StoryEditor
Beauty
17.02.2017 00:00

Paulina Krupińska: Jestem spełnioną kobietą

Paulina Krupińska, modelka, prezenterka telewizyjna, Miss Polonia 2012, która nosiła ten tytuł i  koronę przez… 4 lata. Prywatnie mama 1,5-letniej Antoniny w szczęśliwym związku z Sebastianem Karpielem-Bułecką, muzykiem, wokalistą zespołu Zakopower. Od niedawna ambasadorka polskiej marki pielęgnacyjnej Eva Dermo. Spotykamy się na konferencji, podczas której ten fakt ma zostać ogłoszony. Paulina wygląda jak milion dolarów, a równocześnie młodo, promiennie i dziewczęco, jakby przed chwilą wpadła na wyczekiwane spotkanie z przyjaciółkami. Ze wszystkimi się wita i uśmiecha promiennie. – Wywiad? Jasne, usiądźmy i zróbmy to teraz, zanim się zacznie, po konferencji muszę biec szybko do domu – mówi. Jest naturalna i żywiołowa, śmieje się, kiedy opowiada o sobie i wzrusza, mówiąc o córeczce Tosi. Przyznaje, że to ona całkowicie zmieniła jej dotychczasowe życie.

„Kiedy byłam małą dziewczynką, modliłam się o urodę. Dzisiaj jestem już pewna: wolę być ładna niż mądra. Na co komu ta mądrość? Tylko się człowiek stresuje. Głupotę ci każdy wybaczy, brzydoty nie daruje (…)” – śpiewa Julia Marcel.

Mam to skomentować? Czy modliłam się w dzieciństwie o urodę (śmiech)?

Nie, po przeczytaniu i obejrzeniu kilku wywiadów, których udzieliłaś, nie podejrzewam Cię o to. Miałam zamiar zapytać, czy uroda jest darem, czy przekleństwem?

Uroda jest atutem. Ale może pomagać, a zarazem przeszkadzać w życiu, bo za każdym razem trzeba udowadniać, że poza tą fizycznością człowiek ma coś jeszcze do zaprezentowania.

Znasz to uczucie?

O tak, wiele razy trzeba było udowadniać, że jest się jednostką myślącą (śmiech). W codziennych sytuacjach zderzałam się z osobami, które bardzo stereotypowo oceniają innych.

To zawiść?

Nie, raczej brak refleksji. A w ekstremalnych przypadkach kompleksy. Jeśli ktoś siebie nie lubi, nie może polubić innych.

Podobno już jako dziecko byłaś bardzo ambitna, a nawet krytyczna wobec siebie?

W szkole na pewno musiałam być we wszystkim najlepsza (śmiech).  Musiałam mieć najlepsze oceny, byłam bardzo aktywna fizycznie, uprawiałam różne dyscypliny sportu i zaliczyłam przeróżne kółka zainteresowań. Wszędzie było mnie pełno (śmiech). I nie wiem, czy ta ambicja wynikała z tego, że mam starszego brata, którego zawsze chciałam we wszystkim przegonić, czy po prostu chciałam pokazać siebie. W każdym razie bardzo mi to pomogło w późniejszym czasie, kiedy już założono mi koronę miss na głowę i zdobyłam papiery na urodę (śmiech). Bo czym skorupka za młodu nasiąknie…

Ambicja jest motorem napędowym, ale może być też destrukcyjna.

Mnie na pewno ta cecha nie zaszkodziła. Wygodnie być leniem, leżeć na kanapie i niczego nie oczekiwać. Tylko nic samo do człowieka nie przyjdzie. Trzeba o siebie zawalczyć w życiu. Ja tak robiłam i na złe mi to nie wyszło.

Jesteś również wymagająca wobec innych?

 „Jak to nie rozumiesz?” – tak, tak to właśnie działa. Stawiam poprzeczkę wysoko sobie i innym. Wydaje mi się, że wszyscy powinni od razu wiedzieć, o co mi chodzi (śmiech). Na szczęście łapię się na tym, że nie dla każdego dana sytuacja jest na tyle naturalna i zrozumiała, co dla mnie. Wtedy szybko mówię: „Stop! Wytłumacz to jeszcze raz”.

Nie mogłabym reklamować swoją twarzą czegoś, do czego nie jestem przekonana. Jest to dla mnie bardzo ważne, żeby być wiarygodną w tym, co robię i mówię.

