StoryEditor
Producenci
11.07.2017 00:00

Irena Eris, twórczyni Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris: Wolimy chodzić własnymi ścieżkami

Właściciele Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris przyglądają się konkurencji, ale podążają własną drogą. Jej kierunek wyznaczają najnowsze odkrycia naukowe. – Dzięki temu to my często tworzymy rynkowe trendy – podkreśla Irena Eris, twórczyni jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek. O tym, jakich inwestycji wymaga rozwój nowoczesnej kosmetologii i dlaczego warto być pionierem, rozmawiamy także z Henrykiem Orfingerem, prezesem zarządu Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris, i Irkiem Sudnikiem, dyrektorem generalnym.

Pod koniec maja byliśmy świadkami wbudowania kamienia węgielnego pod nową halę produkcyjną zakładów Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris. Jakie możliwości otwierają się przed firmą w związku z tą inwestycją?

Henryk Orfinger: Obecnie nasza roczna produkcja to 23 mln kosmetyków. Nie są to jeszcze maksymalne możliwości tego zakładu – pewnie moglibyśmy produkować nawet 30 mln sztuk – ale już zaczynamy odczuwać problemy organizacyjne i logistyczne wynikające z wielkości hal i ich układu. Wprowadzenie nowych technologii produkcyjnych czy szybka zmiana asortymentu stają się problemem, gdy produkcja bieżąca pochłania 80 proc. wydajności.

Nowa hala o powierzchni 3 tys. mkw. da nam możliwość ustawienia wygodnych i wydajnych ciągów produkcyjnych. Tu nie chodzi tylko o wzrost produkcji, ale też o zmieniające się technologie i konieczność zakupu nowych maszyn. W dotychczasowej hali nie ma zwyczajnie już miejsca. Oczywiście zadbamy też o zwiększenie mocy produkcyjnych. Docelowo może to być nawet 60 mln produktów rocznie. Biorąc jednak pod uwagę obecną dynamikę wzrostu sprzedaży, sądzę, że w perspektywie roku 2022 r. zwiększymy produkcję do 40 mln sztuk.

Cała branża chwali się sporymi wzrostami sprzedaży krajowej i w eksporcie. Jak to wygląda w Państwa firmie?

Henryk Orfinger: Mieliśmy znakomity ubiegły rok. Po odliczeniu kosztów handlowych nasza sprzedaż w 2016 r. wyniosła 204 mln zł, co daje wzrost o 13,3 proc. w stosunku do roku 2015 (180 mln zł). Również pierwsze cztery miesiące tego roku uważam za bardzo udane. Odnotowaliśmy ponad 20-proc. wzrost wobec tego samego okresu w roku ubiegłym. Dotyczy to zarówno sprzedaży w kraju, jak i za granicą. Chciałbym, aby udało się utrzymać taki wynik w pozostałej części roku, jednak o ile jeszcze kilka lat temu można było wiele przewidzieć – co, kiedy będzie się sprzedawało i jak zachowa się konsument – to teraz trudno być czegokolwiek pewnym. Szacujemy jednak, że nasza sprzedaż w ciągu 5 lat osiągnie poziom 350 mln zł. Dużą rolę odegra w tym wzroście eksport, który jest obecnie najmocniej rosnącą częścią naszej działalności.

Henryk Orfinger: Czujemy współodpowiedzialność za budowanie siły polskiej marki, za pokazanie światu, że Polska jest krajem innowacyjnym. Ukrywanie polskości naszych produktów byłoby sprzeczne z tym poczuciem.

Polska branża kosmetyczna radzi sobie coraz lepiej na rykach zagranicznych, ale poza wystawianiem się na targach w pawilonach narodowych woli ukrywać pochodzenie produktów pod informacją „made in EU”. Na kosmetykach Dr Irena Eris od dawna znajduje się napis: „made in Poland”.

Irena Eris: I to się nie zmieni, choć przyznaję, że w związku z tym mamy trudniej. Ta informacja to jedna z barier, którą musimy pokonywać przy wchodzeniu na kolejne europejskie rynki. Mam jednak nadzieję, że te bariery będą znikać wraz ze wzrostem siły całej naszej branży. Już zresztą widać pierwsze tego symptomy. Na wszelkich targach – czy w Bolonii, czy w Dubaju – stanowimy rzucającą się w oczy grupę i udowadniamy, że kosmetyki z Polski to najwyższa jakość.

