StoryEditor
Handel
22.05.2024 10:55

Zniesienie handlu w niedziele? Pracownicy są skłonni pracować, ale za podwójną stawkę

W sondażu przeprowadzonym wśród kasjerów sklepów wielkopowierzchniowych 45 proc. chce całkowitego zniesienie handlu w niedziele, a 50 proc. wprost przeciwnie. Zarazem prawie 70 proc. przyznaje, że mogłoby pracować w niedziele, ale za podwójną stawkę wynagrodzenia.

Ograniczenie handlu w niedziele powinno być całkowicie zniesione uważa 45 proc. kasjerów sklepów wielkopowierzchniowych. 50  proc. z grupy 100 losowo wybranych respondentów jest przeciwnego zdania, a 5 proc. ankietowanych nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii. Badanie zostało przeprowadzone w całym kraju w połowie maja br. metodą CAPI (ang. Computer Assisted Personal Interview) przez UCE Research dla portalu Onet.

Autorzy badania zapytali też kasjerów o to, czy za podwójne wynagrodzenie byliby w stanie pracować w każdą niedzielę. 69 proc. ankietowanych odpowiedziało twierdząco, 26 proc. – odpowiedziało „nie”, a 5 proc. respondentów nie było zdecydowanych.

Tymczasem według Macieja Ptaszyńskiego, prezesa Polskiej Izby Handlu (PIH) nie ma szans na wprowadzenie takich stawek za niedzielną pracę.

– Scenariusz wprowadzenia podwójnego wynagrodzenia za pracę w niedziele nie jest realny, ponieważ dla większości sklepów spowoduje on bardzo duże dociążenie budżetu. Płace stanowią jeden z najwyższych lub najwyższy element struktury kosztów w każdym przedsiębiorstwie. W związku z tym każde zwiększanie tego elementu może się bardzo odbić na rentowności firm. Przy tym nie wydaje się, żeby obroty, które pojawiłyby się w wyniku uwolnienia niedziel, miałyby zrekompensować wzrost kosztów – stwierdza Ptaszyński.  

Natomiast dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD), uważa, że pracodawcy będą podzieleni w sprawie ewentualnego wprowadzenia podwójnego wynagrodzenia za pracę w niedziele. Będzie to wynikało z ich pozycji rynkowej i możliwości finansowych danej firmy. Taka zmiana nie powinna być problemem dla podmiotów mających szybkie, elastyczne przychody, a więc dla dyskontów czy sieci convenience. Z kolei hipermarkety, które tracą udziały w rynku, zechcą za wszelką cenę uniknąć zwiększenia funduszu wynagrodzeń. Ponadto, według Falińskiego, rynek i klienci przyzwyczaili się do tego, że w niedziele się nie handluje.

Przedstawiciele największych sieci drogeryjnych i perfumeryjnych nie chcą uczestniczyć w medialnej dyskusji na temat przywrócenia handlu w niedziele, ale w wypowiedziach prezesów sieci pojawiają się te wątki i nie ukrywają oni, że koszty pracy są dla handlu ogromnym wyzwaniem. Widzą również, że klienci są w stanie obyć się bez zakupów w niedziele. Rynek przyzwyczaił się do tego stanu rzeczy.

Czytaj więcej: Sieci drogeryjne wolą nie wypowiadać się w temacie handlu w niedziele

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Drogerie
28.05.2026 18:02
"Ukraińska Sephora” opuszcza polski rynek. GM rozwija sieć w Ukrainie
”Ukraińska Sephora” opuszcza polski rynekShutterstock

Ukraińska sieć beauty GM, określająca się mianem "ukraińskiej Sephory”, zamyka swoją jedyną placówkę w Polsce. Sklep działający we Wrocławiu był pierwszym i jedynym zagranicznym salonem marki. Firma deklaruje jednak dalszy rozwój na rodzimym rynku, gdzie posiada już niemal 30 perfumerii i intensywnie rozwija sprzedaż online.

W tym artykule przeczytasz:

  • GM rozwija się w Ukrainie
  • Ukraiński GM - co to takiego?
  • Jak wyglądają sklepy GM?

Ukraińska sieć GM jak dotąd prowadziła jednej sklep w Polsce  – we Wrocławiu, przy ul. Oławskiej 19. Jednak w maju 2026 roku polski oddział GM przekazał, że podjęta została decyzja o zamknięciu tej placówki. 

