StoryEditor
Beauty
17.02.2013 00:00

Magda Steczkowska: Postanowiłam być szczęśliwa. I jestem!

Magda Steczkowska – piosenkarka  i niepoprawna optymistka. Prywatnie żona gitarzysty Piotra Królika, z którym w 2001 roku założyła zespół Indigo, i mama trzech córek. Dzielnie łączy życie osobiste z zawodowym, podkreślając że niczego nie żałuje  i z radością patrzy w przyszłość.

Agnieszka Saracyn-Rozbicka: Paul Samuel Leon Johnson napisał, że „Muzyka jest jedyną zmysłową przyjemnością pozbawioną znamion grzechu”. A jak Ty ją postrzegasz?
Magda Steczkowska:
Jako czysto grzeszną przyjemność (śmiech).

Wróćmy do początków. Kiedy pojawiła się u Ciebie pasja śpiewania?

Śpiewałam od zawsze, ale moment, w którym poczułam, że śpiewanie dodaje mi skrzydeł i sprawia, że czuję się spełniona i szczęśliwa nadszedł kilka lat temu. Widocznie coś musiało we mnie dojrzeć...

Jesteś na rynku muzycznym od prawie 20 lat. Jak przez ten czas zmieniał się Twój światopogląd i podejście do muzyki?

Oj, znacznie! Na początku świetnie się bawiłam i do tego mi za to płacili (śmiech). Uwielbiałam śpiewać w chórkach, byłam bardzo młoda i każda propozycja współpracy cieszyła mnie ogromnie! Praca z cudownymi ludźmi, nie tylko gwiazdami, była szalenie interesująca i rozwijająca! Prawdziwa szkoła życia! Śpiewałam i nagrywałam wtedy bardzo dużo z różnymi artystami. Czasami mi się podobało, czasami nie. Ale to również było kształcące, bo coraz wyraźniej widziałam, w którą stronę muzycznie mnie ciągnie.
Największe wyzwanie artystyczne, z jakim przyszło Ci się w tym czasie zmierzyć?
Wiele takich było. Nie potrafię powiedzieć, które było największe, najważniejsze... Na pewno wiem, które było najtrudniejsze! Festiwale w Opolu i w Sopocie, gdzie w ciągu kilku dni wraz z moimi przyjaciółmi – Izą Ziółek i Andrzejem Krukiem, z którymi tworzyliśmy zespół wokalny, musieliśmy nauczyć się kilkudziesięciu utworów, w różnych językach i często jeszcze je opracować. Do tego najlepiej na pamięć, bo to nie ładnie wygląda w kamerze jak mamy pulpity. Oczywiście jeszcze musimy wyglądać i pięknie się poruszać! Ogromne wyzwanie i wielka przyjemność. Uwielbiałam to!
Z łezką w oku wspominam nasze próby i wspólne występy, jednak jak śpiewa moja ulubiona artystka, Maryla Rodowicz „ale to już było i nie wróci więcej...”.
W zeszłym roku ukazała się nagrana z zespołem Indigo Twoja trzecia studyjna płyta pt. „Pełnia”. Mam wrażenie, że jest ona kontynuacją krążka „Cuda”, z tą różnicą, że pojawiło się więcej rockowych brzmień. Za produkcję niezmiennie odpowiada Piotr Siejka i już tradycyjnie tekst do jednej z piosenek napisała Paulina Przybysz. Jakie miejsce ten album zajmuje w Twoim dorobku?
Takie jak poprzednie moje płyty. Nie dzielę ich na lepsze, gorsze, bardziej moje itp. Każda z  płyt to pewien okres w moim życiu, a każdy z nich jest, był i będzie bardzo ważny. Z różnych powodów. „Pełnia” to był czas niezwykle intensywnej pracy, która przynosiła mi mnóstwo pozytywnej energii, radości, spełnienia, ale i ciężkich chwil... Stąd też tytuł.

