StoryEditor
Beauty
09.06.2026 11:00

Algorytmy w drogerii. Jak AI odbiera klientów markom kosmetycznym

Coraz częściej konsumenci sięgają po sztuczną inteligencję przy codziennych zakupach (fot. wiadomoscikosmetyczne.pl) / wiadomoscikosmetyczne.pl

Spis treści:

  • AI prześwietla składy kosmetyków
  • Przypadek Pureology i ELEMIS. Jak ChatGPT rekomenduje szampony
  • Bolesna prawda o DTC. Własny e-sklep to tylko „strefa weryfikacji”
  • Jak uratować markę beauty przed niewidzialnością?

Amerykańskie badanie z lutego 2026 roku, przeprowadzone na grupie ponad tysiąca konsumentów, jasno pokazuje, że zakupy wspomagane przez sztuczną inteligencję (AI-powered shopping) przestały być domeną technologicznych pasjonatów, a stały się rynkowym mainstreamem. Już 63,1 proc. kupujących deklaruje, że korzysta z narzędzi AI podczas poszukiwania i weryfikacji produktów, 23,5 proc. regularnie korzysta ze wsparcia sztucznej inteligencji przy zakupach z kategorii zdrowie i wellness. Co to oznacza dla sektora kosmetycznego?

AI prześwietla składy kosmetyków

Jednym z najważniejszych wniosków płynących z raportu Envision Horizons jest fakt, że sztuczna inteligencja stała się surowym strażnikiem portfela konsumenta. Ponad połowa użytkowników AI (50,9 proc.) zrezygnowała z zakupu tylko dlatego, że cyfrowy asystent zgłosił zastrzeżenia lub wątpliwości wobec wybranego produktu.

W branży kosmetycznej to zjawisko przybiera wyjątkowo pragmatyczną formę. Kategorie takie jak pielęgnacja skóry (skincare), pielęgnacja włosów czy suplementy to dla konsumentów obszary wysokiego zaufania i obawy przed błędem. Z tego powodu:

  • 18,3 proc. kupujących celowo prosi AI o analizę bezpieczeństwa i skuteczności składników chemicznych oraz naturalnych zawartych w produktach.
  • 37,7 proc. konsumentów zleca algorytmom szczegółowe podsumowanie i syntezę opinii innych użytkowników.

Jeśli algorytm ChatGPT czy Google Gemini wykryje niespójność danych, brak przejrzystej specyfikacji technicznej lub powtarzające się w recenzjach frazy o „zapychaniu porów” czy „reakcjach alergicznych”, produkt automatycznie ląduje na czarnej liście. Gwiazdki i wysokie oceny na stronie przestają wystarczać, gdy algorytm syntetyzuje tysiące opinii i wyciąga z nich negatywne wzorce.

Przypadek Pureology i ELEMIS. Jak ChatGPT rekomenduje szampony

Raport Envision Horizons doskonale obrazuje tę zmianę na konkretnym przykładzie z rynku beauty. Na zapytanie użytkownika: „Jaki szampon jest najlepszy dla mojego typu włosów?”, ChatGPT nie odpowiedział ogólnikami. Bot natychmiast wyświetlił w oknie czatu zdjęcia konkretnych produktów, aktualne ceny oraz precyzyjne uzasadnienie wyboru.

W teście z lutego 2026 roku algorytm postawił na konkretne marki, rekomendując m.in. Pureology Hydrate Shampoo jako najlepszy wybór do ochrony koloru i nawilżenia, a obok niego produkty marek ELEMIS czy DS Laboratories.

image

Jak social media, AI i świadomość konsumentek zmieniają nowoczesne drogerie [WIDEO]

Dla menedżerów marek kosmetycznych to jasny sygnał: lojalność wobec brandu drastycznie spada na rzecz forced comparisons (wymuszonych porównań) dokonywanych przez roboty. Prawie 79 proc. kupujących przyznaje, że rekomendacja AI skłoniła ich do porzucenia dotychczas ulubionej marki na rzecz konkurencji, która w oczach algorytmu była lepiej udokumentowana.

Bolesna prawda o DTC. Własny e-sklep to tylko „strefa weryfikacji”

Wielu producentów kosmetyków inwestuje miliony w rozwój własnych platform e-commerce (DTC – Direct-to-Consumer). Raport Envision Horizons obnaża jednak brutalną prawdę o ścieżce zakupowej ery AI:

  • 50,9 proc. zakupów, które swój początek miały w reaserchu z udziałem sztucznej inteligencji, kończy się finalnie na platformie zakupowej.
  • 17,6 proc. transakcji przejmują witryny innych wielkich sieci detalicznych,
  • zaledwie 7,8 proc. klientów finalizuje zakup bezpośrednio w oficjalnym sklepie internetowym danej marki.

