StoryEditor
Zapachy
23.10.2023 11:11

Alan Balewski, Bale: Rzemieślnicza perfumeria — co nowego wnosi do branży?

Alan Balewski — z wykształcenia psycholog pracy i organizacji, z pasji niezależny perfumiarz i twórca BALE Independent Perfumery Practice – pracowni, w której powstają rzemieślnicze perfumy. / Bale

Chociaż rzemieślnicza perfumeria nie jest niczym nowym, można powiedzieć, że w ciągu ostatnich lat stała się swego rodzaju trendem w branży kosmetycznej. Rzemieślnicze marki perfum nie tylko starają się wyróżnić spośród marek selektywnych, a także popularnej niszy, lecz przede wszystkim zbudować nowy wizerunek produktów perfumowanych – nie tylko przez to, jakie cechy mają, ale również, w jaki sposób powstają i kto za nimi stoi.

Na początek wypadałoby określić, czym właściwie rzemieślnicza perfumeria jest. Trudno znaleźć w branży jednoznaczną definicję, jednak ogólne wyobrażenie wydaje się spójne. Najczęściej w kontekście artisan perfumery mówi się, kiedy właściciel marki sam prowadzi proces kreatywny i produkcyjny swoich wyrobów. W praktyce jest to marka własna perfumiarza, pod którą osobiście wymyśla, projektuje i własnoręcznie tworzy perfumy, a następnie je wydaje. 

Zapach krwi, dziki oud i miedziane alembiki

Ta niezależność w procesie twórczym przekłada się na wysoką kreatywność. Chociaż znajdziemy wśród perfum rzemieślniczych klasyczne szypry, fougère czy wody kolońskie, to częściej możemy liczyć na mniej typowe zapachy. Ponieważ marki rzemieślnicze nie skupiają się na dotarciu do jak największej części rynku, mogą skoncentrować się na tym, by ich produkty były jak najbardziej oryginalne, a czasami nawet skandalizujące. 

Wśród perfum rzemieślniczych znajdziemy zatem kompozycje wyraźnie dymne lub animalne. Znajdziemy takie, które będą miały w sobie akordy o zapachu krwi, smoły, lateksu, mokrej ziemi  czy… koziej sierści. Twórcy prześcigają się tutaj w pomysłach na perfumy i interpretacjach. Najczęściej nie starają się, by zapach był przesadnie „sympatyczny”, bardziej liczy się to, by był oryginalny, wyrazisty, czy też możliwie jak najbardziej realistycznie oddawał naturę.

Nie oznacza to jednak, że zawsze perfumy rzemieślnicze będą wymagające. Nietypowe aromaty to nie wszystko – wielu rzemieślników wyjątkowość swoim perfumom nadaje poprzez wykorzystanie naturalnych, rzadko spotykanych w konwencjonalnej perfumerii surowców. Może to być np. naturalna szara ambra, piżmo, ekstrakty z endemicznych roślin – składniki, które ze względu na swoją niewielką podaż, ograniczenia regulacyjne i etyczne czy też cenę, nie spotyka się w perfumerii głównego nurtu. 

image
Młodzieńczą fascynację zapachami przekułem w proces twórczy – pierwotnie jako publicysta oraz perfumiarz-samouk, następnie szkoląc się w prestiżowej, francuskiej szkole dla nosów, ISIPCA.  Lata doświadczeń zaowocowały własną praktyką, w ramach której tworzę autorskie kompozycje zapachowe oraz pokazuję kulisy ich powstawania - Alan Balewski
Bale
Tym, co jednak najbardziej odróżnia perfumy rzemieślnicze od ogólnie przyjętej niszy perfumowej, to sam proces tworzenia i nacisk, jaki się na niego kładzie. Jest on prowadzony w mikroskali (nakłady produkcyjne to często kilkaset do kilku tysięcy sztuk produktu rocznie). Nastawiony na proste procedury opierające się na pracy ręcznej. Zwykle nie jest on tak precyzyjny i wystandaryzowany  jak w przypadku dużych koncernów produkujących kompozycje zapachowe. Nie jest też poprzedzony badaniami i zaawansowaną inżynierią. W rzemieślniczej perfumerii proces twórczy w dużej mierze odzwierciedla fascynację perfumiarza i to, co jest dla niego w perfumerii najważniejsze. Dla niektórych jest to powrót do dawnych technik z czasów, kiedy perfumy powstawały w niewielkich pracowniach. Inni specjalizują się w składnikach konkretnego typu – np. Ensar Oud jest znany z kompozycji wykorzystujących bardzo rzadkie odmiany naturalnego oudu. W markach takich jak Areej le Dore czy Bortnikoff surowce do kompozycji zapachowych są osobiście przygotowywane przez twórców przy użyciu zabytkowej aparatury.

