StoryEditor
Producenci
05.10.2018 00:00

Producenci i sieci handlowe szukają oszczędności w siłach sprzedaży

W związku ze zmianami zachodzącymi na rynku producenci będą musieli szukać innych kanałów sprzedaży, nowych rynków zbytu lub będą musieli walczyć o półkę w sieciach, w których są. I będą potrzebowali wsparcia. Pracy dla nas na pewno nie zabraknie – mówi Mirosław Cieślak, właściciel firmy Modus – jednej z największych w Polsce agencji wsparcia sprzedaży.

Kiedy założył Pan firmę?

Miałem zaledwie 19 lat, byłem na pierwszym roku studiów i zarabiałem na nie. To były czasy, kiedy powstawały pierwsze agencje BTL­‑owe obsługujące branżę FMCG. Otworzyliśmy wówczas oddział firmy Dialog Galicja, zaczynaliśmy od typowej działalności promocyjnej. Moim pierwszym zadaniem było zwerbowanie dziesięciu hostess na kampanię reklamową. Mieszkałem w akademiku, w miasteczku studenckim, na ogłoszenie, w ciągu dwóch dni, odpowiedziało dwieście dziewczyn. To nie było trudne zadanie (śmiech). Z czasem nasza firma zaczęła się usamodzielniać i już jako oddzielna spółka podjęliśmy pierwsze zlecenie dla firmy Okocim, organizując dla niej ogólnopolską kampanię promocyjną.

Wygląda na to, że od zawsze miał Pan w sobie żyłkę handlowca i marketingowca. Zostało to w Panu?

Na pewno. Lubię bezpośredni kontakt z klientami, etap tworzenia się nowych pomysłów, projektów. Najbardziej pociąga mnie to, co czego jeszcze do tej pory w firmie nie robiliśmy. Wyzwania tak, tabelki i analizy nie (śmiech).

Co zmieniło się w Pana biznesie od czasów tego 19­‑latka, który werbował hostessy?

Po tamtej firmie zostały tylko wspomnienia wywołane na okoliczność wywiadu. To 22 lata pracy, zmieniło się wszystko. Zaczynaliśmy w małym pokoju w krakowskim akademiku, a dziś zarządzam firmą, która znajduje się w pierwszej piątce agencji merchandisingowych w Polsce. Obsługujemy ponad 100 klientów, w tym takie firmy jak Unilever, Nivea, L’Oréal, Stock, Red Bull, Wedel, Pepsico, Kompania Piwowarska, Tchibo, Bakalland i wiele innych. Jako jedyna agencja w Polsce realizujemy dwa centralne projekty merchandisingowe dla sieci Eurocash i dla Tesco.

Załóżmy, że nie znam firmy Modus, a Pan musi mi sprzedać swoje usługi. Czym się zajmujecie?

Modus jest agencją wsparcia sprzedaży dla dużych i małych firm. Rozumiemy przez to takie procesy, jak merchandising, outsorcing sił sprzedaży, wparcie programów lojalnościowych, audyty i kontrole sklepowe, badania „tajemniczy klient” oraz leasing pracowniczy. Wymienione procesy skutecznie realizujemy dla naszych klientów. Jesteśmy również agencją pracy tymczasowej, a także agentem Polskiej Grupy Energetycznej.

Jakim zapleczem dysponujecie?

Oferujemy unikatową w skali Polski strukturę, która jest zhierarchizowana i spięta systemem raportowym. Dzięki temu mamy możliwość szybkiego reagowania na potrzeby klientów, zarządzania i kontrolowania zleceń. Ponad 2 tys. związanych z nami współpracowników pracuje stale w terenie. Największą grupę spośród nich stanowią merchandiserzy, którzy dbają o to, żeby towary były dostępne na półkach i odpowiednio wyeksponowane.

Co Was wyróżnia na tle konkurencji?

Wyróżnia nas elastyczność i kompleksowość oferty. Nie jesteśmy częścią korporacji, co daje nam możliwość podejmowania szybkich decyzji. Jesteśmy w stanie szybko „uszyć” projekt z propozycjami adekwatnymi do potrzeb klienta. Wykorzystujemy rozwiązania, które sprawdziły się na rynku polskim i zagranicznym. Dzielimy się swoim doświadczeniem i czerpiemy z doświadczeń innych. Klienci otrzymują kompleksowe wsparcie sprzedaży, zindywidualizowane rozwiązania oraz odpowiedzialność za ich wdrożenie.

Nasze działania wspieramy najnowszymi systemami i rozwiązaniami zarządzania mobilnego, a w szczególności rozbudowanym i elastycznym systemem raportowym.

Ważnym elementem jest też sposób oceny i rozliczania pracujących dla nas ludzi. W tym zakresie opieramy się o kluczowe wskaźniki efektywności, które pomagają nam ocenić, w jakim stopniu zadania są realizowane przez naszych pracowników.

