StoryEditor
Drogerie
08.04.2020 00:00

Sprzedaż kosmetyków ruszyła. Już nie tylko żele antybakteryjne

Dobre wieści napływają z drogerii i hurtowni kosmetycznych. Ruszyła sprzedaż kosmetyków a nie tylko artykułów higienicznych pierwszej potrzeby. W słupkach sprzedaży wystrzeliły w górę farby do włosów. Kobiety zamawiają także lakiery do paznokci, a nawet całe zestawy z lampami do robienia manicure’u hybrydowego.

Zagrożenie epidemiologiczne spowodowało, że w ciągu zaledwie kilku tygodni całkowicie zmieniły się zwyczaje zakupowe Polaków. Wstrzymane zostały wydatki na wszystko co nie jest produktem pierwszej potrzeby. Spowodowało to drastyczne zaburzenie proporcji w zakupach kosmetyków z poszczególnych kategorii. Te, dzięki którym rynek kosmetyczny przez ostatnie lata tak szybko się rozwijał i był tak różnorodny – zamarły, a te które były niszowe – urosły w błyskawicznym tempie. – W ciągu ostatnich trzech tygodni potrzeby klientów diametralnie się zmieniły. Nie powiem nic odkrywczego stwierdzając, że wiodącymi kategoriami są produkty do higieny ciała, dezynfekcja, produkty antybakteryjne. Reagujemy na te potrzeby na bieżąco i staramy się do nich dostosować – mówi Barbara Goździkowska, prezes sieci drogerii Natura.

Najbardziej ucierpiały segmenty kosmetyków do makijażu oraz zapachów – konsumenci po prostu przestali je kupować. Nie pomogły nawet zorganizowana przez niektóre sieci w marcu promocje z 50 proc. obniżką cen na kosmetyki do makijażu. – Najbardziej dotknięte kryzysem kategorie to kosmetyka kolorowa i zapachy. Jest to wynikowa radykalnego ograniczenia kontaktów społecznych co przekłada się na to, że potrzeby zakupowe klientów w tych kategoriach drastycznie spadły – mówi Barbara Goździkowska. – Kosmetyki do makijażu i zapachy – sprzedaż tych produktów spadła najbardziej – potwierdzają Bernadetta Ziemińska, dyrektor handlowy w sieci drogerii Sekret Urody i Piotr Klimczak, współwłaściciel sieci drogerii Kosmyk. – Nasza część drogerii, gdzie znajdują się perfumy i kosmetyki do makijażu obecnie mogłaby nie istnieć – przyznaje Aleksandra Czarnocka, kierowniczka drogerii Laboo mieszczącej się w Galerii Siedlce. Straty ponoszą również dostawcy akcesoriów kosmetycznych, co wiąże się ze spadkiem popytu na kosmetyki do makijażu. Z najnowszych danych firmy badawczej Nielsen wynika również, że bardzo dotkliwie skutki pandemii odczuli także producenci kosmetyków do pielęgnacji twarzy. Sprzedaż tych produktów w tygodniu 23-29 marca 2020 r. spadła o 61 proc. Według przedstawicieli sieci drogeryjnych, jest to jednak spowodowane w dużej mierze specyfiką produktu. – Krem do twarzy nie kończy się tak szybko, jak np. mydło – mówi Bernadetta Ziemińska. 

Nadal największy popyt jest na wszelkie produkty antybakteryjne. – Klienci, którzy przychodzą na zakupy do stacjonarnej drogerii ograniczają się do minimum. Od 3 tygodni podstawowymi produktami, które klienci wkładają do koszyka są środki antybakteryjne, produkty do dezynfekcji i podstawowe środki higieniczne – mówi Aleksandra Czarnocka. Wg Nielsena sprzedaż żeli antybakteryjnych do rąk w tygodniu 23-29 marca 2020 r. wzrosła aż o 2 tys. proc. (!).  Należy się spodziewać, że kategoria kosmetyków o antybakteryjnym działaniu zajmie stałe miejsce na drogeryjnych półkach i będzie rozbudowywana. – Chcemy zapewniać stałą dostępność tego asortymentu w naszych drogeriach i dalej go rozwijać. Jestem przekonana, że nawyki związane z higieną i dezynfekcją zostaną już w naszym społeczeństwie na stałe – deklaruje Barbara Goździkowska.