Byłaś najdłużej panującą Miss Polonia. Ze względu na perturbacje w organizacji konkursu aż przez 4 lata. To był dla Ciebie chyba dobry czas?

Na pewno i on cały czas trwa. Tytuł Miss Polonia daje szansę, w jednej chwili stajesz się osobą publiczną i tylko od ciebie zależy, jak tę szansę wykorzystasz. Ja na pewno dostałam prawo głosu, którego nie miałam jako modelka. Proszono mnie o komentarze, wywiady, ktoś zauważył, że może w miarę sensownie mówię (śmiech). I tak się to potoczyło, że dostałam propozycję pracy w telewizji. Występowałam w sportowym cyklu „Miss Sport”, w „Pytaniu na śniadanie”, prowadziłam programy „Wychować nie zwariować”, „Sekrety doliny Inków”, „Klinika Urody” w TVN Style.  Cały czas rozwijam się w różnych kierunkach, dostaję nowe wyzwania i sama też je podejmuję.

Możesz być przykładem dla wielu dziewczyn, które wchodzą w świat modelingu i decydują się na start w konkursach piękności.

Myślę, że młode dziewczyny poprzez udział w różnych programach, konkursach, talent show właśnie chcą pokazać swoją osobowość, nie tylko fizyczność. Mnie nie zależało na tym, żeby być osobą publiczną, znaną. Namawiali mnie jednak rodzice, koleżanki, osoby związane z konkursem. Uważali, że mam potencjał. Skoro więc ktoś we mnie uwierzył, postanowiłam spróbować. Doświadczenie zdobyte przez lata pracy w modelingu zaowocowało, bo na scenie czułam się jak ryba w wodzie i było to dla mnie bardzo naturalne środowisko. Widzowie mnie pokochali, wysłali na mnie SMS-y i tak zostałam zwyciężczynią konkursu Miss Polonia na 4 lata (śmiech). 

Czy czujesz cały czas tę presję – muszę świetnie wyglądać, wszyscy na mnie patrzą, o rany, pokażą moje buty na plotkarskim portalu!

Dożywotnio jestem niewolnicą wizerunku miss. Nie jest to komfortowa sytuacja. Lubię dobrze wyglądać i zawsze jestem zadbana, ale w codziennym życiu nie robię się na tip-top i rzadko mam okazję chodzić wystylizowana, w pełnym make-upie z idealnie ułożonymi włosami. Będąc aktywną mamą, ubieram się swobodnie, bo muszę za moim dzieckiem nadążyć. W szpileczkach z piękną torebeczką raczej do piaskownicy się nie wybieram (śmiech). Niestety jest ta presja, że nasze zdjęcia, często te niechciane, mogą ukazać się w prasie i będziemy oceniani. Niepotrzebnie. Ja nikogo nie zapraszam do siebie do domu, nie opowiadam ze szczegółami o swoim życiu prywatnym, oprócz tego, że jestem szczęśliwą mamą i spełnioną kobietą. Bo jestem i nie mogą się powstrzymać! (śmiech) Nie chcę jednak, żeby media wchodziły z butami w nasze prywatne życie. Niestety, nie wszyscy to szanują. Może niektórzy po prostu muszą czaić się z aparatem za krzakiem.

Studiowałaś pedagogikę. Myślałaś o pracy w zawodzie? Czy to ma szansę jeszcze się spełnić?

Jestem absolwentką kierunku animacja społeczno-kulturowa. Na studiach pracowałam z dzieciakami, odbywałam praktyki, z zaprzyjaźnioną grupą studentów organizowaliśmy też imprezy dla dzieci, warsztaty. Teraz dostałam szansę od mojej stacji i będę jednym z trenerów „Małych gigantów”. W programie biorą udział uzdolnione dzieci w wieku od 5 do 12 lat. Trenerzy są ich opiekunami artystycznymi, przygotowują ich do występów przez jury, dopingują, a przede wszystkim wspierają na duchu.  Mam więc okazję, żeby wykazać się jako pedagog.

To jest wyzwanie.

Na pewno, ale kocham to. Praca z dziećmi sprawia mi tyle radości, przyjemności. Dzieci są tak prawdziwe, szczere, niczego nie udają, wszystkie emocje na wierzchu, nie ma żadnej ściemy. Mogę „jeść je łyżkami”! (śmiech). Oczywiście myślę o tym, czym się zajmę w przyszłości, co będzie później, kiedy ta bańka show-biznesowa pęknie. Ale na razie jest jeszcze co robić. Jestem dość młoda (śmiech).

