StoryEditor
Ciało
31.10.2016 00:00

Olejki – cudowne remedium na problemy skóry

Moda na olejki nie mija. Wprost przeciwnie – wciąż pojawiają się nowe, coraz bardziej zaawansowane preparaty wykorzystujące ich cudowne właściwości. Wszystko za sprawą konsumentów, którzy oszaleli na punkcie olejków. Można zaryzykować stwierdzenie, że to co z olejkiem – z góry jest hitem sprzedaży.

Tłoczone na zimno roślinne olejki są źródłem witamin, polifenoli i cennych kwasów tłuszczowych. Właśnie proces ich pozyskiwania, bez wykorzystywania wysokich temperatur, pozwala na zachowanie wszystkich najcenniejszych składników. Są to również jedne z bardziej wszechstronnych preparatów – jednego produktu można z powodzeniem używać do pielęgnacji twarzy, ciała, włosów. Są ratunkiem dla przesuszonej skóry, ale warto je polecać także w innych celach: regeneracyjnych i naprawczych – olejki mają rozmaite właściwości w zależności od tego, z jakiej rośliny je pozyskano.

Idealne na problemy

– Uniwersalne olejki do pielęgnacji ciała to takie, które z jednej strony poprawiają stan skóry, z drugiej pozwalają na chwilę relaksu, rozluźnienie i wyciszenie organizmu – mówi Kinga Kotuniak, brand manager Laboratorium Kosmetycznego Ava. Katarzyna Butrymowicz-Knap, dyrektor marketingu Bielendy, uszczegóławia, że najbardziej uniwersalne, a zarazem cieszące się największą popularnością są olejki arganowy, kokosowy oraz monoi, które można stosować do różnych typów skóry. Joanna Kowalczuk, kierownik działu marketingu firmy Ziaja, dodaje do tej listy olej oliwkowy, awokado, z orzechów brazylijskich, makadamia, masło cupuacu i karite. – Są to przykłady dobrych i sprawdzonych olejów, które zawierają kwasy linolowy, linolenowy oraz wielonienasycone kwasy tłuszczowe, dzięki czemu z powodzeniem uzupełniają warstwę rogową naskórka – tłumaczy Joanna Kowalczuk.

Olejki są ważnym źródłem lipidów, których niedobory objawiają się szorstkością i napięciem naskórka, rogowaceniem, suchością, odwodnieniem, drobnymi mikrourazami, zmarszczkami. Skóra łatwiej przepuszcza alergeny i inne substancje drażniące. Dochodzi do podrażnień, zaczerwienienia, kontaktowego zapalenia skóry. Gdy pojawiają się takie objawy, wtedy warto sięgnąć po olejki. Ich wysoka skuteczność bierze się z bezwodnej formuły – szybciej i głębiej się wchłaniają. Mają też umiejętność transportowania przez naskórek innych wartościowych substancji aktywnych. Dlatego, oprócz tego, że są oferowane jako samodzielne preparaty, często stanowią podstawę balsamów, maseł czy peelingów. Po ich zastosowaniu zmiana kondycji naskórka jest odczuwalna natychmiast. Wrażenie nawilżenia, odżywienia i wygładzenia pozostaje też na dłużej niż po użyciu wodnych emulsji.

Dla każdego i zawsze?

Na rynku oferowane są olejki 100-procentowe, jednoskładnikowe, a także produkty, będące kompozycją kilku olejów. O właściwościach poszczególnych olejków (o wybranych olejach piszemy w ramce), w związku z nieprzemijająca modą na nie, rozpisują się rozmaite strony poświęcone naturalnej pielęgnacji oraz blogi urodowe. Natomiast polecając kompozycje olejków, warto zapoznać się choćby z sugestią producenta zamieszczoną na opakowaniu. Wiele zależy bowiem także od ilości użytych składników. Jedne zostały tak skomponowane, by nadać skórze jedwabistą gładkość, zadaniem innych ma być redukcja cellulitu, ujędrnienie, napięcie skóry czy zmniejszenie obrzęków.