Większość piosenek jest o miłości, takiej bardzo rzeczywistej, życiowej, a nawet tej trudnej…

Inaczej nie potrafię (śmiech). W tekstach są moje przeżycia lub zaobserwowane sytuacje, relacje międzyludzkie. Piotr Siejka (producent) kiedy nagrywaliśmy utwór „Niczego więcej” powiedział: „No tak, to wiadomo, że o Twoim mężu to na początek damy samą perkusję” (śmiech, mąż wokalistki jest perkusistą – przyp. red.). Innym razem, przy utworze „Ja-Ty-Ona” pytał, czy wszystko u nas porządku (śmiech, tajemnicza „ona” to po prostu piłka nożna – przyp. red.) Pisanie tekstów nie przychodzi mi łatwo. Czasami męczę się jak potępieniec. Ciężko jest wtedy ze mną wytrzymać (śmiech), ale lubię to robić. Utwór „Droga”, który jest mi szczególnie bliski, kosztował mnie wiele emocji i podczas powstawania tekstu, i podczas nagrania. Nie wiem już, ile razy do niego podchodziłam... Do dziś, mimo że śpiewam go, nie wiem który raz, ciężko mi opanować emocje na scenie. Tak to już jest, kiedy pisze się teksty z życia wzięte.
Może nie wypada pytać piosenkarkę, czy słucha innych wokalistów, jednak chciałam wiedzieć, po czyją muzykę najchętniej sięgasz w zaciszu swojego domu?
Dlaczego nie wypada? Z przyjemnością odpowiem. Kayah i Anna Maria Jopek! Kocham je miłością wielką! Ogromnie przeżywam ich muzykę, więc najczęściej słucham jej w samochodzie podczas długiej, samotnej podróży i często wzruszam się ogromnie, jak pięknie to wszystko ze sobą gra: ich głosy, muzyka, teksty. Z zagranicznych artystów zawsze i wszędzie Sting, Prince, Sade, nieodżałowana Whitney Houston i wielu, wielu innych. Ostatnio mąż podsunął mi super grupę HMB z Portugalii. Uwielbiam ich!
A jak oceniasz polski rynek muzyczny i swoją pozycję na nim?
Brakuje mi różnorodności. Nie bardzo pojmuję, dlaczego w każdej stacji radiowej na okrągło usłyszeć można te same utwory. Ja bym chciała coś innego, najchętniej polskiego, żeby zobaczyć, co u nas mają do pokazania, a wiem, że mają dużo! Tylko – niestety – trzeba się naszukać, żeby znaleźć, a ja nie bardzo mam na to czas. A moja pozycja? Cały czas dużo pracuję, żeby ją umacniać (śmiech)!
Patrzę na Ciebie, czytam bloga o cudownym tytule „Kocham Cię życie” i widzę szczęśliwą kobietę…
Bo tak jest! Jestem szczęśliwa, co nie znaczy, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy (śmiech).