Oprócz tego marka Dr Irena Eris, jako jedyna z Polski, jest członkiem francuskiego stowarzyszenia Comité Colbert, co nie ma bezpośredniego przełożenia na handel, ale stanowi świadectwo, że nasze produkty nie ustępują tym oferowanym przez najbardziej ekskluzywne marki. Dlatego chcę się chwalić ich polskością. Gdyby na naszych kosmetykach widniał napis „made in UE”, źle bym się z tym czuła. I choć Polska na arenie międzynarodowej jeszcze nie kojarzy się z nowoczesnym krajem, to być może właśnie kosmetyki sprawią, że to się zmieni.

Henryk Orfinger: Czujemy współodpowiedzialność za budowanie siły polskiej marki, za pokazanie światu, że Polska jest krajem innowacyjnym. Ukrywanie polskości naszych produktów byłoby sprzeczne z tym poczuciem.

W maju 2014 roku marka Dr Irena Eris weszła na rynek kosmetyków kolorowych. Czy z perspektywy tych 3 lat można powiedzieć, że był to dobry ruch?

Irena Eris: Bardzo dobry!

Irek Sudnik: Jak na standardy linii makijażowych, przygotowaliśmy dość wąskie portfolio produktów. Biorąc pod uwagę pozycjonowanie cenowe polskich marek, ustawiliśmy je na niespotykanie wysokim poziomie. 100 zł za polski kosmetyk do makijażu – na to nikt się wcześniej nie odważył. Byliśmy pierwsi i odnieśliśmy sukces – nasze produkty do makijażu zdobyły liczne grono wiernych konsumentek.

Kosmetyka kolorowa jest jednak elementem uzupełniającym w naszej ofercie i tak pozostanie. Firma ma w swoją strategię wpisane bycie specjalistą w pielęgnacji twarzy – i to jest dla nas najważniejsze. Nadal będziemy w tych ramach funkcjonować tak aktywnie, jak to tylko możliwe.

Powiedzmy więc więcej o markach pielęgnacyjnych. Jak sobie radzą na rynku, jaką mają pozycję?

Irena Eris: Naszym założeniem jest, aby każda kobieta w ramach naszej oferty znalazła kosmetyk dopasowany do swoich potrzeb i biologicznego wieku skóry. Stąd w naszym portfolio kilka marek pielęgnacyjnych, w tym dermokosmetyczna – Pharmaceris. W ramach każdej z nich w najszerszym zakresie obecni jesteśmy w pielęgnacji twarzy. Ten segment rynku kosmetycznego zawsze był dla nas najważniejszy, dlatego cieszy mnie zaufanie konsumentek, które daje nam silną pozycję jednego z trzech czołowych graczy w każdej kategorii produktowej tego segmentu.

Najtrudniej podać nam udziały dla marki Dr Irena Eris, ponieważ żadna z agencji badawczych nie mierzy sprzedaży w kanałach selektywnych, takich jak Sephora i Douglas. Z naszej wiedzy wynika jednak, że jesteśmy najsilniejszą polską marką oferowaną w perfumeriach, skutecznie konkurującą z najbardziej uznanymi globalnymi brandami premium. W aptekach nasza marka Pharmaceris, oferująca specjalistyczne kosmetyki usystematyzowane w 13 linii, ma drugą pozycję za Vichy i generuje dynamiczne wzrosty sprzedaży wartościowej wynoszące ponad 20 proc. (QuintilesIMS sprzedaż wartościowa MAT 2017 vs MAT 2016).

Znakomicie radzą sobie także nasze szeroko dostępne marki. Lirene w zależności od okresu plasuje się na drugim lub trzecim miejscu w różnych segmentach pielęgnacyjnych. Jest natomiast numerem jeden pod względem ilościowej sprzedaży fluidów (dane Nielsena – Panel Handlu Detalicznego, cała Polska, sprzedaż ilościowa w roku 2016 w kategorii fluidy). A Under Twenty jest marką numer dwa wśród kosmetyków do młodej cery i najlepiej sprzedającą się polską marką w tej kategorii. Jest także liderem we fluidach antybakteryjnych oraz kremach przeciwtrądzikowych.

