StoryEditor
Producenci
21.01.2014 00:00

Producenci łączą siły w zarządzaniu kolorówką

Brodr. Jorgensen, Pierre René i Verona Products Professional – tych trzech producentów połączyło swoje działania w jednym projekcie, który ma uporządkować kategorię kosmetyków do makijażu w drogeriach. Z jego realizacją ruszyli już w wakacje w Kosmeterii, a od jesiennych konferencji Drogerii Laboo również w sklepach zrzeszonych w tej sieci.

Wspólnie prezentują swoją ofertę na targach sieci franczyzowych, prowadzą akcje marketingowe, wspierają się na poziomie handlowym i strategicznym biznesowym. – Drogerii nie stać na utrzymanie oferty makijażowej kilkunastu marek. Właściciele sklepów powinni więc skupić się na tych dostawcach, którzy wspierają ich biznesy. Odmrozić środki ulokowane w nierentownych produktach i przeznaczyć je na inwestycje, które przyciągną klientów do ich sklepów – mówią w rozmowie z „Wiadomościami Kosmetycznymi” Edward Hajdrych – dyrektor ds. rozwoju Brodr. Jorgensen Polska, Robert Zeszutek – dyrektor handlowy w firmie Pierre René i Sławomir Żero – dyrektor handlowy w firmie Verona Products Professional.


Skąd pomysł na takie porozumienie?
Edward Hajdrych: Wymusza to na nas sytuacja rynkowa. Kiedyś, gdy była ona bardzo dobra dla branży kosmetycznej i sklepy drogeryjne, tzw. tradycyjne, były liderami rynkowymi, konsumenci oczekiwali od nich posiadania kilkunastu szaf makijażowych. Zarówno właściciele sklepów, jak i dostawcy, znakomicie sobie z tym radzili.
Dzisiaj 90 proc. drogerii nie potrzebuje więcej niż pięciu mebli eksponujących kolorówkę, a ponad połowa z tych 90 proc. – maksymalnie trzech. Możemy je zapewnić z oferty naszych trzech firm i zbudować w ten sposób reprezentatywną kategorię kosmetyków do makijażu. Naszym celem jest też wspieranie siebie wzajemnie – stworzenie grupy trzech silnych dostawców na rynku tradycyjnym, którzy chcą wypracowane środki ulokować w drogeriach, przyczyniając się do ich lepszej kondycji.
Trudno w obrębie tych marek uniknąć rywalizacji. Nie boicie się jej?
Robert Zeszutek: To jest nasza świadoma decyzja. Najpierw ten ruch dokładnie przemyśleliśmy, by stworzyć unikatową ofertę na rynku. Nasze szafy to kompletne wyposażenie sklepu, jeśli chodzi o kategorię kosmetyków kolorowych. Żadna z marek nie kanibalizuje drugiej. Jest wśród nich marka młodzieżowa – Miyo, ekonomiczne – Pierre René i Ingrid Cosmetics, premium i superpremium – Prestige Cosmetics i Gosh. Każdy z nas ma świadomość, że klienci drogerii są różni i potrzebują zarówno produktów tańszych jak i droższych. Dopasowujemy się do tych potrzeb.

To znaczy?

