StoryEditor
Perfumerie
29.03.2024 15:00

Global Retail Innovations 2024: Douglas został doceniony za kreowanie wyjątkowych doświadczeń. Są też inne firmy z branży beauty

Także w polsce perfumerie Douglas mają rozwiązania kreujące wyjątkowe doświadczenia. Oferują zabiegi, usługi i porady. Na zdjęciu Dauglas w warszawskiej Galerii Mokotów / mat. prasowe
Flagowy sklep Douglasa w Dusseldorfie tworzy wciągające doświadczenie wokół tematu piękna i zachęca klientów do nawiązania kontaktu z marką – uznali eksperci grupy Ebeltoft, która przygotowała raport Global Retail Innovations 2024, prezentujący najbardziej inspirujące przykłady innowacji w handlu z całego świata. Oprócz globalnej sieci perfumeryjnej znalazło się w nim również kilka lokalnych firm z branży beauty.

Tegoroczny raport Grupy Ebeltoft „Global Retail Innovations 2024” prezentuje 52 przykłady innowacyjnych rozwiązań branży retail z trzech obszarów: wysokiej efektywności, kreowania wyjątkowych doświadczeń oraz działań na rzecz lepszego jutra.

Jednym z zaprezentowanych przykładów jest perfumeria Douglas w centrum Dusseldorfu doceniona za kreowanie wyjątkowych doświadczeń. Jest ona zlokalizowana przy Königsallee, ekskluzywnej ulicy handlowej. O jej luksusowym charakterze świadczą wysokiej jakości elementy w stylu Art Deco oraz niestandardowe meble. Klientów zaprasza do odpoczynku, relaksu i regeneracji. Ma bogatą ofertę zabiegów upiększających i wellness. Odbywają się one w  profesjonalnie wyposażonych kabinach zapewniających prywatność podczas usługi manicure, pedicure, robienia makijażu czy zabiegów pielęgnacyjnych.

Oprócz interakcji z doświadczonymi doradcami, klienci mogą Douglasie testować produkty w wirtualnych lustrach opartych na rozszerzonej rzeczywistości.

Flagowy sklep Douglas tworzy wciągające doświadczenie wokół tematu piękna i zachęca klientów do nawiązania kontaktu z marką Douglas. Sklep wychodzi naprzeciw potrzebom coraz lepiej poinformowanego klienta, który nieustannie poszukuje najnowszych trendów kosmetycznych oraz kompleksowych, wiarygodnych porad

– podsumowują eksperci grupy Ebeltoft.

W raporcie znalazła się też odzieżowa marka Stradivarius, która w sklepie w Barcelonie na 2 tys. mkw. ma m.in. Laboratorium Zapachów. Jest to strefa relaksu z możliwością testowania zapachów. Klienci otwierają małe przesuwane drzwiczki umieszczone na wysokości twarzy, aby poczuć zapach oferowanych przez markę perfum.

Za kreowanie wyjątkowych doświadczeń doceniona została też marka Two L(I)Ps z Singapuru. Otworzyła ona luksusowy sklep z kosmetykami do pielęgnacji intymnej. Jego ideą jest normalizacja tabu poprzez niekonwencjonalne doświadczenia zakupowe za pomocą interaktywnych instalacji wykorzystujących kremy, maseczki, serum i środki oczyszczające do intymnych części ciała. Produkty ukryte są za zasłonami, zachęcając kupujących do eksperymentowania z zapachami i konsystencjami na ich własnych warunkach.

Pozwala to kupującym odkryć tajemnice sklepu zgodnie z ich osobistym poziomem komfortu i bawić się tematami prywatności i podglądactwa. Przy okazji sklep edukuje konsumentów w zakresie praktyk pielęgnacyjnych i dbania o siebie

– oceniają autorzy raportu.