Irena Eris: Przyglądamy się konkurencji i kierunkom, w których podąża, np. mocnym fascynacjom składnikami naturalnymi czy ekologią. Wolimy jednak chodzić własnymi ścieżkami, wyznaczanymi przez rozwój nauki. Dzięki temu to my często tworzymy rynkowe trendy.

Który z obecnie panujących na rynku kosmetycznym trendów jest wyznacznikiem dla nowości powstających w ramach marek Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris?

Irena Eris: Dla nas od zawsze najważniejszy jest trend, zgodnie z którym ludzie chcą wyglądać na młodszych i zadbanych. Kierując się nim, zbudowaliśmy cały holistyczny świat wokół marki Dr Irena Eris, oparty na trzech filarach – kosmetykach do pielęgnacji twarzy, ciała i makijażu, Kosmetycznych Instytutach, w których nasze klientki mają kontakt z kosmetyczką i dermatologiem oraz hotelach SPA, gdzie dajemy możliwość odpoczynku i kompleksowej odnowy.

Obserwujemy oczywiście wszystko, co się dzieje na rynku. Przyglądamy się konkurencji i kierunkom, w których podąża, np. mocnym fascynacjom składnikami naturalnymi czy ekologią. Wolimy jednak chodzić własnymi ścieżkami, wyznaczanymi przez rozwój nauki. Dzięki temu to my często tworzymy rynkowe trendy. Tak było np. w przypadku fluidów. To dzięki nam w Polsce fluidy nie należą do kategorii makijażowej. Zawsze uważałam, że produkt, który nakładamy na twarz – także fluid – musi mieć właściwości pielęgnacyjne. Zaczęliśmy na początku lat 90. od podkładu do cery naczynkowej, który nie tylko przykrywał zaczerwienienia, ale miał też działanie wzmacniające i łagodzące. Za nami podążyli inni producenci i dziś Polska jest pod tym względem wyjątkowa. Tylko u nas fluidy to kosmetyki pielęgnacyjne, a nie kolorowe.

Henryk Orfinger: Idziemy w kierunkach, w których potrzebna jest specjalizacja, wiedza i konieczność wykazania się czymś więcej niż tylko prostymi technologicznymi umiejętnościami. Polki są bardzo świadomymi konsumentkami, doceniają takie wysiłki. Marka Dr Irena Eris dla wielu naszych klientek jest synonimem profesjonalizmu i skuteczności w pielęgnacji opóźniającej proces starzenia się, a marka Pharmaceris jest ceniona za dostarczanie rozwiązań na problemy najbardziej wymagających typów skóry. Nie zaniedbujemy także klienta masowego. To marka Lirene, jako jedna z pierwszych na świecie, wykorzystała kwas foliowy w kosmetykach odmładzających, a Laboratorium Naukowe Lirene, odpowiedzialne za rozwój tego brandu, uzyskało światowej klasy patent za formułę tioprolina + kwas rozmarynowy.

Jak z perspektywy dużego i innowacyjnego producenta wygląda rynek drogeryjny w Polsce?

Irena Eris: Obecnie handel bardzo dynamicznie się zmienia. Następuje konsolidacja sprzedaży, zmniejszają się udziały sklepów niezależnych. Zmianie ulega też sama forma sprzedaży, którą nakręcają promocje. Tego typu akcje najłatwiej prowadzić z dużymi, jednorodnymi sieciami, dlatego uwaga wielu producentów jest skierowana właśnie na nie.

Jakie wyzwania stawia przed producentem kosmetyków współczesny konsument? Co jest dla niego najbardziej charakterystyczne i jak wobec tego zmieniają się formy komunikacji z konsumentami?

Irena Eris: Dla nas w komunikacji z konsumentem ważnych jest wiele czynników. Oczywiście warstwa naukowo-technologiczna jest priorytetowa, bowiem to właśnie unikatowa receptura wyróżnia nasze produkty spośród setek dostępnych na rynku.

