StoryEditor
Producenci
31.07.2015 00:00

Nic się samo nie sprzedaje

Czasy, gdy po kosmetyki ustawiały się kolejki i z półek znikało wszystko jak popadnie, minęły bezpowrotnie. Przy obecnym nasyceniu rynku sprzedawanie nowości nie jest takie łatwe.

Krystyna Pilecka, właścicielka dziewięciu drogerii Laboo, z wielką uwagą przyglądała się nowościom, które przyszło jej ocenić jako jurorowi konkursu Perły Rynku Kosmetycznego 2015. Wiele z nich znała wcześniej, ale były też takie, z którymi spotkała się po raz pierwszy. Szczególną uwagę zwróciła na nowe kosmetyki naturalne. – Takie produkty pozwalają nam uzyskać lepszą marżę, ale co jeszcze bardziej istotne, dają możliwość stworzenia asortymentu, który odpowiada na coraz bardziej wysublimowane wymagania klientów – mówi. Pani Krystyna od kliku lat ogranicza liczbę produktów masowych, należących do międzynarodowych koncernów, na rzecz marek mniej znanych, ale za to takich, które pozwalają wyróżnić się na tle konkurencji.
Również Czesławowi Mulce, właścicielowi drogerii Bolo działającej w sieci Koliber, przypadły do gustu kosmetyki organiczne i hipoalergiczne. – Mają rewelacyjne opakowania, świetne konsystencje i delikatne zapachy. To podoba się klientkom, ale trzeba oczywiście skierować ich uwagę na te produkty i przekonać, że warto za nie zapłacić nieco więcej – dodaje. Doświadczenie z kosmetykami tego typu Czesław Mulka zbiera od roku, oferując markę Sylveco. – Dzięki wsparciu producenta kosmetyki są ciekawie eksponowane, a w drogerii powstał już specjalny kącik z produktami eko – podkreśla.

Szkolenia to podstawa
Produkty naturalne, mimo coraz bardziej wyraźnego ekotrendu, nie sprzedają się same. Nie wystarczy postawić je na półce i czekać na zainteresowanie konsumentów znudzonych używaniem popularnych, wciąż tych samych marek. Trzeba doskonale znać skład, właściwości, możliwości zastosowania i efekty, jakie można dzięki nim uzyskać. – I nie może to być wiedza powierzchowna, bo klientki zadają bardzo fachowe pytania, a my nie możemy zostawić ich bez odpowiedzi – mówi Krystyna Pilecka. – Dlatego potrzebne są gruntowne szkolenia dla konsultantek w drogerii, by mogły polecać nowe kosmetyki jako alternatywę dla stosowanych dotychczas – podkreśla.

Próbka prawdę powie
Nie wszyscy klienci są skłonni zaryzykować zakup kosmetyku, z którym nie mieli wcześniej do czynienia, bez uprzedniego wypróbowania go. Tym bardziej jeśli chcemy zaoferować preparat droższy od tego, który kupowali zazwyczaj. Dlatego sprzedawcy tak często domagają się od producentów próbek ich kosmetyków. Ważne jest, by w tej postaci były oferowane różne warianty produktów. Nie przekonamy 30-latki do kremu danej marki, jeśli jako próbkę wręczymy jej krem z tej samej linii, ale 50+. Ma on zupełnie inne właściwości i konsystencję, i nie znajdzie w jej oczach uznania. Jeśli rozmowa dotyczy pielęgnacji ciała, nie ma sensu wręczać próbki kremu do twarzy czy odżywki do włosów. Mimo że są to produkty z tym samym brandem, to nie przekonamy za ich pomocą klientki do porzucenia preparatu, który stosowała, na rzecz zupełnie innego. Ma to sens natomiast, gdy klientka ma swoją ulubioną markę i chcemy zainteresować ją nowymi kosmetykami tej samej marki, ale z nowych kategorii (lub w nowych wariantach, np. zapachowych).
Materiały promocyjne, próbki, specjalne oznaczenia półek, np. informujące o nagrodach, które zdobył dany produkt, są dla sklepów bardzo istotne. – Wszystko, co wyróżnia produkt – każdy wobbler czy naklejka – ma znaczenie. Wysoka jakość produktów to jeden, a wsparcie producenta – drugi, bardzo istotny czynnik umożliwiający sprzedaż – mówi Krystyna Pilecka. Jako przykłady marek, które takie wsparcie dostają od swoich producentów i dystrybutorów, wymienia m.in. Tołpę, Sylveco, Bielendę, Farmonę, Pierre René i Golden Rose. Nie bez powodu to właśnie one są kupowane w drogeriach Laboo z każdym dniem częściej.