Przy czym rzemieślnicy chętnie chwalą się kulisami powstawania swoich produktów, przyjmując, że prezentacja produktu zaczyna się nie w chwili wydania produktu na rynek, lecz rozpoczęcia pracy nad nim. Takie podejście  - doceniają odbiorcy z prosumenckim spojrzeniem, którzy chcą być jak najbardziej świadomi samego produktu, jak i tego, w jaki sposób działa branża. W rzemiośle perfumowym odnajdują to, co komercyjna perfumeria zwykle przed nimi skrywa.

Marka wizytówką twórcy, a twórca wizytówką marki

Tradycyjnie w świecie perfum nazwiska odgrywają duże znaczenie. Niegdyś były to nazwiska założycieli wielkich domów perfumowych (Guerlain, Houbigant, Lubin), obecnie zaś najczęściej słynnych projektantów mody, inżynierów samochodowych czy osób medialnych.

Segment rzemieślniczy nie jest w tym względzie inny, lecz wraca do początków perfumerii, eksponując przede wszystkim osobę twórcy – perfumiarza. To on jest założycielem marki i ma pełną niezależność w tym, co i jak tworzy. W tym względzie nie ma tu miejsca na brief, konkursy czy badania rynku, które są obecnie standardem współczesnej branży kosmetycznej. 

Perfumiarz też kieruje całą linią kreatywną swojej marki – sam ustala, czym chce się inspirować, do jakich wartości ma odnosić się produkt, do jakiego stylu w sztuce nawiązywać. Decyduje nie tylko o samym zapachu, ale też o opakowaniu, marketingu, dystrybucji. 

image
W perfumerii rzemieślniczej składniki i ich pochodzenie odgrywają kluczową rolę.
Bale
Część perfumiarzy-rzemieślników osiąga  przy tym spore sukcesy. Twórcy tacy jak Mandy Aftel, Miguel Matos, Marc-Antoine Corticchiato regularnie stają na podiach branżowych konkursów obok takich tuzów jak Bertrand Duchaufour czy Jean-Claude Ellena. Udowadniają, że kariera perfumiarza nie jest już tak nieosiągalna i prestiżowa jak jeszcze przed kilkoma dekadami, kiedy to osiągnięcie jakiegokolwiek sukcesu w branży wiązało się z ukończeniem prestiżowej edukacji oraz wieloletnią pracą u największych graczy na rynku. 

Dyskusyjnym pozostaje, czy takie osoby posiadają odpowiednią wiedzę i doświadczenie, by oferować wysokiej jakości, a przy tym bezpieczny produkt (wciąż w końcu mówimy o produkcie kosmetycznym, który pozostaje przez długi czas w kontakcie ze skórą). Część rzemieślników regularnie podnosi kwalifikacje kończąc branżowe szkoły, kursy i odbywając staże. Niektórzy mają doświadczenie w dziedzinach pokrewnych. Trzeba jednak przyznać, że są też wśród nas samoucy, którzy opierają się głównie na nieformalnym szkoleniu we własnym zakresie i nie zawsze przykładają uwagę do dobrej praktyki produkcyjnej. Pomimo dużych pokładów kreatywności i najczęściej dobrych intencji. 