Edward Hajdrych: To znaczy, że jeśli w konkretnej drogerii dany segment jest nadreprezentowany chcemy o tym rozmawiać z właścicielem i przekonać go, że ma zamrożone środki w produktach dostawcy, od którego i tak nigdy nie będzie mógł dostać pełnego wsparcia. A jeżeli tylko my trzej jesteśmy dostawcami i któraś z naszych marek powoduje nadreprezentację np. w małym sklepie – wycofamy ją. W imię dobrej kondycji drogerii.
Właściciele drogerii powinni skupić się na współpracy z tymi dostawcami, którzy autentycznie wspierają ich biznes. A mogą to zrobić, bo są kluczowym dostawcą dla tego konkretnego sklepu. Przykład: jeżeli sklep ma 10 szaf od 10 dostawców i z każdym robi 800 zł obrotu, na jakie wsparcie może liczyć od tych dostawców? Ale jeżeli 80 proc. całości obrotu z kategorii skupi się w rękach trzech dostawców, to jest to dla każdego z nich bardzo ważny klient, dla którego chcą i mogą zrobić znacznie więcej niż to możliwe przy rozdrobnionym obrocie.
Na rynku jest wiele marek oferujących produkty porównywalnej jakości, producentów dających wysokie rabaty itd. itp. Dlaczego właśnie Wasze szafy makijażowe, a nie inne, miałyby się znaleźć w drogeriach?
Sławomir Żero: Bo nasza oferta przede wszystkim pozwala wypracować właścicielowi sklepu bardzo dobrą marżę. Dajemy ponadto świetny serwis: opiekę handlowca i rozmaite działania promocyjne – od akcji odsprzedażowych przez pokazy makijażu, aż po szkolenia dla personelu. Takie połączenie gwarantuje nam nie tylko większe zakupy i lojalność dotychczasowych konsumentów, ale też przyciągnięcie tych nowych.
Robert Zeszutek: Po pierwsze nie sprzedajemy swoich produktów w dyskontach, ani w Rossmannie i Hebe, zatem właściciele sklepów, którzy podejmują z nami współpracę, nie muszą się obawiać ich konkurencji. Po drugie oprócz wsparcia na poziomie organizatorów sieci franczyzowych, z którymi współpracujemy, inwestujemy także lokalnie w szkolenia dla personelu, a na poziomie sklepu zarządzamy swoimi szafami kosmetycznymi tak, aby właściciel sklepu wiedział, że może na nas liczyć – od wspólnych lokalnych akcji promocyjnych po pomoc przy wyprzedażach.
Edward Hajdrych: Wartości od Brodr. Jorgensen to gwarantowana, 26-procentowa marża, plus dodatkowe inwestycje – gratisy, rabaty na fakturach, rabaty retro, fundusze na działania lokalne, system szkoleń i motywacji personelu itp. – sięgające u najlepszych klientów 30 proc. wartości wspólnego biznesu. U moich kolegów z firm Verona i Pierre René jest podobnie. Zależnie od skali współpracy z naszymi firmami, każdy z nas ma przygotowany indywidualny program partnerski dla drogerii. Jesteśmy przekonani, że to jest na dzień dzisiejszy najlepsza, skrojona dla każdego klienta na miarę, oferta na rynku.
Nie boicie się, że ta współpraca na pewnym poziomie zacznie przeszkadzać w indywidualnym rozwoju Waszych marek?
Robert Zeszutek:
Na razie nie widzę takiego zagrożenia, gdyż niezależenie pracujemy nad rozwojem swoich marek, a wspólnie możemy dać sklepom więcej: od pełnej współpracy po wiedzę, jak właściwie zarządzać kategorią, co – wierzymy – zapoczątkuje porządki w innych kategoriach, a to doprowadzi do poprawy sytuacji finansowej sklepów.
Sławomir Żero: Działamy razem od kilku miesięcy i efekty już widać. Projekt jest z zainteresowaniem przyjmowany przez naszych klientów i właśnie to uważamy za nasz największy sukces. Każdy z nas jest reprezentantem danej firmy z jasną, ściśle określoną strategią. Połączenie naszych sił to jedynie wartość dodana do naszej działalności.
Co się wydarzyło przez tych kilka miesięcy?
Sławomir Żero:
Wzięliśmy wspólnie udział w konferencjach handlowych franczyzowych sieci Laboo, Kosmeteria, Jasmin, Jawa. Przeprowadziliśmy rozmowy z przedstawicielami zarządu firmy Integra Nova, którzy są gorącymi orędownikami naszego projektu. Ideę zarządzania kategorią przekazywali udziałowcom swojej sieci podczas regionalnych meetingów. W drogeriach Laboo nasz projekt zarządzania kategorią w segmencie kosmetyków do makijażu będzie pierwszym tego typu i zarząd sieci ma nadzieję, że będzie wstępem do takich działań dla wszystkich kategorii. Zapraszamy do uczestnictwa w tym projekcie wszystkie sieci własne i franczyzowe, bo uważamy, że nasza oferta jest ponad podziałami, integruje sklepy i daje im rzeczywiste wsparcie.
Czy to oznacza wspólne akcje marketingowe marek biorących udział w projekcie?
Sławomir Żero:
Tak, jest to nasz wspólny projekt i będą również wspólne komunikaty marketingowe m.in. w gazetkach i pismach sieci franczyzowych, na materiałach POS oraz w rozmaitych mediach. Już na targi handlowe franczyzowych sieci drogerii, przygotowaliśmy specjalną ofertę, która dawała detalistom składającym u nas zamówienia dodatkowy, kilkunastoprocentowy rabat. Na przełomie listopada i grudnia zorganizowaliśmy też wspólną akcję skierowaną do sklepów działających na rynku tradycyjnym, które mogły sprzedawać kosmetyki naszych trzech firm z 30-procentowym upustem dla konsumenta.
Robert Zeszutek: Równolegle w Rossmannie trwała akcja „Kosmetyki do makijażu 40 proc. taniej”. My, nie będąc obecni ani w Rossmannie, ani w Biedronce, co nas zdecydowanie wyróżnia na rynku, dajemy możliwość sklepom tradycyjnym i franczyzowym sieciom konkurowania naszymi markami z najsilniejszymi graczami.
Edward Hajdrych: Wiedzieliśmy już rok wcześniej, że w grudniu Rossmann powtórzy akcję na minus 40 procentach i że to uderzy bardzo mocno w sklepy detaliczne. Byliśmy przygotowani na to, że nasi klienci będą potrzebowali wsparcia i gruntownie przemyśleliśmy ofertę, którą zaproponowaliśmy na przełomie listopada i grudnia, w tym najważniejszym dla biznesu kosmetycznego okresie.
Porozumienie trzech dostawców to chyba pierwsza tego typu inicjatywa na rynku?
Robert Zeszutek:
W Polsce jeszcze to się nie zdarzyło. Usiadło trzech partnerów, dogadało się. Nie zabieramy sobie biznesu, bo każdy nasz produkt jest skierowany do innego konsumenta. Wręcz przeciwnie – wspieramy się na wielu poziomach: sprzedażowym, handlowym, wymiany informacji, o tym gdzie, w którym sklepie mogą jeszcze stanąć nasze szafy z kosmetykami.
Sławomir Żero: Doradzamy też detalistom, jaki asortyment jest dla ich biznesu najwłaściwszy i dlaczego potrzebne jest w ich ofercie pełne spektrum asortymentowe od klasy premium plus, do stricte ekonomicznej. Sugerujemy również, jak dany produkt sprzedawać, a nawet – w jaki sposób zwiększyć wartość zakupową koszyka konsumenta, co w efekcie przełoży się na zyskowność danego punktu sprzedaży.
Mówimy o korzyściach dla sklepów, ale są to przecież też niezaprzeczalne korzyści dla Was, producentów.