Utrzymywanie przez producentów szerokich sił sprzedaży staje się coraz mniej uzasadnione ekonomicznie.

Jakie zjawiska zachodzące dziś na rynku mają wpływ na to, że producenci czy sieci handlowe korzystają z Waszych usług?

Zewnętrzni operatorzy zawsze byli potrzebni, ale dziś producenci i sieci handlowe stają w obliczu zmieniającego się rynku. Handel jest coraz bardziej skonsolidowany i zautomatyzowany, co zabiera producentom przestrzeń do swobodnego poruszania się. Kiedy zamówienia, ustalenia planogramów półki w sklepie oraz promocje przechodzą między centralami, zmniejsza się rozumiana klasycznie rola przedstawiciela handlowego. Niezmiennie jednak potrzebne są ręce, które ułożą towar na półkach, oraz informacja z poszczególnych hal sprzedaży, czy nie brakuje asortymentu, czy zakontraktowane promocje są realizowane. W tym kontekście utrzymywanie przez producentów szerokich sił sprzedaży staje się coraz mniej uzasadnione ekonomicznie.

Obserwujemy już od dawna silną pozycję handlu wielkoformatowego, jak również działania konsolidacyjne w odniesieniu do małych placówek. Sklepy wstępują do sieci franczyzowych, bardziej lub mniej sformalizowanych. Powstają nowe sieci detaliczne, lokalne bądź ogólnopolskie.

Nadal mówimy o około 100 tys. sklepów, do których dotarcie przez przedstawicieli handlowych producentów jest bardzo kosztowne i często nieefektywne. W takich przypadkach nasza struktura jest w stanie wykonać zlecenie szybko, sprawnie i znacznie taniej.

Jesteśmy siłą, która pozwala producentowi szybko sprawdzić w całym kraju lub na wybranym obszarze, czy promocja przebiega tak, jak powinna, i wtedy, kiedy powinna. Każdy dzień braku realizacji ustalonej promocji to stracona sprzedaż i marża.

Jakie główne problemy mają producenci w związku ze zmieniającym się rynkiem i centralizacją handlu?

Chociażby z egzekucją centralnych zapisów dotyczących promocji. Ustalenia to jedno, a wdrożenie promocji na poziomie lokalnym – drugie. My jesteśmy siłą, która pozwala producentowi szybko sprawdzić w całym kraju lub na wybranym obszarze, czy promocja przebiega tak, jak powinna, i wtedy, kiedy powinna. Każdy dzień braku realizacji ustalonej promocji to stracona sprzedaż i marża. Mierząc skuteczność promocji i bazując wyłącznie na danych kasowych, producent nie ma pełnego obrazu, dlaczego nie było jej efektów lub były słabe. Dzięki nam może szybko zweryfikować, czy realizowane są założenia promocyjne.

Jesteśmy w stanie sprawdzić w cyklu dziennym, czy towar znalazł się w każdym sklepie sieci, czy został odpowiednio wyeksponowany, czy w ustalonych miejscach pojawiły się oznaczenia promocyjne. Nasi przedstawiciele są doświadczeni, przeszkoleni, znają standardy i mogą też sami dołożyć towar na półkę, jeśli go nie ma. W takim przypadku jest to połączenie audytu i działań merchandisingowych. To daje producentowi komfort i możliwość natychmiastowego działania poprzez pracowników naszej agencji.

Proszę opowiedzieć, jak to wygląda w praktyce. I jakie dane dostaje od Was klient?

Przede wszystkim działamy szybko i systemowo. Audytorzy otrzymują do wykonania określone zadanie, na przykład muszą sprawdzić, czy dany produkt został wystawiony w określonym miejscu i w umówiony sposób na półce. Czy ma odpowiednią cenę i czy został oznaczony promocyjnie. Na potrzeby takiego zadania przygotowujemy ankietę, która nie pozostawia przestrzeni na subiektywną ocenę sytuacji. Każde zdarzenie jest weryfikowane w systemie zero­‑jedynkowym i musi przedstawiać stan faktyczny. Audytorzy są wyposażeni w smartfony. Robią dokumentacją zdjęciową, która ma stempel czasowy i geolokalizację, więc wiemy, że rzeczywiście byli w sklepie w danym momencie.

Zleceniodawca otrzymuje od nas informacje o danej akcji w podziale na poszczególne placówki oraz w odniesieniu do całej sieci. Poprzez system online dostarczamy je na bieżąco, dzięki czemu nasz klient może podejmować niemal natychmiast strategiczne decyzje, np. o końcu, przedłużeniu czy zmianie warunków promocji, w odniesieniu do całego rynku, danego regionu czy nawet sklepu. Dane dostarczamy w takim formacie, jakiego klient potrzebuje – mówimy tu zarówno o warstwie wizualnej, jak i skali analizy. Trafiają one także do odpowiednich osób w firmie, więc np. menedżer odpowiedzialny za dany region może szybko podjąć działania na swoim terenie, a zarząd firmy analizuje całość.