Limitowane nakłady, ograniczona dostępność

Dostępność rzemieślniczych perfum na rynku  można rozpatrywać z dwóch perspektyw. Pierwsza to sieć dystrybucyjna. Większość rzemieślniczych marek decyduje się na selektywną dystrybucję w wybranych punktach (głównie to perfumerie oferujące niszowe marki). Mniejsi rzemieślnicy często jednak rezygnują całkowicie z dystrybucji  stacjonarnej, a ich wyroby dostępne są wyłącznie w sprzedaży wysyłkowej. 

Drugą jest dostępność produktu w czasie. Jak wyżej wspomniano, rzemieślnicy perfumowi opierają się na własnej produkcji, która odbywa się w małej skali (często prowadzona przez jedną osobę). W przypadku, kiedy wyroby takiego rzemieślnika spotykają się z dużym zainteresowaniem, nakład potrafi szybko się wyczerpać i nie być dostępny przez kolejne miesiące, aż do czasu stworzenia kolejnej partii. Świetnym przykładem jest tu amerykańska marka Slumberhouse, której perfumy przez większość roku są zwyczajnie wyprzedane.

Nie zawsze jednak możliwe jest stworzenie kolejnej partii tych samych perfum. Rzemieślnicy, którzy korzystają z własnoręcznie przygotowanych składników lub zaopatrują się w bardzo unikalne, naturalne składniki, często tworzą pojedyncze, limitowane partie, które nie są wznawiane, lub wznowiony produkt otrzymuje nową, unikalną kompozycję zapachową.

Taki stan rzeczy jest dla rynku kosmetyków czymś nieczęsto spotykanym. Jako konsumenci przyzwyczajeni jesteśmy, że większość produktów na rynku kosmetycznym jest dla nas dostępnych od ręki. Kiedy skończą nam się ulubione perfumy, zawsze możemy wybrać się do perfumerii po kolejny flakon, z nastawieniem, że będzie miał taki sam zapach co poprzedni. 

Rzemieślnicza perfumeria odzwyczaja nas od tego standardu. Dla konsumenta, który patrzy na perfumy stricte użytkowo, taka dystrybucja może okazać się zniechęcająca do zakupu. Z drugiej strony, taki stan rzeczy podnosi prestiż marki, zaś u konsumentów generuje nowe spojrzenie na produkt i ma przyciągnąć klienta o innych potrzebach (np. kolekcjonerskich). Niewątpliwie świadome są tego również duże domy perfumowe i marki designerskie, czego efektem w ostatnich latach są powstające jedna po drugiej ekskluzywne linie produktowe, sposobem dystrybucji przypominające marki rzemieślnicze (czy też może raczej po prostu tzw. segment niszowy). 

Patrząc na raporty rynkowe, w których z roku na rok segment perfumerii niszowej mocno rośnie, można się spodziewać, że i rzemieślnicza perfumeria popłynie na tej fali i będzie sukcesywnie się rozwijać.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zapachy
07.10.2026 14:39
„Twilight” wraca w zapachu. Dlaczego beauty tak chętnie sięga po popkulturę?
Dlaczego beauty kocha popkulturę? ”Twilight” to przykładScentbird

Filmy, seriale, muzyka i beauty coraz częściej spotykają się przy jednym produkcie. Nie chodzi już tylko o kosmetyki z nadrukiem popularnego bohatera. Marki próbują przełożyć całe światy popkultury na zapachy, makijaż czy pielęgnację. Najnowszym przykładem jest kolejna współpraca Scentbird i Lionsgate wokół kultowej sagi „Twilight”.

W tym artykule przeczytasz:

  • Fandom jest gotową społecznością konsumentów
  • "Kupuję, bo pamiętam”
  • Kolekcjonowanie zamiast jednego produktu
  • Dlaczego właśnie zapach?
  • Od gadżetu do doświadczenia

Po sukcesie pierwszych perfum inspirowanych „Zmierzchem” Scentbird wprowadza drugi zapach związany z serią – „The Twilight Saga: New Moon Eau de Parfum”. Limitowana kompozycja ma być zapachową interpretacją drugiej części historii. To kwiatowo-ambrowa kompozycja z nutami kwiatu imbiru, wanilii tahitańskiej, karmelu, ambry i drzewa sandałowego. Perfumy są dostępne wyłącznie za pośrednictwem Scentbird.