Sławomir Żero:
Tak. Budujemy lojalność wobec sieci. Dostajemy siłę, jaką są obroty sklepów. W zamian za to oddajemy część środków, które generujemy dzięki zwiększonym zakupom u nas. Wzajemnie sobie pomagamy i wspieramy swoje biznesy. Wszystkie strony zaangażowane w projekt wygrywają.
Robert Zeszutek: Dzisiaj już nie ma czasu na półśrodki. Czas to sobie uświadomić, jedyną szansą rozwoju są zmiany, dlatego trzeba działać i to szybko, porządkować rynek i układać tak, żeby przynosił korzyści sklepom na poziomie wyższych marż, a producentom pozwolił na dalsze inwestycje. Najlepiej zacząć od siebie i tego na co mamy wpływ.
Czy oczekujecie, że sklepy, wiążąc się z Wami, zrezygnują z innych marek?
Edward Hajdrych:
Tak. Uważamy, że na poziomie marek niekoncernowych nasza oferta jest wystarczająca dla każdego sklepu, a wsparcie, które w zamian oferujemy, jest nie do odrzucenia. Znane, reklamowane marki powinny być dodatkowo dostępne w drogeriach, by konsument, który po nie przyjdzie, nie został odprawiony „z kwitkiem” do innej drogerii.
Zarządzanie kategorią wiąże się przede wszystkim z tym, że detalista w sposób przemyślany dobiera ofertę do swojego sklepu i eliminuje nadmiar podobnych lub słabo rotujących produktów. Właściciele drogerii zostawiają obecnie w sklepach raczej szafy z tańszą, polską, kolorówką. Z droższych marek wybierają tylko najpopularniejsze, widoczne w kampaniach reklamowych produkty i umieszczają je na oddzielnych miejscach ekspozycyjnych. Czy bierzecie to pod uwagę? Czy będziecie dostosowywać swoją ofertę do rynkowych realiów?
Edward Hajdrych:
Dla mnie nie ma pojęcia rynek. Każdy ze sklepów jest indywidualną wartością. Są takie, z którymi robimy kilkanaście tysięcy złotych obrotu miesięcznie, i takie, do których nie docieramy, bo z naszą ofertą nie jesteśmy w stanie dać odpowiedniego obrotu. Są na pewno takie sklepy, które mogą mieć kilka szaf klasy premium, bo taki jest ich potencjał i korzyści ze współpracy z takimi markami są niewspółmierne do innych. Ale są też takie, gdzie trzeba będzie zrezygnować z ekspozycji szafowej. Być może rozwiązaniem u niektórych klientów będzie tester displeya, którego zatowarowanie i wartość są znacznie mniejsze niż pełnej szafy makijażowej.
Natomiast powinniśmy wiedzieć, że konsument, nie dostając wyboru w segmencie kosmetyków kolorowych, na pewno odejdzie z drogerii. Dziś konsument jest królem. Kiedyś był nim dostawca, potem właściciel sklepu, a dziś to konsument rządzi. Jeśli nie dostanie wyboru, komfortu zakupów, jeśli produkt nie jest zaprezentowany w należytej formie, jeśli będą eksponowane tylko tanie marki, a prestiżowe poupychane na półkach, to jak można liczyć, że do sklepu przyjdzie klient, który będzie chciał zostawić w nim pieniądze? Jakie mamy podstawy sądzić, że tak będzie? Rezygnacja z ekspozycji jest z całą pewnością złym rozwiązaniem.
Natomiast chodzi o to, by nie nadreprezentować kategorii, bo w kolorówce, w przypadku każdej marki, nawet taniej, są zamrożone spore środki. W Brodr. Jorgensen dajemy korzystną ofertę zakupu mebla Gosh czy Lumene. Jesteśmy w stanie nawet jedną czwartą zatowarowania przekazać gratis. Opracowaliśmy minimalne zatowarowanie mebli. W marce Prestige Cosmetics rewolucyjnie zabraliśmy część produktów z szafy, zastępując je visualami, bo wyeliminowaliśmy najsłabiej rotujące produkty. Chcemy pokazać ekskluzywność tej marki i wyeliminować jak najwięcej produktów sprzedających się wolniej. Czas wtłaczania towaru do sklepów już dawno się skończył. Dzisiaj trzeba razem myśleć, jak optymalnie zatowarować mebel.
Sławomir Żero: Działamy podobnie. Nie rezygnujemy z szaf ekspozycyjnych Ingrid Cosmetics, które dostępne są w nowym, eleganckim, ale też funkcjonalnym designie. Mamy też świadomość, że są mniejsze i większe sklepy, dlatego też w ofercie mamy szafy „95” i „65”, a ponadto nogi ekspozycyjne, nogi na lakiery i inne, eleganckie prezentery. Zawsze liczy się komfort zakupów i profesjonalny, estetyczny sposób podania.
Robert Zeszutek: Również mamy bardzo bogaty wybór mebli dostosowanych do powierzchni sklepu i staramy się, by zaoferować w ich ramach jak najszerszą gamę produktów Pierre René i Miyo. Oczywiście możemy dopasować ofertę do indywidualnych potrzeb danej placówki. Ideą naszego projektu jest uporządkowanie asortymentu, zarówno w naszych meblach, jak i w całej kategorii. Przekonujemy właścicieli sklepów, że nie potrzebują X marek, wystarczy kilka, ale z przemyślaną ofertą. To pozwoli im uwolnić środki finansowe i przeznaczyć je na inwestycje przyciągające konsumenta do sklepu. To jest dziś najważniejsze – żeby do sklepów tradycyjnych wrócili klienci. Na pewno w drogeriach nie ma dziś miejsca na tanie, bazarowe marki, które nie budują wizerunku sklepu, nic nie dają sklepom od siebie i blokują miejsce na półce.
Edward Hajdrych: Zarówno firma Verona, jak i Pierre René, mogą swobodnie zagospodarować miejsce w segmencie ekonomicznym, dając sklepom znakomitą pod względem cenowym i asortymentowym, i świetnie podaną ofertę w estetycznych meblach ekspozycyjnych. Natomiast marki Brodr. Jorgensen mają być alternatywą dla marek klasy średniej i średniej wyższej, które są sprzedawane w sieciach z bonusami minus 40 proc., nie dostarczając już takich samych warunków swoim pozostałym klientom. To Rossmann z ponad ośmiuset swoimi drogeriami rządzi na rynku. Walczenie z nim dokładnie tą samą bronią nie ma sensu. Zbudowanie alternatywnej oferty, promowanej równie mocno, może spowodować, że drogerie będą z powodzeniem działać obok Rossmanna, a nie zostaną przez niego zmiecione.
Jak teraz wygląda rynek drogerii w Polsce?
Robert Zeszutek:
Jest zdominowany przez nowoczesne, szybko rozwijające się sieci z obcym kapitałem, jak Rossmann i Hebe. Jest też blisko 2,5 tys. sklepów prywatnych z potencjałem, walczących o życie – tym chcemy pomóc. Część producentów wybiera współpracę z sieciami, a my świadomie stawiamy na polski detal, na którym wyrośliśmy. Wierzymy, że między innymi dzięki uporządkowaniu asortymentu pozostaną na rynku mocne polskie sieci prywatne, a z nich wyłonią się liderskie, ogólnopolskie sieci franczyzowe. Wspólnie musimy zrozumieć, że jedyną szansą rozwoju są zmiany. Mówiąc wprost – jako producenci jedziemy na tym samy wózku, co sklepy i wspólnie walczymy nie tylko o swoje własne miejsca pracy, ale o tysiące miejsc w małych i większych sklepach w całym kraju, dlatego wszystkim nam powinno zależeć, aby ten projekt nie tylko się powiódł, ale był pierwszym, który zapoczątkuje porządki w innych kategoriach.   (au)
fot. archiwum redakcji


ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 15:21
Beauty wysyła sprzeczne sygnały. Co mówią o kondycji branży wyniki gigantów i jakie są wnioski dla polskiej półki? [ANALIZA WK]
L‘Oréal został uznany za najpopularniejszą markę kosmetyczną w Azji, Europie i Ameryce Południowej.fot. Shutterstock

Rekordowy wzrost sprzedaży ilościowej Unilevera i rekordowa marża L’Oréal potwierdzają odporność branży kosmetycznej. Nie jest to jednak boom, z którego korzystają wszyscy. Nivea notuje spadki, Coty dopiero wchodzi w fazę stabilizacji, a w makijażu konsumenci i sieci handlowe coraz ostrzej selekcjonują produkty. Wyniki największych koncernów pokazują, że o wzroście nie decyduje już prosty podział na segment premium i masowy. Wygrywają marki, które potrafią uzasadnić cenę produktu – innowacją, skutecznością, jakością albo siłą bestsellerów.

Wyniki opublikowane przez największe koncerny kosmetyczne po pierwszej połowie 2026 roku wysyłają pozornie sprzeczne sygnały. Z jednej strony L’Oréal, Unilever, Henkel i Estée Lauder pokazują rosnącą sprzedaż w kluczowych kategoriach. Z drugiej – Nivea mierzy się z wyraźnym spadkiem, Coty pozostaje poniżej dynamiki rynku, a część segmentów codziennej pielęgnacji i makijażu odczuwa większą ostrożność konsumentów.

Wspólny mianownik jest jednak czytelny: beauty pozostaje kategorią odporną, ale pieniądze konsumentów płyną coraz bardziej selektywnie. Wzrost koncentruje się wokół innowacji, marek eksperckich, produktów premiumizowanych oraz tzw. hero products, czyli sprawdzonych bestsellerów, na których producenci skupiają marketing i dystrybucję.

– Wzrost napędzały dwa główne silniki: konsekwentna realizacja strategii innowacji oraz rozwój e-commerce, najdynamiczniejszego kanału w branży – podsumował wyniki Nicolas Hieronimus, CEO L’Oréal.

Włosy, dermokosmetyki i zapachy ciągną rynek

Z wyników największych grup wyłaniają się trzy szczególnie mocne kategorie: pielęgnacja włosów, dermokosmetyki oraz zapachy. Każda odpowiada na nieco inną potrzebę konsumenta, ale wszystkie pozwalają markom przekonująco uzasadnić wyższą cenę.

