StoryEditor
Beauty
18.05.2014 00:00

Lidia Popiel: Mam swobodę życia

Lidia Popiel – fotograf, redaktor naczelna magazynu internetowego Finelife.pl. Prywatnie żona Bogusława Lindy, z którym ma córkę Aleksandrę. Spotykamy się w Warszawskiej Szkole Filmowej, gdzie wykłada na zajęciach fotografii. Na wspomnienie jej nazwiska współpracownicy reagują serdecznym uśmiechem. Chwilę później podchodzi do mnie wysoka, szczupła, piękna kobieta, która od razu proponuje przejście na Ty.


W trakcie naszej rozmowy Lidia Popiel pokazuje, że ma klasę i niesamowity dystans do siebie i świata. Jest pogodną osobą, przyjaźnie nastawioną do życia, wciąż ciekawą nowych przygód i innych kultur. Ma w sobie dużo ciepła i nawet kiedy się nie uśmiecha, to i tak śmieją się jej oczy.

Agnieszka Saracyn-Rozbicka: Henri Cartier-Bresson powiedział, że „fotografować to znaczy wstrzymać oddech, uruchamiając wszystkie nasze zdolności w obliczu ulotnej rzeczywistości”. Jakbyś mogła się do tego cytatu ustosunkować i powiedzieć, czym dla Ciebie jest fotografia jako dziedzina sztuki?
Lidia Popiel:
Rzeczywiście jest to zatrzymanie momentu. Jednak nie do końca mamy wpływ na to, który z tych momentów zostanie utrwalony. Nie posiadamy aż takiej szybkości myślenia. W związku z tym przyciskanie spustu migawki jest bardziej intuicyjne niż przemyślane. Cała świadomość techniki, znajomość światła, odczuwanie sytuacji w momencie robienia zdjęcia zostają wyłączone. Dlatego nie myślimy za dużo, to samo działa. Wszystko zmienia się w ułamkach sekund i w zależności od tego, który ułamek sekundy nam się trafi, to albo będziemy mieć szczęście i wykonamy interesujące zdjęcie, albo tego szczęścia nam zabraknie.
Widziałam wiele Twoich zdjęć, ale jedno szczególnie zapadło mi w pamięć „Dziewczyna z rogiem nosorożca”. Światło ułożyło się w taki sposób, że modelka wyglądała jakby miała na głowie prawdziwy świetlisty róg. Rozumiem, że to właśnie był ten ułamek sekundy, który zadecydował, że nacisnęłaś spust migawki?
L.P.:
To jest przykład szukania kompozycji – światła, nastroju… Tak naprawdę to kompozycja robi na nas wrażenie, stąd też biorą się złote podziały, cięcie klatek, zamykanie w poziomie, zamykanie w pionie, w kwadracie. Potem dokonujemy paru innych wyborów. Ważny jest temat i obiekt, dobór ustawień, punkt widzenia. Nawet prozaiczna na pierwszy rzut oka sytuacja, za sprawą osób, które uchwycimy w kadrze, i ustawień może nieść ważny przekaz.
Bo dobre zdjęcie opowiada swoją wersję wydarzeń.
L.P.:
No właśnie. Można ją nazwać swoją, ale czy to tak naprawdę jest wersją fotografa? Trudno powiedzieć. Bo właściwie on jest takim łącznikiem między rzeczywistością uchwyconą na zdjęciu a odbiorcą. On wybiera kadr i jest pośrednikiem na planie.
A jak to jest odkrywać świat oczami Alicji po drugiej stronie lustra, po drugiej stronie obiektywu?
L.P.:
Myślę, że fotografia jest narzędziem do układania tego świata, do obserwacji, do wyrażania swojego zdania, ale też do prywatnego wyjmowania rzeczy, co już zahacza o sprawy estetyki. Potrzebujemy estetyki, potrzebujemy czegoś, co jest piękne – a w fotografii, dzięki odpowiedniej kompozycji i oświetleniu, można z rzeczy lub osób na pierwszy rzut oka niezachwycających wydobyć prawdziwe piękno, znaleźć wyjątkowe rozwiązania dla prozaicznych często przedmiotów, sytuacji…