Otwarte w marcu 2023 roku flagowe studio fryzur marki Wells w Porto również zostało wyróżnione w kategorii: Kreowanie wyjątkowych doświadczeń. Oprócz profesjonalnych usług strzyżenia i koloryzacji zapewnia ono dostosowaną do indywidualnych potrzeb diagnostykę włosów i zalecenia pielęgnacyjne, ale nie tylko. Studio zlokalizowane w NorteShopping ma dwa piętra i zajmuje powierzchnię ponad 500 mkw. To nie tylko salon fryzjerski, ale i concept store z kolekcją ponad 400 marek oraz spersonalizowanymi poradami i wskazówkami ekspertów wyspecjalizowanych nie tylko w tematach włosowych. W sklepie klienci mogą eksperymentować z makijażami takich marek jak Clinique, Esteé Lauder, Pupa czy Lancôme. Poza tym pielęgnacja skóry i pielęgnacji ciała zyskały na znaczeniu wraz z wprowadzeniem Mask Bar – sekcji oferującej gamę 100 masek od wyselekcjonowanych marek. Sklep oferuje również usługę Click & Collect.

Wells w Porto przoduje jako pionierski sklep grupy dzięki świeżej i innowacyjnej koncepcji holistycznego doświadczenia piękna, płynnie integrując perfumy, makijaż, fryzjerstwo, aptekę i spersonalizowane usługi pod jednym dachem, tworząc kompleksowe miejsce dla urody

– mówią autorzy raportu.

Dodają, że oferowane tu wciągające doświadczenie piękna wykracza poza tradycyjny handel detaliczny.

Klienci mogą nie tylko kupować produkty kosmetyczne i wellness, ale także korzystać ze spersonalizowanych usług. Włączenie do tej przestrzeni studia fryzjerskiego i sekcji z maskami stanowi kolejną innowację, tworzącą miejsce, w którym klienci mogą otrzymać dostosowane do potrzeb zalecenia i porady dotyczące pielęgnacji włosów i zapoznać się z szeroką gamą opcji pielęgnacji skóry. To przełomowe podejście podnosi poziom doświadczenia w handlu detalicznym kosmetykami, czyniąc flagowy sklep Wells miejscem docelowym dla entuzjastów urody poszukujących kompleksowych i wciągających wrażeń.

Natomiast studio Oz Hair & Beauty otwarte w budynku QVB w Sydney zostało docenione za wysoką efektywność. Markę Oz Hair stworzył w 1986 roku na przedmieściach Sydney fryzjer Elio Nappa wraz z żoną Venessą. Ich pasja doprowadziła do powstania całej sieci salonów, których wyróżnikiem jest stała jakość obsługi klienta. Natomiast w 2012 r. syn założycieli marki, Anthony Nappa, dostrzegł szansę w rozszerzeniu asortymentu oraz działalności. Tak powstała firma Oz Hair & Beauty, która łączy sprzedaż stacjonarną i e-commerce z konsultacjami online.

Okazało się, że oddani klienci salonów chcieli kupować produkty, na których pracują styliści ich fryzur. Asortyment został jednak rozbudowany na pozostałe kategorie kosmetyczne, a zakupom towarzyszą fachowe porady. Wszyscy kupujący mogą skorzystać z darmowej 30-minutowej wirtualnej konsultacji dotyczącej włosów, skóry lub makijażu.

Konsultacja może być prowadzona w formie rozmowy telefonicznej, spotkania na platformie Zoom lub na innych kanałach. Po jej zakończeniu do klienta wysyłana jest wiadomość e-mail zawierająca linki do omawianych produktów, dzięki czemu sam może zdecydować, czy chce dokonać zakupu online.

Fundamenty firmy Oz Hair And Beauty opierają się na rodzinnym dziedzictwie posiadania i prowadzenia salonów fryzjerskich: klient jest zawsze na pierwszym miejscu. Klienci zawsze mogą oczekiwać, że potrzymają konkurencyjną cenę i dodatkową wartość jaką są porady, konsultacje i odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Oz Hair & Beauty umożliwia klientom okazanie swoich obaw, trafną diagnozę i zalecenia dostosowane do ich potrzeb

– ocenili twórcy raportu Global Retail Innovations 2024.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Perfumerie
02.10.2026 13:26
Rhode w Polsce. Wielki hype Hailey Bieber czy realne zagrożenie dla rynku kosmetycznego?
Rhode

Rhode, marka Hailey Bieber, 30 września oficjalnie weszła do Polski. Kosmetyki są dostępne w Sephorze online i w sklepach stacjonarnych. Dla polskich konsumentek nie jest to jednak debiut nieznanej marki. Rhode od dawna funkcjonuje w ich feedach, na TikToku i Instagramie. Czy internetowy hype wystarczy, żeby zbudować sprzedaż na polskim rynku? I komu marka może odebrać uwagę, klientów i miejsce na półce?

