StoryEditor
Producenci
21.01.2014 00:00

Producenci łączą siły w zarządzaniu kolorówką

Brodr. Jorgensen, Pierre René i Verona Products Professional – tych trzech producentów połączyło swoje działania w jednym projekcie, który ma uporządkować kategorię kosmetyków do makijażu w drogeriach. Z jego realizacją ruszyli już w wakacje w Kosmeterii, a od jesiennych konferencji Drogerii Laboo również w sklepach zrzeszonych w tej sieci.

Wspólnie prezentują swoją ofertę na targach sieci franczyzowych, prowadzą akcje marketingowe, wspierają się na poziomie handlowym i strategicznym biznesowym. – Drogerii nie stać na utrzymanie oferty makijażowej kilkunastu marek. Właściciele sklepów powinni więc skupić się na tych dostawcach, którzy wspierają ich biznesy. Odmrozić środki ulokowane w nierentownych produktach i przeznaczyć je na inwestycje, które przyciągną klientów do ich sklepów – mówią w rozmowie z „Wiadomościami Kosmetycznymi” Edward Hajdrych – dyrektor ds. rozwoju Brodr. Jorgensen Polska, Robert Zeszutek – dyrektor handlowy w firmie Pierre René i Sławomir Żero – dyrektor handlowy w firmie Verona Products Professional.


Skąd pomysł na takie porozumienie?
Edward Hajdrych: Wymusza to na nas sytuacja rynkowa. Kiedyś, gdy była ona bardzo dobra dla branży kosmetycznej i sklepy drogeryjne, tzw. tradycyjne, były liderami rynkowymi, konsumenci oczekiwali od nich posiadania kilkunastu szaf makijażowych. Zarówno właściciele sklepów, jak i dostawcy, znakomicie sobie z tym radzili.
Dzisiaj 90 proc. drogerii nie potrzebuje więcej niż pięciu mebli eksponujących kolorówkę, a ponad połowa z tych 90 proc. – maksymalnie trzech. Możemy je zapewnić z oferty naszych trzech firm i zbudować w ten sposób reprezentatywną kategorię kosmetyków do makijażu. Naszym celem jest też wspieranie siebie wzajemnie – stworzenie grupy trzech silnych dostawców na rynku tradycyjnym, którzy chcą wypracowane środki ulokować w drogeriach, przyczyniając się do ich lepszej kondycji.
Trudno w obrębie tych marek uniknąć rywalizacji. Nie boicie się jej?
Robert Zeszutek: To jest nasza świadoma decyzja. Najpierw ten ruch dokładnie przemyśleliśmy, by stworzyć unikatową ofertę na rynku. Nasze szafy to kompletne wyposażenie sklepu, jeśli chodzi o kategorię kosmetyków kolorowych. Żadna z marek nie kanibalizuje drugiej. Jest wśród nich marka młodzieżowa – Miyo, ekonomiczne – Pierre René i Ingrid Cosmetics, premium i superpremium – Prestige Cosmetics i Gosh. Każdy z nas ma świadomość, że klienci drogerii są różni i potrzebują zarówno produktów tańszych jak i droższych. Dopasowujemy się do tych potrzeb.

To znaczy?

