StoryEditor
Rynek i trendy
09.05.2019 00:00

Przyszłość piękna to natura

Rynek produktów naturalnych i organicznych w Europie kwitnie, a ich sprzedaż rośnie w coraz szybszym tempie. Duża ich część to organiczne kosmetyki, bo naturalne piękno w Europie Zachodniej, Ameryce Północnej czy Australii to nie tylko trend, ale też styl życia i ruch społeczny. Czy będziemy w stanie rozwinąć rynek ekoproduktów na takim poziomie jak kraje zachodnie?

Świadomi i zaangażowani w troskę o środowisko konsumenci sprawiają, że rynek certyfikowanych organicznych i naturalnych produktów kosmetycznych ulega ewolucji. Oczekują nie tylko skutecznych kosmetyków, ale liczy się dla nich też fakt, że są bez parabenów, silikonów, detergentów, surowców z roślin genetycznie modyfikowanych, sztucznych barwników i innych dodatków.

Najlepiej gdy są oparte na organicznych, roślinnych składnikach, nietestowane na zwierzętach i sprzedawane w biodegradowalnych opakowaniach. Wegańskie, wyprodukowane w sposób ekologiczny i według zasad fair trade.

Według raportu „Slow life w Polsce”, przygotowanego na zlecenie firmy Naturativ, po naturalne kosmetyki sięga w Polsce już 25 proc. konsumentów, częściej kobiety – blisko 40 proc. z nich deklaruje taki wybór.

Sięganie po ekokosmetyki argumentują ich składem (36 proc.) Następnie biorą pod uwagę pozytywne opinie zamieszczone w internecie oraz atrakcyjne promocje (po 28 proc.). Wśród wymagań wobec kosmetyków ogólnie Polacy najczęściej deklarują, że muszą one dawać jak najlepsze efekty stosowania (25 proc.) oraz być wydajne (24 proc.) 16 proc. osób wskazało, że ważny jest dla nich też naturalny skład produktu.

Kosmetyki naturalne stanowią nadal nieduży procent polskiego rynku kosmetycznego, jednak ze względu na silny trend proekologiczny rynek takich kosmetyków ma u nas jeszcze bardzo duży potencjał rozwoju, co pokazują najbardziej rozwinięte pod tym względem kraje Europy i świata.

Kosmetyki naturalne w natarciu

Nadal jesteśmy pod względem nabywania produktów eko w tyle w porównaniu do krajów Europy Zachodniej. W Wielkiej Brytanii rynek produktów naturalnych wzrósł o 14 proc. tylko w 2018 roku – wynika z niedawno opublikowanego raportu „Organic Soil & Wellbeing Market 2019” organizacji Soil Association. Według „2018 Organic Market Report” rynek organiczny wart jest w tym kraju 2,2 miliarda funtów.

W tym raporcie podano także, że certyfikowana sprzedaż organiczna i naturalna wzrosła do 86,5 miliona funtów. Przy europejskim rynku produktów ekologicznych o wartości 37 miliardów euro i 45 milionach funtów tygodniowo wydawanych na produkty ekologiczne w Wielkiej Brytanii ten wzrost znajduje odzwierciedlenie w sektorze kosmetycznym. Od makijażu z organicznymi składnikami po certyfikowane naturalne rozwiązania do pielęgnacji skóry –  sektor beauty podąża za nowymi trendami w świecie organicznego piękna i higieny osobistej.

To styl życia

Dominacja produktów kosmetycznych z kategorii naturalne, organiczne czy wegańskie była doskonale widoczna na Natural & Organic Products Europe 2019 – największych w Europie targach naturalnych i organicznych produktów, które odbyły się w gigantycznej hali London ExCeL 7 i 8 kwietnia. Wzięło w nich udział 10 tysięcy osób, w tym najwięcej z Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Irlandii, Holandii, Francji, Włoch, Niemiec, Szwecji, Danii i Stanów Zjednoczonych. 1300 gości było spoza Europy, 700 wystawców przyjechało z 83 krajów, a wydarzenie obsługiwało prawie 150 dziennikarzy z całego świata.

Na londyńskich targach zaprezentowano najlepsze produkty naturalne, certyfikowane produkty ekologiczne, wegańskie, fair trade i „free from” – między innymi w sektorze kosmetyków. Wiele miejsca i uwagi poświęcono wegańskim kosmetykom, ekologicznym składnikom, problemowi tworzyw sztucznych w kosmetykach, kosmetykom CBD, czyli opartym na kannabidiolu, destygmatyzacji kobiecej higieny osobistej, pięknie pochodzącym z wnętrza, mikrobiomowi skóry.