Gdzie w takim razie podziewa się rola własnej witryny? Przesuwa się ona w kierunku budowania zaufania. 14,1 proc. konsumentów po rozmowie z AI klika w link prowadzący do strony własnej marki, ale nie po to, by tam zapłacić, lecz po to, by zweryfikować zapewnienia bota, zapoznać się z historią marki i upewnić, że produkt jest bezpieczny. Po udanej weryfikacji i tak wracają dokończyć zakup tam, gdzie mają zapisane karty płatnicze i darmową dostawę.

Jak uratować markę beauty przed niewidzialnością?

W świecie zdominowanym przez wyszukiwarki AI wygrywa nie ten brand, który ma największy budżet reklamowy, ale ten, który jest najbardziej „czytelny” dla algorytmów.

image

E-apteki zmieniają rynek beauty. Konsumenci wybierają wygodę i dyskrecję

Na podstawie 10-stopniowej listy kontrolnej z raportu Envision Horizons, eksperci marketingu branży beauty powinni natychmiast wdrożyć pięć kluczowych zmian strukturalnych:

  1. zastąpić poetycki marketing twardymi danymi. AI nie rozumie metafor. Opisy produktów muszą opierać się na ustrukturyzowanych cechach deterministycznych (np. pojemność: 50 ml, kluczowy składnik: retinol 0,5%, filtr UV: SPF 30, typ skóry: tłusta).
  2. alternatywne opisy zdjęć - nowoczesne, multimodalne modele AI potrafią wizualnie porównywać produkty. Dokładne opisy tekstowe zaszyte pod zdjęciami pomadek czy podkładów ułatwiają im ocenę odcieni i konsystencji.
  3. synchronizacja ceny we wszystkich kanałach - jeśli bot zauważy, że krem na stronie producenta  kosztuje 120 zł, a w drogerii partnerskiej 150 zł, uzna dane za niespójne, straci zaufanie do oferty i całkowicie pominie ją w rekomendacjach.
  4. optymalizacja infrastruktury- cyfrowi asystenci zakupowi nie będą czekać na załadowanie się strony. Jeśli witryna odpowiada na zapytania API dłużej niż 3 sekundy, AI porzuci proces. Standardem staje się czas reakcji poniżej 200 ms.
  5. baza recenzji - ponieważ AI karmi się opiniami użytkowników w celu generowania podsumowań, zbieraj oceny w sposób czytelny dla maszyn, dbając o ich głębokość i systematyczność.

źródło: report Envision Horizons

Michał Czubak
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Praca
05.10.2026 15:43
Pracownicy GSK Services dołączają do Związkowej Alternatywy
Pracownicy GSK Services przystąpili do Związkowej Alternatywy         Shutterstock

Pracownicy GSK Services przystąpili do Związkowej Alternatywy. Nowo utworzony związek ma wejść w skład Międzyzakładowego Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa Pracowników Korporacji. Organizacja nie podaje, ilu pracowników GSK Services przystąpiło do związku ani jakie konkretne kwestie skłoniły ich do jego utworzenia.

Związkowa Alternatywa działa na rzecz wzmocnienia praw pracowniczych. Wśród jej postulatów znajdują się m.in. wzrost płac, ograniczenie pozapracowniczych form zatrudnienia, szersze stosowanie umów o pracę, skrócenie tygodniowego czasu pracy oraz wydłużenie urlopów wypoczynkowych. Organizacja postuluje także jawność wynagrodzeń i obowiązek podawania stawek w ogłoszeniach o pracę.

Związek chce również zwiększenia uprawnień organizacji pracowniczych. Postuluje m.in. większy udział związków zawodowych w procesach decyzyjnych w przedsiębiorstwach, rozszerzenie zakresu sporów zbiorowych i uproszczenie procedur strajkowych. Na liście postulatów znalazły się także większe kompetencje Państwowej Inspekcji Pracy oraz surowsze konsekwencje dla pracodawców naruszających prawa pracowników.