Bardzo młoda…

Ale jeśli chodzi o modeling to już emerytura. I działam w tej branży zdecydowanie mniej. Biorę udział w sesjach głównie przy okazji własnych projektów. Praca w mediach i macierzyństwo na tyle mnie pochłaniają, że już nie mam czasu na chodzenie w pokazach ani nie mam już też takich wymiarów jak kiedyś.

Trudno uwierzyć… Skoro jednak wspomniałaś ponownie o macierzyństwie, pojawienie się Tosi zmieniło chyba całkowicie Twoje życie.

To prawda, wszystko się zmieniło. Teraz patrzę na moje życie inaczej, jestem szczęśliwa wtedy, kiedy  moje dziecko jest szczęśliwe. Nie wyobrażam sobie życia bez Tosi, mam wrażenie, że jest z nami od zawsze. Jestem przepełniona tymi dobrymi emocjami, wzruszam się, kiedy o niej mówię. Dostaję tyle bezwarunkowej miłości, że trudno to opisać. Oczywiście każdy rodzic wie, że macierzyństwo to nie sielanka. Że są płacze, choroby, nieprzespane noce. A Tosia jest dodatkowo dzieckiem wyjątkowo aktywnym, tym z rodzaju „jeszcze na żyrandolu mnie tylko nie było” (śmiech). Generalnie jednak wychodzę na bardzo duży plus, moje życie jest o wiele bogatsze, ciekawsze i zyskało wymiar niekończącej się odpowiedzialności. Nie ma ja – Paulina Krupińska, jesteśmy my – rodzina.

Jesteś do tego stworzona. Zawsze podkreślałaś w wywiadach, że pragniesz rodziny i dziecka. Wiem, że nie chcesz opowiadać o prywatnym życiu, ale to nie będzie inwazyjne pytanie. Macie z Sebastianem wspólne pasje? Zdarza Wam się usiąść i razem pośpiewać?

Czasem sobie razem śpiewamy, najczęściej wchodzi repertuar „Jadą, jadą misie”, „Jesteśmy jagódki”, „Była sobie żabka mała” (śmiech). Dzięki Tosi to są piosenki, które obydwoje świetnie znamy. A jeśli chodzi o wspólne pasje, to przede wszystkim miłość do gór. I w moim przypadku nie miłość do mężczyzny z gór to spowodowała, tylko miałam ją w sobie zawsze. Jak tylko mamy okazję, jedziemy więc do Zakopanego i wyruszamy w góry, teraz już we trójkę. Wspólnie jeździmy też na nartach. Ekstremalne zjazdy na rowerze na razie porzuciłam, zrobiłam się chyba za bardzo odpowiedzialna, ale myślę, że jeszcze do nich wrócę w odpowiednim czasie.

Prowadziłaś w TVN Style program „Klinika Urody”, czego dowiedziałaś się o kobietach, pracując przy nim?

Tego, że każda z nas chce się sobie podobać, że lubimy o siebie dbać. A od kobiet, które oglądały program, że jest potrzebny. Bo nie każdy wie i wierzy w to, że kosmetyki tanie, a nawet takie, które możemy sami zrobić, mają takie same działanie jak te, które kosztuję paręset złotych. 

Wierzysz w takie produkty? Wyglądasz bardzo naturalnie i dziewczęco.

Póki nie muszę, nie chcę przyzwyczajać skóry do silnych składników. Na obecnym etapie najlepszy kosmetyk dla mnie to taki, który dobrze nawilża, nie podrażnia skóry, po którym nie szczypią mnie oczy, jak zmywam makijaż. I takie są właśnie kosmetyki Eva Dermo. Znakomite i z bardzo przystępnej półki cenowej. A mój ulubiony produkt z tej serii to maska na noc. Jest tak niesamowicie nawilżająca! Mam wrażenie, że moja skóra przez całą noc chłonie z niej wszystko, co najlepsze. A krem na dzień stanowi idealną bazę pod podkład. Dla mnie jest strzałem w dziesiątkę.

Rozumiem, że zanim zgodziłaś się być ambasadorką marki Eva Dermo, przetestowałaś te kosmetyki?