Dlaczego najczęściej lubisz wykonywać portrety?
L.P.:
Uwielbiam pracować z ludźmi. Oczywiście czasami miałam przesyt wykonywania portretów i postanawiałam sobie wtedy, że będę w samotności fotografować martwą naturę. Jednak nie potrafię tego robić na dłuższą metę, bo bardzo mi brakuje kontaktu z drugim człowiekiem. Ludzie są dla mnie najbardziej interesującymi obiektami do fotografowania.  
Wróćmy na chwilę do początków. Jak to się wszystko zaczęło, bo z tego co wiem, to najpierw pracowałaś jako modelka?
L.P.:
Tak. Najpierw byłam modelką, również projektowałam ubrania i któregoś dnia zapragnęłam zrobić zdjęcie swojej koleżance – Bognie Sworowskiej. Ponadto okazało się, że mogę robić zdjęcia ludziom w rzeczach, które zaprojektowałam. Fotografia poza tym okazała się ciekawsza niż praca modelki.
To była miłość od pierwszego naciśnięcia spustu migawki?
L.P.:
Tak. Po prostu pierwsze zdjęcie, które zrobiłam, udało się i przez przypadek zostało wybrane na plakat firmy kosmetycznej. A ja z dnia na dzień zostałam fotografem, więc musiałam szybko opanować tajniki tego zawodu. Tak to się zaczęło. Uważam, że wielu rzeczy można nauczyć się w procesie pracy, w procesie tworzenia, w praktyce. Oczywiście niektórzy wybierają inną drogę, najpierw chcą się nauczyć, a później robić. Kwestia wyboru.
Jakie cechy powinien mieć dobry fotograf? Musi być psychologiem?
L.P.:
Nie można naciskać na modela, żeby się otworzył. Staram się wytworzyć taką atmosferę, w której osoba fotografowana nie czuje się do niczego zmuszana. Dokładam wszelkich starań, żeby czuła się komfortowo, czuła się doceniana i – co w niektórych sytuacjach jest ważne – atrakcyjna. Ponadto uważam, że warto żeby fotograf przekazał tej drugiej stronie, co chce zrobić. Dobrze jest wszystko wytłumaczyć, np. z której strony będą zdjęcia, jakiego obiektywu użyjemy, jaki to da efekt, jaki kadr. Nie zajmuje to dużo czasu, a myślę, że warto o tym porozmawiać.
Wspierasz początkujących artystów. Jakie jest to nowe pokolenie fotografów?
L.P.:
To ludzie bardzo zdolni, ale trochę zdezorientowani. Bardzo chcą wykonywać ten zawód, ale nie bardzo wiedzą, jak sobie poradzić z pracą fotografa. Obecnie wszyscy robią zdjęcia, więc trudno się odnaleźć, ciężko się przebić w tym świecie. Dlatego myślę, że moim obowiązkiem, poza pokazaniem konkretnych rzeczy i rozwiązań, jest wskazanie drogi, jak się w tym świecie poruszać i jak wykorzystać swój potencjał. Jest mnóstwo ludzi, którzy robią zdjęcia troszkę na oślep, nawet nie wiedzą jak wydobyć cykl swoich prac. I czasami potrzeba kogoś z zewnątrz, żeby na zimno ocenił sytuację. Warto sobie dobrać takiego mentora. Czasem wystarczą dwa zdania, żeby poczuć wiatr w plecy.
A kto był Twoim mentorem?
L.P.:
Ja miałam bardzo wielu znajomych fotografów, którzy pokazywali mi, jak to się robi, w trakcie pracy. Wiele nauczyłam się uczestnicząc w sesjach zdjęciowych.
 