Czy jednak olejki to propozycja dla każdego? Katarzyna Butrymowicz-Knap podpowiada, że z racji swojej konsystencji w szczególności są to produkty przeznaczone do skóry suchej i bardzo suchej. – Osoby z takimi problemami z pewnością zauważą cenne działanie olejków. W innych przypadkach może okazać się, że preparaty słabo się wchłaniają i pozostawiają na skórze tłustą warstwę – tłumaczy. Podpowiada jednak, że w takiej sytuacji wygodnym rozwiązaniem są suche olejki, tak samo odżywcze, ale szybciej wchłaniające się. Również Weronika Kowalczuk, junior product manager marki Evrēe, uspokaja, że olejków nie trzeba się obawiać ze względu na ich tłuste konsystencje. – Obecne technologie pozwalają nam przygotować produkt o formule olejkowej, który będzie się idealnie wchłaniał, a do tego pięknie pachniał – zapewnia. Osobom, które twierdzą, że ich skóra nie lubi olejków, podpowiada, by stosowały je, dodając kilka kropel do swojego ulubionego balsamu, masła czy sorbetu. – To idealne rozwiązanie do stosowania w codziennej pielęgnacji. Jeśli jednak skóra potrzebuje dogłębnej regeneracji, naprawdę warto zdecydować się na olejek w czystej postaci – zapewnia Weronika Kowalczuk. Opinię tę potwierdza Jolanta Langer, koordynator produkcji w firmie Elfa Pharm Polska. Według niej olejki idealnie sprawdzają się, gdy oczekujemy szybkiej regeneracji skóry, wygładzenia itp. Przestrzega jednocześnie, że stosowanie olejów w czystej postaci przez dłuższy czas wiąże się z nadmiernym wysuszeniem skóry. Dlatego do codziennej pielęgnacji, gdy nie występują wyraźne problemy ze skórą, lepiej polecać balsamy, mleczka czy masła z olejkami, które są mieszaniną różnych substancji o szerokim działaniu pielęgnacyjnym. Preparaty te warto też polecić osobom o skórze wrażliwej, skłonnej do podrażnień czy alergii. – Dla nich olejki w czystej postaci nie są najlepszym rozwiązaniem – podpowiada Kinga Kotuniak z firmy Ava.

Praktyczna porada!

  • Długo stosowane oleje w czystej postaci mogą wysuszać skórę
  • Nie są też wskazane dla osób ze skłonnościami do alergii

Rodzaje olejów

Oleje schnące: słonecznikowy, lniany, sojowy, z krokosza, dzikiej róży, konopi, nasion wiesiołka, rokitnika, czarnuszki siewnej, ogórecznika, pestek winogron, orzecha włoskiego, kiełków pszenicy.
Oleje półschnące: migdałowy, sezamowy, z pestek moreli.
Oleje nieschnące: kokosowy, rycynowy, rzepakowy, ryżowy, z awokado, orzechów arachidowych, laskowych, makadamia, pestek dyni, oliwa z oliwek.

Zdaniem eksperta

Joanna Kowalczuk, Ziaja

Olejki w recepturach kosmetyków przyciągają nowych i młodszych konsumentów, a jednocześnie wpisują się w popularny trend kosmetyków wielofunkcyjnych i uniwersalnych. Stosowanie olejów, jako źródła lipidów w emulsjach kosmetycznych, przeciwdziała dysfunkcjom skóry, wpływa na utrzymanie naturalnego pH, przez co zapewnia ochronę mikrobiologiczną, skutecznie redukuje nadwrażliwość skóry, łagodzi podrażnienia, aktywizuje procesy naprawcze oraz hamuje procesy starzenia się i redukuje zmarszczki. Oleje są niezwykle efektywnymi składnikami nie tylko w pielęgnacji kosmetycznej, ale są także używane do leczenia wielu różnych schorzeń skóry, takich jak suchość, świąd oraz atopowe zapalenie skóry. Odgrywają dużą rolę w pielęgnacji – olejki do mycia, balsamy z olejami pod prysznic przeciwdziałają wypłukiwaniu lipidów z powierzchniowych warstw skóry, już w trakcie mycia.