Nie tylko przy półce
Teresa Stachnio, wiceprezes zarządu sieci Jasmin, zwraca jednak uwagę, że ze względu na bardzo konkurencyjny rynek oznaczenia przy półce nie mają już takiej mocy, jakiej można by się po nich spodziewać. Zachęca więc firmy, by na swoje nowości zwracały uwagę klienta, zanim stanie on przy regale. Poleca m.in. bardzo proste narzędzie promocyjne – roll-up, czyli stojak reklamowy, który umieszcza się przy wejściu do drogerii. – Klienci sami dopytują o produkty, które są na roll-upie prezentowane – zapewnia. – Gdy otrzymają od ekspedientki wszelkie informacje, raczej nie zdarza się, aby wybrali przy półce inny produkt niż ten, o którym przed chwilą rozmawiali. Tym bardziej że z reguły możemy im również zaoferować specjalną, promocyjną cenę – dodaje.

Cena i cała reszta
Obniżenie ceny przy wprowadzaniu nowego produktu też jest dobrym pomysłem, o ile się to w odpowiedni sposób wykorzysta. W drogeriach Jasmin niższa cena jest powiązana z akcją testową. Konsumentki są informowane, że mogą taniej kupić nowość, aby ją przetestować i podzielić się opinią ze sklepem. – Czują się wyróżnione tą propozycją, chętnie z niej korzystają i bardzo często wracają, aby opowiedzieć o swoich wrażeniach. A to cenne, bo najbardziej zależy nam na tym, żeby klienci do nas wracali – mówi Teresa Stachnio.
Właściciele drogerii cenią sobie także akcje specjalne, takie jak dermokonsultacje i spotkania z wizażystami, które firmy organizują, by zapoznać konsumentów z produktami. Jednak takie akcje przynoszą lepsze efekty w przypadku marek już zauważonych, nie tych całkiem nowych. – Trudno przyciągnąć klientów na dni z marką, której konsumenci nie znają – zastrzega Teresa Stachnio. Podpowiada więc, że aby zbudować świadomość marki, należy postawić na długotrwałe i różnorodne działania promocyjne. – Nam również jest łatwiej polecać produkty, jeśli możemy powołać się na spot sponsorski nadawany przed lubianym przez kobiety programem lub pochwalić firmę za ufundowanie nagród choćby w regionalnym konkursie dla modelek – wyjaśnia. – Im więcej aktywności wykazuje marka także poza miejscem sprzedaży, tym łatwiej jest nam zainteresować nią klientów.


 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Beauty
11.08.2026 22:23
Eksperci wzięli pod lupę ranking pracodawców BoF. Brutalna prawda o rynku HR i lekcje dla polskiej branży kosmetycznej
Francuski koncern kosmetyczny L‘Oreal zajął 1. miejsce w rankingu pożądanych pracodawców BoFfot. Shutterstock

Wyniki tegorocznego Rankingu BoF najbardziej pożądanych pracodawców w branży beauty stały się tematem dyskusji ekspertów o rynku pracy w branży urody i kulturze organizacyjnej gigantów, którzy zdominowali zestawienie. Dlaczego L’Oréal Paris czy Dior Beauty wygrywają walkę o talenty i co z tego wynika dla menedżerów HR, również tych na polskim podwórku?

W najnowszym odcinku podcastu „The Debrief” eksperci portalu BoF wzięli pod lupę liderów rankingu pracodawców BoF, kulisy ich sukcesu i rynkowe problemy. Starsza korespondentka Sheena Butler-Young rozmawia z młodszym publicystą reklamowym Eoghanem O‘Donnellem i redaktorem działu reklamy Danem Hastingsem o czynnikach wpływających na wybory firmy przez pracowników i wyzwaniach, przed którymi stoją dziś pracodawcy. Rozmawiają również o rozwoju kariery, przywództwie, stabilności w miejscu pracy i o tym, jak sztuczna inteligencja zmienia rynek pracy.Główny wniosek dyskusji to: prestiżowe logo otwiera drzwi, ale to twarde warunki decydują o lojalności.

Dlaczego wygrywa L’Oréal i Dior? Bezpieczeństwo ponad wszystko

Ranking Business of Fashion nie pozostawił złudzeń – w czasach rynkowej niepewności i inflacji, kandydaci szukają stabilnych okrętów. Zwycięzcy zestawienia: L’Oréal Paris, Dior Beauty oraz Charlotte Tilbury, przyciągają wizją międzynarodowej kariery, innowacyjnością i przede wszystkim poczuciem bezpieczeństwa. 

Marki prowadzone przez założycieli, takie jak Charlotte Tilbury, Rhode, Victoria Beckham Beauty, Fenty Beauty i Rare Beauty, również znalazły się w pierwszej dwudziestce branży kosmetycznej, napędzane bardziej wizją produktu i kreatywności niż skalą korporacji.