A czyje zdjęcia Cię zachwycają?
L.P.:
Mam kilku fotografów, których uwielbiam, np. znany ze współpracy z Depeche Mode Anton Corbijn robi portrety, które są szczere, a jednocześnie bardzo atrakcyjne wizualnie, nie nachalne, świetnie skomponowane, niewymuszone. Jestem też zauroczona pracą Erwina Wurma. W jego cyklu zachwyciłam się „One minute sculpture”. Traktuje w nim człowieka jako obiekt, używając do tego przedmiotów codziennego użytku, które są wykorzystane w niekonwencjonalny sposób, niepowielający stereotypów. Polecam jego prace, bo to artysta bardzo dowcipny i ma jasną koncepcję tego, co robi. Oprócz tego lubię kilku fotografów, którzy robią portrety i modę, takich jak Peter Lindbergh, Steven Meisel, a także Diane Arbus, Tim Walker i wielu, wielu innych.
Wykonujesz zdjęcia m.in. dla „Pani”, „Sukcesu”, uczestniczysz w sesjach modowych dla firm, prowadzisz zajęcia na wydziale fotografii w Warszawskiej Szkole Filmowej, dla studentów studiów zaocznych również w weekendy, jesteś redaktor naczelną Finelife.pl, działasz w fundacji „Polska jest kobietą”, prowadzisz niezliczoną ilość warsztatów… Kiedy śpisz?
L.P.:
Myślę, że im więcej mam zajęć, tym łatwiej mi porozdzielać czas na te wszystkie działalności. Gdy mam za dużo wolnego, to wszystko mi się rozłazi (śmiech).
Według Camille’a Pissaro wszystko jest piękne. Wystarczy tylko dobrze spojrzeć. Podpisałabyś się pod tym?
L.P.:
Piękno można odnaleźć we wszystkim. Myślę, że piękne koliduje tylko z ładnym. Jeśli coś jest ładne, to ciężko, żeby nagle zyskało statut pięknego.
Poszukiwaczom piękna jest zadedykowany Twój tygodnik internetowy Finelife.pl…
L.P.:
Jest coś takiego jak luksus piękna. Niby to piękno jest na co dzień, ale mamy wrażenie, że jest luksusem. Portal ten zbiera więc różne tematy, które dotyczą i pięknych myśli i pięknych obrazów, zdarzeń. Zawsze chciałam mieć swoją gazetę, zarezerwowałam nawet tytuł w 1989 roku. Jednak wtedy nic z tego nie wyszło. Dopiero parę lat temu powiedziałam znajomemu, że założę bloga, a on przekonał mnie, że lepiej byłoby, żebyśmy założyli gazetę internetową i tak narodziła się Finelife.pl.
Prowadzisz warsztaty „Ciało i dusza kobiety”. Jak dbasz o swoje ciało, a jak o duszę?
L.P.:
Myślę, że jedno ma ogromny wpływ na drugie. Jeśli doprowadzę do tego, że mam spokojną głowę, znajduję w sobie równowagę, to potrafię też zadbać o swoje ciało. A to, jak spojrzę na siebie, czy zaakceptuję siebie, ma wpływ na to, jak myślę. Uwielbiam więc – może w niezbyt spięty sposób – zadbać o to, co mam (śmiech). Lubię naturalne kosmetyki i naturalne, wiekowe sposoby dbania o urodę, jak np. oczyszczanie skóry płatkami owsianymi, maseczki z awokado, kąpiele mleczne, czy też peelingi ze zużytej kawy. Ale przy tym zawsze jestem bardzo ciekawa, jakie pojawiają się na rynku nowe technologie. Z wielką przyjemnością korzystam z tego, co ludzie wymyślą. Zawsze starannie czytam wszystkie informacje na temat składu danego produktu, tego jakie daje efekty, jaki był proces jego tworzenia. Zajmuje to trochę czasu, ale myślę, że jest bardzo interesujące.
Dużo podróżujesz. Jakie sposoby na zachowanie pięknego wyglądu zaczerpnęłaś np. od Afrykanek?
L.P.:
Afrykańczycy zarazili mnie miłością do olejków. Uwielbiam wchodzić na targowiska i poszukiwać najróżniejszych zapachów. Zadziwiające, że w każdym rejonie świata zapach jednej rzeczy ma inną woń. Zapachy w różnych zakątkach Afryki są bardzo naturalne, a to cenię w produktach do pielęgnacji najbardziej. Dlatego w Afryce Północnej bardzo chętnie kupuję maseczki ziołowe do twarzy – są w niepozornych opakowaniach, ale cudownie działają – i przede wszystkim olej arganowy. Z przyjemnością sięgam też po kosmetyki, które w swoim składzie zawierają właśnie ten olejek.
Masz dużo kosmetyków?
L.P.:
Raczej tak. Lubię sprawdzać kosmetyki, chętnie sięgam po nowości. Jedynym produktem, któremu jestem wierna od lat, jest pudrowa Channel No.19. Jestem też wierna olejom: dlatego w moim domu nie może zabraknąć słoika z olejem kokosowym, arganowym, nagietkowym. Zawsze gdzieś znajdzie się także tubka kremu z witaminą A.
A jak się relaksujesz?
L.P.:
Największym relaksem jest dla mnie obcowanie z przyrodą. Nic nie zastąpi chwili samotności w lesie, nad morzem. Uwielbiam pustynie, surowe klimaty, słone jeziora w Tunezji, okolice Sahary, czy lasy koło Białegostoku.
Na sesje przychodzisz perfekcyjnie umalowana?
L.P.:
Nigdy nie mam perfekcyjnej fryzury i makijażu, ponieważ uważam, że w moim życiu musi panować trochę nieładu i trochę czegoś niedoskonałego i nonszalanckiego (śmiech). Dzięki temu mam swobodę życia.
W jakim momencie życia jesteś teraz i czego można Ci życzyć?
L.P.:
Ciągle jest coś do zrobienia. Na pewno nie stawiam sobie barier wiekowych. Mam parę pomysłów na najbliższe lata...
Rozmawiała:
Agnieszka Saracyn-Rozbicka