Drogerie zamawiają już nie tylko antybakteryjne żele do rąk,  mydła, czy chusteczki, ale dopytują także o antybakteryjne żele pod prysznic – mówi Bernadetta Ziemińska. Jest też ogromne zainteresowanie środkami czystości do domu. Dlatego drogerie, które miały domową chemię w stałej ofercie łatwiej radzą sobie z kryzysem i wyrównują spadki w sprzedaży kosmetyków pielęgnacyjnych czy kolorowych. Wprowadzają też do sprzedaży rękawiczki ochronne i maseczki, jeśli uda się im zdobyć je na rynku. Trudniej radzą sobie z obecną sytuacją drogerie z asortymentem typowo kosmetycznym i perfumeryjnym. Przedstawiciele sieci drogeryjnych donoszą, że nie ma już problemów z zaopatrzeniem drogerii w najpotrzebniejsze produkty. – Na półkach nie brakuje towarów tzw. pierwszej potrzeby, jak i produktów higienicznych, chemii gospodarczej, z kategorii produktów pielęgnacyjnych i beauty. Nie brakuje środków antybakteryjnych - tu sytuacja też jest opanowana. Jest również spirytus salicylowy, który klienci wykorzystują do samodzielnego przygotowania środków biobójczych. Są dostępne maseczki chirurgiczne z atestem na produkt i z atestem tylko na tkaninę, jednorazowe i wielorazowe do prania i prasowania. Jest jedynie problem z rękawicami jednorazowymi, zarówno nitrylowymi, jak i lateksowymi – wymienia Teresa Stachnio, członek zarządu drogerii Jasmin.

Jednak po pierwszym szoku i panice, zarówno handel, jak i konsumenci, dostosowują się do rzeczywistości i uczą w niej żyć. Konsumenci stopniowo zaczynają zamawiać inne produkty niż te wyłącznie pierwszej potrzeby. Oprócz produktów antybakteryjnych, mydeł, szamponów, artykułów higienicznych i środków czystości zaczęli też sięgać po inne produkty. Najczęściej są to kosmetyki, których zakup wynika również z obecnej sytuacji, czyli m.in. z tego, że kobiety nie mogą skorzystać z usług salonów i gabinetów kosmetycznych czy manicure’u. – Gwałtownie wzrosła sprzedaż farb do włosów, wielokrotnie przewyższa sezonowe wzrosty sprzedaży tej kategorii. Nie ma lidera, taki jak był procentowy udział w sprzedaży poszczególnych marek i produktów, takie same są obecne ich wzrosty – mówi Bernadetta Ziemińska. Potwierdzają to także Piotr Klimczak z sieci Kosmyk i Leszek Szwajcowski, wiceprezes sieci DP Drogerie Polskie. – Ruszyła też sprzedaż lakierów do paznokci. Bardzo wzrosła sprzedaż kremów do rąk, co związane jest z pielęgnacją często mytych i dezynfekowanych dłoni. Internetowo lekko ruszyła sprzedaż produktów do opalania. Właściciele drogerii sygnalizują, że możemy myśleć  o zamawianiu i promocji żeli i balsamów do ciała, bo będą się konsumentom kończyły. Myślimy także o kosmetykach do pielęgnacji twarzy, bo kobiety zaczną szukać kremów nawilżających. Jednak na razie ostrożnie podchodzimy do tego asortymentu. Teraz największy nacisk kładziemy na farby do włosów, bo to najlepiej sprzedający się asortyment i właściciele drogerii chcą, aby przez najbliższe dwa-trzy tygodnie to on był najmocniej promowany – mówi Bernadetta Ziemińska. – Drogerie wprawdzie w zwolnionym tempie, ale zamawiają asortyment po całości. Nie kupują wprawdzie wyszukanych produktów, ale te kosmetyki, które sprzedadzą się zawsze, takie jak farby do włosów, podstawowe kremy do twarzy – dodaje Krzysztof Duda, wiceprezes zarządu sieci DP Drogerie Polskie i dyrektor handlowy hurtowni Błysk. W sieci drogerii Hebe dowiadujemy się, że klientki kupują też m.in. maski do twarzy, bo kwarantanna to dobry czas to, żeby urządzić sobie domowe spa.   