Aż trudno w to uwierzyć.
Mam cudowną rodzinkę i robię to, co kocham. Mój mąż bardzo mnie wspiera, co dodaje mi skrzydeł! Niczego nie żałuję i wiem, że przede mną jeszcze dużo fantastycznych rzeczy! Mocno w to wierzę! Ja po prostu postanowiłam być szczęśliwa i konsekwentnie to realizuję! Bardzo dużo zależy od nas samych i co do  tego nie mam żadnych wątpliwości!
Twój blog jest wyjątkowo ciepły, ze względu na historie dnia codziennego, w których główną rolę odgrywają Twoje trzy córki. Co macierzyństwo dało Tobie jako kobiecie, a co jako wokalistce, i czy łatwo pogodzić te dwie role?
Trudno. Bardzo trudno. Mój zawód to moja pasja i całe szczęście, bo w przeciwnym razie natychmiast bym go zmieniła. Bycie mamą to najpiękniejsza, a zarazem najtrudniejsza rzecz, jaka mi się w życiu przydarzyła. Gdyby nie wsparcie Piotra, nie bardzo wiem, czy dałabym sobie radę. Nie chodzi tu tylko o  wsparcie psychiczne, które jest oczywiście ogromnie ważne, ale o pomoc w codziennych obowiązkach. Jako kobieta czuję się spełniona. Trzy cudowne istotki, z charakterkiem jakich mało, to prawdziwy skarb! Jako wokalistka wiem, że macierzyństwo bardzo mnie uwrażliwiło, co daje mi zupełnie nową paletę emocji, którą słychać w moim głosie i tekstach.
Czy chcielibyście z mężem, żeby dziewczynki poszły w Wasze ślady i też poświęciły się muzyce?
Chcemy tylko, żeby były szczęśliwe! Niech robią, co chcą, byleby kochały to, co będą robić w życiu. Wtedy wszystko jest łatwiejsze.
Do tej pory to Tobie dziennikarze zadawali pytania, teraz role się odwróciły. Jak się czujesz po drugiej stronie mikrofonu, gdy nie śpiewasz, a relacjonujesz wydarzenia i przeprowadzasz wywiady?
Czuję się jak ryba w wodzie i choć najbardziej kocham śpiewać to jestem otwarta na inne wyzwania. Stąd też wideoblog Orange i prowadzenie imprez. Ostatnio miałam przyjemność poprowadzić event dla Dior & Douglas – 4 godziny intensywnej pracy na najwyższych obrotach, gdyż cały scenariusz opierał się na mojej inwencji twórczej. Było to dla mnie duże wyzwanie! Ale udało się! Na koniec dostałam brawa na stojąco od  dyrekcji (śmiech)!

Pokusiłabyś się o swoją definicję piękna?

Piękno to  szczery uśmiech na twarzy drugiego człowieka...
Niejednokrotnie Twoje stroje były bardzo pochlebnie komentowane przez modowych krytyków. Lubisz wypady na miasto ze swoim stylistą Konradem Fado?
Oboje ich nie znosimy (śmiech)! Tyle że, o ile Konrad musi, bo to jego praca, to ja robię to tylko w wyjątkowych sytuacjach, takich jak zaopatrzenie szafy męża, córek lub prezenty. Zresztą Konrad najczęściej zagląda do showroomów, gdzie wszyscy go uwielbiają, bo gwiazdy, które ubiera, mają zawsze ogrom publikacji w mediach i pozytywnych recenzji, a to dla właścicieli tegoż przybytku ogromnie ważne. Ale prawdą jest, że jak już muszę iść, to tylko z Konradem, bo wtedy są to zakupy błyskawiczne! Ja coś wybieram i mu pokazuję, a on mówi: „nigdy w życiu”, „po moim trupie” lub kategoryczne „nie” i mamy zabawę (śmiech). Specjalnie czasami wybieram takie rzeczy, żeby mu się ciśnienie podniosło. Konrad mnie dobrze zna. Wie co założę na siebie, a czego nie, nawet gdyby był to najnowszy krzyk mody. Świetnie nam się razem pracuje! I zawsze mi towarzyszy na wszelkiego rodzaju galach i imprezach, na których być muszę, za co jestem mu ogromnie wdzięczna. I mój mąż również, bo Piotr nie przepada za takimi „wyjściami”, śmiejemy się, że Konrad go zastępuje  (śmiech).
Jak dbasz o urodę?
Przede wszystkim zgodnie z wiedzą powszechną nigdy nie kładę się spać w makijażu i zawsze starannie oczyszczam twarz. To podstawa. Osobiście uważam, że najlepszym kosmetykiem jest sen, ale od kiedy na świecie pojawiły się moje córeńki, to jest to towar bardzo deficytowy (śmiech). Nie mam tony kosmetyków i lubię zmiany, ale oczywiście mam swoje ulubione. Jestem fanką polskich kosmetyków, a w szczególności Bielendy. Z aptecznych lubię Vichy. Jeżeli mam tylko chwilę, chętnie korzystam z przeróżnych zabiegów, które ma w swojej niezwykle bogatej ofercie Medicor w Krakowie. Dobrze się tam czuję i mam pełne zaufanie do cudownych pań, które tam pracują. Ostatnio dałam się skusić na serię zabiegów Exilis  i jestem pod dużym wrażeniem tego, co to cudo potrafi.