Zdjęcia pochodzą z warsztatów prowadzonych przez Lidię Popiel w Hotelu SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie


NIE MOGĘ SIĘ OBEJŚĆ BEZ...


„Nie mogę się obejść” dotyczy zwykle tygodnia lub miesiąca, bo lubię zmiany (śmiech)
Tusz do rzęs:
wydłużający Inglot. Tuszu używam prawie codziennie. Nie potrzebuję grubych rzęs, ale lubię lekko je przedłużyć
Fluid: pudrowy Vitalumiere Aqua Chanel – minimalnie matujący, doskonały, nie obciążający skóry, wyrównujący niedoskonałości, przy zachowaniu efektu naturalności. Stosuję też podkład do twarzy i ciała marki MAC–nadaje ramionom, dekoltowi i nogom podobny odcień
Pomadka: mazidło Body Shop. Zabawny, pachnący owocami, doskonale natłuszcza i nawilża, ale bez efektu lakieru na ustach
Baza pod makijaż: Yonelle. To doskonała linia produktów. Nowoczesna i świetnie zapakowana.
Kremy: Le Lift Chanel, Luscious Phenome. Le Lift jest fenomenalny. Idealny do dojrzałej skóry. Uczucie luksusu zamknięte w tajemniczym pudełku. Phenome zapewnia długie nawilżenie, wygładza.
Mleczko do ciała: Zabieram ze Wzgórz Dylewskich małe opakowania Eris. Uwielbiam je. Z podróży przywiozłam olejek arganowy. Na suche partie skóry, szczególnie łydki, doskonały jest różany Lycon Spa
Perfumy: Chanel No.19, Bois de Paradis Delrae, Bandit Robert Piguet


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Ogłoszenia
21.09.2026 14:38
Interparfums przedłuża licencję Roberto Cavalli na perfumy do końca 2046 roku
Roberto Cavalli

Umowa obejmuje dalsze tworzenie, rozwój i globalną dystrybucję perfum. Interparfums przedłużyło współpracę z marką do 31 grudnia 2046 roku. Od przejęcia licencji w 2023 roku sprzedaż zapachów Roberto Cavalli wzrosła, a w 2025 roku zwiększyła się o 33% rok do roku.

Interparfums i Marquee Brands ogłosiły 20-letnie przedłużenie wyłącznej, globalnej umowy licencyjnej na perfumy Roberto Cavalli i Just Cavalli.

Współpraca między firmą zarządzającą markami zapachowymi, taką jak Interparfums i Roberto Cavalli, pozwala połączyć rozpoznawalność marki z doświadczeniem w tworzeniu, produkcji i globalnej dystrybucji perfum. Dla domu mody licencja zapachowa oznacza możliwość rozwijania tego segmentu działalności przy wsparciu wyspecjalizowanego partnera, bez konieczności samodzielnego budowania całego zaplecza operacyjnego. Z kolei Interparfums zyskuje możliwość rozwoju portfolio o kolejną markę luksusową i wykorzystania jej wizerunku do poszerzania oferty oraz docierania do konsumentów na różnych rynkach.

image

Coty pod ostrzałem. Pozwy i konkurencja zwiększają presję

Umowa obejmuje dalsze tworzenie, rozwój i globalną dystrybucję perfum, a nowy okres licencji będzie obowiązywał do 31 grudnia 2046 roku.

- To przedłużenie odzwierciedla siłę marki Roberto Cavalli, partnerstwa z Marquee Brands oraz nasze wspólne przekonanie co do przyszłości. W ciągu trzech lat zarządzania licencją ponownie ugruntowaliśmy pozycję Cavalli jako wyróżniającej się marki w segmencie perfum luksusowych, łącząc odważne włoskie wzornictwo ze zmysłowością i kunsztem wykonania, które od zawsze reprezentowała ta marka - powiedział Jean Madar, prezes zarządu i dyrektor generalny Interparfums.