Rhode pojawiło się jednocześnie w 19 nowych europejskich krajach, w tym w Polsce, Czechach, Niemczech, Francji, Włoszech i Hiszpanii. Marka jest dostępna online oraz w ponad 500 sklepach Sephora. To największy jak dotąd etap europejskiej ekspansji brandu stworzonego przez Hailey Bieber. Wcześniej Rhode weszło do Sephory w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Wielkiej Brytanii.

Nie jest to więc klasyczny debiut kosmetyczny. Rhode nie wchodzi do Polski jako marka, którą trzeba dopiero zbudować w świadomości konsumentek. Przeciwnie – jej rozpoznawalność powstała przede wszystkim poza tradycyjnym retailingiem.

I właśnie dlatego polska premiera Rhode jest ciekawym testem dla całego rynku.

Rhode w Polsce: konsumentki znały markę, zanim dostały ją na półce

Jeszcze kilka lat temu droga młodej marki kosmetycznej wyglądała zazwyczaj inaczej. Najpierw produkt trafiał do dystrybutora lub sieci handlowej, następnie budowano dystrybucję, marketing i świadomość marki. Sephora, Douglas, Rossmann czy inny retailer był często jednym z miejsc, które pomagały młodej marce stać się rozpoznawalną.

Dziś kolejność coraz częściej się odwraca.

Marka najpierw buduje społeczność w internecie, testuje produkty w modelu direct-to-consumer, generuje viralowe treści, a dopiero później pojawia się w tradycyjnym retailu.

image

Rhode wchodzi do Polski z Sephorą. Marka Hailey Bieber podała datę premiery

Według danych przedstawianych przez markę jej międzynarodowa społeczność jest ogromna: 74 proc. obserwujących Rhode w mediach społecznościowych pochodzi spoza Stanów Zjednoczonych. Międzynarodowa sprzedaż odpowiadała natomiast za 20 proc. sprzedaży DTC przed kolejnym etapem europejskiej ekspansji.

To ważne z perspektywy Polski. Europejska publiczność nie jest dla Rhode przypadkowym dodatkiem do amerykańskiego biznesu. Marka od dawna budowała społeczność poza USA.

Hailey Bieber nie sprzedaje tylko kosmetyków

Siła Rhode nie polega wyłącznie na tym, że Hailey Bieber ma ogromną rozpoznawalność.

Marka stworzyła bardzo charakterystyczny język wizualny i produktowy. Minimalistyczne opakowania, „glazed” efekt skóry, pielęgnacja ust, produkty łączące makijaż z pielęgnacją i charakterystyczne akcesoria stały się częścią szerszej estetyki, którą konsumentki mogą łatwo powielać i pokazywać w mediach społecznościowych.

To szczególnie istotne w przypadku produktów takich jak Peptide Lip Tint, Pocket Blush czy Glazing Milk. Są stosunkowo łatwe do pokazania w krótkim materiale wideo, a jednocześnie funkcjonują jako element stylu życia.

Właśnie dlatego Rhode trudno analizować wyłącznie przez pryzmat tradycyjnego portfolio kosmetycznego.

To marka, która sprzedaje produkt, ale równocześnie buduje „świat Rhode”.

„Rhode to jedna z najbardziej wyjątkowych marek, jakie kiedykolwiek widziałem”

O skali ambicji stojącej za Rhode najlepiej świadczy fakt, że markę przejął e.l.f. Beauty.W maju 2025 r. e.l.f. Beauty ogłosił przejęcie Rhode za 1 mld dolarów. Transakcja obejmowała 800 mln dolarów płatnych przy zamknięciu oraz potencjalne dodatkowe 200 mln dolarów uzależnione od wyników marki w kolejnych latach.