   

Kinga Kotuniak, brand manager, Laboratorium Kosmetyczne Ava

Z miesiącami chłodniejszymi kojarzą się cytrusy. Dodajemy je do herbaty, dekorujemy drzewka bożonarodzeniowe, suszonych używamy do dekoracji okien czy stołów. Dlatego Laboratorium Kosmetyczne Ava już kilka lat temu opracowało specjalnie do pielęgnacji skóry ciała zimą dwa olejki: grapefruitowy oraz pomarańczowy. Obok właściwości pielęgnacyjnych wzmacniają siły witalne. Idealnie sprawdzają się więc w przypadku jesienno-zimowego osłabienia organizmu. Delikatnie natłuszczają, nie brudząc ubrania, poprawiają sprężystość i elastyczność skóry. Sprawiają, że czeka ona w dobrej kondycji na wiosnę. Dostarczają również przyjemnych wrażeń zmysłowych, pozostawiając na skórze cytrusowy zapach.

Katarzyna Butrymowicz-Knap, dyrektor marketingu, Bielenda

Najbardziej uniwersalne i cieszące się zarazem największą popularnością są olejki: arganowy, kokosowy oraz monoi. Dlatego do oferty Bielendy dołączyły dwie nowości inspirowane tym trendem –

Odżywczy olejek kokosowy oraz Regenerujący olejek monoi de Tahiti. Można je stosować do różnych typów skóry, choć najlepiej sprawdzą się w przypadku skóry suchej i bardzo suchej. Dla skóry normalnej idealnym rozwiązaniem będą natomiast produkty zawierające olejki w niższym stężeniu, takie jak Nawilżający Olejek w kremie Bielenda czy Mleczny Olejek odżywczy Bielenda Algi Morskie. Produkty te wyróżniają się bardzo lekką formułą, szybko się wchłaniają i nie pozostawiają na skórze tłustej warstwy. Jest to także ukłon w stronę osób, które nie przepadają za tłustymi formułami.

Weronika Kowalczuk, junior product manager marki Evrēe

Bogactwo składników odżywczych sprawia, że naturalne olejki zapewniają szerokie spectrum działania, sa rozwiązaniem na wiele problemów skóry. Jednym z bardziej uniwersalnych, doskonałych w pielęgnacji jest olej migdałowy – zawarty mi.in w Upiększającej specjalistycznej kuracji do ciała Multioils Bomb – który ma doskonałe działanie nawilżające, a dzięki lekkiej konsystencji cechuje się bardzo dobrą wchłanialnością. Jest doskonałym dodatkiem do produktów o formule wieloolejkowej, ponieważ wspomaga wchłanianie się kosmetyku.

Jolanta Langer, koordynator produkcji w firmie Elfa Pharm Polska

Oleje roślinne dzielą się na schnące, półschnące i nieschnące. Im więcej dany olej zawiera kwasów tłuszczowych wielonienasyconych, tym szybciej wysycha na powietrzu i zmienia się w elastyczną, niepłynną masę. Do cery tłustej i mieszanej najlepiej nadają się oleje schnące i półschnące. Do suchej i dojrzałej najodpowiedniejsze są oleje półschnące i nieschnące. Warto jednak zwrócić uwagę, iż oleje nieschnące mogą działać komedogennie, czyli powodować powstawanie zaskórników. Można jednak temu zapobiec poprzez dokładne oczyszczanie cery np. za pomocą naturalnych mydeł i peelingów.


 

Oleje do zadań specjalnych

Olej arganowy wykazuje działanie przeciwzapalne, łagodzące i antyoksydacyjne. Polecany jest głównie w pielęgnacji skóry dojrzałej oraz suchej i odwodnionej, wymagającej regeneracji. Sprawdza się również w pielęgnacji włosów, zarówno do wcierania w skórę głowy, jak i do regeneracji rozdwajających się końcówek. Jest szybko wchłaniany przez skórę.

Olej makadamia jest bogaty w witaminy A, B (B1, B2, B3) oraz E. Zawiera lecytynę, fenole oraz kwas olepalmitynowy, który występuje naturalnie w ludzkiej skórze, zapewniając jej młody i zdrowy wygląd. Wraz z upływem lat jego zasoby maleją, stąd popularność tego oleju w preparatach do skóry starzejącej się, bo spowalnia procesy starzenia się komórek, nadaje sprężystość i działa przeciwzmarszczkowo. Olej sprawdza się także w pielęgnacji skóry suchej, delikatnej i wrażliwej – likwiduje zaczerwienienia i podrażnienia. Wspomaga walkę z cellulitem i rozstępami.