Oczywiście, wypróbowałam je, zanim zawarliśmy kontrakt. Nie mogłabym reklamować swoją twarzą czegoś, do czego nie jestem przekonana. Jest to dla mnie bardzo ważne, żeby być wiarygodną w tym, co robię i mówię. Po tym, jak wygrałam konkurs Miss Polonia, dostawałam mnóstwo propozycji reklamowych, ambasadorowania markom, zawsze do nich bardzo poważnie podchodziłam. A w kosmetykach Eva Dermo po prostu się zakochałam. Z czystym sumieniem je polecam.

Zrobiliście wspólnie z marką piękny klip promocyjny.

Wiedzieliśmy dokładnie, jaki cel i efekt chcemy osiągnąć. Stawialiśmy przede wszystkim na naturalność, wypielęgnowaną, rozświetloną skórę. Stylizacja, w której występowałam, oraz cała atmosfera panująca podczas sesji powodowały, że czułam się  bardzo komfortowo i to widać w efekcie końcowym. Jest tak, jak to sobie wymarzyliśmy.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
10.09.2026 14:54
Unboxingi, TikTok i 24 okienka. Skąd fenomen kalendarzy adwentowych?
Święta we wrześniu? Kalendarze adwentowe 2026 już podbijają beautyCharlotte Tilburry

Do Bożego Narodzenia zostały jeszcze ponad trzy miesiące, a kalendarze adwentowe z kosmetykami już pojawiły się w ofercie marek i sieci beauty. Od luksusowych zestawów Rituals, przez propozycje Douglasa, po kalendarze dostępne w Rossmannie – rynek zaczyna świąteczną sprzedaż coraz wcześniej. Popularność produktów dodatkowo napędzają media społecznościowe, gdzie unboxingi kalendarzy i codzienne otwieranie kolejnych okienek stały się osobnym formatem contentu.

W tym artykule przeczytasz:

  • Kalendarz adwentowy jako beauty experience
  • Dlaczego marki zaczynają sprzedaż już we wrześniu?
  • TikTok dodatkowo nakręca kalendarzową gorączkę
  • 24 dni contentu zamiast jednej reklamy
  • Kalendarze coraz bardziej premium

Kalendarze adwentowe dawno przestały być wyłącznie dziecięcym odliczaniem do świąt. W branży beauty stały się pełnoprawnym produktem sezonowym, który łączy sprzedaż, odkrywanie nowości, kolekcjonowanie i doświadczenie konsumenckie. Choć wrzesień dopiero się rozpoczął, tegoroczne propozycje są już dostępne w polskim e-commerce.

To z jednej strony odpowiedź marek na rosnące zainteresowanie kosmetycznymi kalendarzami, a z drugiej – sposób na rozpoczęcie komunikacji świątecznej na długo przed grudniem.

Kalendarz adwentowy jako beauty experience

Mechanizm jest prosty: 24 okienka, 24 niespodzianki i codzienny rytuał otwierania kolejnego produktu (choć istnieją też warianty z 12 okienkami). W praktyce współczesne kalendarze beauty coraz częściej przypominają jednak miniaturowe zestawy zakupowe lub kolekcjonerskie boxy.

W ofercie Douglasa na 2026 rok znalazły się m.in. kalendarze zawierające produkty do makijażu, pielęgnacji skóry i włosów oraz akcesoria. Douglas Collection oferuje w tym sezonie m.in. Make-Up Advent Calendar, Accessoires Beauty Advent Calendar i Exclusive Beauty Highlights. Ceny wachają się między 165 a 349 złotych. 

Rituals idzie w stronę bardziej premium. Tegoroczny Premium Advent Calendar kosztuje 705 złotych, a wartość produktów producent wycenia na 1020 złotych. Kalendarz ma formę dekoracyjnego pociągu i łączy produkty do ciała, kąpieli oraz domu. Marka oferuje także tańszą wersję Classic za 419 złotych. 

Z kolei Rossmann pokazuje, jak szeroko rozrosła się sama kategoria. W ofercie na 2026 rok znalazły się kalendarze związane z pielęgnacją twarzy i ciała, włosami, makijażem, a także propozycje dla różnych grup wiekowych. Wśród przykładów są m.in. Neboa x Kimoco czy Fluff 24 Days of Delicious Skin.

Swoje kalendarze wydają też marki takie jak Dior, Charlotte Tilburry, Joe Malone czy Yves Saint Laurent.

 

 

Dlaczego marki zaczynają sprzedaż już we wrześniu?

Wczesna premiera nie jest przypadkowa. Kalendarz adwentowy jest produktem limitowanym i często występuje w ograniczonych nakładach. Dla marek oznacza to możliwość rozpoczęcia sprzedaży jeszcze przed jesiennym szczytem zakupowym, a dla konsumentów – wcześniejszy dostęp do najbardziej wyczekiwanych edycji.