To, że do koszyków trafiają inne kosmetyki niż pierwszej potrzeby związane jest w dużej mierze z szybkim przestawieniem się drogerii na dodatkową sprzedaż przez internet i realizację zamówień składanych przez telefon. Aleksandra Czarnocka z drogerii Laboo opowiada, jak wygląda to w praktyce: – Galeria, w której działamy jest zamknięta, co bardzo zmniejszyło liczbę klientów. Ci, którzy  przychodzą na zakupy ograniczają się do minimum. Od 31 marca wprowadziliśmy zakupy z dowozem i  widzimy, że klienci zaczynają do podstawowych produktów dodawać kosmetyki pielęgnacyjne, kosmetyki do makijażu oraz akcesoria potrzebne do zdjęcia lub zrobienia hybrydy. Bardzo często nasza konsultantka telefonicznie udziela instrukcji, jak zdjąć bądź nałożyć hybrydę i od razu kompletuje niezbędne do tego produkty. Około 20-25 proc. codziennych paragonów to zamówienia telefoniczne lub przez Facebook. Z bardzo dobrym przyjęciem spotkała się też nasza akcja #kremdlamedyka, w większości przypadków klienci chętnie kupują krem do rąk i przekazują go na zbiórkę, którą uruchomiliśmy – mówi.

Grzegorz Nowicki, właściciel lokalnej sieci drogerii Noel, przyznaje, że sprzedaż kosmetyków przez internet wzrosła wielokrotnie, ale zyskały też drogerie stacjonarne z tzw. rynku tradycyjnego. – Nasze drogerie są czynne i dzieją się ciekawe rzeczy, jeśli chodzi o ruch klientów. Mam wrażenie, że następuje powrót do tzw. drogerii tradycyjnych klientów, którzy chcą kupować blisko domu, nie chcą stać w kolejkach w dyskontach czy innych wielkich sieciach. Mam nadzieję, że ta tendencja się utrzyma również po pandemii – mówi Grzegorz Nowicki. – Klienci w drogeriach robią zakupy krócej, nie spacerują, nie przeglądają półek. Kupują produkty pierwszej potrzeby. Nie zdecydowaliśmy się więc na przygotowywanie promocyjnej gazetki w kwietniu, skupiamy się na najbardziej poszukiwanym asortymencie. Natomiast przez internet klienci kupują wszystko, kosmetyki z każdej kategorii – dodaje Grzegorz Nowicki.

Również Piotr Klimczak przyznaje, że sprzedaż przez internet rośnie w jego hurtowni, którą również prowadzi. – W porównaniu do okresu sprzed pandemii jest to bardzo duży wzrost. Sprzedają się kosmetyki z różnych kategorii, ruszyła np. sprzedaż lakierów do paznokci, także hybrydowych i całych zestawów z lampą umożliwiających wykonanie takiego manicure’u w domu – mówi. 

Zdecydowanie rośnie sprzedaż przez internet, ale nie rekompensuje to na pewno sprzedaży w całej sieci sklepów stacjonarnych, w których obecnie klientów jest mniej – dodaje Dariusz Tomczak, właściciel sieci drogerii Vica. – Myślę jednak, że paradoksalnie pandemia może pomóc tradycyjnym drogeriom, które są blisko domu, mogą szybko i elastycznie reagować na to, co dzieje się na rynku i jakie są potrzeby klientów. Sądzę, że największe problemy mają teraz sieci, których drogerie znajdują się głównie w galeriach handlowych – mówi.

Drogerie starają się stymulować sprzedaż wszystkich kategorii produktów, które mają w ofercie poprzez uruchomienie wirtualnych poradników na temat tego, jak stosować kosmetyki, jak wykonywać zabiegi pielęgnacyjne w domowych warunkach.