Edward Hajdrych: To znaczy, że jeśli w konkretnej drogerii dany segment jest nadreprezentowany chcemy o tym rozmawiać z właścicielem i przekonać go, że ma zamrożone środki w produktach dostawcy, od którego i tak nigdy nie będzie mógł dostać pełnego wsparcia. A jeżeli tylko my trzej jesteśmy dostawcami i któraś z naszych marek powoduje nadreprezentację np. w małym sklepie – wycofamy ją. W imię dobrej kondycji drogerii.
Właściciele drogerii powinni skupić się na współpracy z tymi dostawcami, którzy autentycznie wspierają ich biznes. A mogą to zrobić, bo są kluczowym dostawcą dla tego konkretnego sklepu. Przykład: jeżeli sklep ma 10 szaf od 10 dostawców i z każdym robi 800 zł obrotu, na jakie wsparcie może liczyć od tych dostawców? Ale jeżeli 80 proc. całości obrotu z kategorii skupi się w rękach trzech dostawców, to jest to dla każdego z nich bardzo ważny klient, dla którego chcą i mogą zrobić znacznie więcej niż to możliwe przy rozdrobnionym obrocie.
Na rynku jest wiele marek oferujących produkty porównywalnej jakości, producentów dających wysokie rabaty itd. itp. Dlaczego właśnie Wasze szafy makijażowe, a nie inne, miałyby się znaleźć w drogeriach?
Sławomir Żero: Bo nasza oferta przede wszystkim pozwala wypracować właścicielowi sklepu bardzo dobrą marżę. Dajemy ponadto świetny serwis: opiekę handlowca i rozmaite działania promocyjne – od akcji odsprzedażowych przez pokazy makijażu, aż po szkolenia dla personelu. Takie połączenie gwarantuje nam nie tylko większe zakupy i lojalność dotychczasowych konsumentów, ale też przyciągnięcie tych nowych.
Robert Zeszutek: Po pierwsze nie sprzedajemy swoich produktów w dyskontach, ani w Rossmannie i Hebe, zatem właściciele sklepów, którzy podejmują z nami współpracę, nie muszą się obawiać ich konkurencji. Po drugie oprócz wsparcia na poziomie organizatorów sieci franczyzowych, z którymi współpracujemy, inwestujemy także lokalnie w szkolenia dla personelu, a na poziomie sklepu zarządzamy swoimi szafami kosmetycznymi tak, aby właściciel sklepu wiedział, że może na nas liczyć – od wspólnych lokalnych akcji promocyjnych po pomoc przy wyprzedażach.
Edward Hajdrych: Wartości od Brodr. Jorgensen to gwarantowana, 26-procentowa marża, plus dodatkowe inwestycje – gratisy, rabaty na fakturach, rabaty retro, fundusze na działania lokalne, system szkoleń i motywacji personelu itp. – sięgające u najlepszych klientów 30 proc. wartości wspólnego biznesu. U moich kolegów z firm Verona i Pierre René jest podobnie. Zależnie od skali współpracy z naszymi firmami, każdy z nas ma przygotowany indywidualny program partnerski dla drogerii. Jesteśmy przekonani, że to jest na dzień dzisiejszy najlepsza, skrojona dla każdego klienta na miarę, oferta na rynku.
Nie boicie się, że ta współpraca na pewnym poziomie zacznie przeszkadzać w indywidualnym rozwoju Waszych marek?
Robert Zeszutek:
Na razie nie widzę takiego zagrożenia, gdyż niezależenie pracujemy nad rozwojem swoich marek, a wspólnie możemy dać sklepom więcej: od pełnej współpracy po wiedzę, jak właściwie zarządzać kategorią, co – wierzymy – zapoczątkuje porządki w innych kategoriach, a to doprowadzi do poprawy sytuacji finansowej sklepów.
Sławomir Żero: Działamy razem od kilku miesięcy i efekty już widać. Projekt jest z zainteresowaniem przyjmowany przez naszych klientów i właśnie to uważamy za nasz największy sukces. Każdy z nas jest reprezentantem danej firmy z jasną, ściśle określoną strategią. Połączenie naszych sił to jedynie wartość dodana do naszej działalności.
Co się wydarzyło przez tych kilka miesięcy?
Sławomir Żero:
Wzięliśmy wspólnie udział w konferencjach handlowych franczyzowych sieci Laboo, Kosmeteria, Jasmin, Jawa. Przeprowadziliśmy rozmowy z przedstawicielami zarządu firmy Integra Nova, którzy są gorącymi orędownikami naszego projektu. Ideę zarządzania kategorią przekazywali udziałowcom swojej sieci podczas regionalnych meetingów. W drogeriach Laboo nasz projekt zarządzania kategorią w segmencie kosmetyków do makijażu będzie pierwszym tego typu i zarząd sieci ma nadzieję, że będzie wstępem do takich działań dla wszystkich kategorii. Zapraszamy do uczestnictwa w tym projekcie wszystkie sieci własne i franczyzowe, bo uważamy, że nasza oferta jest ponad podziałami, integruje sklepy i daje im rzeczywiste wsparcie.
Czy to oznacza wspólne akcje marketingowe marek biorących udział w projekcie?
Sławomir Żero:
Tak, jest to nasz wspólny projekt i będą również wspólne komunikaty marketingowe m.in. w gazetkach i pismach sieci franczyzowych, na materiałach POS oraz w rozmaitych mediach. Już na targi handlowe franczyzowych sieci drogerii, przygotowaliśmy specjalną ofertę, która dawała detalistom składającym u nas zamówienia dodatkowy, kilkunastoprocentowy rabat. Na przełomie listopada i grudnia zorganizowaliśmy też wspólną akcję skierowaną do sklepów działających na rynku tradycyjnym, które mogły sprzedawać kosmetyki naszych trzech firm z 30-procentowym upustem dla konsumenta.
Robert Zeszutek: Równolegle w Rossmannie trwała akcja „Kosmetyki do makijażu 40 proc. taniej”. My, nie będąc obecni ani w Rossmannie, ani w Biedronce, co nas zdecydowanie wyróżnia na rynku, dajemy możliwość sklepom tradycyjnym i franczyzowym sieciom konkurowania naszymi markami z najsilniejszymi graczami.
Edward Hajdrych: Wiedzieliśmy już rok wcześniej, że w grudniu Rossmann powtórzy akcję na minus 40 procentach i że to uderzy bardzo mocno w sklepy detaliczne. Byliśmy przygotowani na to, że nasi klienci będą potrzebowali wsparcia i gruntownie przemyśleliśmy ofertę, którą zaproponowaliśmy na przełomie listopada i grudnia, w tym najważniejszym dla biznesu kosmetycznego okresie.
Porozumienie trzech dostawców to chyba pierwsza tego typu inicjatywa na rynku?
Robert Zeszutek:
W Polsce jeszcze to się nie zdarzyło. Usiadło trzech partnerów, dogadało się. Nie zabieramy sobie biznesu, bo każdy nasz produkt jest skierowany do innego konsumenta. Wręcz przeciwnie – wspieramy się na wielu poziomach: sprzedażowym, handlowym, wymiany informacji, o tym gdzie, w którym sklepie mogą jeszcze stanąć nasze szafy z kosmetykami.
Sławomir Żero: Doradzamy też detalistom, jaki asortyment jest dla ich biznesu najwłaściwszy i dlaczego potrzebne jest w ich ofercie pełne spektrum asortymentowe od klasy premium plus, do stricte ekonomicznej. Sugerujemy również, jak dany produkt sprzedawać, a nawet – w jaki sposób zwiększyć wartość zakupową koszyka konsumenta, co w efekcie przełoży się na zyskowność danego punktu sprzedaży.
Mówimy o korzyściach dla sklepów, ale są to przecież też niezaprzeczalne korzyści dla Was, producentów.
Sławomir Żero:
Tak. Budujemy lojalność wobec sieci. Dostajemy siłę, jaką są obroty sklepów. W zamian za to oddajemy część środków, które generujemy dzięki zwiększonym zakupom u nas. Wzajemnie sobie pomagamy i wspieramy swoje biznesy. Wszystkie strony zaangażowane w projekt wygrywają.
Robert Zeszutek: Dzisiaj już nie ma czasu na półśrodki. Czas to sobie uświadomić, jedyną szansą rozwoju są zmiany, dlatego trzeba działać i to szybko, porządkować rynek i układać tak, żeby przynosił korzyści sklepom na poziomie wyższych marż, a producentom pozwolił na dalsze inwestycje. Najlepiej zacząć od siebie i tego na co mamy wpływ.
Czy oczekujecie, że sklepy, wiążąc się z Wami, zrezygnują z innych marek?
Edward Hajdrych:
Tak. Uważamy, że na poziomie marek niekoncernowych nasza oferta jest wystarczająca dla każdego sklepu, a wsparcie, które w zamian oferujemy, jest nie do odrzucenia. Znane, reklamowane marki powinny być dodatkowo dostępne w drogeriach, by konsument, który po nie przyjdzie, nie został odprawiony „z kwitkiem” do innej drogerii.
Zarządzanie kategorią wiąże się przede wszystkim z tym, że detalista w sposób przemyślany dobiera ofertę do swojego sklepu i eliminuje nadmiar podobnych lub słabo rotujących produktów. Właściciele drogerii zostawiają obecnie w sklepach raczej szafy z tańszą, polską, kolorówką. Z droższych marek wybierają tylko najpopularniejsze, widoczne w kampaniach reklamowych produkty i umieszczają je na oddzielnych miejscach ekspozycyjnych. Czy bierzecie to pod uwagę? Czy będziecie dostosowywać swoją ofertę do rynkowych realiów?
Edward Hajdrych:
Dla mnie nie ma pojęcia rynek. Każdy ze sklepów jest indywidualną wartością. Są takie, z którymi robimy kilkanaście tysięcy złotych obrotu miesięcznie, i takie, do których nie docieramy, bo z naszą ofertą nie jesteśmy w stanie dać odpowiedniego obrotu. Są na pewno takie sklepy, które mogą mieć kilka szaf klasy premium, bo taki jest ich potencjał i korzyści ze współpracy z takimi markami są niewspółmierne do innych. Ale są też takie, gdzie trzeba będzie zrezygnować z ekspozycji szafowej. Być może rozwiązaniem u niektórych klientów będzie tester displeya, którego zatowarowanie i wartość są znacznie mniejsze niż pełnej szafy makijażowej.
