StoryEditor
Producenci
19.03.2013 00:00

Paese marka coraz bardziej znana

25-procentowy wzrost sprzedaży rok do roku, inwestycja we własny zakład produkcyjny, rozbudowa sieci firmowych stoisk, dynamiczny rozwój eksportu – mowa o marce Paese firmy Euphora, specjalizującej się przede wszystkim w kosmetykach do makijażu.Jej produkty można znaleźć też w 2 tysiącach punktów handlowych w Polsce – sprzedaż odbywa się głównie przez sklepy tradycyjne. O planach rozwoju marki Paese, budowaniu wizerunku wśród konsumentów, inwestycjach w reklamę i marketing oraz wsparciu dla punktów sprzedaży opowiada Grzegorz Wnęk, prezes firmy Euphora. 

Skończył się 2012 rok, niełatwy dla całej polskiej gospodarki. Jaki był dla firmy Euphora? Z jakim wynikiem go Państwo zamknęliście i w jakich nastrojach?
Rok 2012 był dla nas wyjątkowy. Pomimo ciężkiej sytuacji na rynku udało nam się osiągnąć 25 proc. wzrost w stosunku do roku poprzedniego. Wprowadziliśmy na rynek 15 nowych produktów, cienie do powiek, pudry, podkłady, szminki i błyszczyki, zaproponowaliśmy około 80 nowych kolorów lakierów do paznokci. Rozwijaliśmy sieć własnych stoisk. Zanotowaliśmy również znaczny skok w eksporcie. W związku z dynamicznym rozwojem zmienia się też oblicze naszej firmy. Powstał dział produkcji kosmetyków własnych, pojawili się nowi pracownicy w działach eksportu, marketingu, rozwoju produktu, obsługi rynku detalicznego. Rok 2013 i kolejne lata na pewno przyniosą nam dużo wyzwań, ponieważ i plany mamy duże. Ale jesteśmy na to przygotowani i z optymizmem patrzymy w przyszłość.

W ubiegłym roku uruchomiliście Państwo własny zakład. Czy w nim powstają wszystkie produkty Paese?
Chcemy, aby Paese było brandem kojarzonym z wysoką jakością i innowacyjnością. Umożliwia nam to właśnie własny zakład produkcyjny. Autorskie receptury, szybka możliwość reagowania na potrzeby rynku i trendy, pełna kontrola nad składnikami i komponentami, możliwość tworzenia krótkich, limitowanych edycji. Produkujemy własne szminki, błyszczyki, pudry, róże, cienie. Natomiast mamy w asortymencie też kosmetyki, takie jak lakiery do paznokci, podkłady, kredki do oczu, których produkcję zlecamy najlepszym polskim i europejskim fabrykom.

Firma intensywnie się rozwija, wprowadza nowe produkty, jest aktywna marketingowo. Jakie są wymierne efekty tych działań? Czy rośnie świadomość marki Paese wśród konsumentów i jej sprzedaż?
Paese to wciąż młoda marka. Jest obecna na rynku od 4 lat. Dlatego też jeszcze niedawno była stosunkowo słabo rozpoznawalna. Ale konsekwentne działania marketingowe, działania PR, udział w eventach – m.in. wzięliśmy udział w Miss Polonia Małopolski, wybierając Miss Paese; byliśmy kosmetycznym partnerem tygodnia mody Fashion East; nasze kosmetyki używanie są w sesjach fotograficznych, pokazach mody; organizujemy pokazy makijażowe na terenie sklepów i podczas różnych imprez – znacznie podniosły rozpoznawalność marki. Pomogły w tym również własne stoiska w galeriach handlowych, które są naszą najlepszą wizytówką. Ostatnio przeprowadziliśmy badania wśród sklepów sprzedających nasze kosmetyki i aż 72 proc. respondentów zauważyło wyraźny wzrost znajomości marki. Cieszy nas też bardzo dobra opinia o naszej marce – 87 proc. badanych osób uznało, że wizerunek Paese jest dobry i bardzo dobry. Wyniki te odnajdują potwierdzenie w życiu codziennym, na naszych stoiskach i w sklepach, gdzie coraz częściej pojawiają się nowe klientki z pytaniem o kosmetyki Paese.

Do kogo przede wszystkim marka Paese jest skierowana? Czym wyróżnia się na tle innych marek makijażowych – konkurencja jest przecież ogromna – czym przekonujecie do siebie konsumentki?
Grono użytkowniczek kosmetyków Paese jest bardzo szerokie. Jak pokazują badania, naszych produktów używają kobiety od 16 do 55 roku życia o średniej zawartości portfela. Nasze kosmetyki charakteryzują się bardzo dobrą relacją jakości do ceny. I chcemy aby tak to pozostało. Wyróżniamy się wysoką jakością produktów, bardzo szeroką paletą kolorystyczną – oferujemy np. ponad 120 kolorów lakierów do paznokci – spójnym wizerunkiem marki. Nasze kosmetyki cieszą się uznaniem klientek detalicznych, jak i branży kosmetyki profesjonalnej. Chcemy być innowacyjni i profesjonalni zarówno pod względem produktowym, jak i w naszej komunikacji z klientem, w projektach opakowań i wizerunku marki. 