Heath Golden, dyrektor generalny Marquee Brands, zwraca uwagę na doświadczenie Interparfums w zarządzaniu marką Roberto Cavalli w kategorii perfum. Podkreśla, że firma przełożyła język projektowania domu mody na produkty, które trafiają w gusta konsumentów na całym świecie.

- Przedłużenie naszej współpracy na kolejne dekady odzwierciedla długoterminową rolę, jaką perfumy będą odgrywać w globalnej strategii rozwoju Roberto Cavalli, i tworzy solidne podstawy do poszerzania zasięgu tej kategorii w nadchodzących latach - dodaje Heath Golden.

image

Interparfums notuje spadek sprzedaży w I kwartale. Na wyniki wpłynęła geopolityka i kursy walut

Interparfums Italia Srl będzie nadal zarządzać licencjami na perfumy Roberto Cavalli i Just Cavalli. Działalność operacyjna spółki będzie prowadzona we Florencji we Włoszech, a jej siedziba zarządu będzie mieścić się w Paryżu we Francji.

Interparfums przejęło licencję na zapachy Roberto Cavalli w 2023 roku

10 lipca 2023 roku Inter Parfums, poinformowało o zawarciu wyłącznej, globalnej umowy licencyjnej na zapachy marki Roberto Cavalli. Umowa weszła w życie 6 lipca 2023 roku. Za działalność związaną z zapachami Cavalli odpowiadać miało Interparfums Italia, spółka zależna w całości należąca do Inter Parfums, z siedzibą we Florencji. Umowa była częścią strategii rozwoju włoskiego centrum marek Inter Parfums.

Marka Roberto Cavalli, założona w 1970 roku, działa w segmentach mody, akcesoriów, wyposażenia wnętrz i perfum. Perfumy Roberto Cavalli zadebiutowały w 2002 roku, a w kolejnych latach rozwijano linie Roberto Cavalli i Just Cavalli.

Jak podaje sec.gov w 2014 roku portfolio uzupełniła Roberto Cavalli Gold Collection – kolekcja zapachów z segmentu ultra-premium.

image

Interparfums prognozuje umiarkowany wzrost sprzedaży i spadek zysków w 2026 roku

Jean Madar, prezes zarządu i dyrektor generalny Inter Parfums, zapowiadał modernizację portfolio zapachów, rozwój globalnej obecności marki i poszerzenie sprzedaży wielokanałowej. W planach na kolejne lata znalazło się rozszerzenie oferty w 2024 r. oraz wprowadzenie nowego zapachu damskiego w 2025 r. Madar wskazywał również, że biznes zapachowy marki będzie korzystać z zasobów i infrastruktury Interparfums Italia we Florencji.

Sergio Azzolari, ówczesny dyrektor generalny Roberto Cavalli, podkreślał znaczenie perfum i kosmetyków dla Roberto Cavalli. Zwracał także uwagę na międzynarodowe doświadczenie Inter Parfums oraz znajomość włoskiego rynku dóbr luksusowych.

Od kiedy Inter Parfums działa na rynku zapachów?

Inter Parfums działa na globalnym rynku zapachów od 1982 roku. Zajmuje się produkcją i dystrybucją perfum oraz produktów zapachowych na podstawie umów licencyjnych z właścicielami marek. Prowadzi działalność w dwóch segmentach operacyjnych: europejskim, za pośrednictwem spółki zależnej Interparfums SA, w której posiada 72% udziałów, oraz amerykańskim.

Wśród marek, na których zapachy posiada licencje, znajdują się m.in.: Abercrombie & Fitch, Anna Sui, Boucheron, Coach, Donna Karan, DKNY, Ferragamo, Graff, GUESS, Hollister, Jimmy Choo, Karl Lagerfeld, Kate Spade, MCM, Moncler, Montblanc, Oscar de la Renta, Roberto Cavalli, S.T. Dupont, Ungaro i Van Cleef & Arpels.Produkty trafiają do ponad 120 krajów za pośrednictwem sieci dystrybucji.