Dla marki jest to kolejny etap współpracy z Lionsgate i próba stworzenia wokół „Twilight” całego świata zapachowego, a nie jednorazowego produktu. Jak podkreśla Scentbird, reakcja na pierwszą kompozycję pokazała, że fani chcą nie tylko wracać do historii, ale także "wchodzić” w nią za pomocą nowych doświadczeń.

Kosmetyk przestaje być tylko kosmetykiem

To właśnie ten mechanizm jest dziś znacznie ciekawszy niż sam zapach „New Moon”. Beauty od dawna wykorzystuje popkulturę, ale skala i sposób prowadzenia takich współprac wyraźnie się zmieniają.

Jeszcze kilka lat temu licencjonowana kolekcja często oznaczała przede wszystkim zmianę opakowania. Na palecie pojawiała się postać z filmu, na szmince logo zespołu, a na butelce perfum nazwisko gwiazdy. Dziś coraz częściej marka próbuje przełożyć na produkt estetykę, narrację i emocje związane z konkretnym uniwersum.

To ważna różnica. Konsument nie kupuje wyłącznie kosmetyku. Kupuje możliwość posiadania czegoś, co jest częścią historii, którą zna i z którą ma własne skojarzenia.

Dobrym przykładem jest choćby współpraca Lancôme z „Emily in Paris”. Marka nie ograniczyła się do umieszczenia tytułu serialu na opakowaniu. Kolekcja obejmowała makijaż, pielęgnację i zapach, a jej estetyka została podporządkowana paryskiemu światu przedstawionemu w produkcji.

Podobny mechanizm widać w makijażu. MAC przez lata budował swoją pozycję dzięki współpracom z artystami i postaciami ze świata kultury. Kolekcja z Aaliyah powstała między innymi w odpowiedzi na silne zainteresowanie fanów, a jej estetyka odwoływała się do charakterystycznego stylu piosenkarki z lat 90. i początku lat 2000.

Z kolei kolekcje inspirowane takimi zjawiskami jak „Pac-Man” pokazały, że beauty może czerpać nie tylko z aktualnych premier, ale również z nostalgii za popkulturą sprzed dekad.

image

Zapachowy luksus czy trik z TikToka? Marki niszowe i arabskie zmieniają zasady gry na rynku perfum [RAPORT WK]

Fandom jest gotową społecznością konsumentów

Z punktu widzenia marki największą wartością takiej współpracy jest to, że nie musi ona budować zainteresowania od zera.

Film, serial czy gra mają już własną społeczność. Fani znają bohaterów, estetykę, symbole i historię. Wiedzą, dlaczego określony kolor, zapach albo detal opakowania ma znaczenie. W przypadku dużych franczyz marka otrzymuje więc coś, o co w tradycyjnym marketingu jest coraz trudniej – gotową grupę ludzi emocjonalnie zaangażowanych w dany świat.

Analizy rynku beauty wskazują właśnie na tę przewagę współprac z popkulturą: rozpoznawalne uniwersum zapewnia natychmiastowy kontekst, a limitowany charakter produktów dodatkowo wzmacnia poczucie pilności zakupu.

To szczególnie istotne w czasach, gdy konkurencja o uwagę konsumenta jest ogromna. Nowy krem czy paleta muszą przebić się przez setki innych premier. Produkt związany z popularnym serialem nie startuje jednak od zera. Wraz z nim marka dostaje gotową historię, bohaterów i język wizualny.

"Kupuję, bo pamiętam”

W przypadku współprac beauty z popkulturą bardzo mocno działa również nostalgia. I nie jest to przypadek.

