StoryEditor
Twarz
09.11.2015 00:00

Delikatnie, ale skutecznie

Czy stosować krem do pielęgnacji skóry wokół oczu? Pytanie retoryczne. Od kiedy jest to niezbędne i jakie składniki powinien zawierać dobry krem dopasowany do wieku i stanu skóry – to wszystko w poniższym artykule.


Okolica oczu, ze względu na swoją anatomię i bliskie sąsiedztwo worka spojówkowego oraz gałki ocznej, jest miejscem bardzo delikatnym i skłonnym do podrażnień. Skóra wokół oczu ma zaledwie pół milimetra grubości. To aż cztery razy mniej niż na pozostałych obszarach twarzy! Z tego powodu prześwitują przez nią naczynia krwionośne, dając niekiedy efekt zasinienia. Okolica dolnej powieki jest prawie całkowicie pozbawiona podściółki tłuszczowej, gruczołów łojowych i potowych, niewiele jest tam też włókien kolagenowych i elastynowych. To wszystko sprawia, że w tym miejscu szybciej widać oznaki starzenia się. Tu również często zbiera się limfa, mówimy wówczas, że mamy do czynienia z workami pod oczami.
Z pierwszej ręki, czyli ekspedientki donoszą, że …klientki często popadają w skrajności: jedne zbyt wcześnie sięgają po zbyt mocne, liftingujące i napinające preparaty, inne, pomimo dojrzałego wieku, uważają, że są zbyt młode na kremy przeciwzmarszczkowe.
No właśnie, co polecać siedemdziesięcioletniej klientce, która jeszcze kilka lat temu uważała, że jest za młoda na krem wypełniający zmarszczki? A co polecić klientce, która używała takiego kremu w wieku trzydziestu lat?


Każdy wiek skóry ma swoje potrzeby

Pod względem fizjologicznym skóra kobiety zaczyna się starzeć od około 30 roku życia. Niestety bardzo często pierwsze symptomy „dojrzałości” pojawiają się na skórze wcześniej, zwłaszcza jeśli bywa narażana na szkodliwe działanie czynników zewnętrznych lub wewnętrznych (np. promienie UV, dym papierosowy, niewystarczającą ilość snu, stres, wielogodzinna praca przy komputerze i in.).
20+
Skóra jest gładka, jędrna i elastyczna. Jedyny problem to podrażnienia wynikające z przemęczenia oczu i niedostatecznego nawilżenia.
Polecaj: Np. delikatne i lekkie kremy nawilżające (latem również hydrożele) o działaniu łagodzącym.
Szukaj w składzie: Naturalnych składników i wyciągów roślinnych np. z rumianku, świetlika, nagietka, chabra, bławatka, owsa oraz kwasu hialuronowego i alantoiny.
30+
Zazwyczaj skóra nadal jest jędrna, ale zaczynają się zaznaczać pierwsze zmarszczki mimiczne, tzw. kurze łapki. Po umyciu skóra wyraźnie  „ściąga się”  i mrowi, dając sygnał, że potrzebuje nawilżenia i natłuszczenia. Po nieprzespanej nocy mogą doskwierać sińce i worki pod oczami.
Polecaj: Na dzień np. kremy przeciwzmarszczkowe o działaniu zapobiegającym procesom starzenia, głęboko nawilżające, chroniące przed utratą wilgoci, poprawiające mikrokrążenie i rozświetlające. Na noc kremy odżywcze, regenerujące i wygładzające istniejące zmarszczki.
Szukaj w składzie: Np. kwasu hialuronowego oraz substancji stymulujących jego wytwarzanie, antyoksydantów, peptydów, witamin.
40+
Zmarszczki mimiczne są wyraźnie zaznaczone, pojawiają się również zmarszczki wynikające ze zmiany układu włókien, spowodowanej stopniowym zanikaniem żelopodobnej substancji wypełniającej ich przestrzenie. To ogranicza m.in. wiązanie wody, a jednocześnie doprowadza do zmniejszenia elastyczności skóry. Spada również wytwarzanie łoju przez skórę, co wpływa negatywnie na poziom jej natłuszczenia oraz ochronę przed parowaniem wody. Skóra wokół oczu staje się wyraźnie przesuszona i napięta.
Polecaj: Np. kremy regenerujące i pobudzające odbudowę struktur skóry, o działaniu wypełniającym i wygładzającym zmarszczki.
Szukaj w składzie: Np. peptydów, kolagenu, elastyny, substancji liftingujących.
50+
Następuje dalsze „sieciowanie kolagenu”, co w praktyce oznacza, że staje się on bardziej sztywny i kruchy. Włókna elastynowe zbijają się w bryłki, co daje efekt znacznej utraty elastyczności i pogłębienia istniejących zmarszczek. Zostaje zaburzona równowaga wodno-tłuszczowa skóry, co sprawia, że staje się ona sucha i wyjątkowo wrażliwa na działanie czynników drażniących.
Polecaj: Bogate w lipidy kremy rekonstruujące i zagęszczające struktury skóry, liftingujące i wygładzające kontur oka.
Szukaj w składzie: Np. peptydów, wypełniaczy, substancji skutecznie i trwale natłuszczających (np. masło shea, awokado, skwalan), ceramidów i substancji nawilżających, czyli NMF (natural moisturizing factor).
60+
Zaczyna ubywać też tkanki tłuszczowej podskórnej, co objawia się pojawianiem głębokich zmarszczek, tzw. bruzd. Układ naczyniowy ulega osłabieniu, częściej mogą się pojawiać worki i sińce pod oczami.
oraz
70+
Powyższe zmiany postępują i pogłębiają istniejące ślady upływającego czasu.
Polecaj: Np. kremy liftingujące, ujędrniające i napinające o jednoczesnym działaniu natłuszczającym, eliminujące worki i sińce pod oczami, skutecznie natłuszczające i łagodzące stan wrażliwej skóry wokół oczu.
Szukaj w składzie: Np. substancji pobudzających adipocyty (komórki tłuszczowe), hesperydyny usuwającej cienie i worki pod oczami, natłuszczających olejów roślinnych.

