StoryEditor
Rynek i trendy
05.07.2021 00:00

Wyprodukowano w Polsce - dla konsumentów to ważna informacja podczas zakupów [BADANIE]

Z deklaracji prawie 2/3 konsumentów wynika, że w czasie codziennych zakupów spożywczo-przemysłowych sprawdzają, czy dany produkt na pewno pochodzi od polskich producentów. Nieco mniej niż 1/3 klientów nie interesuje się tą kwestią. Największą aktywność wykazują seniorzy i osoby będące między 30. a 39. rokiem życia. Tego typu praktykę stosują głównie mieszkańcy wsi i małych miejscowości, a także rodacy ze średnim lub z wyższym wykształceniem, zarabiający na rękę od 7 tys. zł wzwyż.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez UCE Research dla Grupy Blix, podczas codziennych zakupów spożywczo-przemysłowych spora rzesza klientów sprawdza, czy kupowane artykuły pochodzą od polskich producentów. Deklaruje to aż 62,9 proc. ankietowanych. 31,8 proc. badanych, czyli niemal o połowę mniej, nie praktykuje tego. Tylko 5,2 proc. respondentów nie pamięta, czy zwraca uwagę na powyższą kwestię.

– Obecnie jednym z mocniejszych impulsów do zakupu danego produktu jest informacja, czy pochodzi on z Polski. Większość klientów utożsamia towar naszego pochodzenia z wyższą jakością. Co więcej, Polacy, mając do wyboru rodzimy artykuł i wyprodukowany w innym kraju, z reguły uważają ten pierwszy za bardziej naturalny i zdrowy, czyli zawierający mniej sztucznych dodatków – mówi Arkadiusz Paprzycki z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Można spodziewać się stopniowego wzrostu odsetka osób zwracających uwagę na rodzime pochodzenie kupowanych produktów.

– Pandemia ujawniła, jak ważne dla bezpieczeństwa zachowania harmonijnych dostaw towarów na rynek jest ich wytwarzanie w Polsce. Produkcja krajowa tworzy też miejsca pracy, tym samym pozytywnie wpływając na bezpieczeństwo ekonomiczne – komentuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Dodaje, że jedynie nikły odsetek Polaków w ogóle nie pamięta, czy sprawdza pochodzenie produktów.

Prawdopodobnie są to osoby, które rzadko osobiście wybierają towary w sklepach. Dla nich ważne może być przede wszystkim samo wejście w posiadanie artykułów, które zaspokajają ich potrzeby. To z kolei oznacza, że obecnie zdecydowana większość społeczeństwa podchodzi do zakupów w sposób bardzo świadomy i rozważny – zaznacza ekspert z PIE.

Badanie wykazało też, że przede wszystkim osoby starsze, które ukończyły 60. roku życia, sprawdzają kraj pochodzenia produktu. Drugą aktywną pod tym względem grupą są osoby mające 30-39 lat. Jak wyjaśnia dr Łuczak, seniorzy mają zdecydowanie więcej czasu na zakupy od młodszych osób, żyjących często w pośpiechu. Ponadto patriotyzm konsumencki jest najbardziej widoczny właśnie wśród najstarszych konsumentów. Z kolei klienci w wieku 30-39 lat są najbardziej wyedukowani na rynku.

– Starsi konsumenci mają większe zaufanie do polskich produktów. Podejmują świadome decyzje zakupowe i częściej czytają etykiety. Młodsi ludzie, zwłaszcza poniżej 30. roku życia, nie są liderami tego rankingu, bo wychowali się w czasach, gdy zagraniczne produkty były na równi dostępne z polskimi. I wydaje im się, że nie ma między nimi większej różnicy – komentuje Arkadiusz Paprzycki.

Dane pokazują również, że kraj pochodzenia produktu najczęściej interesuje Polaków z woj. podkarpackiego, podlaskiego i kujawsko-pomorskiego. Głównie zwracają na niego uwagę osoby żyjące na wsiach i w miejscowościach liczących do 5 tys. ludności. Ale z tego typu praktyką można też dość często się spotkać w miastach mających od 50 do 99 tys. mieszkańców. Ekspert z Grupy Blix zauważa, że trend patriotyzmu konsumenckiego zaczyna lekko zmieniać front. Jeszcze kilka lat temu mniej zamożne tereny sporo dzieliło w tym zakresie. A teraz widać, że zaczyna się to wyrównywać, co jest pożądanym zjawiskiem.