Drugim czynnikiem jest design. Marka poprzez swój wizerunek składa konsumentom pewną obietnicę. Dlatego pakowanie musi wyrażać jej wartości, mówić prawdę o produkcie. Tego nie da się osiągnąć, czerpiąc z cudzych pomysłów. W naszej firmie zatrudniamy projektantów, grafików, którzy dbają o to, by opakowanie było zapowiedzią wysokiej jakości produktu, który skrywa się w środku. Piękne opakowanie to narzędzie komunikacji. Klient, już biorąc pudełeczko do ręki, musi wiedzieć, co jest w środku, zrozumieć nasz przekaz, poczuć markę.

Aby wspomóc klienta w wyborze, zapraszamy go także do naszego świata. Służy nam do tego magazyn „Sense of Beauty” – pismo lifestyle'owe, w którym pokazujemy naszą interpretację piękna. Tłumaczymy na jego łamach, jakie są substancje aktywne, na czym polega ich nowatorstwo oraz co wynika z badań, które prowadzimy.

Zawsze byłam rzetelna w mojej działalności i nigdy moje reklamy i przekazy nie były powierzchowne czy górnolotne, ale informacyjne i merytoryczne. Zawsze miały odzwierciedlenie w badaniach naukowych. Ta rzetelność, gotowość do wyjaśnienia wielu rzeczy, pokazania mechanizmów i badań, które stoją za produktem, budują zaufanie i wpływają na moc marki. Taka komunikacja udowadnia, że słowo dane przez markę zostanie spełnione.

Irek Sudnik: To, co najbardziej dotyka producentów kosmetyków od kilku już lat, to niestabilne prawodawstwo unijne. Dotyczy to między innymi konserwantów.

Jesteście firmą, która aktywnie działa na rzecz całego środowiska kosmetycznego, m.in. w ramach Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego. Jakie tematy są obecnie najbardziej palące, z czym branża musi się mierzyć, co w pierwszej kolejności producenci chcieliby zmienić lub uregulować?

Irek Sudnik: To, co najbardziej dotyka producentów kosmetyków od kilku już lat, to niestabilne prawodawstwo unijne. Dotyczy to między innymi konserwantów. Kilka lat temu została opracowana lista tych dopuszczonych w kosmetykach. I od kilku lat jest ona co chwilę skracana. Unia ogranicza stosowanie lub wręcz zakazuje stosowania kolejnego konserwantu. Z roku na rok producenci mogą stosować ich coraz mniej, podczas gdy liczba wprowadzanych kosmetyków na rynek rośnie w bardzo szybkim tempie. W efekcie rosną zastraszająco koszty zmian receptur, co w połączeniu z brakiem nowych sprawdzonych i bezpiecznych konserwantów daje efekty odwrotne od zamierzonych.

Czy jest coś co niepokoi w działaniach nowych firm czy marek kosmetycznych?

Henryk Orfinger: Działamy na mocno konkurencyjnym, ale wyjątkowym rynku. Mimo że prowadzimy niezależne biznesy, zależy nam, by dbać o wspólny interes. Moim zdaniem polska branża kosmetyczna stara się mówić jednym głosem. Zdecydowana większość producentów kosmetyków w Polsce zrzeszona jest w ramach Lewiatana i w Polskim Związku Przemysłu Kosmetycznego. Przystępując chociażby do PZPK, firmy zobowiązują się do przestrzegania zasad spisanych w Kodeksie Etyki. To ważne, bo moim zdaniem etyka jest niezwykle ważna w prowadzeniu biznesu. Stosowanie etycznego podejścia udowadnia, że szanujemy naszych klientów i konkurencję. Bezkompromisowe zachowanie najwyższych standardów powinno być obowiązkiem każdej firmy.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
09.10.2026 10:52
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki / Materiał Partnera
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki / Materiał Partnera
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
/ Materiał Partnera
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
/ Materiał Partnera
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
AMARI Cosmetics: kiedy SPA staje się żywym laboratorium marki
Gallery

Najpierw były dłonie terapeutów, tysiące zabiegów i codzienna praca ze skórą. Dopiero później pojawiły się kosmetyki. AMARI wykorzystuje doświadczenie swoich SPA jako przestrzeń, w której produkt spotyka się z profesjonalnym dotykiem, a wiedza z gabinetu trafia do codziennej pielęgnacji.