Rynek coraz częściej wraca do estetyki lat 90. i 2000., dawnych seriali, muzyki czy produktów, które konsumenci pamiętają z dzieciństwa. W perfumach nostalgia jest szczególnie silnym narzędziem, ponieważ zapach sam w sobie jest mocno związany z pamięcią i emocjami. Trend ten jest widoczny także w 2026 roku. Eksperci rynku zapachowego wskazują na rosnące zainteresowanie kompozycjami, które przywołują konkretne okresy i wspomnienia.

„Twilight” jest pod tym względem wyjątkowo dobrym materiałem. Pierwszy film pojawił się w 2008 roku, a więc osoby, które jako nastolatki śledziły historię Belli i Edwarda, są dziś dorosłymi konsumentami z własną siłą nabywczą. Powrót marki do Forks nie jest więc wyłącznie próbą zainteresowania obecnych nastolatków.

To również gra na wspomnieniach osób, dla których „Twilight” był częścią dorastania.

Pierwszy zapach Scentbird powstał właśnie wokół tej emocjonalnej warstwy historii. Marka opisywała go jako zapach inspirowany romansem Belli i Edwarda, a kampania wykorzystywała także aktorów znanych z filmowej sagi.

image

Interparfums przedłuża licencję Roberto Cavalli na perfumy do końca 2046 roku

Kolekcjonowanie zamiast jednego produktu

Współprace z popkulturą mają jeszcze jedną przewagę... mogą zachęcać do kolekcjonowania.

Limitowana paleta, specjalna butelka perfum czy produkt związany z konkretnym sezonem serialu przestają funkcjonować wyłącznie jako kosmetyki. Stają się przedmiotami związanymi z określonym momentem kulturowym.

Vogue zwracał uwagę na rosnącą rolę kolekcjonerskiego charakteru beauty. Limitowane produkty mogą być kupowane nie tylko po to, by ich używać, ale również po to, by je posiadać, eksponować i gromadzić. W przypadku jednej z limitowanych kolekcji MAC z Mariah Carey część produktów po wyprzedaniu pojawiła się nawet na rynku wtórnym po znacznie wyższych cenach.

Dlaczego właśnie zapach?

Perfumy mają w tym wyścigu szczególną pozycję. Kosmetyk kolorowy może nawiązywać do wyglądu bohatera, a krem – do jego stylu życia. Zapach pozwala natomiast stworzyć abstrakcyjną interpretację całego świata. Nie trzeba przecież stworzyć perfum, które dosłownie „pachną jak Bella Swan”. Można zbudować kompozycję wokół lasu, deszczu, nocy, romantycznego napięcia, wanilii czy drewna. Zapach staje się więc narzędziem worldbuildingu.

To podejście widać również poza „Twilight”. W 2025 roku Xyrena rozpoczęła współpracę z Universal Products & Experiences przy serii zapachów inspirowanych filmowymi klasykami, zaczynając od „Jaws”. W tym przypadku marka również postawiła na kolekcjonerski charakter i próbę odtworzenia atmosfery filmu za pomocą zapachu.

W 2026 roku sam Scentbird rozszerza zresztą podobny model na kolejne franczyzy. Firma współpracowała z Lionsgate także przy zapachu inspirowanym „John Wick”, a „Twilight” stał się kolejnym światem, który można przełożyć na doświadczenie zapachowe.

image

„Lalka” miała wszystko, by stworzyć beauty collab. Netflix nie wykorzystał tej szansy

Od gadżetu do doświadczenia

Współpraca z filmem czy serialem daje marce dostęp do fandomu, a fandomowi – możliwość przeniesienia czegoś z ekranu do codzienności. Perfumy można nosić, makijaż można wykorzystać, a opakowanie można zachować. Granica między merchandisingiem, kosmetykiem i kolekcjonerskim obiektem zaczyna się zacierać.

Nie każda współpraca działa jednak automatycznie. Sam nadruk z logo popularnego filmu nie wystarczy, jeśli produkt nie ma związku z jego estetyką albo odbiorcą. Eksperci rynku podkreślają, że najlepsze projekty powstają tam, gdzie obie strony mają coś do zaoferowania. Marka beauty daje produkt i dostępność, a popkulturowa franczyza – świat, historię i społeczność.