Nasi pracownicy przewozili kosmetyki do opalania pomiędzy sklepami, ponieważ w jednych punktach już ich nie było, a w innych zalegały na półkach. Gdyby nie ten ruch, firma poniosłaby znaczne straty, bo cały czas trwałaby produkcja, podczas gdy niesprzedany towar wróciłby do magazynu.

Załóżmy, że w danej sieci trwa promocja. W jednych sklepach nie ma już towaru, w innych w ogóle się nie sprzedaje. Co wtedy?

Realizowaliśmy takie zlecenie dla firmy z branży kosmetycznej. Chodziło o sezonowy towar – kosmetyki do opalania. Nasi pracownicy przewozili je pomiędzy sklepami, ponieważ w jednych punktach już ich nie było, a w innych zalegały na półkach. Gdyby nie ten ruch, firma poniosłaby znaczne straty, bo cały czas trwałaby produkcja, podczas gdy niesprzedany towar wróciłby do magazynu. To pokazuje, jakie mamy możliwości i jak istotna jest szybkość działania w takich sytuacjach. Własnymi siłami producent nie byłby w stanie przeprowadzić szybko takiej akcji w ogólnopolskiej sieci handlowej. My mamy ludzi w całej Polsce, bez względu na sezon.

A jeśli trzeba przebudować całą kategorię w sklepie?

Kompleksowo przebudowujemy kategorie. Nie tylko dla jednego producenta, ale realizujemy też takie zlecenia dla sieci, także franczyzowych. Zmiany planogramów to częste zlecenia. Nasi ludzie przekładają towar systematycznie albo tylko przy akcjach sezonowych, np. na Gwiazdkę, Dzień Kobiet, Dzień Dziecka, Wszystkich Świętych. Od kilku lat realizujemy kluczową akcję świąteczną dla bardzo znanego producenta zabawek, którego 70 proc. sprzedaży przypada na okres Bożego Narodzenia. Przebudowujemy wówczas ekspozycje w całym kraju, w bardzo krótkim czasie.

Często dostajecie krótkie terminy?

Najczęściej stopień skomplikowania zlecenia polega właśnie na tym, że mamy do obsłużenia obszar całej Polski i krótki czas na wykonanie. Na przykład w ciągu dwóch dni przebudowaliśmy kategorię kosmetyków do włosów w 200 hipermarketach jednej z wiodących sieci, a bylibyśmy w stanie zrobić to nawet w jeden dzień. Wymaga to dużych zasobów ludzkich. Nie da się takiej załogi zorganizować akcyjnie.

Powiedzmy, że chcę zorganizować ogólnopolski program lojalnościowy. Co możecie dla mnie zrobić?

Jesteśmy w stanie skonstruować metodologię takiego programu i zaplanować narzędzia motywacyjne dla handlowców. Dotrzemy do sklepów, żeby przedstawić jego założenia i skutecznie zaprosić ich właścicieli oraz pracowników do tej akcji. Zmierzymy też jego efektywność, poziom rekomendacji i sprzedaży, również komplementarnej. Cyklicznie dostarczymy informacje o przebiegu programu. To jest bardzo ważne, bo szereg czynników w trakcie trwania tego typu długoterminowej akcji ma wpływ na jej efektywność. To, co działało na początku, po kilku miesiącach może się zupełnie nie sprawdzać i trzeba program przeformatować. Bieżąca analiza jest niezbędna. Dobór metodologii jest otwarty – mogą to być audyty jawne albo badanie „tajemniczy klient”.

Zatrzymajmy się przy „tajemniczym kliencie”. Czy często dostajecie zlecenia na takie badanie?

Tak, pracujemy zarówno dla producentów, jak i dla sieci, m.in. aptecznych. Jest to powszechne i popularne badanie. Producenci najczęściej chcą mierzyć poziom rekomendacji konkretnych produktów, tego, czy argumenty, które siły sprzedaży powinny przekazać i którymi powinni się posługiwać sprzedawcy, rzeczywiście się pojawiają. Czy są spójne z całą strategią sprzedaży.

To ważne, kiedy produkt jest proponowany, ale powinna za nim stać również argumentacja, która w ciągu 10 sekund trafi do konsumenta i przekona go do zakupu. Z sieciami jest to współpraca znacznie szersza, mierzymy większą ilość parametrów. Oprócz tego, co i jak się sprzedaje, ważne jest również zachowanie sprzedawców, estetyka sklepów, czystość, porządek, zgodność z planogramami, realizacja promocji.

Gdybym chciała szybko wprowadzić nową markę na rynek…

Możemy dowieźć produkty do sklepów, ustawić je według planogramu, przeszkolić personel z argumentacji, jakiej powinien używać, zachęcając do zakupu nowości. Sprawdzić poprzez badanie „tajemniczy klient”, czy ją poleca. Możemy za jakiś czas zweryfikować półkę, czy jest poprawnie zagospodarowana i estetyczna. Możemy też wprowadzić zespoły promotorów, hostessy, które będą aktywnie zachęcać do zapoznania się z nowością i do jej zakupu. I wszystko to udokumentujemy.