Olej kokosowy w temperaturze poniżej 25°C ma konsystencję twardego białego tłuszczu. Ze względu na własności emoliencyjne polecany jest do skóry suchej i łuszczącej się. Ma też działanie antybakteryjne, przeciwgrzybicze i antyseptyczne, jest więc odpowiedni w przypadku wyprysków i łojotoku. Jednak nałożony na skórę w czystej postaci może powodować podrażnienia, warto więc łączyć go z balsamem lub masłem do ciała, a nawet oliwką dla dzieci.

Olej różany zawiera m.in. kwasy omega-6 i omega-9 oraz witaminy A, B i E. Szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy, natychmiast odżywia i nawilża skórę. Zapobiega powstawaniu zmarszczek, przebarwień oraz suchych skórek. Sprzyja gojeniu się drobnych ran. Chroni przed promieniowaniem UVA/UVB oraz wolnymi rodnikami, a także zanieczyszczeniami pochodzącymi ze środowiska zewnętrznego.

Olej jojoba charakteryzuje się wysoką zgodnością biologiczną z ludzką skórą. Dzięki temu łatwo się wchłania, przy okazji odżywiając, zmiękczając, nawilżając i natłuszczając. Może być używany do pielęgnacji skóry wrażliwej. Pomaga w leczeniu zapaleń skóry, np. łuszczycy.

Olej z czarnuszki siewnej regeneruje skórę dojrzałą, uelastycznia ją i wygładza zmarszczki. To naturalny antyoksydant, który niszczy wolne rodniki odpowiedzialne za starzenie się skóry. Zalecany jest również do pielęgnacji skóry dotkniętej egzemą, łuszczycą i trądzikiem. Sprawdza się w likwidowaniu łupieżu skóry głowy.

Olej z awokado jest jednym z najcenniejszych olejów kosmetycznych ze względu na dużą zawartość nienasyconych kwasów tłuszczowych i witamin (A, B, D, E). Szybko się wchłania w skórę, działając regenerująco i łagodząco. Zawiera kwas oleinowy, który jest emolientem trwale nawilżającym skórę i włosy. Braki w warstwie lipidowej naskórka uzupełnia dzięki zawartości kwasu omega-3.

Olej monoi jest połączeniem czystego, tłoczonego na zimno olejku kokosowego i kwiatów tahitańskiej gardenii, które mają właściwości oczyszczające, łagodzące i przeciwzapalne. Monoi długotrwale nawilża i koi oraz silnie odżywia i zmiękcza skórę. Dzięki zawartej w nim witaminie E działa antyoksydacyjnie. Zabezpiecza skórę przed szkodliwym działaniem słońca, wiatru i wody.

Olej z orzechów brazylijskich w ponad 75 proc. składa się z nienasyconych kwasów tłuszczowych, które odpowiadają za prawidłowe funkcjonowanie skóry, pomagają walczyć z niedoskonałościami i problemami skórnymi, poprawiają skład cementu międzykomórkowego i regulują wydzielanie sebum. Zawiera też cenne fitosterole i witaminy A i E. Jest bogaty w magnez, który korzystnie wpływa na naczynia krwionośne, oraz w selen o właściwościach antyoskydacyjnych i przeciwzapalnych. Ze względu na działanie przeciwrodnikowe często sosowany jest w produktach anti-aging.

Masło cupuacu to znakomity emolient z dużą zawartością odżywczej witaminy E oraz fitosteroli roślinnych. Uelastycznia i odnawia skórę oraz wzmacnia barierę lipidową naskórka, zmniejszając ucieczkę wody z tkanki podskórnej. Działa też przeciwzapalnie na skórę atopową, łuszczącą się i pękającą. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym. Opóźnia procesy starzenia się skóry. Nie alergizuje. Świetnie się wchłania.

Masło karite jest naturalnym źródłem antyutleniaczy i witaminy E. Zawiera kwas cynamonowy i cykloartenol, co sprawia, że znakomicie chroni skórę przed promieniami UV i opóźnia procesy jej starzenia się. Działa przeciwobrzękowo, przeciwzapalnie, antybakteryjnie i łagodząco. Wygładza i rewitalizuje skórę, a także stymuluje krążenie krwi. Nie alergizuje. Dobrze się rozprowadza i nie klei.