W momencie przejęcia Rhode osiągnęło 212 mln dolarów sprzedaży netto przy zaledwie 10 produktach. To właśnie ten wynik szczególnie mocno wybrzmiewa w wypowiedzi przedstawiciela e.l.f. Beauty zamieszczonej na LinkedInie. Jak podkreślono, Rhode osiągnęło 212 mln dolarów sprzedaży netto „zaledwie 10 produktów”, a w kolejnych miesiącach notowało rekordowe premiery w Sephorze w Ameryce Północnej i Wielkiej Brytanii oraz w Mecca w Australii i Nowej Zelandii.

image

Od TikToka do Sephory. Marki najpierw zdobywają miliony klientów w sieci, później trafiają na półki

„Rhode to jedna z najbardziej wyjątkowych marek, jakie kiedykolwiek widziałem” – podkreślono w wypowiedzi dotyczącej przejęcia i dalszego rozwoju brandu.

To ważny kontekst dla polskiej premiery. E.l.f. nie kupił bowiem wyłącznie nazwiska Hailey Bieber. Kupił markę, która przy niewielkim portfolio potrafiła wygenerować ogromną sprzedaż i zbudować bardzo silną społeczność.

390 mln dolarów sprzedaży. Rhode przestało być eksperymentem celebryckim

Według danych przywoływanych przez „Vogue Business” Rhode zakończyło rok finansowy 2026 ze sprzedażą na poziomie 390 mln dolarów, co oznaczało wzrost o 80 proc. rok do roku. Globalna sprzedaż detaliczna marki wyniosła 500 mln dolarów, a jej ambicją jest dojście do poziomu 1 mld dolarów globalnej sprzedaży detalicznej.

Wcześniej Rhode weszło do Sephory w USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii. Teraz marka uruchamia jednocześnie 19 nowych rynków europejskich.

Według WWD europejska ekspansja ma być dla wielu konsumentów pierwszą możliwością fizycznego kontaktu z marką. Dotychczas Rhode było w Europie dostępne przede wszystkim przez własny kanał rhodeskin.com.

To bardzo ważna zmiana. Internet potrafi wykreować pragnienie posiadania produktu, ale sklep stacjonarny pozwala go dotknąć, zobaczyć kolor, sprawdzić konsystencję i porównać go z konkurencją.

Dla Rhode Sephora nie jest więc wyłącznie kolejnym kanałem sprzedaży. To przejście z modelu „chcę to, bo widzę to w internecie” do modelu „widzę to w internecie, a teraz mogę kupić i przetestować”.

„Dopiero zaczynamy” – Rhode przenosi swój świat do Europy

Skala europejskiego launchu jest widoczna nie tylko w liczbie sklepów.Kelsey Bidel-Niyat, Vice President of Global Marketing w Rhode, relacjonując premierę w Europie, zwracała uwagę na działania towarzyszące debiutowi. W Paryżu marka uruchomiła Café Rhode w Le Bonaparte, z charakterystyczną dla brandu oprawą, a aktywacja została połączona z obecnością marki w Sephorze.

image

Rodzinny biznes. Rhode wchodzi w nową kategorię, w planie współpraca z Justinem Bieberem

Jak podkreślała, europejska premiera była szczególna również dlatego, że społeczności na nowych rynkach od dawna prosiły o możliwość zakupu Rhode. „Dopiero zaczynamy” – tak można podsumować przesłanie stojące za europejską ekspansją marki.To ważne, bo Rhode nie traktuje wejścia do Europy jako jednorazowego launchu produktowego.

Marka buduje wokół premiery doświadczenie.

Ile kosztuje Rhode w Polsce?

Polskie ceny plasują Rhode wyraźnie w segmencie premium/mass premium. W ofercie Sephory znajdują się m.in. Glazing Milk w cenie 180 zł, Glazing Mist za 170 zł, Barrier Restore Cream za 180 zł, Barrier Butter za 200 zł, Peptide Lip Tint za 115 zł, Peptide Lip Shape za 135 zł, Pocket Blush za 140 zł i Pocket Bronze za 140 zł.