Inny krem na dzień, inny krem na noc?

Nie ma takiej konieczności. Jeśli krem w pełni zaspokaja potrzeby skóry, tzn. nie jest zbyt tłusty na dzień, np. pod makijaż, a po nocy okolica oczu jest gładka, nawilżona i wypoczęta, można bazować na jednym kosmetyku.
Jeśli natomiast na dzień lubimy lżejsze konsystencje, a na noc przeciwnie, lubimy  „czuć krem”, można zainwestować w dwa produkty. Jednorazowo większy wydatek, ale summa summarum wychodzi na jedno, ponieważ dwa kremy wystarczają na dwa razy dłużej.
Inną kwestią są potrzeby skóry i tak zwana chronobiologia – jeśli chcemy się nimi kierować, powinnyśmy koniecznie dobrać dwa rodzaje kremów pod oczy.
Kremy pod oczy na dzień
Mięśnie okalające oczy wykonują ogromną pracę – w ciągu dnia kurczą się około 10 tys. razy! Idealny krem na dzień powinien więc długotrwale nawilżać oraz wzmacniać białka podporowe skóry, aby zapobiegać powstawaniu i pogłębianiu się zmarszczek. W ciągu dnia skóra jest również narażona na wiele niekorzystnych czynników zewnętrznych generujących reakcje z udziałem wolnych rodników (tj. promienie UV, zanieczyszczenie środowiska, dym papierosowy i in.), suche powietrze, czynniki atmosferyczne. Dlatego też kremy na dzień powinny zawierać antyoksydanty neutralizujące wolne rodniki oraz: filtry UV, substancje lipidowe wiążące wodę i zapobiegające TEWL (przeznaskórkowej utracie wody) w skórze. W miarę upływu godzin w ciągu dnia zmarszczki stają się bardziej widoczne, co wynika z przemęczenia organizmu. Istotnym składnikiem będą więc peptydy o działaniu wypełniającym zmarszczki i liftingującym skórę. I ostatnia rzecz – po nocy często mamy opuchnięte powieki, co jest spowodowane zastojem płynów ustrojowych – dobrze, aby krem na dzień zawierał substancje pobudzające mikrokrążenie i usuwające nadmiar wody.
Nocą skóra jest nastawiona na regenerację oraz naprawę uszkodzeń, warto więc wzmacniać ten proces, stosując kremy wspomagające funkcje naprawcze. W czasie snu zwiększa się też przepuszczalność skóry oraz przepływ krwi w naczyniach skórnych, a więc składniki odżywcze i budulcowe, witaminy oraz inne cenne substancje czynne mają ułatwiony transport w głąb skóry. Kremy nocne powinny zawierać też substancje pobudzające metabolizm skóry, dzięki którym toksyny będą szybciej usuwane, co sprawi, że rano skóra będzie świeża i wypoczęta.
Pielęgnacja okolicy oczu to zarówno troska o skórę wokół oczu, jak i o same oczy: aby były zdrowe, wypoczęte, niezaczerwienione i błyszczące, a okalające je rzęsy – gęste i lśniące. Ale to już temat na kolejny artykuł.