AMARI Cosmetics nie powstało jako kolejna marka kosmetyczna, która później postanowiła wejść do świata SPA. Droga była dokładnie odwrotna. Najpierw były gabinety SPA, dłonie terapeutów i codzienna praca ze skórą. Dopiero później pojawiła się potrzeba stworzenia własnych kosmetyków. Dziś AMARI przekłada doświadczenie zdobywane przez 10 lat w profesjonalnych gabinetach - rozwijając własną filozofię Amari Touch™ i tworząc pielęgnację, którą klientki mogą zabrać ze SPA do własnego domu 

Zanim powstały kosmetyki, był dotyk.

Historia AMARI Cosmetics nie zaczęła się od pomysłu na kolejny krem czy serum. Jej początkiem było AMARI Spa. Przez lata marka zdobywała doświadczenie poprzez codzienną pracę z ciałem i skórą podczas masaży oraz profesjonalnych rytuałów. Kosmetyk w takim środowisku przestaje być jedynie produktem stojącym na półce. Znaczenie ma nie tylko jego skład, lecz również konsystencja, zapach, poślizg, sposób rozprowadzania oraz to, jak zachowuje się pod wpływem ciepła dłoni. 

Dziś produkty AMARI są na co dzień wykorzystywane w 17 salonach SPA przez ponad 150 terapeutów. To właśnie profesjonalne środowisko SPA stało się jednym z najważniejszych elementów DNA marki.

SPA jako żywe laboratorium marki.

AMARI Cosmetics rozwija swoje formuły z myślą o skuteczności, sensoryczności i komforcie stosowania. Oprócz badań laboratoryjnych produkty są sprawdzane także w rzeczywistych warunkach SPA.

To pozwala obserwować m.in. sposób rozprowadzania kosmetyku, jego zachowanie podczas masażu, współpracę z ciepłem dłoni oraz odczucie, jakie pozostawia na skórze. 

W efekcie gabinet staje się dla marki czymś więcej niż miejscem świadczenia usług. Jest przestrzenią, w której produkt spotyka się z praktyką.

To interesujący model również z perspektywy rynku beauty. AMARI nie próbuje bowiem odtworzyć atmosfery SPA wyłącznie poprzez komunikację marketingową. SPA jest rzeczywistym źródłem doświadczenia marki i środowiskiem, w którym jej kosmetyki funkcjonują na co dzień.

Za kosmetykami stoją ręce terapeutów.

Jednym z wyróżników AMARI są ludzie, którzy zwykle pozostają poza pierwszym planem komunikacji marek kosmetycznych — masażyści i terapeuci.

To oni przez wiele godzin pracują z produktami na skórze klientów, poznając formuły poprzez dotyk i profesjonalną praktykę. Ich doświadczenie marka chce coraz mocniej przekładać na sposób tworzenia produktów oraz edukację konsumentek. 

Ocena produktu nie ma ograniczać się wyłącznie do samej formuły, ale obejmować również takie aspekty jak tekstura, poślizg, komfort aplikacji czy zachowanie kosmetyku podczas profesjonalnego rytuału. To właśnie profesjonalny dotyk ma być jednym z najbardziej charakterystycznych kodów AMARI.

Od rodzinnej fascynacji masażem do własnej marki.

Za historią AMARI stoi Marianna Sadkowska, założycielka marki.

Masaż był obecny w jej życiu znacznie wcześniej niż biznes beauty. Jej mama jest profesjonalną masażystką, dlatego znaczenie dotyku i pracy z ciałem poznawała od dzieciństwa. 

Kolejnym ważnym momentem była podróż do Azji i doświadczenie profesjonalnego masażu tajskiego. To właśnie ono stało się jednym z impulsów do stworzenia pierwszego AMARI Spa. Dlatego azjatyckie inspiracje w AMARI nie mają pełnić wyłącznie funkcji estetycznej. Marka czerpie przede wszystkim z podejścia do ciała, dotyku, rytuału i świadomego poświęcania czasu pielęgnacji.