Rituals wprost informuje, że jego kalendarze pojawiają się we wrześniu i zachęca klientów do wcześniejszego zainteresowania się ofertą. Marka podkreśla również, że jej kalendarze co roku szybko się wyprzedają. 

To także produkt, który dobrze wpisuje się w strategię budowania napięcia wokół premiery. Sama zawartość może być częściowo ujawniana, ale jednocześnie marki mogą zostawić przestrzeń na element niespodzianki. W efekcie kalendarz zaczyna żyć w komunikacji jeszcze przed 1 grudnia.

image

60 proc. młodych woli kosmetyki z dyskontów. „Dupe culture” zmienia układ sił na rynku

TikTok dodatkowo nakręca kalendarzową gorączkę

Na popularność kalendarzy adwentowych mocno wpływają media społecznościowe. Szczególnie dobrze działa format unboxingu – twórca pokazuje zawartość kalendarza, otwiera kolejne przegródki i komentuje produkty.

Co ciekawe, w przypadku kalendarzy beauty unboxing może być rozłożony na cały miesiąc. Zamiast jednego filmu prezentującego zawartość całego pudełka twórcy publikują codzienne nagrania z otwierania kolejnego okienka.

Mechanizm został już dobrze wykorzystany przez twórców internetowych. TechCrunch opisywał fenomen filmów z drogimi kalendarzami beauty na TikToku i YouTubie, wskazując, że ich oglądanie działa podobnie jak wirtualne „window shopping”. Widz może śledzić kolejne odkrycia, porównywać produkty i emocjonować się zawartością, nawet jeśli sam nie kupił kalendarza. 

 

@naomimiz Replying to @?????? ? @Cult Beauty 2026 beauty advent calendar unboxing!!!! Who’s shopping this calendar this year? ##beautyadventcalendar##unboxing##beautyreview##makeup##skincare ♬ original sound - Naomi Mizrahi

 

Format nadal jest obecny na platformach społecznościowych. W TikTok Shop funkcjonują dziś nawet dedykowane wyniki dotyczące „Advent Calendar Unboxing” oraz beauty advent calendars.

24 dni contentu zamiast jednej reklamy

Z perspektywy marek kalendarz ma jeszcze jedną istotną przewagę: generuje treści przez cały grudzień.

Jeden produkt może być bohaterem 24 krótkich filmów, serii stories, recenzji czy reakcji twórców. Do tego dochodzi element napięcia – odbiorca nie zawsze wie, co znajdzie się za kolejnym okienkiem. To sprawia, że produkt sam w sobie staje się scenariuszem contentowym.

 

 

W przypadku beauty ma to szczególne znaczenie, ponieważ każda kolejna niespodzianka może być jednocześnie mini-recenzją, rekomendacją i inspiracją zakupową. Kalendarz przestaje więc być tylko opakowaniem na 24 produkty. Staje się formatem komunikacyjnym, który może generować zainteresowanie marką przez cały okres przedświąteczny.

image

Szef Amazona i Charlotte Tilbury wyróżnieni przez króla Karola III

Kalendarze coraz bardziej premium

Tegoroczne propozycje pokazują też, że rynek kalendarzy mocno się rozwarstwia. Obok stosunkowo niedrogich zestawów pojawiają się produkty kosztujące kilkaset, a nwet tysiące złotych, w których liczy się nie tylko liczba kosmetyków, ale również ich wartość, marka i sposób prezentacji.

Widać więc, że kalendarz adwentowy stał się dla branży kosmetycznej czymś więcej niż sezonowym gadżetem. To produkt, który pozwala połączyć sprzedaż limitowanej edycji z doświadczeniem, prezentem, odkrywaniem nowych produktów i co szczególnie ważne – potencjałem do generowania treści w social mediach.

A skoro konsumenci mogą zobaczyć pierwsze kalendarze już we wrześniu, trudno się dziwić, że marki również nie chcą czekać z ich premierą do grudnia.

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Ogłoszenia
10.09.2026 11:24
Boom na salony kosmetyczne. W pół roku przybyło sześć tysięcy firm
W Polsce działa już 138,8 tys. salonów kosmetycznych (fot. Yakobchuk Viacheslav)Yakobchuk Viacheslav

Tylko w pierwszej połowie 2026 roku na rynku pojawiło się 6 tys. nowych firm, a liczba salonów wzrosła o 4,5%. Najszybciej przybywa punktów oferujących manicure i pedicure. Jednocześnie ponad połowa firm z sektora jest w słabej lub bardzo złej kondycji finansowej.