Dobrze, mam świetny produkt, ale jestem świeża w branży, nie wiem, jak dotrzeć do sklepów, nie mam bazy…

Nie szkodzi. My mamy bazy wszystkich sklepów, we wszystkich kategoriach. Aktualne bazy. Producenci najczęściej ich nie mają, choć myślą, że jest inaczej. Naszym zdaniem aktualną bazę mają tylko ci, którzy co miesiąc jadą w teren. W strukturach własnych producenta najczęściej kontakt ze sklepami ma jeden człowiek – handlowiec. Jego zadaniem jest zrobienie określonego targetu, odwiedzenie konkretnej liczby sklepów. I tylko on wie, w jakich sklepach naprawdę był. Łatwo mu np. zdecydować, czy był to sklep z kategorii A czy B. Niezależny audyt i weryfikacja przez taką firmę jak nasza może choćby pozwolić odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście sklep można kwalifikować do kategorii A.

Współdzielone zespoły handlowców mogą pracować dla kilku, niekonkurujących ze sobą producentów. Producent ponosi koszt adekwatny do zaangażowania czasu naszego przedstawiciela.

Skoro mowa o siłach sprzedaży, czy macie jakieś sposoby na obniżenie kosztów dotarcia do sklepów?

Sporą część w koszcie jednego etatu przedstawiciela handlowego stanowi samochód plus paliwo. Szczególnie dla małych producentów utrzymanie własnych sił sprzedaży jest bardzo kosztowne. Odpowiedzią na to są zespoły współdzielone, które mogą pracować dla kilku, niekonkurujących ze sobą producentów. Jeden przedstawiciel zajmuje się wówczas produktami różnych firm, może też dla nich windykować należności. Producent ponosi koszt adekwatny do zaangażowania czasu naszego przedstawiciela. Może to być połowa kosztu zatrudnienia lub nawet jedna trzecia.

Tu jednak pojawią się na pewno obawy takie, jak w stosunku do przedstawicieli handlowych dystrybutorów – czy mając kilka marek do obsłużenia, są w stanie dobrze wykonać swoją pracę. Że jednak lepiej mieć przedstawiciela na wyłączność.

No cóż, to kwestia znalezienia balansu pomiędzy oczekiwaniami i możliwościami finansowymi. Jeśli firmę stać na dedykowanego przedstawiciela handlowego, to takie zespoły również mamy.

Z naszych obserwacji wynika jednak, że wiele firm tnie koszty i nie ma wysokich budżetów przeznaczonych na siły sprzedaży. Zmienił się rynek – większość zamówień jest składana centralnie i coraz częściej te współdzielone zespoły są bardziej opłacalne pod względem ekonomicznym. Faktycznie spotykamy się z zarzutami, że taki przedstawiciel nie będzie równo dzielił swojego czasu pomiędzy wszystkie marki. Ale przecież to jest kwestia kontroli i sparametryzowania oczekiwań. Nie chodzi o to, żeby z zegarkiem w ręku odmierzał, czy jedną trzecią czasu rozmawiał o produktach danej marki. Ważne jest, czy zrobił to, co miał zrobić, zgodnie z wytycznymi.

W zespołach współdzielonych przedstawiciel nie może więc pracować na pełnym portfolio produktów. Nie można oczekiwać, że wykona pracę za trzech, tylko trzeba znaleźć złoty środek pod względem sklepów, które ma odwiedzać i asortymentu, którym ma się zajmować. Wtedy będzie efektywny. Patrząc chociażby na Rossmanna – jest w tej sieci kategoria kosmetyków, ale też chemia gospodarcza, słodycze, alkohole, akcesoria – można dobrać dla jednego przedstawiciela produkty z niekonkurujących ze sobą kategorii. Trzeba też pamiętać, że nasi ludzie mogą pracować dla marki przez cały rok, ale też tylko sezonowo, czy ad­‑hockowo.

Które z prowadzonych przez Was projektów uznałby Pan za największe wyzwanie?

W tym roku z całą pewnością wyzwaniem i osiągnięciem była obsługa jednej z kluczowych sieci sprzedaży detalicznej. We wszystkich sklepach tej sieci, w ciągu trzech tygodni, przebudowywaliśmy strefy kasy na zlecenie firmy farmaceutycznej. Odbywało się to w dzień, w trakcie pracy sklepów. Nasi ludzie otrzymali 7 różnych wersji planogramów, w oparciu o nie każdy sklep był klasyfikowany, a produkty naszego klienta oraz pozostałe – układane. Każda przebudowa była dokumentowana zdjęciowo. Byliśmy z klientem w stałym kontakcie, codziennie dostawał świeże raporty, mógł przejrzeć wszystkie zdjęcia z hal i sprawdzić, czy posuwamy się zgodnie z harmonogramem wizyt. Przy takiej skali zamówienia trzeba brać pod uwagę bardzo dużo zmiennych, jak choćby kolejki przy kasach. Cały czas jednak był to proces zaplanowany, monitorowany i wspólnie z klientem podejmowaliśmy decyzje co do zmian. Efektem jest dwucyfrowy wzrost zamówień sieci dyskontowej u naszego klienta.