 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Ciało
26.08.2026 19:04
Bielizna staje się nowym skincare. Czy "carewear” będzie kolejną kategorią beauty?
Skincare wychodzi z łazienki. Teraz trafia do bieliznyShutterstock

Kremy, sera, suplementy, kosmetyki z probiotykami – do tej pory pielęgnacja skóry kojarzyła się przede wszystkim z tym, co nakładamy na ciało. Teraz do wellness i skincare coraz śmielej wkraczają ubrania. Bielizna ma nie tylko dobrze leżeć i być wygodna, ale także wspierać mikrobiom skóry. Powstaje nowa kategoria określana jako "carewear”, na styku mody, beauty i technologii.

W tym artykule przeczytasz:

  • Bielizna jako przedłużenie rutyny pielęgnacyjnej
  • Mikrobiom wychodzi poza łazienkę i kuchnię
  • Od bielizny do "drugiej skóry”
  • Carewear nie kończy się na majtkach
  • Kosmetyki konkurują już nie tylko z kosmetykami
  • Czy ubranie może naprawdę działać jak kosmetyk?
  • "Hyper-functionalization”, czyli funkcja na funkcji

Jeszcze niedawno wybierając bieliznę, konsumentki zwracały uwagę przede wszystkim na krój, materiał, dopasowanie i wygląd. Później doszły takie funkcje jak bezszwowość, odprowadzanie wilgoci, właściwości antybakteryjne czy termoregulacja. Dziś poprzeczka przesuwa się jeszcze wyżej. Ubranie ma aktywnie współpracować ze skórą.

To kolejny etap procesu, w którym granice między beauty, wellness i fashion coraz bardziej się zacierają. Skoro możemy kupić serum wspierające mikrobiom skóry, dlaczego podobnej funkcji nie miałaby pełnić tkanina, która przez wiele godzin bezpośrednio dotyka ciała?

Bielizna jako przedłużenie rutyny pielęgnacyjnej

Jednym z najciekawszych przykładów tego kierunku jest brytyjska marka bieliźniana Underdays. Jej założycielki Aurelie Salas i Oria Mackenzie postawiły na rozwój kategorii, którą można określić mianem "carewear”. Odzieży projektowanej z myślą nie tylko o komforcie, ale również o potrzebach skóry.

W najnowszej kolekcji marki wykorzystano technologię UNDERskin, opartą na rozwiązaniu HeiQ Skin Care. Tkanina została wykończona systemem synbiotycznym zawierającym prebiotyki i probiotyki, które mają wspierać równowagę mikrobiomu skóry.

Technologia HeiQ jest przeznaczona właśnie do materiałów pozostających w bezpośrednim kontakcie ze skórą. Producent deklaruje, że system może działać do 40 cykli prania, a substancje aktywne są uwalniane z powierzchni materiału podczas noszenia.

image

Polacy wydają na suplementy więcej niż Niemcy i Francuzi. “Beauty” napędza nową falę wzrostu

Mikrobiom wychodzi poza łazienkę i kuchnię

Nie jest przypadkiem, że właśnie mikrobiom znalazł się w centrum zainteresowania producentów funkcjonalnych tkanin. W kosmetyce od kilku lat obserwujemy rosnące zainteresowanie produktami, które mają pomagać w utrzymaniu równowagi mikrobiomu skóry.

HeiQ wykorzystuje w swoich rozwiązaniach połączenie prebiotyków i probiotyków, określane jako synbiotyki. W technologii tekstylnej są one osadzone w bio-based, porowatej matrycy polimerowej, z której mogą stopniowo przechodzić na skórę podczas kontaktu z materiałem.

To nie oznacza oczywiście, że majtki czy koszulka zastępują kosmetyk. Właśnie tutaj potrzebna jest ostrożność w komunikacji. Mówimy raczej o technologii tekstylnej wspierającej określone właściwości skóry, a nie o nowym rodzaju kremu w formie ubrania.

Sama technologia jest zresztą szersza niż bielizna. HeiQ wskazuje jako potencjalne zastosowania również odzież sportową, warstwy bazowe i tekstylia domowe.

Od bielizny do "drugiej skóry”

W przypadku Underdays zastosowanie takiej technologii jest szczególnie interesujące, ponieważ bielizna jest jedną z niewielu kategorii odzieży, która przez wiele godzin pozostaje w bardzo bliskim kontakcie z ciałem.

To właśnie dlatego może być atrakcyjnym nośnikiem funkcji kojarzonych dotychczas z kosmetykami.