Jak zauważają eksperci w podcaście „The Debrief”, rynek pracy pęka dziś na pół. Z jednej strony pojawia się potrzeba korporacyjnej stabilności, a z drugiej – głód autentyczności i poczucia wpływu na produkt. Sukces tych firm to dowód na to, że pracownicy szukają silnej i jasnej tożsamości pracodawcy.

Prestiż rekrutuje, ale nie zatrzymuje – brutalna prawda o retencji

O ile sam ranking to laurka dla zwycięzców, o tyle podcast BoF obnaża wyzwania, z jakimi nawet oni muszą się na co dzień mierzyć. Eksperci ukuli w nim kluczową tezę: złudzenie, że znana marka wystarczy, by utrzymać zaangażowanie zespołu, jest największym błędem współczesnych działów HR.

Z dyskusji płyną mocne dane: zaledwie 28 proc. pracowników uważa, że zewnętrzna reputacja ich firmy pokrywa się z realiami w biurze lub salonie sprzedaży. Gdy czar pryska, aż 80 proc. z nich planuje odejście w ciągu roku. Dziennikarze BoF nazywają to syndromem „wieży z kości słoniowej” – zarządy (C-suite) widzą świetnie prosperujący biznes i prestiż, podczas gdy pracownicy szczebla operacyjnego doświadczają wypalenia, braku komunikacji i niekonkurencyjnych płac.

Płaca, rozwój i... sztuczna inteligencja

W podcaście mocno podkreślono, że retencja opiera się dziś na trzech nienegocjowalnych filarach: realnym wynagrodzeniu dostosowanym do rosnących kosztów życia, przejrzystej ścieżce awansu (career progression) i zdrowej kulturze organizacyjnej.

Zaskakującym wątkiem dyskusji, obalającym rynkowe mity, był stosunek do technologii. To nie najmłodsi pracownicy z pokolenia Z, lecz ci powyżej 40. roku życia najbardziej domagają się szkoleń z zakresu AI. Doświadczeni eksperci z działów marketingu, R&D czy sprzedaży widzą w sztucznej inteligencji szansę na usprawnienie pracy, ale czują się pozostawieni sami sobie przez pracodawców, którzy wciąż nie inwestują w ich cyfrowe kompetencje.

Jak przenieść te wnioski na polskie podwórko?

Polska branża kosmetyczna, będąca potęgą produkcyjną w regionie CEE, jest lustrzanym odbiciem globalnych trendów. Jak wnioski z podcastu BoF i sukces światowych liderów przekładają się na nasze realia?

Polscy pracownicy równie chętnie aplikują do międzynarodowych koncernów (w tym silnie obecnego u nas L’Oréala) i dużych polskich producentów (np. Dr Irena Eris, Ziaja), szukając bezpieczeństwa. Z drugiej strony, rośnie pożądanie pracy w dynamicznych, polskich markach autorskich (jak Mokosh, Resibo czy Yope), które kuszą – podobnie jak ich zagraniczne odpowiedniki w zestawieniu BoF – płaską strukturą i bliskością z założycielami.

Koniec mitu „pracy za kosmetyki”

Zjawisko „job lock” (tkwienie w firmie z obawy przed rynkiem przy jednoczesnej frustracji) jest w Polsce silne. Młode pokolenia nie nabiorą się już na „wpis do CV”. Magia znanego brandu beauty nie wynagrodzi braku podwyżek inflacyjnych, a transparentność siatki płac i dbałość o wellbeing to dziś rynkowy standard.

Wyniki rankingu to zasłużony powód do dumy dla L’Oréal czy Diora, ale prawdziwa lekcja płynie z kuluarów tej rywalizacji. Pracodawcy branży kosmtycznej muszą zrozumieć, że obietnice z kampanii wizerunkowych muszą mieć 100-procentowe pokrycie w codziennym doświadczeniu pracownika. W przeciwnym razie, nawet najpotężniejsze logo nie powstrzyma rotacji kadr.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
07.08.2026 17:02
e.l.f. Beauty rośnie o 36 proc. Firma coraz bliżej 2 mld dolarów sprzedaży
e.l.f. Beauty nie zwalnia. Rhode i Naturium napędzają rekordowe wynikiInstagram

e.l.f. Beauty ma za sobą kolejny rekordowy kwartał. Producent kosmetyków zwiększył sprzedaż o 36 proc., notując już 30. z rzędu kwartał wzrostów. Rosnące wyniki sprawiły, że spółka podniosła prognozy na cały rok i jest coraz bliżej osiągnięcia 2 mld dolarów rocznych przychodów. Duży udział w sukcesie mają zarówno marka e.l.f. Cosmetics, jak i przejęte w ostatnich latach Naturium oraz Rhode.