Oferta Paese to pełen przekrój kosmetyków do makijażu. Czy są wśród nich hity, gwiazdy?
Wielką popularnością cieszą się nasze podkłady, lakiery do paznokci czy cienie do powiek. Ale wprowadziliśmy na rynek też parę produktów innowacyjnych, unikatowych na skalę europejską. Takimi produktami są puder ryżowy czy puder bambusowy – produkty używane do matowienia skóry i utrwalania makijażu. Wyjątkowym jest też mineralny podkład matujący, oparty w swej recepturze na glinkach naturalnych, używanych na co dzień w salonach kosmetycznych do pielęgnacji skóry. To taki prawdziwy nutrikosmetyk, nie tylko upiększający, ale i pielęgnujący cerę.


Przeglądając porfolio Paese znalazłam w nim również perfumy i płyn micelarny. Czy planujecie Państwo rozwój oferty o inne kosmetyki pielęgnacyjne?
Głównym trzonem naszego asortymentu są i pozostaną kolorowe kosmetyki. Ale chcemy je też uzupełnić produktami okołokosmetycznymi, takimi jak pędzle do makijażu, akcesoria kosmetyczne, a także o demakijaż i pielęgnację paznokci. Nasze kosmetyki stają się coraz bardzie popularne wśród profesjonalistów, dlatego też myślimy o wprowadzeniu linii przeznaczonej właśnie dla nich, a dystrybuowanej poprzez salony kosmetyczne.

Jak obecnie zbudowana jest dystrybucja marki?
Kosmetyki Paese dostępne są przede wszystkim w tradycyjnym kanale dystrybucji. Zaopatrujemy około 2 tys. punktów sprzedaży na terenie całego kraju. Nad potrzebami naszych klientów czuwa zespół 22 przedstawicieli handlowych. Proces budowania tego kanału dystrybucji nie jest oczywiście zakończony, istnieje jeszcze sporo punktów, z którymi chcielibyśmy nawiązać współpracę. Zresztą ten rynek też ulega ciągłym zmianom, ewolucji, konsolidacjom – dlatego tak ważne jest aktywne podtrzymywanie relacji i właściwa opieka dostarczana przez naszych przedstawicieli. Jak już wspominałem, budujemy również własną sieć dystrybucji w postaci stoisk zlokalizowanych w galeriach handlowych. Obecnie mamy ich 11: w Krakowie, Tarnowie, Częstochowie, Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim i na Śląsku.

Czy jest to projekt opłacalny z punktu widzenia producenta? Jakie daje korzyści na tle innych kanałów sprzedaży?
Własne stoiska sprzedaży nie tylko budują świadomość marki, ale i wspierają jej wizerunek. Umożliwiają nam prezentację pełnego asortymentu Paese, co czasami jest trudne w tradycyjnych kanałach sprzedaży, ponieważ marka ma w swym asortymencie ponad 100 kolorów lakierów do paznokci, ponad 80 rodzajów cieni do powiek, szeroki wybór podkładów czy pudrów. Personel na stoiskach Paese, cały czas szkolony, gwarantuje kompleksową obsługę na najwyższym poziomie: może przekazać pełną informację na temat naszych produktów, zaproponować porady makijażowe, dobrać kosmetyki dla danego typu urody. Pomaga w budowaniu lojalności wśród odbiorców. Własny kanał dystrybucji to również kopalnia wiedzy: bezpośredni kontakt z klientami daje nam pełny obraz potrzeb, trendów, sytuacji na rynku bez konieczności przeprowadzania dodatkowych badań.

W jaki sposób wspieracie Państwo sprzedaż marki?
Budujemy wizerunek marki Paese poprzez przekazywanie wiedzy na temat makijażu, kosmetyków. Często urządzamy pokazy makijażowe na własnych stoiskach, w sklepach partnerów handlowych, podczas imprez otwartych i zamkniętych, gdzie prezentujemy nasze produkty, podpowiadamy klientkom jak się malować, dobieramy dla nich odpowiednie palety kolorystyczne. Często pojawiamy się na sesjach zdjęciowych, na pokazach mody – szerzymy świadomość marki w grupach opiniotwórczych, czyli wśród profesjonalistów. Nasze kosmetyki pojawiają się na łamach najbardziej poczytnych magazynów kobiecych. Zauważając rosnący trend poszukiwania informacji i opinii w Internecie, wzmogliśmy naszą aktywność w tym medium, współpracując z różnymi portalami, blogami, prowadząc profil na FB etc. Nie do przecenienia jest również rola punktów detalicznych w budowaniu wizerunku, dlatego wprowadzając nowości dbamy o atrakcyjną oprawę w postaci ekspozytorów, ulotek i innych materiałów POS.