– Dziękujemy, że byliście z nami przez ten cały czas. Po wielu pięknych chwilach nadszedł moment pożegnania. To ostatnia okazja, by zrobić zakupy w GM  – podała firma.

GM rozwija się w Ukrainie

Zarazem, jak donosi Retail Association of Ukraine, GM nadal rośnie na rodzimym rynku. W ciągu sześciu lat sieć rozwinęła się do niemal 30 perfumerii, które działają w ponad 20 miastach w Ukrainie.

Najnowsza placówka sieci GM ruszyła w maju tego roku w Iwano-Frankiwsku, w centrum handlowym A7. To trzecia lokalizacja firmy w tym mieście.

GM oprócz otwierania sklepów stacjonarnych rozwija także biznes e-commerce. Sklep internetowy sieci działa pod adresem gm-ua.com.

image

Eveline Cosmetics nie zwalnia tempa. Polska marka beauty rośnie w siłę w kraju i za granicą

Ukraiński GM - co to takiego?

GM to bardziej perfumeria niż klasyczna drogeria. Sieć sprzedaje m.in. kosmetyki do makijażu, perfumy oraz produkty do codziennej pielęgnacji twarzy, ciała i włosów. W asortymencie nie ma natomiast codziennych artykułów higienicznych, chemii domowej, proszków do prania czy pieluch - czyli znacznej części oferty charakterystycznej dla drogerii. 

Punktem odniesienia i wyraźną inspiracją dla GM była i jest wspomniana już Sephora. Ponieważ ta marka oficjalnie nie działa na rynku ukraińskim, GM stara się zająć "jej" miejsce w świadomości lokalnych konsumentów. Pozycjonując się jako ukraiński odpowiednik, buduje prestiż i obiecuje klientkom doświadczenie zakupowe na światowym poziomie.

 

Post udostępniony przez ™️GM - Українська мережа магазинів косметики (@gm.com.ua)

Jak wyglądają sklepy GM?

Wnętrza sklepów stacjonarnych GM nawiązują do oficjalnego sloganu marki, która określa salony jako "najbardziej różowe i puszyste" przestrzenie kosmetyczne w Ukrainie. Dominującym elementem wystroju jest wyrazista, różowa kolorystyka połączona z jasnym oświetleniem.

W najnowszym, odświeżonym formacie sklepów GM wszystkie marki kosmetyczne (których jest ponad 100) umieszczone są na osobnych regałach. Taki układ pozwala klientkom na wygodne przeglądanie pełnego asortymentu konkretnego producenta w jednym, wyznaczonym miejscu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Apteki
28.05.2026 13:15
E-apteki zmieniają rynek beauty. Konsumenci wybierają wygodę i dyskrecję
E-apteki napędzają nową erę retailuShutterstock

Rynek health & beauty coraz mocniej przesuwa się w stronę e-commerce, a jednym z największych beneficjentów tej zmiany stają się apteki internetowe. Konsumenci przyzwyczajeni do szybkości zakupów online, dostaw next day i personalizowanych rekomendacji coraz częściej kupują w sieci nie tylko kosmetyki, ale również produkty wellness, suplementy czy preparaty dermatologiczne.

W tym artykule przeczytasz:

  • Pandemia przyspieszyła cyfrową rewolucję aptek
  • Dlaczego konsumenci pokochali e-apteki?
  • Dyskrecja i dostępność napędzają wzrost e-aptek
  • Tradycyjne drogerie i apteki tracą ruch – 800 aptek zniknęło już z UK
  • Przyszłość należy do modelu hybrydowego
  • Konsumenci nadal chcą lokalnych sklepów

Pandemia przyspieszyła cyfrową rewolucję aptek

Dynamiczny rozwój aptek online rozpoczął się podczas pandemii COVID-19. Lockdowny i zamknięcie sklepów stacjonarnych sprawiły, że konsumenci masowo przenieśli zakupy health & beauty do internetu.

Choć pandemia dawno się skończyła, zmiana nawyków okazała się trwała.