Jesteś mamą trzech wspaniałych dziewczynek, a sama w dalszym ciągu wyglądasz jak ich starsza siostra. Jaki jest Twój przepis na świetną formę?

Oj, dziękuję! Jak miło (śmiech). Prawda jest taka, że to głównie geny i ponieważ bardzo doceniam to, co dała mi natura, staram się utrzymać w dobrej formie. A co robię? Wszystko, czyli sprzątam, gotuję, piorę i takie tam. Biegam, jak mam siłę i czas, jeżdżę na nartach, czasami pływam. Ogólnie, mało siedzę, bo nie mam czasu! No i oczywiście staram się dobrze odżywiać, ale bez przesady.
A jak się relaksujesz?
A co to jest relaks (śmiech)? A tak poważnie, najchętniej odpoczywam nic nie robiąc. Kino jest dla mnie zbawieniem! Lepsze niż SPA, choć tam również lubię bywać. Nie mam zbyt wielu okazji do relaksowania się, ale kiedy istnieje taka szansa, to najbardziej lubię wspólne wypady z mężem. Przy trójce łobuzów, jakimi niewątpliwie są nasze córki, takie wyjazdy  ładują nasze akumulatory na długi czas.
Jakie masz marzenia i plany na przyszłość?
Grać, grać, nagrywać, nagrywać... A jeśli chodzi o marzenia, to podróżować, podróżować, podróżować. Chociaż z tym to muszę poczekać, aż dziewczynki podrosną. Liczę, że jak już nadejdzie ten moment, będę miała jeszcze siły na dalekie podróże. Póki co, zadowalam się krótkimi wypadami.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała:
Agnieszka Saracyn-Rozbicka

NIE MOGĘ SIĘ OBEJŚĆ BEZ:

Tusz do rzęs: Revitalash Mascara – uwielbiam!
Fluid: Dior Skin Forever  Compact, ale świetny jest również Giordani Gold Oriflame
Pomadka: raczej błyszczyk marki Dior i kredka marki Inglot
Kremy: Bielenda Bawełna – to mój absolutny must have wśród kosmetyków. Rewelacyjnie nawilża, ale także wzmacnia i regeneruje skórę. A wśród aptecznych kosmetyków Vichy Idealia
Mleczko do ciała: Jato Well Vitalizing Cream z Bioline  i masło do ciała Bielenda Avocado. Oba pięknie pachną i świetnie nawilżają skórę
Perfumy: J’adore Dior


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Dziecko
19.08.2026 13:31
Szkolna kosmetyczka podbija TikToka. Rossmann i Hebe reagują na trend
Wyprawka szkolna dla nastolatkishutterstock.com

Wyprawka szkolna coraz częściej obejmuje nie tylko zeszyty, przybory czy lunchbox, ale także kosmetyczkę. W mediach społecznościowych popularność zyskują nagrania, w których nastolatki pokazują, co zabierają ze sobą do szkoły i jakie produkty beauty uważają za niezbędne. Na trend odpowiadają także drogerie, m.in. Rossmann i Hebe, które przygotowały specjalne oferty back to school.

Co nastolatki pakują do szkolnej kosmetyczki?

Szkolna kosmetyczka staje się dla części nastolatków elementem codziennej wyprawki. W mediach społecznościowych użytkowniczki pokazują jej zawartość, wymieniają się poradami i publikują nagrania z przygotowywania kosmetyczki na nowy rok szkolny.

image
Screenshot filmu użytkowniczki @klatex z TikToka. 
Klaudia Tarka

Użytkowniczka Klaudia Tarka (@klatex), obserwowana przez ponad milion osób, opublikowała film, w którym pokazuje, co kupić do szkolnej kosmetyczki. Na jej liście znalazły się m.in. artykuły higieniczne, dezodorant, żel lub płyn do dezynfekcji rąk, szczotka i gumki do włosów, pilniczek oraz suchy szampon. W przypadku nastolatek zainteresowanych makijażem kosmetyczkę można uzupełnić także o podstawowe produkty do jego poprawek.