„Zdecydowanie jakość, i to powtórzę kilka razy: jakość, jakość i jeszcze raz jakość. To jest absolutny fundament Amari Spa.” - Marianna Sadkowska, założycielka AMARI. 

 

 

To zdanie dobrze tłumaczy również genezę AMARI Cosmetics.

W profesjonalnym SPA kosmetyk nie jest bowiem jedynie dodatkiem do zabiegu. Jego tekstura, zapach, poślizg, sposób rozprowadzania i zachowanie pod wpływem ciepła dłoni wpływają na całe doświadczenie klienta

Jak podkreśla Marianna Sadkowska, produkty wykorzystywane podczas zabiegów są integralną częścią jakości usługi. Potrzeba zapewnienia odpowiedniego standardu także w tym obszarze stała się jednym z powodów stworzenia własnej marki AMARI Cosmetics. 

Filozofia Amari Touch™ – kosmetyk to dopiero początek.

Współczesny rynek beauty przez lata zachęcał konsumentki do rozbudowywania rutyn pielęgnacyjnych o kolejne produkty i etapy. AMARI chce zaproponować nieco inną perspektywę. Nie chodzi o to, aby koniecznie dodawać kolejny krok. Chodzi o to, aby zmienić sposób wykonywania tych, które już są częścią codzienności.

Tak powstała filozofia Amari Touch™, która łączy trzy elementy: produkt + dotyk + rytuał.

Kosmetyk staje się punktem wyjścia do kilku minut świadomej pracy z ciałem. Sposób rozprowadzania produktu, ruch dłoni czy tempo aplikacji mają sprawić, że zwykła pielęgnacja zacznie przypominać mały rytuał zaczerpnięty z doświadczenia SPA. 

To również sposób na przeniesienie kompetencji terapeutów poza gabinet: profesjonalne techniki są upraszczane do gestów, które konsumentka może wykonać samodzielnie w domu.

Od pielęgnacji twarzy po rytuały ciała. Bestsellery AMARI Cosmetics.

Portfolio AMARI Cosmetics rozwija się wokół dwóch uzupełniających się światów: pielęgnacji twarzy oraz rytuałów pielęgnacji ciała. Marka konsekwentnie buduje ofertę w taki sposób, aby kosmetyki mogły funkcjonować zarówno samodzielnie, jak i jako kolejne etapy domowego rytuału inspirowanego doświadczeniem AMARI Spa.

W kategorii pielęgnacji twarzy znajdują się produkty oczyszczające, peelingi, serum, kremy i maski. Wśród kluczowych propozycji są m.in. nawilżający krem na dzień THAI HYDRA, regenerujący krem na noc THAI REPAIR oraz jeden z bestsellerów marki -dwufazowe serum ze złotem GOLD ELIXIR. Ten ostatni łączy dwie fazy aktywowane poprzez wstrząśnięcie produktu formuła zawiera m.in. składniki nawilżające, oleje roślinne oraz złote drobinki nadające skórze subtelny blask. AMARI Cosmetics

Szczególnie rozbudowaną częścią portfolio jest jednak pielęgnacja ciała, bezpośrednio związana ze DNA marki AMARI SPA. Tworzą ją żele pod prysznic, peelingi, balsamy, bogate masła oraz olejki, które można wykorzystywać także podczas masażu. Produkty występują w różnych liniach zapachowych i pielęgnacyjnych, dzięki czemu klient może budować wieloetapowy rytuał: od oczyszczenia i złuszczenia skóry, przez jej nawilżenie i odżywienie, aż po masaż olejkiem. 

Wśród produktów budujących rozpoznawalność portfolio znajduje się również rozświetlające masło do ciała THAI GOLD. Bogata formuła z masłem shea i olejami roślinnymi została uzupełniona złotymi drobinkami, które pozostawiają na skórze subtelny efekt glow. Produkt może być stosowany zarówno w codziennej pielęgnacji, jak i jako element rytuału masażu ciała. 