Źródło: sec.gov/beautypackaging.com.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Ogłoszenia
18.09.2026 13:37
Unilever inwestuje w papierowe opakowania. Wchodzi do konsorcjum PaperFlex
Opakowania papieroweshutterstock

Unilever dołączył jako członek-założyciel do konsorcjum PaperFlex, które pracuje nad papierowymi alternatywami dla elastycznych opakowań z tworzyw sztucznych. Koncern chce w ten sposób rozwijać rozwiązania, które mogą znaleźć zastosowanie m.in. w opakowaniach produktów kosmetycznych i higieny osobistej.

Giganci FMCG pracują nad papierowymi opakowaniami

Unilever dołączył jako członek-założyciel do konsorcjum PaperFlex, którego celem jest przyspieszenie prac nad nadającymi się do recyklingu i kompostowania papierowymi alternatywami dla elastycznych opakowań z tworzyw sztucznych.

Konsorcjum zostało powołane przez Ellen MacArthur Foundation i jest realizowane przy wsparciu (RE)SET, firmy doradczej specjalizującej się w transformacji środowiskowej, strategii i innowacjach. Oprócz Unilevera uczestniczą w nim Nestlé, PepsiCo, Procter & Gamble, Colgate-Palmolive i Mars. Firmy wspólnie finansują prace oraz testują technologie wykorzystujące papier do produkcji opakowań.

image

Podsumowanie sierpnia 2026: powrót do szkoły, kłopoty polskich marek, suplemety diety

Prace koncentrują się na poprawie ochrony produktów, wydłużeniu ich okresu przydatności do użycia, wygodzie użytkowania przez konsumentów oraz dostosowaniu nowych opakowań do szybkich linii produkcyjnych.

Szczególną uwagę poświęcono rynkom, na których infrastruktura umożliwiająca zbiórkę i recykling elastycznych opakowań z tworzyw sztucznych jest nadal słabo rozwinięta.

Ponad 60 naukowców pracuje nad nowymi materiałami

Unilever informuje, że w ostatnich latach ponad dwukrotnie zwiększył nakłady na badania i rozwój w obszarze opakowań nad materiałami papierowymi nowej generacji oraz powłokami barierowymi. Pracuje nad tym ponad 60 naukowców specjalizujących się w materiałoznawstwie. Firma podaje również, że przeanalizowała ponad 3000 technologii.

image

Aldi vs. Clé de Peau Beauté: poszło o dupe kultowego produktu

Dlaczego firma chce zastępować plastik papierem?

Unilever rozwija papierowe opakowania elastyczne w odpowiedzi na problem związany z zagospodarowaniem tego rodzaju opakowań z tworzyw sztucznych. Firma wskazuje, że elastyczne opakowania plastikowe, w tym saszetki, są wyzwaniem dla całej branży.

Od 2026 r. koncern zwiększa nacisk na przechodzenie na papierowe opakowania elastyczne. Od 2021 r. Unilever inwestuje również w prace badawczo-rozwojowe nad alternatywnymi materiałami dla elastycznych tworzyw sztucznych.

Cele dotyczące opakowań elastycznych

Jak podaje Unilever, do 2030 roku wszystkie jego plastikowe opakowania sztywne, a do 2035 roku wszystkie opakowania elastyczne mają nadawać się do ponownego użycia, recyklingu lub kompostowania. W 2025 roku kryterium to spełnia 75% opakowań sztywnych i 15% opakowań elastycznych.

image

Podsumowanie sierpnia 2026: powrót do szkoły, kłopoty polskich marek, suplemety diety

Od 2026 roku koncern zwiększa nacisk na przechodzenie na papierowe opakowania elastyczne. W ramach celu na lata 2026–2028 Unilever zakłada wprowadzenie na rynek od 7,4 tys. do 13,7 tys. ton takich opakowań do 2028 roku.

Unilever wyjaśnia, że zanieczyszczenie związane z elastycznymi opakowaniami z tworzyw sztucznych, w tym saszetkami, jest problemem całej branży. Od 2021 roku koncern ma dedykowany zespół badawczo-rozwojowy pracujący nad alternatywnymi materiałami dla elastycznych tworzyw sztucznych.

W 2025 roku Unilever osiągnął również cel zakładający wykorzystanie 25% tworzyw PCR w opakowaniach. Zmniejszył też wykorzystanie pierwotnego plastiku o 29% względem poziomu z 2019 roku oraz zebrał i przetworzył ilość plastiku odpowiadającą 111% ilości sprzedanej.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
21. wrzesień 2026 17:27