Pielęgnacja włosów: premiumizacja wychodzi poza salon

Haircare jest obecnie jednym z najbardziej konsekwentnych motorów wzrostu branży. L’Oréal podał dwucyfrowy wzrost tej kategorii w dziale Consumer Products. Jednocześnie segment Professional Products zwiększył sprzedaż o 11,6 proc., korzystając z rosnącego zainteresowania profesjonalną i premiumizowaną pielęgnacją włosów.

Dobrze radzą sobie zarówno marki salonowe, takie jak Kérastase i Redken, jak i produkty rynku masowego, w tym linie L’Oréal Paris Elvive i Garnier Fructis. Pokazuje to, że premiumizacja kategorii nie musi oznaczać wyłącznie przechodzenia konsumenta do najdroższych marek. Może także polegać na kupowaniu bardziej wyspecjalizowanych, droższych produktów w ramach oferty masowej.

Podobną dynamikę widać w Henklu. Segment Hair osiągnął 4,2 proc. organicznego wzrostu i był głównym motorem całego pionu Consumer Brands. Największy wkład miały koloryzacja i stylizacja, a koncern dodatkowo wzmacnia pozycję w profesjonalnej i prestiżowej pielęgnacji włosów poprzez przejęcia Olaplex oraz Not Your Mother’s.

– W Consumer Brands segment Hair kontynuował bardzo silną trajektorię wzrostu – stwierdził Carsten Knobel, CEO Henkel.

W P&G organiczna sprzedaż Beauty wzrosła w czwartym kwartale roku fiskalnego o 4 proc. Pielęgnacja włosów osiągnęła średni jednocyfrowy wzrost, wspierany między innymi przez zwiększenie wolumenów w Europie i regionie Azji i Pacyfiku. Także Unilever korzystał z dobrej dynamiki marek Sunsilk i Dove.

Dermokosmetyki: skuteczność ważniejsza niż tradycyjny podział cenowy

Drugim wyraźnym zwycięzcą są dermokosmetyki. Konsumenci pozostają gotowi płacić więcej za udokumentowaną skuteczność, aktywne składniki, rekomendacje ekspertów i produkty odpowiadające na precyzyjnie nazwane problemy skóry.

Dywizja Dermatological Beauty L’Oréal zwiększyła sprzedaż o 10,6 proc. Dwucyfrowo rosły La Roche-Posay, CeraVe i SkinCeuticals, a dobre wyniki produktów przeciwsłonecznych wspierała premiera CeraVe Sun oraz szerszy wzrost zainteresowania skuteczną ochroną przed promieniowaniem UV.

Podobny kierunek widać w Beiersdorfie. Segment Derma, skupiający między innymi Eucerin i Aquaphor, urósł organicznie o 7,8 proc. Sprzedaż wspierały innowacje składnikowe, w tym Epicelline i Thiamidol, a także ekspansja marek na nowe rynki i do kolejnych kategorii produktowych.

Dermo staje się w ten sposób nie tyle podsegmentem tradycyjnej pielęgnacji, ile jednym z głównych obszarów wzrostu całego rynku. Jego przewagą jest połączenie wartości premium z łatwą do zakomunikowania obietnicą skuteczności.

Zapachy: odporny luksus i siła marek modowych

Trzecią kategorią są zapachy, które nadal pełnią funkcję dostępnego luksusu. W Estée Lauder Companies ich sprzedaż organiczna wzrosła w całym roku fiskalnym o 10 proc. Za wzrost odpowiadały przede wszystkim luksusowe marki Le Labo, Tom Ford i Kilian Paris.

Zapachy rosły dwucyfrowo również w L’Oréal Luxe, napędzane przez takie marki i linie jak Prada, Yves Saint Laurent, Valentino oraz Emporio Armani. Koncern dodatkowo wzmacnia ten obszar poprzez aktywa Kering Beauté i przejęcie licencji Gucci Beauty, która ma trafić do L’Oréal w lipcu 2027 roku.

image

Przetasowanie na rynku dóbr luksusowych. L’Oréal za 400 mln dol. przejmuje Gucci Beauty od Coty już w 2027 r.

Wyniki potwierdzają, że w niepewnym otoczeniu konsumenci nie rezygnują całkowicie z luksusu. Są jednak bardziej skłonni wybierać produkty rozpoznawalne, emocjonalne i posiadające silną historię marki.

Rynek masowy nie przegrywa. Musi jednak dostarczać wartość

Dobre wyniki segmentów premium nie oznaczają, że rynek masowy pozostaje skazany na stagnację. Najlepszym przykładem jest Unilever, który w drugim kwartale osiągnął 5,5-procentowy wzrost wolumenu – najwyższy od ponad dekady. Bazowa sprzedaż segmentu Beauty & Wellbeing wzrosła w pierwszym półroczu o 5,9 proc., a Personal Care o 4,8 proc.

– Osiągnęliśmy mocny, napędzany wolumenem wynik, a drugi kwartał był dla Unilevera najlepszym kwartałem wolumenowym od ponad dekady – powiedział Fernando Fernandez, CEO Unilever.

Wzrost wspierały zarówno marki dostępne cenowo, takie jak Dove, Sunsilk i Vaseline, jak i produkty premiumizowane wprowadzane pod znanymi markami masowymi. To ważne rozróżnienie: rynek nie dzieli się dziś wyłącznie na rosnące premium i słabnący mass market. Rosną te produkty masowe, które oferują innowację, atrakcyjne doświadczenie użycia albo bardzo czytelny stosunek jakości do ceny.