Trend wpisuje się w szersze zainteresowanie młodych konsumentów pielęgnacją i makijażem. Początek roku szkolnego staje się więc dla nich okazją nie tylko do skompletowania tradycyjnej wyprawki, ale również do odświeżenia kosmetyczki.

Rossmann stawia na kosmetyczkę nastolatki

Rossmann w ramach oferty „Stylowo do szkoły” przygotował kategorię obejmującą m.in. kosmetyczki, makijaż i akcesoria beauty oraz akcesoria do włosów. Oferta obowiązująca od 13 sierpnia obejmuje także przybory szkolne, lunchboxy i pojemniki, butelki, kubki termiczne, akcesoria do telefonów czy elektronikę.

image

TikTok Shop zmieni zakupowe nawyki polskich nastolatków. Psycholog ostrzega

Tym samym drogeria łączy tradycyjną wyprawkę szkolną z kategoriami beauty i produktami odpowiadającymi na codzienne potrzeby nastolatków.

Hebe również zagospodarowuje trend back to school

Własną ofertę przygotowało również Hebe. Wśród produktów skierowanych do starszych dzieci i nastolatek znalazły się kosmetyki, akcesoria do delikatnego makijażu, produkty higieniczne oraz suplementy diety.

Oferta obejmuje również produkty przydatne podczas codziennego funkcjonowania w szkole, m.in. butelki i bidony, akcesoria śniadaniowe czy urządzenia elektroniczne.

image

Od „Sephora Kids” do smart beauty. Gen Alpha już kupuje. Marki i drogerie muszą mówić „tego produktu nie potrzebujesz”

Szkolna kosmetyczka szansą dla drogerii

Popularność trendu może być dla drogerii okazją do zwiększenia sprzedaży produktów z kategorii beauty i higieny. Sieci mogą wykorzystać sezon szkolny do tworzenia specjalnych ekspozycji z produktami, które sprawdzą się w szkolnej kosmetyczce. 

Takie rozwiązanie może ułatwić młodym klientom skompletowanie kosmetyczki, a jednocześnie zachęcić do zakupu kilku produktów podczas jednej wizyty. Sezonowa ekspozycja może być również sposobem na promowanie produktów w mniejszych, podręcznych formatach, które odpowiadają na potrzeby uczniów spędzających w szkole większą część dnia.

image

Sinsay idzie pod prąd. Michał Laskowski ujawnia: "Back to school” czasem wielkich zmian

Back to school przestaje być wyłącznie sezonem sprzedaży zeszytów, plecaków i przyborów szkolnych. Dla drogerii to również okazja do zwiększenia sprzedaży kategorii beauty, szczególnie wśród starszych dzieci i nastolatków. Popularność szkolnych kosmetyczek w mediach społecznościowych może dodatkowo wzmacniać ten trend.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Mężczyzna
19.08.2026 12:11
Beauty dla chłopców? Gen Alpha kupuje skincare, perfumy i kosmetyki premium
Chłopcy wchodzą do Sephory. Nowa generacja konsumentów zmienia rynek beautyShutterstock

Jeszcze niedawno pielęgnacja skóry i kosmetyki premium były w komunikacji marek kierowane przede wszystkim do kobiet i starszych pokoleń. Dziś coraz wyraźniej widać nowego konsumenta: chłopca z pokolenia Alpha, który zna marki kosmetyczne, śledzi trendy na TikToku, kupuje produkty do włosów, pielęgnacji i zapachy. To nie chwilowa moda. Męski segment beauty rośnie, a jego najmłodsi konsumenci wchodzą do kategorii coraz wcześniej.