Patrząc na liczbę zleceń, jakie już dziś otrzymujemy, jest ogromny kłopot z pracownikami, zarówno jeśli chodzi o ich dostępność, jak i zaangażowanie, chęć do pracy.

W czym upatrujecie swojej szansy na przyszłość?

Patrząc na liczbę zleceń, jakie już dziś otrzymujemy, jest ogromny kłopot z pracownikami, zarówno jeśli chodzi o ich dostępność, jak i zaangażowanie, chęć do pracy. A my możemy dostarczyć każdą grupę pracowników – od zespołów przedstawicieli handlowych przez audytorów i merchandiserów po osoby do krótkoterminowych działań, np. do pomocy przy rozliczaniu programu lojalnościowego. Kolejne zjawisko to marsz marek własnych – sieci handlowe coraz mocniej na nie stawiają. To powoduje, że producenci będą musieli szukać innych kanałów sprzedaży, nowych rynków zbytu lub będą musieli walczyć o półkę w sieciach, w których są. I będą potrzebowali wsparcia. Pracy dla nas na pewno nie zabraknie.

Rozszerzamy także zakres działalności, wychodząc poza branżę FMCG. Prowadzimy projekt energetyczny oraz wchodzimy w projekty telekomunikacyjne. Już dziś odpowiadamy za audyty w punktach sprzedaży jednego z największych operatorów z branży telekomunikacyjnej, dla którego zorganizowaliśmy zespoły przeszkolonych, certyfikowanych pracowników. To pokazuje skalę i zakres możliwości naszej firmy oraz nowe kierunki rozwoju.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Prawo
28.04.2026 10:35
Hydior vs DIOR – siła renomy znaków towarowych w sektorze beauty
Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkielmat.pras.

W niniejszym artykule na przykładzie sprawy dotyczącej sprzeciwu spółki Dior wobec zgłoszenia znaku towarowego „Hydior” chciałam zwrócić uwagę przede wszystkim producentów z branży beauty, jak szeroka i skuteczna jest ochrona renomowanych znaków towarowych. Warto zachować dużą ostrożności przy kreowaniu oznaczeń inspirowanych znanymi markami – pisze Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel.

100 Najlepszych Globalnych Marek 2025

Międzynarodowa firma konsultingowa Interbrand opublikowała kolejny ranking „Najlepszych Globalnych Marek 2025” (tzw. Best Global Brands 2025), sklasyfikowanych według ich wartości w miliardach dolarów, przy uwzględnieniu trzech kryteriów: wyników finansowych produktów lub usług oznaczonych daną marką, roli marki w procesie podejmowania decyzji zakupowych oraz siły marki rozumianej jako jej zdolność do generowania przyszłych przychodów.

Na szczycie zestawienia niezmiennie od lat znajduje się marka Apple, a tuż za nią marki innych technologicznych gigantów, tj. Microsoft (2. miejsce), Amazon (4.) i Google (5.). Wśród 100 najbardziej wartościowych marek świata nie zabrakło kilku marek z branży beauty: Louis Vuitton (12.), Chanel (24.), Gucci (69.), L’Oréal (59.), Dior (84.), a także Sephora, która zajmuje miejsce 93. 

Jeśli chodzi o markę Dior, to w 2025 r. (względem 2024 r.) odnotowała spadek wartości o 10% (do 9,3 mld USD). Nie świadczy to jednak o jej słabości, lecz raczej o wolniejszym tempie wzrostu dużych marek kosmetycznych w stosunku do marek z innych branży, a także o rosnącej konkurencji.

Jednocześnie handlujące kosmetykami platformy sprzedażowe (np. Amazon) i dystrybutorzy kosmetyków (Sephora) odnotowali wzrost (odpowiednio o 7%, do 319,9 mld USD i 7,7 mld USD). Może to wynikać z faktu, że obecnie rynek kosmetyczny jest rozdrobniony, a tego typu podmioty sprzedają produkty wielu marek i zwiększają swój udział w sprzedaży. Dodatkowo wartość marek technologicznych, takich jak Apple czy Microsoft, rośnie szybciej, podnosząc ogólny poziom rankingu. Przez to nawet stabilne marki kosmetyczne mogą wypadać względnie słabiej.

image

NIVEA vs. NIVELIUM: jak nie wpaść w pułapkę przesadnej inspiracji cudzą marką?