W P&G Beauty również okazało się najsilniejszym segmentem w czwartym kwartale. Organiczna sprzedaż całej grupy pozostała bez zmian, podczas gdy Beauty urosło o 4 proc. Wzrost pochodził przede wszystkim z haircare i personal care. Pielęgnacja skóry pozostała natomiast na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego: dobre wyniki superpremiumowej marki SK-II zostały zrównoważone przez spadek wolumenów w Chinach.

Marże, koszty, promocja marek a walka o konsumenta

W wynikach koncernów widać również zmianę modelu zarządzania kosztami. Największe firmy nie rezygnują z inwestycji w reklamę, innowacje i pozyskiwanie konsumentów. Oszczędności szukają przede wszystkim w administracji, strukturach organizacyjnych, łańcuchach dostaw i nadmiernie rozbudowanym portfolio.

L’Oréal osiągnął rekordową dla pierwszego półrocza marżę operacyjną w wysokości 21,3 proc. Koszty sprzedaży i administracji zmniejszyły się w relacji do przychodów, natomiast wydatki reklamowe i promocyjne wzrosły.

Jak podkreślił Nicolas Hieronimus: koncentracja na kontroli kosztów pozwoliła grupie zwiększyć środki przeznaczone na rozwój marek.

Jeszcze wyraźniej mechanizm ten widać w Estée Lauder Companies. Grupa wróciła do wzrostu: raportowana sprzedaż zwiększyła się w roku fiskalnym o 5 proc., a organiczna o 3 proc. Jednocześnie skorygowana marża operacyjna poprawiła się o 3,2 pkt proc., do 11,2 proc. Firma zwiększyła inwestycje skierowane do konsumentów o 7 proc., finansując je między innymi efektami programu restrukturyzacji.

– Przywróciliśmy wzrost: sprzedaż organiczna zwiększyła się o 3 proc., a poprawa objęła szerokie portfolio marek – powiedział Stéphane de La Faverie, prezes i CEO Estée Lauder Companies.

Program naprawy rentowności Estée Lauder zakłada redukcję od 5,8 tys. do 7 tys. stanowisk netto. Łącznie z eliminacją części nieobsadzonych etatów zmiany mają objąć około 10 tys. stanowisk. Docelowe roczne korzyści brutto z programu mają sięgnąć około 1,2 mld dolarów.

Podobny kierunek obrało Coty. Spółka upraszcza kalendarz innowacji i liczbę SKU w makijażu, przenosząc środki na mniejszą liczbę premier o większym potencjale oraz na sprawdzone hero products. To sygnał istotny również dla handlu: szerokość portfolio przestaje być wartością samą w sobie, jeśli nie przekłada się na rotację.

Nivea: spadek sprzedaży nie oznacza załamania popytu

Wyniki Beiersdorfu pokazują „dwie prędkości” kosmetycznego portfolio. Podczas gdy Derma urosła o 7,8 proc., sprzedaż Nivei spadła organicznie o 6,8 proc. w pierwszym półroczu.

Firma tłumaczyła ten wynik między innymi konfliktami z partnerami handlowymi, redukcją zapasów w handlu, przesunięciami premier oraz późniejszym rozpoczęciem sezonu produktów przeciwsłonecznych w Europie. Czynniki te uderzyły przede wszystkim w sell-in, czyli dostawy do handlu. Sprzedaż do konsumentów końcowych pozostała natomiast na plusie.

Nie oznacza to, że problemy Nivei można sprowadzić wyłącznie do technicznych przesunięć. Beiersdorf przyznał, że podstawowe portfolio marki nadal mierzy się z wyzwaniami, a dotychczasowe działania przyniosły zbyt punktowe efekty, aby poprawić wyniki globalne.

Podejmujemy bardziej zdecydowane działania, aby przywrócić Niveę na ścieżkę wzrostu, wdrażając 18-miesięczny plan naprawczy – zapowiedział Vincent Warnery, CEO Beiersdorf.

Plan ma objąć innowacje we wszystkich kategoriach, zwiększenie dostępności marki i mocniejsze dostosowanie produktów do lokalnych potrzeb. W drugim półroczu Beiersdorf zamierza zwiększyć wydatki mediowe na Niveę o 100 mln euro.

Coty wychodzi z dołka? Na razie widać pierwsze oznaki stabilizacji

W przypadku Coty określenie „wyjście z dołka” byłoby nadal przedwczesne. W czwartym kwartale spółka wróciła do raportowanego wzrostu sprzedaży na poziomie 1 proc., a spadek LFL wyhamował do 1 proc. Był to wynik lepszy od oczekiwań i wyraźnie lepszy niż w poprzednich kwartałach.

W całym roku fiskalnym sprzedaż Coty spadła jednak o 5 proc. w ujęciu porównywalnych placówek wzrosła o 1 proc Segment Prestige zmniejszył się o 4 proc., a Consumer Beauty o 7 proc. Zarząd przyznaje także, że sell-out obu dywizji nadal rośnie wolniej niż rynek.

– Wyniki czwartego kwartału dają pierwsze oznaki stabilizacji, chociaż proces odbudowy nie będzie przebiegał liniowo – ocenił Markus Strobel, executive chairman i tymczasowy CEO Coty.