Spodziewam się, że w najbliższym czasie dużego znaczenia nabierze koloryzacja włosów, depilacja, bo teraz te zabiegi trzeba będzie samodzielnie wykonać w domu. Starając się wyjść naprzeciw tym przewidywaniom uruchomiliśmy w naszym e-commerce oraz w mediach społecznościowych akcję #pięknawdomu. W mediach społecznościowych to cykl publikacji mających na celu wsparcie klientek w samodzielnym wykonywaniu zabiegów, które najczęściej wykonują ręce specjalistów w salonach piękności. W e-commerce to dedykowany landing page, który oprócz niesienia wartości edukacyjnej, informacyjnej będzie pozwalał na natychmiastowy zakup wszystkich niezbędnych produktów i kosmetyków – wylicza prezes Barbara Goździkowska. Drogerie Natura, podobnie jak Rossmann i Hebe, od początku pandemii przekierowują klientów do swoich sklepów internetowych. Drogerie Natura wprowadziły również zamówienia przez telefon.

Już wiadomo, że Rossmann przygotował na kwiecień ponad 200 wegańskich nowości - nie tylko kosmetyki pielęgnacyjne, ale także do makijażu, do włosów i filtry przeciwsłoneczne. –  Zachęcamy naszych klientów, by ze względów bezpieczeństwa, pojawiali się w sklepach wtedy, gdy muszą się zaopatrzyć w niezbędne do codziennego życia produkty. Promujemy usługę clic&collect, która ogranicza przebywanie w sklepie oraz zakupy internetowe dostarczane przez kuriera. W obu wypadkach odnotowujemy znaczący wzrost zainteresowania tą forma zakupów – informuje Agata Nowakowska, rzecznik prasowy sieci Rossmann.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
E-commerce
27.07.2026 16:43
Od TikToka do Sephory. Marki najpierw zdobywają miliony klientów w sieci, później trafiają na półki
Wejście do Sephory jest pierwszą dużą współpracą stacjonarną FlutterHabitadobe stock

Jeszcze niedawno obecność w Sephorze, Douglasie, Rossmannie czy Boots była dla młodej marki przepustką do rozpoznawalności. Dziś ta kolejność coraz częściej się odwraca. Najpierw marka zdobywa popularność na TikToku, buduje własną społeczność, testuje produkty i rozwija sprzedaż bezpośrednią w social commerce (direct-to-consumer). Dopiero później wchodzi do tradycyjnego retailu – już nie jako nieznany start-up, ale biznes z potwierdzonym popytem, gotową bazą klientek i milionowymi wynikami finansowymi.

Najnowszym przykładem jest FlutterHabit. Marka rzęs DIY, która rozwijała się przez własny e-sklep, Amazon i TikTok Shop. Właśnie kilka dni temu po sprzedaży ponad 18 mln par produktów w ciągu ostatniego roku zadebiutowała w ponad 500 perfumeriach Sephora w USA.

Nie jest to jednak odosobniony przypadek, ale część większej zmiany w strategii sieci kosmetycznych. Handel coraz uważniej śledzi to, co sprzedaje się i angażuje użytkowników na TikToku, a następnie przenosi "internetowe fenomeny" do sklepów stacjonarnych.

Trend ten widać także w Polsce, chociaż nie zawsze jest to klasyczna droga od DTC (direct-to-consument) do retailu. Np. w segmencie rzęs dyi (czyli do samodzielnego założenia) marka Stars from the Stars została stworzona przy udziale twórców TikToka i od początku rozwijana we współpracy z Rossmannem. Everybody London, dostępne w Rossmannie, oraz debiutująca szerzej w Hebe Poppy Head posługują się sferą wizualną, częstotliwością premier i modelem komunikacji charakterystycznym dla marek projektowanych pod social media.

image

Marki beauty inwestują miliony w influencerów. Kampanie kosztują fortunę

- Coraz częściej to właśnie zdolność produktu do wywołania reakcji na TikToku decyduje, czy otrzyma on miejsce w ofercie dużej sieci. Sephora, Ulta czy Boots nadal potrzebują marek o ugruntowanej pozycji, ale coraz częściej szukają również brandów, które przyciągną do sklepów młodszych konsumentów wychowanych w mediach społecznościowych.​- wskazują eksperci. 