Według najnowszych danych przychody samych aptek internetowych w Wielkiej Brytanii osiągnęły w 2024 roku niemal 2 mld funtów – prawie dwa razy więcej niż w 2019 roku. Prognozy wskazują, że w 2026 roku rynek przekroczy już tę granicę.

Dlaczego konsumenci pokochali e-apteki?

Jednym z głównych powodów popularności e-aptek pozostaje wygoda zakupów. Konsumenci oczekują dziś szybkich, intuicyjnych i bezproblemowych doświadczeń zakupowych, czyli dokładnie takich, jakie oferuje nowoczesny e-commerce.

Apteki online wykorzystują rozwiązania znane z największych platform sprzedażowych: dostawy next day, modele subskrypcyjne, zakupy mobilne czy automatyczne przypomnienia o ponownym zakupie produktów.

Równie ważna jest szerokość oferty. Konsumenci mogą kupować online zarówno dermokosmetyki, produkty viralowe z TikToka, jak i bardziej wrażliwe kategorie np. preparaty wspierające menopauzę czy leki na odchudzanie.

image

Drogerie rzucają wyzwanie dyskontom: Rossmann i DM walczą o „koszyk zdrowia” Polaków

Dyskrecja i dostępność napędzają wzrost e-aptek

Eksperci podkreślają, że dużą rolę odgrywa również aspekt prywatności.

Dla części klientów zakupy online są bardziej komfortowe niż rozmowa w sklepie stacjonarnym, szczególnie w przypadku produktów związanych z wagą, problemami hormonalnymi czy zdrowiem intymnym.

E-apteki zwiększają także dostępność zakupów dla osób starszych, mieszkających poza dużymi miastami lub mających trudności z dotarciem do sklepów stacjonarnych.

Zmienia się również podejście do konsultacji online. Aż 81 proc. konsumentów deklaruje, że poleciłoby zdalne konsultacje zdrowotne lub beauty innym użytkownikom.

Tradycyjne drogerie i apteki tracą ruch – 800 aptek zniknęło już z UK

Rozwój e-aptek stawia jednak pod presją tradycyjny retail. Coraz mniej konsumentów regularnie odwiedza high street –obecnie jedynie 53 proc. Brytyjczyków korzysta z lokalnych ulic handlowych przynajmniej raz w miesiącu.

W latach 2020–2024 w Wielkiej Brytanii zamknięto około 800 aptek stacjonarnych.

Jednym z najbardziej widocznych przykładów pozostaje Boots, który w ciągu dwóch lat zamknął blisko 400 sklepów, redukując swoją sieć o niemal 20 proc. Co ciekawe, mimo zamknięć sprzedaż Boots rosła, głównie dzięki rozwojowi kanałów e-commerce, click & collect oraz dostaw do domu.

image

DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii

Przyszłość należy do modelu hybrydowego

Eksperci rynku wskazują, że przyszłość sektora będzie należała do modelu hybrydowego, łączącego sprzedaż online z obecnością stacjonarną. Coraz więcej firm rozwija strategię omnichannel, oferując klientom możliwość wyboru pomiędzy zakupami internetowymi, odbiorem w sklepie czy szybką dostawą tego samego dnia.

Rosnące znaczenie będą mieć także technologie AI i personalizacja. Marki już dziś wykorzystują dane zakupowe do rekomendowania produktów, automatyzowania zakupów czy tworzenia bardziej dopasowanych doświadczeń zakupowych.

Eksperci przewidują, że sztuczna inteligencja będzie coraz mocniej wspierać również konsultacje beauty  – zarówno online, jak i w sklepach stacjonarnych.

Konsumenci nadal chcą lokalnych sklepów

Mimo dynamicznego wzrostu e-commerce nie znika jednak trend "shop local”.

Badania pokazują, że wielu konsumentów nadal ceni niezależne, lokalne apteki i sklepy beauty, przede wszystkim za bardziej osobiste podejście oraz możliwość bezpośredniego kontaktu i konsultacji.

Aż 4 na 5 klientów deklaruje, że w lokalnych punktach czuje się bardziej docenianych niż w dużych sieciach czy kanałach online.

To oznacza, że tradycyjne apteki i drogerie nadal mogą budować przewagę konkurencyjną wokół eksperckiego doradztwa, relacji z klientem i doświadczeń offline.

 

Źródło: The Industry Beauty

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
28. maj 2026 18:56