Coty nazywa rok fiskalny 2027 okresem przejściowym. Spółka upraszcza portfolio, ogranicza koszty stałe i przygotowuje się do wcześniejszego zwrotu licencji Gucci Beauty. Jednocześnie chce zwiększyć wsparcie kluczowych marek i poprawić ich widoczność nie tylko w tradycyjnych kanałach cyfrowych, lecz także w rekomendacjach generowanych przez platformy AI.

To ważny sygnał dla całej branży: walka o konsumenta rozszerza się z półki sklepowej, wyszukiwarki i mediów społecznościowych na odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję.

Polska wśród najmocniejszych rynków L’Oréal

Polska została wprost wyróżniona przez L’Oréal jako jeden z europejskich rynków o szczególnie dobrych wynikach, obok Hiszpanii i Portugalii. W Europie koncern zwiększył sprzedaż porównywalną o 6,1 proc., a wzrost obejmował wszystkie dywizje.

Dla polskiego handlu istotne jest to, że europejską sprzedaż L’Oréal napędzały między innymi pielęgnacja włosów i makijaż w segmencie Consumer Products, zapachy w Luxe oraz dermokosmetyki. Są to kategorie mające dużą reprezentację w polskich drogeriach, perfumeriach i aptekach.

Inny sygnał płynie z Coty, którego sprzedaż w regionie EMEA pozostawała pod presją, w tym na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje to, że dobra kondycja polskiego rynku nie gwarantuje automatycznego wzrostu wszystkim dostawcom. Coraz większe znaczenie mają atrakcyjność konkretnych marek, jakość innowacji, polityka cenowa, dostępność produktu i siła wsparcia marketingowego.

Wnioski dla polskich drogerii i dostawców

1. Półka haircare wymaga nowej segmentacji

Tradycyjny podział według ceny i podstawowej funkcji produktu przestaje odpowiadać sposobowi, w jaki rozwija się kategoria. Oferta powinna wyraźniej eksponować takie potrzeby jak odbudowa włosów, pielęgnacja skóry głowy, ochrona koloru, przeciwdziałanie wypadaniu czy efekty inspirowane profesjonalnymi zabiegami.

Mass market, premium i professional coraz częściej tworzą jeden ekosystem konkurujących ze sobą rozwiązań. Dla klienta ważniejszy od formalnego segmentu staje się obiecywany efekt.

2. Dermo i SPF stają się kategoriami całorocznymi

Sukces L’Oréal Dermatological Beauty oraz marek Eucerin i Aquaphor wskazuje, że dermokosmetyki powinny być traktowane jako jedna z podstawowych części oferty pielęgnacyjnej, a nie specjalistyczna nisza.

Podobnie zmienia się rola ochrony przeciwsłonecznej. SPF coraz mocniej łączy się z codzienną pielęgnacją, profilaktyką przebarwień i healthy aging. O sprzedaży decydują jednak nie tylko produkty, lecz również edukacja, rekomendacje ekspertów i czytelna komunikacja skuteczności.

3. Makijaż czeka dalsza selekcja 

Wzrost w kosmetykach kolorowych jest wybiórczy. Dobrze radzą sobie konkretne marki i innowacje, między innymi Maybelline, NYX Professional Makeup oraz M·A·C, ale część biznesu makijażowego Coty i Estée Lauder pozostaje pod presją.

Dla sieci oznacza to konieczność szybszego analizowania rotacji, ograniczania martwych indeksów i kierowania większego wsparcia do bestsellerów. Taką samą drogą idą sami producenci, upraszczając portfolio i koncentrując inwestycje na mniejszej liczbie premier.

4. Prawidłowe czytanie danych

Spadek dostaw do sklepu nie zawsze oznacza kryzys danej marki. Przykład Nivea udowadnia, że spadki w zamówieniach mogą wynikać z polityki magazynowej sieci handlowych, podczas gdy popyt rynkowy (sell-out) pozostaje dodatni

Komentarz Wiadomości Kosmetycznych:

Anita Leowska-Skiba, redaktor prowadząca: Beauty pozostaje odporne, ale coraz bardziej selektywne

Wyniki największych koncernów nie potwierdzają prostego scenariusza, w którym premium rośnie, a rynek masowy traci. Luksusowe zapachy, profesjonalna pielęgnacja włosów i dermokosmetyki rzeczywiście należą do najmocniejszych segmentów, ale równie dobre wyniki osiągają dostępne cenowo marki Dove, Sunsilk czy Vaseline.

Granica przebiega gdzie indziej: między produktami, które dają konsumentowi wyraźny powód do zakupu, a ofertą pozbawioną czytelnej przewagi. W warunkach utrzymującej się presji na domowe budżety konsumenci nie przestają kupować kosmetyków. Dokładniej wybierają jednak marki, produkty i okazje zakupowe.

Najwięksi producenci odpowiadają na tę zmianę w podobny sposób: ograniczają koszty zaplecza, upraszczają portfolio, inwestują w innowacje i przesuwają większe środki na k

omunikację z konsumentem. W 2026 roku wzrost w beauty pozostaje osiągalny – ale nie jest już rozdzielany równo.

 

* Materiał opracowano na podstawie wyników L’Oréal, Unilever, Henkel i Beiersdorf za pierwsze półrocze 2026 roku oraz wyników P&G, Estée Lauder Companies i Coty za rok fiskalny zakończony 30 czerwca 2026 roku. Dane poszczególnych koncernów obejmują różne okresy sprawozdawcze i nie powinny być porównywane bezpośrednio jako identyczne okresy kalendarzowe. Cytaty zostały przetłumaczone z języka angielskiego przez redakcję.