W tym artykule przeczytasz:

  • Nie tylko krem. Jakie kosmetyki najchętniej kupują chłopcy?
  • TikTok nauczył ich, że wygląd można "projektować”
  • Młodzi chłopcy nie boją się już kategorii beauty. Kosmetyki coraz częściej są neutralne płciowo
  • Men‘s care rośnie, a Gen Z już wydaje na beauty
  • Ciekawy jest stosunek Gen Alpha do ceny
  • "Sephora Kids” nie jest wyłącznie historią dziewczynek
  • Beauty może budować pewność siebie. Może też budować kompleksy

Wizyta w Sephorze czy Douglasie może dziś wyglądać inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Obok nastolatek oglądających produkty do pielęgnacji skóry czy makijaż coraz częściej pojawiają się chłopcy. Szukają perfum, kosmetyków do włosów, produktów na niedoskonałości czy produktów popularnych w mediach społecznościowych.

Dane zebrane przez Razorfish pokazują, że 45 proc. chłopców z Gen Alpha jest zainteresowanych skincarem, a 25 proc. ma rutynę pielęgnacyjną obejmującą co najmniej trzy produkty.

To dużo, jeśli weźmiemy pod uwagę, że mówimy o dzieciach, a nie o dorosłych konsumentach, których od lat obserwujemy w segmencie men‘s grooming.

Nie tylko krem. Jakie kosmetyki najchętniej kupują chłopcy?

Materiał, na którym opiera się analiza tego trendu, pokazuje, że młodzi chłopcy interesują się przede wszystkim pielęgnacją ciała i włosów, ale coraz częściej sięgają również po produkty do twarzy i zapachy. Według danych cytowanych przez Global Cosmetic Industry, wśród chłopców w wieku 7–17 lat zainteresowanie body care i hair care deklaruje po 88 proc. badanych.

To ważne przesunięcie. Tradycyjny model męskiej pielęgnacji zaczynał się od dezodorantu, żelu pod prysznic i szamponu. Później doszła woda toaletowa, kosmetyk do golenia, ewentualnie krem.

Gen Alpha zaczyna z zupełnie innego miejsca. Dla niego kosmetyk nie musi być stereotypowym "męskim kosmetykiem”. Ma działać, dobrze wyglądać, być zgodny z trendem i rozwiązywać konkretny problem.

Wśród produktów pojawiających się w chłopięcych kosmetyczkach są m.in. płatki i plastry na niedoskonałości, produkty do stylizacji włosów, sól do włosów, zapachy czy kosmetyki do oczyszczania skóry. Vogue zwracał uwagę na ten sam kierunek, opisując chłopców w wieku 13–15 lat, którzy pod wpływem TikToka i sportowych idoli interesują się fryzurami, cologne, spot stickers czy salt spray.

image

Od „Sephora Kids” do smart beauty. Gen Alpha już kupuje. Marki i drogerie muszą mówić „tego produktu nie potrzebujesz”

TikTok nauczył ich, że wygląd można "projektować”

Jednym z najważniejszych motorów tego zjawiska są media społecznościowe.

Pokolenie Alpha nie musi czekać, aż ktoś w domu pokaże mu, jak działa krem czy jak dobrać zapach. Algorytm robi to za niego. TikTok, YouTube i Instagram dostarczają instrukcji, recenzji, porównań i gotowych rutyn.

Eksperci zwracają uwagę na popularność trendów takich jak looksmaxxing czy mewing. Ich wspólnym mianownikiem jest przekonanie, że wygląd można świadomie poprawiać poprzez konkretne działania, produkty i techniki.

To zmienia również sposób, w jaki chłopcy postrzegają kosmetyki. Nie są już one wyłącznie narzędziem higieny. Stają się narzędziem kontroli nad własnym wyglądem.

A to szczególnie dobrze działa w mediach społecznościowych, gdzie wygląd jest częścią codziennej autoprezentacji.

 

 

Nie bez znaczenia jest też obecność sportowców, muzyków, aktorów i influencerów. Jeśli ulubiony piłkarz pokazuje fryzurę, zapach albo rutynę przed meczem, kosmetyk przestaje być "czymś dla dziewczyn”. Staje się elementem stylu i przynależności do określonej grupy.