Sprawdzanie pochodzenia produktów w kontekście kraju najczęściej deklarują osoby, których zarobki są wysokie, tj. od 7 tys. zł wzwyż na rękę. Zdaniem eksperta z aplikacji Zdrowe Zakupy, jest to grupa, która bardzo świadomie podejmuje decyzje zakupowe. Często zwraca też uwagę np. na takie kwestie, jak ilość konserwantów w art. spożywczych czy oznaczenia typu BIO i EKO. Osoby z takimi zarobkami mogą sobie pozwolić na zakup droższych produktów, bo ich ceny nie mają tak dużego znaczenia, jak jakość.

Ceny polskich produktów nie są zaporowe dla konsumentów zarabiających mniej niż 7 tys. zł na rękę. Natomiast osoby z mniejszymi zasobami przy wyborze produktów mogą kierować się głównie ich kosztem. Wyniki badania pokazują, że potrzebne są bodźce edukacyjne, np. w postaci kampanii promujących sprawdzanie dodatkowych informacji o kupowanych towarach – przekonuje dr Łuczak, współautor badania z Grupy Blix.

Do tego należy dodać, że nabywaniem polskich produktów są zainteresowane głównie osoby z wyższym i ze średnim wykształceniem. Jak podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka, z reguły są one najbardziej świadome swoich wyborów konsumenckich i znaczenia aktywnego wspierania rodzimych producentów. Mogą pamiętać np. o tym, że kupowanie tutejszych towarów pozytywnie wpływa na kondycję polskich firm i ich konkurencyjność, rynek pracy, budowę wizerunku kraju na arenie międzynarodowej oraz środowisko naturalne.

Dane pochodzą z badania zrealizowanego metodą CAWI (wywiad internetowy) przez UCE Research dla Grupy Blix. W dniach 18-20 czerwca br. wzięło w nim udział 1145 dorosłych Polaków. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Apteki
20.03.2026 09:02
DM umacnia się w segmencie aptecznym. Aplikacja dm-med rozszerza ekosystem drogerii
DM

Niemiecka sieć drogerii DM konsekwentnie rozwija swój model platformowy, dopracowując usługę w formie wysyłkowej apteki dm-med. Integracja oferty OTC i produktów zdrowotnych z aplikacją oraz e-commerce to kolejny krok w kierunku budowy kompleksowego ekosystemu zakupowego – na razie tylko dla klientów na terenie Niemiec. Ruch ten wpisuje się w szerszy trend zacierania granic między drogerią, apteką a segmentem wellbeing.

W asortymencie platformy dm-med konsumenci znajdą leki bez recepty (OTC), suplementy diety oraz wyroby medyczne – jak podkreśla drogeria DM na swojej platformie internetowej.

dm-med to działająca od niedawna usługa wysyłkowej apteki, uruchomiona na niemieckim rynku przez sieć drogerii DM. Usługa jest zintegrowana z aplikacją oraz sklepem internetowym DM. Dzięki temu użytkownicy mogą zamawiać produkty medyczne, w tym leki bez recepty (OTC) oraz artykuły apteczne – bezpośrednio przez aplikację.

Jak wygląda ten proces od strony funkcjonalnej? Zamówienia składane są w ramach aplikacji DM (Mein dm-App) lub na stronie internetowej drogerii – w specjalnie wydzielonym obszarze „dm-med”. Drogeria zapewnia, że zamówienie dotrze do klienta w ciągu 2–3 dni roboczych. Istnieje też możliwość połączenia w ramach zamówienia online zakupów aptecznych z produktami drogeryjnymi, co jest – jak podkreśla DM – „proste, szybkie i wygodne”.

image

Rossmann bierze przykład z konkurenta i chce powalczyć o rynek apteczny

Co można kupić w ramach dm-med?

W ofercie apteki online drogerii DM znajdziemy szeroki wachlarz produktów dostępnych bez recepty, podzielonych na kategorie odpowiadające różnorodnym potrzebom zdrowotnym, m.in.:

image
DM
  • alergie
  • zdrowie kobiet
  • środki uspokajające, nasenne i antystresowe
  • układ moczowy i nerki
  • układ oddechowy
  • układ trawienny
  • higiena jamy ustnej
  • nikotynowa terapia zastępcza
  • suplementy diety
  • pielęgnacja dermatologiczna (twarz, włosy, skóra głowy, ciało, SPF)
  • przeziębienie i grypa
  • środki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe
  • układ krążenia
  • ochrona przed insektami
  • zdrowie seksualne
  • medycyna alternatywna i homeopatia.