Wyobraźmy sobie prosty schemat: rano aplikujemy serum, krem z filtrem i dezodorant, wieczorem kolejne kosmetyki, a przez cały dzień nosimy ubranie wykonane z materiału, który również ma określone właściwości pielęgnacyjne. Skincare przestaje być wtedy wyłącznie rytuałem wykonywanym przed lustrem. Staje się częścią środowiska, które otacza ciało przez cały dzień.

To dobrze wpisuje się w szerszą zmianę w kategorii intimate apparel. Jak wynika z materiałów dotyczących rozwoju rynku bielizny, współczesne produkty coraz częściej łączą komfort, funkcjonalność, technologię materiałową i wellness. Wśród rozwijanych rozwiązań wymienia się m.in. tkaniny odprowadzające wilgoć, antybakteryjne, termoregulacyjne czy adaptacyjne.

image

Azja coraz ważniejszym kierunkiem eksportu polskich kosmetyków. Trzy rynki, trzy różne strategie

Carewear nie kończy się na majtkach

Underdays nie jest jedynym przykładem tego, jak fashion zaczyna przejmować język beauty.

Technologia HeiQ Skin Care została wykorzystana również przez markę Coperni w kolekcji C+ Carewear. Producent materiałów opisuje ją jako odzież wykorzystującą technologię kosmetyczną przeznaczoną do wspierania równowagi mikrobiomu skóry.

W podobnym kierunku rozwija się brytyjska marka Sylva, założona przez Tallulah Harlech. Jej ubrania są projektowane z myślą o osobach ze skórą wrażliwą, a materiały mają zapewniać komfort i ograniczać dyskomfort związany z noszeniem odzieży.

Kosmetyki konkurują już nie tylko z kosmetykami

To jeden z ciekawszych aspektów tego trendu z punktu widzenia rynku beauty.

Marki rozwijające "carewear” niekoniecznie muszą postrzegać jako swoich konkurentów inne firmy odzieżowe. Ich punktem odniesienia mogą być marki skincare, wellness czy body care.

Logika jest podobna do tej, którą przez lata rozwijały marki kosmetyczne: produkt ma rozwiązywać konkretny problem i wpisywać się w codzienny rytuał konsumenta. Tyle że zamiast kremu czy serum rozwiązaniem jest teraz materiał.

To otwiera potencjalnie ogromne pole dla współpracy między sektorami. Marka kosmetyczna może wejść w tekstylia, marka odzieżowa w skincare, a producent technologii materiałowych stać się dostawcą "składników” dla obu kategorii.

Czy ubranie może naprawdę działać jak kosmetyk?

Tutaj pojawia się najważniejsze pytanie: ile w "carewear” jest realnej technologii, a ile marketingu?

Sam fakt zastosowania substancji aktywnych w tkaninie nie oznacza automatycznie, że efekt będzie porównywalny z działaniem kosmetyku aplikowanego bezpośrednio na skórę. Kluczowe są m.in. dawka, sposób uwalniania substancji, czas kontaktu ze skórą, trwałość technologii oraz to, czy deklarowany efekt został odpowiednio potwierdzony.

HeiQ informuje o testach, w których sprawdzano transfer synbiotyków z materiału na skórę. Firma podaje również, że technologia została oceniona jako niepodrażniająca i przeznaczona do materiałów pozostających w bezpośrednim kontakcie ze skórą.

Nie należy jednak robić z tego skrótu myślowego, że probiotyczna bielizna = kosmetyk do pielęgnacji skóry. To dwie różne kategorie produktów i różne sposoby działania.

image

Skims wprowadza nocną maskę modelującą twarz – nowy krok w kierunku “rzeźbienia” urody

"Hyper-functionalization”, czyli funkcja na funkcji

Rozwój carewear wpisuje się w szerszy trend funkcjonalizacji tekstyliów. Materiały mogą już nie tylko być miękkie czy przewiewne. Mogą regulować temperaturę, odprowadzać wilgoć, ograniczać powstawanie zapachu, a także wykorzystywać technologie biologiczne.

HeiQ rozwija obecnie całą gamę technologii tekstylnych, m.in. rozwiązania związane z termoregulacją, kontrolą zapachu czy zarządzaniem wilgocią.