Intensywnie rozwijacie Państwo również eksport. Czy to konieczność – poszukiwanie alternatywy dla kurczących się możliwości polskiego rynku, czy też naturalny proces rozwoju firmy?
Rzeczywiście eksport kosmetyków Paese rozwija się bardzo dynamicznie. Pierwszym rynkiem, na którym wyraźnie zaznaczyliśmy naszą obecność, są Zjednoczone Emiraty Arabskie. Nasze kosmetyki można już kupić na 9 stoiskach Paese w Dubaju, Abu Dhabi, Szardży, Fudżajry. Nasze stoisko znajduje się m.in. w największym na świecie centrum handlowym Dubai Mall. Inne kraje tamtego regionu, do których eksportujemy, to m.in. Kuwejt i Iran.
Paese jest też coraz bardziej rozpoznawalna w Europie. Nasze stoiska powstają na Ukrainie, w Białorusi. W Wielkiej Brytanii otwieramy dwa pierwsze stoiska firmowe w kwietniu tego roku. Nasze kosmetyki można kupić w sklepach kosmetycznych w Finlandii, Czechach, Słowacji, Rumunii, Hiszpanii, Irlandii, na Węgrzech.
Uważamy, że eksport to naturalny kierunek i etap w rozwoju naszej firmy. Polski rynek nie kurczy się, raczej rośnie, bo powoli rośnie siła nabywcza naszych portfeli. Rzeczywiście, jego specyfika  jest wyjątkowa – niewiele jest krajów z taką liczbą rodzimych wytwórców kolorowych kosmetyków, nie wspominając o wyjątkowo silnej reprezentacji marek zagranicznych. Ale doświadczenie na rynku krajowym w takim zagęszczeniu konkurencji sprawia, że jesteśmy już zaprawieni w bojach i gotowi na konkurowanie na rynkach zagranicznych. Bardzo często to sami dystrybutorzy zgłaszają się do nas z chęcią nawiązania współpracy, skuszeni wysoką jakością i pozytywnymi opiniami na temat naszych kosmetyków.

Jak marka Paese jest przyjmowana na rynkach zagranicznych?
Bardzo pozytywnie. Zawsze zauważana i podkreślana jest wysoka jakość naszych kosmetyków, ich spójny wizerunek, bardzo szeroki asortyment. Oferta Paese różni się w zależności od kanałów dystrybucji na poszczególnych rynkach. Analogiczne do sytuacji na polskim rynku – własne stoiska firmowe pozwalają na pełną prezentację asortymentu, dystrybutorzy niezależni wybierają produkty najlepsze dla ich rynków. Asortyment eksportowy zasadniczo obejmuje taką samą gamę produktów, jedynie różnice pojawiają się w kolorystyce. Egzotyczne typy urody wymagają rozszerzenia kolorystycznej gamy produktów o odcienie pasujące do ciemniejszych karnacji. Dotyczy to podkładów, pudrów, jak i szminek czy błyszczyków.

Jakie są obecnie najważniejsze trendy, które obserwujecie Państwo w zachowaniach konsumentów? Czy mając porównanie z innymi rynkami na świecie, widzicie Państwo istotne różnice pomiędzy potrzebami Polek a kobiet w innych regionach?
Zauważamy, że kobiety zwracają coraz większą uwagę na jakość kosmetyków. Na zawartość składników aktywnych, na jakość komponentów. Klientki, coraz bardziej świadome, poszukują informacji w Internecie,
w gazetach. Są też coraz bardzie odważne w swoich makijażach, często poszukują wyrazistych kolorów. Już sam podkład i szminka nie wystarczają – teraz makijaż zaczynają od bazy, a kończą różnymi utrwalaczami. Stosują kosmetyki specjalistyczne, ukierunkowane na np. wybrany obszar twarzy. Starannie dobierają kosmetyki do rodzajów cery i wymagają od nich nie tylko upiększenia, ale i pielęgnacji. Widzimy, że są wyjątkowo lojalne w stosunku do swoich ulubionych marek. Gdy klientka wypróbuje choć jeden produkt i przekona się do jego jakości, chętnie sięgnie po inne kosmetyki opatrzone tym samym logo. Dlatego tak ważne jest utrzymywanie stałego poziomu jakości w całym asortymencie.

Rynek wydaje się coraz bardziej konkurencyjny, trudny i wymagający. Już w lipcu zaczną obowiązywać nowe przepisy – rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 dotyczące produktów kosmetycznych, zastępujące dyrektywę kosmetyczną. Czy jesteście Państwo przygotowani do tych zmian?
Od ponad roku intensywnie pracujemy nad przygotowaniem firmy do spełnienia wszystkich, nawet najbardziej surowych norm. Systematycznie wdrażamy Dobrą Praktykę Produkcyjną GMP. Wprowadziliśmy już do naszego zakładu produkcyjnego Politykę Jakości, założyliśmy specjalistyczny Dział Kontroli Jakości, który dba, aby każdy nasz produkt spełniał wszystkie normy i założenia wynikające z ustawy. Nasze produkty przechodzą specjalistyczne badania mikrobiologiczne, dermatologiczne. Uzupełniamy dossier produktów o niezwykle istotną na rynku europejskim ocenę bezpieczeństwa wystawianą przez Safety Assesora.
Nie ustajemy w szkoleniach pracowników, ponieważ chcemy mieć kadrę doskonale przeszkolonych fachowców, technologów i marketingowców. Wprowadzamy odpowiednie procedury, tak aby nic nie zaskoczyło nas w momencie wejścia w życie nowych przepisów.