Droga od virala na TikToku, przez sprzedaż we własnym e-sklepie i social commerce, aż po debiut w Sephorze, Ulcie, Boots czy Rossmannie stała się dziś Świętym Graalem młodych firm kosmetycznych.

Nie jest już pojedynczym fenomenem, lecz dojrzałym mechanizmem rynkowym, którego przykłady widać również w Polsce.

TikTok staje się laboratorium sprzedażowym marek

Dla sieci handlowej popularność na TikToku jest czymś więcej niż zasięgiem. Platforma pozwala obserwować, które produkty przyciągają uwagę, jak konsumenci ich używają, jakie pytania zadają i czy zainteresowanie przekłada się na sprzedaż. TikTok Shop dokłada do tego twarde informacje o konwersji, wartości koszyka i częstotliwości ponownych zakupów.

Marka wchodząca do retailu po kilku latach sprzedaży DTC ma już przetestowaną ofertę, rozpoznawalne bestsellery i własną sieć twórców. Retailer nie musi od początku budować zainteresowania. Przejmuje produkt, którego klientki już szukają, a następnie zwiększa jego dostępność i skalę sprzedaży.

image

Niezależne marki podbijają TikTok Shop. W rok sprzedały kosmetyki za 500 mln dolarów

Ten model dobrze pokazuje brytyjska marka P.Louise, która zbudowała silną pozycję dzięki mediom społecznościowym i transmisjom sprzedażowym na TikTok Shop. W 2025 r. osiągnęła 2,71 mln dolarów GMV w ciągu jednego dnia sprzedaży na platformie. W maju 2026 r. zadebiutowała w 36 sklepach Boots oraz na boots.com. - Było to jej pierwsze duże wejście na brytyjskie ulice handlowe. Marka podkreślała, że po latach budowania społeczności online klientki mogą wreszcie dotknąć, przetestować i zobaczyć produkty na żywo - tak opisał to portal BeautyMatter.

Podobną drogę przeszła Rhode Hailey Bieber. Marka rozpoczęła działalność w 2022 r. jako biznes DTC, oparty na limitowanych dropach, społeczności i produktach błyskawicznie zdobywających popularność w social mediach. Przed wejściem do Sephory generowała już ponad 200 mln dolarów rocznej sprzedaży. Jej przejęcie przez e.l.f. Beauty za kwotę mogącą sięgnąć 1 mld dolarów pokazało, jaką wartość mogą osiągnąć marki zbudowane bez tradycyjnej dystrybucji. 

W kategorii rzęs podobnym przykładem jest Glamnetic. Marka powstała w 2019 r. i zdobyła rozpoznawalność dzięki magnetycznym rzęsom oraz komunikacji prowadzonej w mediach społecznościowych. Dziś jej produkty są dostępne m.in. w Sephorze, Ulcie, Target i na Amazonie. FlutterHabit wchodzi więc na drogę, którą przeszły już inne cyfrowe marki beauty: od internetowego rozwiązania konkretnego problemu do szerokiej, wielokanałowej dystrybucji.

Po sprzedaży 18 mln par rzęs DYI marka FlutterHabit trafia do Sephory

Markę FlutterHabit założyli Kasey i Tim Jacksonowie w 2019 r., inwestując około 12 tys. dolarów w pierwszą partię produktów. Chcieli zaproponować klientkom tańszą i mniej czasochłonną alternatywę dla profesjonalnego przedłużania rzęs w salonach kosmetycznych. W ciągu niespełna roku sprzedaż przekroczyła 1 mln dolarów.

FlutterHabit rozwijał się przede wszystkim w modelu direct-to-consumer, a następnie za pośrednictwem Amazona i TikTok Shop. W 2023 r. marka została przejęta przez Performance Beauty Group, do której należą również m.in. Grande Cosmetics, Lilly Lashes, Velour Lashes, Babe Original i Bondi Boost.

image

Paryski Haute Couture Fashion Week 2026 wyznacza nowe trendy beauty. Co z wybiegów trafi do kosmetyczek konsumentów?

Wejście do Sephory jest pierwszą dużą współpracą stacjonarną FlutterHabit. Marka zadebiutowała w ponad 500 perfumeriach w USA oraz na sephora.com. To pierwszy brand z segmentu domowych przedłużeń rzęs DIY w ofercie sieci. Produkty są aplikowane od spodu naturalnych rzęs, a efekt może utrzymywać się przez kilka dni.