Natomiast powinniśmy wiedzieć, że konsument, nie dostając wyboru w segmencie kosmetyków kolorowych, na pewno odejdzie z drogerii. Dziś konsument jest królem. Kiedyś był nim dostawca, potem właściciel sklepu, a dziś to konsument rządzi. Jeśli nie dostanie wyboru, komfortu zakupów, jeśli produkt nie jest zaprezentowany w należytej formie, jeśli będą eksponowane tylko tanie marki, a prestiżowe poupychane na półkach, to jak można liczyć, że do sklepu przyjdzie klient, który będzie chciał zostawić w nim pieniądze? Jakie mamy podstawy sądzić, że tak będzie? Rezygnacja z ekspozycji jest z całą pewnością złym rozwiązaniem.
Natomiast chodzi o to, by nie nadreprezentować kategorii, bo w kolorówce, w przypadku każdej marki, nawet taniej, są zamrożone spore środki. W Brodr. Jorgensen dajemy korzystną ofertę zakupu mebla Gosh czy Lumene. Jesteśmy w stanie nawet jedną czwartą zatowarowania przekazać gratis. Opracowaliśmy minimalne zatowarowanie mebli. W marce Prestige Cosmetics rewolucyjnie zabraliśmy część produktów z szafy, zastępując je visualami, bo wyeliminowaliśmy najsłabiej rotujące produkty. Chcemy pokazać ekskluzywność tej marki i wyeliminować jak najwięcej produktów sprzedających się wolniej. Czas wtłaczania towaru do sklepów już dawno się skończył. Dzisiaj trzeba razem myśleć, jak optymalnie zatowarować mebel.
Sławomir Żero: Działamy podobnie. Nie rezygnujemy z szaf ekspozycyjnych Ingrid Cosmetics, które dostępne są w nowym, eleganckim, ale też funkcjonalnym designie. Mamy też świadomość, że są mniejsze i większe sklepy, dlatego też w ofercie mamy szafy „95” i „65”, a ponadto nogi ekspozycyjne, nogi na lakiery i inne, eleganckie prezentery. Zawsze liczy się komfort zakupów i profesjonalny, estetyczny sposób podania.
Robert Zeszutek: Również mamy bardzo bogaty wybór mebli dostosowanych do powierzchni sklepu i staramy się, by zaoferować w ich ramach jak najszerszą gamę produktów Pierre René i Miyo. Oczywiście możemy dopasować ofertę do indywidualnych potrzeb danej placówki. Ideą naszego projektu jest uporządkowanie asortymentu, zarówno w naszych meblach, jak i w całej kategorii. Przekonujemy właścicieli sklepów, że nie potrzebują X marek, wystarczy kilka, ale z przemyślaną ofertą. To pozwoli im uwolnić środki finansowe i przeznaczyć je na inwestycje przyciągające konsumenta do sklepu. To jest dziś najważniejsze – żeby do sklepów tradycyjnych wrócili klienci. Na pewno w drogeriach nie ma dziś miejsca na tanie, bazarowe marki, które nie budują wizerunku sklepu, nic nie dają sklepom od siebie i blokują miejsce na półce.
Edward Hajdrych: Zarówno firma Verona, jak i Pierre René, mogą swobodnie zagospodarować miejsce w segmencie ekonomicznym, dając sklepom znakomitą pod względem cenowym i asortymentowym, i świetnie podaną ofertę w estetycznych meblach ekspozycyjnych. Natomiast marki Brodr. Jorgensen mają być alternatywą dla marek klasy średniej i średniej wyższej, które są sprzedawane w sieciach z bonusami minus 40 proc., nie dostarczając już takich samych warunków swoim pozostałym klientom. To Rossmann z ponad ośmiuset swoimi drogeriami rządzi na rynku. Walczenie z nim dokładnie tą samą bronią nie ma sensu. Zbudowanie alternatywnej oferty, promowanej równie mocno, może spowodować, że drogerie będą z powodzeniem działać obok Rossmanna, a nie zostaną przez niego zmiecione.
Jak teraz wygląda rynek drogerii w Polsce?
Robert Zeszutek:
Jest zdominowany przez nowoczesne, szybko rozwijające się sieci z obcym kapitałem, jak Rossmann i Hebe. Jest też blisko 2,5 tys. sklepów prywatnych z potencjałem, walczących o życie – tym chcemy pomóc. Część producentów wybiera współpracę z sieciami, a my świadomie stawiamy na polski detal, na którym wyrośliśmy. Wierzymy, że między innymi dzięki uporządkowaniu asortymentu pozostaną na rynku mocne polskie sieci prywatne, a z nich wyłonią się liderskie, ogólnopolskie sieci franczyzowe. Wspólnie musimy zrozumieć, że jedyną szansą rozwoju są zmiany. Mówiąc wprost – jako producenci jedziemy na tym samy wózku, co sklepy i wspólnie walczymy nie tylko o swoje własne miejsca pracy, ale o tysiące miejsc w małych i większych sklepach w całym kraju, dlatego wszystkim nam powinno zależeć, aby ten projekt nie tylko się powiódł, ale był pierwszym, który zapoczątkuje porządki w innych kategoriach.   (au)
fot. archiwum redakcji