 Beata Maciej


Co lubi, a czego nie lubi skóra wokół oczu?

TAK
  dla codziennego demakijażu
  dla preparatów przeznaczonych do demakijażu oczu
  dla systematycznego stosowania odpowiednio dobranych kremów pod oczy
  dla okularów słonecznych

NIE

  dla spania w makijażu i soczewkach
  dla rozciągania delikatnej skóry wokół oczu
  dla nakładania kremów przeznaczonych do twarzy na powieki i pod oczy
  dla kremów pod oczy o zbyt słabym lub zbyt silnym działaniu



ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
26.10.2026 10:00
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku? / Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
/ Materiał Partnera
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Od wyszukiwarki do rozmowy z AI. Gdzie dziś zaczyna się wybór kosmetyku?
Gallery

Konsumentka szukająca serum do skóry wrażliwej coraz częściej nie wpisuje już w wyszukiwarkę dwóch słów. Opisuje typ skóry, składniki, budżet i oczekiwany efekt, a następnie prosi AI o zawężenie wyboru. Dla marek beauty oznacza to zmianę nie tylko w mediach, ale w całej ścieżce decyzji zakupowej.

Od frazy do rozmowy

Przez lata wyszukiwanie można było opisywać dość prostą ścieżką: potrzeba, fraza, wynik, karta produktu. Ten model nie znika, ale obok niego pojawia się rozmowa, np. w ChatGTP. Użytkownik może zadać dłuższe pytanie, doprecyzować oczekiwania i oczekiwać odpowiedzi uwzględniającej konkretny kontekst. Widać to również w rozwoju samego Google. Firma testuje formaty reklamowe oparte na Gemini, które mają odpowiadać na konkretne pytania i pojawiać się jako pomocny element konwersacyjnego wyszukiwania. 

Dla beauty ma to szczególne znaczenie. Wybór kosmetyku rzadko sprowadza się przecież do samej kategorii produktowej. Znaczenie mają rodzaj skóry lub włosów, skład, rutyna, budżet, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwany efekt.

Różnica polega więc nie tylko na długości zapytania. Zmienia się również sposób podejmowania decyzji. Użytkownik może najpierw zapytać o problem, później o składnik, następnie porównać kilka rozwiązań, a dopiero na końcu zainteresować się konkretną marką. Dla marketera oznacza to, że komunikacja produktowa powinna odpowiadać nie tylko na pytanie „co sprzedajemy?”, ale również „na jaki problem użytkownika odpowiadamy?” i „dlaczego właśnie ten produkt ma sens w danym kontekście?”.

Widoczność, wiarygodność i konwersja

Pierwszym wyzwaniem jest widoczność. Marka powinna myśleć nie tylko o zapytaniach takich jak „serum z witaminą C”, ale również o pytaniach opisujących potrzebę: „co stosować przy skórze reaktywnej?”, „jak pielęgnować włosy wysokoporowate?” czy „jaki kosmetyk wybrać przy pierwszych przebarwieniach?”. To wymaga szerszego spojrzenia na content. Opisy produktów nadal są ważne, ale coraz większą rolę odgrywają także poradniki, treści edukacyjne, FAQ, materiały eksperckie i odpowiedzi na bardziej szczegółowe pytania pojawiające się przed zakupem.