Miniwersje produktów są tańsze, ale część z nich również przekracza 100 zł. Mini Rhode Kit kosztuje 399 zł. W ofercie znalazły się także limitowane produkty, takie jak Baby Pretzel Bubble Bag za 169 zł.

To oznacza, że polska konsumentka nie dostaje marki celebryckiej w cenie typowej dla masowego makijażu.

Rhode musi więc udowodnić, że dla części klientek wartość marki, produktu i całego doświadczenia jest wystarczająco wysoka, aby uzasadnić wydatek.

Komu Rhode może zagrozić w Polsce?

To prawdopodobnie najciekawsze pytanie dla rynku. Nie chodzi tylko o to, czy Rhode sprzeda dużo własnych produktów. Ważniejsze jest, z jakimi markami będzie konkurować o uwagę konsumentki.

1. Marki budujące sprzedaż na viralowych produktach

Rhode może zwiększyć presję na marki, które opierają swoją komunikację na pojedynczych hitach TikToka czy Instagrama.

Do tej pory „viralowy produkt” mógł przez kilka miesięcy żyć przede wszystkim w social mediach. Rhode pokazuje, że można przekształcić taki fenomen w globalny biznes, a następnie dołożyć do niego fizyczną dystrybucję.

Dla konkurencji oznacza to konieczność odpowiadania nie tylko produktem, ale także szybkością komunikacji i zdolnością do tworzenia społeczności.

2. Marki „clean girl” i minimalistycznego beauty

Estetyka Rhode dobrze wpisuje się w trend prostych, krótkich rutyn pielęgnacyjnych i makijażu, który nie wygląda jak ciężki makijaż.

To przestrzeń, w której konkurencja nie ogranicza się do jednej kategorii produktowej. O uwagę konsumentki walczą tu zarówno marki pielęgnacyjne, jak i kolorowe kosmetyki hybrydowe.

3. Inne marki celebryckie

Rhode podnosi poprzeczkę dla celebrity beauty.

Samo nazwisko nie wystarcza. Potrzebny jest produkt, charakterystyczny design, społeczność, content i konsekwentnie budowany świat marki.

To istotne także dla polskiego rynku, na którym rośnie liczba marek tworzonych lub promowanych przez osoby publiczne.

4. Marki premium obecne w Sephorze

Rhode ma jeszcze jeden atut: nie musi najpierw przekonywać konsumentki, żeby weszła do Sephory.Historia Rhode pokazuje, że duży retailer może wejść do gry dopiero wtedy, gdy marka ma już własną publiczność.W tym modelu Sephora nie musi być miejscem, w którym konsumentka po raz pierwszy poznaje markę. Może być miejscem, w którym marka monetyzuje społeczność zbudowaną wcześniej. To zmienia relację między marką a retailerem.

image

Dlaczego Rhode sprzedano za 1 mld dolarów, a Makeup by Mario wciąż szuka kupca?

To model, który może być coraz ważniejszy również dla innych marek kosmetycznych.

Polska: wielki rynek dla Rhode czy tylko kolejny przystanek?

Fakt, że Rhode jest globalnym fenomenem, nie oznacza automatycznie, że odniesie taki sam sukces w Polsce. Nie każda osoba, która obejrzała film z Hailey Bieber, kupi kosmetyk za 140 czy 180 zł. Czy polska Sephora dostaje właśnie swoją „social-first” markę?

„Wiadomości Kosmetyczne” próbowały uzyskać od Sephory w Polsce komentarz dotyczący wejścia Rhode na polski rynek, znaczenia tej marki dla polskiego biznesu oraz oczekiwań wobec jej debiutu.

Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Nie oznacza to, że Polska jest dla Sephory rynkiem drugorzędnym ani że sieć nie przywiązuje wagi do premiery. Taki wniosek wymagałby dodatkowych danych.

Faktem jest natomiast, że polski launch odbywa się jako część dużej, skoordynowanej europejskiej ekspansji. Polska znalazła się w grupie 19 nowych rynków, a Rhode jest dostępne w ponad 500 sklepach Sephora w Europie.