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
14.10.2026 12:49
Sunday Natural inwestuje 340 mln zł w Gorzowie. Powstanie kompleks produkcyjno-magazynowy
Sunday Natural

Niemiecka grupa Sunday Natural rozwija działalność produkcyjną w Polsce. Jej spółka Sunday Natural International kupiła w Gorzowie Wielkopolskim niemal 20-hektarową działkę za 34,4 mln zł brutto. Na terenie przy ul. Mironickiej ma powstać kompleks produkcyjno-magazynowy o wartości blisko 340 mln zł, obejmujący centrum logistyczne, fabrykę suplementów diety i żywności funkcjonalnej oraz centrum badawczo-rozwojowe.

Postępowanie przetargowe dotyczące działki nr 638/2 w obrębie 15-Santocko rozpoczęło się w grudniu 2025 r. W terminie przewidzianym przez KSSSE wpłynęła jedna oferta – złożyła ją spółka Sunday Natural International z siedzibą w Gorzowie Wielkopolskim. Nieruchomość znajduje się w północnej części miasta, przy ul. Mironickiej, w bezpośrednim sąsiedztwie węzła drogi ekspresowej S3.

Z punktu widzenia przyszłej działalności produkcyjnej i logistycznej istotne jest przeznaczenie terenu. Zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego dla obszaru w rejonie ul. Mironickiej nieruchomość oznaczona jest symbolami 1P, U oraz KDD. Oznacza to możliwość lokalizacji m.in. obiektów produkcyjnych, składów, magazynów i budynków usługowych, a także infrastruktury drogowej.

image

Auchan: TREC NUTRITION wycofuje 18 suplementów. Powodem jabłczan trikreatyny

Zakup gruntu jest elementem większego projektu inwestycyjnego. Sunday Natural planuje w Gorzowie budowę kompleksu produkcyjno-magazynowego o wartości blisko 340 mln zł. Projekt uzyskał wsparcie KSSSE w ramach Polskiej Strefy Inwestycji.