– Z roku na rok targi Natural & Organic Products Europe stają się coraz większe i lepsze. Coraz więcej nowych producentów z Wielkiej Brytanii i Europy przybywa, by dostarczać najnowsze innowacje produktowe i zaspokoić popyt konsumentów na produkty naturalne, zrównoważone i przyjazne dla środowiska. Było ich w tym roku wiele do wyboru – od flagowych marek po adeptów, którzy mają szansę na wprowadzenie ich na rynek – komentuje dyrektor wydarzenia Carol Dunning.

Naturalne produkty kosmetyczne to nie tylko trend, to styl życia – tak eksperci z branży podsumowali targi Natural & Organic Products Europe 2019. Ich zdaniem, jeśli wszyscy w branży kosmetycznej popracują na wyraźnym zdefiniowaniem tego, co organiczne, a producenci zapewnią dostępność takich produktów, wtedy można będzie wykorzystać to rosnące zainteresowanie i kontynuować dynamiczny wzrost kategorii.

Bo dla wielu zwolenników ekologicznego piękna rozwój tego sektora jest postrzegany jako ruch społeczny. Takie jest zdanie ekspertki ds. urody i konsultantki ds. komunikacji Helen Yeardsley, która przewodniczyła dwóm panelom dyskusyjnym w hali ExCeL London.

– To ekscytujący czas, czas na naturalne i organiczne piękno. Mamy przeczucie, że jesteśmy u progu czegoś wyjątkowego. Firmy z głęboko zakorzenioną etyką tworzą niesamowite produkty, które sprawiają, że świat urody siada i słucha. Standard doskonałości w tegorocznych nagrodach kosmetycznych był imponujący i zawierał wyróżniające się innowacje. Jesteśmy dumni z marek kosmetycznych i sprzedawców detalicznych, którzy pomagają temu sektorowi rozwijać się w tak szybkim tempie – mówi Rosie Greenaway, redaktorka Natural Products News.

– Natural & Organic Products Europe to okno, przez które widać przyszłość. To jedyne targi, które odwiedzamy każdego roku. Pokazują bieżące gorące trendy i wskazują to, co będzie się działo – mówi John McKee, dyrektor Hanover Health Foods.

Dogonić liderów ekokosmetyków

To zainteresowanie naturą chce wykorzystać w rozwoju swojej marki Agnieszka Bogusławska, key account manger z Zojo Elixirs, która była na targach w Londynie.

– Jesteśmy polską marką, istniejemy od roku i oferujemy organiczne i wegańskie suplementy diety w formie sproszkowanej. Po raz pierwszy jesteśmy na targach w Anglii i w ogóle za granicą. Obserwujemy ogromne zainteresowanie naszymi produktami, na co wpływa ogólna europejska amerykańska i australijska tendencja do zdrowego odżywiania się – mówi Agnieszka Bogusławska.

– Reprezentujemy trend „beauty from within”, czyli chcemy kobietom zwrócić uwagę na to, że nie wystarczy używać drogich kremów na twarz, aby dobrze się czuć i wyglądać, ale należy podejść do urody holistycznie i przede wszystkim odżywiać skórę od wewnątrz. Jesteśmy w Londynie, bo liczymy na to, że rozwiniemy nasza markę w całej Europie. Nasze plany są ogólnoświatowe – chcemy wszędzie szerzyć ideę „beauty from within” – podkreśla.

Jej zdaniem Europa Zachodnia, Stany Zjednoczone, Australia pod względem świadomości znaczenia naturalnych produktów wyprzedziły Polskę, a Polki bardzo potrzebują zdrowego i holistycznego podejścia do swojego wyglądu i zdrowia. Na szczęście szybko te różnice nadrabiamy. – W naszym kraju jest już moda na takie produkty – rośnie liczba wegańskich restauracji, targów, powstaje ogromna liczba organicznych, cruelty free i wegańskich marek beauty. My też nie używamy żadnych sztucznych konserwantów, nasze produkty są organiczne i wegańskie – podkreśla Agnieszka Bogusławska.

Dominik Janas, przedstawiciel firmy Sylveco, producenta kosmetyków naturalnych z okolic Rzeszowa, również obecnej w Londynie, uważa, że rynek kosmetyczny w Polsce się bardzo intensywnie zmienia pod wpływem zainteresowania naturalnymi kosmetykami. – To wydarzyło się w ciągu kilku ostatnich lat i rośnie cały czas w siłę, bo ludzie poszukują ekoproduktów. Dlatego produkcja naturalnych kosmetyków to obecnie strzał w dziesiątkę – stwierdza.

