Minimalizm w kosmetykach. Ograniczanie się do najbardziej potrzebnych produktów. Stosowanie kosmetyków o prostych, krótkich składach. Podobno to najnowszy konsumencki trend?
Zdecydowanie pojawia się coraz więcej kosmetyków, których skład jest ograniczony do minimum, do składników podłoża i jednej, dwóch substancji aktywnych gwarantujących działanie. Tego typu kosmetyków nie ma jeszcze dużo, w Polsce jeszcze się z takimi nie spotkałam, ale jestem pewna, że ten trend będzie się rozwijał.
Jakie jest Pani zdaniem podłoże tego zjawiska? Czy zmęczyliśmy się nadmiernym konsumpcjonizmem? Czy jesteśmy coraz bardziej świadomi i odrzucamy produkty, które wydają nam się niezdrowe, przeładowane chemią?
Tak, jak najbardziej. Konsumenci są coraz bardziej wyedukowani, zaczynają czytać składy kosmetyków. Trend ekożywności, wybierania produktów najbardziej naturalnych przenosi się również na kosmetyki. Jest coraz więcej alergików oraz osób deklarujących, że mają wrażliwą skórę. Będą oni podążać w tym właśnie kierunku – ograniczając składniki, które mogą potencjalnie uczulać lub zaostrzyć reakcję alergiczną.
A może nie wierzymy w obietnice cudownych efektów, które składają nam kosmetyczne marki?
W tej kwestii klienci są również coraz bardziej świadomi i ostrożni, nie wierzą w kosmetyki „do wszystkiego”. Zdają sobie sprawę z tego, że kosmetyk nie zdoła uczynić cudów.
My w marce Tołpa chcemy i lubimy mówić o sobie wprost. Teksty na opakowaniach są napisane przyjaznym językiem, bez skomplikowanych nazw chemicznych. Przód opakowania to tylko: nazwa, działanie oraz tabelka, która łatwo porządkuje najważniejsze informacje potrzebne do wyboru kosmetyku. W myśl naszej strategii, którą konsekwentnie wdrażamy, na każdym opakowaniu dokładnie opisujemy, co zawiera i czego nie zawiera produkt. Klient po weryfikacji sam może podjąć decyzję, co jest dla niego akceptowalne. Chcemy przekazywać klientom tylko jasne, przejrzyste i potrzebne wiadomości.
Najważniejsza dla nas jest potwierdzona dermatologicznie skuteczność. Wszystkie kosmetyki poddajemy obiektywnym badaniom. Po to, aby mieć dowód, że kosmetyk będzie bezpieczny dla skóry wrażliwej. I skuteczny. Bez obietnic o cudownych efektach, a z informacją o realnych korzyściach.
Czy ten trend może oznaczać dla producentów pewne ograniczenie we wprowadzaniu innowacji?
Niezupełnie. Takie podejście wymusza opracowanie naprawdę dobrego podłoża i zastosowanie skutecznego składnika gwarantującego działanie. Więc innowacje będą polegać na skonstruowaniu takiego podłoża, które będzie miało dobre właściwości pielęgnacyjne i organoleptyczne, co bez zastosowania „polepszaczy” nie jest łatwym zadaniem.
Mówi się, że panuje dyktat konsumentów, że są zanadto przewrażliwieni na punkcie składów produktów.
Nie chcemy oceniać, czy konsumenci są zanadto wrażliwi na punkcie składów. Na pewno my w marce Tołpa tworzymy kosmetyki ze składników absolutnie niezbędnych. Ale nie chcemy udawać, że jesteśmy idealni. Bo ciągle się rozwijamy, eliminując lub ograniczając ilość konserwantów. Mamy jasno określone cele i z tego jesteśmy dumni.
Rozmawiała Katarzyna Bochner
Cosmax nawiązał współpracę z HelloBiome, aby wdrożyć rozwiązania oparte na mikrobiomie do procesów tworzenia kosmetyków. Partnerstwo ma umożliwić rozwój bardziej precyzyjnych, dopasowanych do potrzeb skóry systemów pielęgnacyjnych.
Nowe podejście do formulacji
W ramach współpracy partnerzy Cosmax będą mogli definiować konkretne profile skóry lub skóry głowy, które chcą adresować swoimi produktami.
Na tej podstawie, przy wsparciu badań i technologii HelloBiome — producent będzie opracowywał dopasowane systemy pielęgnacyjne, odpowiadające określonym potrzebom biologicznym.
Ewolucja modeli produktowych
Model ten oznacza odejście od podejścia opartego na trendach czy pojedynczych składnikach aktywnych.
Zamiast tego rozwijane są wieloetapowe rutyny pielęgnacyjne, projektowane jako spójne systemy, które użytkownicy powinni stosować w całości.
Odpowiedź na rosnące oczekiwania rynku
Zmiana wpisuje się w rosnące wymagania konsumentów, którzy coraz częściej oczekują nie tylko efektu, ale także potwierdzonej skuteczności i dopasowania produktów do indywidualnych potrzeb.
W 2025 roku sprzedaż kosmetyków pielęgnacyjnych w USA wzrosła o 3 proc. w segmencie premium oraz o 6 proc. w segmencie masowym.
Mikrobiom jako fundament formulacji
Jak podkreśla Elsa Jungman, jednym z celów współpracy jest uproszczenie wdrażania rozwiązań opartych na mikrobiomie.