Drugim wyzwaniem jest wiarygodność. W środowisku, w którym użytkownik oczekuje konkretnej odpowiedzi, coraz większe znaczenie mają jasne informacje o produkcie, składnikach, zastosowaniu i efektach. Ogólny claim marketingowy może budować zainteresowanie, ale nie zawsze odpowiada na pytanie, które poprzedza zakup. Szczególnie w branży kosmetycznej istotna staje się spójność informacji. Jeśli reklama obiecuje jeden efekt, karta produktu opisuje go inaczej, a treść edukacyjna pozostaje bardzo ogólna, marka utrudnia użytkownikowi podjęcie decyzji. Im więcej punktów styku pojawia się po drodze, tym większe znaczenie ma konsekwencja w komunikowaniu właściwości i zastosowania produktu.

Trzecim wyzwaniem pozostaje konwersja. Nawet dobrze dopasowana rekomendacja niewiele daje, jeśli użytkownik trafia na stronę, która nie rozwija obietnicy, utrudnia znalezienie produktu albo nie prowadzi czytelnie do zakupu.

Reklama powinna pomagać, a nie przerywać

Reklamy w środowiskach konwersacyjnych nie warto traktować jak kolejnego miejsca do wyświetlenia tego samego komunikatu. Ich potencjał pojawia się wtedy, gdy reklama rzeczywiście odpowiada na intencję użytkownika i prowadzi do treści lub produktu związanego z jego potrzebą.

Można to sprowadzić do prostego modelu:

pytanie konsumenta → pomocna odpowiedź → wiarygodny dowód → właściwy kanał → mierzalne działanie.

AI nie zastępuje przy tym wyszukiwarki, social mediów, video czy remarketingu. Dokłada kolejny punkt styku do ścieżki, która już wcześniej była wielokanałowa. Google rozwija rozwiązania pozwalające lepiej dopasowywać reklamy i strony docelowe do bardziej konwersacyjnych zapytań, co pokazuje, że granica między wyszukiwaniem informacji a wyborem produktu będzie coraz mniej wyraźna. 

Dla marki kosmetycznej oznacza to konieczność większego uporządkowania całego ekosystemu komunikacji. Social media mogą inspirować i budować zainteresowanie, Search przechwytywać konkretną intencję, video demonstrować produkt lub sposób użycia, a remarketing przypominać o ofercie na późniejszym etapie decyzji. Środowiska AI dochodzą do tego układu jako kolejne miejsce, w którym użytkownik może zetknąć się z rekomendacją, porównaniem albo wyjaśnieniem.

Nie chodzi więc o zastępowanie jednego kanału drugim. Chodzi o to, aby odpowiedź na tę samą potrzebę pozostawała spójna niezależnie od miejsca, w którym konsument rozpoczyna swoją ścieżkę. Dlatego ważna jest obecność w miejscach, gdzie użytkownicy zadają pytania. Dobrym pomysłem jest korzystanie np. z ChatGPT Ads.

Co powinien sprawdzić marketer beauty?

Przed dokładaniem kolejnego narzędzia do media planu warto odpowiedzieć na kilka prostych pytań:

  • Czy znamy pytania, które konsumenci zadają przed zakupem?
  • Czy opisujemy efekt produktu językiem klienta, a nie wyłącznie językiem marki?
  • Czy treści odpowiadają na różne potrzeby skóry, włosów i rutyn pielęgnacyjnych?
  • Czy materiały produktowe zawierają konkretne i możliwe do zweryfikowania informacje?
  • Czy landing page rozwija obietnicę reklamy?
  • Czy kreacje odpowiadają etapowi decyzji?
  • Czy mierzymy nie tylko kliknięcia, ale także wartościowe działania po wejściu na stronę?
  • Czy Search, social media, video, remarketing i nowe środowiska AI tworzą jedną ścieżkę, czy funkcjonują osobno?

Strategia przed technologią

 – Największym błędem byłoby potraktowanie AI jak kolejnej powierzchni reklamowej. Marka kosmetyczna musi najpierw zrozumieć pytanie konsumenta, a dopiero potem dobrać komunikat, format i kanał. Widzimy to także w działaniach dla Sessio z portfolio Chantal, gdzie łączymy Search, Meta, TikTok, Performance Max i remarketing. Każdy z tych punktów styku pełni inną rolę, ale razem powinny prowadzić użytkownika drogą od zainteresowania produktem do zakupu – mówi Mateusz Bojanowski, Head of Digital w agencji Cityboard Digital.