Młodzi chłopcy nie boją się już kategorii beauty. Kosmetyki coraz częściej są neutralne płciowo

To jeden z ciekawszych efektów zmiany pokoleniowej.

Przez lata branża kosmetyczna funkcjonowała według dość prostego podziału: beauty dla kobiet, grooming dla mężczyzn. Męskie produkty miały ciemniejsze opakowania, prostsze komunikaty i często koncentrowały się na funkcji.

Dziś ten podział zaczyna się zacierać.

Gen Alpha dorasta w świecie, w którym kosmetyk może być neutralny płciowo, a jego atrakcyjność wynika z działania, opakowania, zapachu albo obecności w social mediach. Badania Razorfish wskazują wręcz, że beauty staje się dla tego pokolenia coraz bardziej gender-neutral, a chłopcy wchodzą do kategorii m.in. poprzez TikToka, gaming i sportowych celebrytów.

To otwiera przed producentami nowy obszar. Nie chodzi już o stworzenie kolejnego "men‘s cleanser”. Chodzi o zrozumienie, dlaczego młody konsument chce konkretnego produktu i jak chce go używać.

Men‘s care rośnie, a Gen Z już wydaje na beauty

Trend wśród chłopców jest częścią większej zmiany w męskim beauty.

Według danych cytowanych przez Glossy, mężczyźni z pokolenia Gen Z są obecnie największymi wydającymi w kategorii men‘s beauty. 42 proc. badanych przedstawicieli tego pokolenia deklaruje, że przeznacza większą część swoich dochodów na grooming, podczas gdy wśród millenialsów odsetek ten wynosi 29 proc.

Rośnie również sam segment męskiej pielęgnacji skóry. Allied Market Research prognozuje, że rynek men‘s skincare osiągnie wartość 16 mld dolarów do 2032 roku, przy średnim rocznym wzroście na poziomie około 8 proc.

W Stanach Zjednoczonych mężczyźni w wieku 18–24 lat byli w 2024 roku dwukrotnie bardziej skłonni do robienia zakupów w Sephorze niż w 2020 roku.

image

Czy TikTok stanie się nową drogerią pokolenia Z? Platforma uruchomiła TikTok Shop

Ciekawy jest stosunek Gen Alpha do ceny

Dzieci oczywiście nie dysponują siłą nabywczą dorosłego konsumenta. Ale mają wpływ na decyzje zakupowe rodziców. Badania cytowane przez Global Cosmetic Industry pokazują, że 71 proc. rodziców dzieci w wieku 7–17 lat deklaruje, że ich dzieci prosiły o drogie produkty zapachowe, a 58 proc. o konkretny produkt określonej marki beauty.

Co więcej, Gen Alpha coraz wcześniej zaczyna rozpoznawać marki premium.

W badaniu przywoływanym przez Forbes niemal 7 na 10 dzieci posiadało produkt luksusowy już przed ukończeniem 10. roku życia. Jednocześnie 45 proc. chłopców z tego pokolenia deklarowało zainteresowanie skincare.

Dziecko niekoniecznie chce „kremu do twarzy”. Chce tego kremu, który widziało na TikToku.

"Sephora Kids” nie jest wyłącznie historią dziewczynek

Termin "Sephora Kids” pojawił się w związku z falą zainteresowania kosmetykami wśród dzieci i młodszych nastolatek. Najczęściej chodziło o dziewczynki kupujące produkty marek takich jak Drunk Elephant, Rare Beauty, Sol de Janeiro czy Laneige. Często były one przeznaczone dla skóry dojrzałej i kierowane do starszych konsumentów.

Dziś coraz wyraźniej widać, że zjawisko ma również swoją chłopięcą wersję.

W przypadku dziewczynek większy nacisk pada często na skincare i makijaż. U chłopców mocniej widoczne są zapachy, włosy, body care, produkty na niedoskonałości i grooming. Mechanizm jest jednak podobny: produkt zostaje odkryty w social mediach, staje się elementem trendu, a następnie trafia do zakupowego koszyka.