Problem polega na tym, że im więcej funkcji dodajemy do materiału, tym bardziej rośnie jego technologiczna i produkcyjna złożoność. Pojawia się więc pytanie o koszty, trwałość oraz realną wartość dla konsumenta.

To szczególnie istotne w przypadku bielizny. Jest ona prana często, ma bezpośredni kontakt z wrażliwymi obszarami ciała i musi przede wszystkim pozostać wygodna. Technologia nie może odbywać się kosztem podstawowej funkcji produktu.

Skincare przyszłości może być noszony, a nie nakładany

Carewear jest na razie niewielką i eksperymentalną kategorią. Nie oznacza to jednak, że nie pokazuje kierunku, w którym może rozwijać się rynek beauty.

Przez ostatnie lata obserwowaliśmy przechodzenie kosmetyków od prostych produktów pielęgnacyjnych do produktów "smart”, spersonalizowanych, opartych na mikrobiomie, składnikach aktywnych i technologii. Naturalną konsekwencją tego procesu jest wyjście tych rozwiązań poza opakowanie kosmetyku.

Najpierw były kremy i sera. Potem suplementy, urządzenia beauty tech i kosmetyki wykorzystujące zaawansowane systemy dostarczania składników. Teraz pojawia się odzież, która chce stać się kolejną warstwą pielęgnacji.

Bielizna może więc być jednym z pierwszych miejsc, w których zobaczymy na większą skalę połączenie fashion i skincare. Nie dlatego, że zastąpi kosmetyki, lecz dlatego, że może rozszerzyć pojęcie pielęgnacji na wszystkie elementy, które mają bezpośredni kontakt z naszym ciałem.

 

Źródło: Iconicapparelhouse, Hypebae

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Rynek i trendy
07.08.2026 12:43
Koniec solariów? Wielka Brytania rozważa radykalne zmiany
Solaria a zdrowie skóry. Eksperci obalają mity o ich korzyściach. (Fot. Shutterstock)Shutterstock

Światowa Organizacja Zdrowia zakwalifikowała solaria jako czynnik rakotwórczy z grupy 1. Wielka Brytania chce pójść w ślady innych krajów, rozważa całkowity zakaz działalność komercyjnych solariów. Eksperci ostrzegają przed negatywnymi skutkami oraz obalają mity dotyczące wątpliwych korzyści.

Jak podaje Ministerstwo Zdrowia, sztuczne promieniowanie ultrafioletowe nie jest zdrowe dla naszej skóry. Dawki UV występujące podczas rekreacyjnego opalania się w solarium są nawet 12 razy wyższe niż w świetle słonecznym. Jak wskazują badania, ryzyko wystąpienia czerniaka wzrasta wraz z czasem spędzonym na korzystaniu z łóżek do opalania. 

Statystyki opublikowane przez ministerstwo pokazują, że częste korzystanie z solarium wiąże się ze wzrostem ryzyka wystąpienia czerniaka. Ilość sesji zwiększa prawdopodobieństwo choroby:

  • od 1 do 14 sesji ryzyko to 19 proc.
  • od 15 do 30 sesji ryzyko to 31 proc.
  • a przy 40 sesjach to 55 proc.

Ciemna strona solarium

Wizyta w solarium dla wielu konsumentów jest przyjemnym rytuałem. Czy taka forma opalania jest zdrowa? O szkodliwości tej usługi przypomina dermatolożka dr Ophelia Veraitch, która podkreśla, że WHO zakwalifikowało solaria w tej samej kategorii co papierosy i pluton. 

Analiza z 2021 roku obejmująca 14 tys. osób chorych na czerniaka — najgroźniejszą postać raka skóry — jednoznacznie wykazała zwiększone ryzyko zachorowania związane z korzystaniem z solarium. 

Warto dodać, że Brytyjski Komitet ds. Medycznych Aspektów Promieniowania w Środowisku (COMARE), działający przy Departamencie Zdrowia i Opieki Społecznej, poinformował w raporcie opublikowanym w ubiegłym miesiącu, że korzystanie z solarium przed ukończeniem 35. roku życia zwiększa ryzyko zachorowania na czerniaka o 75 procent. Poza zwiększaniem ryzyka nowotworów solaria przyspieszają proces starzenia się skóry. Uszkadzają DNA komórek i prowadzą do rozpadu kolagenu.

W jakich krajach solarium jest zakazane? 