Fabryka suplementów i R&D

Planowany kompleks ma pełnić kilka funkcji. Jednym z jego elementów będzie centrum magazynowe przeznaczone dla produktów Sunday Natural. Kolejnym – fabryka suplementów diety i żywności funkcjonalnej. Inwestycję ma uzupełnić centrum badawczo-rozwojowe.

Skala projektu oznacza, że Gorzów Wielkopolski ma stać się dla grupy istotnym zapleczem produkcyjnym, logistycznym i magazynowym. Lokalizacja przy S3 może mieć znaczenie zarówno dla obsługi rynku polskiego, jak i dystrybucji produktów na inne rynki europejskie.

W maju 2026 r. informowano ponadto, że powiązana z inwestorem spółka Yoshi Real złożyła wniosek o pozwolenie na budowę hali produkcyjno-magazynowej wraz z obiektem biurowym i częścią socjalną przy ul. Odlewników w Gorzowie Wielkopolskim. Dokumentację przygotowała architektka Alicja Sapeńko-El Joundi z pracowni Symetria.

Okolice zakupionej przez Sunday Natural działki są obecnie zagospodarowywane pod kolejne funkcje przemysłowe i handlowe. W sąsiedztwie planowane są m.in. stacja paliw, sklep dyskontowy i park handlowy. W regionie powstają również kolejne zakłady przemysłowe, w tym fabryka rakiet.

Niemiecka grupa skaluje biznes

Sunday Natural wywodzi się z Berlina. Firma została założona w 2013 r. przez Jörga Schweikarta i Jana Alexeja Gottschau. Jej oferta obejmuje suplementy diety, witaminy, minerały, herbaty, żywność ekologiczną i funkcjonalną, a także wybrane produkty z kategorii pielęgnacji skóry.

Model biznesowy grupy opiera się przede wszystkim na sprzedaży internetowej. Według przedstawionych informacji firma posiada w ofercie ponad 1 tys. produktów i dociera do ponad 1 mln klientów rocznie. Marka rozwija segment produktów określanych jako „clean label”, ograniczając wykorzystanie sztucznych dodatków i syntetycznych wypełniaczy. W komunikacji podkreśla również wykorzystanie surowców pochodzenia naturalnego oraz dostępność produktów wegańskich.

image

El Niño nadchodzi: co z olejem rybnym i omega-3?

Rozwój infrastruktury produkcyjnej w Polsce wpisuje się w strategię zwiększania skali działalności. W styczniu 2024 r. CVC Capital Partners, za pośrednictwem CVC Fund VIII, zawarł transakcję zakupu Sunday Natural za 800 mln euro. Inwestycja miała wesprzeć międzynarodową ekspansję przedsiębiorstwa. Założyciel Jörg Schweikart pozostał w firmie.

Dla sektora kosmetycznego znaczenie inwestycji jest szersze niż sama produkcja suplementów. Granica między rynkiem beauty, nutraceutycznym i żywnością funkcjonalną coraz częściej się zaciera. Produkty związane z urodą od wewnątrz, suplementacją, zdrowiem skóry, włosów i paznokci oraz szeroko rozumianym wellness konkurują o uwagę tego samego konsumenta, a część marek rozwija ofertę równolegle w kilku kategoriach.

W przypadku Sunday Natural szczególnie istotny jest model łączący suplementy, żywność funkcjonalną i produkty związane z pielęgnacją. Rozbudowa własnego zaplecza produkcyjnego i badawczo-rozwojowego może zwiększyć możliwości grupy w zakresie kontroli procesu wytwarzania, opracowywania nowych produktów oraz dostosowywania oferty do wymagań poszczególnych rynków.

Produkcja bliżej rynku

Inwestycja w Gorzowie wpisuje się również w szerszy trend rozwoju lokalnych i regionalnych mocy produkcyjnych w branży zdrowia, wellness i beauty. Dla producentów działających w tych kategoriach własne zaplecze przemysłowe oznacza nie tylko zwiększenie mocy, ale także większą kontrolę nad łańcuchem dostaw i logistyką.