Jeżeli zainteresowanie utrzyma się także po premierowej fali, wejście Rhode do Polski będzie czymś więcej niż kolejną głośną premierą beauty. Będzie kolejnym dowodem na to, że marka może najpierw zdobyć konsumentkę w internecie, a dopiero później wykorzystać tradycyjny retail do skalowania biznesu.

A wtedy problemem dla konkurencji nie będzie sama Hailey Bieber. Problemem będzie model Rhode.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Handel
06.09.2026 09:16
60 proc. młodych woli kosmetyki z dyskontów. „Dupe culture” zmienia układ sił na rynku
”Dupe culture” nie jest jedynie przelotną modą z TikToka, co wyraźnie potwierdzają twarde dane analityczne (fot. Shutterstock)Shutterstock

Kupowanie tanich zamienników to już nie wstyd, lecz powód do dumy. „Dupe culture” zmienia polskie FMCG. Młodzi konsumenci chwalą się na TikToku kosmetykami z dyskontów. Jak sieci handlowe monetyzują ten trend, rzucając wyzwanie markom luksusowym?

Spis treści:

  • Psychologia portfela, czyli nowa definicja konsumenckiego sprytu
  • Koniec ery wstydu: „Dupe Mindset” w liczbach i badaniach rynkowych
  • Inżynieria produktu: Jak zaprojektować dyskontowy hit z TikToka?
  • Organiczny zasięg za zero złotych, czyli algorytm w służbie detalu
  • Fast Beauty nad Wisłą
  • Inspiracja, klon czy plagiat?
  • Kto traci najwięcej?

Psychologia portfela, czyli nowa definicja konsumenckiego sprytu

Jeszcze dekadę temu marki własne sieci handlowych kojarzyły się z produktami gorszej jakości, wybieranymi wyłącznie z powodu ograniczeń budżetowych. Często ukrywano je na dnie koszyka, obawiając się oceny innych klientów. Dziś, za sprawą pokolenia Z oraz Millenialsów, obserwujemy na polskim rynku całkowite odwrócenie tego paradygmatu. „Dupe” (skrót od angielskiego słowa duplicate) przestał być postrzegany jako tania, żenująca podróbka. W nowej, cyfrowej rzeczywistości znalezienie kosmetyku, który kosztuje ułamek ceny oryginału, a oferuje zbliżone właściwości, to dowód na konsumencki spryt i nowoczesny pragmatyzm.

Dla młodych nabywców ślepe przepłacanie za logotyp straciło na znaczeniu. W dobie inflacji i presji ekonomicznej, kultura zamienników idealnie wpisuje się w szeroki nurt smart shoppingu. Konsument w mediach społecznościowych chwali się swoim odkryciem, udowadniając, że potrafi zoptymalizować budżet bez rezygnacji z doskonałego wyglądu czy pożądanego zapachu. Powodem do dumy nie jest już samo posiadanie luksusowego przedmiotu, ale wiedza, jak ten luksus rynkowo „zhakować”.

Koniec ery wstydu: „Dupe Mindset” w liczbach i badaniach rynkowych

Zjawisko to nie jest jedynie przelotną modą z TikToka, co wyraźnie potwierdzają twarde dane analityczne. Jak wynika z raportu globalnej agencji badawczej YPulse zatytułowanego „Dupe Mindset”, mamy do czynienia ze zjawiskiem strukturalnym. Aż 67 proc. konsumentów z grupy docelowej (18–39 lat) deklaruje świadome i regularne kupowanie zamienników.

Najbardziej przełomowy wniosek z tego badania obala jednak dotychczasowy mit biedy: aż 60 proc. młodych dorosłych stwierdziło, że wybraliby tani odpowiednik, nawet gdyby w danym momencie było ich stać na oryginalny produkt z perfumerii. Dodatkowo niemal 70 proc. z nich uważa, że używanie wysokiej jakości zamienników daje im takie samo poczucie ekskluzywności. Luksus dla pokolenia Z zyskał więc nową definicję – oderwał się od tradycyjnych, stuletnich domów mody na rzecz natychmiastowego zaspokajania potrzeb w ramach racjonalnego budżetu.