Cityboard Digital odpowiada w przypadku Sessio za zintegrowane działania obejmujące m.in. kampanie Meta Ads, kampanie na TikToku, Google Search, Performance Max i remarketing, łącząc budowanie świadomości z generowaniem ruchu i sprzedaży online. 

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Twarz
06.10.2026 13:38
PDRN w serum zamiast w gabinecie. Czy kosmetyki mogą wykorzystać jego potencjał?
PDRN robi karierę w kosmetykach. Czy naprawdę działa?mat. prasowe

PDRN, do niedawna kojarzony przede wszystkim z zabiegami regeneracyjnymi i koreańską medycyną estetyczną, coraz mocniej wchodzi do codziennej pielęgnacji. Po składnik sięgają kolejne marki kosmetyczne, a jedną z najnowszych propozycji jest serum Revitalift Filler L’Oréal Paris z wegańską cząsteczką PDRN+. Pojawia się jednak pytanie: na ile składnik znany z zastosowań iniekcyjnych może działać również wtedy, gdy nakładamy go na skórę?

W tym artykule przeczytasz:

  • PDRN wychodzi z gabinetów
  • Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?
  • Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?
  • PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową
  • L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji
  • Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

PDRN wychodzi z gabinetów

PDRN to skrót od polydeoxyribonucleotide – polideoksyrybonukleotydów, czyli fragmentów DNA. Składnik zyskał popularność w medycynie regeneracyjnej i estetycznej dzięki właściwościom związanym m.in. z procesami naprawczymi, regeneracją tkanek i działaniem przeciwzapalnym. Mechanizm działania PDRN wiązany jest m.in. z aktywacją receptorów adenozynowych A2A oraz tzw. szlaku odzyskiwania nukleotydów.

W klasycznej postaci PDRN wykorzystywany w zastosowaniach medycznych jest zazwyczaj pozyskiwany z oczyszczonego DNA łososia lub pstrąga. To właśnie pochodzenie zwierzęce stało się jednym z powodów poszukiwania alternatywnych źródeł składnika.

Dziś PDRN jest jednym z aktywnych składników, które najlepiej wpisują się w popularny w beauty trend przenoszenia języka i technologii medycyny estetycznej do kosmetyków. Na opakowaniach pojawiają się określenia sugerujące regenerację, biostymulację czy poprawę jakości skóry, a PDRN zaczyna funkcjonować obok takich składników jak kwas hialuronowy, peptydy czy retinoidy.

Wegański PDRN. Co właściwie oznacza?

Rosnąca popularność PDRN wymusiła rozwój technologii pozwalających pozyskiwać podobne cząsteczki bez wykorzystania materiału pochodzenia zwierzęcego. W badaniach pojawiają się m.in. PDRN pozyskiwane z materiału roślinnego – z kultur komórkowych, korzeni czy kalusa roślinnego.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każdy "wegański PDRN” jest dokładnie tym samym materiałem co PDRN stosowany w medycynie. Pochodzenie, długość fragmentów DNA, masa cząsteczkowa, sposób oczyszczania i formulacja mogą się między produktami znacząco różnić.

To istotne, ponieważ w przypadku PDRN określenie "wegański” mówi przede wszystkim o źródle materiału, a nie samo w sobie o jego skuteczności.

L’Oréal Paris deklaruje, że jego PDRN+ jest opatentowaną cząsteczką pozyskiwaną w procesie biofermentacji. Według producenta została ona opracowana z myślą o zastosowaniu w kosmetyku i ma być odpowiednio mała, aby przenikać do naskórka.

image

Koniec pustych obietnic. Nowe kosmetyki z DNA łososia i mikroigłami, czyli medycyna estetyczna w domu

Czy PDRN rzeczywiście działa nakładany na skórę?