W przypadku projektu Sunday Natural skala finansowa jest znacząca: wartość samego planowanego kompleksu ma wynieść blisko 340 mln zł, podczas gdy zakup niemal 20-hektarowej nieruchomości kosztował 34,4 mln zł brutto. Oznacza to, że wartość całego przedsięwzięcia będzie niemal dziesięciokrotnie wyższa od ceny nabycia gruntu.

Istotnym elementem projektu będzie centrum R&D. W segmencie suplementów i żywności funkcjonalnej rozwój produktów wymaga nie tylko dostępu do surowców i mocy produkcyjnych, ale również kompetencji badawczych, kontroli jakości i możliwości opracowywania nowych receptur. Dla grupy, która deklaruje ponad 1 tys. produktów w portfolio, własne zaplecze rozwojowe może być jednym z narzędzi dalszego skalowania działalności.

image

Polacy wydają na suplementy więcej niż Niemcy i Francuzi. “Beauty” napędza nową falę wzrostu

Polska jest już częścią struktury Sunday Natural. W kraju działa spółka Sunday Natural International, a produkty marki są dostępne zarówno w sprzedaży własnej online, jak i za pośrednictwem innych e-sklepów. Gorzowska inwestycja ma jednak przenieść polską obecność firmy na kolejny poziom – z rynku sprzedaży do obszaru produkcji, magazynowania i rozwoju produktów.

Dla rynku kosmetycznego i okołokosmetycznego projekt jest kolejnym przykładem rosnącego znaczenia kategorii łączących pielęgnację, suplementację i żywność funkcjonalną. Inwestycja o wartości blisko 340 mln zł pokazuje jednocześnie, że firmy działające na styku tych segmentów coraz częściej potrzebują infrastruktury pozwalającej obsługiwać rosnące portfolio, sprzedaż internetową i ekspansję zagraniczną z jednego, europejskiego zaplecza operacyjnego.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Zdrowie
14.10.2026 11:47
Rituals przeznaczy 20 mln euro na zdrowie psychiczne młodzieży
Zdrowie psychiczne młodzieży w centrum działań Ritualsmat. prasowe

Rituals planuje przeznaczyć około 20 mln euro w latach 2026–2028 na inicjatywy wspierające dobrostan psychiczny dzieci i młodzieży. Firma chce zwiększać zasięg programów o potwierdzonej skuteczności, a jednocześnie zachęcać inne marki do większego zaangażowania w rozwiązywanie problemów społecznych.

W tym artykule przeczytasz:

  • 20 mln euro na wsparcie młodzieży
  • Zdrowie psychiczne młodzieży. Problemem pozostaje dostęp do wsparcia
  • Rituals rozwija współpracę z UNICEF
  • 10 proc. zysku na cele społeczne
  • Jaką rolę mogą odegrać marki beauty?

20 mln euro na wsparcie młodzieży

Zdrowie psychiczne młodych ludzi staje się coraz ważniejszym obszarem działań firm, które chcą wykraczać poza tradycyjnie rozumianą odpowiedzialność biznesu. Rituals, marka rozwijająca ofertę wokół idei dobrostanu, zapowiada przeznaczenie około 20 mln euro na partnerstwa i programy wspierające dzieci oraz młodzież. Środki mają zostać wykorzystane w latach 2026–2028 w ramach inicjatywy 10% Profit for Impact.

Firma chce skoncentrować się na rozwiązaniach, które pomagają młodym ludziom rozwijać odporność psychiczną, budować relacje i wzmacniać dobrostan emocjonalny. Istotnym elementem strategii jest współpraca z organizacjami posiadającymi doświadczenie w tym obszarze, zamiast tworzenia kolejnych programów od podstaw.

– Wyzwaniem nie jest już to, że nie wiemy, co działa. Wyzwaniem jest sprawienie, aby skuteczne programy docierały do większej liczby młodych ludzi – podkreśla Raymond Cloosterman, założyciel i CEO Rituals Cosmetics.

image

Rituals mocno rozwija sieć w Polsce. Kolejne trzy sklepy już w październiku

Zdrowie psychiczne młodzieży. Problemem pozostaje dostęp do wsparcia

Skala wyzwań jest znacząca. Według Światowej Organizacji Zdrowia co siódmy nastolatek doświadcza problemów ze zdrowiem psychicznym. Jednocześnie istnieją programy, które pomagają rozwijać umiejętności radzenia sobie z emocjami, wzmacniają poczucie przynależności i wspierają budowanie relacji. Nie wszystkie docierają jednak do odpowiednio dużej liczby odbiorców.