Tym, co spaja tak szerokie portfolio, nie ma być jednak wyłącznie wspólna estetyka czy inspiracja Azją. AMARI buduje produkty wokół idei rytuału - kosmetyk ma odpowiadać na konkretną potrzebę skóry, ale jednocześnie angażować zapach, teksturę i dotyk. Dzięki temu klient może odtworzyć w domu kolejne etapy doświadczenia znanego z AMARI SPA: oczyścić skórę, wygładzić ją peelingiem, otulić balsamem lub masłem i zakończyć pielęgnację masażem olejkiem.

GOLD ELIXIR – pielęgnacja, którą trzeba najpierw wstrząsnąć.

Jednym z najbardziej charakterystycznych produktów AMARI jest GOLD ELIXIR, dwufazowe serum do twarzy.

Przed aplikacją obie fazy należy połączyć poprzez wstrząśnięcie butelki — gest stał się punktem wyjścia do charakterystycznego dla produktu The Golden Shake.

Formuła łączy kompleks kwasu hialuronowego z fazą olejową, w której znalazły się m.in. oleje jojoba, krokoszowy, tamanu, ryżowy i z rokitnika, a także skwalan. Serum zawiera również złote drobinki, dzięki którym sama aplikacja zyskuje dodatkowy wymiar sensoryczny. To przykład podejścia AMARI, w którym formuła, tekstura i sposób aplikacji tworzą jedno doświadczenie.

THAI MANGO – pielęgnacja ciała zamieniona w rytuał

Sensoryczny charakter marki szczególnie wyraźnie widać w linii THAI MANGO. Linia obejmuje żel pod prysznic, peeling, balsam i olejek. Cztery produkty tworzą kompletny rytuał oczyszczenia, wygładzenia i nawilżenia skóry, połączony charakterystycznym, tropikalnym zapachem mango.

Produkty można stosować jako kolejne elementy domowego rytuału: oczyszczenie skóry, peeling wykonywany okrężnymi ruchami oraz balsam rozgrzany wcześniej w dłoniach i aplikowany powolnymi, otulającymi ruchami.

W ten sposób marka próbuje odtworzyć w domu nie tyle konkretny zabieg gabinetowy, ile sposób myślenia o pielęgnacji wyniesiony ze SPA.

Beauty coraz częściej sprzedaje doświadczenie, nie tylko produkt.

Rynek kosmetyczny jest dziś niezwykle konkurencyjny. Konsument może wybierać pomiędzy setkami produktów komunikujących podobne składniki aktywne, potrzeby skóry i efekty pielęgnacyjne. Dlatego coraz większego znaczenia nabiera odpowiedź na pytanie: dlaczego właśnie ta marka ma być zapamiętana?

AMARI buduje swoją odpowiedź wokół doświadczenia, którego nie musi tworzyć od podstaw na potrzeby komunikacji kosmetyków. Ono już istnieje — w gabinetach SPA, pracy terapeutów i codziennym kontakcie ze skórą.

To właśnie z tego doświadczenia marka chce tworzyć własny, rozpoznawalny świat pielęgnacji. Nie tylko produkt.


AMARI Cosmetics.
BORN IN THE SPA.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
07.10.2026 14:32
Miraculum zwiększa sprzedaż. Po trzech kwartałach 2026 r. przychody wzrosły o 9 proc.
W centrum strategii znalazły się Pani Walewska, Wars, JOKO, Miraculum, Prastara oraz Chopin.Miraculum

Miraculum szacuje, że w okresie od stycznia do września 2026 r. osiągnęło 41,91 mln zł przychodów ze sprzedaży netto. Oznacza to wzrost o 9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2025 r. Spółka realizuje jednocześnie strategię na lata 2026–2030, zakładającą koncentrację na sześciu kluczowych markach kosmetycznych.

Miraculum szacuje przychody ze sprzedaży netto w pierwszych trzech kwartałach 2026 r. na 41,910 mln zł. W analogicznym okresie 2025 r. sprzedaż netto wyniosła 38,559 mln zł. Oznacza to wzrost o 3,351 mln zł, czyli 9 proc. rok do roku.

