StoryEditor
Producenci
15.05.2026 12:20

Peptydy peptydom nierówne. Dlaczego sama obecność składnika w INCI nie mówi wszystkiego o kosmetyku?

Peptydy peptydom nierówne. Dlaczego sama obecność składnika w INCI nie mówi wszystkiego o kosmetyku? / fot. materiał partnera

Peptydy należą dziś do najczęściej komunikowanych składników aktywnych w kosmetykach anti-aging, regenerujących i wspierających jędrność skóry. Jednocześnie w mediach społecznościowych coraz częściej pojawia się pytanie: czy sama obecność peptydu w INCI wystarczy, by mówić o realnym potencjale działania produktu? Odpowiedź wymaga szerszego spojrzenia. Peptydy różnią się budową, funkcją, stabilnością i wymaganiami formulacyjnymi, dlatego ich skuteczność w kosmetyku zależy nie tylko od samego faktu użycia składnika, ale od jakości całej receptury.

Peptydy to kategoria, nie pojedynczy składnik

Sformułowanie „kosmetyk z peptydami” charakteryzuje się dużym stopniem ogólności, który w profesjonalnej ocenie produktu wymaga uszczegółowienia. Peptydy nie są jednym składnikiem, lecz szeroką kategorią cząsteczek o różnych funkcjach, wymaganiach formulacyjnych i potencjale pielęgnacyjnym. Porównywanie receptur peptydowych jeden do jednego wyłącznie na podstawie obecności tej grupy związków uniemożliwia rzetelną ocenę technologiczną.

W nowoczesnym przemyśle kosmetycznym wykorzystuje się wysoce wyspecjalizowane podgrupy, wśród których istotną rolę odgrywają:

●        peptydy sygnałowe,

●        peptydy biomimetyczne,

●        peptydy miedziowe,

●        peptydy wspierające wygładzenie skóry,

●        peptydy wspierające kondycję bariery skórnej,

●        peptydy stosowane w produktach anti-aging.

Dla rzetelnej oceny gotowego produktu fundamentalne znaczenie ma to, jakie konkretnie cząsteczki zostały zaimplementowane do masy, w jakim środowisku i z jakim uzasadnieniem naukowym.

Więcej o tym, czym są peptydy i jak mogą działać na skórę, można przeczytać tutaj: https://basiclab.shop/pl/blog/peptydy-co-to-jest-i-jak-dziala-na-twoja-skore-1721129558

Dlaczego INCI nie mówi wszystkiego?

Analiza spisu składników (INCI) stała się powszechnym nawykiem konsumenckim, stymulowanym przez dyskusje w kanałach digitalowych. Choć system ten pozwala na precyzyjną identyfikację substancji zastosowanych w procesie produkcyjnym, z punktu widzenia chemii kosmetycznej posiada on określone ograniczenia. Pokazuje wykaz komponentów, lecz nie odzwierciedla pełnej logiki i zaawansowania technologicznego receptury.

Sama obecność peptydu w INCI nie przesądza jeszcze o jakości kosmetyku ani o tym, czy formuła została zaprojektowana w sposób technologicznie uzasadniony. Konsument analizujący etykietę nie ma wglądu w parametry takie jak:

●        funkcja konkretnego peptydu w formule,

●        stabilność składnika w danym środowisku,

●        kompatybilność z pozostałymi składnikami,

●        badania gotowego produktu,

●        sposób, w jaki cała receptura wspiera deklarowane działanie.

Brak szczegółowych danych o architekturze receptury na opakowaniu jest naturalnym następstwem ochrony tajemnic produkcyjnych i standardów prawnych, co nie musi oznaczać słabej jakości produktu. Niemniej, im mocniej marka opiera pozycjonowanie na składnikach aktywnych, tym większe znaczenie ma transparentne objaśnianie założeń stojących za konstrukcją danej formuły.

Stężenie jest ważne, ale nie powinno być jedynym kryterium oceny

W dyskusjach online często pojawia się oczekiwanie, że każda marka powinna podawać dokładne stężenia składników aktywnych. W przypadku peptydów sama wartość procentowa, wyrwana z kontekstu receptury, nie zawsze pozwala jednak ocenić potencjał produktu. Równie ważne są rodzaj zastosowanego peptydu, sposób jego wprowadzenia do formuły, stabilność oraz badania gotowego kosmetyku.

Stężenie jest istotną informacją, ale w przypadku peptydów wymaga interpretacji w kontekście rodzaju cząsteczki, stabilności i całej receptury. Poszczególne odmiany peptydów charakteryzują się zróżnicowanymi poziomami rekomendowanego użycia. Niektóre zaawansowane cząsteczki wykazują pełną aktywność biologiczną i skuteczność aplikacyjną przy stężeniach ułamkowych, podczas gdy inne wymagają wyższych wartości bazowych.