Rituals wskazuje właśnie na lukę między wiedzą o skutecznych rozwiązaniach a ich dostępnością. Z perspektywy firmy kolejnym krokiem powinno być zwiększanie skali działań, które już przynoszą rezultaty.

To podejście zakłada współpracę z organizacjami pozarządowymi i instytucjami mającymi odpowiednie kompetencje. Marki mogą zapewniać im finansowanie, zwiększać widoczność podejmowanych tematów i docierać do szerokiego grona odbiorców. Nie zastąpią przy tym specjalistów zdrowia psychicznego ani publicznych systemów wsparcia.

Rituals rozwija współpracę z UNICEF

Jednym z kluczowych elementów zaangażowania Rituals jest udział w Globalnej Koalicji na rzecz Zdrowia Psychicznego Młodzieży UNICEF. Inicjatywa skupia firmy z sektora prywatnego, które chcą wspierać poprawę dobrostanu psychicznego młodych ludzi. Rituals uczestniczy w niej poprzez finansowanie działań, zwiększanie świadomości społecznej i wykorzystywanie własnego zasięgu do promowania rozwiązań o potwierdzonej skuteczności.

Esther Polhuijs, Head of Advocacy and Programs w UNICEF Netherlands, zwraca uwagę na znaczenie relacji społecznych dla zdrowia psychicznego młodzieży. Jak podkreśla, wyzwaniem jest zapewnienie, by sprawdzone metody wsparcia docierały do większej liczby młodych osób.

Przykładem programu wspieranego przez Rituals jest Super Chill, który wykorzystuje angażujące ćwiczenia dla ciała i umysłu, aby pomagać dzieciom rozpoznawać emocje i rozwijać praktyczne sposoby radzenia sobie z nimi. Inicjatywa dotarła już do ponad 250 tys. dzieci w Holandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii i Francji.

image

Avène: Trądzik to nie tylko problem nastolatków. 70,2 proc. badanych zmagało się z nim w ostatnim roku

10 proc. zysku na cele społeczne

Zapowiedziana inwestycja wpisuje się w szerszy model działania Rituals. W ramach 10% Profit for Impact firma deklaruje przeznaczanie 10 proc. rocznego zysku netto na partnerstwa i programy wspierające dobrostan ludzi oraz planety. Według szacunków marki w ciągu najbliższej dekady inicjatywa ma zapewnić łącznie 300–400 mln euro wsparcia.

Rituals chce przy tym pokazać, że działania społeczne mogą być integralną częścią strategii firmy, a nie jedynie dodatkiem do jej podstawowej działalności. W tym modelu znaczenie mają nie tylko przekazywane środki, lecz także możliwość angażowania klientów, partnerów i innych przedsiębiorstw wokół konkretnych problemów.

Dla branży beauty to istotny kierunek rozwoju. Marki kosmetyczne coraz częściej budują komunikację wokół dobrostanu, samoopieki i jakości życia. Wyzwaniem pozostaje jednak przełożenie tych deklaracji na działania, których efekty można ocenić. W przypadku inicjatyw dotyczących zdrowia psychicznego szczególne znaczenie ma współpraca z organizacjami dysponującymi odpowiednią wiedzą oraz skupienie się na rzeczywistych potrzebach odbiorców.

Jaką rolę mogą odegrać marki beauty?

Rituals apeluje do innych przedsiębiorstw, aby wykorzystywały swoje zasoby i wpływ do zwiększania dostępności istniejących form pomocy. Chodzi przede wszystkim o wspieranie organizacji, które mają doświadczenie w pracy z młodzieżą, oraz umożliwianie im docierania do kolejnych grup odbiorców. To podejście przesuwa akcent z samego finansowania inicjatyw na ich długofalową skuteczność i skalę. W przypadku zdrowia psychicznego młodzieży równie ważne jak budowanie świadomości jest bowiem zapewnienie dostępu do konkretnych programów i odpowiedniego wsparcia.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
15. październik 2026 05:50