Na rodzimym gruncie polskim zjawisko to podsyca tzw. Fast Beauty. Z raportu CSA „Nowe oblicze piękna” płynie wniosek, że presja wyglądu jest ogromna – 58 proc. przedstawicieli pokolenia Z czuje się przytłoczonych pędzącymi trendami. Jednocześnie 79 proc. odczuwa bolesną zależność między zawartością portfela a możliwością dbania o urodę. Dyskontowe „dupes” rozwiązują ten ból niemal idealnie, dając bilet wstępu do modnego świata za jedyne kilkanaście złotych.

Inżynieria produktu: Jak zaprojektować dyskontowy hit z TikToka?

Naiwnością byłoby sądzić, że uderzające podobieństwo kosmetyków z dyskontu do najdroższych marek selektywnych to dzieło przypadku. Giganci rynku detalicznego tacy jak Biedronka czy Lidl działają tu z precyzją chirurga. Cały proces projektowania opiera się na strategii inżynierii wstecznej i natychmiastowym mapowaniu globalnych virali.

Tworzenie idealnego zamiennika opiera się na trzech filarach.

  • Pierwszym jest błyskawiczne odtwarzanie profilu zapachowego (tzw. nut olfaktorycznych) lub konsystencji masy kosmetycznej. Wprawdzie tanie perfumy rzadko posiadają wielogodzinną trwałość zaawansowanych kompozycji, ale dla konsumenta kluczowy jest „efekt wow” podczas testowania w sklepie.
  • Drugim filarem jest psychologia opakowań i kodowanie wizualne. Projektanci dyskontowi celowo wykorzystują kształty, ciężar i kolory kojarzące się z oryginałem. Jeśli luksusowy pierwowzór używa grubego szkła i złotej typografii, zamiennik na pewno powieli tę paletę. Co ciekawe, inżynierowie opakowań potrafią sztucznie dociążyć dno taniego flakonu, aby ten „leżał w dłoni” jak produkt z kategorii premium.
  • Trzeci filar to drastyczne skrócenie czasu od projektu do wdrożenia (time-to-market). Łańcuchy dostaw marek własnych są obecnie tak wyśrubowane, że odpowiedź na internetowy hit pojawia się na paletach w sklepach w zaledwie kilka do kilkunastu tygodni.

Organiczny zasięg za zero złotych, czyli algorytm w służbie detalu

Cała ta machina nie miałaby tak spektakularnych wyników bez potęgi algorytmów. TikTok, Instagram Reels i YouTube Shorts stały się głównymi dźwigniami sprzedażowymi dla branży detalicznej. Materiały typu ślepe testy zapachów czy nakładanie zamiennika na połowę twarzy generują dziesiątki milionów wyświetleń.

Dla biznesu FMCG to sytuacja bez precedensu. Sieci takie jak Biedronka czy drogerie typu Rossmann otrzymują olbrzymi, wysoce stargetowany zasięg reklamowy bez wydawania choćby złotówki na tradycyjny marketing medialny. Użytkownicy sami wytwarzają popyt, sami budują napięcie i sami wywołują w sobie psychologiczny lęk przed przegapieniem okazji (FOMO – Fear Of Missing Out). Jeden wiralowy film potrafi wyczyścić zapasy konkretnego perfumu w tysiącach sklepów w całej Polsce w przeciągu kilkunastu godzin.

Fast Beauty nad Wisłą

Analizując rynek, łatwo zauważyć, że najwięksi gracze w Polsce doskonale podzielili między siebie segmenty. Biedronka wyspecjalizowała się w zapachowym luksusie. Na jej półkach (m.in. pod marką BeBeauty) regularnie pojawiają się perfumy nawiązujące do światowych bestsellerów takich marek jak Tom Ford (np. słynne Lost Cherry), Yves Saint Laurent czy Carolina Herrera. Sieć opiera swoją sprzedaż na ofertach rotacyjnych (in-out), co dodatkowo wymusza szybką decyzję zakupową u klienta pod presją braku ponownej dostawy.