Stabilność i kompatybilność: składnik musi pracować w gotowej formule

Wprowadzenie peptydu do masy kosmetycznej stanowi wyzwanie z zakresu inżynierii procesowej. Cząsteczki te, jako struktury białkowe, wykazują wysoką wrażliwość na środowisko, w którym są osadzone. Skuteczność kosmetyku peptydowego nie zaczyna się od claimu marketingowego, lecz od decyzji technologicznych podejmowanych na etapie projektowania receptury.

Aby substancja czynna zachowała swoją integralność i deklarowane właściwości przez cały okres trwałości produktu, chemik formulatyk musi zbalansować parametry takie jak:

●        pH produktu (kluczowe dla uniknięcia hydrolizy wiązań peptydowych),

●        obecność innych składników aktywnych (np. kwasów o niskim pH),

●        typ bazy kosmetycznej (emulsja, hydrożel, roztwór bezwodny),

●        system konserwujący,

●        opakowanie (ochrona przed fotodegradacją i napowietrzeniem),

●        warunki przechowywania,

●        czas trwałości produktu.

W przypadku peptydów pytanie nie brzmi wyłącznie: ile ich jest w formule, ale także: jakie peptydy zastosowano, w jakim środowisku i z jakim uzasadnieniem technologicznym.

Social media zwiększyły świadomość, ale uprościły ocenę formulacji

Dynamiczny rozwój kanałów społecznościowych odegrał niezaprzeczalnie pozytywną rolę w edukacji rynku. Konsumenci zyskali narzędzia do weryfikacji deklaracji producentów, zaczęli poszukiwać transparentności i interesować się chemią kosmetyczną. Wykształcił się nurt świadomego wyboru opartego na składach.

Jednak zjawisko to niesie ze sobą ryzyko redukcjonizmu. Social media zwiększyły świadomość konsumentów, ale jednocześnie uprościły rozmowę o recepturach do kilku haseł: procent, pozycja w składzie, viralowy składnik. Sprowadzanie oceny złożonego produktu do jednego parametru uniemożliwia dostrzeżenie synergii formulacji. Transparentność nie powinna sprowadzać się wyłącznie do operowania procentami. Równie ważne jest wyjaśnienie, dlaczego zastosowano dany rodzaj peptydów, jaką rolę pełnią w formule i w jaki sposób gotowy produkt był oceniany w badaniach aparaturowych oraz aplikacyjnych.

ARTYKUŁ SPONSOROWANY
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Ogłoszenia
25.09.2026 16:39
Transfer Anny Lewandowskiej do USA, sprzedaje udziały marki kosmetycznej
Anna Lewandowska Dorota Szulc

Anna Lewandowska może sprzedać udziały w marce kosmetycznej Phlov, którą współtworzy od 2019 roku. Jak podaje fashionbiznes.pl, rozmowy z potencjalnym kupcem trwają, jednak transakcja nie została dotąd oficjalnie potwierdzona. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, może wywołać to poruszenie na rynku kosmetycznym.

Phlov pod młotkiem, czy Anna Lewandowska sprzedaje udziały? 

Jak czytamy w fashionbiznes.pl, Anna Lewandowska miała zdecydować się na sprzedaż swoich udziałów w brandzie Phlov. 

Phlov to marka kosmetyczna założona przez Annę Lewandowską i Justynę Żukowską-Bodnar, które poznały się w 2016 roku i połączyły doświadczenie w branży kosmetycznej z pomysłem na naturalne, wegańskie i innowacyjne produkty. Warto dodać, że Phlov miał swój debiut na rynku w roku 2019.

Moodiphy, spółka właścicielska Phlov, odnotowała około 1,67 mln zł zysku netto (około 390 tys. euro) przy przychodach przekraczających 20,9 mln zł (około 4,85 mln euro). Według portalu branżowego rozmowy z potencjalnym kupcem mają już trwać, ale nie wiadomo, do kogo miałyby trafić udziały.

Anna Lewandowska to polska przedsiębiorczyni, trenerka i była zawodniczka karate, a także żona piłkarza Roberta Lewandowskiego. Rozwija biznesy związane m.in. z fitnessem, zdrowym stylem życia i kosmetykami, w tym markę Phlov. 

image

Koniec rytuałów? Jeden kosmetyk chce zastąpić trzy. Skinimalizm i hybrydyzacja zmieniają rynek beauty [RAPORT WK]

Lewandowscy od lat angażują się również we współprace reklamowe. Wspólnie występowali m.in. w kampaniach Huawei, Head & Shoulders i Lidla, a Anna Lewandowska współpracowała także z takimi markami jak Calzedonia, Kinga Pienińska i 4F. Robert Lewandowski w 2026 roku bierze natomiast udział m.in. w kampaniach Hot Wheels i Banku Pekao.