Jakie najważniejsze cele stawiacie sobie Państwo na 2013 rok? Jakie wiążecie z nim nadzieje, a jakie pojawiają się obawy?
Staramy się myśleć i planować długofalowo, Paese to nie marka-meteor. Najbliższe 3 lata chcemy poświęcić na udoskonalanie i uzupełnianie naszego asortymentu. Główną ideą marki Paese jest dostarczanie klientkom kosmetyków bardzo wysokiej jakości w umiarkowanej cenie – i temu też podporządkowujemy wszelkie działania, starając się osiągnąć jakość równą markom selektywnym. Duży nacisk kładziemy na sieć własnych stoisk – w ciągu najbliższych lat planujemy otworzyć około 50 punktów własnych. Ogromne wyzwania stoją również przed naszym działem eksportu, ostatni rok pokazał nam, że istnieje zapotrzebowanie na nasze kosmetyki również na rynkach zagranicznych, dlatego też chcemy poszerzyć pole zasięgu marki Paese i wyniki eksportowe o minimum 50 proc.
Zdajemy sobie sprawę, że jest to nie lada wyzwanie. Widzimy, że tak dynamiczny rozwój wymaga od nas przeorganizowania struktur, wzmożonego wysiłku całego zespołu, jego rozszerzania. Wiemy też, że sytuacja na rynku nie należy obecnie do najłatwiejszych. Ale odważnie patrzymy w przyszłość, bo wierzymy, że marka Paese ma szanse i potencjał stać się jedną ze sztandarowych firm na firmamencie polskiego przemysłu kosmetycznego.
 

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 15:21
Beauty wysyła sprzeczne sygnały. Co mówią o kondycji branży wyniki gigantów i jakie są wnioski dla polskiej półki? [ANALIZA WK]
L‘Oréal został uznany za najpopularniejszą markę kosmetyczną w Azji, Europie i Ameryce Południowej.fot. Shutterstock

Rekordowy wzrost sprzedaży ilościowej Unilevera i rekordowa marża L’Oréal potwierdzają odporność branży kosmetycznej. Nie jest to jednak boom, z którego korzystają wszyscy. Nivea notuje spadki, Coty dopiero wchodzi w fazę stabilizacji, a w makijażu konsumenci i sieci handlowe coraz ostrzej selekcjonują produkty. Wyniki największych koncernów pokazują, że o wzroście nie decyduje już prosty podział na segment premium i masowy. Wygrywają marki, które potrafią uzasadnić cenę produktu – innowacją, skutecznością, jakością albo siłą bestsellerów.

Wyniki opublikowane przez największe koncerny kosmetyczne po pierwszej połowie 2026 roku wysyłają pozornie sprzeczne sygnały. Z jednej strony L’Oréal, Unilever, Henkel i Estée Lauder pokazują rosnącą sprzedaż w kluczowych kategoriach. Z drugiej – Nivea mierzy się z wyraźnym spadkiem, Coty pozostaje poniżej dynamiki rynku, a część segmentów codziennej pielęgnacji i makijażu odczuwa większą ostrożność konsumentów.

Wspólny mianownik jest jednak czytelny: beauty pozostaje kategorią odporną, ale pieniądze konsumentów płyną coraz bardziej selektywnie. Wzrost koncentruje się wokół innowacji, marek eksperckich, produktów premiumizowanych oraz tzw. hero products, czyli sprawdzonych bestsellerów, na których producenci skupiają marketing i dystrybucję.

– Wzrost napędzały dwa główne silniki: konsekwentna realizacja strategii innowacji oraz rozwój e-commerce, najdynamiczniejszego kanału w branży – podsumował wyniki Nicolas Hieronimus, CEO L’Oréal.

Włosy, dermokosmetyki i zapachy ciągną rynek

Z wyników największych grup wyłaniają się trzy szczególnie mocne kategorie: pielęgnacja włosów, dermokosmetyki oraz zapachy. Każda odpowiada na nieco inną potrzebę konsumenta, ale wszystkie pozwalają markom przekonująco uzasadnić wyższą cenę.

Pielęgnacja włosów: premiumizacja wychodzi poza salon

Haircare jest obecnie jednym z najbardziej konsekwentnych motorów wzrostu branży. L’Oréal podał dwucyfrowy wzrost tej kategorii w dziale Consumer Products. Jednocześnie segment Professional Products zwiększył sprzedaż o 11,6 proc., korzystając z rosnącego zainteresowania profesjonalną i premiumizowaną pielęgnacją włosów.

Dobrze radzą sobie zarówno marki salonowe, takie jak Kérastase i Redken, jak i produkty rynku masowego, w tym linie L’Oréal Paris Elvive i Garnier Fructis. Pokazuje to, że premiumizacja kategorii nie musi oznaczać wyłącznie przechodzenia konsumenta do najdroższych marek. Może także polegać na kupowaniu bardziej wyspecjalizowanych, droższych produktów w ramach oferty masowej.