Naturalne równa się droższe

Fernando Perez, export manager hiszpańskiej marki Naturtint, producenta naturalnych farb do włosów, który zajmuje się rynkami Europy Środkowo-Wschodniej, uważa, że największym wyzwaniem dla producentów kosmetyków naturalnych wchodzących na polski rynek są ceny.

–  Dla nas jako producentów priorytetem jest dać klientowi to, co najlepsze w kosmetykach. Tymczasem polski rynek jest ograniczony w kwestii cen naturalnych i organicznych produktów – mówi Fernando Perez.

Zdaniem Pereza w Wielkiej Brytanii istotne jest, aby wyróżnić się, określić, w czym jest się lepszym od konkurentów. Nie jest istotna kwestia ceny, tylko dobrej promocji i komunikacji. Natomiast w takich krajach jak Polska konsumenci domagają się naturalnych i organicznych produktów, bo są świadomi, jak ważne jest to nie tylko dla ich skóry, ale i środowiska naturalnego, ale najważniejsza jest nadal cena produktu.

W jego opinii takie sieci jak Rossmann rządzą rynkiem i dyktują bardzo niskie dyskontowe ceny, w pewien sposób blokując nowym i dobrym markom wejście na polski rynek.

– Tymczasem naturalne kosmetyki niosą ze sobą całą filozofię. To nie tylko naturalne i organiczne składniki i formuły, ale i metody produkcji. Aby produkować naturalnie, potrzebne są fabryki, które są dostosowane do takich wymagań i całego procesu selekcji składników, więc niemożliwe jest wyprodukowanie kosmetyków po obniżonych cenach, bo należy przestrzegać naturalnych procedur – tłumaczy Fernando Perez.Perez podkreśla, że to również kwestia odpowiedzialności największych graczy na rynku, którzy powinni podążać za tymi trendami i zmienić tradycyjne reguły rynku. – Jeśli naprawdę zależy ci na konsumentach i chcesz im zaoferować dobre, zdrowe produkty i wyprodukować „zielone” kosmetyki, może wymaga to zmiany twoich zasad? – zastanawia się.

Europejski rynek eko wyzwaniem dla producentów zza oceanu

Rob Martens, wiceprezes kanadyjskiej firmy Attitude, oferującej produkty do pielęgnacji skóry cruelty-free i przyjazne środowisku, odpowiedzialny za sprzedaż w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce, uważa, że europejski rynek produktów naturalnych jest bardzo zróżnicowany.

Jego zdaniem największym błędem amerykańskich i kanadyjskich producentów, gdy przyjadą do Europy w celach biznesowych, jest postrzeganie jej jako jednego, homogenicznego rynku. Tymczasem nie jest to prawda, bo zaraz po wylądowaniu można zaobserwować, jak duże są różnice nawet w obrębie jednego kraju w podejściu do naturalnych produktów. Między konsumentem mieszkającym na południu Portugalii a tym na północy Finlandii jest przepaść. Mają inny zestaw wartości, inne priorytety.

– Rynek europejski jest bardziej skoncentrowany i bardziej różnorodny, a oczekiwania handlowców i wysiłek włożony we wprowadzenie produktu na rynek są zupełnie inne niż w Kanadzie. W zasadzie nie można mówić o europejskim rynku jako całości, podczas gdy rynek amerykański jest dużo bardziej jednolity, podobnie jak kanadyjski – tłumaczy Rob Martens.

– Producenci kosmetyków z Ameryki Północnej popełniają sporo błędów, bo myślą, że da się podejść do tego rynku podobnie jak do rodzimego. A tu, aby odnieść sukces, potrzebna jest wrażliwość kulturowa, współpraca z miejscowymi specjalistami, zrozumienie lokalnego rynku. To jest jedyna droga – podkreśla.

Kolejna różnicą według Martensa jest to, że w Europie jest mnóstwo niezależnych sklepów i dużo wariacji w asortymencie kosmetyków w zależności od sklepu. Trzeba pracować o wiele ciężej, aby produkty marki znalazły się w odpowiednim miejscu, a w Stanach Zjednoczonych jest to inaczej zorganizowane.

Równie istotny jest fakt, że konsumenci w Europie są bardziej krytyczni i to jest ich wspólna cecha. Zadają więcej pytań o naturalne produkty kosmetyczne, wątpią, nie przyjmują wszystkich informacji i zapewnień bezrefleksyjnie. Upewniają się, czy cechy i działanie produktu są zgodne z prawdą.

– W Ameryce Północnej jest większe zaufanie i wiara w producentów ekokosmetyków. Myślę jednak, że podejście Europejczyków jest właściwe. Powinno się zadawać pytania, upewniać, dociekać, a producenci muszą się uwiarygodnić i udowodnić, że ich kosmetyki zasługują na zaufanie – uważa Rob Martens.

