naskórka. Tego chcą konsumenci coraz baczniej zwracający uwagę na skład kosmetyków i pod tym kątem producenci modyfikują swoją ofertę. W odmienionej linii kosmetyków Dax Sun preparaty do opalania zawierają m.in. olej arganowy, wyciąg z nasion drzewa Tara, olejki macadamia, marula, monoi i kokosowy, masło kakaowe, wyciąg z orchidei. W produktach z linii Bielenda Bikini, która przeszła relaunch, również znalazły się nawilżające i łagodzące składniki aktywne oraz pielęgnujące składniki roślinne takie jak choćby aloes. Udoskonalające kremy do twarzy z filtrami SPF 30 i SPF 50 zawierają koloranty o działaniu zbliżonym do fluidów. Poza funkcją ochronną poprawiają także wygląd cery. Linie Nivea Sun Protect & Moisture oraz Protect & Bronze dbają o kondycję skóry i jej nawilżenie. Ta ostatnia chroni, a zarazem wspiera skórę w procesie opalania się, stymulując produkcję melaniny. To tylko niektóre z przykładów.
Małe pojemności
Ważnym elementem przy wyborze kosmetyków do opalania jest stosunek pojemności do ceny.
– Popularnością cieszą się kosmetyki o mniejszych pojemnościach, które zdążą być wykorzystane w trakcie urlopu – mówi Katarzyna Butrymowicz­‑Knap. Zdaniem Marka Adamika zainteresowanie produktami o małych pojemnościach rośnie. – Konsument nie chce przepłacać za niewykorzystany produkt, dlatego proponujemy je głównie w pojemnościach 75 ml i 50 ml – przyznaje. – W odpowiedzi na to zapotrzebowanie przygotowaliśmy olejek do opalania SPF 15 właśnie w 50­‑ml opakowaniu.

Cena i skuteczność

W tej kategorii bardzo istotne są promocje – cenowe mają duży wpływ na decyzje zakupowe konsumentów. Liczy się jednak także znajomość marki i skuteczność produktów, które są nią sygnowane. Jeśli kosmetyk nie spełnia swojej podstawowej funkcji – niedostatecznie zabezpiecza przed słońcem, jest niewydajny, ma nieodpowiednią konsystencję czy niewygodne opakowanie – niska cena nie przekona, by po niego sięgnąć.
Promocje konsumenckie
Produkty do opalania to kategoria sezonowa i impulsowa. Bardzo ważny jest wygląd produktów i ich ekspozycja przyciągająca uwagę. Wiodące marki na rynku wykorzystują wszelkie możliwości, by docierać z informacjami o swoich markach do konsumentów. – Oferta Sopot Sun, którą rozszerzyliśmy o dwa nowe produkty – mleczka w sprayu SPF 30 oraz SPF 50+ – będzie wsparta promocjami konsumenckimi oraz materiałami POS. Chcemy również przeprowadzić działania marketingowe z wykorzystaniem narzędzi online – poprzez reklamy, konkursy i media społecznościowe. Jak co roku, zapraszamy również na letnie stoiska Ziai w miejscowościach wypoczynkowych – mówi Katarzyna Wiśniewska, starszy specjalista ds. marketingu w firmie Ziaja. – Planujemy wsparcie marki AA w postaci działań reklamowych online, intensywnej kampanii PR oraz aktywności w social mediach – zapowiada Anna Wójkowska, brand manager AA Sun w firmie Oceanic. Kampanie outdoorowe, w radiu oraz eventy w nadmorskich miejscowościach połączone z kampanią edukacyjną zaplanowała marka Kolastyna.
Odpowiedzialność społeczna
Promocja kosmetyków do opalania przybiera także inne oblicza. Od kilku lat marka Dax Sun jest bardzo zaangażowana w akcje społeczne promujące bezpieczne opalanie. W tym roku również organizuje kampanię społeczno­‑edukacyjną „Opalam się bezpiecznie”, której celem jest informowanie o zagrożeniach wynikających z nieumiejętnego opalania się. W ramach akcji, w lipcu br., w największych nadmorskich kurortach Dax Sun zorganizuje bezpłatne badania znamion skórnych z lekarzem dermatologiem­‑onkologiem w specjalnie przystosowanym na potrzeby akcji Melanobusie. Będzie można również zbadać wrażliwość skóry na promieniowanie UV i skonsultować dobór preparatu o odpowiednim poziomie ochrony przeciwsłonecznej. Ponadto w specjalnie przygotowanych punktach konsultacyjnych będzie można skorzystać z porad dotyczących bezpiecznego opalania się, a dla dzieci przewidziane zostały tematyczne animacje. Akcje będą wpierały ambasadorki – wyjątkowe kobiety, które dbają o odpowiednią ochronę swojej skóry. Warto dodać, że w ubiegłym roku w ramach akcji pod kątem czerniaka skóry przebadanych zostało blisko 8 tys. osób. 220 osób zostało skierowanych do dalszych badań.
Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
27. październik 2026 05:52