Podobną dynamikę widać w Henklu. Segment Hair osiągnął 4,2 proc. organicznego wzrostu i był głównym motorem całego pionu Consumer Brands. Największy wkład miały koloryzacja i stylizacja, a koncern dodatkowo wzmacnia pozycję w profesjonalnej i prestiżowej pielęgnacji włosów poprzez przejęcia Olaplex oraz Not Your Mother’s.

– W Consumer Brands segment Hair kontynuował bardzo silną trajektorię wzrostu – stwierdził Carsten Knobel, CEO Henkel.

W P&G organiczna sprzedaż Beauty wzrosła w czwartym kwartale roku fiskalnego o 4 proc. Pielęgnacja włosów osiągnęła średni jednocyfrowy wzrost, wspierany między innymi przez zwiększenie wolumenów w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Także Unilever korzystał z dobrej dynamiki marek Sunsilk i Dove.

Dermokosmetyki: skuteczność ważniejsza niż tradycyjny podział cenowy

Drugim wyraźnym zwycięzcą są dermokosmetyki. Konsumenci pozostają gotowi płacić więcej za udokumentowaną skuteczność, aktywne składniki, rekomendacje ekspertów i produkty odpowiadające na precyzyjnie nazwane problemy skóry.

Dywizja Dermatological Beauty L’Oréal zwiększyła sprzedaż o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosły La Roche-Posay, CeraVe i SkinCeuticals, a dobre wyniki produktów przeciwsłonecznych wspierała premiera CeraVe Sun oraz szerszy wzrost zainteresowania skuteczną ochroną przed promieniowaniem UV.

Podobny kierunek widać w Beiersdorfie. Segment Derma, skupiający między innymi Eucerin i Aquaphor, urósł organicznie o 7,8 proc. Sprzedaż wspierały innowacje składnikowe, w tym Epicelline i Thiamidol, a także ekspansja marek na nowe rynki i do kolejnych kategorii produktowych.

Dermo staje się w ten sposób nie tyle podsegmentem tradycyjnej pielęgnacji, ile jednym z głównych obszarów wzrostu całego rynku. Jego przewagą jest połączenie wartości premium z łatwą do zakomunikowania obietnicą skuteczności.

Zapachy: odporny luksus i siła marek modowych

Trzecią kategorią są zapachy, które nadal pełnią funkcję dostępnego luksusu. W Estée Lauder Companies ich sprzedaż organiczna wzrosła w całym roku fiskalnym o 10 proc. Za wzrost odpowiadały przede wszystkim luksusowe marki Le Labo, Tom Ford i Kilian Paris.

Zapachy rosły dwucyfrowo również w L’Oréal Luxe, napędzane przez takie marki i linie jak Prada, Yves Saint Laurent, Valentino oraz Emporio Armani. Koncern dodatkowo wzmacnia ten obszar poprzez aktywa Kering Beauté i przejęcie licencji Gucci Beauty, która ma trafić do L’Oréal w lipcu 2027 roku.

image

Przetasowanie na rynku dóbr luksusowych. L’Oréal za 400 mln dol. przejmuje Gucci Beauty od Coty już w 2027 r.

Wyniki potwierdzają, że w niepewnym otoczeniu konsumenci nie rezygnują całkowicie z luksusu. Są jednak bardziej skłonni wybierać produkty rozpoznawalne, emocjonalne i posiadające silną historię marki.

Rynek masowy nie przegrywa. Musi jednak dostarczać wartość

Dobre wyniki segmentów premium nie oznaczają, że rynek masowy pozostaje skazany na stagnację. Najlepszym przykładem jest Unilever, który w drugim kwartale osiągnął 5,5-procentowy wzrost wolumenu – najwyższy od ponad dekady. Bazowa sprzedaż segmentu Beauty & Wellbeing wzrosła w pierwszym półroczu o 5,9 proc., a Personal Care o 4,8 proc.

– Osiągnęliśmy mocny, napędzany wolumenem wynik, a drugi kwartał był dla Unilevera najlepszym kwartałem wolumenowym od ponad dekady – powiedział Fernando Fernandez, CEO Unilever.

Wzrost wspierały zarówno marki dostępne cenowo, takie jak Dove, Sunsilk i Vaseline, jak i produkty premiumizowane wprowadzane pod znanymi markami masowymi. To ważne rozróżnienie: rynek nie dzieli się dziś wyłącznie na rosnące premium i słabnący mass market. Rosną te produkty masowe, które oferują innowację, atrakcyjne doświadczenie użycia albo bardzo czytelny stosunek jakości do ceny.

W P&G Beauty również okazało się najsilniejszym segmentem w czwartym kwartale. Organiczna sprzedaż całej grupy pozostała bez zmian, podczas gdy Beauty urosło o 4 proc. Wzrost pochodził przede wszystkim z haircare i personal care. Pielęgnacja skóry pozostała natomiast na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego: dobre wyniki superpremiumowej marki SK-II zostały zrównoważone przez spadek wolumenów w Chinach.