Problem zaczyna się wtedy, gdy 12-latek "potrzebuje" kremu przeciwzmarszczkowego

Wzrost zainteresowania kosmetykami wśród dzieci sam w sobie nie musi być problemem.

Nastolatek z trądzikiem może potrzebować odpowiedniego produktu do oczyszczania skóry. Chłopak uprawiający sport może potrzebować kosmetyków do ciała. Młody konsument może po prostu lubić zapachy.

Granica pojawia się wtedy, gdy dzieci zaczynają stosować produkty stworzone z myślą o dorosłej skórze i dorosłych problemach.

W przypadku "Sephora Kids” dermatolodzy zwracali uwagę przede wszystkim na stosowanie przez dzieci retinolu, kwasów AHA/BHA czy silnych produktów złuszczających. Przegląd opublikowany w Journal of Drugs in Dermatology wskazuje, że bezpieczeństwo i skuteczność części tych składników u dzieci nie zostały odpowiednio przebadane, a ich nieprawidłowe stosowanie może prowadzić m.in. do podrażnień, zapalenia skóry czy zwiększonej wrażliwości na słońce.

 

@sephora

If you’re looking for the boys, they’re at Sephora.

♬ Next Stop Sephora - sephora

 

image

Pokolenie Alpha odkrywa kosmetyki dzięki AI. Zakupy nadal robi w drogeriach

Beauty może budować pewność siebie. Może też budować kompleksy

To właśnie tutaj branża beauty znajduje się dziś w najbardziej interesującym, ale też najbardziej wymagającym miejscu.

Z jednej strony pielęgnacja może być dla młodego chłopaka elementem dbania o siebie. Może pomóc mu poradzić sobie z trądzikiem, nauczyć podstaw higieny, zainteresować zdrowiem skóry czy po prostu dać mu poczucie pewności siebie.

Z drugiej – media społecznościowe potrafią stworzyć wrażenie, że każdy element twarzy można i należy poprawić.

Badania dotyczące "Sephora Kids” wskazują na ryzyko przedwczesnego przejmowania standardów piękna i rozwijania niezdrowej koncentracji na wyglądzie.

U chłopców może to przyjmować nieco inną formę niż u dziewczynek. Zamiast "glass skin” pojawiają się idealna fryzura, wyraźna linia szczęki, odpowiedni zapach, sylwetka czy "looksmaxxing”.

Ale mechanizm pozostaje podobny: algorytm najpierw pokazuje ideał, a następnie sprzedaje narzędzia, które mają pozwolić się do niego zbliżyć.

Dla branży to nowy konsument i nowa odpowiedzialność

Gen Alpha dopiero zaczyna wchodzić do beauty, ale już zmienia jego zasady

Dla producentów oznacza to ogromną szansę. Młodzi chłopcy mogą stać się kolejną grupą napędzającą rozwój skincare, haircare i fragrance. Marki men‘s care już przesuwają się od funkcjonalnych produktów w stronę premiumizacji, składników aktywnych, sensoryczności i całych rutyn pielęgnacyjnych.

Jednocześnie coraz młodszy konsument wymaga od rynku większej ostrożności.

NIQ wskazuje, że Gen Alpha wchodzi do beauty coraz wcześniej, a proces odkrywania produktów zaczyna się już w szkole podstawowej i średniej. Jednocześnie rodzice pozostają najważniejszym głosem w decyzjach zakupowych.

To może oznaczać, że przyszłość children‘s i teen beauty nie będzie polegała na prostym kopiowaniu produktów dla dorosłych i zmianie koloru opakowania.

Największą wartość będą miały marki, które potrafią powiedzieć młodemu konsumentowi nie tylko "co kupić”, ale również "czego naprawdę potrzebujesz”.

Bo chłopcy z Gen Alpha już weszli do beauty. Pytanie nie brzmi więc, czy będą kupować kosmetyki. Pytanie brzmi, jak szybko ich kosmetyczki zaczną wyglądać jak te należące do dorosłych i czy branża zdąży ustalić, gdzie powinna postawić granicę.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
19. sierpień 2026 23:48