Joanna Rokicka
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
02.10.2026 15:43
Enzymy w detergentach zyskują na znaczeniu. Rynek ma rosnąć dzięki ekologii i technologii
Kapsułki z detergentem do prania.Mouse family/Shutterstock

Rosnące zapotrzebowanie na biodegradowalne środki czyszczące, rozwój technologii wieloenzymatycznych i zastosowanie detergentów enzymatycznych w ochronie zdrowia zwiększają znaczenie tej kategorii. Według Market Growth Reports globalny rynek detergentów enzymatycznych może wzrosnąć z 424,02 mln dol. w 2026 r. do 717,07 mln dol. w 2035 r., przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) na poziomie 6,2 proc. Dane zawarte w materiale wskazują jednak na różne wartości bazowe rynku, zależnie od przyjętej definicji kategorii.

Detergenty enzymatyczne są kategorią środków czyszczących, w których za rozkładanie określonych rodzajów zabrudzeń odpowiadają enzymy, m.in. proteazy, amylazy, lipazy czy celulazy. Ich zastosowanie obejmuje zarówno gospodarstwa domowe, jak i sektor medyczny, przemysł oraz laboratoria. W ostatnich latach rozwój tej kategorii jest powiązany przede wszystkim z poszukiwaniem skutecznych środków czyszczących, które jednocześnie pozwalają ograniczać wykorzystanie agresywnych substancji chemicznych.

Według jednego z ujęć przedstawionych w analizie globalny rynek detergentów enzymatycznych był wart w 2024 r. około 3,2 mld dol. i ma osiągnąć 5,8 mld dol. w 2030 r. Inne dane zawarte w materiale odnoszą się do węższej kategorii i wskazują na wartość 1,5 mld dol. globalnego rynku enzymów detergentowych w 2024 r. Jeszcze inna prognoza zakłada wzrost rynku detergentów enzymatycznych z 424,02 mln dol. w 2026 r. do 717,07 mln dol. w 2035 r. przy CAGR 6,2 proc. Różnice wskazują na odmienne zakresy analizowanych segmentów i definicje rynku.

Szpitale głównym odbiorcą

Największym obszarem zastosowania detergentów enzymatycznych pozostaje ochrona zdrowia. Z przedstawionych danych wynika, że szpitale odpowiadały w 2024 r. za 60,18 proc. udziału w rynku według zastosowania. Produkty enzymatyczne wykorzystywane są m.in. do mycia narzędzi chirurgicznych i endoskopów, czyli na etapie poprzedzającym właściwą dezynfekcję lub sterylizację.

W szerszej segmentacji zastosowania medyczne i związane z ochroną zdrowia odpowiadały za około 54 proc. globalnego rynku, podczas gdy zastosowania gospodarstwa domowego stanowiły około 29 proc. popytu. W USA około 38 proc. całkowitego popytu na detergenty enzymatyczne ma pochodzić z zastosowań w ochronie zdrowia.

image

Rozporządzenie 2026/405 w sprawie detergentów – nowy etap regulacji środków powierzchniowo czynnych

Znaczenie segmentu medycznego wiąże się z właściwościami enzymów. Proteazy mogą rozkładać pozostałości białkowe, amylazy – skrobię, a lipazy – tłuszcze. Pozwala to projektować preparaty przeznaczone do usuwania różnych rodzajów zanieczyszczeń organicznych.

Rozwijane są przy tym formulacje zawierające kilka enzymów. Detergenty dwuenzymatyczne odpowiadały w 2024 r. za 51,15 proc. rynku według typu produktu, co czyniło je największym segmentem. Najczęściej łączą one proteazę i amylazę. Jednocześnie najszybciej rozwijającą się kategorią mają być detergenty wieloenzymatyczne, zawierające trzy lub więcej enzymów.

To właśnie technologie wieloenzymatyczne są jednym z istotnych kierunków prac badawczo-rozwojowych. Według przedstawionych danych około 42 proc. działań związanych z rozwojem produktów koncentruje się na technologiach wykorzystujących wiele enzymów. Ich celem jest zwiększenie skuteczności preparatów wobec różnych rodzajów zabrudzeń oraz umożliwienie ich stosowania w większej liczbie procesów czyszczenia.

Ekologia wpływa na formulacje

Drugim ważnym czynnikiem rozwoju kategorii jest presja na ograniczanie wpływu środków czyszczących na środowisko. Około 66 proc. zainteresowania rynkowego ma koncentrować się na biodegradowalnych i bardziej przyjaznych środowisku detergentach. Z kolei około 46 proc. producentów ma rozwijać formulacje biodegradowalne i pozbawione fosforanów.