Brazylia, Iran i Australia już wcześniej zakazały działalności solariów.  Lekarz medycyny estetycznej dr Joseph Hkeik mówi, że takie rozwiązanie przyniosło bardzo dobre efekty w ograniczaniu liczby zachorowań na czerniaka. Podkreśla również, że reszta świata powinna wprowadzić taki zakaz. 

image

Doda ujawniła, że solarium doprowadziło ją do czerniaka. Branża beauty: to nagonka, ktoś jej za to zapłacił

- Ryzyko jest na tyle poważne, że w styczniu Brytyjskie Stowarzyszenie Dermatologów (British Association of Dermatologists — BAD) ogłosiło, iż popiera całkowity zakaz działalności komercyjnych solariów w Wielkiej Brytanii, powołując się na dobrze udokumentowany związek między korzystaniem z solarium a rakiem skóry oraz na niewystarczające egzekwowanie obowiązujących przepisów — mówi dermatolożka konsultantka dr Clare Kiely.

Solaria w social mediach. Niezdrowy marketing

Brytyjskie stowarzyszenie w czerwcu udostępniło raport “Comare”, w którym wskazano, że niektóre firmy świadczące usługi solaryjne w swoich reklamach rozpowszechniają dezinformacje.  

Fałszywe informacje i niepotwierdzone naukowo stwierdzenia o rzekomych korzyściach zdrowotnych ma wzmocnić treści publikowane w social mediach. Wielka Brytania rozważa zakaz działalności komercyjnych solarium, ale myśli również nad ograniczeniem reklamowania tego typu usług. 

Niektóre firmy oferujące usługi solaryjne mówią o nieprawdziwych korzyściach zdrowotnych tej usługi. Zastosowanie światła podczerwonego obok promieniowania UV ma wspomagać produkcję kolagenu. 

- To po prostu śmieszne. Promieniowanie UV wyrządza kolagenowi nieporównywalnie większe szkody niż jakiekolwiek korzyści, jakie mogłoby przynieść światło czerwone — komentuje specjalistka medycyny estetycznej dr Sophie Shotter

Pogarszająca się sytuacja branży solariów może być szansą biznesową dla sektora beauty. Salony kosmetyczne mogą wykorzystać ten trend, edukując klientów na temat zagrożeń związanych z opalaniem i rozwinąć ofertę bezpiecznych alternatyw. Takich jak: kosmetyki samoopalające, opalanie natryskowe czy produkty nadające skórze efekt opalenizny bez ekspozycji na promieniowanie UV.

A co z rzekomymi korzyściami?

Mimo wielu zagrożeń związanych z promieniowaniem UV,  klienci solarium często wskazują, że usługa poprawia im samopoczucie, łagodzi stany zapalne skóry oraz zwiększa poziom witaminy D. Czy faktycznie tak jest? 

Istnieją badania sugerujące, że ekspozycja na promieniowanie UV może ograniczać stan zapalny skóry i przynosić ulgę osobom cierpiącym na egzemę, łuszczycę czy trądzik. Oznacza to, że korzystanie z solarium może czasowo łagodzić objawy tych chorób, jednak nie oznacza to, że jest bezpieczną metodą leczenia.

- Każda opalenizna uzyskana pod wpływem słońca lub promieniowania UV jest oznaką uszkodzenia skóry. Ciemniejszy kolor skóry to mechanizm obronny organizmu przed dalszymi uszkodzeniami  — wyjaśnia dr Veraitch.

Światłoterapia jest wykorzystywana przez dermatologów, ale nie ma nic wspólnego z korzystaniem z solarium. Dr Clare Kiely wyjaśnia, że w terapii wykorzystuje się ściśle kontrolowane dawki promieniowania UVB pod nadzorem lekarza. Natomiast komercyjne solaria emitują głównie promieniowanie UVA, które wnika głębiej w skórę, a ekspozycja odbywa się bez kontroli medycznej. 

- To zupełnie inna sytuacja niż leczenie dermatologiczne — dodaje.

Z tego samego powodu solaria nie są dobrym źródłem witaminy D. Dr Veraitch wyjaśnia, że do jej produkcji organizm potrzebuje promieniowania UVB. Choć moda na opaleniznę nie przemija, coraz więcej dowodów wskazuje, że nie warto płacić za nią własnym zdrowiem.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
30. sierpień 2026 22:08