Obecność takich marek jak Chanel i Dior w rankingu potwierdza silną pozycję luksusowych domów mody w branży kosmetycznej. Jednocześnie wszystkie marki ujęte w rankingu można uznać za renomowane nie tylko w potocznym znaczeniu, ale także w rozumieniu prawa własności przemysłowej. Choć przepisy nie zawierają ścisłej definicji pojęcia renomy, zgodnie z utrwalonym podejściem doktryny i orzecznictwa, renoma oznacza, że znak towarowy:

•    jest rozpoznawalny wśród znacznej części właściwego kręgu odbiorców, 

•    kojarzy się z wysoką jakością i określonymi, stale spełnianymi cechami towarów lub usług. 

Sprawa dotycząca sprzeciwu do unijnego zgłoszenia „Hydior”

Praktyczne znaczenie kwestii renomy znaków towarowych wyjaśnia poniżej omawiany spór dotyczący oznaczeń DIOR vs. Hydior. Zapadła w tej sprawie decyzja EUIPO w przystępny sposób pokazuje, jak w praktyce: wykazać renomę znaku towarowego, oceniać podobieństwo oznaczeń oraz towarów i usług, a także jakie znaczenie mają realia rynkowe branży beauty dla przedsiębiorców.

3 marca 2025 r. spółka Parfums Christian Dior z siedzibą w Paryżu (dalej „Wnosząca sprzeciw” lub „Dior”) wniosła sprzeciw wobec zgłoszenia unijnego znaku towarowego „Hydior” (EUTM 19112537), dokonanego przez osobę fizyczną, Chengnv Chen z Shenzhen w Chinach (dalej: „Zgłaszający”). Sprzeciw oparto na wcześniejszym francuskim znaku towarowym „DIOR” (FR 1319530), podnosząc zarzut naruszenia jego renomy oraz istnienia wprowadzającego w błąd podobieństwa między oznaczeniami.

Decyzją z 26 marca 2026 r. (B 3235486) EUIPO uwzględniło sprzeciw w całości ze względu na naruszenie renomy wcześniejszego znaku „DIOR” i odrzuciło zgłoszenie.

Odmówiono rejestracji znaku „Hydior” ponieważ zostały łącznie spełnione trzy wskazane w rozporządzeniu Unii Europejskiej przesłanki:

1.    Wcześniejszy znak cieszy się renomą we Francji; 

2.    Oznaczenia są podobne;

3.    Używanie późniejszego znaku bez uzasadnionej przyczyny mogłoby przynieść Zgłaszającemu nienależną korzyść.

Ad. 1 Jak wykazać renomę oznaczenia na przykładzie Dior

Zdaniem EUIPO wnosząca sprzeciw wykazała, że znak towarowy „DIOR” cieszy się renomą we Francji, w szczególności w odniesieniu do kosmetyków i perfum w klasie 3.

Na potwierdzenie renomy Dior przedstawił szeroki materiał dowodowy, obejmujący w szczególności:

•    materiały reklamowe, 

•    oświadczenia dotyczące danych sprzedażowych za lata 2022–2024, 

•    sprawozdania roczne za lata 2018–2023, 

•    artykuły prasowe (np. „Początki Diora i historia kultowego domu mody” w Vogue France z 2023 r.) opisujące rozwój marki od 1947 r., 

•    pozycję w rankingach marek, w tym we wspomnianym rankingu Interbrand „Best Global Brands” (lata 2021–2024), 

•    dane o obecności w mediach społecznościowych i Internecie (m.in. LinkedIn, TikTok, Pinterest, Facebook), 

•    informacje dotyczące udziałów rynkowych, wydatków reklamowych oraz inwestycji w latach 2017–2024.

Zwracam uwagę, że Wnoszący sprzeciw musi udowodnić, że znak towarowy, na którym opiera się sprzeciw, uzyskał renomę jeszcze przed datą zgłoszenia spornego oznaczenia, a w tym wypadku przed 3 marca 2025 r. 

Moim zdaniem najbardziej przekonującymi dowodami na renomę znaku towarowego najczęściej będą raporty finansowe oraz dane dotyczące nakładów na działania marketingowe, a także publiczne rankingi branżowe czy wyniki badań opinii publicznej potwierdzające wysoki poziom rozpoznawalności wśród odbiorców.

Ad. 2 Poza renomą konieczne jest podobieństwo oznaczeń

EUIPO uznało, że oznaczenia „DIOR” i „Hydior” są podobne wizualnie i fonetycznie, ponieważ wcześniejszy znak „DIOR” jest w całości zawarty w zgłoszonym oznaczeniu:

W ocenie Urzędu część właściwego kręgu odbiorców może postrzegać element „DIOR” jako nazwisko, co wzmacnia prawdopodobieństwo skojarzenia obu znaków. W konsekwencji istnieje ryzyko, że konsumenci dokonają ich powiązania i uznają je za pochodzące z tego samego lub powiązanego źródła. 