Marże, koszty, promocja marek a walka o konsumenta

W wynikach koncernów widać również zmianę modelu zarządzania kosztami. Największe firmy nie rezygnują z inwestycji w reklamę, innowacje i pozyskiwanie konsumentów. Oszczędności szukają przede wszystkim w administracji, strukturach organizacyjnych, łańcuchach dostaw i nadmiernie rozbudowanym portfolio.

L’Oréal osiągnął rekordową dla pierwszego półrocza marżę operacyjną w wysokości 21,3 proc. Koszty sprzedaży i administracji zmniejszyły się w relacji do przychodów, natomiast wydatki reklamowe i promocyjne wzrosły.

Jak podkreślił Nicolas Hieronimus: koncentracja na kontroli kosztów pozwoliła grupie zwiększyć środki przeznaczone na rozwój marek.

Jeszcze wyraźniej mechanizm ten widać w Estée Lauder Companies. Grupa wróciła do wzrostu: raportowana sprzedaż zwiększyła się w roku fiskalnym o 5 proc., a organiczna o 3 proc. Jednocześnie skorygowana marża operacyjna poprawiła się o 3,2 pkt proc., do 11,2 proc. Firma zwiększyła inwestycje skierowane do konsumentów o 7 proc., finansując je między innymi efektami programu restrukturyzacji.

– Przywróciliśmy wzrost: sprzedaż organiczna zwiększyła się o 3 proc., a poprawa objęła szerokie portfolio marek – powiedział Stéphane de La Faverie, prezes i CEO Estée Lauder Companies.

Program naprawy rentowności Estée Lauder zakłada redukcję od 5,8 tys. do 7 tys. stanowisk netto. Łącznie z eliminacją części nieobsadzonych etatów zmiany mają objąć około 10 tys. stanowisk. Docelowe roczne korzyści brutto z programu mają sięgnąć około 1,2 mld dolarów.

Podobny kierunek obrało Coty. Spółka upraszcza kalendarz innowacji i liczbę SKU w makijażu, przenosząc środki na mniejszą liczbę premier o większym potencjale oraz na sprawdzone hero products. To sygnał istotny również dla handlu: szerokość portfolio przestaje być wartością samą w sobie, jeśli nie przekłada się na rotację.

Nivea: spadek sprzedaży nie oznacza załamania popytu

Wyniki Beiersdorfu pokazują „dwie prędkości” kosmetycznego portfolio. Podczas gdy Derma urosła o 7,8 proc., sprzedaż Nivei spadła organicznie o 6,8 proc. w pierwszym półroczu.

Firma tłumaczyła ten wynik między innymi konfliktami z partnerami handlowymi, redukcją zapasów w handlu, przesunięciami premier oraz późniejszym rozpoczęciem sezonu produktów przeciwsłonecznych w Europie. Czynniki te uderzyły przede wszystkim w sell-in, czyli dostawy do handlu. Sprzedaż do konsumentów końcowych pozostała natomiast na plusie.

Nie oznacza to, że problemy Nivei można sprowadzić wyłącznie do technicznych przesunięć. Beiersdorf przyznał, że podstawowe portfolio marki nadal mierzy się z wyzwaniami, a dotychczasowe działania przyniosły zbyt punktowe efekty, aby poprawić wyniki globalne.

Podejmujemy bardziej zdecydowane działania, aby przywrócić Niveę na ścieżkę wzrostu, wdrażając 18-miesięczny plan naprawczy – zapowiedział Vincent Warnery, CEO Beiersdorf.

Plan ma objąć innowacje we wszystkich kategoriach, zwiększenie dostępności marki i mocniejsze dostosowanie produktów do lokalnych potrzeb. W drugim półroczu Beiersdorf zamierza zwiększyć wydatki mediowe na Niveę o 100 mln euro.

Coty wychodzi z dołka? Na razie widać pierwsze oznaki stabilizacji

W przypadku Coty określenie „wyjście z dołka” byłoby nadal przedwczesne. W czwartym kwartale spółka wróciła do raportowanego wzrostu sprzedaży na poziomie 1 proc., a spadek LFL wyhamował do 1 proc. Był to wynik lepszy od oczekiwań i wyraźnie lepszy niż w poprzednich kwartałach.

W całym roku fiskalnym sprzedaż Coty spadła jednak o 5 proc. w ujęciu porównywalnych placówek wzrosła o 1 proc Segment Prestige zmniejszył się o 4 proc., a Consumer Beauty o 7 proc. Zarząd przyznaje także, że sell-out obu dywizji nadal rośnie wolniej niż rynek.

– Wyniki czwartego kwartału dają pierwsze oznaki stabilizacji, chociaż proces odbudowy nie będzie przebiegał liniowo – ocenił Markus Strobel, executive chairman i tymczasowy CEO Coty.

Coty nazywa rok fiskalny 2027 okresem przejściowym. Spółka upraszcza portfolio, ogranicza koszty stałe i przygotowuje się do wcześniejszego zwrotu licencji Gucci Beauty. Jednocześnie chce zwiększyć wsparcie kluczowych marek i poprawić ich widoczność nie tylko w tradycyjnych kanałach cyfrowych, lecz także w rekomendacjach generowanych przez platformy AI.