Dotychczas były one postrzegane jako trudne do skalowania, jednak nowe podejście ma umożliwić tworzenie bardziej precyzyjnych i wiarygodnych produktów bez zwiększania złożoności procesu dla marek.
Czy personalizacja może być skalowalna?
W ramach partnerstwa dostępne będą również gotowe systemy pielęgnacyjne, które można szybko wprowadzić na rynek.
Pierwszym z nich jest trzyetapowa rutyna dla skóry tłustej i skłonnej do niedoskonałości, obejmująca żel do mycia twarzy, serum i mgiełkę.
Formuły bazują na autorskich postbiotykach Cosmax — Ambioter i Fillerstin.
Globalny kontekst
Założony w 1992 roku Cosmax należy do największych producentów kosmetyków na świecie i współpracuje z wieloma globalnymi markami, w tym L’Oréalem.
Firma posiada zakłady produkcyjne w Azji, Europie i Ameryce Północnej, co pozwala jej wdrażać nowe rozwiązania na szeroką skalę.
Źródło: WWD
Ponad trzy czwarte nastolatków czuje się niepewnie bez makijażu w trakcie zmagania się z problemami skórnymi. Najnowsza kampania marki indu pokazuje, że dla młodych konsumentów trądzik to nie tylko kwestia estetyki, ale realne wyzwanie emocjonalne – i jednocześnie obszar, w którym branża beauty zaczyna zmieniać język komunikacji.
Skóra pod presją – o trądziku w liczbach
Dane, na których opiera się kampania, pokazują skalę problemu:
- 76 proc. nastolatków czuje się niepewnie bez makijażu podczas wyprysków,
- 82 proc. używa kosmetyków, aby je ukryć,
- 65 proc. doświadcza kompleksów związanych z trądzikiem,
- niemal 40 proc. unika sytuacji społecznych z obawy przed oceną.
Dla młodego pokolenia beauty nie jest wyłącznie formą ekspresji, ale także narzędziem maskowania niedoskonałości i radzenia sobie z presją społeczną.
"Spots Happen” – kampania bez filtrów
Kampania "Spots Happen” odchodzi od estetyki perfekcyjnej, "wyretuszowanej" skóry, prezentując nieedytowane zdjęcia nastolatków zmagających się z niedoskonałościami.
Zamiast profesjonalnych modeli marka zdecydowała się na otwarty casting, stawiając tym samym na autentyczność i reprezentację realnych doświadczeń. Efektem jest galeria zdjęć, która ma charakter zarówno ekspozycyjny, jak i edukacyjny.
Projekt uzupełniają konsultacje pielęgnacyjne oraz możliwość testowania produktów.
Gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna ryzyko?
Kampania przesuwa akcent z obietnic „natychmiastowych efektów” na edukację i świadomą pielęgnację.
W sklepach Sephora działania marki wspierają aktywacje skoncentrowane na wiedzy i budowaniu pewności siebie. Równolegle brand rozwija treści edukacyjne np. poprzez budowanie prostych rutyn pielęgnacyjnych lub wyjaśnianie różnic między trądzikiem a pojedynczymi niedoskonałościami.
W komunikacji pojawia się także bardziej odpowiedzialne podejście do składników aktywnych, m.in. ostrzeżenia dotyczące stosowania retinolu u młodszych użytkowników bez konsultacji ze specjalistą. To szczególnie istotne w kontekście młodego pokolenia, które każdego dnia funkcjonuje w środowisku przeładowanym poradami, rekomendacjami i „skincare routines” promowanymi przez influencerów w mediach społecznościowych.
W takiej rzeczywistości granica między rzetelną wiedzą a trendem bywa nieczytelna. Dla nastolatków, którzy często działają impulsywnie i szukają szybkich efektów, może to oznaczać ryzyko niewłaściwego stosowania silnych składników aktywnych – i w konsekwencji pogorszenia stanu skóry zamiast poprawy.
Rynek pełen obietnic, konsumenci pełni wątpliwości
Jak pokazuje raport Face the Future, problem trądziku ma także wymiar ekonomiczny.
- 79 proc. konsumentów czuje się przytłoczonych liczbą produktów obiecujących "rozwiązanie” problemu,
- 53 proc. przyznaje, że wydało pieniądze na nieskuteczne kosmetyki,
co wskazuje na rosnącą frustrację i potrzebę bardziej transparentnej komunikacji w branży.
Beauty zmienia język
Kampania odpowiada na wyraźną zmianę zachodzącą w branży beauty, w której coraz większe znaczenie mają autentyczność, reprezentacja i realna wartość dla użytkownika.
– Trądzik jest dziś bardziej znormalizowany niż kiedyś, ale wciąż pozostaje wyzwaniem dla młodych ludzi. Chcemy nie tylko pomagać w pielęgnacji, ale także wspierać ich pewność siebie – podkreśla współzałożyciel marki Aaron Chatterley.
Co istotne, trądzik nie dotyczy wyłącznie nastolatków, ale także dorosłych, a jego przyczyny są złożone i wielowymiarowe. Dlatego dla współczesnych konsumentów liczy się już nie tylko efekt wizualny, ale przede wszystkim wiarygodność marek, które zamiast szybkich obietnic oferują rzetelną wiedzę i realne wsparcie
Źródło: The Industry Beauty