 

Jeśli klient mimo to nie znajdzie poszukiwanego produktu OTC, może skorzystać ze specjalnego formularza kontaktowego online i uzyskać w ten sposób dodatkowe informacje, np. dotyczące działania czy skutków ubocznych konkretnych preparatów.

DM podkreśla, że w ramach dm-med nie oferuje leków na receptę ani też konsultacji medycznych w drogeriach stacjonarnych. Produkty wysyłane są m.in. z Czech i nie są dostępne w opcji odbioru ekspresowego w sklepach. Zwroty produktów medycznych realizowane są wyłącznie drogą kurierską (DHL) i nie ma możliwości dokonania takiego zwrotu za pośrednictwem drogerii stacjonarnej.

image

Marta Marszałek, PMR Market Experts by Hume’s: Aspiryna, suplementy i szampon w jednej aplikacji? Polski klient jest gotowy!

Strategiczny kontekst: droga DM do modelu platformowego

Wejście w segment apteki online nie jest przypadkowe. DM od lat rozwija swoją obecność cyfrową, budując wokół aplikacji mobilnej i e-commerce szeroki ekosystem usług – od zakupów przez programy lojalnościowe po personalizowane oferty i kupony rabatowe. Integracja dm-med z Mein dm-App jest kolejnym krokiem w kierunku zwiększania częstotliwości kontaktu z klientem oraz wartości koszyka zakupowego.

Na dojrzałym i bardzo konkurencyjnym rynku niemieckim, gdzie silną pozycję mają zarówno klasyczne apteki, jak i wyspecjalizowane platformy e-pharmacy, DM wykorzystuje swoją przewagę: skalę, rozpoznawalność marki oraz ogromną bazę użytkowników aplikacji. Dzięki temu może relatywnie szybko testować nowe modele sprzedaży i rozszerzać ofertę o kolejne kategorie powiązane ze zdrowiem i poprawą samopoczucia.

Drogeria, apteka, wellbeing – zacieranie granic kategorii

Uruchomienie dm-med wpisuje się w szerszy trend konwergencji segmentów: beauty, health i wellness. Coraz więcej retailerów rozszerza ofertę o produkty zdrowotne, odpowiadając na rosnące zainteresowanie konsumentów profilaktyką i samopielęgnacją.

Dla DM to także sposób na wzmocnienie pozycji w kategorii care – obejmującej nie tylko kosmetyki, ale również produkty wspierające zdrowie. W praktyce oznacza to budowanie modelu one-stop-shop, w którym konsument może zrealizować zarówno codzienne zakupy drogeryjne, jak i potrzeby związane z podstawową opieką zdrowotną – bez opuszczania jednego ekosystemu.

Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Biznes
19.03.2026 11:55
Polski rynek kosmetyczny rośnie, ale mierzy się z presją regulacji i konkurencji
Polska jest piątym największym rynkiem kosmetycznym w UEShutterstock

Unijne regulacje coraz mocniej wpływają na codzienne funkcjonowanie polskich producentów kosmetyków, którzy jednocześnie muszą odnaleźć się w rosnącej konkurencji ze strony zagranicznych marek. Choć nasz rynek – piąty co do wielkości w UE – dynamicznie się rozwija, branża stoi przed wyzwaniem umacniania pozycji lokalnych firm. Wspiera je jednak coś bardzo istotnego – lojalność konsumentek wobec polskich kosmetyków oraz rosnące zainteresowanie nimi także poza granicami kraju.

W tym artykule przeczytasz:

  • Coraz więcej marek, coraz trudniejsza konkurencja
  • Polska jednym z liderów rynku kosmetycznego
  • Podstawa prawna
  • Składniki pod lupą. Co znika z kosmetyków?
  • Nowe przepisy i nowe pomysły
  • Międzypokoleniowa lojalność wobec marek

Coraz więcej marek, coraz trudniejsza konkurencja

Największe wyzwania dla branży kosmetycznej w Polsce koncentrują się dziś wokół dwóch obszarów. Z jednej strony to silna konkurencja na rynku funkcjonują tysiące marek, zarówno lokalnych, jak i zagranicznych. Z drugiej – rosnące wymagania regulacyjne na poziomie Unii Europejskiej – mówi agencji Newseria Joanna Kowalczuk, dyrektorka ds. marketingu w firmie Ziaja.

Jak wynika z raportu Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego i WiseEuropa “Kosmetyczna Polska 2025”, liczba producentów kosmetyków w Polsce systematycznie rośnie – z 887 podmiotów w 2015 roku do 1320 w 2024 roku. W tym samym czasie rynek rozwijał się średnio o 4,9 proc. rocznie, osiągając wartość 25,2 mld zł. 