Ile jest w Polsce salonów piękności?

Jak podaje rp.pl, na polskim rynku działa już blisko 138,8 tys. salonów kosmetycznych oferujących usługi takie jak fryzjerstwo i stylizacja włosów, manicure i pedicure, przedłużanie rzęs, kosmetyka biała i zabiegi. Tylko w ostatnim półroczu na rynku pojawiło się 6 tys. nowych firm.

Rosnące zainteresowanie usługami beauty wpisuje się w szerszy trend związany z coraz większą dbałością o wygląd i pielęgnację. Popularność zyskała m.in. estetyka „clean girl”, promująca naturalny wygląd, zadbaną skórę i regularną pielęgnację. Jednocześnie świat beauty coraz wcześniej przyciąga młodsze konsumentki, które już jako nastolatki interesują się kosmetykami, makijażem i pielęgnacją.

Za wzrostem liczby firm stoją przede wszystkim nowe jednoosobowe działalności gospodarcze. Największy przyrost odnotowano w branży manicure i pedicure – w ciągu pół roku przybyło 3,7 tys. takich firm, a także wśród salonów fryzjerskich, których liczba zwiększyła się o 1,8 tys. – czytamy w rp.pl.

image

Beauty wysyła sprzeczne sygnały. Co mówią o kondycji branży wyniki gigantów i jakie są wnioski dla polskiej półki? [ANALIZA WK]

Manicure napędza boom

Na polskim rynku liczba salonów piękności wzrosła o 4,5% w porównaniu z końcem 2025 roku.

– Liczba salonów systematycznie rośnie, począwszy od 2012 r., co też jest oznaką coraz większej inwestycji Polaków w siebie, w swój wygląd i rosnącego zapotrzebowania na tego typu usługi – mówi Tomasz Starzyk, rzecznik Dun & Bradstreet w artykule rp.pl.

Wśród nowych firm sporą część stanowią przedsiębiorstwa prowadzone przez cudzoziemców. Punkty kosmetyczne są otwierane często przez osoby z Ukrainy, Wietnamu czy innych krajów Azji. Po inwazji Rosji na Ukrainę do Polski wyemigrowało wiele kobiet wykonujących zawody związane z usługami beauty, co przyczyniło się do wzrostu liczby Ukrainek działających w tej branży.

image

Branża beauty wychodzi na miasto. Gdzie reklamować kosmetyki? [Analiza case study dla WK]

Popularność rezerwacji w Booksy

Nowe otwarcia salonów kosmetycznych idą w parze z rozwiązaniami technologicznymi. Jak czytamy w rp.pl widoczny jest wzrost popularności Booksy Pay, w której klient może opłacić wizytę oraz dać napiwek. 

Przypomnijmy, że platforma Booksy służy do umawiania wizyt, jest miejscem, które łączy terminarz fryzjera/kosmetyczki oraz płatności. Rozwijana od jesieni 2025 roku usługa Booksy Pay wygenerowała w Polsce ok. 30 mld złotych wartości transakcji.

image

Koniec solariów? Wielka Brytania rozważa radykalne zmiany

Jaką formę płatności preferują salony kosmetyczne?

Każda odwołana wizyta to dla salonu nie tylko utracony przychód, ale także pusty termin, którego często nie można już sprzedać innemu klientowi. Problem staje się szczególnie istotny, gdy takie sytuacje powtarzają się regularnie – mniejsza liczba zrealizowanych zabiegów oznacza niższe wpływy, co przy stałych kosztach prowadzenia działalności może negatywnie wpływać na płynność finansową salonu.

Aby ograniczyć skalę odwołań i nieobecności, wiele firm wprowadza płatności online oraz przedpłaty. Według rp.pl ceny usług fryzjerskich i kosmetycznych w Polsce wzrosły w ubiegłym roku średnio o około 6,8%.

Salony urody podkreślają, że jest duży popyt na takie usługi i wolne terminy szybko znikają na Booksy. Najpopularniejszą formą jest BLIK – korzysta z niego 70% Polaków. Z kolei przedpłata przed wizytą może ograniczyć liczbę odwołań i nieobecności klientów nawet o 90%.

Źródło: rp.pl

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
12. wrzesień 2026 12:46