Ważnym kierunkiem są również produkty skoncentrowane. Według danych zawartych w analizie około 41 proc. producentów pracuje nad skoncentrowanymi i oszczędzającymi wodę formulacjami. W przypadku detergentów enzymatycznych może to oznaczać jednoczesne ograniczenie ilości produktu potrzebnego do wykonania procesu czyszczenia oraz zmniejszenie udziału wody w formule i transporcie.

Kategoria korzysta również z rozwoju enzymów pochodzenia biologicznego. Rynek enzymów bio-pochodnych stosowanych w detergentach ma osiągnąć wartość 3,14 mld dol. do 2032 r. Rozwój tego segmentu jest związany zarówno z oczekiwaniami konsumentów dotyczącymi produktów o niższym wpływie środowiskowym, jak i z presją regulacyjną dotyczącą składu i oddziaływania środków czyszczących.

image

Polacy na zakupach chemii domowej. Absolutna dominacja dyskontów!

W 2024 r. około 48 proc. nowych produktów miało obejmować biodegradowalne formulacje o ograniczonej zawartości substancji chemicznych. Jednocześnie około 42 proc. inwestycji miało być kierowanych na poprawę stabilności enzymów i zwiększenie ich skuteczności.

Niższa temperatura, większa skuteczność

Jedną z potencjalnych przewag technologii enzymatycznych jest możliwość skutecznego usuwania części zabrudzeń w niższych temperaturach. Ma to znaczenie szczególnie w segmencie detergentów do prania oraz środków stosowanych w gospodarstwach domowych.

Według przedstawionych danych około 51 proc. konsumentów preferuje produkty enzymatyczne do prania i sprzątania ze względu na skuteczność usuwania plam oraz możliwość czyszczenia w niższej temperaturze. Około 47 proc. preferencji konsumenckich ma być związanych właśnie ze skutecznością usuwania zabrudzeń i działaniem w niskich temperaturach.

Największą część rynku produktowego stanowią natomiast detergenty enzymatyczne w płynie – około 51 proc. preferencji produktowych. Ich popularność wiązana jest z wygodą stosowania i możliwością uzyskania odpowiedniego stężenia preparatu w zależności od zastosowania.

Jednocześnie technologia enzymatyczna ma ograniczenia. Enzymy są szczególnie skuteczne wobec zabrudzeń organicznych, natomiast mogą być mniej przydatne w przypadku osadów mineralnych czy rdzy. Ich działanie zależy również od temperatury i pH. Oznacza to konieczność precyzyjnego projektowania formulacji pod kątem konkretnego zastosowania.

Problemem pozostają także koszty. Około 53 proc. presji kosztowej na rynku ma być związane z ceną formulacji i produkcji enzymów. Procesy biotechnologiczne wymagane do ich wytwarzania są bardziej złożone niż produkcja części tradycyjnych składników detergentowych.

image

74 proc. konsumentów zwraca uwagę na zrównoważony rozwój. Detergenty enzymatyczne zyskują na znaczeniu

Kolejne ograniczenia dotyczą stabilności produktu. Około 36 proc. barier adopcji ma być związanych z przechowywaniem oraz krótszym okresem przydatności części formulacji. Z kolei około 42 proc. konsumentów deklaruje obawy dotyczące potencjalnej wrażliwości skóry i reakcji alergicznych.

Ameryka Północna liderem, Azja-Pacyfik rośnie

Pod względem geograficznym największy udział w rynku ma Ameryka Północna. Według danych zawartych w materiale region odpowiada za około 37 proc. globalnego popytu. Dominującą pozycję zajmują Stany Zjednoczone, gdzie znaczenie detergentów enzymatycznych wynika m.in. z wymogów dotyczących higieny w placówkach medycznych oraz rozwoju technologii czyszczenia.

Około 63 proc. procesów sterylizacji i czyszczenia instrumentów szpitalnych w USA ma obecnie wykorzystywać detergenty enzymatyczne. Jednocześnie zastosowania medyczne odpowiadają za około 38 proc. krajowego popytu na tę kategorię.

Europa pozostaje istotnym rynkiem dzięki rozwiniętej infrastrukturze ochrony zdrowia oraz regulacjom środowiskowym wspierającym stosowanie biodegradowalnych środków czyszczących. Wśród głównych rynków wymieniane są Niemcy, Francja i Wielka Brytania.