Polska jednym z liderów rynku kosmetycznego

To niemal trzykrotny wzrost od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej. Dziś Polska jest piątym największym rynkiem kosmetycznym we Wspólnocie, odpowiadając za 6,6 proc. jej wartości. Obecność w UE to jednak nie tylko szanse eksportowe, ale również konieczność dostosowania się do dynamicznie zmieniających się regulacji.

Dla firm takich jak nasza, które produkują miliony kosmetyków, wdrażanie kolejnych regulacji jest dużym wyzwaniem operacyjnym. Skala działalności sprawia, że zmiany nie mogą być wprowadzane z dnia na dzień. Tymczasem często właśnie w taki sposób jesteśmy nimi zaskakiwani – podkreśla Joanna Kowalczuk. – To dla nas spore utrudnienie, choć staramy się na bieżąco dostosowywać. Liczymy jednak na większą przewidywalność i dłuższe okresy przejściowe

image

Hebe stawia na polskie kosmetyki. Czy P-beauty stanie się nowym standardem pielęgnacji?

Podstawa prawna

Podstawą unijnych przepisów regulujących rynek kosmetyczny pozostaje rozporządzenie 1223/2009/WE (CPR), które określa zasady wprowadzania produktów do obrotu na terenie UE i ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa konsumentów. W praktyce producenci muszą jednak mierzyć się także z dodatkowymi regulacjami dotyczącymi m.in. opakowań, raportowania ESG czy stosowania konkretnych składników.

Składniki pod lupą. Co znika z kosmetyków?

Istotne zmiany wynikają również z wdrażania Strategii na rzecz Zrównoważonych Chemikaliów (CSS), będącej częścią Europejskiego Zielonego Ładu. Zakłada ona ograniczenie stosowania substancji potencjalnie szkodliwych oraz rozwój bezpieczniejszych i bardziej zrównoważonych formulacji już na etapie projektowania produktów.

Przykładem są nowe regulacje dotyczące składników. Od 1 września 2025 roku w UE nie można już wprowadzać do obrotu produktów zawierających TPO – substancję wykorzystywaną m.in. w lakierach hybrydowych i żelach UV. Z kolei od 1 maja 2026 roku zaczną obowiązywać kolejne ograniczenia dotyczące wybranych substancji, takich jak salicylan heksylu czy srebro. Dla producentów oznacza to konieczność reformulacji produktów.

image

Justyna Żerańska, PZPK: Przed nami 12 pracowitych miesięcy, w tym m.in. wyzwania regulacyjne

Nowe przepisy i nowe pomysły

Branża podkreśla jednak, że regulacje – choć wymagające – mogą działać także jako impuls do innowacji. Rosnące standardy bezpieczeństwa i zrównoważonego rozwoju sprzyjają tworzeniu nowych produktów, lepiej odpowiadających na oczekiwania świadomych konsumentów.

Polskie kosmetyki cieszą się dziś bardzo dużym zainteresowaniem za granicą. Konsumenci coraz częściej świadomie wybierają produkty z konkretnych krajów, a Polska jest jednym z tych rynków, które budują silną pozycję jakościową – mówi Joanna Kowalczuk. – Widzimy to m.in. w Hiszpanii, Czechach, Japonii czy na Węgrzech, gdzie nasze marki są rozpoznawalne i chętnie wybierane.

Potwierdzają to dane dotyczące eksportu. W 2024 roku jego wartość osiągnęła rekordowe 6 mld euro, co plasuje Polskę na piątym miejscu w UE i dziewiątym na świecie. Udział naszego kraju w globalnym eksporcie kosmetyków wyniósł 4 proc.

Międzypokoleniowa lojalność wobec marek

Jednocześnie rosnącym wyzwaniem pozostaje napływ produktów spoza Unii Europejskiej.

Konkurencja ze strony marek z rynków pozaunijnych jest coraz bardziej odczuwalna. Każda nowa marka to większe rozproszenie wyborów konsumenckich – zauważa Kowalczuk. – Mimo to polscy konsumenci pozostają bardzo lojalni wobec rodzimych producentów. W wielu przypadkach to właśnie lokalne marki są ich pierwszym wyborem. Widać to w wynikach sprzedaży, ale też w tym, że nasze kosmetyki mają często charakter międzypokoleniowy – korzystały z nich babcie, korzystają matki i sięgają po nie również młodsze pokolenia.

 

Źródło: Newseria

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
21. marzec 2026 00:09