Urząd wskazał, że porównywane znaki są słowne, więc chronione jest samo słowo, a nie jego zapis. W konsekwencji dla oceny podobieństwa oznaczeń (wizualnego i fonetycznego) nie ma znaczenia użycie wielkich lub małych liter, o ile zapis jest typowy (bez szczególnych elementów graficznych, stylizacji czy wyróżników, które mogłyby zmieniać jego odbiór). EUIPO uznało więc, że podobieństwo wizualne i fonetyczne ma na tyle intensywny charakter, że może prowadzić do natychmiastowego mentalnego skojarzenia znaku „Hydior” ze znaną marką „DIOR” w świadomości odbiorców.

Co istotne, przy renomie porównywane towary nie muszą być do siebie podobne

Pomimo że sporne towary w klasie 21, takie jak puste butelki, flakony, butelki szklane, atomizery, spraye czy pojemniki nie są identyczne ani wysoce podobne z towarami Dior, zostały uznane za powiązane funkcjonalnie i rynkowo z kosmetykami i perfumami. 

Produkty te mogą służyć do przechowywania, dozowania lub stosowania kosmetyków, na przykład do mieszania rozcieńczonych perfum lub olejków eterycznych z wodą w celu tworzenia dyfuzorów zapachowych, nadawania zapachu pomieszczeniom lub używania perfumowanych mgiełek do ciała z dodatkami dekoracyjnymi, takimi jak drobinki połysku lub brokat. Takie powiązanie zwiększa prawdopodobieństwo skojarzenia oznaczeń przez konsumentów.

Urząd bierze pod uwagę także realia rynkowe

Domy mody, szczególnie w segmencie luksusowym, często wprowadzają na rynek butelki i pojemniki jako element rozszerzania oferty o produkty związane z dekoracją i wyposażeniem wnętrz. Odzwierciedla to szerszą strategię brandingu lifestylowego, w ramach której konsumenci zachęcani są do kontaktu z estetyką marki w różnych kategoriach produktów. W efekcie te same grupy klientów mogą interesować się różnymi produktami tej samej marki i nie można wykluczyć istnienia powiązania rynkowego między porównywanymi produktami.

Ad. 3 Nieuczciwe wykorzystanie renomy wcześniejszego znaku

Skoro wcześniejszy znak towarowy Dior cieszy się renomą, a oznaczenia są podobne, EUIPO przystąpiło do oceny, czy używanie oznaczenia „Hydior” może prowadzić do uzyskania nienależnej korzyści.

Aby stwierdzić istnienie ryzyka szkody, konieczne jest ustalenie, czy – biorąc pod uwagę wszystkie istotne okoliczności – właściwy krąg odbiorców dostrzeże związek (skojarzenie) między porównywanymi znakami.

Przy ocenie tego „związku” EUIPO uwzględniło w szczególności:

•    stopień podobieństwa oznaczeń, 

•    charakter towarów, 

•    siłę renomy wcześniejszego znaku, 

•    jego zdolność odróżniającą. 

W konsekwencji Urząd uznał, że używanie znaku „Hydior” mogłoby prowadzić do nieuczciwego wykorzystania renomy znaku Dior. Istniało również ryzyko osłabienia jego zdolności odróżniającej i wizerunku, ponieważ Zgłaszający mógłby korzystać z prestiżu i atrakcyjności renomowanej marki bez ponoszenia własnych nakładów marketingowych.

Komentarz ekspercki:

System znaków towarowych w UE zapewnia wyjątkowo szeroką ochronę markom renomowanym, takim jak Dior, ponieważ nie wymaga, aby towary lub usługi były podobne do tych objętych spornym oznaczeniem.

W praktyce oznacza to, że rejestracja znaku „Hydior” mogłaby zostać uznana za naruszenie funkcji reklamowej znaku „DIOR”, ponieważ pozwalałaby na wykorzystanie budowanej przez 70 lat „siły przyciągania” oraz renomy marki w celu budowania skojarzeń z luksusem i wysoką jakością.

EUIPO podkreśla, że nawet niewielkie podobieństwo oznaczeń może prowadzić do naruszenia, jeżeli wywołuje skojarzenie z marką o silnej renomie. Im większa renoma znaku, tym szersza i bardziej rygorystyczna ochrona.

Dla branży beauty oznacza to w praktyce konieczność:

•    tworzenia wyraźnie odróżniających się nazw marek, 

•    wcześniejszego badania zdolności rejestrowej oznaczeń oraz  

•    uwzględniania ryzyka sprzeciwu już na etapie brandingu. 

W przeciwnym razie przedsiębiorcy narażają się nie tylko na odmowę rejestracji, ale również na konieczność kosztownego rebrandingu.