To właśnie tutaj pojawia się najciekawsza część historii. PDRN ma już pewne zaplecze naukowe w zastosowaniach medycznych i estetycznych, ale nie można automatycznie przenosić wyników dotyczących preparatów podawanych w formie iniekcji na serum czy krem.

Przegląd badań dotyczących polinukleotydów stosowanych w medycynie estetycznej wskazuje na obiecujące rezultaty w zakresie poprawy zmarszczek, tekstury i elastyczności skóry. Jednocześnie podkreśla niewielką liczbę badań wysokiej jakości i brak pełnego konsensusu dotyczącego optymalnego zastosowania.

W przypadku kosmetyków stosowanych miejscowo barierą jest przede wszystkim dostarczenie odpowiedniej ilości składnika w odpowiednie miejsce. PDRN jest cząsteczką DNA, a więc nie wystarczy samo umieszczenie jej w formule. Liczy się m.in. jej wielkość, stabilność i sposób dostarczania.

Co ciekawe, pojawiają się już badania próbujące odpowiedzieć właśnie na to pytanie. Opublikowane w 2026 roku badanie dotyczące miejscowo stosowanego PDRN wykazało jego obecność w żywych warstwach naskórka oraz wskazało na poprawę parametrów skóry poddanej fotouszkodzeniom. W badaniu klinicznym oceniano krem pod oczy z 0,1 proc. PDRN przez 28 dni i porównywano go z retinolem. Wyniki były obiecujące, ale dotyczą konkretnej długości fragmentów PDRN i konkretnej formulacji – nie każdego kosmetyku określanego jako produkt z PDRN.

To ważne rozróżnienie. Nie ma jednej, uniwersalnej "mocy PDRN”. Składnik może występować w różnych formach i o różnych parametrach, a wyniki jednego preparatu nie mogą być automatycznie przypisywane całej kategorii.

PDRN w kosmetykach dopiero buduje bazę dowodową

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku roślinnych i wegańskich odpowiedników. Badania laboratoryjne nad PDRN pozyskiwanym z roślin, m.in. żeń-szenia czy Gynostemma pentaphyllum, wskazują na potencjalne działanie wspierające barierę skóry, proliferację komórek czy procesy naprawcze.

Jednocześnie najnowszy przegląd dotyczący roślinnych polinukleotydów i PDRN wyraźnie zaznacza, że większość dostępnych danych ma charakter przedkliniczny. Na tym etapie nie można więc uznać, że roślinny PDRN jest klinicznie równoważny tradycyjnemu PDRN pochodzenia zwierzęcego.

image

TikTok Shop napędza sprzedaż beauty. Te marki zarobiły miliony na livestreamach

L’Oréal Paris chce przenieść PDRN do codziennej pielęgnacji

Na tym tle interesująca jest premiera nowego Revitalift Filler L’Oréal Paris. Marka połączyła w nim opatentowaną, wegańską cząsteczkę PDRN+ z trzema rodzajami kwasu hialuronowego. Producent przedstawia produkt jako przykład trendu "zabiegu w buteleczce”, czyli przenoszenia składników kojarzonych dotychczas z gabinetami do codziennej pielęgnacji.

Według danych przedstawionych przez L’Oréal Paris sześciotygodniowa ocena kliniczna z udziałem 53 kobiet wykazała redukcję drobnych zmarszczek do 60 proc.

Od koreańskich klinik do drogeryjnej półki

Popularność PDRN dobrze wpisuje się w szerszą zmianę na rynku beauty. Konsumentki coraz częściej interesują się składnikami wcześniej zarezerwowanymi dla gabinetów, a marki odpowiadają na to kosmetykami inspirowanymi procedurami medycyny estetycznej.

PDRN ma w tym trendzie szczególne miejsce, bo łączy kilka obecnie mocnych kierunków: zainteresowanie koreańską pielęgnacją, regeneracją skóry, „skin quality”, biotechnologią i składnikami pochodzenia alternatywnego. Sam termin przestał być już wyłącznie specjalistycznym określeniem stosowanym przez lekarzy i kosmetologów.

Do mainstreamu wprowadza go także marketing największych koncernów. W kampanii nowego serum L’Oréal Paris występuje Kendall Jenner, która od 2026 roku jest globalną ambasadorką marki.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
31. październik 2026 08:30