StoryEditor
Twarz
13.04.2016 00:00

Chorzy na suchą skórę

Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia do 2020 roku 50 proc. populacji na świecie będzie alergikami. Te statystyki znajdują odzwierciedlenie we wzroście sprzedaży kosmetyków do cery suchej i wrażliwej. Popyt na produkty do suchej skóry w Polsce rośnie także w związku ze zmianami demograficznymi oraz ze względu na nasz niezdrowy styl życia.

Sezonowość sprzedaży kosmetyków do suchej i wrażliwej skóry zanika. – Produkty regenerujące, odżywcze, do skóry bardzo suchej mają największy udział w sprzedaży. Utrzymuje się ona na stabilnym poziomie bez względu na porę roku. Kolejne miejsce w rankingach zajmują kosmetyki nawilżające do skóry suchej. Mniejszą popularnością cieszą się produkty do skóry normalnej lub każdego rodzaju skóry – mówi Maria Czech­‑Małasiewicz, kosmetolog, ekspert marki AA z firmy Oceanic. Nieco większy popyt na tego typu preparaty jest po lecie, gdy odwodniona i przesuszona przez słońce skóra wymaga nawilżenia. Drugi taki moment następuje zaraz po zimie, kiedy skóra poddana ekstremalnym wahaniom temperatury wymaga odbudowy i regeneracji.
Co nam szkodzi?
Powiększa się grupa konsumentów sięgających po takie kosmetyki. Jak mówi Karina Kozerska, dyrektor marketingu firmy Eveline Cosmetics, do niedawna produkty przeznaczone do pielęgnacji skóry suchej były stosowane głównie przez osoby starsze i mające problemy dermatologiczne. – Obecnie Polacy, niezależnie od wieku, coraz częściej sięgają po produkty do skóry suchej, zniszczonej, wymagającej głębokiego nawilżenia i regeneracji. Przyczyniają się do tego takie czynniki jak zanieczyszczenie środowiska, częsty kontakt z wodą i stosowanie silnych detergentów myjących czy czyszczących. Dodatkowo większość z nas, niemal przez cały dzień, przebywa głównie w klimatyzowanych, zamkniętych pomieszczeniach. Wiele osób nadal przesadza z opalaniem się i stosuje używki – papierosy czy alkohol, które wpływają bardzo niekorzystnie na skórę. Można przypuszczać, że segment kosmetyków do skóry suchej będzie miał coraz większy udział w sprzedaży, drogerie powinny mieć zatem takie kosmetyki w swojej stałej ofercie – podkreśla Karina Kozerska.
– Coraz więcej konsumentek ma świadomość, że nawilżenie skóry jest podstawą pielęgnacji, zarówno jeśli chodzi o twarz, jak i ciało. Przekłada się to na szeroką ofertę dostępnych w drogeriach produktów o działaniu nawilżającym. Podobnie jest z aptekami, które są coraz dynamiczniej rozrastającym się kanałem sprzedaży. Dziś przychodzimy tam nie tylko po to, aby zrealizować receptę, ale także po to, aby kupić kosmetyki – dodaje Katarzyna Butrymowicz­‑Knap, dyrektor marketingu Bielendy.
Pielęgnacja z funkcją leczenia
Segment kosmetyków do ciała jest niezwykle bogaty i różnorodny. – Marki kosmetyczne tworzą zaawansowane receptury o silnym, nawilżającym działaniu między innymi dlatego, że coraz większe są wymagania konsumentów – mówi Katarzyna Butrymowicz­‑Knap. Na rynku pojawia się coraz więcej serii „z krzyżykiem” sugerujących lecznicze działanie kosmetyków do pielęgnacji ciała. Mają one poradzić sobie z bardzo suchą, łuszczącą się czy wręcz pękającą skórą. Przybywa linii hipoalergicznych, bezzapachowych, pozbawionych wszelkich składników, które mogłyby podrażniać wrażliwą skórę. Maria Czech­‑Małasiewicz przekonuje, że kategoria kosmetyków o intensywnym działaniu i skoncentrowanej formule, które sprostają wymaganiom skóry suchej i wrażliwej, wyraźnie zyskuje na popularności. – Zwiększa się liczba osób, które reagują na standardowe produkty nadwrażliwością lub alergią. To właśnie one najczęściej wybierają kosmetyki i dermokosmetyki o właściwościach leczniczych. Warto jednak podkreślić, że nie jest to jedyna grupa. Coraz częściej sięgają po nie także osoby zdrowe. Wśród lojalnych klientów marek AA i Oillan znajdują się osoby, które poszukują bezpiecznej pielęgnacji pozbawionej substancji
potencjalnie alergizujących i są świadome, jak ważna jest profilaktyka – podaje przykład. Reakcje alergiczne są spowodowane m.in. częstymi podrażnieniami skóry wywołanymi źle dobraną pielęgnacją. Do innych czynników zalicza się zanieczyszczenie środowiska, chemizację życia i spadek odporności wywołany przez dietę lub czynniki genetyczne. Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia do 2020 roku 50 proc. populacji na świecie będzie alergikami. – Te statystyki znajdują odzwierciedlenie we wzroście sprzedaży kosmetyków do cery suchej i wrażliwej – tłumaczy Maria Czech­‑Małasiewicz.