Tegoroczny wynik oznacza również wyraźne zwiększenie dynamiki sprzedaży w porównaniu z pierwszym półroczem. Po sześciu miesiącach 2026 r. Miraculum raportowało 27,921 mln zł przychodów netto, wobec 27,652 mln zł rok wcześniej. W ujęciu rocznym oznaczało to wówczas wzrost o zaledwie 1 proc.

Oznacza to, że w samym trzecim kwartale spółka wygenerowała szacunkowo około 13,989 mln zł przychodów ze sprzedaży netto. Dla porównania, w III kwartale 2025 r. sprzedaż wyniosła około 10,907 mln zł, jeśli różnicę między wynikami dziewięciomiesięcznymi i półrocznymi potraktować jako przybliżenie. Wzrost sprzedaży w tym ujęciu wyniósł więc około 28 proc.

Sześć marek w centrum strategii

Wyniki sprzedażowe są realizowane w momencie wdrażania przez Miraculum nowej strategii rozwoju na lata 2026–2030, przedstawionej przez spółkę na początku czerwca 2026 r. Jednym z jej głównych założeń jest koncentracja na markach, które spółka uznaje za kluczowe dla dalszego rozwoju.

W centrum strategii znalazły się Pani Walewska, Wars, JOKO, Miraculum, Prastara oraz Chopin. Spółka chce wzmacniać ich pozycję poprzez wyraźniejsze zdefiniowanie cech poszczególnych marek i budowanie ich odrębności na rynku. Ma to służyć zarówno zwiększeniu konkurencyjności, jak i budowaniu długoterminowej wartości brandów.

image

Boom nostalgii lat 90.: które marki mogą na nim realnie zyskać i dlaczego

Taka strategia oznacza koncentrację zasobów na ograniczonej liczbie marek zamiast równomiernego rozwijania całego portfolio. W przypadku producenta posiadającego marki o różnym profilu i historii ma to pozwolić na bardziej precyzyjne określenie ich grup docelowych, pozycjonowania oraz przewag konkurencyjnych.

Miraculum zakłada przy tym dalszy rozwój sprzedaży zagranicznej. Europa pozostaje dla spółki kluczowym rynkiem, jednak jej potencjał wzrostu oceniany jest jako niższy niż w regionach rozwijających się. Wśród przyczyn spółka wskazuje przede wszystkim dojrzałość europejskiego rynku oraz wymagania regulacyjne.

Sprzedaż rośnie, ale sytuacja finansowa pozostaje wyzwaniem

Wzrost przychodów w 2026 r. należy analizować również w kontekście sytuacji finansowej Miraculum. Na 31 grudnia 2025 r. suma bilansowa spółki wynosiła 59,7 mln zł. Jednocześnie spółka wykazała 1,02 mln zł straty, a jej kapitał własny zmniejszył się do 27,8 mln zł.

Dane za trzy kwartały 2026 r. wskazują więc na poprawę dynamiki sprzedaży, szczególnie widoczną po słabszym pod względem wzrostu pierwszym półroczu. Przychody po dziewięciu miesiącach są już o 3,35 mln zł wyższe niż rok wcześniej, podczas gdy po sześciu miesiącach różnica wynosiła niespełna 0,27 mln zł.

Z perspektywy branży kosmetycznej kluczowe będzie zatem nie tylko utrzymanie 9-proc. dynamiki przychodów w całym 2026 r., ale także przełożenie wzrostu sprzedaży na poprawę rentowności. Strategia na lata 2026–2030 zakłada jednocześnie rozwój rozpoznawalnych polskich marek i ekspansję geograficzną, co będzie wymagało odpowiedniego poziomu inwestycji w marketing, dystrybucję i rozwój portfolio.

Po trzech kwartałach 2026 r. Miraculum znajduje się zatem w innym punkcie niż po pierwszym półroczu. Przychody wzrosły z 27,921 mln zł po sześciu miesiącach do szacowanych 41,910 mln zł po dziewięciu miesiącach, a dynamika roczna przyspieszyła z 1 do 9 proc. Kolejne miesiące pokażą, czy wzrost sprzedaży będzie miał charakter trwały i w jakim stopniu wesprze realizację celów przyjętych w strategii na lata 2026–2030.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
14. październik 2026 01:04