W tym artykule przeczytasz:

  • Siedem lat nieprzerwanego wzrostu e.l.f
  • Coraz bliżej granicy 2 mld dolarów
  • Co napędza wyniki?
  • Rhode już dokłada się do wyników
  • Marketing zamiast zatrzymywania gotówki
  • e.l.f. pokazuje, że skala nie musi oznaczać spowolnienia

Siedem lat nieprzerwanego wzrostu e.l.f

W pierwszym kwartale roku fiskalnego 2027 e.l.f. Beauty osiągnęło 479,4 mln dolarów przychodów, co oznacza wzrost o 36 proc. rok do roku. Wynik znacząco przewyższył oczekiwania analityków, którzy prognozowali sprzedaż na poziomie około 431 mln dolarów.

To już 30. kolejny kwartał wzrostu sprzedaży, co oznacza ponad siedem lat nieprzerwanego rozwoju firmy.

– Jestem dumny z naszego zespołu. Konsekwentny wzrost pokazuje siłę naszej strategii, portfolio marek i sposobu działania. W związku z obecnym tempem rozwoju podnosimy prognozy na cały rok fiskalny – powiedział Tarang Amin, prezes i dyrektor generalny e.l.f. Beauty.

Coraz bliżej granicy 2 mld dolarów

Po bardzo mocnym początku roku spółka podniosła prognozy sprzedaży na rok fiskalny 2027. Obecnie zakłada, że jej przychody wyniosą od 1,93 do 1,96 mld dolarów, podczas gdy wcześniejsze szacunki mówiły o 1,83–1,86 mld dolarów.

Jeszcze dwa lata temu e.l.f. po raz pierwszy przekroczyło poziom miliarda dolarów rocznej sprzedaży. Jeśli utrzyma obecne tempo, w ciągu zaledwie trzech lat niemal podwoi skalę działalności.

Firma spodziewa się obecnie wzrostu sprzedaży o 18–20 proc., podczas gdy wcześniej prognozowała 12–14 proc.

image

Zmiany w E.l.f. Beauty. Nowa prezes i większy nacisk na AI

Co napędza wyniki?

Za wzrost odpowiada zarówno sprzedaż w sieciach detalicznych, jak i kanał e-commerce. Spółka podkreśla, że dobre wyniki osiągnęła zarówno na rynku amerykańskim, jak i w sprzedaży międzynarodowej.

Skorygowany zysk netto wyniósł 104,6 mln dolarów, wobec 51,3 mln dolarów rok wcześniej. Z kolei zysk netto według standardów GAAP osiągnął 66,6 mln dolarów.

Rhode już dokłada się do wyników

Na rezultaty finansowe wpływ zaczyna mieć również przejęta w tym roku marka Rhode, założona przez Hailey Bieber. e.l.f. poinformowało, że przy okazji rozliczania transakcji ujęło korektę wartości godziwej w wysokości 16,1 mln dolarów, wynikającą z lepszych od oczekiwanych rezultatów sprzedażowych Rhode.

Przejęcie jednej z najgłośniejszych marek beauty ostatnich lat może okazać się dla e.l.f. jednym z najważniejszych motorów wzrostu.

image

Rodzinny biznes. Rhode wchodzi w nową kategorię, w planie współpraca z Justinem Bieberem

Marketing zamiast zatrzymywania gotówki

Podczas rozmowy z WWD Tarang Amin zdradził również, że firma odzyskała około 50 mln dolarów związanych z wcześniej zapłaconymi cłami importowymi w Stanach Zjednoczonych.

Środki nie trafią jednak na poprawę wyniku finansowego, lecz zostaną przeznaczone na dalszy rozwój marek.

Jak zapowiedział prezes, pieniądze zostaną wykorzystane na działania cenowe oraz zwiększenie wydatków marketingowych dla całego portfolio, obejmującego e.l.f. Cosmetics, Naturium i Rhode. Według spółki właśnie inwestycje w budowanie świadomości marek mają napędzać kolejne etapy wzrostu.

e.l.f. pokazuje, że skala nie musi oznaczać spowolnienia

Jeszcze kilka lat temu e.l.f. Beauty było postrzegane jako marka, która odniosła sukces głównie dzięki mediom społecznościowym i atrakcyjnym cenom. Dziś firma coraz wyraźniej udowadnia, że potrafi przekuć popularność w długoterminowy biznes. Trzydzieści kolejnych kwartałów wzrostu, rozwój poprzez przejęcia oraz konsekwentne inwestycje w marketing sprawiają, że spółka pozostaje jedną z najszybciej rosnących firm w globalnym sektorze beauty.

 

Źródło: WWD

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
11. sierpień 2026 22:42