Najwyższą dynamikę wzrostu ma natomiast wykazywać region Azji-Pacyfiku. Jego udział w globalnym popycie szacowany jest na około 33 proc. Rozwój rynku wspierają inwestycje w ochronę zdrowia, urbanizacja oraz rosnąca świadomość dotycząca higieny gospodarstw domowych. Szczególnie istotne są Chiny, Indie i Japonia.

Dla producentów enzymów i detergentów oznacza to możliwość rozwoju zarówno w segmencie profesjonalnym, jak i konsumenckim. Jednocześnie wejście na rynki medyczne wiąże się z koniecznością spełnienia wymogów dotyczących bezpieczeństwa, skuteczności i zgodności produktów z lokalnymi regulacjami.

Inwestycje w biotechnologię

Rozwój rynku przekłada się na inwestycje w technologie enzymatyczne. Według danych przedstawionych w analizie w 2024 r. na badania i rozwój technologii enzymatycznych na świecie przeznaczono ponad 420 mln dol. Środki kierowane są m.in. na zwiększenie stabilności enzymów, poprawę ich aktywności w różnych temperaturach i zakresach pH oraz opracowywanie nowych kombinacji enzymatycznych.

image

UOKIK: Skontrolowano oznakowania detergentów, 16 proc. partii z nieprawidłowościami

Około 45 proc. inwestycji strategicznych ma być związanych z zaawansowanymi badaniami nad enzymami i technologiami zrównoważonego czyszczenia. Z kolei około 37 proc. aktywności partnerskiej koncentruje się na rozwiązaniach dla zrównoważonego czyszczenia w ochronie zdrowia i przemyśle.

Na konkurencyjnym rynku działają zarówno globalne firmy z sektora chemicznego i biotechnologicznego, jak i wyspecjalizowani producenci środków do zastosowań medycznych. Wśród wymienianych przedsiębiorstw znajdują się m.in. Ecolab, Getinge, Ruhof, Lion Corporation i Micro-Scientific. Około 57 proc. rynku ma być skoncentrowane w rękach ugruntowanych przedsiębiorstw z branży chemicznej i biotechnologicznej, podczas gdy około 39 proc. wzrostu konkurencji ma pochodzić od regionalnych producentów ekologicznych detergentów.

Dla sektora kosmetycznego rozwój tej technologii jest istotny przede wszystkim jako element szerszego trendu w kierunku biodegradowalnych składników, niższych temperatur procesów mycia, koncentratów i formulacji o ograniczonym wpływie środowiskowym. Jednocześnie dane dotyczące rynku detergentów enzymatycznych należy interpretować z uwzględnieniem różnic w definicjach kategorii – przedstawione prognozy obejmują bowiem różne zakresy produktowe, od samych enzymów detergentowych po szerzej definiowany rynek gotowych detergentów enzymatycznych.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
01.10.2026 12:24
Najpierw Boo Basket, potem Halloween. Jesienne trendy napędzają sprzedaż kosmetyków
Jesień zaczyna się na TikToku. Tak rodzi się nowy sezon beautyInstagram

Halloween przez lata pozostawało w polskim handlu raczej pojedynczym wydarzeniem. Dziś coraz trudniej patrzeć na nie wyłącznie przez pryzmat jednego wieczoru i sprzedaży kostiumów czy słodyczy. W beauty jesień zaczyna działać jak osobny sezon sprzedażowy, a Halloween jest tylko jednym z jego punktów kulminacyjnych. Wcześniej pojawiają się jesienne trendy makijażowe, zapachy kojarzone z "cozy season”, powrót do intensywniejszej pielęgnacji i coraz popularniejszy w mediach społecznościowych trend Boo Basket.

W tym artykule przeczytasz:

  • „Code Orange” pokazuje, że Halloween zaczyna się wcześniej
  • Jesienny reset zaczyna się od pielęgnacji
  • Potem zmienia się kolor półki...
  • Czym jest Boo Basket?
  • Jesień pachnie wanilią, cynamonem i pumpkin spice
  • Halloween jako mini-peak w większym Golden Quarter
  • Nie każdy jesienny trend będzie kolejnym Black Friday
  • Magazyn też musi być gotowy na „spooky season”

„Code Orange” pokazuje, że Halloween zaczyna się wcześniej

Dobrym przykładem jest trend „Code Orange”, który rozprzestrzenił się w mediach społecznościowych. Hasło służy użytkownikom do sygnalizowania, że w sklepach pojawiły się już produkty związane z Halloween, jesienią i tzw. spooky season. Sam moment wprowadzenia sezonowego asortymentu staje się więc treścią, którą konsumenci wyszukują, nagrywają i udostępniają.