Do sprzedaży trafiły najpopularniejsze zestawy rzęs STICKtionary i PrepTECH, pianka do mycia rzęs Foam a Friend wraz ze szczoteczką oraz nowy preparat do usuwania rzęs Lash Off. Ceny wynoszą od 16 do 28 dolarów.

Marka przetestowana przez własną społeczność

Za decyzją Sephory stoją nie tylko zasięgi FlutterHabit, ale także wyniki potwierdzające powtarzalność biznesu:

  • wzrost przychodów w 2026 r. o 50 proc. rok do roku;
  • jedna trzecia sprzedaży bezpośredniej pochodząca z subskrypcji;
  • ponad 30 modeli i premiery wprowadzane co trzy–sześć miesięcy;
  • społeczność ponad 30 tys. osób na Facebooku, wykorzystywana jako panel konsumencki;
  • ceny produktów od 16 do 28 dolarów.

Szczególnie istotny jest udział subskrypcji. Pokazuje, że FlutterHabit nie opiera się wyłącznie na jednorazowych, viralowych zakupach. Jedna trzecia sprzedaży we własnym kanale pochodzi od klientek regularnie uzupełniających zapasy. Marka chciałaby w przyszłości dołączyć także do programu automatycznego odnawiania zamówień Sephory.

FlutterHabit ma ponad 30 modeli rzęs i wprowadza kolejne co trzy–sześć miesięcy. Ważnym źródłem informacji o potrzebach klientek jest grupa na Facebooku skupiająca ponad 30 tys. osób. Marka pyta jej członkinie o oczekiwane nowości, ulubione produkty oraz elementy wymagające poprawy. Pod wpływem opinii społeczności część limitowanych modeli została włączona do stałej oferty.

Social media pełnią więc jednocześnie funkcję kanału komunikacji, sprzedaży, obsługi klienta, badania konsumenckiego oraz laboratorium rozwoju produktów. To właśnie ten pakiet – a nie sam viral – staje się dla sieci handlowych najcenniejszy.

Polskie marki: kilka różnych dróg z internetu do dużej sieci

W Polsce zmiana również jest widoczna, ale warto rozdzielić kilka modeli. Nie każda młoda marka obecna dziś w Rossmannie czy Hebe zaczynała na TikToku i nie każda najpierw zbudowała duży biznes DTC. Wspólne jest to, że cyfrowa społeczność i zdolność tworzenia angażujących treści coraz częściej wspierają negocjacje z retailem.

image

Drogeria przyszłości nie musi rywalizować z AI i TikTokiem. Jak kupuje pokolenie Alfa? Oto nowe drogi wzrostu beauty

Your KAYA: od subskrypcji i edukacji do Rossmanna

Your KAYA jest jednym z najczytelniejszych polskich przykładów. Zaczynała jako start-up e-commerce z produktami higienicznymi oferowanymi m.in. w modelu subskrypcyjnym. Marka budowała społeczność wokół edukacji, ciałopozytywności i przełamywania tabu. Następnie weszła do Rossmanna, najpierw z artykułami higienicznymi, a później z coraz szerszą ofertą pielęgnacji i makijażu. Retail dał jej zasięg poza grupą odbiorców możliwych do efektywnego pozyskania we własnym e-commerce.

Resibo, Miya Cosmetics i Veoli Botanica: różne drogi do szerokiej dystrybucji

Resibo wyrosło z jednego produktu stworzonego z osobistej potrzeby założycielki, a we wczesnym etapie rozwijało sprzedaż i rozpoznawalność bez wsparcia masowej dystrybucji. Dziś marka jest obecna stacjonarnie i online w Hebe.

Miya Cosmetics także należy do pokolenia młodych polskich marek rozwijanych przy silnym wsparciu internetu, ale nie jest czystym przykładem przejścia DTC–retail: od początku budowała model omnichannel, łącząc własny sklep z obecnością w sieciach drogeryjnych.