Od nawilżania do regeneracji

Sucha skóra, często swędząca i piekąca, wymaga szczególnej pielęgnacji. Jest odwodniona, co osłabia jej właściwości ochronne. Staje się wtedy mniej odporna na działanie czynników zewnętrznych takich jak promienie UV, zmiany temperatury, czynniki atmosferyczne, zanieczyszczenia czy stres.
– Preparaty do pielęgnacji tego rodzaju skóry powinny odpowiednio nawilżać lub natłuszczać, łagodzić podrażnienia, regenerować i wzmacniać naturalną warstwę ochronną naskórka – tłumaczy Joanna Kowalczuk, kierownik działu marketingu firmy Ziaja. – Osoby mające suchą skórę wybierają produkty o działaniu odżywczym, regenerującym, często bez substancji zapachowych. Powinny one zawierać składniki osłaniające, regenerujące, zapobiegające utracie wody – podpowiada. Z oferty Ziai do pielęgnacji wrażliwej skóry polecane są szczególnie produkty z serii Ulga oraz dermokosmetyki Ziaja Med – kompleksowy program pielęgnacyjny ukierunkowany na potrzeby skór wymagających, wrażliwych, dysfunkcyjnych.
W składzie kosmetyków do pielęgnacji skóry suchej i bardzo suchej prym wiedzie kwas hialuronowy. Bardzo popularnym komponentem pozostaje silnie nawilżający mocznik. Często stosowany jest także olej z ogórecznika lekarskiego, bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe niezbędne przesuszonej skórze. Droższym w produkcji, ale bardzo skutecznym składnikiem są ceramidy, które uszczelniają tzw. cement międzykomórkowy, a tym samym hamują utratę wody ze skóry. W walce z suchością skóry sprawdzą się również witaminy E i C, które zwalczają wolne rodniki, oraz allantoina i d­‑pantenol. – Warto szukać substancji, które pomogą zatrzymać cząsteczki wody w głębszych warstwach skóry. W tej roli doskonale sprawdzą się emolienty zawierające oleje mineralne, glicerynę, masło shea, olej arganowy, oliwę z oliwek czy olej jojoba, które zatrzymują wodę w skórze poprzez tworzenie na jej powierzchni warstwy okluzyjnej, zapobiegającej nadmiernej utracie nawilżenia – wymienia Maria Czech­‑Małasiewicz.
Dermatolodzy polecają także stosowanie kosmetyków z parafiną. – Parafina tworzy warstwę okluzyjną na skórze, dzięki czemu zapobiega utracie wody ze skóry. Istotnym składnikiem stosowanym przy skórze suchej jest lanolina. Jest to naturalny emolient przynoszący skórze ukojenie i ulgę – dodaje Monika Rzepka, szef działu technologiczno­‑wdrożeniowego Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris. Podpowiada, że w przypadku suchej skóry najważniejsza jest systematyczność. Kosmetyki należy nakładać regularnie, dwa razy dziennie. 
Katarzyna Butrymowicz­‑Knap przypomina o olejkach, które niepodzielnie królują w składzie kosmetyków pielęgnacyjnych. – Pomocne będą produkty zawierające olejki takie jak makadamia, marula czy kukui. Ich połączenie skutecznie poprawia kondycję suchej skóry i wzmacnia barierę hydrolipidową naskórka – podpowiada. Jedną z najnowszych linii kosmetyków Bielendy do pielęgnacji ciała jest nawilżająca seria Algi Morskie. Znajdują się w niej dwa preparaty – kremowe serum i mleczny olejek oraz takie składniki jak algi błękitne, olej z mikroalg i morskie minerały.

Katarzyna Bochner


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
31. październik 2026 07:33