Na początku września na TikToku znajdowało się już 128,1 tys. postów z hashtagiem #CodeOrange, a na Instagramie 255 tys. postów oznaczonych „Code Orange”.

Media społecznościowe potrafią dziś skrócić drogę między odkryciem produktu a zakupem. Użytkownik widzi, że dany sklep wprowadził jesienną kolekcję, kosmetyki w halloweenowych opakowaniach albo nowe zapachy, przekazuje tę informację dalej, a zainteresowanie kolejnymi produktami zaczyna narastać.

W przypadku beauty sezonowość nie ogranicza się przy tym do produktów z nadrukowanymi dyniami czy kosmetyków do charakteryzacji.

Jesienny reset zaczyna się od pielęgnacji

Zmiana sezonu oznacza również zmianę potrzeb skóry. Po lecie konsumenci mogą szukać bardziej odżywczych kremów, łagodniejszych produktów oczyszczających i kosmetyków wspierających barierę hydrolipidową. Do jesiennej pielęgnacji pasują składniki takie jak ceramidy, gliceryna czy kwas hialuronowy, a wraz z mniejszą ekspozycją na słońce część konsumentów wraca także do produktów zawierających retinoidy.

Równolegle rośnie zainteresowanie zabiegami profesjonalnymi odpowiadającymi na problemy, które stają się bardziej widoczne po lecie – przesuszenie, utrata blasku czy skutki ekspozycji na słońce.

image

Pumpkin spice wraca. Jak marki i drogerie mogą wykorzystać jesienny trend?

Potem zmienia się kolor półki...

Jesień przynosi również wyraźną zmianę w makijażu. Na półkach pojawiają się odcienie miedzi, bordo, śliwki, jagodowych czerwieni i głębokiego brązu. Cięższe, jesienne kolory nie muszą jednak oznaczać mocnego makijażu. Popularność zyskują również transparentne i lekkie wykończenia, które pozwalają wprowadzić jesienną paletę do codziennego makijażu.

Media społecznościowe dokładają do tego kolejne mikrotrendy. Przykładem może być „eyemaxxing”, w którym kolorystyka makijażu oczu jest dobierana m.in. pod kątem koloru tęczówki. Brązy i miedzie są często wykorzystywane przy niebieskich oczach, a śliwki, burgundy i głębokie fiolety przy zielonych.

Każdy z tych trendów może generować popyt na inne produkty. Jeden konsument będzie szukał nowego cienia do powiek, inny pomadki w kolorze burgundu, a jeszcze inny palety, którą można wykorzystać do stworzenia halloweenowego looku.

Czym jest Boo Basket?

Do tego sezonowego miksu dochodzi jeszcze jeden trend, który mocno wykorzystuje potencjał kategorii beauty – Boo Basket.

Idea jest prosta, zamiast jednego dużego prezentu przygotowuje się jesienny koszyk pełen drobnych upominków. Mogą znaleźć się w nim słodycze, świece, skarpetki czy kubek, ale bardzo często także kosmetyki – produkty do kąpieli, maseczki, balsamy do ciała, produkty do włosów, makijaż czy zapachy. 

 

 

Boo Basket nie jest propozycją prezentu na konkretną okazję jak np. Święta Bożego Narodzenia czy Walentynki. Jest po prostu prezentem "na jesień", często dawanym bez większego powodu. Nie ogranicza go też płeć. Jesienne koszyki dla mężczyzny - chłopaka, brata czy ojca stają się równie popularne co damskie wersje. Jego siła tkwi również w samej formie. Koszyk jest przygotowywany indywidualnie, fotografowany i publikowany w mediach społecznościowych. Pojedyncze produkty zaczynają funkcjonować więc nie tylko jako kosmetyki, ale również jako element większej, wizualnej kompozycji. 

 

 

To szczególnie korzystne dla produktów o niższej i średniej cenie. Nie trzeba kupować drogiego zestawu prezentowego – można skomponować własny koszyk z kilku produktów, które razem tworzą gotowy prezent.

W przypadku beauty dobrze sprawdzają się tu kosmetyki o wyraźnym zapachu, atrakcyjnym opakowaniu lub kojarzące się z jesienią. Wanilia, cynamon, dynia, karmel czy korzenne nuty wpisują się w szerszy trend „cozy season”, który w mediach społecznościowych buduje zainteresowanie jesiennymi rytuałami. Boo Basket może więc dodatkowo wydłużać sezon zakupowy. 

Jesień pachnie wanilią, cynamonem i pumpkin spice

Zapachy są zresztą jednym z segmentów, które szczególnie dobrze wykorzystują jesienną narrację.