Veoli Botanica przez lata budowała pozycję w internecie i specjalistycznym kanale beauty, a w 2025 r. rozszerzyła dystrybucję na wszystkie sklepy stacjonarne Hebe. W tych przypadkach szeroki retail jest etapem skalowania marek, które wcześniej miały już rozpoznawalność i wyrazistą tożsamość.

BasicLab: edukacja składnikowa i social commerce

BasicLab reprezentuje model marki zbudowanej na eksperckiej edukacji o składnikach aktywnych i świadomej pielęgnacji. Firma rozwinęła własny e-commerce i obecność m.in. w Super-Pharm oraz DOZ. W 2026 r. znalazła się wśród pierwszych marek kosmetycznych korzystających z polskiej wersji TikTok Shop, gdzie postawiła na transmisje LIVE, edukację i bezpośredni kontakt ze społecznością. Nie ma natomiast podstaw, by przypisywać jej obecność jednocześnie w Rossmannie, Hebe i Sephorze.

Nanolash: polski punkt odniesienia w rzęsach DIY

W samej kategorii rzęs najbliższym polskim punktem odniesienia jest Nanolash, marka związana ze spółką Trendmarkt. Oferuje pełny system DIY: kępki, bonder, sealer, aplikator i remover. Produkty można znaleźć m.in. w ofercie internetowej Douglasa i DOZ oraz u partnerów marketplace Hebe. Nie należy jednak automatycznie utożsamiać obecności w serwisie Hebe z szeroką dystrybucją na półkach wszystkich drogerii stacjonarnych.

Drogeria sama wchodzi na TikToka

Zmieniają się nie tylko marki. Sieci coraz mocniej organizują ofertę wokół produktów popularnych w social mediach. Hebe prowadzi internetowe sekcje Instashop i Viral Shop, w których łączy asortyment z trendami z Instagrama i TikToka. Rossmann wykorzystuje viralowe produkty w komunikacji, materiałach inspiracyjnych i premierach skierowanych do młodszych klientów.

W 2026 r. TikTok Shop wystartował w Polsce, a wśród pierwszych partnerów i marek znalazły się podmioty z branży beauty. BasicLab rozpoczął transmisje LIVE, a Rossmann i Hebe zostały wskazane jako sieci przygotowujące sprzedaż na platformie. Granica pomiędzy oglądaniem krótkiego filmu, zakupem w social commerce i wizytą w drogerii zaczyna się zacierać.

Retail nie jest już końcowym, odseparowanym etapem ścieżki zakupowej. Może pojawić się jednocześnie jako konto na TikToku, sklep na platformie, aplikacja lojalnościowa, marketplace i fizyczna półka. Wygrywa ten podmiot, który najszybciej zamienia cyfrowy sygnał zainteresowania w dostępny produkt, nie tracąc przy tym jakości selekcji.

 

Komentarz redakcji: Odwrócony model ryzyka

Wejście FlutterHabit do Sephory pokazuje, że TikTok i tradycyjny handel nie muszą ze sobą konkurować. Pełnią inne funkcje na ścieżce zakupowej. TikTok pozwala marce szybko dotrzeć do odbiorców, pokazać działanie produktu i wygenerować zainteresowanie. Użytkownicy SM oraz TikTok Shop sprawdzają, czy zainteresowanie przekłada się na zakup. Sklep stacjonarny zwiększa dostępność, pozwala przetestować produkt i dociera do klientek, które nie kupują bezpośrednio w social mediach.

Kiedyś wprowadzenie nieznanej marki było przede wszystkim ryzykiem detalisty.

Dziś młody brand może przyjść do sieci z historią sprzedaży, retencją, danymi o bestsellerach, społecznością i gotowym ekosystemem treści.

Dla handlowców stacjonarnych i online współpraca z marką wykreowaną w sieci oznacza więc mniejsze ryzyko. Zmienia to również sposób, w jaki sieci wybierają marki. O sukcesie na półce nie decydują już wyłącznie historia producenta, budżet marketingowy i tradycyjne badania rynku. Coraz większe znaczenie mają dynamika wzrostu w social mediach, sprzedaż na platformach społecznościowych, siła społeczności i zdolność marki do regularnego dostarczania nowych treści oraz premier.