To ważny sygnał dla całej branży: walka o konsumenta rozszerza się z półki sklepowej, wyszukiwarki i mediów społecznościowych na odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.

Polska wśród najmocniejszych rynków L’Oréal

Polska została wprost wyróżniona przez L’Oréal jako jeden z europejskich rynków o szczególnie dobrych wynikach, obok Hiszpanii i Portugalii. W Europie koncern zwiększył sprzedaż porównywalną o 6,1 proc., a wzrost obejmował wszystkie dywizje.

Dla polskiego handlu istotne jest to, że europejską sprzedaż L’Oréal napędzały między innymi pielęgnacja włosów i makijaż w segmencie Consumer Products, zapachy w Luxe oraz dermokosmetyki. Są to kategorie mające dużą reprezentację w polskich drogeriach, perfumeriach i aptekach.

Inny sygnał płynie z Coty, którego sprzedaż w regionie EMEA pozostawała pod presją, w tym na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje to, że dobra kondycja polskiego rynku nie gwarantuje automatycznego wzrostu wszystkim dostawcom. Coraz większe znaczenie mają atrakcyjność konkretnych marek, jakość innowacji, polityka cenowa, dostępność produktu i siła wsparcia marketingowego.

Wnioski dla polskich drogerii i dostawców

1. Półka haircare wymaga nowej segmentacji

Tradycyjny podział według ceny i podstawowej funkcji produktu przestaje odpowiadać sposobowi, w jaki rozwija się kategoria. Oferta powinna wyraźniej eksponować takie potrzeby jak odbudowa włosów, pielęgnacja skóry głowy, ochrona koloru, przeciwdziałanie wypadaniu czy efekty inspirowane profesjonalnymi zabiegami.

Mass market, premium i professional coraz częściej tworzą jeden ekosystem konkurujących ze sobą rozwiązań. Dla klienta ważniejszy od formalnego segmentu staje się obiecywany efekt.

2. Dermo i SPF stają się kategoriami całorocznymi

Sukces L’Oréal Dermatological Beauty oraz marek Eucerin i Aquaphor wskazuje, że dermokosmetyki powinny być traktowane jako jedna z podstawowych części oferty pielęgnacyjnej, a nie specjalistyczna nisza.

Podobnie zmienia się rola ochrony przeciwsłonecznej. SPF coraz mocniej łączy się z codzienną pielęgnacją, profilaktyką przebarwień i healthy aging. O sprzedaży decydują jednak nie tylko produkty, lecz również edukacja, rekomendacje ekspertów i czytelna komunikacja skuteczności.

3. Makijaż czeka dalsza selekcja 

Wzrost w kosmetykach kolorowych jest wybiórczy. Dobrze radzą sobie konkretne marki i innowacje, między innymi Maybelline, NYX Professional Makeup oraz M·A·C, ale część biznesu makijażowego Coty i Estée Lauder pozostaje pod presją.

Dla sieci oznacza to konieczność szybszego analizowania rotacji, ograniczania martwych indeksów i kierowania większego wsparcia do bestsellerów. Taką samą drogą idą sami producenci, upraszczając portfolio i koncentrując inwestycje na mniejszej liczbie premier.

4. Prawidłowe czytanie danych

Spadek dostaw do sklepu nie zawsze oznacza kryzys danej marki. Przykład Nivea udowadnia, że spadki w zamówieniach mogą wynikać z polityki magazynowej sieci handlowych, podczas gdy popyt rynkowy (sell-out) pozostaje dodatni

Komentarz Wiadomości Kosmetycznych:

Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca: Beauty pozostaje odporne, ale coraz bardziej selektywne

Wyniki największych koncernów nie potwierdzają prostego scenariusza, w którym premium rośnie, a rynek masowy traci. Luksusowe zapachy, profesjonalna pielęgnacja włosów i dermokosmetyki rzeczywiście należą do najmocniejszych segmentów, ale równie dobre wyniki osiągają dostępne cenowo marki Dove, Sunsilk czy Vaseline.

Granica przebiega gdzie indziej: między produktami, które dają konsumentowi wyraźny powód do zakupu, a ofertą pozbawioną czytelnej przewagi. W warunkach utrzymującej się presji na domowe budżety konsumenci nie przestają kupować kosmetyków. Dokładniej wybierają jednak marki, produkty i okazje zakupowe.

Najwięksi producenci odpowiadają na tę zmianę w podobny sposób: ograniczają koszty zaplecza, upraszczają portfolio, inwestują w innowacje i przesuwają większe środki na k

omunikację z konsumentem. W 2026 roku wzrost w beauty pozostaje osiągalny – ale nie jest już rozdzielany równo.