Po letnich, świeżych i cytrusowych kompozycjach konsumenci zaczynają szukać zapachów cieplejszych i bardziej otulających. Pumpkin spice, wanilia, chai, cynamon czy inne korzenne nuty wpisują się w estetykę „cozy season”. Trend może przechodzić między kategoriami. Ten sam konsument może zainteresować się perfumami o waniliowym zapachu, a następnie sięgnąć po balsam do ciała, żel pod prysznic czy świecę utrzymane w podobnej nucie.

image

French Touch 2026: kosmetyki i salony fryzjerskie w jesiennej akcji promocyjnej

Halloween jako mini-peak w większym Golden Quarter

W tym kontekście Halloween można traktować jako mini-peak w ramach szerszego okresu wzmożonego handlu.

Tradycyjny kalendarz retailowy ma dobrze znane punkty kulminacyjne: Black Friday, Cyber Monday i okres przedświąteczny. W beauty pomiędzy nimi pojawia się jednak coraz więcej mniejszych momentów, które mogą wygenerować krótkotrwały, ale intensywny wzrost zainteresowania.

Najpierw jest powrót do jesiennej pielęgnacji. Potem zmiana kolorystyki makijażu i zapachów. Następnie pojawiają się Boo Baskets, halloweenowe kolekcje i kosmetyki do charakteryzacji. Chwilę później rynek wchodzi już w okres świątecznych zestawów, kalendarzy adwentowych i prezentów. Halloween jest pod tym względem szczególne, bo popyt może być bardzo skoncentrowany. Konsument potrzebujący kosmetyku na imprezę czy makijażu na konkretną okazję ma określony termin zakupu. Decyzja zakupowa może więc zostać podjęta znacznie szybciej niż w przypadku produktu kupowanego „przy okazji”.

Nie każdy jesienny trend będzie kolejnym Black Friday

Wyzwaniem nie jest więc samo przygotowanie się na Halloween. Większym problemem może być kumulacja wielu niewielkich pików popytu, które następują po sobie w krótkich odstępach.

Historyczne wyniki sprzedaży nadal pozostają ważnym punktem odniesienia, ale w przypadku trendów napędzanych przez TikToka czy Instagram nie zawsze wystarczą. Wczesne sygnały mogą pojawić się w mediach społecznościowych, zanim przełożą się na zamówienia.

„Code Orange” może sygnalizować wcześniejsze zainteresowanie Halloween. Popularność określonego zapachu może zapowiadać wzrost popytu na całą grupę produktów. Z kolei trend taki jak Boo Basket może zwiększyć sprzedaż wielu drobnych produktów, które osobno nie musiałyby zostać uznane za sezonowe. Do tego dochodzą pogoda, kampanie marketingowe, premiery nowych produktów i działania twórców internetowych.

W praktyce retailer potrzebuje więc nie tylko prognozy, ale również szybkiej informacji o tym, co dzieje się już na półce i w magazynie.

image

Unboxingi, TikTok i 24 okienka. Skąd fenomen kalendarzy adwentowych?

Magazyn też musi być gotowy na „spooky season”

Sezonowość jest wyzwaniem również dla logistyki. W przypadku produktów halloweenowych okno zakupowe może być krótkie, a klient oczekuje dostawy przed konkretną imprezą, weekendem czy wydarzeniem. Potrzebna jest więc odpowiednia liczba pracowników, elastyczność w kompletowaniu zamówień oraz możliwość szybkiego przesuwania priorytetów, kiedy jeden produkt zaczyna sprzedawać się szybciej, niż zakładano. Automatyzacja może przejąć część powtarzalnych zadań magazynowych, ale przy krótkich pikach równie istotna pozostaje możliwość szybkiego reagowania przez zespoły operacyjne.

Znaczenie ma również dostępność usług kurierskich. W przypadku zakupu halloweenowego dostawa dzień po wydarzeniu nie jest już opóźnieniem – produkt traci dla konsumenta swoją wartość.

Jesienny sezon beauty zaczyna się wcześniej

Halloween coraz trudniej traktować jako pojedynczą datę w kalendarzu handlowym. Jest raczej jednym z momentów szerszego jesiennego sezonu, którego początek można zauważyć już we wrześniu.

Oznacza to więcej okazji do zakupów dla kategorii beauty, ale również krótszy czas pomiędzy kolejnymi zmianami zainteresowania. Jesienna półka nie jest już wyłącznie kwestią wymiany ekspozycji. Coraz częściej jej zawartość jest kształtowana przez trendy, które pojawiają się w mediach społecznościowych i w ciągu kilku tygodni przechodzą z ekranu telefonu do sklepu.

 

Źródło: Cosmeticsbusiness

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
03. październik 2026 01:29