Natalia Basałaj, radca prawny, Kancelaria Hansberry Tomkiel

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
27.04.2026 11:29
Miliard dolarów pod znakiem zapytania. P&G ostrzega przed wpływem cen ropy na zyski w 2027 roku
Miliard dolarów to cena, jaką P&G płaci za globalną niestabilnośćshutterstock

Geopolityczne turbulencje na Bliskim Wschodzie zaczynają bezpośrednio uderzać w fundamenty największych graczy FMCG. Procter & Gamble (P&G), właściciel takich marek jak Pantene, Olay czy Tide, ostrzegł inwestorów przed potencjalnym spadkiem zysków o blisko 1 miliard dolarów w roku fiskalnym 2027. Powód? Ceny ropy naftowej oscylujące wokół poziomu 100 USD za baryłkę, które windują koszty surowców i logistyki.

Mimo solidnych wyników sprzedażowych w bieżącym kwartale, koncern przygotowuje się na długofalowe skutki inflacji kosztowej. Dyrektor finansowy P&G, Andre Schulten, wskazuje wprost: duża część materiałów produkcyjnych opiera się na produktach ropopochodnych, co przy obecnej dynamice rynkowej stanowi ogromne wyzwanie dla marż.

Ropa po 100 dolarów. Dlaczego branża beauty traci najwięcej?

Dla giganta takiego jak P&G, którego całkowity koszt sprzedanych towarów wyniósł w 2025 roku niemal 41 mld dolarów, każdy wzrost cen surowców energetycznych ma efekt domina.

  • Surowce: składniki bazowe wielu kosmetyków i detergentów to pochodne ropy.
  • Logistyka: blokada cieśniny Ormuz i zakłócenia na Bliskim Wschodzie drastycznie podnoszą koszty transportu morskiego.
  • Koszty towarowe: tylko w czwartym kwartale fiskalnym 2026 P&G spodziewa się dodatkowego obciążenia w wysokości 150 mln dolarów z tytułu wzrostu cen surowców.

Bogaci kupują Pantene, ubożsi szukają oszczędności

Paradoksalnie, mimo czarnych chmur nad zyskami w 2027 roku, obecne wyniki P&G są lepsze od prognoz. Sprzedaż kwartalna wzrosła o 7 proc., osiągając 21,24 mld dolarów. Najsilniejszym motorem wzrostu okazał się segment beauty (+5 proc. organicznie).

Na rynku wyraźnie rysuje się jednak dwutorowość zachowań konsumenckich:

  • Segment Premium: zamożniejsi klienci w Ameryce Północnej i Europie chętnie sięgają po nowości produktowe, takie jak zaawansowane szampony Pantene czy kremy Olay, akceptując wyższe ceny.
  • Segment Value: gospodarstwa domowe o niższych dochodach, przyciśnięte kosztami życia, coraz częściej rezygnują z markowych produktów na rzecz tańszych zamienników.

Zwiększamy inwestycje, aby utrzymać tempo wzrostu mimo trudnego otoczenia geopolitycznego” – zadeklarował Shailesh Jejurikar, nowy CEO P&G, który objął stery na początku tego roku.

Walka o marże i niespodzianka z Sądu Najwyższego

Mimo wzrostu sprzedaży marża brutto P&G spadła o 100 punktów bazowych – to już szósty kwartał spadków z rzędu. Oprócz surowców winne są cła. Tutaj jednak pojawia się szansa na oddech: Sąd Najwyższy USA unieważnił w lutym część ceł nałożonych w ramach ustawy International Emergency Economic Powers Act. P&G planuje ubiegać się o zwroty z tego tytułu, co może podratować bilans o blisko 400 mln dolarów, choć termin wypłat pozostaje niepewny.

image

Miliardy dolarów do odzyskania: L‘Oréal, Bausch + Lomb i Sol de Janeiro walczą z USA o zwrot ceł

Konkurencja nie śpi: L’Oréal i Beiersdorf w ofensywie

P&G nie jest osamotnione w swoich prognozach. Nestlé również ostrzega przed skutkami blokady szlaków handlowych. Z kolei L’Oréal raportuje najszybszy wzrost od dwóch lat, napędzany popytem na luksusowe zapachy i pielęgnację włosów. W odpowiedzi na rosnące koszty surowców, producent Nivei – Beiersdorf – już zapowiada rozważenie kolejnych podwyżek cen w drugiej połowie roku.

Sytuacja P&G to barometr dla całej branży retail i kosmetycznej. Rok 2026 upłynie pod znakiem walki o efektywność logistyczną i próbę utrzymania lojalności konsumentów przy jednoczesnym przerzucaniu kosztów ropy na cenę końcową.

Kluczowe wnioski:

  • Innowacja produktowa (np. nowe linie Pantene/Olay) pozwala na podnoszenie cen bez drastycznej utraty wolumenu.
  • Zależność od produktów ropopochodnych staje się krytycznym ryzykiem operacyjnym w strategiach ESG i finansowych.
  • Rynek luksusowej pielęgnacji włosów i twarzy wykazuje największą odporność na kryzys inflacyjny.
Marzena Szulc
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
28. kwiecień 2026 18:05