 

* Materiał opracowano na podstawie wyników L’Oréal, Unilever, Henkel i Beiersdorf za pierwsze półrocze 2026 roku oraz wyników P&G, Estée Lauder Companies i Coty za rok fiskalny zakończony 30 czerwca 2026 roku. Dane poszczególnych koncernów obejmują różne okresy sprawozdawcze i nie powinny być porównywane bezpośrednio jako identyczne okresy kalendarzowe. Cytaty zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez redakcję.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 12:50
Inglot dołącza do Too Good To Go. Kosmetyki trafiły do Paczek Niespodzianek
Inglot w Too Good To Go. Kosmetyki w Paczkach NiespodziankachInglot

Too Good To Go rozszerza swoją ofertę o kosmetyki. Do aplikacji trafiły Paczki Niespodzianki przygotowane przez polską markę Inglot. W zestawach znajdują się m.in. końcówki kolekcji, ostatnie sztuki edycji limitowanych oraz produkty z uszkodzonymi opakowaniami. Ceny pakietów zaczynają się od 59,90 złotych.

W tym artykule przeczytasz:

  • Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach
  • Co znajdzie się w paczkach Inglota?
  • Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go
  • Inglot stawia na własną produkcję

Too Good To Go kojarzy się przede wszystkim z ratowaniem niesprzedanej żywności. Model aplikacji, w którym użytkownicy mogą kupować w niższej cenie produkty, które w przeciwnym razie mogłyby się zmarnować, coraz częściej wychodzi jednak poza gastronomię. Teraz do grona partnerów platformy dołączył Inglot.

W ramach współpracy marka udostępniła w aplikacji Paczki Niespodzianki z kosmetykami do makijażu. Ich zawartość nie jest znana przed zakupem, a poszczególne zestawy mogą różnić się od siebie.

Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach

Użytkownicy Too Good To Go mogą znaleźć obecnie dwa rodzaje zestawów przygotowanych przez Inglot. Pierwszy to zestaw do makijażu twarzy, którego cena wynosi 59,90 złotych, przy gwarantowanej wartości produktów na poziomie co najmniej 120 złotych.

Drugi wariant obejmuje kosmetyki do makijażu ust. Kosztuje 69,90 złotych, podczas gdy wartość znajdujących się w nim produktów ma wynosić minimum 140 złotych.

Formuła jest charakterystyczna dla Paczek Niespodzianek Too Good To Go. Klient nie wybiera konkretnych produktów, ale kupuje zestaw o określonej wartości. To jednocześnie element zakupowej niespodzianki i sposób na zagospodarowanie produktów, które niekoniecznie znalazłyby już miejsce w regularnej sprzedaży.

image

Inglot zerwał umowę z dystrybutorem w Hiszpanii, dostawy wstrzymane. Spór o długi i umowę

Co znajdzie się w paczkach Inglota?

Jak wynika z informacji udostępnionych przez markę, w paczkach mogą znaleźć się końcówki kolekcji, ostatnie sztuki produktów z edycji limitowanych oraz kosmetyki, których opakowania mają drobne niedoskonałości.

Nie oznacza to jednak obniżonej jakości samego produktu. Jak podkreśla Inglot, ewentualne mankamenty dotyczą opakowań i nie wpływają na kosmetyk znajdujący się w środku.

To właśnie ten model może być interesujący z punktu widzenia branży kosmetycznej. Produkty wycofywane z regularnej oferty, pojedyncze sztuki czy końcówki serii nie muszą być automatycznie traktowane jako odpad. Mogą znaleźć odbiorców, jeśli zostaną zaoferowane w odpowiednim kanale i cenie.

Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go

Wejście Inglot do Too Good To Go pokazuje szerszy kierunek rozwoju modelu, który początkowo był kojarzony niemal wyłącznie z gastronomią. W przypadku kosmetyków mechanizm może działać nieco inaczej niż przy żywności, ale wspólnym mianownikiem pozostaje zagospodarowanie pełnowartościowych produktów, które z różnych powodów nie są już przeznaczone do standardowej sprzedaży.

W branży beauty dotyczy to m.in. produktów sezonowych, limitowanych kolekcji czy pojedynczych sztuk pozostających na magazynie. W przypadku kosmetyków kolorowych problem może być szczególnie widoczny ze względu na częste zmiany kolekcji i dużą liczbę wariantów kolorystycznych.

Dla konsumenta dodatkową zachętą jest cena. W przypadku zestawu do ust za 69,90 złotych deklarowana wartość produktów wynosi minimum 140 złotych. To oznacza, że użytkownik otrzymuje kosmetyki za około połowę ich wartości rynkowej, choć nie ma wpływu na dokładny skład paczki.

image

UOKiK zgodził się na przejęcie Inglot przez Avallon MBO. Fundusz obejmie 51 proc. udziałów

Inglot stawia na własną produkcję

W komunikacji dotyczącej współpracy Inglot zwraca uwagę również na skalę własnej produkcji. Ponad 70 proc. asortymentu marki ma wegańskie formuły, a 95 proc. kosmetyków powstaje w laboratoriach firmy w Przemyślu.

Paczki przygotowane w ramach współpracy z Too Good To Go są dostępne do wyczerpania zapasów. Nie jest to więc stała oferta sprzedażowa, ale dodatkowy kanał dystrybucji produktów, które nie trafiają już do regularnej ekspozycji lub sprzedaży.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
20. sierpień 2026 20:56