ZOBACZ KOMENTARZE (0)
StoryEditor
Producenci
20.08.2026 12:50
Inglot dołącza do Too Good To Go. Kosmetyki trafiły do Paczek Niespodzianek
Inglot w Too Good To Go. Kosmetyki w Paczkach NiespodziankachInglot

Too Good To Go rozszerza swoją ofertę o kosmetyki. Do aplikacji trafiły Paczki Niespodzianki przygotowane przez polską markę Inglot. W zestawach znajdują się m.in. końcówki kolekcji, ostatnie sztuki edycji limitowanych oraz produkty z uszkodzonymi opakowaniami. Ceny pakietów zaczynają się od 59,90 złotych.

W tym artykule przeczytasz:

  • Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach
  • Co znajdzie się w paczkach Inglota?
  • Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go
  • Inglot stawia na własną produkcję

Too Good To Go kojarzy się przede wszystkim z ratowaniem niesprzedanej żywności. Model aplikacji, w którym użytkownicy mogą kupować w niższej cenie produkty, które w przeciwnym razie mogłyby się zmarnować, coraz częściej wychodzi jednak poza gastronomię. Teraz do grona partnerów platformy dołączył Inglot.

W ramach współpracy marka udostępniła w aplikacji Paczki Niespodzianki z kosmetykami do makijażu. Ich zawartość nie jest znana przed zakupem, a poszczególne zestawy mogą różnić się od siebie.

Inglot sprzedaje kosmetyki w Paczkach Niespodziankach

Użytkownicy Too Good To Go mogą znaleźć obecnie dwa rodzaje zestawów przygotowanych przez Inglot. Pierwszy to zestaw do makijażu twarzy, którego cena wynosi 59,90 złotych, przy gwarantowanej wartości produktów na poziomie co najmniej 120 złotych.

Drugi wariant obejmuje kosmetyki do makijażu ust. Kosztuje 69,90 złotych, podczas gdy wartość znajdujących się w nim produktów ma wynosić minimum 140 złotych.

Formuła jest charakterystyczna dla Paczek Niespodzianek Too Good To Go. Klient nie wybiera konkretnych produktów, ale kupuje zestaw o określonej wartości. To jednocześnie element zakupowej niespodzianki i sposób na zagospodarowanie produktów, które niekoniecznie znalazłyby już miejsce w regularnej sprzedaży.

image

Inglot zerwał umowę z dystrybutorem w Hiszpanii, dostawy wstrzymane. Spór o długi i umowę

Co znajdzie się w paczkach Inglota?

Jak wynika z informacji udostępnionych przez markę, w paczkach mogą znaleźć się końcówki kolekcji, ostatnie sztuki produktów z edycji limitowanych oraz kosmetyki, których opakowania mają drobne niedoskonałości.

Nie oznacza to jednak obniżonej jakości samego produktu. Jak podkreśla Inglot, ewentualne mankamenty dotyczą opakowań i nie wpływają na kosmetyk znajdujący się w środku.

To właśnie ten model może być interesujący z punktu widzenia branży kosmetycznej. Produkty wycofywane z regularnej oferty, pojedyncze sztuki czy końcówki serii nie muszą być automatycznie traktowane jako odpad. Mogą znaleźć odbiorców, jeśli zostaną zaoferowane w odpowiednim kanale i cenie.

Nie tylko żywność trafia do Too Good To Go

Wejście Inglot do Too Good To Go pokazuje szerszy kierunek rozwoju modelu, który początkowo był kojarzony niemal wyłącznie z gastronomią. W przypadku kosmetyków mechanizm może działać nieco inaczej niż przy żywności, ale wspólnym mianownikiem pozostaje zagospodarowanie pełnowartościowych produktów, które z różnych powodów nie są już przeznaczone do standardowej sprzedaży.

W branży beauty dotyczy to m.in. produktów sezonowych, limitowanych kolekcji czy pojedynczych sztuk pozostających na magazynie. W przypadku kosmetyków kolorowych problem może być szczególnie widoczny ze względu na częste zmiany kolekcji i dużą liczbę wariantów kolorystycznych.

Dla konsumenta dodatkową zachętą jest cena. W przypadku zestawu do ust za 69,90 złotych deklarowana wartość produktów wynosi minimum 140 złotych. To oznacza, że użytkownik otrzymuje kosmetyki za około połowę ich wartości rynkowej, choć nie ma wpływu na dokładny skład paczki.

image

UOKiK zgodził się na przejęcie Inglot przez Avallon MBO. Fundusz obejmie 51 proc. udziałów

Inglot stawia na własną produkcję

W komunikacji dotyczącej współpracy Inglot zwraca uwagę również na skalę własnej produkcji. Ponad 70 proc. asortymentu marki ma wegańskie formuły, a 95 proc. kosmetyków powstaje w laboratoriach firmy w Przemyślu.

Paczki przygotowane w ramach współpracy z Too Good To Go są dostępne do wyczerpania zapasów. Nie jest to więc stała oferta sprzedażowa, ale dodatkowy kanał dystrybucji produktów, które nie trafiają już do regularnej ekspozycji lub sprzedaży.

 

Aurelia Obrochta
ZOBACZ KOMENTARZE (0)
24. sierpień 2026 15:33