Nie oznacza to, że każdy viral zasługuje na półkę. Popularność może zniknąć równie szybko, jak się pojawiła, a gwałtowny wzrost ujawnia problemy z dostawami, jakością i obsługą klienta. Dlatego dla sieci najcenniejsze nie są same wyświetlenia, lecz połączenie kilku sygnałów: sprzedaży, powtarzalności zakupów, jakości produktu, zdolności operacyjnej i lojalności społeczności.

FlutterHabit spełnia te warunki: ma 18 mln sprzedanych par, rosnące przychody, znaczący udział subskrypcji i aktywną grupę klientek wykorzystywaną do rozwoju produktów. Dlatego jego wejście do Sephory jest czymś więcej niż historią o rzęsach. To ilustracja nowego porządku w beauty, w którym TikTok może stworzyć popyt, DTC udowodnić jego wartość, a retail zamienić cyfrowy fenomen w markę masową.

Polskie przykłady pokazują, że lokalny rynek podąża w podobnym kierunku. Różnica polega na tym, że w Polsce duże sieci często uczestniczą w budowaniu marek już na etapie premiery. Model FlutterHabit pokazuje kolejny etap: marka może najpierw samodzielnie udowodnić swoją siłę w social commerce, a dopiero później negocjować wejście do retailu z dużo mocniejszej pozycji.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Drogerie
27.07.2026 10:45
Hebe wprowadza pięć specjalistycznych linii produktów do profesjonalnej pielęgnacji włosów pod marką własną
Profesjonalna pielęgnacja włosów na co dzień - nowa marka własna od HebeHebe

Nowa linia powstała we współpracy z fryzjerami, którzy testowali formuły w swoich salonach i dzielili się opiniami na etapie ich tworzenia. Dzięki temu produkty do pielęgnacji włosów Hebe Professional łączą profesjonalne podejście z wygodą codziennego stosowania. To propozycja dla osób, które chcą zadbać o włosy w domu, ale zależy im na efekcie kojarzonym z wizytą w salonie.

W Hebe Professional znalazło się aż 5 specjalistycznych linii produktów do profesjonalnej pielęgnacji włosów: Volumission, Rebuild, Smoothair, Colorfixity i Nutrifull. Każda z nich została opracowana z myślą o innym efekcie, dlatego łatwo wybrać produkty najlepiej dopasowane do tego, czego w danym momencie potrzebują włosy – większej lekkości, wygładzenia, odbudowy, ochrony po koloryzacji albo odżywienia.

Każda specjalistyczna linia obejmuje zarówno podstawowe produkty do codziennego stosowania, jak i bardziej specjalistyczne formuły uzupełniające pielęgnację włosów. W każdej z nich dostępne są szampony, odżywki i maski, a także produkty do zadań specjalnych, takie jak kuracja zagęszczająca, spray unoszący włosy u nasady, termoochronny cement, kuracja rewitalizująca, woda lamelarna, termoochronne mleczko dyscyplinujące, olejek dyscyplinujący, spray termoochronny, nektar termoochronny oraz serum odżywcze.

Volumission sprawdzi się wtedy, gdy zależy nam na lekkości i uniesieniu u nasady. To propozycja dla cienkich, delikatnych włosów, które szybko tracą objętość. Rebuild odpowiada na potrzebę regeneracji i wzmocnienia, szczególnie po stylizacji, suszeniu czy prostowaniu. Smoothair pomaga ograniczyć puszenie i nadać całości gładszy, bardziej uporządkowany wygląd. Colorfixity została stworzona z myślą o pielęgnacji włosów farbowanych, aby kolor dłużej wyglądał świeżo i promiennie. Z kolei Nutrifull skupia się na odżywieniu, miękkości i zdrowym wyglądzie na co dzień.

Produkty mają lekkie, łatwe do rozprowadzenia konsystencje, a szampony tworzą gęstą, aksamitną pianę. Całość dopełniają dopracowane kompozycje zapachowe, które pozostają wyczuwalne także po umyciu.

Linia profesjonalnych produktów do pielęgnacji włosów Hebe Professional jest już dostępna w sklepach Hebe, na hebe.pl oraz w aplikacji.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
29. lipiec 2026 03:47