Rozmowy na temat kupna Phlov trwają. Jak przekazuje serwisowi fashionbiznes.pl Anna Lewandowska: “rozmowy toczą się już od jakiegoś czasu, jednak – jak to w biznesie – wymaga to czasu, żeby obie strony były zadowolone”.

Dlaczego Phlov trafił na sprzedaż?

Jak czytamy w niemieckiej gazecie Bild, powodem ma być brak czasu po przeprowadzce rodziny do Chicago. Przedsiębiorczyni chce skoncentrować się na innych projektach, takich jak studio fitness Edan i program treningowy Kick The Barre.

Fashionbiznes.pl podaje, że część biznesów Lewandowskiej nadal działa w Europie, a wśród projektów, na których chce skupić więcej uwagi.

image

Phlov wchodzi w kategorię makijażową

Według doniesień medialnych właśnie zmiana miejsca zamieszkania i związane z nią ograniczenia czasowe są jednym z powodów planowanej sprzedaży udziałów w Phlov.

Na razie nie wiadomo, kto mógłby przejąć udziały Lewandowskiej ani jak zmieniłaby się struktura właścicielska Phlov po ewentualnej transakcji. Sprzedaż udziałów nie została dotąd oficjalnie potwierdzona.

Jak sprzedaż brandu może wpłynąć na rynek kosmetyczny?

Ewentualna sprzedaż Phlov może wpłynąć na dalszy rozwój marki i jej obecność na rynku kosmetycznym. Jeśli brand trafiłby do dużego koncernu kosmetycznego, mógłby zostać włączony do jego portfolio i zyskać dostęp do szerszej sieci dystrybucji. Marka mogłaby wówczas trafić do większej liczby sklepów, a jej oferta mogłaby zostać rozszerzona.

Osobnym kierunkiem rozwoju biznesowego Anny Lewandowskiej pozostają projekty związane z fitnessem i treningiem. Jej rozpoznawalność może ułatwiać rozwój kolejnych lokalizacji siłowni w Barcelonie, a także dalsze komercyjne wykorzystanie autorskich programów treningowych. Jeśli rodzina Lewandowskich na dłużej zwiąże swoją przyszłość ze Stanami Zjednoczonymi, jednym z potencjalnych kierunków ekspansji tych projektów może być również rynek amerykański.

Weronika Pisarska
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
24.09.2026 16:10
Unilever sprzedaje Zwitsal. Koncern upraszcza portfolio i inwestuje w globalne marki
Zwitsal

Unilever otrzymał wiążącą ofertę od holenderskiego producenta kosmetyków i produktów higieny osobistej Royal Sanders dotyczącą przejęcia marki Zwitsal. Transakcja ma objąć działalność brandu w Holandii, Belgii, Surinamie i na holenderskich Karaibach. Sprzedaż jest kolejnym elementem strategii Unilevera zakładającej koncentrację inwestycji na największych globalnych markach i kategoriach o najwyższym potencjale wzrostu.

Zwitsal to marka specjalizująca się w produktach do pielęgnacji niemowląt i całej rodziny. Jej portfolio obejmuje m.in. kosmetyki i produkty higieniczne przeznaczone do pielęgnacji skóry dzieci. Choć brand należy do najbardziej rozpoznawalnych marek kategorii baby care w Holandii, jego działalność ma przede wszystkim charakter regionalny. To odróżnia go od marek, na których Unilever chce koncentrować kapitał i zasoby marketingowe.

Nabywcą ma zostać Royal Sanders, holenderski producent specjalizujący się w wytwarzaniu produktów personal care, produkcji marek własnych oraz własnych brandów. W jego portfolio znajdują się m.in. Odorex, Melkmeisje, Sanicur, Van Gils, Fresh Up i ProSet. Transakcja ma zostać sfinalizowana w pierwszym kwartale 2027 r. Jej wartość nie została ujawniona. Unilever przy transakcji doradzała kancelaria Baker McKenzie.

Mniej marek, większa koncentracja

Sprzedaż Zwitsal wpisuje się w szerszą zmianę sposobu zarządzania portfolio Unilevera. Koncern chce kierować większą część inwestycji do marek o globalnym zasięgu, które mogą być rozwijane jednocześnie na wielu rynkach i wykorzystywane do wprowadzania innowacji w kolejnych krajach.