W przypadku „Twilight” Scentbird próbuje pójść właśnie w tę stronę. Drugi zapach nie jest pojedynczym gadżetem, lecz kolejnym elementem większego świata zapachowego budowanego wokół sagi. A skoro pierwsza odsłona spotkała się z mocną reakcją fanów, pojawia się przestrzeń na kolejne.

 

Źródło: Happi.com

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zapachy
29.09.2026 11:04
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige / Parfum Company
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige
/ Parfum Company
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige
/ Materiał Partnera
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige
/ Parfum Company
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige
Parfum Company i spektakularna premiera zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige
Gallery

Jak przełożyć piramidę zapachową perfum na sensoryczne doświadczenie wokół marki?

Podczas oficjalnej premiery nowego zapachu Bóis Blanc marki Arabiyat Prestige (Parfum Company & My Perfumes) w warszawskiej Restauracji KLONN połączyliśmy świat perfumiarstwa z wykwintną kuchnią w ramach autorskiego konceptu sensorycznego SCENT & TASTE. Naszym celem było odejście od schematu tradycyjnej premiery i stworzenie w pełni immersyjnego doświadczenia. 

Przestrzeń spotkania zaprojektowaliśmy w ścisłej harmonii z estetyką flakonu Bóis Blanc. Wykorzystaliśmy elementy szkła, lustrzane postumenty oraz elegancką aranżację w odcieniach bieli i złota. Szczególnym zainteresowaniem uczestników cieszył się dedykowany instagramowy spot, który nawiązywał do minimalistycznego designu flakonu i stał się naturalnym tłem do relacjonowania wieczoru w social mediach. 

Całe wydarzenie opierało się na koncepcji spójnej podróży sensorycznej. Wieczór zainaugurował autorski koktajl Bois Blanc Sour, serwowany z akordami fiołka, grejpfruta i czerwonego pieprzu. Oprawę muzyczną zapewnił Bard Kowalski z zespołem (Dominik Dudzik – kontrabas, Piotr Kępa – pianino), wykonując m.in. utwór „Gangster”. Centralnym punktem wieczoru była kolacja, podczas której serwowaliśmy menu precyzyjnie odzwierciedlające kolejne etapy rozwoju zapachu – od Nut Głowy (m.in. crudo z troci fiordowej z grejpfrutem i różowym pieprzem), przez Nuty Serca, aż po zmysłowe Nuty Bazy. 

Zadbaliśmy również o niestandardowe akcenty wizerunkowe. Każdy z gości otrzymał aparat jednorazowy opatrzony cytatem nawiązującym do filozofii zapachu: „Niektóre wspomnienia potrzebują czasu, by się rozwinąć. Zupełnie jak nuty serca. Zamknij esencję tej nocy w 27 kadrach”. 

W naszej premierze wzięli udział czołowi influencerzy, znane osoby, przedstawiciele mediów branżowych, kluczowych sieci handlowych oraz partnerzy biznesowi. 

– Jako lider rynku wiemy, że sukces topowych marek nie dzieje się przypadkowo. Siła Parfum Company tkwi w tym, że nie tylko wprowadzamy do Polski najbardziej pożądane zapachy, ale dajemy im oprawę, która definiuje rynkowe trendy i przyciąga najważniejszych graczy. Premiera Bóis Blanc to najlepszy dowód na to, że potrafimy kreować zupełnie nową jakość na polskim rynku perfumeryjnym – podkreśla Szymon Żelazek, właściciel Parfum Company. 

Realizacja niestandardowych formatów eventowych wpisuje się w strategię naszej firmy, pokazując, że nowoczesna dystrybucja to aktywne kreowanie rynkowej pozycji produktów, budowanie trwałych relacji i wdrażanie nieszablonowych rozwiązań promocyjnych w Polsce. 

 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
09. październik 2026 11:11