Lidl z kolei obrał kurs na zaawansowaną pielęgnację. Jego linia Cien, ze szczególnym uwzględnieniem kremów z Q10, od lat jest obiektem porównań do absurdalnie drogich kremów La Mer czy kosmetyków La Prairie. Nawet jeśli chemiczny skład lidlowskiego kremu nie opiera się na opatentowanych algach oceanicznych, jego właściwości nawilżające i otoczka „luksusu za grosze” wystarczają do zbudowania kultowego statusu na TikToku.

Swoją potęgę w tym trendzie budują również drogerie. Rossmann, wykorzystując marki Isana oraz Rival Loves Me, błyskawicznie reaguje na światowe trendy z Sephory. Gdy w sieci wybuchł szał na bazy rozświetlające od Charlotte Tilbury, płynne róże Seleny Gomez (Rare Beauty) czy krwawe peelingi kwasowe (The Ordinary), niemiecka drogeria natychmiast dostarczyła swoim nastoletnim klientkom budżetowe odpowiedniki w łudząco podobnych opakowaniach.

Inspiracja, klon czy plagiat?

Fenomen zamienników rodzi oczywiste pytanie z zakresu prawa własności intelektualnej: dlaczego koncerny luksusowe nie wytaczają dyskontom masowych procesów? Odpowiedź leży w lukach i konstrukcji samego prawa. Zastrzeżenie patentowe konkretnej kompozycji zapachowej jest na całym świecie niesamowicie trudne i często nieskuteczne.

Można chronić znak towarowy, precyzyjne logo i unikalny design butelki, ale producenci zamienników potrafią lawirować po tej granicy perfekcyjnie. Nazwa odpowiednika jest inna, a czcionka tylko delikatnie nawiązuje do oryginału, nie wprowadzając w bezpośredni błąd co do pochodzenia towaru. W świetle prawa nie mówimy więc o nielegalnej podróbce, lecz o produkcie inspirowanym. Kluczowym argumentem obronnym dyskontów jest to, że klient w Lidlu doskonale wie, iż kupuje krem marki Cien. Nie ma tu mowy o oszustwie – konsument dokonuje wyboru w pełni świadomie.

Kto traci najwięcej?

Czy „dupe culture” dusi zyski koncernów takich jak LVMH czy Estée Lauder? Paradoksalnie nie. Grupa docelowa polująca na flakon perfum za 25 zł rzadko posiada budżet na wydanie 1500 zł w luksusowym butiku. Co więcej, istnienie tanich naśladowców utrwala w kulturze masowej status oryginału, ugruntowując go na pozycji ostatecznego wyznacznika prestiżu i marzenia zakupowego, które w przyszłości może zostać zrealizowane.

Największym przegranym całej rewolucji są marki z tzw. średniej półki, określane w biznesie jako segment masstige. Oferują one poprawne kosmetyki w cenach od 100 do 300 zł. Kiedy konsument ma do wyboru przeciętny produkt ze średniej półki w drogerii lub precyzyjnie zaprojektowany i sprawdzony przez tiktokerów dyskontowy zamiennik najdroższych marek za jedyne 20 zł, decyzja staje się prosta. Polacy omijają średnią półkę, maksymalizując w ten sposób użyteczność wydanego pieniądza.

Kultura „dupe” przestała być fanaberią nastolatków, a stała się solidnym, długofalowym wektorem rozwoju dla branży detalicznej. Będzie ona postępować i ewoluować. Marki własne, zyskując ogromny kapitał zaufania, w najbliższych latach zaczną przechodzić od etapu naśladownictwa do innowacji, oferując zaawansowane składy aktywne w dyskontowych cenach. Bariera pomiędzy produktem masowym a luksusowym na naszych oczach bezpowrotnie się zaciera. Wygranym tego procesu jest niewątpliwie poinformowany, sprytny konsument, dla którego dowodem wyczucia stylu jest dziś nie metka od słynnego projektanta, ale imponująco niski rachunek przy kasie.

Michał Czubak
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
04. październik 2026 07:20