Według raportu rocznego Unilevera za 2025 r. marki Power Brands odpowiadały za 78 proc. całkowitych obrotów grupy. Jeszcze wyższy był ich udział w segmencie Personal Care. Marki takie jak Dove, Rexona, Axe, Lifebuoy, Lux, Pepsodent i Closeup odpowiadały łącznie za 90 proc. obrotów tej kategorii.

image

Iwona Towalska, Unilever: Rola sieci będzie się zwiększać. Wygra nie jeden kanał, lecz najlepiej połączony ekosystem

Jednocześnie koncern ogranicza liczbę produktów w portfolio. Od 2022 r. liczba SKU w segmencie Personal Care została zmniejszona o ponad 20 proc. Unilever określa efekt tych działań jako prostsze, bardziej globalne portfolio skoncentrowane wokół Power Brands.

W przypadku Zwitsal argumentem przemawiającym za sprzedażą jest więc nie tyle rezygnacja z kategorii produktów dla dzieci, ile ograniczenie zaangażowania w markę, której potencjał geograficzny jest znacznie węższy niż w przypadku największych brandów grupy. Royal Sanders ma natomiast przejąć markę wraz z możliwością dalszego rozwijania jej pozycji w regionie.

Personal Care pozostaje priorytetem

Sprzedaż Zwitsal nie oznacza ograniczania znaczenia kategorii Personal Care w strategii Unilevera. Wręcz przeciwnie – po wynikach za 2025 r. koncern zapowiedział większą koncentrację na segmentach Beauty & Wellbeing oraz Personal Care, a także na produktach premium, handlu cyfrowym oraz rozwoju działalności w Stanach Zjednoczonych i Indiach.

W 2025 r. Beauty & Wellbeing zwiększył sprzedaż bazową o 4,3 proc., a Personal Care o 4,7 proc. Oba segmenty należały do obszarów napędzających wyniki grupy. W pierwszym kwartale 2026 r. Power Brands zwiększyły sprzedaż bazową o 5 proc., podczas gdy dla całego Unilevera wzrost wyniósł 3,8 proc.

W tym samym okresie Dove i Vaseline odnotowały dwucyfrowy wzrost wolumenowy. Wyniki te wspierają kierunek, w którym koncern chce rozwijać portfolio: większe znaczenie mają mieć marki zdolne do generowania wzrostu poprzez innowacje, segmentację premium i rozwój na wielu rynkach.

67 proc. obrotów po podziale

Koncentracja portfolio będzie jeszcze bardziej widoczna po planowanym wydzieleniu działalności Foods. Unilever łączy ten biznes z amerykańskim producentem żywności McCormick, a pozostała część grupy ma koncentrować się na czterech obszarach: Beauty, Wellbeing, Personal Care i Home Care.

Według wcześniejszych informacji po zakończeniu tego procesu Beauty, Wellbeing i Personal Care mają odpowiadać za 67 proc. obrotów grupy, wobec 51 proc. w roku finansowym 2025. Oznacza to zmianę struktury działalności i jednocześnie zwiększenie znaczenia kategorii związanych z kosmetykami, pielęgnacją oraz higieną osobistą.

image

Unilever inwestuje w papierowe opakowania. Wchodzi do konsorcjum PaperFlex

Unilever równocześnie rozwija portfolio poprzez przejęcia. Do grupy dołączyły m.in. marka refillowych dezodorantów Wild oraz producent męskich produktów personal care Dr. Squatch. Oba brandy wpisują się w kierunek zakładający rozwój segmentów premium, marketing oparty na kanałach cyfrowych oraz możliwość ekspansji na kolejne rynki.

Regionalna marka poza grupą

Z perspektywy Unilevera sprzedaż Zwitsal jest potencjalnie elementem szerszej przebudowy portfolio. Koncern ogranicza liczbę SKU, koncentruje obrót wokół swoich power brandów i kieruje inwestycje do marek, które mogą być rozwijane międzynarodowo. Jednocześnie zwiększa znaczenie segmentów Beauty, Wellbeing i Personal Care w strukturze grupy.

Dla Royal Sanders transakcja oznacza przejęcie rozpoznawalnej marki z ugruntowaną pozycją w kategorii baby care. Dla Unilevera – kolejny krok w kierunku modelu, w którym mniejsza liczba marek otrzymuje większą część dostępnych zasobów. Finalizacja transakcji jest obecnie planowana na I kwartał 2027 r.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
27. wrzesień 2026 17:55