Wśród postulatów są również kwestie dotyczące bezpieczeństwa i warunków pracy, w tym przeciwdziałanie mobbingowi i dyskryminacji, ograniczenie nierówności płacowych oraz działania na rzecz większej równowagi między życiem zawodowym i rodzinnym.

image

Strajk w fabryce Puig pod Barceloną. Związki zawodowe protestują przeciw nierównym płacom

Związkowa Alternatywa nie wskazuje, które z tych kwestii były bezpośrednim powodem przystąpienia pracowników GSK Services do związku. Z komunikatu organizacji wynika jedynie, że pracownicy zdecydowali się na wspólne reprezentowanie swoich interesów.

Przykłady firm, w których działają związki zawodowe

Branża kosmetyczna

  • L’Oréal Polska
  • Avon

Branża farmaceutyczna 

  • Bayer Polska
  • Pfizer Polska
  • Sanofi

GSK ma w Polsce rozbudowane centra usługowe

GSK prowadzi w Polsce globalne centra kompetencji w Poznaniu i Warszawie. Obejmują one m.in. finanse, technologie, zakupy, HR, badania i rozwój oraz globalny łańcuch dostaw. Firma podaje, że polskie centra świadczą wyspecjalizowane usługi na rzecz jej oddziałów na całym świecie.

Jedną ze spółek tworzących polską strukturę koncernu jest GSK Services sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu. Podmiot odpowiada za dostarczanie leków na rynek krajowy oraz zarządzanie GSK Poland Hub. Spółka ma kapitał zakładowy w wysokości 258,05 mln zł.

To właśnie pracownicy tej spółki przystąpili do Związkowej Alternatywy. O ich decyzji 25 września bieżącego roku poinformowała propracownicza organizacja.

Co działalność związku może oznaczać dla GSK Services?

Obecność związku zawodowego może oznaczać dla GSK Services bardziej formalny sposób prowadzenia dialogu z pracownikami. Organizacja może reprezentować zatrudnionych w rozmowach dotyczących m.in. wynagrodzeń, czasu pracy, warunków zatrudnienia czy bezpieczeństwa pracy.

Może także przedstawiać pracodawcy postulaty dotyczące polityki zatrudnienia i występować w obronie praw pracowników. Związki zawodowe mają ustawowo określoną rolę w reprezentowaniu i obronie praw oraz interesów osób wykonujących pracę zarobkową.

image

Strajki pracowników Amazon w Niemczech w Black Friday: 3 tys. osób przerwało pracę

Skala wpływu związku będzie zależała m.in. od jego aktywności oraz od tego, jak pracodawca będzie reagował na przedstawiane postulaty. Jeśli organizacja będzie aktywnie korzystać ze swoich uprawnień, może wywierać presję na spółkę w sprawach dotyczących warunków zatrudnienia. W przypadku braku porozumienia może również dojść do sporu zbiorowego.

Związek nie musi jednak oznaczać wyłącznie konfliktu z pracodawcą. Stała reprezentacja pracowników może ułatwiać prowadzenie rozmów dotyczących zmian organizacyjnych, wynagrodzeń czy warunków pracy. Potencjalnie może też pozwolić na wcześniejsze sygnalizowanie problemów i szukanie rozwiązań, zanim przerodzą się one w większy konflikt.

Czy związki mogą zmienić rynek pracy?

Znaczenie takich organizacji może być większe, jeśli podobne związki będą powstawać w kolejnych dużych firmach. Wtedy postulaty dotyczące wynagrodzeń, stabilności zatrudnienia, czasu pracy czy jawności płac mogą stać się częścią szerszej dyskusji o warunkach pracy w dużych przedsiębiorstwach.

image

Boots może zmienić właściciela. Transakcja wycenia brytyjską sieć na ok. 9 mld dolarów

Jeśli presja pracowników na poprawę warunków zatrudnienia będzie rosła w wielu firmach, przedsiębiorstwa mogą w większym stopniu konkurować o pracowników nie tylko wysokością wynagrodzeń, ale również warunkami pracy i dodatkowymi świadczeniami. Taki efekt nie jest jednak automatyczny i zależy m.in. od siły poszczególnych organizacji oraz ich zdolności do prowadzenia negocjacji.

W dłuższej perspektywie większa aktywność związków zawodowych może również zwiększać znaczenie ich postulatów w debacie o prawie pracy. Dotyczy to m.in. wynagrodzeń, czasu pracy, form zatrudnienia, jawności płac czy uprawnień organizacji pracowniczych. Przystąpienie pracowników GSK Services do związku nie oznacza jednak samo w sobie zmian na poziomie całego rynku czy prawa.

Żródło: Związkowa Alternatywa

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
07. październik 2026 08:04